Rozdział 352: Czekając na ciebie

Mycroft siedział przed kominkiem, wpatrując się w nic konkretnego i popijając szkocką, kiedy zadzwoniła jego komórka. Podniósł głowę i chwytając telefon, spojrzał na identyfikator dzwoniącego. Nie mógł powstrzymać się od przewrócenia oczami i westchnienia, po czym odstawił alkohol i odebrał.

— Och drogi Panie — skomentował z irytacją do komórki. — Nie będziemy mieć teraz świątecznych telefonów, prawda? Czy uchwalili nowe prawo?

— Myślę, że dziś wieczorem znajdziesz Irene Adler. — Dobiegł go głos Sherlocka pod drugiej stronie. Był tak ostry i zgryźliwy jak zawsze, a mimo to brzmiał… dziwnie.

— Już wiemy, gdzie jest — odparł Mycroft. — Jak byłeś łaskaw zauważyć, to nie ma większego znaczenia.

— Nie, chodzi mi o to, że znajdziesz ją martwą.

Mycroft milczał, wpatrując się w migoczące przed nim płomienie. Wziął oddech, zaskoczony, kiedy Sherlock również pozostał na linii. Normalnie jego brat nie czekałby i rozłączyłby się. To, w połączeniu z rozproszonym brzmieniem jego głosu, sprawiło, że Mycroft poczuł lekki niepokój.

— Wszystko w porządku? — zaryzykował zapytanie, prostując się trochę na fotelu i pochylając się do przodu. W odpowiedzi rozległo się prychnięcie (najprawdopodobniej szydercze).

— Dlaczego miałoby nie być? — zapytał Sherlock, a jego głos ponownie ociekał zwykłą dozą pogardy.

— W rzeczy samej — zgodził się Mycroft, nucąc.

Przez te wszystkie lata Sherlock wciąż myślał, że może go przechytrzyć.

— Jeśli szukasz czegoś konstruktywnego do roboty, dopóki ona nie zostanie znaleziona, powinieneś wyśledzić Lestrade'a — powiedział Sherlock po kolejnej pauzie.

Mycroft ponownie poczuł zaskoczenie.

— Powinienem? — zapytał. — Dlaczego właściwie miałbym to zrobić?

— Jego żona znowu go zdradza…

— Tak, Sherlocku, doskonale zdaję sobie z tego sprawę — przerwał mu Mycroft, szczypiąc nasadę swojego nosa.

Wszystko, czego potrzebował, to więcej przypomnień o niewierności tej cholernej kobiety, aby poprawić mu nastrój.

— On wie — kontynuował Sherlock. — Powiedziałem mu o tym dzisiejszego wieczoru.

Och.

— Później zachowywał się spokojnie i chociaż tego nie widziałem, wydaje mi się, że po prostu wyszedł. — Zamilkł na moment i było słychać szelest, który brzmiał jak poruszenie zasłon. — Tak, wyszedł. Idzie w kierunku Yardu, nie do domu. Pomyślałem, że powinieneś wiedzieć.

Och…

Mycroft otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale w tym momencie Sherlock już się rozłączył. Wzdychając, posłał wiadomość do Anthei na temat Irene Adler, chcąc, aby jak najszybciej to się potoczyło, aby ten aspekt nocy już minął. Potem siedział przez chwilę, myśląc. Chciał znaleźć Gregory'ego. To jednak nie był dobry pomysł.

Nadal przypominał sobie, jak zły był to pomysł, nawet gdy skończył szkocką, wstał i przeszukał nagrania z kamer ulicznych, aby zlokalizować inspektora. Potwierdził, jak to był zły pomysł, gdy wezwał swój samochód i wysiadł z niego, czując chłód wieczoru.

Znalazł Gregory'ego w jednym z niewielu pubów otwartych o tej porze, przecznicę dalej od Scotland Yardu. Mycroft zatrzymał się przed lokalem, przyglądając się raczej żałosnemu widokowi ludzi próbujących zatopić w alkoholu swoje świąteczne problemy w lokalu. Zacisnął usta, ale zmusił się do wejścia. W końcu Gregory był w tej chwili jedną z tych osób.

Mycroft zauważył go w małym boksie obok baru z nietkniętym kuflem piwa przed nim i głową opartą na jednej ręce, gdy w drugiej trzymał telefon. Poczuł dziwny ból, gdy patrzył, jak Gregory walczył sam ze sobą, najprawdopodobniej próbując zdecydować, czy napisać smsa czy zadzwonić do żony w tej sprawie. Pozwolił sobie tylko na chwilę obserwacji tego, zanim zmniejszył odległość i wsunął się na siedzenie obok niego.

— Ej, kto… Mycroft? — zapytał Gregory, podnosząc wzrok.

Jego oczy były zaczerwienione i szeroko otwarte. Mycroft starał się, aby ten widok nie wywarł na nim wrażenia.

— Sherlock. — To wszystko, co powiedział. Patrzył, jak ramiona Gregory'ego opadły nieznacznie. — Przepraszam.

— Oczywiście, że wiesz — mruknął Gregory, odwracając wzrok. Jego głos był delikatny i zgorzkniały.

— Gregory…

— Dlaczego? — przerwał mu starszy mężczyzna. Mycroft siedział cierpliwie. — Co ja kiedykolwiek jej zrobiłem? Powiedziała, że wszystko między nami jest dobrze. Jestem tak cholernie zmęczony, Mycroft. Jestem zmęczony byciem niedocenionym i zmęczony ciągnięciem przez to wszystko. Mam dość, kończę. Chcę tylko… chcę…

Zmiana w mowie ciała Gregory'ego oraz nagła miękkość i zmęczenie w jego głosie wywołały alarm w głowie Mycrofta. Mógł powiedzieć, dokąd zmierzała ta rozmowa i zaczął żałować ich pijackich wyznań, które zostały wypowiedziane między nimi miesiąc temu. Czuli do siebie przyciąganie, ale oczywiście żadne z nich nie mogło nic na to poradzić. Gregory był żonatym mężczyzną. Na tym się to kończyło i obaj podzielali to zdanie.

Gregory spojrzał na niego. Mycroft zamarł, a starszy mężczyzna przysunął się bliżej. Spojrzenie jasnych oczu szybko przeskanowało jego twarz, prędko wydedukując dokładny tok myśli mężczyzny.

— Gregory, poczekaj — wyrzucił z siebie Mycroft, wyciągając rękę i delikatnie przyciskając ją do jego piersi. — Piłeś. Nadal jesteś żonaty.

Szampan na Baker Street, dwa kieliszki. Następnie kieliszek wina, najprawdopodobniej wypity szybko w następstwie "ujawnienia" prawdy przez Sherlocka. Nie dotknął swojego kufla, ale wypił coś - najprawdopodobniej whisky - przed zajęciem swego miejsca.

Wiedział, że Gregory miał mocną głowę, jeśli chodzi o alkohol, a mężczyzna w żadnym wypadku nie był pijany. W najlepszym razie podchmielony. Nawet jeszcze… Oczy Gregory'ego błyszczały od łez, które w każdej chwili groziły spłynięciem po jego policzkach. Mycroft nie mógł oddychać.

— Mycroft… — wyszeptał mężczyzna drżącym głosem. Popłynęła jedna łza.

Spojrzenie Mycrofta złagodniało i westchnął, ujmując policzki mężczyzny.

— Posłuchaj mnie — wyszeptał, czując się nagle bezbronny i niezdolny do powstrzymania wypowiadanych słów. — Masz decyzję do podjęcia. Gregory, wiem bardzo dobrze, jak bardzo chcesz mnie teraz pocałować, ale jesteś żonaty. Nie mogę nam na to pozwolić. Odbyliśmy już tę rozmowę.

Zamknął oczy i ponownie westchnął przez nos, po czym pochylił się, by złączyć ich czoła. Nawet ta prosta czynność sprawiła, że Gregory wstrzymał oddech i zadrżał pod dotykiem Mycrofta. Młodszy mężczyzna trzymał oczy zamknięte, chcąc zachować determinację. Gdyby spojrzał teraz na tego człowieka, mógłby się rozpaść.

— Zaczekam na ciebie — wyszeptał nagle, nie będąc nawet pewnym, skąd u niego wzięło się to wyznanie. To było głupie i prawdopodobnie nie powinien, ale nie mógł temu zaprzeczyć. — Jeśli zdecydujesz się z nią rozwieść, wrócimy do tego wszystkiego. Do tego czasu nasze usta nie zbliżą się ani trochę do siebie. W porządku?

— W po… w porządku — westchnął Gregory, odsuwając się, by usiąść prosto i z grubsza potrzeć twarz. Westchnął, cała jego klatka piersiowa falowała i spojrzał z wahaniem na Mycrofta. Potem przesunął się nieco bliżej i pochylił się, by przycisnąć policzek do ramienia Mycrofta. — Czy mogę po prostu… zostać tak na chwilę?

Mycroft zamknął oczy i zagryzł wargę, po czym zrelaksował się i objął ramiona Gregory'ego, bardzo lekko osadzając dłoń w jego srebrzystych włosach, delikatnie je gładząc.

— Tylko na chwilę — wyszeptał łagodnym głosem i cieniem uśmiechu na twarzy.

Sherlock i Irene Adler mogli poczekać. Wydawało się, że to temat tego wieczoru. Czekanie.