Rozdział 351: Wolę herbatę
Uwagi: Alternatywa - Nastolatki
Dla Mycrofta Holmesa było bardzo niewygodne, że jego młodszy brat nalegał na ciastka z pobliskiej kawiarni zamiast, być może, prawdziwej piekarni, a nawet herbaciarni, która również sprzedawała ciastka. Nie, to musiała być kawiarnia. Dzięki Sherlockowi, starszy Holmes bardzo szybko nauczył się, że lepiej nie kłócić się o tak trywialne rzeczy. Po prostu trzeba było się z tym pogodzić i iść dalej. Ktoś kiedyś powiedział: "wybieraj swoje bitwy". To wciąż nie czyniło tej preferencji mniej nudną.
— Zakładam, że wiesz i rozumiesz dlaczego, ponieważ jestem pewien, że nie możesz oderwać od nich rąk — argumentował Sherlock pewnego dnia.
— Sherlocku, ignorując twój przytyk do mojej budowy ciała i twoje ciągłe naleganie, żebym jadł więcej niż daję radę, kupuję te ciastka tylko dla ciebie — westchnął Mycroft, szczypiąc nasadę nosa.
— Krem w ciastkach w herbaciarni nigdy nie jest świeży, a ciasto w piekarni jest zbyt aromatyczne.
Taka była reakcja chłopca za każdym razem, gdy Mycroft próbował zaprowadzić go, gdzie indziej. Dlatego nastolatek wybierał swoje bitwy, odłożył argumenty na bok i poszedł do kawiarni.
Nie chodziło o to, że kawiarnia była złym miejscem. W rzeczywistości było wręcz przeciwnie. Był to nowszy, dobrze utrzymany lokal ze spokojną atmosferą i uprzejmymi pracownikami. Problem polegał na tym, że Mycroft w najlepszym wypadku tolerował kawę. Zawsze wolał herbatę. Jasne, nie stanowiło to większego problemu, kiedy wpadał tylko po to, żeby kupić ciastko i wrócić do domu, ale przez większość czasu chciał też odpocząć w jednym z wygodnych foteli i poczytać lub popracować na swoim laptopie. W końcu przy żywiołowym młodszym bracie z trudem zaznał spokoju w domu.
Cała jego irytacja związana z pójściem tam zniknęła pewnego spokojnego popołudnia, gdy wszedł i zobaczył chłopca za ladą. Jego ciemne włosy były w nieładzie, koszula była rozpięta, na twarzy miał odrobinę mąki, a na fartuchu jeszcze więcej. Jednak kiedy odwrócił się i przywitał Mycrofta, zrobił to z najjaśniejszym uśmiechem, jaki nastolatek kiedykolwiek widział. Spojrzenie jego brązowych oczu było ciepłe i Mycroft stwierdził, że trudno mu było odwrócić wzrok od nich.
— Dzień dobry! — powiedział chłopiec (choć Mycroft oceniał, że w rzeczywistości był starszy). — Przepraszam za bałagan, ruch w czasie lunchu zrobił się trochę szalony. Co mogę podać?
Po raz pierwszy Mycroftowi odebrało mowę. Jednak z całą pewnością nie jąkał się i nie wahał, mówiąc swoje zamówienie i zdecydowanie nie patrząc na chłopca długo po tym, jak usiadł na swoim zwykłym miejscu.
Na jego plakietce widniał napis "Greg".
Tak naprawdę Mycroft nigdy wcześniej nie czuł pociągania do kogoś, więc zaczął się dziwić, kiedy nie mógł się doczekać swoich kolejnych wizyt w kawiarni. Po kilku dniach podziwiania z daleka Gregory zaczął z nim rozmawiać. Jak się okazało, Mycroft miał rację (nie żeby myślał, że się mylił), mówiąc, że Gregory był od niego starszy. Miał osiemnaście lat, a Mycroft szesnaście, i był… fascynujący.
Kiedy zaczęli się czuć ze sobą bardziej komfortowo, Gregory zaczął dołączać do Mycrofta na jednej z kanap, kiedy w sklepie nie było już żadnych innych klientów. Rozmawiali całkiem naturalnie, a Mycroft nie mógł powstrzymać się od śmiechu z żartów z historii Gregory'ego, bez względu na to, jak absurdalne były. Jego wizyty stawały się nieco częstsze, kiedy pozwalał na to jego harmonogram, a także stawały się dłuższe. Nigdy więcej nie wyciągnął swojej książki.
Gregory robił mu herbatę.
— Któregoś dnia przekonam się do napicia się kawy, tylko poczekaj na to — powiedział Gregory pewnego popołudnia, wyciągając jedną rękę na oparciu kanapy.
Mycroft był bardzo świadomy tego, jak blisko jego ramienia znajdowała się dłoń nastolatka, ale zmusił się do zignorowania tego, nucąc w odpowiedzi, popijając herbatę.
— Wątpię w to — odparował, unosząc brew. — Zamiast tego powinieneś po prostu przyznać się do porażki i właściwie umieścić herbatę w menu.
— Cóż, to nie moja kawiarnia, więc naprawdę nie mam kontroli nad menu — zaśmiał się Greg.
Mycroft poczuł ucisk w klatce piersiowej, a usta wykrzywiły się w uśmiechu.
— W rzeczy samej — potwierdził Mycroft, pochylając się do przodu i odstawiając filiżankę na małym stoliku przed nimi. — W takim razie to na moją korzyść, że jesteś tak biegły w parzeniu zarówno herbaty, jak i kawy.
— Moje umiejętności nie kończą się na tym — powiedział Gregory, pochylając się nieco bliżej. Mycroft prawie poczuł ciepło bijące od jego ciała, co brzmiało śmiesznie, ale… Jego serce przyspieszyło niego, gdy patrzył, nie mogąc oderwać wzroku od Gregory'ego. — Hej, Myc…
Starszy nastolatek zamilkł, nagle wyglądając na trochę niepewnego siebie. Niestety dzwonek nad drzwiami oznajmił nowego klienta i musiał cicho przeprosić, aby przyjąć zamówienia. Mycroft wypuścił drżący oddech, kiedy został sam i zamknął oczy. Nagle poczuł zawroty głowy. Logicznie rzecz biorąc, powinien być zirytowany skróconym imieniem, którego zaczął używać Gregory. Nienawidził, kiedy ktoś zwracał się do niego inaczej niż Mycroft. Jednak z nim… było inaczej. Było to ujmujące.
Czego Gregory był tak niepewny? Mycroft był tak dobry w odczytywaniu ludzi, ale nie mógł zrozumieć drugiego nastolatka. Był pełen pewności siebie i iskry, więc Mycroft naprawdę nie miał pojęcia, skąd brało się to wahanie. Oblizał usta, prostując się, gdy Gregory wrócił.
— Przepraszam — westchnął, siadając z powrotem na kanapie.
Mycroft potrząsnął głową.
— Jesteś w pracy, to żaden kłopot.
— W każdym razie — westchnął Gregory. — Zastanawiam się… Czy mógłbyś… Na początku chciałem zapytać, czy nie chciałbyś napić się kawy, ale jest to kiepskie, ponieważ pracuję w kawiarni i jest to jedyne miejsce, w którym kiedykolwiek spędzamy czas. W takim razie, jeśli jesteś głodny… Moglibyśmy coś przekąsić po mojej zmienia? Późny lunch? Albo moglibyśmy pójść na kolację, jeśli wolisz iść później, albo… Albo mógłbym przestać gadać jak skończony idiota.
Mycroft wpatrywał się w niego. Zamrugał. Był w szoku. Otworzył usta, po chwili ponownie je zamknął.
— Czy… zapraszasz mnie na randkę? — zapytał po chwili z wahaniem.
Gregory zagryzł nerwowo dolną wargę, a spojrzenie Mycrofta zostało na chwilę przyciągnięte do tego ruchu.
— Tak. — Skinął głową, wypuszczając powietrze. — Tak. Właśnie to robię.
— Kolacja brzmi… wspaniale.
Mycroft usłyszał, jak się zgadzał. Właśnie umówił się na randkę. Prawdziwą randkę. Z Gregorym. Cudownie, nawet nie myślał pełnymi zdaniami. Coś było z nim wyraźnie nie tak. Jednak ulga na twarzy starszego nastolatka była zaraźliwa i po raz kolejny jego uśmiech rozjaśnił pomieszczenie.
— Świetnie, wręcz wspaniale — wydyszał Gregory, a jego ramiona opadły w uldze.
— Kolacja jest oczywiście lepsza niż kawa — skomentował Mycroft, ponownie sięgając po swój napój. Uśmiechnął się. — W końcu obaj wiemy, że wolę herbatę.
