Rozdział 359: Wesołych Świąt

Kiedy Greg zaprosił Sherlocka oraz Johna do siebie i Mycrofta na Boże Narodzenie, nie spodziewał się, że przyjmą zaproszenie. A dokładniej, nie spodziewał się, że Sherlock skorzysta z zaproszenia. Wiedział, że John będzie chciał przyjść i prawdopodobnie spróbuje przekonać do tego Sherlocka, ale nie sądził, że tak się stanie.

Dlatego tego ranka, kiedy Sherlock i John stanęli na progu, szczęka Grega prawie dotknęła podłogi. Uśmiechnął się radośnie i zaprosił ich do środka. John przyciągnął go do jednorękiego uścisku, gdy Sherlock stał w miejscu, nawet nie udając, że był podekscytowany. To było jednak w porządku. Sam fakt, że rzeczywiście tam był, wystarczył.

— Wesołych Świąt. — Uśmiechnął się, machając w głąb mieszkania. — Myc przygotował dla nas kilka krwawych Mary, jeśli macie ochotę na jedną. Jest też grzane wino, zwykłe wino i oczywiście herbata. Mamy też różne przekąski, więc proszę, częstujcie się.

— Za bardzo się starasz, Lestrade — mruknął Sherlock, odkładając futerał na skrzypce i zdejmując płaszcz.

Greg był zaskoczony. Sherlock przyniósł swoje skrzypce?

— Cicho — syknął John, wpatrując się w detektywa-konsultanta, kiedy również ściągał płaszcz.

Greg zaśmiał się.

— Jakby mógł mnie obrazić — powiedział, potrząsając głową i odwracając się w stronę kuchni.

— Gdzie mam położyć prezenty? — zapytał John zza jego pleców.

— W salonie będzie w porządku, ale naprawdę nie musiałeś — zawołał Greg, uśmiechając się, gdy podszedł do Mycrofta. — Rzeczywiście przyszli.

— Tak podejrzewałem, że doktorowi Watsonowi uda się zmusić Sherlocka do złożenia wizyty. — Mycroft uśmiechnął się, obejmując Grega i delikatnie go całując. — Inaczej nie pozwoliłbym ci przygotować tak dużej ilości jedzenia.

— Och, naprawdę? — Greg uśmiechnął się, pocierając ich nosy. — Tak się złożyło, że przypominam sobie, że poprosiłeś o kilka z tych specjalnych dań…

— Mmm, to nie jest powiązane.

— Nie prawda.

— Uch, jeśli mam być na to narażony przez cały dzień, odejdę z Johnem lub bez niego — rozległ się głos Sherlocka ociekający odrazą.

— Nie musisz być taki dramatyczny, mój bracie — skomentował Mycroft, dając Gregowi ostatni pocałunek w czoło i cofając się, by spojrzeć na młodszego Holmesa.

Greg przeczesał dłonią włosy i uśmiechnął się przez ramię.

— Drinka? — zaproponował, obracając się.

— Przypuszczam, że skoro już zostały przygotowane, nie ma powodu odmówić żadnej krwawej Mary — wymamrotał Sherlock.

— Już podaję — odpowiedział, delikatnie odsuwając Mycrofta na bok, by nalać porcję alkoholu.

Wszyscy usiedli w salonie, rozmawiając o najbardziej przypadkowych rzeczach popijając drinki. Sherlock nie mówił dużo, ale kiedy już to robił, zdawał się prowadzić fascynujące rozmowy z Mycroftem. To było niesamowite przeżycie wiedzieć, jak robią coś innego niż walka. Greg i John byli tym zachwyceni.

Po jeszcze kilku drinkach i jedzeniu John zaczął namawiać Sherlocka, by wyjął skrzypce. Mężczyzna oczywiście odmawiał, ale Greg wiedział, że było to coś, do czego w końcu John go przekona.

— Daj spokój, przyniosłeś je, więc zrób z nich dobry użytek! — powiedział John, szturchając łokciem swojego partnera.

Sherlock spiorunował go spojrzeniem i sapnął, ale w końcu zaczął odsuwać się od Johna i odstawił szklankę.

Dobra — warknął, wyglądając na komicznie zdenerwowanego, gdy podszedł do miejsca, w którym oparł futerał o pusty fotel.

Greg odwrócił się do Mycrofta, który miał łagodny, zdziwiony wyraz twarzy. To wyrażenie było pełne czułego uczucia, które sprawiło, że Greg wstrzymał oddech.

Zamykając oczy, Sherlock ustawił skrzypce i smyczek we właściwych miejscach i poświęcił chwilę, by wydobyć kilka przypadkowych dźwięków. Pochylił się lekko, gdy zaczął grać. Wystarczyło kilka nut, żeby Greg rozpoznał piosenkę - White Christmas. Uśmiechnął się.

Jego uśmiech zaczął się poszerzać, kiedy patrzył, jak Mycroft powoli wstał ze swojego miejsca i przeszedł na drugą stronę salonu, gdzie stało jego pianino. John zaskoczony, wpatrywał się szeroko otwartymi oczami, gdy starszy Holmes usiadł i cicho przesunął opuszkami palców po klawiszach z kości słoniowej. Potem, kiedy Sherlock osiągnął pewny moment w melodii, Mycroft dołączył i również zaczął grać.

Sherlock otworzył oczy, by spojrzeć na brata, nawet nie przerywając gry. Jego wyraz twarzy był nie do odczytania i po chwili ponownie zamknął oczy. Serce Grega waliło mocniej, niż planował; to był piękny moment harmonii między braćmi Holmes, z niesamowitą muzyką rezonującą w pokoju. Zaparło mu dech w piersi.

Dreaming, of a white Christmas — zaśpiewał cicho, gdy zaczęła się następna zwrotka, przygryzając lekko wargę. — With every Christmas card I write. May your days be merry, and bright.

And may all your Christmases be white — dołączył John, odchylając się do tyłu i krzyżując nogi z szerokim uśmiechem na twarzy.

— Teraz coś optymistycznego! — John powiedział, gdy skończyło się piosenka.

Sherlock czule przewrócił oczami.

— Sherlocku? — zapytał Mycroft, przesuwając się nieco na ławce przy pianinie.

— Niech będzie — zgodził się Sherlock, zmieniając położenie palców i ponownie zaczynając grać. Mycroft natychmiast dołączył.

Just hear those sleigh bells jingling, ring-ting-tingling too… — Greg i John zaczęli entuzjastycznie śpiewać.