20 Marca Anno Domini 2022/1640 Kalendarza Centralnego/5 Września 2006 (Japonia Zza Bramy)
Księstwo Que-Toyne
Miasto Gim
Ci Prusacy są szaleni. Taka krąży już opinia wśród ludzi Itamiego jak i wszystkich innych Japończyków którzy siedzieli w umocnieniach Gim. Ci którzy mogli poznać Niemców z północy, szczególnie z terenów dawnego NRD czyli ich Prusaków, zorientowali się jak bardzo dryl zaszczepiony przez Królów Prus był nienaturalny dla Prusaków.
Tych Prusaków, oczywiście. Bliżej im było do Bałtów o tym mianie niżli do Niemców z ich świata.
Nic zresztą dziwnego, wielu rodowitych Prusaków to zgermanizowani bałtyccy Prusowie. Tutaj zaś żadne oświeceniowe pomysły, oświeconych monarchów absolutnych nie wpłynęły na ich charakter.
Co sprawiało że mieliśmy do czynienia nie z dyscyplinowanymi formalistami, bezmyślnie posłuszni wyższym rangą o bardzo drętwym poczuciu humoru. Lecz z niezwykle zadziornymi, mającymi swoje zdanie, lubiącym się buntować ludźmi. No i też poczucie humoru nie było tak hermetyczne.
Choć gwoli ścisłości, większość Prusaków jakich znamy tak naprawdę nigdy nie była Prusakami, to po prostu Brandenburczycy pod inną nazwą.
Dlatego ci Prusacy którzy się dowiedzieli o swoich odpowiednikach z naszego świata, bardzo szybko Królestwo Prus przechrzcili na Królestwo Brandenburgii. Dawali Japończykom wyraźnie do zrozumienia że jedyne Prusy jakie tolerują to te przy swojej przybranej ojczyźnie, Polsce.
Żadnym wypadku przy Niemcach, jak sami mówią. My Niemcy odrzuciliśmy w 1454 roku kiedy powstaliśmy przeciwko Zakonowi Krzyżackiemu w zbrojnym i udanym buncie.
To był jedyny poważniejszy problem w relacjach między nimi. Cała reszta? No cóż, choć faktem jest że to charakter niezwykle obcy samym Japończykom, właściwie to nie przeszkadzał a wręcz był nawet pomocny.
Choć sporo tutaj pomaga fakt że mają polskie poczucie dobrego wychowania a nie niemieckie. Co nie jest niczym dziwnym, wszak stanowią od stuleci część polskiego obszaru kulturowego. Bardzo ważną część, dodajmy. Prusacy oddali wielkie przysługi polskiej kulturze a sam Królewiec od czasu podporządkowania Zakonu Krzyżackiego bardzo szybko stał się polskim centrum kulturowym.
To właśnie Pruscy drukarze utworzyli pierwszy standaryzowany zapis języka polskiego i przez długie lata to właśnie Prusy drukowały najwięcej książek czy pism po polsku.
Zaś perłą w koronie był Uniwersytet Albrechta w Królewcu, założony 1554 przez ostatniego Mistrza Zakonu Krzyżackiego i Pierwszego Księcia w Prusach, Albrechta Hohenzollerna. Prywatnie był siostrzeńcem Króla Polski, Zygmunta I Starego, przedostatniego Jagiellona na polskim tronie, to jest powód dlaczego istniało coś takiego jak Księstwo w Prusach.
(Taka notatka na uboczu, choć powszechnie mówi się o Księstwie Pruskim i Prusach Książęcych, jest to błąd. Formalnie to było Księstwo w Prusach, bowiem księciem pruskim od czasu sekularyzacji do rozbiorów, był Król Polski. Stąd można powiedzieć że Fryderyk II uzurpował sobie tytuł, Króla Prus. Nielegalnie, oczywiście, choć samego zainteresowanego by to nie obchodziło, wszak parał się na przykład psuciem polskiej waluty poprzez fałszerstwo na szeroką skalę. Co oczywiście tworzyło ogromną inflację, utrudniającą Polsce życie.)
Choć tym który nadał prawo temu uniwersytetowi nadawanie tytułów naukowych był już kuzyn Albrechta, Zygmunt II, ostatni Jagiellon. To czyniło również tę uczelnię wyższą, drugą najstarszą w Rzeczypospolitej.
Sama uczelnia zaś była na skroś polska, wydała na świat wiele polskich uczonych a język polski jest po dziś dzień, tradycyjnym językiem wykładowym.
To było również powodem tradycyjnej znajomości polskiego przez Prusaków, zaczynając w dawnych czasach od wyższych sfer a dzisiaj nawet byle biedak używa polskiego lub jego odłamu połańskiego, niczym niemieckiego.
Oczywiście ci z Japończyków którzy byli niezwykle ciekawscy świata, bardzo szybko wsiąknęli między Prusakami, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej.
Itami do nich nie należał, nie że nie lubił. Po prostu był zbyt leniwy by poznać więcej niż podstawy. Z drugiej strony, był jednak dowódcą, więc musiał coś więcej liznąć by móc przedstawić w raporcie kim ci Prusacy są, jaka jest historia i czemu do diabła mówią że są Polakami.
Dlatego przesiadywał z miejscowym dowódcą, starając się znaleźć wspólny temat. Starając się… tak to dobrze określenie.
„Lourianie są dziwnie spokojni, nieprawdaż?" zapytał Itami po angielsku. Całe szczęście że ten Wiekier umiał angielski, wynikało to z faktu że Wiekier pochodzi z rodziny kupców, więc od małego miał styczność z różnymi ludźmi w tym i anglikami.
Wiekier spojrzał się na Nipponczyka, zanim zgodził się. „Owszem" po czym dodał „Choć sądzę że to raczej cisza przed burzą."
Itami pokiwał głową „Tak samo jak u nas, Saderian gdzieś wcięło."
Wiekier wzruszył ramionami „Tylko że wy wycięliście w pień całą armię tych durni. U nas jeszcze stoją."
Itami musiał się zgodzić „Faktyczne" po czym dodał „Zauważyłem że magia tego świata jest znacznie bardziej użyteczna przez co trudniej ich zniszczyć. No i dowódcy bardziej rozsądni? Próbują wszelkich sztuczek, a to podkop. A to magia pogody do przesłonienia wzroku, a to magia kamuflażu. Nie idą grzecznie pod lufę na śmierć."
„No cóż, muszą rekompensować fakt że składają się wyłącznie z ludzi." zauważył Hetman „Ich wrogowie korzystają z swej różnorodności rasowej, elfy długo żyją więc są dużo lepsze w każdej czynności dzięki doświadczeniu. Krasnoludy są natomiast niezwykle wytrzymałe i uparte w boju. Niziołki zaś małe i trudne do zauważenia. Mają również dostęp do ras półludzi. Więc sami ludzie nie muszą być aż tak wyśmienici jak Lourianie."
„Zgadza się." odparł Itami, w duchu krzywiąc się. Wynikało to że Kurata czuł się w siódmym niebie widząc tylu nieludzi w Gim. Był wręcz przejęty tubylcami, starając się zobaczyć jak największą ich ilości i udokumentować wielu z nich na swym telefonie. Całe szczęście że wielu z miejscowych żołnierzy okazywało się całkiem wyrozumiałym dla Japończyka i dawali się fotografować. No i Kurata umiał się zachować by nie zrazić ich do siebie, choć parę razy trzeba było wyciągnąć go z tarapatów.
Itamiego to trochę irytowało, rozumiał że w ten sposób spełniał swoje marzenie ale nie musiał aż tak być w tym kłopotliwy.
„Niemniej nie oznacza że Toynanie są jakkolwiek gorsi z tego powodu, też nie są głupi. Właściwie zauważyłem że są bardzo ostrożni." dodał Itami.
Hetman uniósł ręce „Co się dziwić, z taką armią jaka ich napadła trzeba być naprawdę ostrożny. Pomyśl sobie, dwa miliony żołnierzy zmobilizowane przez średniowieczne Królestwo. Que-Toyne nawet ¼ tej liczby nie jest w stanie wystawić."
„Faktycznie" odparł Itami, będąc w duchu zaniepokojony. Armia Saderian była znacznie mniejsza a i tak stanowiła poważny problem do oczyszczenia. Miał dreszcze na myśl że „Polska" Brama była by użyta przez Lourian. Ilu cywili by zginęło tego feralnego dnia, gdyby to Lourianie a nie Saderianie wkroczyli do Ginzy?
Przecież do teraz nie mogą się doliczyć wszystkich strat a te sięgają dziesiątek tysięcy. Jakie by szkody poczyniła by dwumilionowa armia zachodniego średniowiecza, nie zamierzał się nigdy dowiadywać.
Hetman zauważył ponure myśli Itamiego. „Widzę że się pytasz, a co było gdyby to Lourianie wkroczyli do waszego świata?"
Japończyk spojrzał się mu jedynie w oczy. Zanim znów spojrzał gdzie indziej.
„Synu" zaczął starszy mężczyzna, Itami spojrzał się na niego. „Jeśli tak mogę mówić, oczywiście."
„Może pan" odparł szybko Itami.
„Dobrze." rzekł Wiekier „Synu, mam dobrą radę. Gdybanie, pozostaw fotelowym generałom. Historykom, lirykom czy prozaikom. Zamiast zamartwiać się co było gdyby, po prostu zastanawiaj się nad tym co jest. Mniej stresu, łatwiej się myśli. No i przede wszystkim, tworzy rozwiązania dla istniejących problemów a nie tych co istnieją wyłącznie w czyjeś głowie."
Itami pokiwał głową bez słowa. W sumie, stary Polak miał rację. „Racja, lepiej pomyśleć czy są jakieś warte uwagi mangi z waszego świata!"
Wiekier zaśmiał się, widząc zmianę nastawienia Nipponczyka. Po czym zapytał „Co to manga?"
Itami zdumiał się „No wie pan, tak na zachodzie mówi się na nasze komiksy."
Wiekier zrozumiał, po czym przewrócił oczami „Naprawdę? U nas zawsze się na każdą historię obrazkową mówi, komiks. Nieważne z którego kraju pochodzi."
„Nawet z Japonii?" zaskoczył się Itami.
„Nawet z Nipponii!" odparł Wiekier „Mój syn lubi nippońskie komiksy, więc coś o tym wiem. Nigdy nie słyszałem by kiedykolwiek on, czy któryś z jego kolegów co je lubi, nazywał je inaczej niż komiksem." dodał po chwili, przypominając sobie o ulubionych komiksach syna.
„Ciekawe" rzekł Itami „Muszę zapamiętać, na przyszłość." Był bardzo ciekaw co Japończycy z świata Hetmana wymyślili. Jakie gry, komiksy czy animacje zostały wymyślone a które nie wystąpiły u niego? Oczywiście to nie była jedyna Japonia której popkulturą był zainteresowany.
Ta Japonia która też znajduje się w Arkadii, była też obiektem jego zainteresowania. Niemniej aż za dobrze wiedział, że ktoś inny jako pierwszy uda się do tej Japonii. Nie żeby narzekał, nie lubił dodatkowej pracy.
Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Gdy miał już coś powiedzieć, nagle poczuł trząs i po chwili odgłosy wybuchu dotarły do jego uszu wraz z rozbitą przez falę uderzeniową szybą.
„Kurwa, co się dzieje?" zaklął po polsku Hetman. Itami nie wiedział co powiedział, choć charakterystyczne Kurwa już zdążył poznać wyśmienicie.
Zamiast tego od razu rzucił się do okna, nawiasem mówiąc był świetny z niego widok na zachód od Gim, gdy tylko zobaczył dużą chmurę szarego dymu, przykrywającego okopy. Wiedział że jest źle.
„Generale, melduję że Lourianie przypuścili generalny szturm." rzekł Itami automatycznie, nie zważając na to że Wiekier był po pierwsze Hetmanem a nie generałem, a po drugie nie był jego przełożonym. Nie żeby teraz o to dbał, nie czas i miejsce. Szczególnie że jak na zaproszenie skrzekliwe krzyki, należące do smoków Lourian zwiastowały uderzenie powietrzne.
Itami kliknął językiem z chwilę gdy zobaczył jak prawie całe niebo przed nim, było zakryte przez siły powietrzne.
„Rozumiem, poruczniku" rzekł bez zwłoki Wiekier „Idź po swoich ludzi i przygotujcie się do obrony. Tymczasem ja zadzwonię po pomoc." Itami kiwnął głową bez słowa, po czym wybiegł z gabinetu, dzwoniąc po drodze przez podręczne radio do Kuwahary.
Hetman w tym czasie, szybko uruchomił radiostację w swoim gabinecie i połączył się z szykowaną na kontratak albo właśnie na takie okazję jednostką. Trzeci i czwarty dywizjon artylerii z 11 Pułku, powinien być skutecznym rozwiązaniem tego problemów.
20 Marca Anno Domini 2022
Księstwo Que-Toyne
Wieś Pilar
Dotychczas siedzące cicho, ciężarówki marki Star z wyrzutniami rakiet zwane po prostu WR-40 Langusta, zostały ożywione. Przez długie tygodnie artylerzyści którzy obsługiwali te wyrzutnie byli zmuszeni patrzeć jak ich koledzy się bawią, podczas gdy im pozostawała źmudna robota. Najczęściej pomagali logistykom w transporcie amunicji do Krabów, by oczywiście żadne genialne pomysły nie zalękły się im w głowach.
Teraz wszystko miało się zmienić, Kraby zostały postawione w stan gotowości. Miały czekać na wezwania o precyzyjny ostrzał w danym punkcie. Tymczasem rolę głównego przerzedzacza miały przejąć tak jako to zresztą powinno być, Langusty.
Wszystkie Langusty zostały uzbrojone w pociski Feniks-Z w wersji M-21FK, czyli rakiet z głowicą kasetową. Rzeczypospolita, podobnie jak Polska w naszym świecie nie rozbroiła się z broni kasetowej.
Inna sprawa że właściwie w świecie Rzeczypospolitej, nie ma zbyt wielu zakazanych broni i międzynarodowych traktatów rozbrojeniowych. Właściwie są tylko dwa takie, zakaz broni chemicznej i broni biologicznej, podpisane odpowiednio w 1924 i 1935 roku. Poza tym, wszystko jest dozwolone.
Jedna Langusta posiada ponad 40 luf, kalibru 122 milimetrów. Co z połączeniu z faktem że jeden dywizjon ma ponad 18 Langust daje ponad 720 rakiet w jednej salwie, wystrzelone w 20 sekund. Zaś do ognia przygotowują się dwa dywizjony czyli na Lourian ma spaść ponad 1440 rakiet w ciągu 40 sekund. Mordercza siła ognia.
Pułkownik Weiss osobiście pilnował by wyrzutnie zgłosiły jak najszybciej swą gotowość. Na szczęście długo czekać nie musiał, od alarmu bojowego do zgłoszenia gotowości do wystrzału minęły wyłącznie cztery minuty.
Dał znać Sztabowi że jest gotów do wystrzelenia salwy. Zgody na otwarcie ognia nie musiał wyczekiwać, ledwie wcisnął przycisk w swoim dowództwie a już otrzymał strefę ostrzału.
Musiał przyznać była spora, właściwie otrzymał polecenie rozwalenia wszystkiego od lasu pod Gim aż do pierwszej linii okopów. Co dawało dwadzieścia kilometrów kwadratowych do przeorania rakietami. Dodajmy że na Topazie ma również pokazaną kolejną mniejszą już strefę ognia, umieszczoną na gościńcu między drzewami, z poleceniem użycia pocisków zapalających.
Weiss widział że trochę sobie postrzelają z Langust. Nie przeszkadzało mu to, wszak był artylerzystą. Zaś jak każdy artylerzysta, lubi wysadzać.
Dlatego bez wahania, podał koordynaty do wyrzutni a następnie rozkaz do otwarcia ognia. Najpierw trzeci dywizjon, potem czwarty, gdy tylko skończą się rakiety trzeciego. Gdy tylko usłyszał charakterystyczne granie odpalonych rakiet, rzekł po cichu.
„Niespodzianka, skurwysyny!"
Chwilę później
Gim
Mury miejskie
Trzeci oddział zwiadowczy zebrał się na wyznaczonym odcinku muru. Jednego z ocalałych kawałków muru okalające to miasteczko. Lourianie zrobili paskudnego psikusa i wysadzili sporą część miejskich umocnień oraz przeorali polowe umocnienia przed miastem.
Itami widział jak na dłoni, jak się wycofywały toyniańskie oddziały z okopów przed miastem. Często zostawiając za sobą cięższy sprzęt. Przeciwnik wybrał dobry moment, wartę trzymali tubylcy zamiast Prusaków którzy odpoczywali w mieście, czekając na swoją turę.
Z tego co się dowiedział, Lourianie użyli na masową skalę zaklęć, znacznie większą niż ktokolwiek się spodziewał. Najpierw użyli zaklęć powszechnie sklasyfikowanych jak oblężniczo-górnicze, to one były odpowiedzialne za zburzenie części murów oraz zniszczenia umocnień polowych.
Następnie pod osłoną sztucznej mgły ruszyli do natarcia, korzystając również z podkopów które z chwilą gdy wybiegli z nich Lourianie ujawniły się i pokazały jak bardzo bezczelnie podeszli do przeciwnika, niwelując przewagę zasięgu.
Parę z takich tuneli miał okazję zobaczyć po tej stronie muru, elitarne oddziały Lourian używając zaklęć kamuflażu, wkradły się na teren miasta i z chwilą uderzenia rozpoczęły siać zamęt.
Itami zanim się dostał do swoich ludzi, musiał przedrzeć się przez paru takich którzy za cel obrali sobie sztab. Naprawdę upierdliwe gostki, pół magazynka P9 musiało pójść na jednego by go zabić. Na szczęście Type-64 radziło sobie znacznie lepiej.
Przy okazji mógł poznać morderczą skuteczność tak zwanych Łowców. Dziwnym trafem wszystkie wyglądały jak kobiety i to mocno niepozorne. Niemniej bez problemu były w stanie złapać za szyję w pełni opancerzonego rycerza i podnieść go jedną ręką a następnie po złamaniu karku rzucić nim jak workiem kartofli.
Cieszył się że są one po jego stronie.
„Kończy mi się amunicja!" zawołał Kurata.
Itami przerwał strzelanie, sięgnął po magazynek leżący na stole, po czym rzucił go Kuracie.
„Dzięki!" zawołał po czym przeładował. Pusty rzucił z powrotem do Itamiego, ten złapał go po czym przekazał go pół-ludzkiej kobiecie z kocimi uszkami.
Nazywała się Mini, była jedną z sanitariuszek przydzielonych ad hoc do jego drużyny ale potrzeby amunicyjne sprawiły że Itami zmienił jej przydział, na migi oczywiście. Nie wiedział czy ma tłumacza albo zaklęcie, a gesty rękami zrozumie każdy.
Zamiast leczyć rannych, co było wątpliwe bowiem siedzieli na wysokim prawie dziesięcio metrowym murze korzystając z blanek jako osłony, pełniła rolę amunicyjnego. Ładowała nowe naboje do pustych magazynków z skrzynek JSDF nieopodal.
Była w tym niepomiernie pomocna, szybko i sprawnie uzupełniała braki. Dzięki czemu trzecia drużyna mogła cały czas strzelać do atakujących, osłaniając wycofujących się Toynian.
„Cholerna mgła, nic przez nią nie widać!" warknęła Shino, która w ostatniej chwili zauważyła że celowała w sojusznika.
„Zapamiętać do raportu, termowizja jest tutaj nieodzowna." rzekł cicho Itami do siebie, w odpowiedzi na tę uwagę.
„Kiedy wreszcie będzie to wsparcie artyleryjskie!" krzyknął kapral Daisuke Tozu, po czym wszyscy usłyszeli charakterystyczny świst rakiet.
„Mówiłeś coś?" zażartował Kurata, po czym mina mu zrzekła gdy rozpętało się piekło.
Pierwsza salwa wybuchła nad ziemią a setki tysięcy pocisków wysypały się na ziemię rozpoczynając jatkę. Japończycy widzieli mnóstwo eksplozji i słyszeli całą masę krzyków. Dym wybuchu zmieszał się z mgłą tworząc ponurą atmosferę grozy.
Nikt nie strzelał, niektórzy się nawet skrzywili widząc widowisko. Po chwili przyleciała kolejna która wybuchła dalej, kontynuując apokalipsę.
Trwało to krótką chwilę ale byli pewni że ta fala uderzenia została rozbita.
„Co to było?" zapytał Kurata.
„Broń kasetowa, aż dziw że nie wzięliśmy jej na Alnus." wyjaśnił Itami.
„Zbyt duże ryzyko. Po takiej salwie pozostaje mnóstwo niewybuchów które niczym miny, stanowią zagrożenie dla wszystkich. My zaś chcemy swobody operacyjnej." zwrócił uwagę Kuwahara.
Itami pokiwał głową „Racja." Znał wady tej broni, wszak to ona była powodem trwającej od ładnego czasu kampanii przeciwko tej broni. Sam nie miał zbytniego zdania, owszem jest okrutna. Z drugiej strony, skuteczna. Jedna taka salwa jest w stanie zniszczyć całe natarcie przeciwnika.
„Czyli mamy spokój?" zapytał Starszy Sierżant Tetsuya Nishina
Itami wziął lornetkę by spróbować zobaczyć gościniec. Po czym kliknął językiem. „Na chwilę, wróg zamierza dalej nacierać."
„Szaleńcy! Czy oni wiedzą na co idą?" odparł Kurata.
„Najwyraźniej tak, coś kombinują." odparł Itami który zauważył charakterystyczny strój magów którzy zaczęli coś czynić.
Cały trzeci oddział spojrzał się na swego dowódcę, ten tylko rzucił na nich okiem po czym wrócił do obserwacji. Nagle coś przykuło jego uwagę. Przyglądał się tak dłuższą chwilę, po czym rzekł.
„Kuwahara, weź Topaz. Widzę VIP-a do sprzątnięcia przez Kraby. Podam ci koordynaty."
Kuwahara wziął Topaza, był jednym z dwóch Japończyków którzy go umieli obsługiwać w oddziale, drugim był Itami. Nie żeby to jakkolwiek trudne, właściwie to było niezwykle proste. Każdy kto umie obsługiwać tablet, zrobi to bez problemu.
Problem leży w języku urządzenia. Jest tylko Polski, więc trzeba zapamiętać co i jak się klika by wezwać wsparcie. Można powiedzieć że przypomina to granie w Japońską wersję jakiejś gry gacha, nie znając ani znaku z japońskiego.
Kuwahara czekał na Itamiego. Ten po chwili odezwał się…
W tej samej chwili
Przedpole Gim
Hark patrzył się przed siebie, ponad 50 tysięcy ludzi zostało rozmazane przez dwie salwy rakiet. Mocno potwornych rakiet które rozpadają się na tysiące małych elementów które wybuchają same gdy tylko uderzą o ziemię. Nie żałował ich, to byli najgorsi z najgorszych. Specjalnie zostali wysłani jako pierwsi.
„Bawili się z nami przez cały ten czas." rzekł po chwili Hark, żaden z jego przybocznych nie mógł się nie zgodzić. „Mieli tajną broń cały czas gotową, mogli nas zmieść jednym uderzeniem. Dlaczego tego nie zrobili?"
Zapytał sam siebie. Nikt nie śmiał mu odpowiedzieć.
Hark parsknął „To raczej oczywiste, oczekiwali posłańca, z prośbą o rozejm. Kiedy pokazaliśmy że wolimy zginąć niż się poddać. Pokazali co potrafią."
Następnie wyciągnął miecz i wskazał ku Miastu. W drugiej dłoni zaś sięgnął po coś co można nazwać mikrofonem.
„ŻOŁNIERZE! OTO WASZ OSTATNI ROZKAZ, MARSZ ZA MNĄ NA TO PRZEKLĘTE MIASTO. MÓJ UPADEK, KOŃCZY OBOWIĄZYWANIE ROZKAZU. Z CHWILĄ GDY TO SIĘ STANIE, WYPEŁNILIŚCIE SWÓJ OBOWIĄZEK, WOBEC MNIE."
Następnie rzucił mikrofon na ziemię i krzyknął „NAPRZÓD!" z mocno teatralnym wskazaniem miecza. Nie żeby ktokolwiek spoza gwardii widział ten gest. Po czym ruszył z kopyta a jego gwardia za nim. Następnie ziemię pokrył stukot końskich kopyt oraz żołnierskich butów.
Zza Harkiem, w dużej odległości, jechała kawaleria, za nią zwykła piechota. Mgła która znikła, odsłaniała całe natarcie.
Magowie zaś rzucili całą swą moc na bariery magiczne, usuwając je znad obozu w ten sposób odsłaniając go na atak. Nie zrobili tego wcześniej, brakowało im magicznych kamieni oraz magów by jednocześnie osłaniać nacierające wojsko i obóz.
Teraz, w szaleńczym szturmie, osłona obozu nie miała żadnego znaczenia. Więc mogli poświęcić to co zostało, na tarczę nad wojskiem.
Niestety była pewna mała luka. Tarcza chroniła wojska za Harkiem ale nie Harka i jego świtę.
Dlatego bez problemu pocisk 155 mm, wystrzelony z Kraba, trafił i wybuchł w ziemi, zaś amunicja kasetowa rozbiła się o tarcze. Hark poczuł jak fala uderzeniowa zrzuca go z konia, zabijając przy tym nieszczęsne zwierzę, zaś odłamki wbijają się w pancerz.
Następnie Hark poczuł szarpnięcie i znikł. Wraz z nim znikła cała jego świta, która została unicestwiona przez granat artyleryjski.
Żołnierze jadący na koniach i biegnący za Harkiem zostali zaskoczeni, nagłym upadkiem Króla. Jeźdźcy nagle się zatrzymali co spowodowało że się pozderzali z sobą. To samo stało się z piechotą, gdy pierwsze szeregi zatrzymały się widząc że kawaleria przed nimi się zatrzymała. Pierwsze szeregi zostały uderzone przez tylne, przez co się przewróciły i sprawiły że się wszyscy potknęli o nich.
Całe natarcie wyhamowało. Ci którzy stali na nogach, spojrzeli na siebie. Szybko wieści od kawalerzystów przedostały się do piechoty a z piechoty na tyły. Z tyłów zaś do dowództwa.
Lourianie nie wiedzieli co czynić. Król mówił jasno, jak zginie, rozkaz o natarciu na Gim. Przestaje obowiązywać. Co więcej, to oznacza również że wypełnili swój obowiązek i mogą już robić co chcą.
Zaś to że nie chcą zginąć że całkiem oczywiste. Bardzo szybko Lourianie zaczęli dyskutować między sobą, wielu zastanawiało co dalej.
„Król się poświęcił dla nas."
„Ale dlaczego to zrobił?"
„By zakończyć tą bezsensowną masakrę."
„Więc co dalej?"
„To chyba oczywiste, mamy wrócić do domów. O to prosił Król. Dlatego świadomie ustawił się na samym przedzie, przed nami."
Takie rozmowy toczyły się między nimi. Po czym pierwsze oddziały zaczęły się cofać. Najpierw kawaleria, potem piechota. Obrońcy zdumieni całym zdarzeniem patrzyli w ciszy z murów jak Lourianie zaczęli schodzić z pola walki.
Mury Gim
„Co my właśnie zobaczyliśmy?" rzekła Shino.
„Honorową śmierć ich Króla. To ona sprawiła że się zatrzymali." wyjaśnił Itami.
„Ale…" zaczęła Shino „to nienormalne jak szybko się o tym dowiedzieli! Ledwie ten złoty padł, a chwilę potem kawaleria się zatrzymała."
„Planowali to." rzekł pewnie Kuwahara.
Shino spojrzała się na niego. „Co, proszę?"
Kuwahara spojrzał się na nią „Przypomnij sobie, przez całe dnie ich oddziały atakowały raz za razem, by zostać skoszone przez artylerię. Pierwsza fala dzisiaj była tego przykładem, lecz następna, po paru minutach była już chroniona przez tarcze. Bardzo silne tarcze. Aczkolwiek dziwnym przypadkiem nie chroniła ich władcy. Przecież to nie przypadek!"
„Skoro mieli takie tarcze, to czemu ich wcześniej nie użyli?" zapytał Kurata.
„Kto powiedział że ich nie użyli? One cały czas chroniły ich obóz! To dlatego wszelkie strzały z karabinów snajperskich, czy odłamki artyleryjskie nie były w stanie nic zrobić w miejscu skąd atakowali. To dlatego Hark mógł stać pewnie na tamtym wzgórzu!" odezwał się Nishina, który sobie przypomniał skargi Prusaków na temat że od tego wzgórza do ich obozu wróg jest odporny na ataki.
„Mimo to nie wyjaśnia to czemu tego nie zrobili aż do teraz." zauważyła Shino.
„To proste" wtrącił się Itami „zaklęcie Sh'chit Viwi, co znaczy Tarcza Miast, jest niezwykle wymagające." jego oddział spojrzał się na niego.
„Możesz wyjaśnić?" spytała Shino
Itami westchnął „Jest to odmiana klasycznego zaklęcia Sh'chit używanego do ochrony przed atakami. Ta wersja tego zaklęcia jest używana często do chronienia miast i jest używana by obronie obozów w czasie wojen. Jest to najpotężniejsza wersja tego zaklęcia, chroniąca przed wszystkim. Do działania wymaga naprawdę dużej ilości magów którzy muszą stale rzucać to jedno zaklęcie i magicznych kamieni do jego zasilania, nieustannego zasilania.
Dlatego używa się go sytuacyjnie, tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia. Zaś do obrony natarcia używa się go bardzo rzadko, bo trudno się manewruje takim zaklęciem. Dlatego do bezpośredniej osłony używa się jego znacznie słabszych wersji, które mają znacznie mniejszy obszar działania. Stąd używa się tych zaklęć głównie na okrętach."
„Albo na specjalnych zbrojach." zauważył Kurata, przypominając sobie sabotażystów Lourian, pełniących gąbki na pociski.
„Tak, ale to bardzo drogie i co ważniejsze rzadkie." rzekł Itami.
Trzeci oddział pokiwał głową w ciszy. Ich rozmyślaniom przerwała Mini.
„Przepraszam, panie poruczniku co teraz?" rzekła po japońsku. Znała ten język, dzięki temu że współpracowała z poprzednimi Japończykami.
Itami został zaskoczony, „Ty mówisz po Japońsku?" Nie bez powodu, był zmuszony do rozmawiania na migi.
„Owszem, tylko że nie było okazji." odparła z rozbrajającą szczerością Mini „Tylko biegnij za mną, załaduj magazynki i tak dalej." mówiła z niebywałą płynnością, co było powodem dla którego przyłączyła się do Japończyków, z mocno przerysowanymi gestami Itamiego.
Shino zachichotała złośliwie, podczas gdy Itami łapał się za głowę. Oddział zaśmiał się wraz z nią, widząc rozpacz dowódcy.
Ostatecznie i sam Itami się zaśmiał z całej sytuacji.
Godzinę później
Królestwo Lourii
Zatoka Rindol
Obolały Hark, leżał na łóżku w swej kajucie na swym statku. Był to mały zwinny bryg o nazwie Lupuria, tajna zabawka używana gdy nie chciał zwracać uwagi i po prostu wypocząć.
Złota zbroja którą nosił przez te dwa tygodnie, leżała nieopodal. Teraz to był bezużyteczny kawałek złomu. Nigdy nie była projektowana by chronić przed takim ciosem, niemniej spełniła swoje zadanie.
Hark parsknął na myśl, co by powiedział stary Zbrojmistrz, Jort, który opiekował się sprzętem w Królewskiej Zbrojowni. To dzięki niemu, jak był dzieckiem znalazł ją głęboko w skrzyniach.
Należała do jakiegoś bohatera, podobno zwał się Toya Mocizki. Słynny Bohater z magicznym pudełkiem. Prowadził on jaką rewoltę półludzi, przeciwko któremuś z jego pradziadków. Słynął z posiadania niezłego haremu i tego że był niczym pół-bóg. Ostatecznie przegrał a jego magiczna zbroja dostała się w ręce królów Lourii.
Co się stało z Mocizki, zapytacie? A co mogło się stać? Został przykładnie ukarany, jego kobiety na jego oczach zostały brutalnie obdarte z skóry, nabite na pal, poćwiartowane na kawałki a potem resztki ugotowane i został zmuszony do ich zjedzenia.
Następnie sam podzielił ich los, choć akurat to co zostało z jego ciała zostało rzucone lwom na pożarcie. Podobno słynął z niebywałej wytrzymałości i regeneracji, więc ciągle żył nawet jak był kadłubkiem. Więc był zjadany żywcem przez parę tygodni przez lwy.
Paskudna historia z mocno pouczającym morałem, nie zgrywaj bohatera bo skończysz jak on. Hark nie lubił tej historii, zawsze miał po niej koszmary z krzyczącym i błagającym o litość, czarnowłosym mężczyzną o skośnych oczach.
Niemniej sama zbroja była ciekawym ewenementem, generowała osobistą tarczę, niezasilaną przez nic innego jak przez samą magię z otoczenia. Była odporna na prawie każdą broń, jedynie magiczne ostrza były w stanie ją przebić, chroniła przed pogodą. No i najważniejsze, miała system ewakuacyjny, teleportująca użytkownika do wyznaczonego bezpiecznego miejsca.
Tylko dzięki temu przeżył. Przeniosła go bezpośrednio do małej ukrytej zatoczki, gdzie czekali na niego jego najbardziej osobiści i zaufani ludzie. Dzięki ich natychmiastowej reakcji, udało im się go odratować od ran. Niemniej, blizny jakie otrzymał sprawiły że zmienił się nie do poznania.
Właściwie całkiem przydatne, nikt go nie będzie w stanie rozpoznać. Na szczęście dla jego ulubionych kochanek, właściwie to było bardziej pociągające. Ich mężczyzna okazał się wojownikiem, nie bojącym się śmierci.
„To co teraz Kochanie?" zapytała pierwsza z nich. Lupusia, pół-człowiek o cechach wilczych. Miała popielate włosy i szare oczy co komponowało się z ogonem i uszami. Przez jej prawe oko szła ładnie zagojona blizna, pamiątka po tym jak była Gladiatorką walczącą w arenach. To tam ją znalazł i wykupił od jej poprzedniego właściciela.
„Właśnie, co teraz czynimy? Nie zostawisz tego co zrobił Ludius, bez odpowiedzi, prawda?" rzekła druga, tym razem pół-lisia. Zwała się Lewicja. Miała wściekle rude włosy, i nie mniej rude uszy ale bez ogona który został jej ucięty przez któryś z poprzednich właścicieli. Oczy zaś miała fiołkowe, które pochłaniały go raz za razem.
Hark pokiwał głową „Za to co zrobił? Za śmierć tylu ludzi na darmo? Za to upokorzenie jakie doznałem?" Jego oczy zapłonęły gniewem „Ludius zapłaci!" po czym się uspokoił „Lecz nie czas na to, ten kundel nigdzie nie ucieknie. Na razie cieszmy się sobą i przygotowujmy się na dzień zemsty."
Tej dwójki nie trzeba było zachęcać dwa razy.
