Rozdział 350: Ostatnie wolne dni
Rozciągnięty na podłodze, Greg oparł głowę na jednej ręce i spojrzał z uśmiechem na otwarty prezent przed sobą. Uśmiech był również spowodowany cholernie niesamowitym, powolnym, intymnym seksem, który on i Mycroft właśnie odbyli przed kominkiem. To było tak blisko kultu ciała, jak tylko dwie osoby mogły osiągnąć, wraz z podnieconymi westchnieniami i jękami. Każdy cal jego ciała brzęczał w następstwie orgazmu, a jego skóra lśniła od potu zarówno po ich czynnościach, jak i od ognia, a koc był do połowy narzucony na jego dolną połowę.
Podniósł wzrok, gdy usłyszał kroki, uśmiechając się, gdy patrzył, jak jego partner wrócił do pokoju z dwoma świeżymi kubkami grzanego wina - wciąż nagi - ku uciesze Grega. Spojrzenie, którym obdarzył go Mycroft, było mieszanką ogromnej miłości i pożądania, które sprawiło, że prawie instynktownie przegryzł wargę.
— Nie mogę uwierzyć, że kupiłeś mi całą kolekcję Jamesa Bonda — skomentował, gdy Mycroft usiadł z powrotem obok niego, śledząc krawędź pudełka DVD, które podziwiał.
Mycroft zaśmiał się, podciągnąć trochę koc, by również się nim ukryć. Ruch ujawnił wygięcie biodra Grega, które Mycroft podziwiał przez kilka chwil, zanim podał mu alkohol.
Greg zmusił się do prawidłowego siadu, biorąc napój, wzdychając i rozkoszując się jego słodkim, korzennym zapachem. Szturchnął kolano Mycrofta stopą, uśmiechając się promiennie, nucąc radośnie.
— Tak, cóż, pomyślałem, że moglibyśmy jutro zrobić sobie mały maraton filmowy, jeśli miałbyś ochotę — powiedział Mycroft, wzruszając ramionami, popijając drinka. — Zanim zaczniemy się przygotowywać do powrotu do Londynu.
Tak, jutro był ich ostatni wolny dzień w domku wakacyjnym Holmesów. Greg nie mógł wymyślić lepszego sposobu na spędzenie tego czasu. Dzisiejsza noc była absolutnie czarująca, a przed ich maratonem nie mógł odmówić sobie wyjścia na chwilę na śnieg.
— Nadal uważam, że jeśli chodzi o mój prezent, to nie powinieneś tego kupować — odezwał się ponownie Mycroft po chwili.
— Och, proszę cię — powiedział Greg, delikatnie machając wolną ręką. — I tak potrzebowałeś nowego, więc… Nie martw się, nie kupiłem ci tylko praktycznych prezentów.
— Gregory — powiedział Mycroft unosząc brwi. — Jest więcej prezentów?
— Nie bądź głupi, kochanie, nie kupiłbym ci jedynie karafki na Boże Narodzenie…
— Całkiem elegancką karafkę, nie bagatelizuj jej — powiedział Mycroft, zerkając na kryształowe naczynie, od którego odbijał się blask ognia i rzucała refleksy na ścianę. Wyciągnął dłoń i smukłymi palcami z szacunkiem śledząc jej obwód. — Jest piękna.
Greg zarumienił się, słysząc podziw w głosie Mycrofta. Szczerze mówiąc, nie uważał jej za szczególnie wartościową. Wiedział, że Mycroft by ją docenił, ponieważ potrzebował nowej, ale najwyraźniej warta była coś więcej, niż tylko pieniądze, które na nią wydał.
— Mycroft… — zaczął, odkładając kubek z winem.
Jego głos zdawał się wyrywać partnera z transu, który wpadł. Mrugając, młodszy mężczyzna odwrócił się, by na niego spojrzeć. Jego twarz wciąż była zarumieniona, a włosy w nieładzie, z jaskrawo czerwonymi miłosnymi ukąszeniami zaczynającymi wyróżniać się na jego bladej skóry i ten widok zapierał dech w piersiach. Uśmiechając się, Greg wyciągnął rękę i położył ją na jego piersi.
— Cieszę się, że ci się podoba — wyszeptał, pocierając kciukiem miękką skórę i odgarniając włosy.
Mycroft chwycił dłoń Grega, ściskając ją i unosząc do słodkiego pocałunku.
Greg zamrugał zaskoczony, przesuwając się bliżej, tak że w połowie znajdował się na kolanach Mycrofta, owijając ręce wokół jego szyi i trzymając się pewnie. Ich nosy otarły się o siebie, gdy odsunęli się lekko od siebie, uśmiechając się radośnie.
— To już jest najlepsze Boże Narodzenie w historii. — Greg uśmiechnął się, bawiąc się włosami opadającymi na kark Mycrofta.
Młodszy mężczyzna zamyślił się.
— Tak, zdecydowanie muszę się z tym zgodzić. — Uśmiechnął się, całując Grega w czoło.
— Nie jestem gotowy na powrót do Londynu — przyznał z westchnieniem, pochylając się do przodu i wtulając się w szyję Mycrofta.
Mycroft przytulił go mocno powoli przesuwając dłonią w górę i w dół jego pleców.
— Ja również — zgodził się Mycroft z westchnieniem. — Będzie jednak dobrze. Oszalelibyśmy nic nie robiąc.
— Być może — zaśmiał się Greg, wtulając się w obojczyk Mycrofta. — Ale na razie pozwól mi się wygrzewać w tej atmosferze.
— Rób to, najdroższy — wyszeptał Mycroft, całując włosy Grega i mocno go przytulając.
