Privet Drive płonęło. Płonęło dosłownie i w przenośni. Harry był zszokowany tym, co widzi. Chciał temu zapobiec, nie wiedział jednak, jak.
Postanowił ponownie użyć zaklęcia "Aguamenti", jednak nic to nie dało. Desperacko szukał wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji. Spojrzał przez okno i tam zaczął się doszukiwać inspiracji, jakiegoś pomysłu. Żadnego odzewu nie było.
Powoli tracił nadzieję. Spróbował zadzwonić do Rona.
- Ron? To ja, dasz radę się przenieść na Privet Drive? Tylko szybko, błagam… - wyszeptał gorączkowo do słuchawki. Spojrzał na zegar.
Pierwsza w nocy.
Czy Ron dałby radę o pierwszej w nocy przenieść się z powrotem na Privet Drive? Czy znowu ukradłby samochód ojca?
Nie, niemożliwe.
Harry był przekonany, że Ron nie zrobiłby tego, nie jest aż tak lekkomyślny. Ale…
Weasleyowie cały czas wspierali Harry'ego. Pomagali mu w najmniej przyjaznych dla niego momentach, więc dlaczego nie mieliby mu pomóc teraz?
Czekał z niecierpliwością na jakiś znak, ewentualnie na jakieś ponowne oświecenie w swoim mózgu. Musiał użyć magii po raz kolejny. W sumie, to już i tak nieważne. I tak go już wywalili.
- AGUAMENTI TOTALUM! - wrzasnął.
Z różdżki uniósł się potężny wir wody, który o mało co nie wciągnął Harry'ego do środka. Nasz czarodziej został przemoczony do suchej nitki. Był jednak jeden plus całej tej sytuacji. Pożar ugasł.
Przepraszam, że ten rozdział taki krótki (możecie nawet tego nie traktować jako rozdział, ale kolejne rozdziały, które będą pojawiać się regularnie co tydzień od 23.01, będą już dłuższe.
BYE!
