Witam! Ktoś zamawiał 4 rozdział przygody Toma, Jerry'ego i Harry'ego? Proszę bardzo! W tym rozdziale Tom, Jerry i Harry poznają się w bardzo dziwnych okolicznościach…
Zapraszam!
Było wczesne popołudnie. W małym domku na przedmieściach Hollywood rodzina Gray'ów szykowała się do wyjścia. Była to rodzina zamożna, posiadająca 3 budynki – jedno, w którym osiadali oraz 2 pensjonaty nieco bliżej „filmowej stolicy świata".
Teraz zapewne powstaje pytanie, dlaczego nie osiedlili się na stałe właśnie w którymś z tych 2 pensjonatów? Odpowiedź jest prosta. Rick Gray nie lubił zgiełku planu filmowego, na którym musiał pracować razem z żoną oraz kotem, myszą i psem.
Najbardziej z wymienionych zwierząt Rick szanował psa, wabiącego się Spike. Był on zawsze posłuszny i ciągle starał się go zadowolić. Sam właściciel lubił spędzać z nim czas – bawić się z nim, wychodzić ze Spike'iem na spacery, karmić go i tym podobne.
Kot i mysz cieszyły się o wiele mniejszą sympatią Ricka. Kot najczęściej zostawał upokarzany przez mysz, której nie umiał złapać. Tom zawsze przegrywał z Jerrym. Nawet jeśli z początku wygrywał.
Czasami miał tego wszystkiego dosyć – już kilka razy wyprowadzał się z domu, zwłaszcza po bęckach od psa oraz wytykania jego błędów przez Ricka i jego żonę. Wyprowadzał się czasami ku radości, czasem ku smutkowi wyżej wymienionych Jerry'ego i Spike'a. Jedno jednak było pewne. Dzięki niemu serial Tom & Jerry, którego był głównym bohaterem, nabierał znacznego kolorytu.
Tym razem rodzina Gray'ów musiała wyjść wcześniej z powodu wizyty Ricka u doktora. Jego żona, Dianne, pospieszała psa i kota.
- No szybciej trochę! Ile mam na Was czekać? – narzekała.
Tom złapał się za głowę, którą chował pod poduszką.
- Cicho, błagam, cicho… Chcę się wyspać…- wyszeptał sennym głosem.
Niestety nie było mu dane się wyspać. Jerry natychmiast podbiegł do jego posłania i ściągnął kołdrę.
- WSTAWAJ, LENIUCHU! MÓWI, ŻE MASZ WSTAWAĆ, TO WSTAWAJ!
Tom nie miał wyjścia. Wszyscy go pospieszali. Wyszedł z posłania, marudząc.
- Czy dacie mi chociaż chwilę spokoju? – wymamrotał. – Trochę nie wyrabiam…
Spike pacnął go w ucho.
- A po co Ci spokój, kocie? To Ty dostarczasz nam najwięcej problemów!
Po tym, co usłyszał, Tom był już całkowicie wybudzony.
- Słucham?... – zapytał groźnie.
- Dobrze słyszałeś! Dostarczasz nam problemów!
Tom nie wytrzymał. Może to była wina niecałkowitego wyspania się, może wina tego, co powiedział Spike, ale jego ruch zaskoczył zarówno Spike'a, jak i Ricka oraz Dianne.
Rzucił się na niego z pięściami, krzycząc:
- ODWOŁAJ TO, PSIE! ODWOŁAJ NATYCHMIAST!
Spike poradził sobie z Tomem, odpychając go na drugi koniec pokoju. Niebieski kot nie miał jednak dość. Wziął rozbieg i zaatakował ciosem karate. Spike, który kompletnie się tego nie spodziewał, tym razem to on odleciał na przeciwny koniec korytarza.
Rick początkowo nie reagował, jednak gdy zobaczył, że temperatura walki wzrasta, wszedł na pole bitwy i rozdzielił walczące zwierzęta.
- DOSYĆ! SPOKÓJ! DOSTAJECIE SZLABAN! OBYDWAJ!
Jerry stał z boku i kręcił głową.
- Albo wiecie co… - powiedział Rick. – Mam lepszy pomysł! To kot zaczął! Wywalamy go!
Tomowi opadła szczęka.
- ŻE CO?
- Tak! Wywalamy Cię, kocie! – rzekł Rick, po czym wziął Toma za kołnierz i wyprowadził go za drzwi, po czym kopnął go tak mocno, że wylądował w pobliskim koszu na śmieci.
Zdążył usłyszeć jeszcze podniesione głosy swoich byłych właścicieli:
- Zasłużył sobie! Czemu go bronisz?
- Bo to nie on zaczął! To przez Spike'a…
Tom odwrócił się od posiadłości i pomaszerował w nieznanym dla siebie kierunku, mamrocząc pod nosem.
- Co za bałwany… nie dają chwili odpoczynku… a potem się dziwią! Tfu! – splunął.
Jerry spoglądał na Toma z politowaniem. W końcu miał od niego spokój. Żadnych pościgów, żadnych niechcianych żartów, ale też… żadnej zabawy…
Przeszedł do Spike'a. Przybrał postać mędrca, który wszystko wie, i zapytał retorycznie:
- Coś Ty narobił?
Spike nie chciał nawet spoglądnąć na mysz. Zajmował się cały czas patrzeniem za Tomem.
Po kilku chwilach jednak odpowiedział.
- TAK, MASZ RACJĘ! ZAWINIŁEM! SPROWOKOWAŁEM TOMA I WYWALIŁEM GO Z DOMU!
- Czemu? – chciał wiedzieć Jerry. Spike zaśmiał się gorzko.
- No bo przecież wiesz, w jakich stosunkach jesteśmy! No… nie ma rewelacji!
- Dobra! – Jerry przybrał stanowczą postawę. – Sprowadzamy go z powrotem!
Spike zaśmiał się po raz kolejny.
- Niby jak? Nie mamy żadnej wskazówki, dokąd mógł pójść!
Jerry pomyślał przez chwilę. Gdzie Tom mógłby się udać?
- Chyba wiem. Chodź za mną!
Tymczasem Tom był cały czas w złym nastroju. Cały czas mamrotał pod nosem. Przechodził właśnie koło śmietnika swojego bezdomnego kolegi Butcha. Czarny kot natychmiast go zauważył.
- O, witaj, Tomo! – wyciągnął rękę na powitanie, jednak Tom swojej nie wyciągnął.
- Co jest? Nie chcesz się przywitać z kumplem?
- Mam zły nastrój – wymamrotał Tom.
- A czemuż to? – spytał Butch. Zauważył brak charakterystycznej obroży i od razu pojął, co to znaczy.
- O matko, wywalili Cię!
- Bingo – wymamrotał Tom.
- Dlaczego? Co Ty takiego zrobiłeś?
- Nie wiem – Niebieski kot odpowiedział sarkastycznie. – Naprawdę nie mam pojęcia! Może dlatego, że taki jeden gówniany pies mnie sprowokował do nerwowego ruchu!
- Spike? – chciał upewnić się Butch.
- Bingo – powtórzył Tom. – Mam już dosyć życia, naprawdę…
Butch starał się być dobrym kumplem dla Toma. Tom starał się mu pomagać we wszystkich sprawach, radził, przestrzegał. Był naprawdę dobrym kumplem w stosunku do Butcha, więc czarny kot starał się mu odwzięczyć za okazywaną pomoc.
Nagle, koło śmietnika coś zabłysło. Butch zauważył to zjawisko i podszedł do jego źródła. A kiedy je spostrzegł…
- JEZUS MARIA! TOM, CHODŹ ZOBACZYĆ!
Tom wstał z mozołem i pofatygował się w kierunku Butcha. A kiedy spostrzegł, od czego pochodzi światło…
- Ja pierdole.
Tak właśnie niebieski kot skomentował leżące koło nich ciało. Ciało człowieka.
Był to ktoś spoza ich najbliższego otoczenia. Na szerokiej klatce piersiowej miał kartkę z napisem: „On był czarodziejem nieczystej krwi. H.P, JESTEŚ NASTĘPNY"
- Kto to jest? – spytał Butch.
- Jeszcze ciekawsze jest to, kto to jest ten H.P. – skomentował Tom. – I kto to napisał…
Chwilę później obydwa koty zauważyły kolejne światło. Od razu podbiegli do źródła i tym razem…
Zobaczyli 3 postacie. Jedną z nich był chłopiec, na oko 17-letni, w okularach. Na czole, pod gęstymi czarnymi włosami, miał bliznę w kształcie błyskawicy.
Drugą osobą był rudzielec, też na oko 17-letni, w T-Shircie firmy, której Tom i Butch nie mogli rozpoznać. Miał też dużo piegów koło policzków.
Natomiast trzecią postacią była również 17-letnia dziewczyna, o brunatnych, gęstych włosach.
Po chwili osłupienia Tom i Butch wrzasnęli i pobiegnęli w kierunku domu Toma. Czarnowłosy chłopiec jednak był szybszy. Wyciągnął różdżkę i krzyknął:
- Accio!
Z różdżki wyleciał niebieskawy strumień, który dosięgnął po chwili Toma i Butcha.
- Co…to…jest? – krzyknął Tom.
- Nie…mam…pojęcia… - odpowiedział Butch.
Po chwili walki ze strumieniem obydwa koty wylądowały przed 3 osobami. Rudowłosy chłopak wyciągnął róźdżkę i zaczął krzyczeć:
- Avada… - jednak został zatrzymany przez dziewczynę.
- STOP! Mogą być nam potrzebni!
Rudzielec schował różdżkę, mamrocząc.
- Kim jesteście? – spytał grzecznie szatyn.
- Ja jestem Tom, a to jest Butch – Tom odpowiedział równie grzecznie.
- Chwila moment… - Dziewczyna rozszerzyła źrenice. – TEN Tom i TEN Butch? Z „Toma i Jerry'ego"?
- Bingo – odpowiedział Butch. – Masz nas, spryciulo! Przejrzałaś nas… - Nie dokończył, bo dziewczyna już ściskała ich serdecznie i całowała ich w policzki.
- Niesamowite! Tom i Butch, w swoich własnych osobach!
Szatyn oraz rudzielec nie bardzo rozumieli, o co chodzi.
- Co? Hermiona, kim oni są? – spytał rudzielec.
Dziewczyna nazwana „Hermioną" odwróciła się do nich i rzekła:
- Tom i Butch, czyli gwiazdy mugolskiej kreskówki „Tom i Jerry"! To bajka mojego dzieciństwa!
Jej towarzysze cały czas nie rozumieli.
- Ja jestem Hermiona Granger – powiedziała dziewczyna do Toma i Butcha. – To jest Harry Potter, a to Ron Weasley.
Teraz to Butch rozszerzył źrenice.
- Nie ma mowy! Harry Potter, tutaj? TEN HARRY POTTER?
- W swojej własnej osobie – uśmiechnęła się Hermiona.
Butch podszedł do Harry'ego i uścisnął mu dłoń, mówiąc:
- Niesamowite, Harry, jak miło Cię osobiście poznać! Tyle o Tobie czytałem w „Proroku"!
Harry po raz pierwszy od ich spotkania przemówił.
- To wy macie tu „Proroka Codziennego"?
- Mniej więcej – Tym razem odezwał się Tom. – Tak w wersji „The Daily Web".
Harry pokręcił z uznaniem głową.
Po dłuższej chwili Hermiona, po raz pierwszy od momentu ich spotkania odwróciła się w stronę martwego ciała. Podniosła kartkę z napisem „H.P. JESTEŚ NASTĘPNY" i przekazała ją Harry'emu.
- Wiecie, skąd się wzięło to ciało? – spytał się kotów. W odpowiedzi otrzymał tylko poziome kiwanie głową.
- To w takim razie musimy przeszukać okolicę – stwierdził Harry. Został jednak zatrzymany przez Rona.
- A co z naszą misją? Co z horkruksami?
- Pierdolić je – odparł Harry. – Mamy ważniejszą misję.
Chciał już iść, ale został zatrzymany tym razem przez Hermionę.
- Harry! Horkruksy to jest właśnie powód, dla którego tu jesteśmy! Dumbledore tego chciał! Dumbledore nas wyznaczył!
Harry się zawahał. Nie chciał iść dalej. Był 5 minut w tym świecie i już miał go dosyć. Nie mógł jednak odmówić swojej przyjaciółce.
- Dobrze, idziemy. – Odwrócił się do kotów. – Chcielibyście może… pójść z nami? – zapytał odważnie.
Hermiona jednak go powstrzymała.
- Nie! To zbyt niebezpieczne! – Jej opinia była już i tak przegłosowana.
Tom razem z Butchem wybrali się na przygodę życia, z której mogli już nie wrócić…
Tymczasem w domu Jerry, Spike oraz Toodles, czyli dziewczyna Toma przeszukiwali każdy zakamarek domu Gray'ów w poszukiwaniu jakiejś poszlaki, która mogłaby naprowadzić ich na trop niebieskiego kota.
- Gdzie go ostatni raz widzieliście? – spytała się Toodles.
- Widziałem go – odparł Jerry – jak wychodził z domu i… kierował się mniej więcej gdzieś… tam. – Wskazał ręką w południowym kierunku.
Toodles wyskoczyła za drzwi. Pobiegła w kierunku wskazanym przez Jerry'ego, jednak nikogo tam nie znalazła. Wróciła – delikatnie opisując – ZŁA.
- COŚCIE MU ZROBILI? – krzyczała, potrząsając Jerrym, i przy okazji strasząc Spike'a.
Pies starał się zachować zimną krew.
- Spoko, Toodles, na pewno go znajdziemy… - Tutaj się zawahał. – Za jakieś 2 dni…
To był błąd.
Toodles na niego skoczyła i krzyknęła:
- MAMY GO ZNALEŹĆ! I TO NAJLEPIEJ JESZCZE DZISIAJ!
Z taką zdenerwowaną dziewczyną nie warto było prowadzić dalszej dyskusji. Spike tylko pokornie pokiwał głową, że zrozumiał.
Toodles z niego zeskoczyła i zarządziła:
- SZUKAMY!
