Kontynent Falmart
Region Specjalny
15 Sierpnia 2006 (Wedle Kalendarza Japonii zza Bramy)
Bitwa o nieznane wzgórze po tej stronie Bramy trwała w najlepsze. Kolejne fale atakujących przeciwników uderzały na umocnione linie JGSDF by rozbić się niczym fala o brzeg. Połączony ogień karabinów i armatnich dział wszelkich rodzajów uderzał w znajdujące się poniżej wojska przeciwnika.
Ten zaś mimo ogromnych strat poniesionych przez ogień przeciwnika maszerował dalej przed siebie próbując odbić wzgórze z rąk nieprzyjaciela. Broniącym się Japończykom wydawało się że równie dobrze mogli strzelać w morze, efekt wyglądał podobnie.
Widzieli jak wroga kawaleria szarżuje na nich, tylko po to by zostać skoszona ogniem karabinów co przypominało im scenę z filmu Kurosawy „Kagemusha" gdzie kawaleria Takedy w starciu z muszkieterami Tokugawy skończyła podobnie.
Ogromne formacje maszerujące w stylu rzymskim szły naprzód stając się dzięki swym ciasnym szykom łatwym celem dla czołgów i artylerii. Widowiskowe wybuchy pojawiały się wewnątrz czworoboków rozrywając ład na strzępy a mimo to żołnierze wbrew instynktowi nakazującemu się rozbiec szli dalej w zwartych szeregach.
A może to raczej psychologia tłumu?
Rzecz nie dziwna, wszak z tego powodu na samym początku Wielkiej Wojny żołnierze potrafili w kolumnach czy podobnych do napoleońskich formacjach maszerować prosto na wrogie fortyfikacje nie bacząc na to że to pewna śmierć.
Inna sprawa że wbrew obiegowej opinii i myśleniu to właśnie atakowanie na poziomie taktycznym generowało mniej strat niż próba obrony swych pozycji. Gdy się przechodziło do defensywy a o to wcale nie było trudno wtedy, to miało się przerąbane szczególnie jak byłeś żołnierzem Ententy.
Dlaczego? Bowiem właśnie twoja strona przerobiła na księżyc wrogie pozycje które właśnie zająłeś. A teraz masz w tych gruzach się bronić przed niemieckim kontratakiem a ten zaczyna też się od artylerii spadającej na ruiny dawnej ich pierwszej linii oraz na ziemię niczyją odcinając cię od zaopatrzenia i wsparcia a często twoja artyleria nie ma zasięgu by dosięgnąć niemiecką artylerię.
Przez co ofensywa bardzo szybko po początkowym szturmie traciła swą siłę.
To był powód dlaczego na każdego zabitego w tej krwawej rzeźni Niemca przypada paru żołnierzy Ententy.
Na szczęście dla Japończyków te czasy minęły, dzisiaj da się uderzyć na wrogie pozycje i zachować niezbędny impet do dalszego natarcia. Lecz zasada o tym że artyleria jest bogiem wojny nie minęła, a co jeszcze lepsze umocniła się dzięki postępowi technicznemu.
Więc jeśli kiedyś aby spory obszar pokryć ogniem artyleryjskim wymagano dziesiątek dział strzelających mniej więcej w jedno miejsce, dzisiaj może zrobić jedna bateria z precyzją niczym u doświadczonego zegarmistrza.
Tak było i dzisiaj, koordynaty, prośby i rozkazy szły to do przodu, to do tyłu w parę chwil w tempie nie do wyobrażenia dla maszerujących na nich przeciwników. Następnie artyleria je wykonywała unicestwiając kolejne wrogie formacje bez jakiejkolwiek refleksji nad tym co właśnie robią.
Równie dobrze mogli być na szeroko zakrojonych ćwiczeniach.
Nie oznacza to mimo wszystko że zwykli żołnierze uzbrojeni w karabiny nie mają nic do roboty a zagrożenie nie istnieje. Wręcz przeciwnie, wróg otoczył całe wzgórze na którym znajdują się Japończycy i próbuje się każdą choćby najmniejszą dziurą wdrapać się na szczyt. Z oczywistych względów zarówno artyleria jak i czołgi nie mogą zająć się tymi będącymi którzy przedarli się jakiś cudem przez strefę ognia zaporowego, tym zająć się musi zwykła piechota.
Celów wbrew pozorom nie zabrakło, wyznaczona strefa ognia zaporowego po początkowym ostrzale dziesiątkującym wojska niedaleko wzgórza przeniosła się dalej do przodu by zniszczyć zarówno obóz jak i odciąć jedno z dwóch wyjść z doliny. To drugie znajdowało się daleko za łańcuchem wzgórz podobnych do tego na którym się znajdowali.
Huk armat, karabinów i wycie silników zagłuszał i rozpraszał się po całej dolinie. Dla tych poniżej wydawało się że ich nowi wrogowie używają jakiś demonicznych istot do poruszania swymi pojazdami a te tak wyją jak przystało na potępione istoty zmuszone do pracy wbrew swej woli.
Dla znajdujących się na sąsiednim wzgórzu, zwanym przez tubylców Betulus, Prusaków było to na rękę. Szczególnie że w ten sposób hałas jaki generowały ich karabiny i pojazdy znikał w ogólnym zamęcie bitewnym. W ten sposób mogli zarówno oglądać Japończyków w akcji i robić z tego notatki jednocześnie będąc niezauważonymi przez jakiś czas.
Oczywiście niezauważonymi przez Japończyków którzy byli w całości pochłonięci przez toczącą się bitwą. Tubylcy to co innego. Gdy pierwsze raporty dotarły do dowodzącego bitwą po stronie tubylców niejakiego Generała Godasena ten nakazał by niewielki wydzielony oddział ruszył by odbić wzgórze a po dokonaniu tego zamierzał umieścić tam magów oraz machiny oblężnicze by móc ostrzeliwać Alnus.
Plan był oczywiście prosty ale niewykonalny z prostego względu. Prusacy nie zamierzali dać się wykopać z wzgórza. Skorzystali oni z faktu że początkowo bitwa toczyła się tuż obok a żadna z stron nie zwracała na nich uwagi. W ten sposób piechota morska zamieniła przy ściągnięciu posiłków zza swojej Bramy wzgórze Betulus w fortecę a teren wokół w strefę śmierci mimochodem wspierając Japończyków w bitwie.
Wyznaczeni strzelcy wyborowi, uzbrojeni w karabiny Arsen zabijali każdego którego dało się wyróżnić jako oficera lub podoficera a zważywszy że mówimy tutaj o armii ery starożytnej nie było to przesadnie trudne.
Do czasu Łymiańskiego kontrataku, tylko strzelcy wyborowi się jakkolwiek przyczyniali do wysiłku wojennego lecz gdy on nastąpił do akcji wkroczył cały sprzęt jaki zdążyli przynieść Polacy na ten kontynent.
Lekkie i ciężkie moździerze jako pierwsze zagrały w tej orkiestrze otwierając symfonię, zaraz za nimi wszedł ciężki bas karabinów maszynowych umieszczonych na dachach pojazdów oraz trzymane przez operatorów tych zabawek w piechocie. Ostatnim członkiem orkiestry który przyłączył się były granatniki wszelkiego rodzaju.
Dyrygentem tej orkiestry był oczywiście Rotmistrz Helmar von Kleist który postanowił zagrać utwór pod tytułem „To moje bagno wzgórze" w roli słuchaczy wystąpili ci nieszczęśnicy którzy postanowili posłuchać tej melodii zbyt blisko.
Tym co może zaskakiwać że Japończycy skapnęli o tym że ktoś na sąsiednim właśnie jest i wspiera ich ogniem dopiero około pierwszej po południu. Czyli wtedy gdy znaczna część wrogiej armii padła martwa a to co nie zdążyło uciec razem z dowódcą miało za niedługo umrzeć.
Dopiero wtedy gdy ferwor bitwy nieco opadł ktoś zwrócił uwagę że na sąsiednim wzgórzu znajdują się nieznane siły. Dla wielu żołnierzy było to zaskoczenie ale dla głównodowodzącego Koichiro Hazamy był to kubeł zimnej wody wylanej mu z znienacka na głowę i to w zimę!
Wniosek był jeden, jakiś kraj ma też Bramę prowadzącą do Regionu Specjalnego i postanowił tym pochwalić dopiero w momencie kiedy Japończycy wyruszyli przez swoją. Stąd Hazama zaczął sobie zadawać pytania na które zamierzał dostać odpowiedź po bitwie.
Oficjalnie Pierwsza Bitwa o Wzgórza Alnus i Betulus jak ją później nazwano zakończyła się równo o godzinie 17:30, choć w rzeczywistości pojedyncze potyczki z resztkami upartych oddziałów tubylców trwały aż do rana następnego dnia.
Sama z siebie bitwa najpewniej by stała się zwykłym przypisem w książkach historycznych będąc w cieniu dużo słynniejszej Drugiej Bitwy która dla wielu była by tą właściwą i przez co myloną z pierwszą przez zwykłych ludzi. Najpewniej w innym świecie tak się właśnie stało, lecz nie tutaj.
Tutaj zdarzyło się coś jeszcze co sprawiło że nikt nigdy nie pomylił tych dwóch bitew.
„Mam tak po prostu tam iść? I to sam?" zapytał Porucznik Itami Yoiji swego przełożonego Majora Higaki, ten przewrócił oczami na to durne w jego opinii pytanie.
„Nie, nie idziesz sam. I choć nie wierzę w to co mówię, planowaliśmy wystawić oddziały zwiadowcze, normalnie byś dowiedział się o przydziale później ale z powodu zaistniałej sytuacji, zostajesz mianowany na dowódcę trzeciego oddziału zwiadowczego a twoim pierwszym zadaniem jest skontaktowanie się z tymi na sąsiednim wzgórzu."
Itami podrapał się po głowie, w nieoczekiwany sposób jego odpowiedzialność znów tylko wzrosła.
„Hmm… skoro tak mówisz…"
Dwie godziny później
„Niebo jest całkiem niebieskie mimo później pory, w sumie tego można się spodziewać po innym świecie." mruknął pod nosem do siebie Itami wpatrując się w zegarek. Za nim wspinali się jego nowi podwładni, właśnie przeszli przez pobojowisko znajdujące się na dole między wzgórzami.
Widok już z góry był koszmarny, gdzie nie spojrzeć tam były rozszarpane zwłoki wszelkich ras i rozmiarów a zapachy jakie musieli wąchać przez jakiś czas zanim znów zaczęli się wspinać pozostały z nimi do końca życia.
„To samo możesz zobaczyć na Hokkaido" odpowiedział Sierżant Takeo Kurata, wcześniej służył w garnizonie na tamtej wyspie. „Jeśli o mnie chodzi, sądziłem że znajdziemy coś w rodzaju gadających i chodzących drzew, latające ogromne smoki a wszędzie wokół wróżki. Nie innych ludzi z współczesnym sprzętem."
„Jak myślicie kto to może być? Amerykanie? Rosjanie?" zagadnął chorąży Tetsuya Nishina, dla niego wieści o innych ludziach i drugiej Bramie były intrygujące.
„Wątpię by to był ktokolwiek z nich, przecież byśmy słyszeli o podobnym incydencie co w Ginza." rzekła pewnie młodsza chorąży Shino Kuribayashi.
„A co jeśli to było tam gdzie można łatwo całą sprawę zamieść pod dywan?" odparł Nishina.
Itami uprzedził odpowiedź Shino „Poczekamy zobaczymy." rzekł wyluzowanym tonem. Wewnętrznie Shino zirytowała ta nonszalancja przełożonego ale postanowiła trzymać język za zębami.
W ten sposób zapanowała niezręczna cisza trwająca dłuższą chwilę do momentu kiedy zostali zatrzymani przez nieznanych żołnierzy gdy tylko dotarli na ich linie obronne. Początkowo Itami zanim podeszli bliżej wyciągnął białą hustę i zawiesił ją na lufie karabinu ale ku zdziwieniu Japończyków jeden z żołnierzy który najwyraźniej stał i ich wyczekiwał powiedział po Japońsku z ciężkim obcym akcentem by ją schował bo jest wśród swoich.
„Jak to wśród swoich? Kim wy jesteście?" zdziwił się Itami a jego podwładni za nim zaczęli szeptać pomiędzy sobą.
Tutaj obcy żołnierz zrobił nie mniej zdziwioną minę od Itamiego. „Jak to kto? Wasi nowi kumple w tym dziwnym świecie."
„Człowieku…" zaczął Itami szukając słów.
„Tak?" zapytał obcy żołnierz
„Ja was widzę pierwszy raz na oczy." odparł Itami tylko po to by nieznany żołnierz się roześmiał, na to jego towarzysze zapytali go w obcym języku, ten wytłumaczył co go rozbawiło a przynajmniej tak założył Itami. Oczywiście Itami go nie znał ale wyłowił jedno słowo które zapaliło mu czerwoną lampkę w głowię.
Ani razu nie użyli wariacji słowa Japonia, wszyscy mówili Nippon. Itami może nie był najlepszy z języków, choć umiał angielski, trochę tubylczego czyli Saderiańskiego, ale wiedział że na Zachodzie nikt nie mówi Nippon na Japonię. Zaś skąd wiedział że mogą pochodzić z Zachodu?
Nie wiedział, po prostu strzelał na podstawie prostego domysłu bowiem wszyscy żołnierze jakich zobaczył byli biali, bardzo biali. Że to amerykanie wykluczył od razu, sprzęt w jakim są oni wyposażeni był… jak to powiedzieć, niby znajomy ale jednak nie z tych czasów.
Na pewno nie rozpoznawał pojazdów stojących w oddali. Pierwszy raz widział takie maszyny, a trochę musiał ich poznać w ramach szkoleń.
Co do ich umundurowania i sprzętu. Na pierwszy ogień w oczy rzucały się ich hełmy. Nie był to prosty kevlarowy garnek w stylu niemieckich hełmów z II WŚ, czoło było dużo wyżej niż w jego a na nim duży otwór który jak zauważył służył nie tylko do umocowania noktowizji ale również zasłony na twarz w stylu kasku motocyklisty, niektórzy z żołnierzy mieli coś takiego. Co więcej zauważył że uszy są osłaniane słuchawkami a nie hełmem. A sam hełm miał jakby płytki doczepione do niego.
Drugą rzucającą się w oczy rzeczą jest oczywiście kamizelka kuloodporna, w przeciwieństwie do jego brakowało jej mnóstwa elementów, była mniejsza osłaniała wyłącznie klatkę piersiową bez brzucha, brakowało kołnierza oraz naramienników widać było pasy na których żołnierze nosili całość. Na górnej części były trzy rzędy rzepów na których Itami mógł wyczytać najpewniej imię i nazwisko, rangę i coś jeszcze. Poniżej zaś były trzy wielkie ładownice z magazynkami.
Ostatnią rzeczą wartą wzmianki z stroju obcego były flagi na ramionach w kolorach czerwony-biały-czerwony ułożone poziomo a poniżej coś co może być symbolem jednostki, mianowicie czarny orzeł z koroną na szyi, na orle była kotwica a w nią wpisana biała cyfra jeden. To co zwróciło na nim wrażenie w tym symbolu to że orzeł posiadał ludzką opancerzoną rękę idącą z szyi która trzymała typowy zachodni miecz nad głową orła.
Gdy obcy żołnierz skończył objaśniać a jego koledzy wybuchli śmiechem zwrócił się ponownie do Itamiego „No nie dziwię się że nas widzisz pierwszy raz na oczy, wszak zawinęliście się zanim przybyliśmy w większej liczbie. Co najwyżej widzieliście naszych marynarzy w waszych portach."
W głowie Itamiego powstał jeszcze większy mętlik, o czym ten człowiek gada? Co miał na myśli przez zawinęliście się zanim przybyliśmy w większej liczbie? I o jakich marynarzy mu chodzi?
„Przepraszam szanowny panie…." przerwał żołnierzowi wypowiedź z unosząc dłoń. Oficer zamikl na chwilę zanim odrzekł „Kapitanie"
Itami podziękował skinięciem głowy „Właśnie, przepraszam szanowny panie Kapitanie, ale ja chyba czegoś tu nie rozumiem."
Krótkie, ciche ale słyszalne „I nie tylko tego nie rozumie." dobiegło zza jego pleców. Itami zignorował ten przytyk. Oficer przed nim również.
„Dobrze czego pan nie rozumie?" zapytał Obcy Kapitan marszcząc brwi, zauważając że dochodzi do jakiegoś nieporozumienia.
Itami podrapał się z tyłu głowy „Może zacznijmy jeszcze od początku?" zapytał lekkim tonem. Kapitan skinął głową. „Nazywam się Porucznik Itami Yoiji, to mój pluton Trzecia Drużyna Zwiadowcza z 5 Jednostki Bojowej Japońskich Sił Samoobrony wysłanej do Regionu Specjalnego po incydencie w Ginza, a pan?"
Obcy oficer pokiwał głową a na wieść o Incydencie w Ginza uniósł brwi z zdumienia. Nie mniej powstrzymał się od pytań. „Jestem Kapitan Sigimunt Mutig, to mój poczet zwany Drugim z Drugiej Roty, trzeciego Oddziału z 1 Pułku Piechoty Morskiej wchodzącej w skład 1 Dywizji Piechoty Morskiej Księstwa Prus wysłanej w ramach Kontyngentu Wojskowego Rzeczypospolitej QUE-TOYNE wysłanej z misją wsparcia jako zastępstwo wojsk Japońskich Strategicznych Sił Obronnych po tak zwanym Przeniesieniu lub Przyzwaniu."
Ilość informacji podana mu od ręki zaskoczyła Itamiego że ten zawiesił się na chwilę. A nawet nie tylko on. Odblokował się dopiero jak Kurata przełamał ciszę wśród Japończyków słowami.
„Co do diabła? Co to ma znaczyć?"
Itami na to odrzekł w swoim stylu i ku zaskoczeniu Japończyków z uśmiechem „To znaczy że właśnie mamy niespodziewany Crossover!"
Jedna połowa jego podwładnych na czele z Shino jedynie przyłożyła rękę do czoła w geście totalnego niedowierzania. Druga połowa zaś uznała że ich dowódca ma nierówno pod sufitem.
Mutig zaś uniósł jedynie brwi po czym dopytał „Co to znaczy crossover?"
Itami zdziwił się „No wiesz to pojęcie z angielskiego…"
„Nie znam angielskiego." odparł Mutig bez wahania zaskakując Japończyków.
„No jak to nie znasz? A no tak jesteś Niemcem…" odezwał się Kurata i ku kolejnemu zdziwieniu Japończyków Mutig oburzył się na to stwierdzenie.
„Wypraszam sobie, jestem Polakiem nie Niemcem."
„Kim?" zapytał znów Kurata myśląc że się przesłyszał bowiem Mutig spiesząc z wyjaśnieniem nie rzekł Porando jak to się mówi w znanym nam Japońskim na Polaka a bliższe polskiej wymowie Porako jak się mówi w Japonii jego świata.
Wynika to z prostej przyczyny, Japończycy nie poznali tej nazwy za pośrednictwem innego języka tylko bezpośrednio stykając się z Polakami a trzeba rzec że tego stykania się nie było mało. Co oczywiście powodowało że w Japońskim Mutiga były terminy nieobecne w „naszej" japońszczyźnie a które były tym przypadku albo odmiennym określeniem w stosunku do nas albo były istniejącym w tamtej Japonii zapożyczeniem nie występującym w tej.
Stąd pełna odpowiedź Mutiga kim jest była tylko częściowo zrozumiała dla Japończyków. Takie słowa jak „Poczet", „Rota" czy nazwa Polski „Rzeczypospolita" w jego znanej japońszczyźnie były zapożyczeniami z Polskiego w przypadku Roty było to nawet zapożyczenie używane w japońskiej armii ale z oczywistych względów nie występowały w „naszym" Japońskim.
Szczególnie Rzeczypospolita była słowem dla nich obcym, tam w Japonii Mutiga było to zapożyczenie używane głównie w kontekście Polski choć czasami zdarzało się używać tego jako synonim ustroju Polski czyli republika ale niekoniecznie demokracja. Nie mniej istnieje japoński odpowiednik tego słowa. (A trzeba wiedzieć że na Ziemi skąd pochodzi Mutig nie ma tak silnego mylenia jak u nas że Republika = Demokracja.)
Zaś w przypadku naszej Japonii takie słowo nie tylko nie istnieje a nawet nie ma w Japońskiej świadomości takiej rzeczy. Polska zaś jest nazywana tak jak w innych językach republiką co jest tłumaczeniem słowa „Rzeczypospolita" choć nie do końca poprawnym.
„Po-ru-shka." odparł ponownie ale powoli Mutig tym samym błędnym słowem nie zdając sobie sprawy z błędu.
„Po-ru-shka" powtórzył za nim Kurata po czym podrapał się po szyi z zakłopotaniem, nie miał zielonego pojęcia kim ten Niemiec… przepraszam Prusak jest do cholery. Popatrzył do tyłu na kolegów i koleżanki czy mają jakiś pomysł. Ich zakłopotane twarze były jedyną odpowiedzią jaką dostał.
Z impasu wyrwał rozmowę dopiero zastępca Itamiego, Starszy Chorąży Soichiro Kuwahara który zamiast tego zapytał Mutiga „A jaki inny język oprócz niemieckiego i japońskiego znasz Kapitanie?"
„No jak to jaki?" zaczął Mutig zanim się zreflektował przypominając sobie że to nie jest jego świat „Znam oprócz niemieckiego języki uważane w moim świecie alias mojej czaslinii za między narodowe to jest polski, połański, łacinę, francuski i hiszpański."
Na to ostatnie Kuwahara od razu zareagował „Znasz Hiszpański? Tak się składa że jak też."
Shino zdziwiła się i nie tylko ona „A skąd zna pan Hiszpański?"
„Mam rodzinę w Meksyku, bardziej używają hiszpańskiego niż japońskiego a czasami się spotykaliśmy więc się nauczyłem przez co zacząłem pełnić rolę tłumacza w rodzinnych spotkaniach." wytłumaczył starszy mężczyzna.
„Dobrze" rzekł zadowolony Itami „To może pan powtórzyć po hiszpańsku kim pan jest?" zwrócił się Itami do Mugita.
Mutig z zadowoleniem odparł po hiszpańsku „Soy polaco, no alemán." (Jestem Polakiem, nie Niemcem)
Kuwahara zdumiał się „¿Qué quiere decir con polaco? Después de todo, eres un prusiano. Y los prusianos son alemanes." (Jak to Polakiem? Wszak jesteś Prusakiem! A Prusacy to Niemcy!)
Mutig westchnął „Como se dice en nuestro país, Gente Ruthenus, natione Polonus que significa por origen Rus, natione Polaco. Por supuesto, en mi caso y el de mis colegas sería gente Prusacum. Pero para explicarlo en pocas palabras, en mi mundo Prusia nunca se rindió a la línea de Brandemburgo de los Hollenzorns por lo que nunca se incorporó contra la voluntad del pueblo prusiano al Reich y en cambio permaneció con su verdadera patria, la de la República."
(Jak to się mówi w naszym kraju, Gente Ruthenus, natione Polonus co oznacza z pochodzenia Rusin, narodowością Polak. Oczywiście w moim i kolegów przypadku było by to gente Prusacum. Ale tłumacząc w skrócie, w moim świecie Prusy nigdy nie zostały oddane Brandeburskiej linii Hollenzornów przez co nigdy nie zostały włączone wbrew woli ludu Pruskiego w szeregi Rzeszy a zamiast tego pozostały przy swej prawdziwej ojczyźnie, Rzeczypospolitej."
Kuwahara powoli skinął głową po czym dopytał „Por República, ¿se refiere a Polonia?" (Przez Republikę masz na myśli Polskę?"
„Sí" odrzekł Mutig, starszy mężczyzna podziękował mu a następnie wyjaśnił swym towarzyszom co Mutig chciał im przekazać. Powiedzieć że zaszokowało to ich to nic nie powiedzieć, oni kompletnie osłupiali na myśl że ktoś kto jest z Prus może uważać się nie za Niemca a za Polaka. Następnie rozgorzała dyskusja trwająca parę minut w trakcie której Kuwahara ku własnemu nieszczęściu służył za tłumacza każdej wypowiedzi bowiem od strony Polaków do rozmowy dołączyły się inne osoby tłumaczące różne rzeczy.
Ostatecznie Kurata z ciekawości zapytał „A właśnie, kapitanie Mutig mogę wiedzieć dlaczego nie znacie angielskiego z kolegami? Nie widzę powodu by nie znać języka używanego w wielu miejscach na świecie."
Mutig uniósł brew i zamiast tego odpowiedział zapytaniem na zapytanie „A dlaczego ty nie znasz Hiszpańskiego?"
Kurata zastanowił się przez chwilę zanim odrzekł „W sumie, po upadku Imperium Hiszpańskiego nie ma po co, a żadna dawna ich kolonia nie stała się na tyle znacząca by musieć się tego uczyć, wszak Ameryka jest najpotężniejszym krajem świata…" przerwał i popatrzył na Mutiga z przerażeniem „Zaraz czy to oznacza…?"
„Że Anglia upadła i to z naszego powodu a jej najpotężniejsza kolonia czyli Ameryka jest trzymana przez nas od przeszło 100 lat w oblężeniu? My zaś czyli Polska jesteśmy najpotężniejszym krajem świata? Tak, zgadza się." odparł Mutig z bezczelnym aroganckim uśmiechem.
Kurata na to jedynie mruknął rozbawiając swą uwagą wszystkich „A pomyśleć że przekraczając Bramę szukałem mitycznych stworzeń. Chyba właśnie jedno znalazłem."
Kontynent Roderius
Księstwo Que-Toyne
25 Lutego Anno Domini 2021/1640 C.C.Y
Miasto Graniczne Gim
Sztab Dowodzenia 1 Dywizji Piechoty Morskiej
Informacje o tym co odkryto za Bramą szybko dotarły do uszu Hetmana Legionowego Volkera Wiekiera, ten przyjął niecodzienne odkrycie z jak najwyższą powagą i spokojem. Kolejni Japończycy? Było to dziwne, nie mniej do przyjęcia ale na razie to był mniejszy problem.
Oj, dużo mniejszy a fakt że po drugiej stronie Bramy były jakieś przyjazne siły zdolne do zabezpieczenia tamtej strony był mu wybitnie na rękę. Warszawę powinno to też zadowolić.
Niestety mimo własnej chęci by się wyprawić i zobaczyć na oczy co tam jest po drugiej stronie i jako przedstawiciel Rzeczypospolitej spotkać się z swym odpowiednikiem z tamtego Nipponu. To musiał pozostać w Gim, sprawa na granicy stawała się coraz gorsza.
Bardzo szybko na tę stronę przybyły wieści z Lourii w które w ostrych słowach oskarżały Polskę o działania dywersyjne na pograniczu i zaatakowania niewinnych wsi Louryjskich. Wiekier od razu się domyślił że chodzi o Łymian albo jak się naprawdę nazywają Saderian bo taką informację dostał od wysłanych sił za Bramę które dowiedziały się o tym od Nipponczyków.
Należało się tego spodziewać, wszak teren do ogarnięcia przez Łowców był ogromny a siły małe i ograniczone by nie zwracać na siebie niezbędnej uwagi. Całe szczęście że poza nielicznymi przypadkami, w tym i paskudny w jaka była zamieszana Grupa 404 z SS która zameldowała o spalonej wsi, zamordowanych w większości mieszkańcach oraz paru uchodźcach jakich wzięli ze sobą po spacyfikowaniu uciekinierów.
Z ponad pięćdziesięcioro osobowej wsi przeżyło ledwie osiem kobiet, sześć dziewcząt i jeden mały chłopiec który został przygarnięty przez Grupę 404 bowiem reszta uchodźców stała się wrakami ludzi potrzebujących opieki medycznej i psychologicznej. Pozostawienie młodej sieroty w takim towarzystwie nie brzmi jak najmądrzejszy pomysł świata.
Nie żeby pozostawienie małego dziecka w opiece czterem robotom zwanymi też lalkami a które są przeznaczone do głębokiej infiltracji za liniami wroga było jakiś super genialnym pomysłem. Niestety chłopak przywiązał się do nowych opiekunek/ciotek w ciągu tych paru dni że odrywanie go od nich nie było by najlepszym pomysłem dla zdrowia dziecka. No i jego zdrowia, nie miał ochoty mieć kolejnej awantury z główną sanitariuszką Eweliną Bąk która go skarciła za zasugerowanie by zmienić mu opiekunów bo ci są maszynami. A przez skarciła należy rozumieć że mu groziła użyciem jej umiejętności lekarskich do głębokiego i nieprzyjemnego przebadania stanu zdrowia Hetmana.
Stąd został zmuszony to przyklepania tego nietypowego eksperymentu by opieką nad młodym człowiekiem w całości zajęły się lalki. Musiał przyznać że to było zaskakujące jak ta czwórka weszła w rolę matki i ciotek.
Szczególnie nie spodziewał się że Heka która jest znana z swej chłodnej i wycofanej osobowości przy małym chłopcu zmieni się w najbardziej ciepłą i aktywną osobą w okolicy. W sumie dobrze się wcieliła w rolę matki.
Ale dosyć o tym, ważniejsze jest co innego. Zmożony ruch wojsk po stronie Louryjskiej. Znaczyć to może jedno, przygotowania do ofensywy szły pełną parą.
Czyli wojna wybuchnie i to z nieprzewidzianego powodu. Na szczęście miał przygotowany na tę sytuację dupochron w postaci raportów i meldunków które czarno na białym wykazywały że zrobił wszystko co w jego mocy. No i oczywiście był Hetman Polny Stanisław Szepczyński który dowodził Dywizją Roderiuską a który był jego bezpośrednim przełożonym.
Trzeba wiedzieć że w wojsku Rzeczypospolitej były dwa rodzaje dywizji, zwykła zwana też Legią które posiadały własne numery oraz Wielka Dywizja będąca odpowiednikiem Korpusu nie posiadając numerów zamiast tego posiadającą nazwę wyróżniającą.
Łatwo się początkowo pomylić ale nie trudno zapamiętać z dwóch powodów, po pierwsze numerowane dywizje były używane głównie przez Prusaków i Bałtów, reszta armii używała Legii zamiast tego ale nie była to stała zasada raczej główna, po drugie łatwo zauważyć że 1 Dywizja to nie do samo co Dywizja Roderiuska.
Zaś w skład Dywizji Roderiuskiej wchodzą odpowiednio dwie dywizje i cztery legie wspierane przez wyspecjalizowane brygady w liczbie ośmiu. Odpowiednio to są:
1 Dywizja Piechoty Morskiej (Prusy)
4 Pruska Dywizja Grenadierów Gwardii (Prusy)
1 Warszawska Legia Zmechanizowana (Korona*)
28 Legia Askarysów Królewskich (Korona/Kamerun)
7 Janczarska Legia Zmechanizowana (Korona)
3 Husarska Legia Pancerna (Korona)
87 Kazańska Brygada Inżynierów (Astrachań)
67 Krymska Brygada Kolejowa (Krym)
23 Moskiewska Brygada Inżynierów (Moskwa**)
24 Moskiewska Brygada Inżynierów (Moskwa)
13 Litewska Brygada Kolejowa (Litwa)
10 Opolska Brygada Logistyczna (Korona)
27 Siczowa Brygada Logistyczna (Ruś***/Krym)
2 Samodzielna Brygada Kozaków Powietrznych (Ruś)
Oprócz tego były jeszcze wydzielony pułk Służby Specjalnej rozproszony po całej granicy, jak i wydzielone dwa Dywizjony Lotnictwa Taktycznego oraz 1 Flotylla Uderzeniowa z 1 Floty Bałtyckiej i 13 Flotylla Obrony Wybrzeża z 4 Floty Atlantyckiej.
Dwie Pruskie Dywizje i jedna Legia Koronna zabezpieczały terytorium Księstwa Que-Toyne z czego Piechota Morska zabezpieczała odcinek południowy czyli na łuku Don-Gim-Tyn aż do granicy z Quiilą a Grenadierzy pilnowali odcinek północny od miasteczka Don aż do morskiego portu na wybrzeżu.
Legia Zmechanizowana zaś stacjonowała jako obwód na zachód od stolicy Księstwa o tej samej nazwie co same państwo.
Rozstaw jednostek wynikał z problemów natury logistycznej 1 Warszawska była cięższa niż dwie dywizje razem wzięte stąd znajdowała się bliżej stolicy Księstwa a przez co miała krótszy dystans do miasta portowego Maihark. Co więcej pobliżu miasta stołecznego powstało zajęte przez Wojsko Koronne na użytek wojenny lotnisko którego budowę zaczęli Japończycy dla swoich potrzeb.
Piechota Morska zaś znajdowała się na południowym odcinku z racji że teren działań był poprzecinany bagnami, rzekami oraz jeziorami utrudniający ruch wszelkim formacjom pozbawionymi odpowiednich zdolności do przeprawy przeszkód wodnych. Dla Prusaków nie była to żadna przeszkoda, ich Heimat był właśnie podobną krainą stąd czuli się jak w domu.
Grenadierzy Gwardii za to obstawiali bardziej otwarty i mniej wymagający teren. Choć dużo dalej od granicy niż Piechota Morska która znajdowała się de facto na najbardziej prawdopodobnym miejscu głównej ofensywy. Bowiem stary szlak ciągnący się od dawnego księstwa Toltek a idący właśnie do odległego Maihark przebiegał właśnie tędy.
Mimo Louryjskich podbojów i ogólnej zmiany politycznej, szlak pozostał i jest po dziś dzień jednym z najczęściej uczęszczanych na całym Roderiusie. Powodem było to że sieć rzek połączona kanałami była żeglowna i można było drogą wodną przedostać się w ciągu dwóch tygodni z centrum kontynentu na brzeg właśnie w pobliżu Maihark choć ten był tylko ostatnim portem.
Wielu Prusaków z ciekawością przyglądało się flisakom którzy spławiali rzeką towary z spichlerza Roderius czyli Księstwa Toltek będące drugim po samym Księstwie Que-Toyne ośrodkiem rolnictwa na kontynencie. Dla wielu z nich była to niepowtarzalna okazja zobaczyć na żywo jak dawniej ich przodkowie czy inni flisacy spławiali zboże i inne produkty Wisłą do perły polskich portów, Gdańska. Oczywiście sama Wisła po dziś dzień jest najważniejszą drogą handlową w Koronie ale poza małymi firmami rodzinnymi podtrzymującymi rodzinne tradycje czy po prostu dla turystów nie było prawdziwych flisaków na Wiśle.
A trzeba wiedzieć w przeciwieństwie do naszego świata Wisła pozostała ważną rzeką handlową nigdy nie podupadając z powodu zawieruchy dziejowej przez co w XIX wieku dogoniła Ren jeśli chodzi o wielkość transportu czy łącznym tonażu okrętów pływającym po niej by z powodu I Wojny Światowej przewyższyć.
Oczywiście fakt że Toltekowie woleli płynąć rzeką i udawać się do odległych portów w Księstwie Que-Toyne aniżeli jechać konno z wozami siecią dróg do portów Lourii irytował Królów z Jin-Hark, mimo prób uprzykrzenia życia i zmiany tego na ich korzyść niewiele się zmieniło. Po prostu mimo opłat celnych i podatków po stronie Louryjskiej które miały utrudnić proceder, wielkość przewozu rzekami Neskin-Mane-Malwa-Camisa był zbyt opłacalny niż drogą lądową.
W sumie trudno się dziwić, poza opłatą celną na granicy nie było żadnych większych opłat bowiem Zgromadzenie Księstwa z 1354 roku zabroniło tego uchwałą wszystkim szlachcicom i miastom uznając że tylko książę może je nakładać. Z korzyścią dla książęcego skarbca oczywiście.
Co innego niż w Lourii gdzie liczba przywilejów jak i praw lokalnych pozwalająca de facto każdemu kto choćby w minimalnym stopniu na swojej ziemi ustanowił nadającą się do podróży drogę odpowiednie myto.
Co do Quilly, ją zabezpieczały cięższe oddziały zmechanizowane i jedna pancerna. Przy czym tylko jedna 7 Legia stacjonowała w Quilli zabezpieczając bez problemu całą granicę z Lourią, ta była znacznie krótsza a i tak ponad połowę zajmowała nie do przebycia do wojska Wielka Zielona Puszcza idąca aż do Bramy Malwy.
28 Legia Askarysów i 3 Husarska Legia Pancerna stacjonowały zaś nad granicą wzdłuż drogi krajowej 240 prowadzącej z Nowego Płocka nazywanego też Abakwa do miejscowości nazywanej przez Kameruńczyków Ejumodzok a przez Polaków Emują. Była to jedyna droga prowadząca bezpośrednio do Lourii z Kamerunu. Do Quilli prowadziły zaś aż dwie drogi.
Większość granicy Polsko-Louryjskiej i Polsko-Quiliskiej zajmowały gęste lasy z okazjonalnymi dolinami wzdłuż rzek które wpadały do rzeki Lazurwy. Sama rzeka stanowiła kolejną barierę ale nie problematyczną dla Wojsk Koronnych, te umieją w parę godzin postawić niezbędny most do przeprawy wojsk.
O ile już od ponad roku trwają prace nad budową pełnoprawnego mostu na granicy z Quillą, to tyle z powodu napięć z Lourią wszelkie tego typu pomysły były niemożliwe do zrealizowania.
Co do Brygad, poza logistycznymi i 2 Samodzielną, pracowały na pełen etat wspierając Japońskie wysiłki w budowie infrastruktury niezbędnej do transportu, jak za dotknięciem magicznej różdżki pojawiały się z tygodnia na tydzień kolejne kilometry asfaltowych dróg i linii kolejowych z okazjonalnymi lotniskami. Dodatkowo przybyła dodatkowa siła robocza w postaci firm budowlanych z Kolonii Koronnej Kamerunu które na zamówienie Korony wspierały ogólny wysiłek przez co Japończycy mogli zmniejszyć tempo pracy do dużo racjonalniejszego poziomu obniżając w ten sposób wyczerpanie swych pracowników.
Dla tubylców zaś to był interes życia, zostanie postawiona infrastruktura która nie tylko połączy oba kraje z sobą jak i wewnątrz w niespotykanym stopniu jak i zapewni znaczny awans cywilizacyjny. Przy czym rządy obu krajów, nie wydadzą ani grosza na to! A Królestwo Polskie umówiło się z rządami Que-Toyne i Quilli że będzie pokrywać koszty utrzymania infrastruktury przez najbliższe dziesięć lat z własnej kieszeni.
Oczywiście Polacy z dobroci serca tego nie robili, chcieli zabezpieczyć całą niezbędną infrastrukturę na wypadek działań wojennych jak i uzależniania od siebie państw tubylczych.
Nie mniej dla Hetmana Wiekiera to nie był problem, liczył się interes Ojczyzny a ta woli by jej sąsiedzi byli zależni od jej istnienia w ten sposób Polska mogła uniknąć niepotrzebnych napaści na nią samą. Co było oczywiście pokłosiem polskiej historii która zna mnóstwo najazdów na polskie terytorium. Dopiero ostateczna pacyfikacja i uzależnienie Europy od funkcjonowania Polski po I i II Wojnie Światowej zagwarantowało jej nietykalność i święty spokój.
Dobrym tego przykładem jest Konfederacja Niemiecka, unia gospodarcza państw niemieckich bez większych ambicji politycznych a sterowana przez Polskę poprzez Prusy. Które choć niechętnie są używane jako polska wymówka do kontrolowania niemieckich państewek tworząc w ten sposób nawet nie tyle co bufor co próg zwalniający.
Celem oczywiście jest by w razie zagrożenia z strony państw zachodnich czy nie daj Bóg Ameryki to Niemcy a nie Korona stały się areną walk zbrojnych. Na stopie pokojowej zaś stanowią polski rynek zbytu i handlu wiążąc te państwa z Polską na dobre i na złe przy jednoczesnym pilnowaniu by żadne nie zjednoczyło Niemiec i nie próbowało rzucić Polsce wyzwanie.
Stąd polityka Polski wobec Japonii i państw tubylczych nie różni się w celu ani zasadach od tej wobec Niemiec i innych sąsiadów. W razie zagrożenia miały posłużyć Polsce jako progi zwalniające dla wrogiej inwazji.
Oczywiście to wszystko przy założeniu że Polska będzie zmuszona do wykorzystania ich w takim charakterze. Rzecz raczej mało popularna w Rzeczypospolitej.
Tak samo jak zbliżająca się, a nie możliwa w opinii Hetmana nawiązując do popularnych wiadomości i artykułów z kręgu ludzi Jacka Bartosiaka znanego i kontrowersyjnego geopolityka, wojna z Lourią. Dzisiejsze wieści to potwierdzały.
Hetman Wiekier kliknął z niezadowoleniem językiem, po czym skupił się na mapie i zastanawiał się jak u licha ma zatrzymać ponad 500 tysięczną armię swoją Piechotą Morską i całym wydzielonym z 1 Warszawskiej pułkiem Jegrów.
Oczywiście teren sprzyjał mu a nie przeciwnikowi, wszak jak jest ciepło to tylko jego oddziały mogą po prostu przekroczyć przeszkodę wodną w pojazdach. Lecz zimą cały region zamarza na tyle mocno że można nawet i cholernym czołgiem stanąć na lodzie bez przeszkód. Dawało mu to złe przeczucie, a jego przeczucia mają to do siebie że zbyt często się sprawdzają.
Popatrzył na ostatnie raporty zwiadowcze z dronów wysłane nad terytorium Lourii. Zmarszczył czoło widząc poczynione prace i rozstawienie wojsk. Szybko zajrzał do szuflady w biurku i wyciągnął z jej głębi duży czarny notes z mnóstwem fiszek doczepionymi do stron notesu.
Szybko przekartkował fiszki by znaleźć poszukiwaną informację. Następnie zaczął studiować zapiski i obrazki. Tytuł zaś brzmiał przygotowania wojennej do Kampanii Grunwaldzkiej 1410 roku.
Przegląd zebranych informacji dla potrzeb tej wyprawy utwierdził go w jego przeczuciu.
„No to pięknie się zaczyna." mruknął jedynie generał, następnie postanowił się skontaktować z Hetmanem Szepczyńskim.
1 Marca 1640
Królestwo Lourii
Jin-Hark
Zamek Królewski
„… zgodnie z tym wnoszę o uznanie tego za polski akt agresji i wypełnienia przez Cesarstwo Parpaldii zobowiązań wynikających z naszego Układu o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej podpisanego 1 Marca 1630 roku wedle Kalendarza Centralnego." zakończył swój długi wywód Król Lourii Hark.
Słuchał tego Cesarski ambasador niejaki Daemones Centius, starszy mężczyzna z poważanego rodu dyplomatów, wysłany w zastępstwie za poprzedniego ambasadora wobec zmiany status quo na niekorzyść Cesarstwa.
Dotychczas placówka dyplomatyczna w Lourii była powszechnie uważana za nieistotną, niezwykle łatwą i mało prestiżową. Tak było przez długi czas aż do teraz. Nagłe pojawienie się Japonii a potem tej Rzeczypospolitej zaburzyło obecny balans zarówno w trzeciej Strefie Cywilizacji jak i na Roderius.
To zaś zniweczyło dotychczasowe plany Cesarstwa, dlatego szybko wymieniono przysłanego po znajomościach starego ambasadora na kogoś z odpowiednimi kompetencjami. Celem jaki wyznaczono Centiusowi było skuteczne wykręcenie sianem Parpaldii z całej awantury zanim przerodzi się w nieunikniony konflikt.
Wbrew pozorom trudne to nie było, wystarczyło by sami Lourianie napadli z cichym wsparciem Parpaldii zgodnie z umową jaką zawarli przed laty. Aby tego dokonać należało po prostu tak naciskać że sami Lourianie ruszą w samobójczym natarciu na swych sąsiadów, wtedy Parpaldia jest czysta, musi tylko przysyłać zaopatrzenie i sprzęt oraz instruktorów co zresztą zrobiła i robi.
Tym właśnie się zajmował w ciągu ostatnich miesięcy, kusił i drażnił odpowiednie osoby by ci poparli samobójczy manewr. Oczywiście nieoficjalnie.
Wszystko szło zgodnie z planem aż do feralnych wypadków sprzed paru dni. Louria złapała niejakich polskich dywersantów którzy mieli spalić parę wsi po Louryjskiej stronie granicy. Do regularnego przekraczania granicy powietrznej przez Polaków wszyscy zdążyli przywyknąć.
Patrząc na dotychczasowe polskie modus operatii jak i otrzymywane tajnymi kanałami raporty i informacje z stolicy, Centius mocno wątpił że ta głowa dywersanta przed nim a zamknięta w pojemniku zastoju należy do polskiego żołnierza. Sam fakt że pokazywali mu głównie zwłoki i to bez ubrań które można by jednoznacznie przypisać Polakom, rzucał mocny cień na tę „dywersję".
„Rozumiem wasze argumenty, wasza królewska mość." zaczął Centius „lecz na jakich podstawach mam uznać że to nie wasza mistyfikacja?"
„Sugerujesz że ja kłamię?" zapytał Hark rzucając obrażone spojrzenie.
„Nie... skąd." zaprzeczył Centius „chodzi o to, że dotychczas dostarczacie samych martwych dowodów i wasze słowa które są jedynie interpretacją. Nie mogę na podstawie wyłącznie takich danych podejmować ważnej decyzji wiążącej dla Cesarstwa. Muszę mieć niezbity dowód że to nie czyjaś krecia robota."
„Potrzebujesz twardych dowodów?" zapytał retorycznie Hark „Dobrze, dostaniesz twardy dowód. Straż! Wprowadzić więźnia!"
Do sali został wprowadzony mężczyzna, brakowało mu kawałka prawego ucha, trzymany był za pomocą silnych węzłów przez dwóch doborowych strażników gwardii królewskiej. Za nimi szedł oddział kuszników z nabitą bronią. Łypał to na lewo to na prawo i coś bulgotał.
„Nie może mówić?" zapytał Centius patrząc podejrzliwie.
„Niestety nie, odgryzł sobie język w czasie przesłuchań w obozie." Centius skrzywił się „Strażnicy zorientowali się o tym po fakcie. Stąd musieliśmy zastosować mniej finezyjne środki." Centius pokiwał głową, magia umysłu miała tendencje do psucia zdrowia psychicznego.
„Mogę go sprawdzić zaufaną osobą?" zapytał niby na pokaz ale w rzeczywistości retorycznie. Hark kiwnął głową na zgodę. Centius nakazał swojemu ochroniarzowi sprawdzić więźnia.
Ten szybko zbliżył się do więźnia, następnie wypowiedział zaklęcie by wedrzeć się do umysłu a potem wykonał kolejne dzięki któremu Centius mógł po kryjomu zobaczyć jak wyglądała zawartość mózgu. Wszelkie bariery jakie mózg normalnie posiadał zanikły w wyniku przesłuchania. Stąd bez przeszkód Centius odnalazł potrzebne mu informacje.
Więzień był oficerem straży przedniej, wysłany z misją rekonesansu i dywersji na terenach przeciwnika. Przekroczył wielki las na granicy i Centius mógł wraz z swych ochroniarzem zobaczyć jak atakuje wsie, pali i morduje oraz gwałci. Widzi jak ucieka po czym dostaje się w ręce Lourian.
Wizja zniknęła po czym zwrócił się do Króla. „Ciekawe, ale dlaczego on i jego ludzie używają mieczy?" zapytał uogólniając.
„Według moich oficerów to była próba upozorowania na bandytów i ex-żołnierzy z armii. Ma to sens bowiem część z powodu zniecierpliwienia zdezerterowała i zaczęła siać zamęt. Sądzili że Polacy próbowali podkręcić ten zamęt by Louria popadła w anarchię."
Centius pokiwał głową, brzmiało to sensownie. Destabilizacja Lourii była by Polsce najpewniej na rękę. Wtedy mogli by wkroczyć na te tereny jako stabilizatorzy a nie najeźdźcy. Brzmiało to idealnie do stylu w jakim Polacy działają wedle jego opinii.
W ten sposób takie imperium mogło przy spokoju sumienia swych mieszkańców rozszerzając swą strefę wpływów. Na to zaś Parpaldia zgodził się nie mogła. Gdy miał wyrazić swą opinię, do sali nagle wpadł zdyszany goniec.
„Przepraszam mój królu, ale mam bardzo ważnie wieści z Ladonii wymagające waszej uwagi." Wydyszał odpowiadając na niezadane pytanie.
Hark spojrzał się na ambasadora, Centius zrozumiał o co mu chodzi. „Nie będę przeszkadzał w sprawach wewnętrznych. Nie mniej, wasza królewska mość może być pewna że odpowiednia opinia zostanie dostarczona do uszu jego Cesarskiej Mości."
„Rozumiem." odparł Hark, po czym ambasador skłonił się i wyszedł z swym ochroniarzem. Gdy tylko znaleźli się na korytarzu, mruknął do niego. „Podsłuch gotowy?"
„Zgodnie z życzeniem." odparł równie cicho ochroniarz.
„Daj mi posłuchać." ochroniarz spełnił życzenie a Centius mógł usłyszeć raport o tym jak grupy bandytów i ex-żołnierzy szaleją w Ladonii. Złość Harka wydawała mu się naturalna. Tak samo jak zalecenia.
Nie mniej ostatnie zdanie Króla zwróciło jego uwagę. „Nie możemy dłużej czekać, musimy ruszać by powstrzymać to zagrożenie. Jeśli Parpaldia jest tak pozbawiona honoru to świat dowie się o tym!"
Normalnie chciałoby mu się śmiać z tego założenia, problem w tym że wszyscy w Trzeciej Strefie patrzą teraz na Roderius. Wieści szybko się rozchodzą, dotychczasowi wasale i sojusznicy zaczynają się zastanawiać czy Parpaldia dotrzyma umów, skoro pojawili się nowi gracze którzy mogą robić co chcą na jej podwórku. Wielka Koalicja znów ożywia a posłowie z tamtych krajów wyruszyli szukać nowych potęg gotowych do wywrócenia stołu.
Cesarstwo musiało reagować szybko i podjąć najmniej złą decyzję. Inaczej ktoś za nią podejmie najgorszą. Bogowie zaś są świadkami że wielu by chciało tego dokonać.
To zaś czy tymi dywersantami byli Polacy, czy może raczej Saderianie nie będzie miało większego znaczenia dla nich.
*Polska Właściwa, z powodów procesów jakie panowały w I Rzeczypospolitej, nazwa Polska przeszła na całość wraz z nazwą narodu.
** Dokładniej Wielkie Księstwo Moskiewskie, my nazywamy ich Rosją.
*** Tutaj nigdy nazwa Ruś nie została zastąpiona nazwą Ukraina.
