Jam nie z soli ani z roli ale z tego co mnie boli wyrosłem.- Stefan Czarnecki Hetman Polny Koronny
Państwo Japonii
31 Sierpnia 2020 J.C
Tokio
Siedziba Premiera
Odgłos stukania długopisem roznosił się po gabinecie premiera Japonii Yomoyi Yoshinori. Czytał on podstawowe ustalenia polsko-japońskiego jakie zawarto wczoraj oraz małą analizę wywiadowczą jaką przeprowadzono na podstawie uzyskanych danych w czasie rozmów.
Ogólny ton był raczej dla premiera raczej niezadowalający, jak czytał z raportu
Polacy w przeciwieństwie do znanych nam Polaków, zachowują się dużo pewniej siebie, bardziej arogancko ale zarazem zauważa się patrzenie na nas jak na dzieci specjalnej troski i zaskakującą wyrozumiałość. Można było wyczuć że uważają oni że nie poradzimy sobie sami. Niestety nie wiemy z jakiego powodu, rozmowy były raczej skupione na tym kiedy ogólnie mamy się spotkać i ogólną charakterystykę naszych państw i parę faktów z ich i naszej historii.
Z tego co wiemy stosunki między ich Japonią a nimi układały się wręcz wzorcowo a Polska była jednym z krajów pomagającym się Japonii zmodernizować, choć wspomina się o krótkiej wojnie w 1905 między tamtymi Japończykami a nimi którą w przeciwieństwie do naszej historii, tamta Japonia przegrała.
Nie wiemy zaś co było dalej aczkolwiek chcę wysnuć teorię że w wyniku tej wojny Japonia popadła w swoistą zależność od Polski stając się czym w rodzaju protektoratu. Na ile była silna ta zależność nie wiemy aczkolwiek wiemy że ich Japonia została wyparta z Chin i nigdy nie rozpętała wojny z ich Stanami Zjednoczonymi oraz mocarstwami Zachodu. Ale mimo prób nie stała się kolonią.
Podejrzewamy że zamierzają odtworzyć w ich mniemaniu status quo i podporządkować nas swoim interesom, co może mieć miejsce zważywszy na to że w ich świecie dekolonizacja na poważną skalę się nie odbyła.
Ostatni akapit spowodował zmarszczenie brwi Yomoyi. Podejrzenia o próbę zmienienia Japonii w swoją kolonię? Patrząc na to co potrafi zrobić z nimi USA jak coś im się nie podoba to raczej nie podejrzenia a na pewno powinno być napisane.
Oczywiście Amerykanie nie nazwą Japonii swoją kolonią (choć mniej lub bardziej Japonia bez zgody USA jak przystało na państwo zależne nie mogła nic zrobić) i nie wątpliwe są dużo bardziej lepszymi protektorami niż wiele innych mocarstw lecz, Yomoyi jak zresztą wielu Japończykom nie podobała się ta zależność.
I kiedy wyrwali się na niezależność, choć musiał przyznać nie o takie wyrwanie się mu chodziło, mogli mniej lub bardziej robić co im się podoba. I właśnie czekała go tym razem walka o to by nie wpaść w łapy kraju bardziej bogatszego niż USA, a o zarazem dużo bogatszej kulturze i historii.
To była by porównywalna walka, tym trudniejsza że zgodnie z tym co otrzymał ta Rzeczpospolita posiada prawie że identyczne terytorium co Federacja Rosyjska, tu sobie premier notował w głowie by jak najszybciej spacyfikować ex rosyjskie wyspy Kurylskie zanim Rzeczypospolita uzna że to całkiem dobry pomysł w imię ochrony tamtejszych ludzi oczywiście zabrać te wyspy dla siebie, a zarazem w przeciwieństwie do Rosji jej dobrobyt nie kończy się na paru wielkich miastach.
Do cholery, już nazwijmy to część Rosyjsko-Europejska Rzeczypospolitej ma trzy razy tyle mieszkańców co jego Rosja, a sama Syberia jest dużo lepiej rozwinięta niż rosyjska a zarazem posiada więcej ludności. Jak zobaczył że Rzeczypospolita liczy prawie że miliard ludzi to o mały włos nie dostał by zawału serca. Ma już swoje lata, a coś takiego to był szok.
Miliard ludzi, czy gdyby Rosja nie była tak poszkodowana przez ludobójczych maniaków a zarazem nie rządzona przez wyłącznie rządy silnej ręki mogła osiągnąć taki sam sukces?
Nie wiedział, ale to co widział malowało przyszłość w ciemniejszych barwach. Dużo trudniej będzie z nimi handlować, bowiem mając zasoby Syberii większość z nich przeznaczają na własne potrzeby przemysłowe a nie eksportują za granicę jak Rosja by w zamian dostać zaawansowane technologie.
Więc będą dużo mniej chętni do kupowania Japońskich produktów i dużo chętniejsi do zalania Japońskiego rynku swoimi. Owszem, domyślał się że z chęcią przytulą kolejne produkty by zmniejszyć koszta dla swoich konsumentów ale to idzie w drugą stronę.
Ale mniejsza, najważniejsze jest jedno dla niego, uzyskać zasoby naturalne dla Japońskiej gospodarki oraz żywność. O ile udało się im wysłać delegacje do Que-Tonye oraz Quilly i nawiązać stosunki dyplomatyczne oraz podpisać odpowiednie umowy handlowe to bez solidnych inwestycji w ich infrastrukturę nie uda się jeszcze wyciągnąć z tego ilości wystarczającej dla zbicia cen wszystkiego w Japonii, a roboty budowlane mimo naprawdę szaleńczego tempa ciągle potrzebują czasu a do teraz ukończyli około 30% procent zamierzanych inwestycji.
A nad Roderiusem zaczynają krążyć ciemne chmury, Louria wojownicze i supremacyjne królestwo na tym kontynencie zaczyna ostro zaostrzać swoją retorykę. Analitycy wywiadu sugerują że do końca tego roku na kontynencie wybuchnie solidna wojna która najpewniej odciągnie część siły roboczej do wojska zmniejszając ilość produkcji zasobów i żywności jakie Japonia może uzyskać.
Widząc to Premier rozpoczął sondowanie Diety na temat możliwości wysłania do pomocy tamtejszym Państwom wsparcia wojskowego JSDF. Robił to oczywiście przy oczywistej zgodzie i błaganiom tamtejszych państw których najważniejszy sojusznik Altaras był zajęty obserwowaniem Parpaldii która nie ukrywa tak samo jak Louria swojego apetytu na nowe ziemie.
Co więcej można wyczytać między wierszami że to Parpaldia stoi za nagłym urośnięciem Lourii w siłę jak i ich agresywnością. Najpewniej chcą odciąć Altaras od możliwego wsparcia ze strony tamtejszych państw które choć technologicznie zacofane to mogą dostarczać zasoby dla Altaras by ten mógł długo i skutecznie odpierać jak zresztą w całej swojej historii inwazje na swoją wyspę.
Marynarka Wojenna Altaras mimo że nieliczna w stosunku do swojego wieloletniego rywala czyli Cesarskiej Marynarki Parpaldii pod względem jakości swych okrętów oraz wyszkolenia marynarzy biła ich na głowę z palcem w nosie.
Popularne zresztą w tej części świata powiedzienie mówi że Jeden Altarański marynarz jest wart trzydziestu Parpaldiańskim. A jeden Parpaldiański jest wart tyle co dziura w beczce.
I najpewniej i ta inwazja by się skończyła klęską gdyby nie zauważalny fakt z orbity. Ogromna różnica w populacji i w skali produkcji. Altaranie są niezwykle bogaci, to fakt niezaprzeczalny aczkolwiek większość z tego bogactwa wynika z tego że są dobrymi handlarzami oraz wydobywają Magiczne Kamienie i inne ważne złoża surowców naturalnych na swojej wyspie które później eksportują do bardziej rozwiniętych krajów.
Problem w tym że ich baza produkcyjna mimo wszystko aż tak wielka nie jest, a zaawansowanie technologiczne mniejsze niż Parpaldii która według zdobytych informacji właśnie weszła w erę I rewolucji przemysłowej.
A to daje dużo. Altaras oczywiście nie był ślepy aczkolwiek znacznie częściej opierają się na imporcie gotowych towarów w tym i uzbrojenia a ich manufaktury zbrojeniowe są raczej naprawcze niż produkcyjne.
Parpaldia zaś najwyraźniej wyciągnęła wnioski z ostatnich inwazji i uznała że najlepszą dla nich taktyką będzie odcięcie Altaras od możliwości uzyskania wsparcia w zasobach których nie muszą produkować albo mogą sprzedać dalej oraz dosłownie zalanie ich swoimi wojskami.
Cóż z tego że Altarańskie załogi są dużo lepiej wyszkolone, mają lepsze morale a ich statki są lepsze od wrogich skoro Parpaldia rzuci ich do walki w takiej liczbie że Altaranie ulegną z racji masy atakującego ich wojska?
To wszystko malowało raczej ciemny obraz dla Japonii. O ile Rzeczpospolita może po prostu mieć w wywalone w to co zrobi Parpaldia to Japonia musi zatrzymać dążenia Parpaldii albo skończy fatalnie jako polski protektorat uzależniony od ich surowców.
Dlatego w interesie Japonii jest to by Altaras pozostał niezależny, bo udało się im niedawno nawiązać stosunki i podpisać umowę handlową w wyniku której Altaranie jako znawcy tutejszych ludów będą handlować japońskimi towarami.
No i również ważne by Que-Tonye oraz Quilla były niezależne, bo tylko z nimi udało się nawiązać stosunki dyplomatyczne, wysłannicy z Lourii wrócili z niczym bo ta Parpaldiańska marionetka odmówiła jakikolwiek powiązań dyplomatycznych bez przyznania racji ich roszczeniom do władzy nad całym kontynentem.
Oczywiście w imię dobrych stosunków z pozostałymi nie mogli się na to zgodzić a fakt ogromnego okrętu wojennego Japonii stojącego w stołecznym porcie Lourii nie robił ani na ich Królu ani na jego radzie żadnego wrażenia.
A przynajmniej takie wyciągnęli wnioski wysłani posłowie. Stąd Yomoya był poniekąd w kropce, Lourii najwyraźniej nie da się zatrzymać inaczej niż siłą i to samo z Parpaldią. A żeby cokolwiek zdziałać musi wykorzystać fakt obowiązywania stanu wyjątkowego w Japonii.
Problem z tym że o ile wcześniej raczej mało kto na ulicy poza najbardziej durnymi pacyfistami (na szczęście większość ma dość rozsądku by nie robić niepotrzebnej awantury) by protestował przed wysłaniem JGSDF do Que-Tonye oraz JMSDF do Altaras to teraz Polska stanowi poważny problem polityczny bowiem jego przeciwnicy mogą uznać dla samej idei dowaleniu jego rządowi że ta akcja jest niepotrzebna bo wszystkie niezbędne zasoby mogą zaimportować z Polski.
Sam fakt że na zapytanie czy mogą wyeksportować żywność Polacy od razu powiedzieli że nawet bardzo chętnie, co zważywszy na fakt że Ukraina to jest swoisty spichlerz Europy i był jedną z źródeł bogactwa Rzeczypospolitej przestało go to dziwić gdy dowiedział się o tym.
Dlatego był w kropce, w teorii miał jak na tacy podane szybkie rozwiązanie jego problemów wystarczy się szeroko otworzyć na Polskę ale zarazem zmniejszało to poparcie do wysłania Sił Samoobrony za granicę. Musiał mieć jakiś solidny pretekst by wysłać wojsko do pomocy przeciwko agresorom.
Niestety mimo głodu i chaosu jaki panuje na ulicach nie będzie brakowało malkontentów szczególnie w Diecie którzy obsmarują go dla zasady za ten wybryk.
Louria według informacji jakie udało się wyciągnąć prawdopodobnie chciała uderzyć w kwietniu ale wyszły na jaw jakieś komplikacje co przełożyło plan ich ofensywy ale najpewniej uderzą w październiku czy listopadzie kiedy ziemie znowu po okresie jesiennych deszczów znowu się utwardzą z wyniku zimna.
Oczywiście to wszystko pozwala na lepsze dopracowanie planu Operacji Kuninoaki zamiast tej wariackiej improwizacji jaka panowała w kwietniu kiedy Louria zaczęła prężyć swoje muskuły.
Widział że naczelnemu dowódcy Munemori Ushiodzie JGSDF oczy się zrobiły szerokie jak spodki gdy został poproszony o ułożenie planu wysłania sił do Que-Toyne, przy okazji generał wyraził dosyć stanowczo swoje co do możliwości tak szybkiego ułożenia planu bez solidnej wiedzy o tym jak ma wyglądać teren operacji, z kim walczą dokładnie i wiele innych ważnych wojskowych problemów które mu teraz wyleciały z głowy.
Oczywiście ten problem z wysłaniem sił za granicę na działania wojenne można obejść naginając definicje prawne lub wysłać amerykanów ale tych drugich wolał trzymać jako asa w rękawie zamiast od razu wysyłać ich na coś co Japonia może zrobić sama.
Trzecią nieco poronioną drogą jest po prostu tymczasowe przerobienie części jednostek JGSDF na jednostki US Army a po skończeniu zabawy odkręcenie tego ale to nawet nie leży na stole w gronie poważnych propozycji.
„Cholerna Polska, nie mogliście przybyć nieco później? A może żeby Louria zaatakowała wcześniej bym mógł przy nagięciu zasad wysłać wojsko?" Warknął ze złością Yomoya przerywając stukanie długopisem tylko po to by mocno kliknąć tym czymś na górze a którego nie znał nazwy odpowiadającym za wysunięcie piszącej części długopisu.
Po czym wstał od biurka i podszedł do okna po raz pierwszy od wielu miesięcy a za którego było słychać kolejne w tym dniu wycie syren. Yomoya już nawet się nie przejmował jakimi, doskonale zdawał sobie sprawę że służby są wyczerpane ciągłymi wezwaniami i utrzymywaniem wszystkiego w kupie by się nie zawaliło.
Po czym spojrzał przez okno na tłum obozujących pod siedzibą rządu protestujących którzy chcą chleba i wody. Na ten widok jego serce zmiękło a jego dotychczasowe twarde oblicze zanikło.
„Czy to wszystko co po sobie pozostawię?" Zapytał sam siebie na głos „Obiecywałem i ludziom i sobie że wyrwę Japonię z tego marazmu w jakim jest od ponad 20 lat i co teraz mam? Upadek i gorycz wywołany z powodu nieznanych sił."
Jego oblicze zaczęło ponownie twardnieć kiedy spostrzegł małe dziecko wśród protestujących trzymające przed sobą tekturową tabliczkę na której widział namalowane kredkami słowa
Proszę Pomóż nam!
Gdy to zobaczył choć chciało mu się płakać nie zrobił tego. Zamiast tego warknął ze złością na siebie i na nikogo innego „Czym się do cholery przejmowałem przez ostatnie parę miesięcy?! Własnym zasranym stołkiem? Czy tą cholerną Japonią o której mówiłem że będę dbał!"
Po czym spojrzał ponownie na raport na biurku i nagle go olśniło „Byłem durniem że na to wcześniej nie wpadłem ale jak na to nie wpadłem?!" Warknął ponownie waląc się płaską dłonią w czoło. „Nie muszę wybierać, mogę wziąć obie opcje a pieprzenie tych durni z Diety mogę olać mamy ważniejsze kłopoty niż wasze nie wolno tego, nie wolno tamtego!"
Po czym z nową mocą podszedł do biurka i zadzwonił do sekretarki do której rzucił parę krótkich słów „Zwołuj Konferencję prasową za godzinę… nie, za dwie godziny… tak ma być na cały kraj każdy Japończyk i obcokrajowiec ma to słyszeć!... i minister spraw zagranicznych ma być u mnie za 15 minut i nie obchodzi pierdolenie że nie może, ma być!" Po czym szybko się rozłączył i krótko na głos powiedział jego dwa najbliższe cele „Szybka umowa handlowa i jeśli się da pomoc żywieniowa z Polski oraz zatrzymanie Parpaldii za wszelką cenę własnymi siłami."
Następnie wykonał parę ważnych telefonów do różnych ważnych osób w kraju by ci opowiedzieli się za wysłanie Sił Samoobrony za granicę. Spalił w ten sposób mnóstwo kapitału politycznego ale go to już nie obchodziło, cóż mu po nim skoro Japonia jest w katastrofie?
O dziwo jego ostre podejście do sekretarki poskutkowało i w ciągu 10 minut minister spraw zagranicznych Tadakumi Hoshino się pojawił w jego drzwiach.
Ten mocno się zdziwił widząc że w jego szefa nagle wkroczyła nagła energia jakiej nie miał od lat. Wezwał go gestem po czym kazał mu usiąść na krześle przed nim. „Tadakumi, masz zadanie bojowe i to pilne." Rozpoczął tyradę Yomoya.
„Jakie Szefie?" Zapytał zdziwiony Tadakumi „Proste, masz trzy dni na zorganizowanie mi wizyty w Polsce która ma się odbyć do końca tego tygodnia. Nie mamy już czasu."
Tadakumi zrobił mocno zaskoczoną minę „Ale premierze…." Próbował ale Yomoya wystrzelił w jego kierunku ostro palcem „Nie ma żadnego kurwa ale! Ma być i to już, naród Japonii dość się nacierpiał." Po czym zluzował i dodał „Po czym gdy to załatwisz masz wysondować jak bardzo Altaras i Que-Tonye i Quillą chcą naszej pomocy przeciwko inwazji i załatwić odpowiednie umowy," po czym dodał zaskakujący zwrot dla ministra jakby uprzedzając jego pytania „jeśli chcą broni sprzedamy im ją!"
Po czym wrócił do pracy a widząc że jego minister cały czas siedzi odezwał się ponownie poważnym tonem „No co tak tu siedzisz, ruszaj swą tłustą dupę!" I tym sposobem wygonił Tadakumiego z gabinetu. Następnie Premier wrócił do pracy.
Dwie godziny późniejPod siedzibą Premiera
Premier stał spokojnie na swoim stanowisku. Z poważną lecz spokojną miną patrzył na zebranych pospiesznie dziennikarzy i kamery telewizyjne. Wokół zaś stali protestujący trzymani nieco z dala od dziennikarzy przez kordon policji ale w żadnym wypadku nie mieli blokować im dojścia pod scenę.
Całość raczej była nietypową dla Japończyków improwizacją i bałaganem co było widać i czuć. Czuć że doszło do jakiegoś przesilenia w rządzie. Gdy zobaczył znak że wszystko działa i idzie na żywo Premier zaczął.
Szanowny ludu Japonii,… dał krótką wymowną pauzę oraz nie mniej szanowni goście z całego świata, wśród zebranych ultranacjonalistów było słychać głosy oburzenia jak wiecie przez ostatnie siedem miesięcy Japonia jest w największym kryzysie od swego powstania. Jak wiecie zostaliśmy wyrwani z starego świata, naszego domu do tego dziwnego i obcego przez nie wiadomo kogo i dlaczego. Ostatnie siedem miesięcy, ciężkich miesięcy należy dodać było to… tu dał kolejną solidną pauzę po czym z trudem powiedział powiem coś co nie leży w naszej naturze ale czuję że czas z niej wyjść jeśli mamy trwać dalej.
Ostatnie siedem miesięcy było pokazem najbardziej nieudolnych rządów od czasów II Wojny Światowej. Goniliśmy króliczka raz za razem ignorując bałagan jaki się piętrzy od dawna wokół nas. Popełniliśmy serię złych błędów, w obawie o to by nie przegrać w Diecie. Zajmowaliśmy się kłótniami i tylko niesamowite szczęście sprawiło że nie skończyło się dla nas to źle.
Szemrania i złe miny oraz zauważalne buntownicze głosy doskonale przekazywały co o tym myślą zwykli ludzie. Dało się słyszeć nawet nieprzychylne i niekulturalne wyzwiska pod adresem premiera i jego rządu.
Dlatego powiem krótko, chciałbym za to wszystkich bardzo przeprosić.
Wszystko nagle ucichło bo przeprosiny połączone z naprawdę głębokim ukłonem, dosłownie bo Premier odszedł do mikrofonów i padł na kolana w przeprosinach i tak leżał przez parę następnych minut po czym wstał i wrócił. Wszyscy skupili się na tym co chce dalszego powiedzieć.
Najpewniej słyszeliście plotki że pojawił się inny kraj, podobny do nas też wyrwany z domu. Oficjalnie mówiliśmy że to nic nie znaczącego tylko i wyłącznie plotki. Dzisiaj chcę powiedzieć że to prawda, jest nowy kraj, Kraj który może nam pomóc a tylko z własnej pychy mógłbym zaprzepaścić tę szansę.
W tłumie dało się słyszeć głośne odgłosy zaskoczenia lecz większość zaczęło bardziej sączyć z jego ust kolejne słowa.
Lecz ten kraj to nie Rosja, ani też ZSRR czy inna wersja Rosji a może jakiś inny równie wielki Kraj jak Niemcy czy Stany Zjednoczone. Ten kraj, dotychczas był u nas mało znany choć istnieją u nas ludzie co się o nim uczą.
Powiedział całość lekkim tonem jakby skreślając na niewidzialnej tablicy błędne odpowiedzi a ludzka ciekawość tylko rosła.
To jest... Rzeczypospolita większość zaczęła się drapać w głowę słysząc dziwne nowe słowo, tak się nazywają oficjalnie w skrócie. My go z domu znamy w jego znacznie biedniejszej, złamanej jeśli mogę tak powiedzieć wersji. Bo to... Polska! Ludzie zaczęli robić miny zdziwienia a nawet mówić że zwariował i premier jakby słysząc to dodał Tak, nie przesłyszeliście się, a ja nie zwariowałem choć początkowo tak myślałem.
Polska ale w swej chwalebnej i wielkiej wersji. To ta Polska która nie została wymazana z map pod koniec XVIII wieku przez trzy imperialistyczne i rządne jej ziem chciwe państwa. W jej historii nic takiego się nie wydarzyło z tego co się dowiedzieliśmy.
Ludzie zaczęli zastanawiać się próbując sobie wyobrazić Polskę w swej potężnej wersji. Większość poszła za wizją kraju wyglądającego jak bogatsza Rosja, inni że jak Niemcy, niektórzy że jak Francja oraz Wielka Brytania, jedynie nieliczni pomyśleli że to może coś w rodzaju bardziej kulturalnych Stanów Zjednoczonych.
Dlatego, za trzy dni jadę do Warszawy ich stolicy by szukać dla nas tam pomocy. Oni są wielcy jak kontynent, ich nie zabolało to przeniesienie jak nas więc mogą nam z łatwością pomoc.
Wielu zaskoczyło ostatnie zdanie, choć ultranacjonaliści na zdanie o szukanie pomocy i że Polacy mogą z łatwością im pomóc zaczęli głośno krzyczeć o zdradzie i słabości Premiera i że Japonia da sobie radę sama. Na szczęście ich wycie oraz odpalenie na pełny dźwięk Battotai zostało szybko zagłuszone przez okrzyk Ucisz się! Trwało to przez parę minut zanim sytuacja wróciła do normy po czym Premier wznowił przemowę ale dużo głośniejszym i nieznoszącym przerywania tonem.
Lecz to nie koniec wieści które chce przekazać. Powiem coś niepopularnego, musimy się zmienić i dostosować do nowego świata. Pojawiło się buczenie wiadomo kogo ale i również od pacyfistów którzy nagle wyczuli pismo nosem Świata w którym spory rozwiązuje się zbrojnie. Może tego nie widzieliście ale ciemne chmury idą nad naszym Krajem, jeszcze większe niż dotychczas. Niejakie Cesarstwo Parpaldii swoimi działaniami prowadzi naszą nową okolicę do wojny. Wojny która będąc barbarzyńskim i okrutnym aktem, nie leży w naszym interesie i zniszczy resztki naszej stabilności bo pochłonie naszych nowych partnerów handlowych z Altaras, z Que-Toyne oraz Quilli.
Dlatego ogłaszam, że będę dążyć do uwolnienia naszych Sił Samoobrony z okowów w jakie zostały zakute Pacyfiści zaczęli buczeć w oburzeniu a podczas gdy Ultranacjonaliści krzyczeć w radości i zmienię w bardziej ofensywne Japońskie Strategiczne Siły Obronne. Ultranacjonaliści przestali cieszyć się ale zanim wyrazili swe oburzenie premier ostrym tonem dodał To wszystko co miałem do powiedzenia i pamiętajcie!
Zachowajcie Spokój!
Jest wiele do zrobienia!
Cesarstwo Japonii będzie trwać!
I tym na końcu rozległ się wielki aplauz i co zaskakujące dla premiera krzyki poparcia dla niego które z łatwością uciszyły malkontentów. Wobec czego ci spróbowali zrobić burdę ale policja podniesiona na duchu przemówieniem z łatwością zdusiła te próby w zarodku i po raz pierwszy od roku nie doszło do bójki między skrajną prawicą a lewicą.
Przemówienie oczywiście nie zostało pozostawione samo sobie. Ambasadorowie obcych krajów to jest Altaras, Que-Tonye, Quilly oraz co może dziwić Parpaldii zrozumieli przesłanie. Zaś pani Cordia Lucan ambasador Parpaldii gdy tylko przemówienie się skończyło ściągnęła z ucha tłumacza i ruszyła do ambasady by ostrzec swych zwierzchników w Esthirant.
Późniejszy historycy uznają że to jedno z powodów przetrwania Parpaldii w starciu z dużo bardziej nowocześniejszą potęgą ale nie uprzedzajmy faktów. No może poza jednym, te trzy ostatnie zdania stały się nieoficjalnym mottem całej Japonii przez następne lata by ostatecznie nimi się stać w czasie Wojny z Czarnoksiężnikami.
Rzeczpospolita
Korona Królestwa Polskiego
3 Września AD 2020
Warszawa, Lotnisko im Kazimierza III Wielkiego
Yomoya uniósł prawą rękę pozdrawiając zgromadzonych w oddali dziennikarzy oraz miliony oglądających go w tym momencie na żywo Polaków schodząc po schodkach doczepionych do rządowego odrzutowca. Po czym gdy wreszcie zszedł na poziom gruntu spotkał się oko w oko z polskim Królem Witoldem i jego małżonką Marianną a obok niej królewskie dzieci, dorosły już Królewicz Andrzej, jego dwaj młodsi bracia w wieku nastoletnim Królewiczowie starszy Jan i młodszy Bartłomiej oraz jedyna dziewczynka w rodzinie królewskiej najmłodsza Królewna Jadwiga.
Przyjrzał się uważnie Polskiemu władcy zanim podał mu rękę. Tak więc Witold był mężczyzną w sile wieku, miał ciemnobrązowe włosy i niebieskie oczy, nosił krótkiego ale nie za krótkiego wąsa, twarz miał kwadratową, orli nos, lekko krzaczaste brwi. Z spojrzenia wyglądał na typowego administratora.
Przejawiał raczej serdeczną choć wyważoną aurę, ale nie wydawał się zbytnio groźny ani zamordystyczny. Szczerze wydawał się raczej porządnym człowiekiem, dużo milszym jak się go widzi na żywo niż na zdjęciu. Choć nie sposób nie zauważyć widoczny stres ostatnich dni.
Jego małżonka, która była nieco niższa niż Witold, wydawała się nieco młodsza niż jej mąż. Była raczej drobnej budowy szczególnie przy mężu a ten wcale jakoś potężny nie był. Miała włosy koloru ciemnego blondu związane w kok a oczy jak widzi zielone. Twarz okrągła, mały nos i lekko uwydatnione usta.
Ogólnie była na pewno ładna ale nie jakoś powalająca. Witold był raczej przystojniejszy niż ona piękna ale nie była brzydka. Dzieci zaś były bardziej po ojcu niż po matce z wyglądu.
Zaś ich ubiór, było to coś podobnego do prezydenckiego stylu. Szczerze, gdyby nie wiedział że ten mężczyzna był królem to by mógł uznać że to jakiś prezydent. Brakowało orderów które zazwyczaj widział u europejskich monarchów, bardziej wydawał się jak Prezydent USA?
No i nosił zwykły granatowy garnitur a nie mundur wojskowy. No brakowało wszystkiego co można by się spodziewać po monarsze. Jego żona bardziej ubrała się tak jak powinna się nosić władczyni, a ich dzieci już bardziej przypominały kim są naprawdę.
Zaś ich najstarszy syn był ubrany w zielony mundur oficerski, choć patrząc na symbole rangi jest to raczej niższy niż wyższy stopień.
Całość oględzin zajęła ledwie krótką chwilę w której jego żona Akie stanęła obok niego. Po czym ruszył do przodu podając rękę królowi Witoldowi a ten uśmiechnął się serdecznie i przyjął ją po czym nieco drętwym japońskim powiedział „Witamy w Polsce, panie premierze Yomoya, mam nadzieje że poczuje się pan jak u siebie."
Yomoya został zaskoczony znajomością przez Polskiego władcę języka Japońskiego. Szybko domyślił się powodu dla którego Witold odsłonił tę kartę, by pokazać że Polska nie ma jakiś mrocznych oraz złych zamiarów wobec Japonii.
„Dziękuje wasza wysokość, mam nadzieję że będę mógł to samo powiedzieć panu jak przyjedzie pan do Tokio w przyszłym tygodniu." Odparł spokojnie Yomoya po czym król przestawił mu swą rodzinę a on swoją żonę. Następnie rozpoczęła się bardziej uroczysta część powitania go na lotnisku.
Całość trochę zajęła czasu ale składała się z powitania chlebem i solą przez dzieci w ludowych strojach po czym został zabrany do limuzyny przysłanej z ambasady tutejszej Japonii do Teatru Narodowego gdzie zobaczył krótką ceremonią taneczną Zespołu Śpiewu i Tańca „Białoruś" po czym obejrzał on krótkie przedstawienie wszystkich krajów członkowskich Rzeczypospolitej i ich regionów zaczynając od serca Polski czyli Wielkopolski a kończą na odległej Koloni Koronnej Kamerunu i Magaskaru.
Całość była ciekawa, musiał to Yomoya przyznać choć nie było wcale trudno zauważyć że całość przypomina raczej szybką improwizację i wykorzystanie wcześniej przygotowanych oraz wyuczonych scenariuszy zamiast mieć specjalne widowisko dla Premiera Japonii.
Miał jak się później dowiedział to szczęście że akurat trafił na przygotowania na Tydzień Jedności Rzeczypospolitej zawsze odbywający się w trzeci tydzień Września w roku dzisiejszym od 14 do 21 Września.
Po tym wszystkim, wreszcie Yomoya siedział naprzeciwko polskiego króla w sali konferencyjnej Zamku Królewskiego. Było to swoiste spotkanie jeden na jednego, oko w oko by przedyskutować pomiędzy sobą palące potrzeby.
Reszta personelu obu krajów była gdzie indziej, szykując się do bardziej oficjalnych rozmów dyplomatycznych wobec czego obaj panowie postanowili wykorzystać ten czas bardziej konstruktywnie, szczególnie Yomoya który chciał jak najszybciej dojść do pierwszych umów.
Kiedy tylko został przyniesiony przez pokojówki mały posiłek obaj panowie życia i śmierci swoich krajów przystąpili do rozmowy. „Dobrze więc" zaczął Król „Panie Yomoya, trochę zdziwił mnie wasz pośpiech i chęć do rozmów, mogę wiedzieć co się stało?"
Yomoya wziął łyk kawy zanim odparł „Powiedzmy wasza wysokość że doznałem pewnego oświecenia? Przemiany serca można powiedzieć."
Witold przyjął to neutralnie z kiwnięciem głowy „Rozumiem…" po czym z żywszym tonem dopytał „Więc, z czym pan przychodzi? Widać że pana zżera w środku odkąd pan tu przybył."
Yomoya na chwilę się zawahał, nie wiedział czy ma powiedzieć bez ogródek o co mu chodzi czy bardziej zakamuflowanie prosić o pomoc by nie obniżać swej pozycji negocjacyjnej. Po dłuższej chwili skracił sam siebie, nie ma żadnej pozycji negocjacyjnej! On przybył tu prosić o pomoc dla swego kraju, kraju który nie może dłużej czekać na to aż jedzenie zostanie wyhodowane i przywiezione z Que-Toyne.
Witold nie pospieszał Yomoyę cierpliwie czekając aż japoński premier wydusi to z siebie. Nie przeliczył się kiedy Yomoya wreszcie odparł „Cierpienie mojego ludu, mojego narodu przygniata mnie sromotnie, Japonia jak może się pan domyślać nie ma dość zasobów naturalnych ani żywności by się utrzymać sama z siebie. Oczywiście już zadbaliśmy o odpowiednie żródła żywności i zasobów ale teraz wydają się zarówno niepewne jak i wydaje mi się że nie mamy czasu aż odpowiednia ilość jedzenia zostanie zebrana ani infrastruktura wybudowana mimo wytężonej pracy japońskich firm budowlanych które pracują de facto za pół darmo na trzy czasami nawet na cztery zmiany wiedząc doskonale jaka alternatywa."
Witold zdziwił się i to mocno na to. „Co pan, panie premierze ma na myśli przez brak czasu i niepewność?" Yomoya tym razem odpowiedział od razu „Wojna wasza wysokość, wojna czai się z swą ciemnością nad tymi odkrytymi przez nas ziemiami." Witold zmarszczył brwi „Co mam przez to rozumieć?"
Japończyk streścił pokrótce bardzo ogólnie całą sytuację sprawiając że Witold przystawił rękę do swojej brody zastanawiając się zanim odrzekł „To rzeczywiście nieciekawa sytuacja, rozumiem że pan chce byśmy zapewnili odpowiednio żywność oraz surowce co da się zrobić ale mam wrażenie że chce pan poprosić nas o coś jeszcze."
Yomoya skinął głową w zgodzie po czym zatrzymał się na chwilę jakby nie chciał do końca powiedzieć sądząc że Witold uzna to za zbyt wielkie żądanie. Witold widząc to wahanie zapytał z podejrzeniem „Co pan jeszcze chce?"
Te ponowione pytanie przełamało niczym Jezus chleb podczas ostatniej wieczerzy wahanie Yomoyi. Odchrząknął zanim odparł „Chciałbym, wasza wysokość może to uznać za zbyt wygórowane żądanie, żeby pan przeprowadził… nie to złe sformułowanie, prosiłbym pana o to by pan dokonał wojny prewencyjnej przeciwko Parpaldii oraz Lourii by powstrzymać te kraje od ich imperialistycznych działań."
Witold rozszerzył swe oczy ze zdumienia na to żądanie… nie, prośbę Japonii. To w jego opinii było bardzo wykorzystywanie dobrej Polskiej woli dla swym korzyści, już miał się unieść się gniewem kiedy cichy kobiecy szept dotarł do jego ucha „Spokój Witoldzie, zamiast unosić się w tej sytuacji gniewem jak zazwyczaj Polacy mają zwyczaju, siedź spokojnie i dopytaj dlaczego."
Ten głos zatrzymał go tuż przed otwarciem ust, Witold po chwili zorientował się kto go prosi wobec czego rozsiadł się wygodnie w fotelu, po czym zaczął liczyć powoli do dziesięciu w myślach następnie wziął głęboki łyk swojej herbaty po czym policzył ponownie.
Kiedy się uspokoił spojrzał chłodnym wzrokiem i zapytał zimno „Dlaczego miałbym to robić? Rozumiem że te państwa chcą podbić inne ale wojny wybuchają zawszez różnych powodów a cele nie zawsze się spełniają jak sobie wymarzyli agresorzy, a problem z przekierowaniem siły roboczej tamtych krajów do wojska jest japońskim problemem nie polskim. Zresztą macie własne siły zbrojne, czemu wy albo wasi Amerykanie nie mogą tego zrobić?"
Yomoya poluzował krawat po czym powiedział z trudem skrywanym niepokojem „Problem z tym jest wielopoziomowy, ja mogę z trudem rozmieścić Siły Samoobrony za granicą ale to będzie nagięcie zasad prawnych naszego kraju co moi przeciwnicy wykorzystają bez skrupułów, już w kwietniu groził wybuch wojny na Roderiusze ale nasze rozmieszczenie na chwilę zatrzymało Lourian którzy wobec nieznanego nie próbowali swojego marszu lecz nie mogę utrzymywać ich w nieskończoność, wobec tego gdy sprawa wydawała się zażegnana musiałem ściągnąć JSDF z powrotem do Japonii."
Witold kiwnął głową ze zrozumiem „Rozumiem… ale dlaczego nie mogą zrobić to Amerykanie? Oni taki ograniczeń prawnych jak wy nie mają, bo dobrze rozumiem wasze siły zbrojne nie mogą też atakować tylko bronić się?"
Yomoya pokiwał głową parę razy „Tak, tak ale problem z rozmieszczeniem Amerykanów jest dwojaki, nie od de mnie to zależy, Amerykanie mogą na przykład nie chcieć bo to strata dla nich ich cennych zasobów a inny ważnym problemem że to jest strasznie niepopularne w społeczeństwie i jeśli lewica podpali Japonię za rozmieszczenie JSDF za granicą szczególnie w ofensywie, to to samo zrobi prawica, w tym i moja partia za użycie do tego Amerykanów, a ultranacjonaliści stanowią poważny i rosnący w siłę problem z powodu, nie oszukujmy się totalnego załamania się kraju. Już teraz na przykład nasze linie kolejowe słynące z braku opóźnień mają ogromne opóźnienia bo ludzie stracili wiarę w to co robią jak i chęć pracy."
Witold zamyślił się na parę długich chwil, kiedy się namyślił odrzekł „No faktycznie to uniemożliwia panu wysłanie wojska poza naprawdę fatalną sytuacją która panu pozwoli na takie działania. Lecz zastanawia mnie jedno, dlaczego panu aż tak zależy na pomocy tym krajom? To wykracza trochę poza własne pilnowanie interesów, brzmi trochę jakby pan próbował pod takim pretekstem zrobić coś jeszcze, z jeszcze jednej pobudki która wydaje się komuś śmieszna."
Yomoya uniósł brwi ze zdumienia na te domysły Polaka. „Widzę że pan domyśla się jeszcze czegoś prawda?" Witold skinął głową „Dobrze, wasza wysokość, ma pan rację, jest jeszcze jedna pobudka dla której chce działać ale nie mogę." Po czym premier wziął ryk swojej kawy zanim odrzekł „Chodzi o to, że te kraje nie mogą się same obronić, nasz wywiad powietrzny mówi bez ogródek dysproporcja sił jest zbyt duża, Parpaldia od wielu lat przygotowywała te operację i zrobi wszystko by się udała. Wsparcie jakie dali Lourii jest zdumiewające jak na renesansowo lub też średnowieczne królestwo, wyobraża sobie pan kraj większy ledwie dwa razy od Królestwa Francji wystawiające flotę 4400 okrętów? Albo powołujące pod broń ponad milion żołnierzy?"
Witold otworzył usta ze zdumienia „Ile? Jak to możliwe… aaa no tak Parpaldia, wielkie mocarstwo jest w stanie coś takiego sprawić jeśli jest parę poziomów technologicznych wyżej i produkuje sprzęt pasujący dla kraju o niższym stopniu rozwoju."
Yomoya zaczął kiwać głową i wskazywać palcem na króla „Zgadza się, Que-Tonye oraz Quilla mogą co najwyżej wystawić ledwie 100 tysięcy żołnierzy oraz 350 okrętów, sama masa Lourian mimo że to najpewniej kiepsko przeszkoleni poborowi wystarczy by zmiażdżyć wszelki opór pod swoimi butami. A o Altaras nie ma co mówić, oni są w dupie i dobrze o tym wiedzą, Parpaldia wreszcie osiągnęła taką przewagę liczebną oraz nawet techniczną że przewaga wyszkolenia załóg i żołnierzy oraz dowodzenia dla Altaranian niewiele da. A ja niestety jestem związany ustawą o zakazie dostarczania zaawansowanych urządzeń niższym technologicznym krajom w której jeden z paragrafów mówi o zakazie dostarczania wszelkiej broni nie pasującej technologicznie do danego okresu więc nie mogę wysłać im sprzętu i instruktorów by zniwelować przewagę liczebną i technologiczną ich wrogów." Gdy zobaczył pytającą minę Witolda dodał „Nie ja proponowałem tę ustawę, uchwalono to bez mojej zgody, uważałem i dalej uważam to za kretynizm."
„Rozumiem panie premierze ale to nie odpowiada na moje pytanie." Odparł Witold jednocześnie współczując bycia tak naprawdę pasażerem w sytuacji kiedy uchwala się w teorii dobrą ale w rzeczywistości złą ustawę.
Yomoya zgodził się z nim „Właśnie, ale to takie wprowadzenie do tego, widzi pan, wasza wysokość w pewnym sensie czuję się winny i próbując tak naprawdę im pomóc chcę zadośćuczynić pewnym zbrodniom z przeszłości, zbrodniom okrutnym i strasznym. Tak złymi że wielu moi kolegów udaje że nigdy do nich nie doszło albo że Chińczycy czy Koreańczycy przesadzają. A teraz widzę pewną analogię do naszej przeszłości w ich sytuacji i jeśli mogę staram się zapobiec temu co może się wydarzyć."
Witold pokiwał powoli głową lecz czując że to drażliwy temat odparł „Mam rozumieć że to temat na inną, bardziej spokojną okazję." Yomoya pokiwał głową „Tak, i zalecałbym wziąć ze sobą coś głębszego, większość oczywiście moich kolegów z partii najchętniej udawała by że nigdy to się nie wydarzyło ale ja wolę nie ryzykować i być tak naiwnym że ktoś się tego nie dowie a wszak będziemy musieli się bardziej poznać, w tym i ciemne karty naszej historii i naszych światów."
„Dobrze panie premierze, przemyślę tę... oddzielną prośbę mam rozumieć?" Odparł powoli Witold na co Yomoya się zgodził kolejnym kiwnięciem głowy. Na co Witold uśmiechnął się i dodał „To chyba wszystko?" Wobec kolejnego kiwnięcia głową, Witold postanowił przejść na lżejsze tematy „Tak więc panie premierze co pan sądzi..."
W Tym samym czasie
3 Września 2020 I.P.C
Królestwo Pagandy
Singa, Stolica Królewska
Singa, wspaniała perła Zachodniej Strefy zwanej też Drugą w odległym Centrum płonęło a dym z jej zgliszczy przesłaniał tak niebo że wydawało się że zapadła długa noc. Noc strachu i mrocznych potworów które wypełzły z swych nor. Dla Stanisława Kozieja oficera Cesarskiego Wojska Polskiego było to doskonale opisujące do tego co 14 Dywizja Zmechanizowana zrobiła z tym miastem w czasie walk o nie.
Szczerze? Nawet nie było to wyzwanie, ino zwykłe sprzątanie bardzo starego strychu w opuszczonym domu z śmieci i pozbywanie się szczurów, myszy oraz innego robactwa które tam się zalęgło a które siedziało tam od nie wiadomo kiedy.
Uderzenie z powietrza skrzydła powietrznego Cesarskiej Marynarki Wojennej z lotniskowców OOCP Furia, Armaggedon, Wodnik, Rusałka. Następnie salwa pocisków woda-ziemia z 12 niszczycieli typu Miecznikwystarczyły by zniszczyć wszelkie umocnienia obronne jakie mieli obrońcy. Desant i walki w mieście były tylko formalnością.
Ci, Pagandianie nie byli w opinii Kozieja nawet czymś wartym odnotowania w historii oręża polskiego. Kosmicznie słabi, zależni od swojego protektora który według wywiadu jest wyczerpany i powoli się odbudowuje się z zniszczeń IV Wojny Światowej którą tubylcy zwą Cywilizacyjną.
A mieli czelność obrazić Cesarza Rzymian oraz Imperatora Rzymu i Cara całej WszechPolski a gdy przyszło co do czego to wołali swego pana. Na szczęście Leifor nie odpowiedział na ich wezwanie, inaczej by szybko dołączył do tego nędznego kraiku w grobie, masowym grobie dodajmy nad którym pisze Kraje zniszczone przez Polskę na zawsze. Próbowali stawiać opór współczesnemu wojsku, sprzętem z XIX wieku, z epoki Wojny Domowej zwanej też Wielką Rewolucją Polską w której przeklęci zdrajcy republikanie podnieśli po raz pierwszy swój łeb przeciwko prawowitej władzy Cesarskiej, przeciwko twórcą Polski, wspaniałej dynastii Piastów.
Choć stłumiono ich, to ogromnym kosztem i utraty połowy Polski Właściwej na rzecz Niemców oraz Czecho-Węgrów. A co to za Polska bez połowy ziem między Odrą a Bugiem?
Na szczęście Naczelnik Polski, Konrad Gromski zmazał tę hańbę oraz jeszcze młodszą ponad 80 lat temu.
„Panie Majorze!" Odezwał się głos jednego z jego podkomendnych z 45 Pułku Piechoty Zmechanizowanej za jego pleców przerywając jego patrzenie na płonące miasto „Tak szeregowy Andrzeju Michta?" Zapytał spokojnie bez odwracania się.
„Złapaliśmy jakiegoś dygmitarza, wygląda jak jeden z tych co obraził małżonkę Jego Cesarsko Imperatorskiej Mości." Słysząc to Koziej odwrócił się do szeregowego. „Jesteście pewni?" Szeregowy kiwnął pewnie głową „No to prowadź mnie do niego." Szeregowy zasalutował po czym obaj ruszyli w kierunku oddziału Michty.
Dotarli tam po paru minutach, pierwsze co zrobił to ocenił wygląd jeńca, gdy porównał go do znanych i poszukiwanych dygmitarzy i uznał że zgadza się zapytał kaprala dowodzącego oddziałem „Kto go złapał?"
Kapral Andrzej Kowalski wskazał głową „Szeregowy Jan Niedowiarek go złapał panie majorze." Koziej spojrzał się na wskazanego szeregowego, szybko ocenił jego wygląd. Szeregowy wobec czego stanął na baczność prezentując w całej klasie wygląd munduru po niemałych przejściach.
Kamizelka kuloodporna spełniła swe zadanie lecz osprzęt zawieszony na niej oraz materiał skrywający płytę grafenową był nieźle podziurawiony kulami pokazując samą płytę i jej zgniecenia od kul karabinów. To samo było z goglami w których prawa szybka była stłuczona a lewa mocno pęknięta.
Oprócz tego porwany był też materiał na prawej ręce a w kaburze pistoletu brakowało służbowego PR-15 Ragun. A na kolbie jego karabinku automatycznego KM wz.93 Beryl widać było ślady krwi.
„Szeregowy Niedowiarek, widzę że nieźle pana poturbowało co pana tak urządziło?" Zapytał spokojnie Major po ocenieniu wyglądu. „Pozwolenie na swobodne mówienie?" Zapytał Niedowiarek służbowym tonem.
Major kiwnął głową „Zezwalam" Wobec czego Niedowiarek zluzował się i zaczął wyliczać „Gogle to efekt pierdolonego snajpera za dychę oraz walki w zwarciu w ratuszu miejskim panie majorze, tam również zgubiłem swój pistolet w tym całym zamieszaniu. No i musiałem na jakiegoś pajaca użyć kolbę, całkiem twarda zresztą bo z głowy przeciwnika została jedynie krwawa miazga jakby ktoś arbuza rozwalił kijem. A moja kamizelka to dzieło pewnego chuja z ciężkim karabinem maszynowym na piętrze."
Major pokiwał z miną uznania na te informacje. Po czym spojrzał na Pagandina „A tego jak złapaliście?" Szeregowy lekko wzruszył ramionami „Proste, ukrywał się z jakąś grupą mieszkańców i kiedy się zorientowali kto to jest to zaczęła się awantura po czym go nam wydali bojąc się że ich zastrzelimy czy coś." Po czym się zaśmiał a za nim reszta oddziału a nawet i sam major na te bezpodstawne obawy.
„Dobrze, szeregowy awansuję pana na stopień starszego szeregowego i nominuję do Krzyża Walecznych za pańskie działania za rzecz ojczyzny." Powiedział Major kiedy skończyli się śmiać.
„Ku chwale ojczyzny panie Majorze!" Odkrzyknął Szeregowy kiwając głową w miejsce zwyczajowego salutu który obowiązuje wyłącznie w przypadku noszenia czapki czy beretu z dwugłowym orłem. Bo polski salut składający się z dwóch palców idzie do orła na czapce a nie do kogoś przed nim.
Koziej uśmiechnął się z zadowoleniem po czym zwrócił się do jeńca… wróć jeniec jest wyłącznie żołnierzem a ten jest cywilem. Cywilem z którym cesarstwo i wojsko cesarskie ma do wyrównania rachunki.
Jego mina stwardniała na widok solidnie pobitego vipa, domyślał się kto to zrobił ale przymknął na to oko. Podszedł do mocno skatowanego cywila, po czym zapytał mocno i powoli w języku Pagandian „Czy warto było obrażać Jej Cesarsko Imperatorską Mość Elizę Piast? Czy warto było obrażać dobre imię Cesarstwa Polskiego? Czy warto było być obelżywym wobec naszej wiary i naszej dynastii?"
Starszy mężczyzna z trudem spojrzał się w górę na oficera przez swe zapuchnięte oczy po czym wycharkał „Jesteście gównem a nie Cesarstwem, pieprzony barbarzyńco. Wasz nędzny kraik i dynastia dziwkarzy i dziwek niczym nie może się równać z wami, jebanymi niszczycielami. Spójrz na to co zrobiliście za zwykłe stwierdzenie…"
Nie skończył kiedy Koziej wyciągnął pistolet przerywając jego wywód. Po czym przyłożył pistolet go do czoła. „Nie, szanowny panie, jedynym barbarzyńcą tutaj, jesteście wy, przybyliśmy tutaj nawiązywać kontakt ale wy w swej typowej dla barbaroi arogancji odrzuciliście naszą wolę, pobiliście naszych wysłanników i obraziliście nasze świętości. Radzę ci się pomodlić za to by wasz naród miał więcej rozumu niż ty i tobie podobni bo my mamy swą dużą ale jednak ograniczoną cierpliwość. Wiesz co się dzieje z narodami które sprawią że stracimy ją?"
Pagadianin pokręcił głową powoli, zaś Major mu odparł „To!" po czym pociągnął za spust pistoletu zabijając go na miejscu. Siła uderzenia pistoletu była wystarczająco duża by głowa poleciała do tyłu tak mocno że pociągnęła za sobą górną część ciała tak szybko że kręgosłup się złamał jak gałązka na opał łamania w rękach, po czym ciało ostatecznie upadło.
Jeden z żołnierzy zagwizdał „Nieźle panie majorze, jak pan to zrobił że tak się złamał?" Na co Koziej odparł „Lata praktyki synu, lata praktyki rozwalania takich durniów jak on." Po czym uśmiechnął się złośliwe „No i specjalnych naboi do pistoletu."
