Tytuł: Szach-mat
Autor: mahaliem
Oryginał: Checkmating
Tłumaczenie: Luna Carmesi
Beta: otempora
Zgoda: czekam
Ostrzeżenia: humor, kanonu się nie uświadczy.
Bardzo dziękuję otemporze za zbetowanie :)
Za wszelkie błędy odpowiadam tylko i wyłącznie ja.
Prolog
Już najwyższy czas, zdecydował Ron, zacząć w końcu robić to, co potrafił najlepiej.
Zarówno Harry, jak i Hermiona wykorzystywali swoje mocne strony w walce przeciwko Voldemortowi. Harry był świetny w dokonywaniu aktów heroizmu, a Hermiona wyróżniała się wszechstronną wiedzą książkową. Domenę Rona natomiast stanowiła strategia. Dajcie mu szachownicę, a on obmyśli plan, jak wygrać. Musi tylko zacząć myśleć o wojnie z Voldemortem jak o grze.
Zatem, Ron myślał… i myślał… i myślał… aż w końcu ułożył plan, który polegał on na tym, żeby załatwić Harry'emu bzykanko.
Pomysł zrodził się podczas rozważań nad monarchami i zawiązywaniem sojuszów przeciwko wrogom. Całkiem sporo z nich przypieczętowano małżeństwem. Ron, oczywiście, nie przewidywał, że Harry będzie musiał się posunąć aż tak daleko. Trochę seksu zapewne wystarczy.
Tylko z kim?
Przede wszystkim musiał być to ktoś, kto pociągnąłby za sobą także innych. Eliminowało to sporo osób. Cho, która skończyła Hogwart w zeszłym roku, pomimo tego, że była popularna i ładna, nie dodałaby do ich listy zbyt wielu sprzymierzeńców. Podobnie jak Hannah Abbot czy Susan Bones.
Ron rozejrzał się po pomieszczeniu. Patilowie i Brownowie już byli po ich stronie. Ginny odpadała z tego samego powodu. Do obozu wrogów należały Pansy i Millicenta. Obie byłyby całkiem dobrą opcją, szczególnie Millicenta. Niestety, żadna nie przekonałaby zbyt wielu osób do przejścia na stronę Harry'ego, póki Malfoy wygłaszał swoje tyrady przeciw niemu.
W tym momencie Seamus i Dean weszli do pokoju, trzymając się nadzwyczaj blisko siebie. Ron spojrzał na nich bezwiednie, rozważając możliwości. Ostatnio narzekali na plotki rozchodzące się po szkole o tym, że są parą. Obaj temu zaprzeczali, jednak co ludzie mieli myśleć, jeśli ciągle zachowywali się jak papużki nierozłączki?
Wtedy dotarło do Rona to, że wyeliminował uprzednio całkiem sporą ilość możliwości, nawet ich nie rozważając. Mężczyźni. Harry mógł przelecieć chłopaka.
Ron spojrzał krytycznie na przyjaciela, który obecnie mamrotał coś do siebie pod nosem, kopiąc ścianę pokoju wspólnego. Przypuszczał, że Harry wyglądał wystarczająco dobrze, aby zainteresować większość mężczyzn. Był wysoki i nie cuchnął (chyba że zaraz po meczu Quidditcha). Włosy miał potargane, ale czyste. Nawet okulary nie wyglądały tak źle. Zdecydowanie mógł pociągać kolesi. Tylko kogo?
Ron od razu wyeliminował wszystkich Gryfonów. Z kolei Terry Boot był bystry, ale niezbyt wpływowy. To samo tyczyło się Justina Finch-Fletchleya. Kandydatura Zachariasza Smitha była zdecydowanie godna rozważenia. Jeśli zaś chodziło o Ślizgonów, najlepszą opcję stanowił...
Draco Malfoy.
Ron wyprostował się tak nagle, że Harry oderwał wzrok od ściany, którą niezmordowanie kopał, by zobaczyć czy coś się stało, po czym powrócił do wykonywanej czynności.
Pomimo że Ron nienawidził Malfoya, musiał przyznać, że był on bezwzględnie idealnym kandydatem. Całkiem spora ilość Ślizgonów go słuchała. Nie tylko grał do większości bramek, ale też ostatnio zerwał z parą ślizgońskich bliźniaków, zatem był wolny. I jako dodatkowy bonus, gdyby Harry i Malfoy się spiknęli, mogłoby to wpłynąć nawet na rodziców Malfoya. Być może zmieniliby oni stronę w wojnie na korzyść Harry'go. Jednak aby tak się stało, musiałoby to być coś więcej niż kilka bzykanek. Harry i Malfoy musieliby się zakochać.
Czy mógł to zrobić?, zastanowił się. Czy mógł ich zeswatać?
Ron spojrzał ponownie na Harry'ego, który kopał w ścianę już tak długo, że kamień zaczął się kruszyć.
Tak, zdecydował Ron, mógł. Musiał. Już pomijając strategię, chłopak zdecydowanie potrzebował bzykanka.
