Si non iurabis, non regnabis.(Jeżeli nie zaprzysięgniesz, nie będziesz panował.)- Kanclerz Jan Zborowski do obranego w elekcji ale nie rządzącego Henryka de Valois który po tych słowach odmówił Polskiej Korony. Rzeczpospolita, Korona Królestwa Polskiego


Warszawa, Stolica Rzeczpospolitej
15 Sierpnia Anno Domini 2020 Zamek Królewski

Witold Czartoryski znany też jako Witold II Król Polski, Wielki Książe Litewski, Moskiewski et cetera, et cetera z bólem głowy trzymającym się go od rana patrzył na to co się działo przed nim.

Jego ministrowie wchodzący w skład rządu centralnego mimo że było ich zaledwie siedmiu robili bałagan równy temu gdy ministrowie wszystkich państw Rzeczpospolitej zjeżdżają się raz do roku by razem z rządem centralnym i Królem na czele przedyskutować co robić dalej i omówić sytuację w podległym im krajach.

A trzeba bowiem wiedzieć że Rzeczpospolita nie jest jednolitym krajem w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych Meksyku które mają rząd federalny i obieralnych gubernatorów stanowych gdzie poszczególne stany mają sporą autonomię lecz mimo wszystko nie są tak niezależne jak te w Rzeczypospolitej.

Rzeczpospolita na gruncie formalnym i prawnym jest w coś rodzaju nadkraju który jednoczy i pozwala prowadzić w miarę jednolitą politykę poszczególne państwa składające się na nią.

Tam gdzie ostatecznie Stany są mimo wszystko jednostkami wyłącznie administracyjnymi, to części składowe Rzeczpospolitej są de facto oddzielnymi krajami które jednoczy wspólny Sejm, monarcha, waluta, flaga oraz polityka zagraniczna i obronna. Wojsko, urzędy, sądownictwo oraz skarb pozostają oddzielne, choć w ramach reform na przełomie XVIII i XIX wieku utworzono centralny Skarb mający pokrywać wydatki których poszczególne kraje nie chcą ponosić lub nie mogą.

To właśnie z Skarbu Centralnego ponoszone są koszty finansowania administracji centralnej, infrastruktury międzypaństwowej, polityki zagranicznej oraz koszta modernizacji Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej.

Utrzymanie zaś wojsk spada na poszczególne państwa składowe, ich ekspedycje kolonialne też są ponoszone z własnej kieszeni oraz te rzeczy które po prostu rząd centralny nie musi wykonywać za nich.

Wiecie, szkoły, systemy emerytalne i zdrowotne, mniej ważna infrastruktura i inne tego typu rzeczy. To oczywiście pozwala na to że Rzeczpospolita może jako rząd Centralny skupiać swą uwagę na to co ważne i rzucać w to większą liczbę pieniędzy niż inne kraje.

Oczywiście ma to negatywne skutki w postaci bicia się o podatki i pieniądze z nich między rządem centralnym a narodowym.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ poniekąd znowu poszło o to, a racji że pieniądze są ograniczone to ministrowie próbują przekonać siebie nawzajem dlaczego powinni inwestować w to a nie inne. Problem z tym że każdy uważa swój projekt za ważniejszy od innych i próbuje przekonać innych do siebie.

Witold z wdzięcznością wziął od jego dworzanina i jego prawej ręki Sławomira Wolffa oraz senatora z ramienia województwa malborskiego, aspirinę na swój ból głowy. Szybko wziął lek i popił wodą.

Odczekał chwilę by lek zaczął działać i kiedy jego ból głowy się zmniejszył podziękował swemu przyjacielowi. Następnie wstał głośno z krzesła. Odgłos zwrócił na niego uwagę jego ministrów. Ucichli oni nagle i spoglądali na niego uważnie.

„Coś się stało Waszmość?" Zapytał Wielki Kanclerz Rzeczpospolitej Jan Piłsudski w imieniu przy wszystkich przy stole. Witold tylko uniósł brew z zdumienia. „Pytasz co się stało? Zapytał Król spokojnie choć widać było że uniesiona brew lekko drga.

„Ja się was dziwie. Nie macie wstydu by tych ponad czterystasetletnich salach tego gabinetu kłócić się jak małe dzieci? Co by wasi poprzednicy by o was powiedzieli?" Mówił Król pokazując jednocześnie obrazy najwybitniejszych ministrów w całej historii Najwspanialszej Rzeczypospolitej jak często mówili Polacy o swoim kraju.

Byli wśród nich takie osobliwości jak Wielki Kanclerz Koronny Jan Zamojski, wielki republikanin i twórca systemu politycznego Rzeczpospolitej, mający za nich arystokratyczne godności de facto tworząc podwaliny pod równość wyborców w głosowaniu.

Podkanclerzy Koronny Hugo Kołłątaj oświeceniowy reformator systemu politycznego Rzeczypospolitej do dzisiejszego bardziej scentralizowanego stanu, służący za czasów pierwszego Króla z dynastii Czartoryskich.

Wielki Hetman Rzeczpospolitej Józef Piłsudski który dzięki swym umiejętnością skończył szaleństwo I Wielkiej Wojny która była jedyną tego rodzaju wojną w której Rzeczypospolita brała udział, powalił krótko żyjącą hydrę związku niemieckiego pod przewodnictwem Czech jak i przeprowadził pierwszą od czasów Wilhelma Zdobywcy udaną inwazję na Anglię miażdżąc w tym ich ogromne imperium.

Oprócz nich byli również inni mniej słynni ale nie mniej znaczący ministrowie. Jak na przykład Żupnik,(odpowiednik w innych krajach ministra górnictwa czy czegoś podobnego), Ignacy Łukasiewicz twórca potęgi naftowej Rzeczpospolitej oraz główny odpowiedzialny za industrializację Syberii do jego czasów słabo zaludnionej.

To on zmienił ten mało znaczący region w prawdziwą żyłę złota oraz źródło samowystarczalności dla Polskiego przemysłu.

Każdy zasłużony dla kraju minister miał obraz który wisiał w tym gabinecie, a ich liczba była całkiem spora i miała już parę rzędów przez co dosięgały już sufitu. Niektórzy mawiali że trzeba przez to albo powiększyć gabinet albo znaleźć większe pomieszczenie.

„Szczerze, uważam że raczej by tylko westchnęli bo nic się od ich czasów nie zmieniło." Odezwał się z kąśliwym tonem Wielki Hetman Rzeczpospolitej Kazujasu Piłsudzki, wnuk brata Józefa, Bronisława który ożenił się z Ainu na wyspie Hokkajdo stąd nietypowe Japońskie imię. Początkowo młoda para żyła na wyspie gdzie Bronisław badał kulturę Ainów ale w wyniku wojny Polsko-Japońskiej w 1905 roku został zmuszony do wyjechania z wyspy, na szczęście wojna skończyła się a Bronisław wrócił do swojej pasji jak i misji ochronienia dziedzictwa kulturowego Ainów.

Udało mu się to dzięki wpływom politycznym swych bardziej ustawionych braci. Choć żył i umarł w Japonii, to jego pierworodny syn niedługo po tym jak się urodził właśnie Kazujasu postanowił skorzystać z właśnie oferty jego wujka Józefa i przybył do Rzeczpospolitej.

Tu zaś młody Kazujasu był pod wielkim wpływem historii swojego wujka Ziuka (jak popularnie przezywa się Piłsudskiego) i zaciągnął się do wojska litewskiego jak on by ostatecznie zostać dowódcą całych sił zbrojnych Rzeczplitej. Można powiedzieć że stał się niczym jego idol. Zaś Wielki Kanclerz to jego Kuzyn z strony wujka Józefa.

Co do zaś roli Wielkiego Hetmana, jest on jednocześnie najwyższym dowódcą wszystkich wojsk państw składających się na Rzeczpospolitą jak i odpowiednikiem ministra obrony lub wojny w innych krajach.

Co do reszty może lepiej ich przedstawić jak i ich obowiązki. Zacznijmy od Króla który w polskim systemie politycznym pełni rolę premiera i prezydenta w jednym. Efekt reform Kazimierza V Mądrego który wraz z Kołłątajem wprowadzili trójpodział władzy porządkując tak naprawdę niezbyt jasne kompetencję zarówno Króla jak i Sejmu które szczerze wchodziły sobie w paradę.

Wielki Kanclerz Rzeczypospolitej to zaś minister spraw zagranicznych. On odpowiada za wysyłanie posłów, podpisuje wypowiedzenia wojny i umowy międzynarodowe. Co ważniejsze jest strażnikiem pieczęci którą się podpisuje ważne dokumenty państwowe jak i prowadzi kancelarię królewską.

Podkanclerzy Rzeczypospolitej to zaś teoretycznie jego zastępca ale z czasem ten minister zaczął się zajmować bardziej kulturą, sportem oraz edukacją starając się tak naprawdę niezbyt formalny system edukacji porządkować by uczył umiejętności niezbędne jako formalne minimum.

Marszałek Wielki Rzeczypospolitej to zaś najważniejszy minister. Pełni on rolę ministra spraw wewnętrznych jak i sprawiedliwości. To przed nim odpowiadają zarówno Trybunał Królewski, Policja Rzeczpospolitej, Służy Specjalne i Tajne. Oraz wiele innych organizacji na szczeblu centralnym.

Marszałek Nadworny zaś to jego zastępca w wielu tych sprawach ale z czasem zaczął wypełniać rolę ministrów odpowiedzialnych za przemysł, infrastrukturę, . Przy czym trzeba zaznaczyć że technicznie te dziedziny podlegają Marszałkowi Wielkiemu. Jak samo jak dziedzina Podkanclerza a razie czego mogą zastąpić tych Wielkich jeśli ich nie ma wyznaczonych lub są niedostępni i vice versa.

Stąd teoretycznie można zmniejszyć gabinet o trzech ministrów. W praktyce nikt tego nie robi bowiem to by spowodowało przeładowanie obowiązkami.

Trzecim podwójny stanowiskiem jest Podskarbi Rzeczypospolitej. Wielki jest odpowiednikiem ministra skarbu i finansów. Zaś nadworny odpowiada za politykę socjalną, politykę rodzinną i politykę rozwoju.

Oprócz tego są również ministrowie specjalni powoływani od przypadku do przypadku w zależności od potrzeb, jak wspomniany Żupnik Ignacy Łukasiewicz.

Dawnej było również przed reformą Kazimierza V jeszcze stanowisko Hetmana Polnego ale zdegradowano to do poziomu rangi wojskowej osłabiając w ten sposób władzę Hetmanów nad wojskiem.

Inną ważną rzeczą jest fakt że taki podział występuje w każdym kraju składowym Rzeczpospolitej dlatego by odróżnić ich od tych centralnych do ich nazw dodawany jest odpowiedni człon.

Stąd ci pochodzący z Korony Królestwa Polskiego nazywani są koronnymi, ci z Litwy litewskimi, z Prus pruskimi et cetera et cetera.

„Co ty nie powiesz Kazi?" Mruknął złośliwie Podskarbi Nadworny Rzeczpospolitej Włodzimierz Ziełeński korzystając z zdrobnienia popularnego przezwiska Kazujasu czyli Kazimierz. „Tak, tak cholerny komiku, tobie to lepiej było robić za klauna w cyrku niż za cholernego podskarbiego i dobrze o tym wiesz!" Odsapnął zirytowany Piłsudski.

Ziełeński machnął na to ręką. „Gadaj zdrów." Król jedynie co mógł zrobić to westchnąć. „Spokój dzieci." Powiedział biskup warmiński Jan Dąbrowski pełniący jednocześnie rolę Marszałka Wielkiego.

W przeciwieństwie do bardziej zlaicyzowanych Brytyjczyków czy Francuzów, Polacy nie uważali że godność kościelna uniemożliwia bycia członkiem rządu czy senatu. Co więcej dla nich rozdział kościoła od państwa brzmi cholernie nielogicznie.

A tolerancja religijna zapytacie? No cóż Polacy dawno przeszli przez ten etap i dzisiaj mają to gdzieś. Dla dzisiejszych Polaków możesz wyznawać co chcesz ale jak chcesz rządzić i wpływać na kraj musisz dostosować się do wymagań.

Czyli znajomość języka polskiego, obycie w kulturze polskiej oraz wiara katolicka, przy czym obojętnie czy rzymska czy grecka. Zważywszy na to że osiągnięcie tych trzech wymagań to de facto powoduje polonizację w efekcie jedyni obcokrajowcy którzy zdobywają szczyt to ci z trzeciego pokolenia od przybycia.

Wyjątek stanowią zaś członkowie mniejszości mieszkający na stałe w Rzeczplitej czyli Koroniarze, Litwini, Żydzi, Rusini, Białorusini, Moskale, Karelianie, Permianie, Kozacy Dońscy, Tatarzy Krymscy i Kazańscy, Zielorusini, Alaszkanie, Dalianie, Prusowie, Łotysze, Estończycy,Ślązacy i Pomorzanie oraz Murzyni z Kamerunu i Madagaskaru i mniejszości rodowitych mieszkańców Syberii i Alaszki. Na ich szczycie stoją zaś Polacy zwani też Sarmatami.

Owi Polacy czy też jak kto woli Sarmaci wzięli swą nazwę od głównego członu scalającego Rzeczypospolitą której mieszkańcy znacznie częściej zwani są Koroniarzami od oficjalnej nazwy Polski czyli Korona Królestwa Polskiego.

Polacy zaś stanowią coś rodzaju Wielkiego Narodu który łączy w sobie te wszystkie odmienne mniejszości etniczne w jeden wielki kulturowy naród.

Zaś głównym językiem jakim się posługują te wszystkie etniczności pomiędzy sobą kiedy nie są między swymi krajanami to Polański który jest oddzielnym dialektem języka Polskiego poddanego ostrym wpływom łaciny która była dawnej obok języka polskiego głównym językiem do porozumiewania się mieszkańców.

Z czasem uległa wyparciu ona przez ten przerobiony Polski i tylko w samej sławetnej Regnium Poloniae jest dalej używana jako język urzędowy i do porozumiewania się.

Oprócz tego oczywiście są pozostałe narodowe języki które ulegają coraz większym wyparciu przez Polański szczególnie w wielkich miastach. A nawet te same języki zdradzają sporą ilość zapożyczeń z Polskiego i Łaciny w ich mowę.

„Dobrze Wasza Ekscelencjo" Powiedzieli obaj ministrowie do Biskupa spolegliwym tonem. Biskup miał opinię dobrego choć wymagającego oraz głośno wyrażającego sprzeciw człowieka, szczególnie w dziedzinie kultury osobistej, jako jedyny wcześniej próbował uspokoić kłócących się ministrów, niestety bez powodzenia.

„Wreszcie dzieci są spokojne." Mruknęła złośliwie jedyna kobieta w ich gronie. Księżna Karolina Maria Radziwiłł będąca też Podskarbim Wielkim. „Czy może trzeba będzie dać im smoczki do buzi by były cicho?"

„Córko, czy możesz nie podniecać znowu ogni kłótni?" Zapytał Biskup spokojnym acz stanowczym tonem wbijając swe oczy prosto w jej. „Oj tam oj tam, księże biskupie sam widzisz że to są duże dzieci które potrzebują mamusi." Odparła lekceważącym tonem po czym przechyliła głowę „Choć dobrze że nie ja mam być ich matką, nie nadaję się do tego." Dodała z złośliwym tonem.

Biskup z całą swą samokontrolę nie sapnął na nią, odczekał chwilę zanim zripostował takim samym tonem jak wcześniej. „Zaiste muszę się z panią zgodzić, pani ciągle jest młodym dzieckiem potrzebującym opieki matki lub też ojca najbardziej z nas wszystkich obecnych."

Księżna roztwarła swe usta ze zdumienia na chwilę, odpowiedź zatkała ją bowiem dotychczas Biskup raczej siedział cicho lub mówił oczywiste frazesy. Zaś reszta w gabinecie się zaśmiała jej kosztem.

Choć dla króla to raczej był śmiech trochę wymuszony, głowa tylko mniej go bolała niż wcześniej, widać złapał jakieś cholerstwo czy coś. A i miał w pamięci ostrzeżenie Ojca Księżnej który mówił mu że jego córka jest... nieco ekscentryczna.

W opinii Witolda raczej jest cholernie dziecinna i zbyt luźna ale zna się na swojej robocie więc nie ma na razie powodu by ją zwalniać. Wbrew opinii wielu, szczególnie na sławnym Zachodzie nie zatrudnił ją jako do walki z staroświeckim i patriarchalnym urządzeniem społecznym w Rzeczpospolitej. Gdyby tylko wiedzieli że ten ich wymyślony tylko w ich głowach patriarchat w Polsce nie istnieje a kultura jest bardziej matriarchalna niż to na pierwszy rzut oka widać myślał Witold.

Szczególnie irytowały go opinie były kolonistów Brytyjskich w Ameryce którzy po klęsce Wielkiej Brytanii w I Wielkiej Wojnie zbuntowali się przeciw niej w ramach szerszej rewolucji komunistycznej. Choć w samej Brytanii bunt został z łatwością stłumiony przy solidnym wsparciu innych krajów, to w dawnej brytyjskiej Ameryce stacjonujący w zdobytych koloniach Meksykanie zostali wyparci aż do linii rzeki Missisipi w dolnym biegu rzeki, zaś na północnym brzegu zostali wyparci tak daleko że Meksykanie utrzymali tylko południowo-zachodnie fragmenty dawnej Francuskiej Luizjany.

To co powstało na terenie dawnych koloni to zaś Związek Stanów Robotników Ameryki w skrócie ZSRA. Tylko silne Wojsko Stanów Zjednoczonych Meksyku oraz wojsko Kolonii Koronnej Alaszki trzymało Komuchów w zamknięciu w Ameryce.

Ultra postępowe państwo próbujące bezskutecznie robić bałagan wszędzie gdzie się da i szerzyć swoją ideologię. Ostatnio się zaś nieco zliberalizowali i weszli na drogę komunizmu rynkowego a przez to otwarli się na świat skutecznie stając się swoistą fabryką świata. Nie wszystkie oczywiście kraje na to poszły. Zarówno Rzeczpospolita jak i Stany Zjednoczone wyczuwały pismo nosem i prowadziły ograniczone interesy z nimi.

Lecz to niewiele w ogólnym sensie zmienia, a ZSRA w ciągu ostatnich 35 lat gwałtownie zaczęło się rozwijać stając się w tym czasie trzecią największą gospodarką świata zaraz za Meksykiem jako drugim i Polską jako pierwszą.

Oba te kraje zaś łączy trwający od końca II Wielkiej Wojny sojusz wojskowy zwany Paktem Północnego Pacyfiku. Rzeczpospolita jako kraj nie brała sama z siebie udziału w wojnie tylko obserwując i wspierając jawnie każdą antykomunistyczną siłę ochotnikami oraz sprzętem.

Ale parę krajów składowych już tak. Dokładniej tylko dwie, Korona Królestwa Polskiego i jej Kolonie oraz Księstwo Kurońskie i jej Kolonie. Wykorzystywano w ten sposób lukę prawną zgodnie z którą oba te kraje istnieją mimo wszystko jako oddzielne byty a choć tradycyjnie wszystkie części składowe walczą jako całość nie jest to wymagane by musiały brać udział w wojnie.

W ten sposób wszelkie kolonialne awanturnictwo Korona czy Kuronia ponosiły na własny koszt i odpowiedzialność. Nie wszyscy w RP byli zainteresowani polską ideą ochrony ludów w Afryce przed bardziej wyzyskującymi państwami stąd na Sejmie w 1856 roku wymuszono lukę która sprawiała że wojny mogą być toczone wyłącznie przez składową część Rzeczypospolitej.

Witold zaś przypominając sobie o Meksyku i ZSRA zwrócił się do kuzyna Hetmana, Jana Piłsudskiego. „Janie, przypomnij mi o co prosił nas ambasador Meksyku pan Tobiasz Espina a ambasador ZSRA Mateusz Pittman próbował zatrzymać?"

Wielki Kanclerz pomyślał przez chwilę zanim odparł „Sądzę że pan Espina prosił nas w imieniu swego rządu o tymczasowe wstrzymanie eksportu gazu i ropy do ZSRA związku z incydentem na granicy do czasu wyjaśnienia sprawy, pan Pittman zaś przypomniał nam że jego kraj płaci dużo pieniędzy za to, a incydenty na granicy zdarzają się co najmniej raz na tydzień i że ogólnie śmiesznie to wygląda że robimy z tego jakąś poważną aferę."

„Znowu?"Syknęła niezadowolona niczym rozjuszona kotka Radziwiłł „Jeśli dobrze pamiętam proszą nas o to od dłuższego czasu. Dlaczego teraz mieliśmy zmienić zdanie?

„Ponieważ jest to pierwszy tak poważny incydent od ponad 40 lat?" Wtrącił się Biskup przypominając niesławną Wojnę z 4 Lipca kiedy ZSRA nagle z zaskoczenia zaatakowało Meksyk.

Świat według niektórych wtedy otarł się wręcz o zagładę atomową ale ci przy stole znali prawdę. Nic takiego nie groziło a co gorsza ZSRA chciało tylko wymusić niewielkie ustępstwa na Meksyku ale sytuacja tak eskalowała że dwie jednostki w jednym z przejść granicznych rozpętały przez przypadek strzelaninę którą wygrali Amerykanie, wobec czego przywódcy ZSRA nie chcą się zbłaźnić ruszyli do ataku wbrew polsko-meksykańskim przewidywaniom.

Wojna trwała trzy tygodnie pochłaniając ponad milion zabitych i rannych żołnierzy, oraz około dwa miliony ofiar cywilnych. Ostatecznie wszyscy wrócili do status quo ante na granicy Amerykańsko-Meksykańskiej kiedy Ameryka najpierw po pierwszych sukcesach ugrzęzła wokół Nowego Orleanu a najdalej to dotarła do Wielkiego Słonego Jeziora skąd zostali odparci po ciężkich walkach o miasto położone nad nim Ciudad del Lago Salado biorące swą nazwę od Jeziora.

Dopiero solidna polsko-meksykańska kontrofensywa wyrzuciła Amerykanów skąd przyszli a nawet weszła na ich terytorium gdzie spotkał ich ten sam los co Amerykanów po stronie Meksykańskiej.

Ostatecznie front się ustabilizował linii Missisipi-Cansez i prawdopodobnie obie strony by czekała ciężka wojna okopowa z wykorzystaniem szybkich manewrów do ataku i obrony. Lecz opór społeczny w wszystkich tych krajach był wysoki, zbyt wysoki by móc sobie pozwolić na takie walki a wśród elit ówczesnych brakowało prawdziwej woli walki.

Stąd doszło do rozmów pokojowych i uznania że trzeba powrócić do status quo przy czym ZSRA uznaje tereny zajęte przez Polaków w czasie Rewolucji Amerykańskiej. Czyli Ziemie Kanady do miasta Regina znajdującego się tuż na granicy Polsko-Amerykańskiej.

Nie trzeba dodawać że ta decyzja była i nadal pozostaje niepopularna w ZSRA? Wielu chce odbicia z rąk imperialistów tego miasta mimo że w ciągu ostatniego stulecia większość dawnych mieszkańców się spolonizowała lub pochodzi od uchodźców uciekających przed czerwonym ustrojem i jest najbardziej antyamerykańsko i antykomunistycznie nastawionym miastem w Rzeczypospolitej.

W samej zaś Polsce i Meksyku uważa się to za zmarnowaną okazję by zniszczyć komunistów choć nikt nie wierzył w to by dało się przywrócić Brytyjską kontrolę nad tymi regionami, no może poza najbardziej oderwanymi od rzeczywistości Brytyjczykami. Na szczęście stanowią choć głośną to jednak nieistotną mniejszość.

Dlatego Radziwiłł zdumiała się bardzo kiedy usłyszała odpowiedź Biskupa. „Jak… bardzo jest źle i czemu o tym nie wiem?"

Biskup spojrzał się na stojącego przy ścianie szefa niesławnej „Dwójki" polskiej agencji wywiadu i kontrwywiadu wojskowego pułkownika Jerzego Englischa.

Pułkownik widząc spojrzenie swojego szefa odparł swoim spokojnym głosem „Do incydentu doszło wczoraj w godzinach wieczornych na jakimś pustkowiu na szczęście, podobno w starciu zaangażowały się dwa pułki ichniejszej straży granicznej, póki co cała sprawa została zamieciona pod dywan choć plotki się szerzą i należy oczekiwać że dziś wieczorem albo jutro rano oba kraje wystosują oświadczenie związku z tym."

Następnie zatrzymał się na chwilę po czym dodał „Przewiduje się że zginęło co najmniej 450 ludzi w walce ale Meksykanie do tej pory zbierają swoich zabitych z pola walki."

„Cholera i co z związku z tym zrobimy?" Odezwał się nagle dotychczas milczący Marszałek Nadworny Andrzej Duda. Kiedy tylko padły te słowa Witold poczuł że coś nagle stało.

Dopiero po chwili zorientował się że świat jakby się zatrzymał na chwilę, a naprzeciw niego stała kobieta ubrana w starożytne szaty o kolorze błękitu z czerwonym płaszczem na ramionach z złotymi zdobieniami zaś na przedniej części płaszcza było widać wyraźnie herb Królestwa Polskiego.

Na głowie zaś owiniętej błękitną chustą tak by odsłaniała grzywkę widniała dziwnie znajoma Witoldowi Korona. Wokół zaś jej głowy widział słabą złotą aureolę. Po czym spojrzał na jej twarz i widział twarz pięknej żydowskiej kobiety o przenikliwych niebieskich oczach. Cała zaś jej szata była pokryta złotymi liliami a na jej twarzy, na prawym policzku Witold czując dziwne mrowienie w mózgu widział dwie długie rany idące od nosa jakby zadane mieczem.

Kolejna rzecz w jakiej się Król zorientował to że wyglądała na smutną i jakby złą? Po czym odezwała się najpiękniejszym głosem jakim słyszał „Nic nie zrobicie z tym, bo nie będziecie mieli jak." To jej wyrażał smutek za zabitych, sprawiedliwą złość na winnych oraz gniew na kogoś jeszcze lecz było to poza pojęciem Witolda kogo.

Witolda zaś zaciekawił zwrot, „nie będziecie mieli jak". Z pytającym ruchem głowy powiedział „Co masz na myśli przez nie będziecie mieli jak?" Kobieta posmutniała nieco po czym odparła „Ponieważ machlojki fałszywej bogini zepsuły parę światów." Następnie jej oblicze stwardniało „Zostaniecie wyrwani przez jej błąd z swojego świata i wrzuceni do innego, tam napotkacie sojuszników i wrogów a wasze działania zmienią ich świat."

Po czym wycelowała palcem w Witolda „I ty Witoldzie synu Pawła będziecie prowadzić mój ukochany przez ze mnie w wielu światach naród ku przyszłości. Przeprowadzisz go przez wszystko z moją i Bożą pomocą naprzeciw wielkiemu złu które ma wiele twarzy a parę z jego oblicz będzie tam gdzie Polska się uda."

Witold nagle rozpoznał ją po czym dodał „A jakieś to będą oblicza moja Królowo?" Kobieta nazwana Królową uśmiechnęła się na to że Witold zorientował się kim ona naprawdę jest następnie mu odpowiedziała ponownie z poważną twarzą. „Fałszywi Bogowie" Witold usłyszał wyraźną kpinę w jej głosie „których oblicze i zabawę odkryć musisz, braci jakby za krzywego zwierciadła w którym odbijają się mroczne oblicze Polaków" Król rozszerzył na chwilę oczy ze strachu, o jakim mrocznym obliczu mówi? „oraz Starożytnych Czarnoksiężników dla których życie innych jest wyłącznie zabawką w ich rękach a którzy rzucili wyzwanie Bogu prawdziwemu i tych którzy ludzie w swojej ignorancji i przerażeniu przezwali Bogami chcąc zająć ich i Jego miejsce." Ostatnie jej zdanie było pełne wyraźnego zniesmaczenia.

„Dobrze…" Zaczął Witold „coś jeszcze Pani?" Królowa zamyśliła się na chwilę po czym odrzekła „Tak, jedno, odkryjecie pewną Bramę do innego świata klucz do zagadki jak zniszczyć fałszywych, za nią spotkacie innych siebie ale złamanych i zniszczonych. Normalnie w tym stuleciu mają uzyskać ważną pozycję na odrodzonym świecie, wszak sama im to powiedziałam i obiecałam. Aczkolwiek będziecie wy. Więc jeśli możecie, podnieście ich na duchu oraz nauczcie ich że są lepsi niż im się wmawia." Po czym się uśmiechnęła ciepło i przekonująco do Witolda niczym jakby była jego matką która mówi swojemu dziecku że jest na tyle mądre by coś takiego zrobić samemu.

Witold kiwnął głową ze zrozumieniem po chwili gdy załapał o co chodzi a następnie zapytał z pewną myślą „A kiedy mam oczekiwać Wyrwania? I czy mam komukolwiek wspominać o tym co mi powiedziałaś?"

Królowa uniosła swe czarne brwi po czym podniosła swą prawą rękę i podwinęła szatę by ku zdumieniu Witolda zobaczyć nowoczesny zegarek ze wskazówkami po czym powiedziała, „Za pięć minut dojdzie do Wyrwania, po czym po kolejnych trzech wpadnie do sali żołnierz raportujący o straceniu kontaktu ze wszystkim. Twoim zadaniem będzie utrzymanie wszystkiego w porządku. A co do twojego objawienia, nie musisz nic mówić na razie. Może jak będziesz stary czy coś, powiedz czy zapisz gdzieś by ludzie mogli potem przeczytać to. Zresztą zdziwiłbyś się ile objawień pojawia się w ciągu tygodnia i nikt o nich nie wspomina."

„Rozumiem." Mruknął Witold domyślając się jednego z powodów takiego a nie innego podejścia. Kobieta zaś skłoniła się a świat nagle ruszył do przodu, Witold szybko rozejrzał się ale po Królowej nie było ani śladu, tak jakby to były majaki jego bolącej głowy… Dziwne pomyślał Witold, głowa która go bolała, nagle stała się lekka i pusta a ból gdzieś zniknął.

Parę razy mrugnął oczami jakby nie dowierzając temu co czuł. Lecz jego zachwyt i podziękowania Królowej której prawdziwe miano znał został przerwany kiedy wreszcie do jego świadomości dotarło pytanie „WASZA WYSOKOŚĆ, czy wszystko dobrze?" Powiedział z niepokojem Duda.

„Co..?" Zapytał niemrawo Witold po chwili poprawiając się „To znaczy wszystko dobrze, zamyśliłem się na chwilę." Tu zaś swoje trzy grosze wtrąciła Radziwiłł „Chyba raczej zawiesiłem się niczym Ventanas Vista a dopiero teraz się odwiesiłem." Po czym zaczęła się śmiać do żartu którego rozumiała wyłącznie ona.

Witold nie za bardzo rozumiał jej poczucia humoru ani nawiązań do systemów operacyjnych komputerów. Słyszał on że podobno ten system Ventanas Vista słynął z swej potężnej „niezawodności" ładnie ujmując. Nie za bardzo był zorientowany w te gierki między technologicznymi gigantami.

Rozumiał tylko że polska firma „Jabłko" toczyła zażarty bój o klientów z meksykańskim „Microsuamer" i korzystając z tego faktu rozpoczęła swą potężną kontrofensywę medialną przedstawiając swoje produkty jako dużo lepsze.

„Karolino.." Zaczął z rozpaczą w głosie jej podwładny Ziełeński. „Może Księżna się uspokoić?" Zapytał z niepokojem o to co wymyśli. I kiedy już księżna miała odpowiedzieć wszyscy nagle poczuli głęboki wstrząs ziemi a słońce za oknem na chwilę zniknęło. Po czym zaczęli czuć dziwne wibracje ziemi.
„Co to było do cholery?" Odezwał Hetman zaniepokojony. „Amerykańce rozpętali trzecią wojnę?" Rzucił jego kuzyn.

Zaś żołnierze przy wejściu do sali zaczęli się niepokoić, a pomniejszy personel pomocniczy szeptać pomiędzy sobą w przerażeniu. Król Witold wobec tego szybko zareagował „Spokój!" Powiedział autorytarnym tonem po czym zwrócił się do Gwardzisty Koronnego przy wejściu „Proporniku Nowak, połącz się z Pułkownikiem Szepardem niech szybko zabezpieczy Zamek i ustanowi bezpieczne połączenie w bunkrze dowodzenia do sztabu Rzeczpospolitej."

Nowak zasalutował z głośnym „Zrozumiano Waszmość." Po czym szybko położył rękę na zestawie słuchawkowym i zaczął prosić o połączenie z dowódcą Regimentu Gwardii Pieszej Koronnej Janem Szepardem.

I tak Witold z niepokojem odliczał kolejne trzy minuty po kryjomu zauważając że Biskup był dziwnie spokojny. Był niczym oaza spokoju na pustyni pełnego strachu. I kiedy tylko wskazówki odliczyły trzy pełne minuty do gabinetu wszedł dowódca Gwardii. „Wasza Wysokość melduję że Sztab utracił łączność z wszystkimi sojusznikami." W tym czasie kiedy zaś to mówił, Gwardziści szybko zaprowadzali porządek gdzie kto ma iść.

Po czym szybko Król ruszył do prowadzony przez Pułkownika wraz z swoim rządem pierwszy do ukrytego pod Warszawskim Zamkiem bunkra przeciwatomowego. Był on położony głęboko pod ziemią Miasta, poniżej stołecznego metra które też pełniło rolę ogromnego schronu dla ludności powyżej a z którym był połączony siecią podziemnych korytarzy.

Nie było to proste ani tanie by to zbudować pod miastem. Warszawa ma niestety pecha znajdować się na bardzo podmokłych gruntach i każde wkopanie się ziemię odpowiednio głęboko wypuszcza wodę.

Co gorsza, ziemia pod Warszawą składa się nie z skał które wystarczy wydrążyć a z piasku przez co trzeba cały to wszystko umacniać tak by nie zasypało budowniczych gdy wschodzą z budową pod ziemią.

Stąd budowa metra bez liku trwała ponad 50 lat czyli od 1923 do 1963 roku. A według niektórych trwa cały czas bo co chwila coś musi być naprawiane by tunele się nie zawaliły. Stąd Witold nie lubił bunkra pod Warszawą i jak już wolał ten ukryty pod Wawelem w Krakowie który jest stolicą Korony, ale niestety Stolica Rzeczypospolitej znajduje się w Warszawie więc tutaj musi przebywać choć stara się to robić jak najrzadziej.

„Pułkowniku Szepard, co się dzieje?" Zapytała kiedy szli korytarzem do windy mającej prowadzić ich prosto do bunkra dowodzenia Radziwiłł, Pułkownik zaś obejrzał się na nią po czym w prostych żołnierskich słowach stwierdził. „Nie mam kurwa absolutnego pierdolonego pojęcia." Paru ministrów mimowolnie się na to uśmiechnęło, choć Biskup się nieco skrzywił na ten jawny brak szacunku dla piękności języka polskiego.

Lecz mimo to milczał wiedząc doskonale że nie czas i miejsce na to. Po chwili doszli do windy a z oddali było słychać syreny alarmowe grające sygnał ostrzegający przed atakiem atomowym. Witold w sumie uznał że to całkiem dobry pomysł. W ten sposób mieszkańcy zostaną szybko zebrani do sieci schronów oraz metra w całym kraju co ułatwi wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Winda zamknęła się szybko kiedy wszyscy wsiedli po czym ruszyła a ogromną prędkością w dół ale Witold lekko to poczuł, choć zorientował się że to samo uczucie miał przed paroma minutami kiedy słońce nagle zniknęło.

Następnie drzwi otwarły się a Witold poczuł chłód korytarza przed nim. Zimny i jak zobaczył na ścianach przemakający beton sprawiał nieprzyjemne wrażenie. Woda oczywiście brała się z rur które przechodziły przez betonowe ściany i wchodziły w piach stąd woda jak zawsze wypłynęła idąc po rurach by dotrzeć do korytarzy.

Widział również kiedy wyszedł z windy, kable idące po suficie czy na rogach ścian zasilające cały podziemny kompleks. Od czasu do czasu mijał nieznane mu pokoje w których widział krzątających się urzędników niskiego i średniego szczebla oraz żołnierzy mający pilnować całości. Czuł gęsią skórkę za każdym razem gdy przechodzili koło wentylatora który łączył się w sprytny sposób z miastem powyżej zarazem posiadając ogromną liczbę filtrów mające z tego co wiedział gdy mu przedstawiano kompleks chronić przed każdym możliwym skażeniem powietrza na wszystkie znane ludzkości sposoby.

Na ile to bujda na resorach i przechwałki projektantów oraz budowniczych a na ile to rzeczywiście prawda nie wiedział. Choć każdej nocy modlił się o to by nie musieć tego sprawdzać. Korytarze zaś były całkiem nieźle oświetlone choć gdy przechodzili koło wylotu do innej sieci korytarzy mającej prowadzić do warszawskiego metra, to ten wylot był skąpany w ciemnościach, a stojący tam wartownik z lampką na czoło sprawił że Witoldowi się przypomniała pewna książka Moskalskiego pisarza Dymitra Głuchowskiego który opisał scenariusz postapo o resztkach ludzkości żyjących w Moskiewskim metrze.

Mroczna i niepokojąca oraz dająca do myślenia dla Króla ale ostatecznie lubił ją. Po czym wrócił ponownie do rzeczywistości w której atomówki nie spadły i jak dobrze wiedział spaść nie mają.

Stanęli przed wielkimi drzwiami zrobionymi z najwytrzymalszych kompozytów a które stanowiły wejście główne do czteropoziomowego i składającego się z około 34 pomieszczeń kompleksu pełniącego zarazem funkcję podziemnego stanowiska dowodzenia jak i schronu przeciwatomowego.

Oczywiście to nie było wszystko, ten kompleks przed nim stanowił ledwie 1/10 całości podziemnego systemu zwanego „Podziemnym Miastem". Pod każdym z ważniejszych miast Rzeczpospolitej znajdował się taki system aczkolwiek nie wszędzie został ukończony.

Warszawski cały czas jest zresztą w budowie. Owe Podziemne Miasta miały stanowić bezpiecznych schron w razie totalnej katastrofy światowej dla elit i ludności miejskiej przy czym są one tak budowane by były w stanie pomieścić co najmniej 1/10 ludności miasta ale zarazem można zawsze było je powiększyć.

Każde z tych Miast ma posiadać ogromne zapasy wystarczające przynajmniej na 25 lat istnienia, oczywiście magazyny są ledwie zapełnione bo koszta jakie trzeba ponieść są ogromne a powód mający przyspieszyć roboty jest słaby na razie.

Następnie kiedy przeszli przez bramę wejściową, skierowali się w kierunku stanowiska dowodzenia mijając przy tym nieukończone perony podziemnej kolejki jaka ma być docelowo w całym kompleksie. Co wiedzy o niej. Oficjalnie nie istnieje choć plotki i oficjalna znana sieć schronów i metra szczególnie dzięki Głuchowskiemu spowodowały wysyp bardzo ciekawych wizji takiego kompleksu, a wielu pisarzy poszło za tym tworząc swoje wizje takich systemów.

Czasami wpadali na pomysły które rzeczywiście zainteresowały projektantów którzy cały czas dodają istniejących planów co nowe pomysły lub przerabiają nietrafione. Czasami zaś ich wizje są niepokojąco bliskie prawdy co sprawia że Dwójka oraz jej zbrojne ramie SS-Służba Specjalna sprawdzają takiego delikwenta czy aby nie doprowadził do wycieku ważnych danych.

A czasami sami rzucają w eter fałszywe i pomieszane z prawdą wizje tego co jest naprawdę by zwodzić na manowce inne wywiady. Szczególnie amerykański (zimna wojna mimo że ucichła dalej trwa w najlepsze) oraz brytyjski (Brytyjczycy dalej mają solidnie w pamięci kto złamał chwałę Royal Navy i mit niezdobytego Albionu od 900 lat, szczególnie że Koroniarze dokonali tego drugi raz wspierając niepodległość Irladnii w czasie II Wielkiej Wojny) no i oczywiście szwedzki który cały czas patrzy niespokojnie na Rzeczypospolitą.

Choć wojny nie było między krajami od czasu potężnej klęski Szwedów na początku XVII wieku kiedy Polacy zamiast podpisać traktat pokojowy dzięki przejęciu Moskwy dla siebie rzucili się pełnią sił na Szwecję a pierwsze więzy braterstwa Moskali z resztą Rzeczypospolitej zostały wykute w Inflantach oraz w Estonii i Filandii.

Zajęli Moskwę oraz utrzymali ją po czym wprowadzili Zygmunta III Wazę na tron moskiewski. Wbrew woli zresztą Bojarów ale ci musieli skapitulować kiedy Polacy stłumili skutecznie rewoltę a potem przez ładne parę lat pacyfikowali rozbite resztki dawnego Wielkiego Księstwa gdzie pomniejsi arystokraci wykorzystali okazje do uniezależnienia się.

Od tego czasu Rzeczpospolita odnosiła wielkie i mniejsze zwycięstwa oraz ponosiła takie same porażki ale siły które by najpewniej traciła na ciągłą walkę z niezależną Moskwą wykorzystała w innych kierunkach. Jak na przykład zasiedlenie Dzikich Pól, zajęcie Krymu czy złapanie za mordę awanturniczych kozaków zaporoskich.

Pro Fide, Rege et Lege. Przeczytał w myślach Witold napis będący dewizą Rzeczypospolitej nad wielkim monitorem przedstawiający cały już nie ich świat oraz terytorium Rzeczypospolitej i jednostki wojskowe wszędzie gdzie się znajdują gdy wreszcie dotarli do swojego celu. Zaś w całym pomieszczeniu widać rzędy komputerów i krzątających się wojskowych a odgłosy rozpaczliwych telefonów, rozmów i walenia w klawiaturę było słyszeć z każdego miejsca. Tutaj Pułkownik szybko i sprawnie przeprowadził ich do odciętego od sali właściwego pokoju dowodzenia a które było oddzielane szybą od poprzedniej sali a było widać z pokoju przez nią tą właśnie mapę na monitorze.

W owym pokoju byli co zaskakująco zebrani wszyscy naczelni dowódcy sił zbrojnych Rzeczypospolitej. Witold czuł wyraźnie że ktoś wyżej sprawił że doszło do tego przypadku. Aczkolwiek jest ich zbyt wiele by wszystkich wymienić dlatego zamiast tego powiem ile ich jest.

Wielki Hetman Rzeczypospolitej nazywany jest też Hetmanem Wszechrzeczy a pod nim podlega aż siedmiu Hetmanów Wielkich którzy mają określone strefy działania i kto im podlega, w przeciwieństwie do angielskiego w języku polskim można przestawić przymiotnik do danego tytuły dlatego Wielki Hetman a Hetman Wielki znaczą co innego.

Owych siedmiu to oczywiście Koronny (Polska, Prusy i Inflanty oraz Kolonie Koronne i Kurońskie), Litewski (Litwa, Prusy i Białoruś), Ruski (wyłącznie Ruś), Moskiewski (Moskwa i Białoruś), Północny (Karelia i Perm a w razie potrzeby może przejąć dowództwo od Koronnego nad wojskami Kolonii Syberyjskich i Alaszki) oraz dwaj nazywani Atatamanami Wielkimi czyli Kozacki (Zaporoże i Doń) i Tatarski (Krym oraz Astrachań).

Potem mamy piętnastu Hetmanów Polnych, przy czym niektórzy mają dodatkową odpowiedzialność bo dowodzą więcej niż jedną częścią składową Rzeczypospolitej. Przy czym tu też mamy pewien wyjątek w nazwach bowiem Hetmanów Polnych Prus i Inflant nazywa się Feldmarszałkami.

Kolejną grupą zebranych wysokich oficerów są oczywiście Hetmani Morscy i Powietrzni, odpowiednio sześciu morskich (dla Korony, Litwy, Rusi, Moskwy, Prus i Inflant) oraz dwunastu powietrznych (Korona, Litwa,Ruś,Moskwa,Prusy,Inflanty,Karelia,Madagaskar,Jaksa,Ruś Zielona,Białoruś i Don.).

Hetmani Wielcy i Hetmani Wszechrzeczy dla Marynarki Wojennej i Sił Powietrznych są dostępni ale tylko trzy osoby doznały tego zaszczytu, większość oficerów z tych służb zazwyczaj dotarła do rangi Hetmana (zwykłego). Czyli najprościej ujmując Hetman Morski odpowiada Wice Admirałowi a Powietrzny Generałowi Porucznikowi.

I żeby dopełnić formalności im podlegają odpowiednio Generałowie (Dla Hetmanów Polnych), Admirałowie (Dla Hetmanów Morskich) oraz Marszałkowie (Dla Hetmanów Powietrznych.) Oczywiście osób z tym stopniem akurat w bunkrze nie ma zamiast tego dowodzą w polu próbując ogarnąć bałagan na tyle ile mogą.

„Wasza Wysokość!" Odezwał się Feldmarszałek Pruski Jan Rommel z słabym niemiecko-pruskim akcentem. Po czym wstał i zasalutował a wraz z nim inni oficerowie w pokoju do swego zwierzchnika. Król skinął głową „Spocznij!" po czym gdy oficerowie usiedli z powrotem a Witold usiadł na swoim siedzeniu zapytał „Jaka jest sytuacja?".

Pierwszy odezwał się Hetman Wielki Ruski Siergiej Kliczko który z swym wschodnim dźwięcznym akcentem zakomunikował „Szczerze, fatalna, straciliśmy kontakt z naszymi sojusznikami a podobno okręty i dywizje które powinny być za granicą nagle zaczęły się pojawić na terenie swoich stałych krajowych baz." I tu się wtrącił Hetman Polny Koronny Rajmund Andrzejczak „Nie podobno! One się pojawiają, już mamy 18, 1 i 10 Dywizję z powrotem a przecież na stałe stacjonowały w Meksyku!"

Witold uniósł rękę by przerwać mu wywód po czym gdy ten ucichł zwrócił się innych oficerów „Czy u was też są takie sytuacje?" Oni zaczęli się zgadzać z tym że też dochodzą do nich takie raporty o takich jednostkach. „Dobrze." Mruknął Król po czym dopytał „Coś jeszcze?"

I jak na zawołanie przez salę przeszło krótkie trzęsienie po czym po paru chwilach do pokoju wpadł jeden z techników pracujących w sali. Ten szybko zasalutował władcy po czym odezwał się „Mam ważny raport!"

„Dobrze, mów proporniku w czym rzecz?" Odparł Król a młody podoficer o cechach zdradzających jego pochodzenie z Kamerunu choć było widać że część jego przodków pochodziła z Europy niennaganną polszczyzną mazowiecką zaczął „Melduję, że słońce wróciło na niebo a trzęsienia zniknęły nagle, a do naszych radarów dochodzą niepokojące informacje."

„Jakie niepokojące informacje?" zapytał Hetman Wielki Koronny Wilhelm Jagiełło. Młody żołnierz przełknął głośno ślinę po czym z jakby niedowierzaniem dodał „Chodzi o to że wykryto zupełnie inne lądy niż powinny być." A następnie zatrzymał się na chwilę jakby nie chciał powiedzieć bo nie wierzył w to co miał zameldować.

„Proporniku, co się stało?" Zmarszczył brwi Wielki Hetman z ojcowskim tonem w głosie. Propornik wziął głęboki oddech po czym dodał „Chodzi o to panie Hetmanie Wielki że to wydaje się niemożliwe to co odkryli." Hetman uniósł wyżej głowę „A co odkryli?"

Odpowiedź jaką dostał zamurowała wszystkich „Radar na wyspie Rugia odkrył ląd… przepraszam Wyspy... wyglądające jak Japońskie…"


Nieznane Wody
Na Północny Zachód od wyspy Rugia
30 Sierpnia Anno Domini 2020
1 Flotylla Uderzeniowa
OKP „Władysław IV Waza"

Sporej wielkości lotniskowiec płynąła spokojnie w kierunku Wysp nazwanych tymczasowo jako Japońskie. Obok niej płynęły jej eskorty i inne okręty wsparcia. Po jej prawej i lewej stronie znajdowały się pancerniki „Nieulękły" i „Nieugięty", po jednym na stronie.

Nazywane są tak bo Pancernik brzmi po pierwsze groźniej niż rakietowy krążownik liniowy którymi są de facto a po drugie ponieważ jako jedyne obok lotniskowca posiadają solidny pancerz zdolny do przyjęcia sporej kary zanim pójdą na dno.

Całością dowodził Kontradmirał Jerzy Dickman potomek słynnego polskiego Admirała Arenda Dickmana z XVII słynnego z bycia pierwszym dowódcą pierwszej jednostki morskiej nowo utworzonej floty Rzeczpospolitej oraz bycia słynnym z zwycięstw Polskiej floty nad Szwedzką z bitew pod Oliwą, Helem, Ozylią oraz Gotlandią.

W skład jego sił wchodziły cztery dywizjony podzielone na dwie brygady.
A więc:

1 Brygada Bojowa

1 Dywizjon Okrętów Liniowych
OKP „Władysław IV Waza"
lotniskowiec typu Waza
OKP „Nieugięty" pancernik typu Niezwyciężony
OKP „Nieulękły"
pancernik typu Niezwyciężony

2 Dywizjon Okrętów Bojowych
OKP „Burza"
niszczyciel typu Grom
OKP „Błyskawica"
niszczyciel typu Grom
OKP „Sztorm"
niszczyciel typu Grom
OKP „Huragan"
niszczyciel typu Grom

2 Brygada Wsparcia

3 Dywizjon Okrętów Wsparcia
OKP „Robotnik"
zbiornikowiec typu Robotnik
OKP „Kowal"
okręt ratowniczy typu Miecznik
OKP „Nawigator"
okręt rozpoznania radiotelefonicznego typu Nawigator
OKP „Hydrograf"
okręt rozpoznania radiotelefonicznego typu Nawigator

4 Dywizjon Okrętów Wsparcia
OKP „Tkacz"
zbiornikowiec typu Robotnik
OKP „Grotnik
" okręt ratowniczy typu Miecznik

Ich cel był prosty jak konstrukcja cepa, nawiązać kontakt z tym tak zwanym Państwem Japonii na międzynarodowych wodach. Obie strony wysłały solidne siły na spotkanie tak jak się umówili niedaleko wyspy Ogasawara.

Pierwszy poniekąd kontakt wyszedł ze strony polskiej jakieś dziesięć dni po Wydarzeniu, to było mniej więcej kiedy zniesiono tymczasowy stan wojenny jaki został wprowadzony pierwszego dnia dla ustabilizowania sytuacji Rzeczypospolitej.

Gospodarka przeżyła początkowo potężny szok kiedy stracono wszystkie rynku zbytu poza tymi wschodzącymi w skład Rzeczypospolitej. Ale w miarę szybko postawiła się z powrotem do stanu normalnego, trudno by kraj będący wielkości kontynentu a którego znaczna część przychodu wychodzi z rynku wewnętrznego nagle się zawalił choć trzeba zauważyć że firmy idące na eksport zewnętrzny zostały bardzo zniszczone tym że część z nich ogłosiła bankructwo a reszta trzyma się na kroplówce jaką wyłożyły rządy narodowe by utrzymać je przy życiu do czasu znalezienia nowych rynków zagranicznych ale ich upadek spowodował sporą lawinę problemów wynikających z faktu że gospodarka to system naczyń połączonych, zniszcz jedno a całość się szybko wyleje jeśli czegoś nie zrobisz.

Ale mniejsza o to, ważniejsze jest teraz ta wyprawa. Oficjalnie podano lakoniczny komunikat o niewyjaśnionym zdarzeniu sprawiającym że Polska została wyrwana ze swego świata i odkryto obiecujących tubylców których zamierzano spotkać.

Nieoficjalnie zaś jechali się porozumieć z Japonią o czym krążyły plotki w formie szeptów. Samym marynarzom wybranym do tego zadania odebrano łączność z światem kiedy tylko 1 Flotylla wypłynęła z Gdańska i dopiero wtedy wyjawiono tajemnicę.

Jaki tego był powód? Dickman nie miał zielonego pojęcia, powiedziano mu tylko co ma zrobić i z kim ma się spotkać po czym załadowano jego okręty na maksa amunicją i sprzętem a na pokład jego flagowca wpakowano delegację do Japonii.

I to wszystko w ledwie pięć dni! Pośpiech był totalny byle by zdążyć na 30 Sierpnia. Nie podobało mu się to ani trochę, miał lakoniczne informację o tym kogo miał spotkać. Japończyków oraz … Amerykanów. Na to drugie aż mu oczy wypadły z orbit. Amerykanie w Japonii?

Jak? Skąd? Przecież nawet nie mają portu na zachodnim wybrzeżu Ameryki! Gdy dostał wiadomość że to jacyś AlterJapończycy i AlterAmerykanie to miał ochotę się roześmiać. Czy oni do reszty poszaleli? Skoro, przyjmując to za prawdę, szczególnie że Dickman jak każdy szanujący się marynarz ostrożnie podchodził do rewelacji „Dwójki", owszem wiedział że jest niepokojąco skuteczna w swojej pracy ale dziesięć dni to stanowczo za mało by poznać wszystkie niezbędne informacje.

Wiedział jedynie że spotkają się z Amerykańsko-Japońską Flotą koło wyspy Ogasawara i że ma się spotkanie odbyć na pokładzie amerykańskiego lotniskowca USS Ronald Reagan. I że nieznana flota ma liczyć osiemnaście okrętów. Więc jego szanowna admiralicja wysłała z siedmioma bojowymi oraz sześcioma wsparcia. Owszem rozumiał że dwa pancerniki oraz jeden pełnoprawny lotniskowiec to siła zdolna spokojnie walczyć na równi z teoretycznie znacznie liczebniejszą flotą nieprzyjaciela.

Teoretycznie, pancerniki typu Niezwyciężony zbudowane w na przełomie lat 80 i 90 były zdolne do samodzielnego odparcia znacznie liczebniejszej floty słabszych okrętów. A powstały jako wyciągnięcie wniosku z walk morskich w Wojnie z 4 Lipca która będąc pierwszym od czasu II Wielkiej Wojny tak poważnym konfliktem zbrojnym choć przedwcześnie urwanym w wyniku braku woli walki między stronami stanowiła ona poważny test wielu pomysłów i koncepcji jakie pojawiły się od czasów II Wielkiej Wojny.

Starcia morskie dały jasno do zrozumienia że o ile postęp technologiczny mocno ulepszył zdolności mniejszych okrętów bardzo wyraźnie brakowało okrętów zdolnych do trzymania się obok lotniskowców czy mogących przyjmować na siebie ciosy. Inna sprawa że do kosza wyrzucono ideę nieopancerzonych okrętów, o ile prawdą był pomysł że pociski kierowane z łatwością niszczą każdy statek, problemem okazało się że mało kto przeżywał takie pojedynki, szczególnie było to widoczne kiedy lotniskowce ostro poturbowane wracały do swoich baz ale mało kto z ich eskorty a ważniejsze okręty które posiadały pancerz miały więcej żywych marynarzy niż te które ich nieposiadały. Inną sprawą że liczba ocalałych takich statków i nadających się do naprawy była bardzo mała, mniejsza niż te które posiadały choć szczątkowy pancerz.

Marynarki świata więc musiały odtąd odejść od stylu nie daj się trafić do nie dajmy się trafić ale lepiej żeby okręt mógł coś przyjąć na klatę i przeżyć przy tym na jego pokładzie. Wiadomo, pancerz jest cholernie drogi, a patrząc na koszty jakie trzeba wyłożyć na nie a potem na teoretyczne efekty przed wojną sądzono że to jednak lepsza droga niż budowanie statków z pancerzem który teoretycznie niewiele dawał.

Ale teoria teorią, a praktyka wojenna pokazała że wszelkie wspaniałe rzeczy jakie wymyśla się w gabinetach Admiralicji oraz w księgowych a które na manewrach wyglądają spoko na wojnie nagle się pojawia całkiem sporo niezauważalnych rzeczy w okresie pokoju rzeczy, albo w sytuacji gdy jedna strona totalnie góruje nad drugą.

Jedną z tych jest pomysł by strzelać za horyzontu pociskami, w teorii świetny, w praktyce jeśli obie strony są sobie równe to równie dobrze można strzelać Panu Bogu w okno. Obie strony wypalą po salwie i obie z łatwością ich unikną.

Stąd aby zniszczyć wroga należało się zbliżyć do bardziej znajomego dystansu ale wtedy w miarę jak obie strony się zbliżają zwiększają swoją szansę na wzajemną anihilację. Stąd renesans pancerników które jako bardzo drogie okręty i mniej skuteczne w roli niszczącego wrogą flotę od lotniskowców poszły do lamusa a teraz gdy potrzebny był okręt zdolny do bezpiecznego przyjęcia wielu ciosów (jak i oddania ich, bo im większy okręt tym więcej pocisków może zabrać na pokład a zarazem łatwiej mu zatrzymać większą salwę pocisków kierowanych bo ma po prostu więcej dział CIWS jak i więcej antyrakiet.) dzięki pancerzowi wrócił do gry mimo naprawdę ogromnych kosztów.

Dlatego Dickman nie lubił swej aktualnej sytuacji, nie wiedział on nic, a miał się zbliżyć do nieznanego potencjalnego przeciwnika który posiada nie wiadomo co dokładnie. Oczywiście nie bał się aż tak jakby można pomyśleć. Nie bał się mimo wszystko o niszczyciele w swojej eskorcie. One nie odbiegały one za bardzo od innych istniejących niszczycieli poza tym że były znacznie większe, nowocześniejsze i zarazem lżejsze od innych niszczycieli.

Co było tego powodem? Mianowicie stanowiły one okrętów nazwijmy to nowej generacji po erze stalowych kadłubów. Były one zbudowane z kompozytów w którym główną część stanowił grafen. Który jako materiał niezwykle wytrzymały a zarazem znacznie elastyczniejszy oraz lżejszy od dotychczas stosowanych miał w teorii zastąpić stal i jego stopy.

Testy na żywo wypadły bardzo obiecująco, a zważywszy na to że oparto je o bardzo udany typ Strzyga pod względem budowy to wszelkie poprawki i usuwania błędów wieku dziecięcego były szybkie.

Same statki tak naprawdę powstały niedawno bo ledwie dwa lata temu wypłynęła na próby morskie pierwsza „Grom" a w styczniu tego roku „Huragan". Łącznie póki co klasa liczyła osiem zwodowanych statków i cztery w budowie a kolejna ósemka miała już położone stępki. Docelowo miało ich być ponad piędziesiątcztery.

Gdy już w oddali majaczyła wyspa Starszy Miczman Jan Makgdomagal dowódca radiooperatorów zameldował „Kontradmirale, Amerykanie witają nas." Dickman kiwnął głową i rzekł „To pozdrów ich i zapytaj gdzie mamy stanąć."

S. Miczman zasalutował po czym zaczął wypełniać rozkazy i przekazał szybko odpowiedź. „Na północ od wyspy i na wschód od ich floty, z 10 kilometrowym odstępem między nami a nimi." Dickman uniósł brwi po czym wydał odpowiednie dyspozycje a gdy flotylla zbliżyła się do wyspy od wschodu zmieniła kurs i ostatecznie zaparkowała zgodnie z prośbą 10 kilometrów na wschód od jednego z japońskich niszczycieli.

Zwrócił się do dowódcy Lotniskowca „Kapitanie Goldhamerze, dowodzicie pod moją nieobecność." Komandor zasalutował milcząco. Odezwał się jedynie żeby ogłosić że Dickman opuścił pokład dowodzenia.

Kontradmirał szybko zeszedł po schodach i dotarł do przygotowywanego śmigłowca którym miała polecieć delegacja w tym i on jako reprezentant marynarki wojennej. Kiedy stanął na pokładzie startowym niedaleko śmigłowca zaczął spokojnie przyglądać się okrętom w oddali.

„Intrygujący widok, prawda Kontradmirale?" Zapytał go specjalny wysłannik z ramienia Rzeczypospolitej Tadeusz Zawadzki. Dickman odwrócił głową w jego kierunku po czym uniósł brwi i lekko pokiwał głową „Coś w tym jest panie Zawadzki."

Tymczasem Zawadzki spojrzał się na uwijających się marynarzy przy śmigłowcu. „Oho, widzę żę pańscy ludzie szybko i sprawnie wykonują swą pracę przy tym… ŚZL W-3 Sokół?" Powiedział nieco niepewnie próbując pokazać swą wiedzę o sprzęcie wojskowym Rzeczypospolitej.

Dickman lekko się uśmiechnął po czym lekko kręcąc głową odparł „Dziękuję za pochwałę ale to proszę mówić Kapitanowi Fryderykowi Goldhamerowi, a co do śmigłowca, spudłował pan ale lekko. Technicznie ma pan rację ale to wersja lądowa i na dodatek cywilna. To co pan tu widzi to wersja marynarki wojennej. ŚZL W-3PM Anakonda."

Zawadzki kliknął językiem „Byłem blisko." Po czy dopytał „A tak z ciekawości co znaczy te oznaczenie, bo ŚZL wiem ze znaczy Świdnickie Zakłady Lotnicze ale skąd W-3PM?" Dickman uniósł brwi zaskoczony, szczerze nie wiedział skąd i niezbyt go do teraz interesowało.

Na szczęście w sukurs przyszedł oficer SS Kapitan Fryderyk Szot „Ja wiem." Zawadzki uniósł brwi pytająco do szefa swojej obstawy. Szot zaś odparł „No cóż, mam syna co ma fioła na punktcie lotnictwa i opowiadał mi o swojej pasji i tak chodząc z nim i kupując mu modele do składanie dowiedziałem się co oznaczają poszczególne skróty. Tak więc W-3PM znaczy Wielozadaniowy 3 Pasażersko-Morski."

Zawadzki uniósł brwi „Brzmi logicznie, ale dlaczego trzy?" Szot uniósł ręce do góry w geście niewiedzy „Nie wiem, może to że to trzeci model? Trzecia wersja? Coś w tym stylu." Zawadzki pokiwał głową zaś Dickman wszedł do rozmowy patrząc jednocześnie na swój zegarek. „Dobrze panowie, lepiej się już pakujmy do Anakondy, Bosmannat Mejer mówi że jest gotowa."

„Rozumiem kontradmirale." Po czym wezwał swych podwładnych z SS. „Panowie i pani idziemy." Zawadzki zaś ogarnął resztę delegacji czyli niezbędnych tłumaczy i innych oficjeli po czym zapakowali się do Anakondy zajmując wszystkie 14 miejsc co przy wielkości Śmigłowca oraz faktu że sporo miejsca zajmował sprzęt komandosów przydzielonych do obstawy sprawiło że w maszynie było mało wolnego miejsca.

Dickman spojrzał się przez okno widząc jak ludzie osuwają się od maszyny zaś powoli do jego uszu dochodziło budzące się wycie podwójnych silników KZS-10S, po czym gdy wycie było na granicy cierpliwości maszyna oderwała się od pokładu i ruszyła ku amerykańskiego lotniskowca.


USS Ronald Reagan
30 Sierpnia 2020 J.C
15:28

Wice admirał Wiliam Mertz z niepokojem stukał nogą o pokład lotniskowca a jego niepewność została zauważona przez dowódcę lotniskowca Kapitana Freda Goldhammera. Obok nich stała w nieco oddali delegacja japońska tworząca niewidzialny mur między nimi a wysiedlonymi z domu Amerykanami mająca przyjąć tych … Polaków.

Dalej mimo stojących na wprost okrętów na których z oddali widniała czerwona bandera z opancerzoną ręką trzymająca w dłoni szablę nie był w stanie uwierzyć w ich istnienie.

Ogólnie w mało co był w stanie uwierzyć od czasu tego wariactwa jakie zaczęło po Nowy Roku który zapowiadał się na kolejny zwykły rok choć niepokojące wieści dochodziły z Chin związku z tajemniczym wirusem Covid-19. Ale to wszystko wyleciało za okno z Nowym Rokiem kiedy nagle okazało się że nie może się połączyć z USPACOM.

Siedzieli w ciemności przez trzy dni zanim Japończycy łaskawie ich poinformowali gdzie wcięło ich dotychczasowych zwierzchników. Przez chwilę myślał że robią sobie z niego jaja. Marsowe miny Japończyków sprawiły że przestał się śmiać.

Wybrali oczywiście ambasadora na Tymczasowego (dobre powiedziane myślał sarkatycznie Wice admirał) Prezydenta z pełnią mocą praw wykonawczych. Póki co nie mają ani jednego stanu a wybory są odwołane chyba na zawsze, chociaż w jego głowie kiełkuje plan znalezienia jakiejś wolnej ziemi i zbudowania USA od nowa.

Choć plusem tej całej sytuacji że te całe pierdolenie o LGBT+ i innych dziwactwach które wylazły nie wiadomo skąd, Wice Admirał widział w tym długą rękę Moskwy, zniknęło jakby nożem uciąć. Choć znając życie kiedy wszystko się uspokoi znowu jego marynarze się podzielą na dwa wzajemnie zwalczające się do ostatniego żywego, obozy o to kto ma rację. Wróć cały czas się zwalczają ale po cichu a woda aż prawie kipie w tym cholernym domu wariatów jakim stały się Stany Zjednoczone.

Najwyższy Amerykański oficer miał nadzieje że jak wybuchnie to wszystko to on dawno odejdzie z tego szaleństwa i będzie sobie prowadził jakieś ranczo czy coś na terenie Nowych Stanów Zjednoczonych. Nie wyobrażał sobie by ktokolwiek chciał że ta dziwna sytuacja jak teraz obecnie panuje w którym Stany Zjednoczone jednocześnie istnieją jako niezależny kraj jak i polegają na pomocy finansowej Japonii która jest pogrążona w cholernym kryzysie i brakuje jej de facto wszystkiego trwała dalej niż to konieczne.

Nie wyobrażał sobie służenie Japonii o to co nie! Prędzej skoczy z pokładu tego lotniskowca na główkę do oceanu niż będzie służył temu cholernemu kraikowi. A miało być tak pięknie i przyjemnie, przy uprzejmych tubylcach. Ba nie miał do dzisiaj żadnych skarg na nich. Ale odkąd Japonię Bóg wie kto sobie zabrał do tego… Nowego Świata, po raz kolejny Mertz podziwiał gust a raczej jego brak w nazywaniu czegokolwiek przez Japonię, to nagle Żółtki-wpieprzające-ryż-na-każdy-kurwa-posiłek obrosły w piórka i zaczęły się zachować jakby to oni teraz zamierzali sobie porządzić a ty Amerykański Gaijinie siedź cicho.

Zmiękła im rura kiedy ta Polska znikąd pojawiała się jakieś 15 dni temu, nagle osrali się kiedy zobaczyli po sąsiedzku kraj wielkości Rosji który po dziesięciu dnia milczenia (oraz podsłuchiwania tego co mówią u siebie z radia, dziwne to trochę było powiem w całej kurwa pierdolonej 7 Flocie znalazło się ledwie 24 ludzi co umie coś po Polsku z czego tylko 6 umie coś więcej niż jebane podstawowe zwroty! Żeby było zabawniej w tej 24 to ledwie połowa ma przodków z Polski, reszta ni chuja nie umiała a tych 6 to kurwa z Polską mają tyle wspólnego co zwyczajne krzesło z dupą kozła.) wreszcie się odezwał czy mogą się spotkać w jakiś wyznaczonym miejscu przez nich.

Wtedy oczywiście Japończycy łaskawie po raz kolejny przypomnieli sobie o nich, wcześniej udając że ich nie ma. Jak szli do tej Que-Tonye to ani słowem nie wspomnieli o swoich wielkich sojusznikach zaa oceanu. A teraz jak potrzebują mięsa armatnie… to znaczy eskorty i wsparcia wojskowego dla ich floty to się pojawili i zapytali czy mogli z ukrytym za ich uśmiechami zdaniem że to oferta z tych nie do odrzucenia.

I tak stoi tu jak jakiś kretyn i piesek mający szczekać na rozkaz swego japońskiego pana. Miał nadzieje że Polacy ustawią tych jaśniepanów do pionu i wypełnią rolę tego kto trzyma Japończyków z dala od skrzynki z pomysłami Japan Power!

Ci durnie jak to widzi w ich oczach tylko zaraz zrobią coś głupiego kiedy otrząsną się z tego bałaganu, a wcale nie jest powiedziane że nie odjebią coś w stylu Cesarstwa Wielkiej Japonii 2: Na Opak. Poważnie on bał się tych wariatów.

Na szczęście jego wewnętrzna tyrada na Japończyków została przerwana kiedy zaczął słyszeć po czym dostrzegać zbliżający się śmigłowiec. Po kolejnych paru chwilach mimowolnie wystrzeżył zęby, a jednak ci Polacy nie tacy straszni nic takiego jak Ospreye nie posiadają patrząc z zadowoleniem na raczej typowy śmigłowiec transportowy.

Od jedno śmigło z góry, i z tyłu ogona. Pod wirnikiem było widać dziwaczną obudowę silników a na dole od zwyczajny nieco w stylu sowieckim Śmigłowiec. Był on w kolorze białym z czerwonymi paskami idące wzdłuż kadłuba i mające dwie wystrzelone linie do góry, pośrodku kadłuba i jeden na ogonie. Na boku widać było wyraźnie Biało-Czerwoną Szachownicę, z tego co ktoś przed chwilą z boku powiedział rozumiał że ten symbol mają i Polacy z jego Dawnego Świata. Zaś powyżej linii drzwi a pod silnikami widział litery układające się w napis KORONNA MARYNARKA WOJENNA.

Z trudem przeczytał po cichu mrucząc co tam pisze, najpewniej coś przekręcił, szczególnie te podwójne NN. Zapytał się wyznaczonego mu tłumacza co tam pisze „Lee, co ten napis znaczy?"

Potężnej wielkości Afroamerykanin Robert Lee szybko odparł swym basowym głosem, dziwnie przyjemnym do słuchania „Napis znaczy dosłownie Crown War Navy, sir." Mertz uniósł ze zdumienia brwi, a nie zdarzało mu się to często. „Nie mylisz się Lee?"

Lee pokręcił głową „Nie sir. Taki jest dosłownie ten napis." Mertz pokiwał głową „Hmm , czyli mają króla ale czemu nazywa się Koronna, nie rozumiem to raczej dziwne." Ku zaskoczeniu Wice admirała Lee znowu pokręcił głową. „Nie takie dziwne sir."

Mertz zaciekawił się „A to dlaczego?" Lee zaś spojrzał się na niego poważnie i odparł „Ponieważ Polacy swój kraj od czasu swojego zjednoczenia po rozpadzie na dzielnice" widząc złośliwa minę Meztra pospiesznie wyjaśnił „efekt feudalizmu każdy europejski kraj na kontynencie przez to przechodził" Mertz zrozumiał „Tak więc sir, Polacy jak zjednoczyli swój kraj od czasów Kazimierza III zaczęli nazywać go Koroną Królestwa Polskiego, w skrócie Koroną, a nazwa Polak od czasów Unii Lubelskiej do mniej więcej rozbiorów a nawet i dłużej znaczyła to samo co Brytyjczyk czy Amerykanin, sami Polacy nazywali siebie i przez innym mieszkańców ich Wspólnoty „Koroniarzami" czyli Crownman." Zakończył wywód bezbłędnie mówiąc słowo na którym by Mertz by sobie połamał język.

Mertz zrobił minę którą każdy robi kiedy dowie się coś bardzo ciekawego. „Ciekawe, bardzo ciekawe." Po czym gdy zobaczył jak Polska delegacja zaczęła wysiadać klepnął go w ramię „Dobra Lee, idziemy, czas zobaczyć na ile są warte te twoje studia polonistyki."

Lee się uśmiechnął „Tak jest sir."


Taiji Asada nieprzychylnym wzrokiem patrzył na idącego Amerykanina i jego przydupasy, gdyby od niego zależało to by trzymał tego osła z dala od ważnej dla Japonii chwili ale pan ambasador… przepraszam Pan Prezydent Thomas Hayden w zamian za pozwolenie by jego ludzie, finansowani zresztą z budżetu JMSDF ku irytacji Asady, wypełnili swoją robotę w geście podziękowania za Japońską pomoc wymagał by była też niewielka delegacja Amerykańska.

Rząd się zgodził, ku jemu zaskoczeniu. Uważał że robił błąd bo prędzej czy później ten nieśmieszny żart o istnieniu Ameryki się skończy a ich ludzie wtopią się w wspaniały naród Japoński.

Ale mniej pierdolenia więcej pracy, jak ma być naród wspaniały skoro on się obija. Coś za coś Taiji Asado myślał do siebie. Wcześniej takich myśli nie miał, ale po tym jak zobaczył z czym mają do czynienia oraz ogólnie szaleństwo jakie się dzieje w Tokio nieco zmieniły jego podejście do obcych.

Oczywiście nie był głupi, ani pyszny. Doskonale wiedział że to właśnie to doprowadziło do szaleństwa jakim była jednoczesna wojna z Chinami, Zachodnimi Mocarstwami i USA jednocześnie, dobrze że przynajmniej mieli dość rozumu by nie dorzucać ZSRR do tej mieszanki.

Niewielka to zresztą pociecha skoro ostatecznie Japonia została zniszczona w wyniku gniewu USA jaki na siebie ściągnęli.

Lecz jego dalsze rozmyślania wyparowały kiedy połączyli się z delegacją amerykańską, chłodno skłonił głowę Mertzowi po czym poczekali wspólnie na to aż Polska delegacja przyjdzie do nich spod śmigła.

Dzięki temu miał okazję przyjrzeć się im. Prowadziło go dwóch ludzi, mężczyzna w sile wieku z przebłyskami siwizny o niebieskich oczach z jak później zauważył zielonymi akcentami. Nosił on potężnego wąsa. Jego nos był całkiem duży a zakola zauważalne. Nosił on granatowy garnitur wpasowując się poniekąd w stojących obok niego marynarzy.

Obok niego szedł oficer, jak się domyślał Admirał co dowodził tamtym zgrupowaniem okrętów. Trzeba przyznać, te dwa molochy obok lotniskowca wyglądały raczej niepokojąco. Nie chciał znaleźć się jako ich możliwy cel.

Admirał zaś wyglądał nieco bardziej nijako. Podobnie do dyplomaty kwadratowa twarz, czarne oczy, czarne włosy, granatowy mundur mocno go wyróżniający od stojących naprzeciwko mu amerykańskich marynarzy którzy nosili białe. To samo można powiedzieć o marines stojącymi za nimi w swych granatowych mundurach i hełmach. Przy czym jak zauważył wszyscy mają zasłoniętą twarz a na oczach gogle.

W rękach zaś trzymali coś co wyglądało mu znajomo, coś w rodzaju pożenienia AK z M16 i to na tyle dobrze że bez dłuższego spojrzenia nie zorientował by się że ma w sobie cechy obu tych karabinów. Lufa na której znajdowała się muszka wyglądała obok magazynku i dźwigni zamka była niczym z AK, zaś kolba, uchwyt oraz reszta obudowy jak z M16.

Ogólnie sama broń była raczej jak się domyślał Asada oryginalnym pomysłem który mimowolnie przypominającym mu znane karabiny. Gdyby tylko wiedział że istniał w jego świecie taki karabin który wyglądał identycznie.

Po czym gdy Asada ocenił ich wszystkich kiwnął głową Wiceadmirałowi by ten jako gospodarz zaczął.

Mertz przyjął gest ze zrozumieniem po czym za pośrednictwem Lee odezwał się „Witam, szanowną polską" z trudem uwierzy że powiedział to tak płynnie „delegację na pokładzie USS Ronald Reagan CVN-76. Jestem Wiceadmirał Wiliam Mertz, dowódca 7 Floty Stanów Zjednoczonych, obok mnie jest dowódca tego statku Kapitan Fred Goldhammer, a tłumaczy Master Chief Robert Lee i reprezentuję tymczasowy awaryjny rząd Stanów Zjednoczonych."

Kiedy ta mniej więcej drętwa przemowa, całe szczęście że to nie jego mają ostatecznie słuchać tylko Lee, się skończyła odezwał się ten Asada jak myślał o nim Mertz przedstawiając bardziej wykwitnie i poetycko po angielsku delegację japońską.

„No cóż, niezłe pierwsze wrażenie zrobiliśmy na nich." Powiedział po cichu pod nosem z sarkastycznym tonem Mertz, widząc że Polska delegacja bardziej żywo zareagowała na Asadę niż na niego. Choć zainteresowało te zdziwienie Polaków gdy przedstawił Kapitana. Wyglądali jakby nie mogli w jego istnienie uwierzyć. No trudno zapyta o to później, pomyślał kiedy polski dyplomata się odezwał.

„Witam szanownych państwo." Zaczął jak się zorientował nieco drętwą angielszczyzną, nie brzmiała ona jak ta która mówi ktoś kto słabo zna angielski ale raczej jak ta którą od dawna się nie używało.

„Jestem Tadeusz Zawadzki, specjalny wysłannik z ramienia Wielkiego Kanclerza Rzeczypospolitej Jana Piłsudskiego, obok mnie stoi pan kontradmirał Jerzy Dickman…" Tu amerykanie musieli użyć całej swojej samokontroli by się nie śmiać ani nie zdradzić się z tym że to ich bawi. „…. a tam stoją panowie z naszej ochrony prowadzeni przez Kapitana Fryderyka Szota z SS."

„Przepraszam z czego?" Zapytał Mertz kiedy mu się zapaliła czerwona lampka „No z SS, czyli Służby Specjalnej." A Mertz pokiwał ze zrozumiem. „Przepraszam mój błąd, znamy inną zdecydowanie mniej chwalebną organizację o takim skrócie."

Zawadzki rozumiejąc że to drażliwy temat postanowił odłożyć pytanie na później. „Dobrze, to chyba wszystko, proszę prowadzić na miejsce rozmów." Asada szybko wyszedł do przodu „Zgadza się, pan Wiceadmirał przygotował odpowiednie miejsce."

Po czym obie strony ruszyły do sali odpraw przygotowanej zawczasu jako miejsce pierwszych wstępnych rozmów. Pierwotnie chciano na wyspie ale ostatecznie uznano że okręt wojenny będzie mimo wszystko lepszym miejscem.

Nie uszło nikomu uwadze to że polski Kontradmirał od czasu patrzy z niedowierzaniem na Goldhammera. Kiedy tylko dotarli do sali, Mertz zatrzymał Dickmana na chwilę i zapytał go o to "Co tak się wpatrujesz w mojego kapitana?" Dickman dał tylko znak że nic poważnego i kazał reszcie iść choć jeden z SS pozostał pilnując Dickmana a ten odparł "Panie Wiceadmirale, nie uwierzyłby pan gdybym miał tylko panu powiedzieć, dlatego jak się to skończy zapraszam pana i pańskiego kapitana na "Władysława" przekona się pan sam o co mi chodzi." Po czym wszedł bez dalszej zwłoki do sali a zauważalnie niższy niż reszta komandos za nim.

Mertza zaś to wybitnie zaciekawiło ale wolał to zostawić na potem, najpierw trzeba przekonać się z czym ma do czynienia. Po czym gdy usiadł i zaczął słyszeć pierwsze zdania walki dyplomatycznej mimowolnie się uśmiechnął. Widać znalazł się ktoś kto nie da sobie narzucić niczego pomyślał kiedy nadzieje na łatwe rozmowy ze strony Asady zostały rozwiane przez Zawaskiego? Zawadskiego? Nie wiedział jak ma wymówić to nazwisko ale warto było oglądać jak daje do zrozumienia Japończykom że to on robi im łaskę a nie oni mu.


OKP „Władysław IV Waza"
Pokład Lotniczy
18:33

Gdy pierwsza tura rozmów była za nimi, jedynie co uzgodniono to tak naprawdę wizytę Premiera Japonii w Warszawie oraz Króla Polski w Tokio i kiedy oraz wspólną treść oświadczenia o swoim istnieniu oraz nawiązania stosunków dyplomatycznych jak i tymczasowe potwierdzenie że dotychczasowi ambasadorowie pełnią swoją rolę do czasu ich wymiany, Mertz wraz z kapitanem Goldhammerem skorzystał z zaproszenia Dickamana na jego flagowiec. Przy czym Asada się wprosił na Polski statek, Mertz nie wiedział ale się domyślał po co.

To co usłyszał w tamtej sali na pewno przejdzie do historii a przynajmniej on zapamięta do końca życia. Szczególnie odkrycie że ich dawne światy choć są Ziemią to są kompletnie innymi liniami czasowymi, co było raczej oczywiste. Mertz nie słyszał nigdy by jego Polska posiadała lotniskowiec. Ale trudno było mimo wszystko w to uwierzyć.

Za nimi zaś szła cały czas ta drużyna SS, przy czym Mertz miał dziwną pewność że ta najniższa, skąd wiedział że to kobieta nie miał pojęcia ale tak czuł że to ona, cały czas go czujnie obserwowała od kiedy zatrzymał Dickmana.

Mniejsza, postanowił przerwać Kontradmirałowi jego wywód przedstawiający pokrótce swoisty odpowiednik jego Reagana. Poważnie polski lotniskowiec był niewiele mniejszy od jego a pod względem skrzydła lotniczego posiadał identyczne liczbowo. Nie była to zresztą żadna tajemnica, choć zauważył że część szczegółów pominął.

Nic dziwnego, choć trudno nie przyznać że nie było to ciekawe ale mimo wszystko sam lotniskowiec nie wyglądał przesadniej nowocześniej niż jego, najpewniej w szczegółach są różnice ale ogólnie gdy szli przez pokład lotniczy i obserwując maszyny na pokładzie jeśli pominąć inny wygląd mundurów, inną banderę oraz napisy na wszystkim to równie dobrze mógł uznać że to kolejny Nimitz. To w sumie trochę niepokojące jeśli na to spojrzeć z innej strony, bowiem Japonia posiada łącznie z jego flagowcem tylko trzy pełnoprawne lotniskowce. Bo te okręty desantowe można uznać wyłącznie za lekkie lotniskowce, lepsze niż brak ale jednak w klasycznej bitwie morskiej stanowią dodatek do głównych sił.

Dlatego zapytał Dickmana „Przepraszam Kontradmirale, ale ile posiadacie lotniskowców floty?" Dickman spojrzał się niego nieco tempo zanim jego wzrok odzyskał ostrość a on otrzymał odpowiedź. „Aktualnie w linii posiadamy 18 lotniskowców floty, oraz 24 lotniskowce-desantowce."

Wszyscy niepolacy na to się zatrzymali. „Przepraszam ile?" Dopytał kapitan Goldhammer uważając że się przesłyszał. Dickman mocno zdziwiony powtórzył „No 18 lotniskowców floty i 24 okręty desantowe mogące pełnić rolę lotniskowców. Choć zwykłych desantowców mamy trochę więcej."

„Aha…" Zaczął Mertz, kiedy zwrócił na siebie uwagę Dickmana ten dodał „U nas w starym świecie posiadaliśmy ich najwięcej, ale tylko 11 takich jak ten tutaj" wskazał ręką Reagana „oraz 8 takich właśnie desantowców-lotniskowców. A wszystko jest strasznie drogie w utrzymaniu. Jak wy macie aż tyle?"

Dickman wybuch lekkim śmiechem „No cóż, to chyba oczywiste, najwyraźniej jesteśmy bogatsi od was." Po czym spoważniał „A tak na serio, to widać wy Amerykanie macie najwyraźniej niewyjaśnione przywiązanie do lotniskowców bo w naszym świecie wasz mniejszy odpowiednik posiada ich ze 30 zwykłych oraz … nie pamiętam teraz ile ale sporo mniejszych uniwersalnych."

„To całkiem sporo." Odparł Mertz, na co Dickman zaprzeczył machnięciem ręką „No tak ale one mają już swoje lata i to solidne. No i trochę cięli na kosztach na przykład nie posiadają one reaktorów atomowych jak nasze." Mertz załapał o co chodzi, dużo ale niekoniecznie aż tak zaawansowane i wielkie jak te tutaj choć w swojej masie na pewno stanowią wyzwanie.

Po czym Dickman klasnął w dłonie „No dobrze, a teraz to o co mnie pan pytał Wiceadmirale parę godzin temu przed wejściem." Po czym odezwał się głośnym krzykiem „Kapitanie Goldhamer zejdź tu do nas!" Goldhammer na chwilę podskoczył nagle sądząc że to jego wzywał ale szybko się zorientował że to nie o niego chodzi.

Mertz głowił się o co chodzi temu Polakowi że nie chciał powiedzieć. Przestał kiedy z wieży wyszedł Kapitan. Na jego widok oczy aż mu prawie wypadły z orbit a jego szczęka opadła z zdziwienia.

Polski Kapitan podszedł do Kontradmirała i cicho zasalutował i z swą milczącą podstawą spojrzał się na Amerykanów, wydawało się że nic tego człowieka nie może zaskoczyć. Nawet to co amerykański Goldhammer za chwilę powiedział „On… wygląda jak ja!"

Polski kapitan bez żadnego wyrazu twarzy spojrzał się na swego amerykańskiego sobowtóra, a może to on jest sobowtórem Amerykanina? Zaś Wiceadmirał Dickman odparł „Widzicie państwo, o to Kapitan Fryderyk Goldhamer, dowódca OKP Władysław IV Waza. Trudno chyba o bardziej dobitny dowód że pochodzimy z kompletnie innych linii czasowych."

Mertz, po raz pierwszy się zgodził z Polakiem. Zaś patrzenie na klona jego kapitana Freda… cholera nawet imiona mają podobne… było dziwne. Dziwnie patrzyć było na kogoś kto wygląda jak ktoś kogo znasz a jednocześnie nosi kompletnie inny mundur, inne ma symbole na nim. Na jego czapce widać innego orła, no i kiedy jego jest raczej wygadanym wesołkiem, to ten wygląda jak straszny ponurak. „Mogę wrócić Kontradmirale do pracy?" Powiedział Fryderyk a Mertz dodał w myślach no poważny służbista dla którego odkrycie swojego klona to kolejny dzień w jego kalendarzu. Szczerze nie miał ochoty dowiadywać się jak do tego doszło że taki dziw dla niego wygląda jakby to był zwyczajny wtorek.

Asada zaś dodał „To robi się coraz bardziej ciekawe. Intryguje mnie co jeszcze wy Polacy macie do zaoferowania." Zaś Mertz ku własnemu zdumieniu zgodził się z nim.