Witam serdecznie! Czas na szósty rozdział przygód naszej (nie do końca) zgranej kompanii!


Zrobił to.

Wystrzelił śmiertelne zaklęcie w kierunku Toma.

Zaskoczenie mieszało się ze strachem, strach mieszał się z niepokojem. Tom stał jak wryty i nic nie wskazywało na to, żeby miał się poruszyć.

Zamknął oczy. Teraz nie ma już szans.

Nagle poczuł mocne pchnięcie. Okazało się, że Ron w ostatniej chwili przekierował go poza ścieżkę wystrzału, a sam również uniknął trafienia.

Jednak Draco ciągle nie miał dość. Posłał kolejną „wstęgę" w ich kierunku.

Tym razem do walki włączył się po raz kolejny Harry, który dosięgnął w końcu swojej różdżki i mógł wmieszać się w wir tej walki.

Jedyną osobą, która nic (NA RAZIE) nie robiła, była Hermiona. Ukryła się za zaparkowanym samochodem.

Mimo tej „świetnej" kryjówki Draco przewidział ten ruch i zaczął atakować samochód, który natychmiast stanął w płomieniach. Jednocześnie cofał się powoli, żeby unikać ataków Rona.

Tom i Butch również próbowali wycofać się z pola bitwy, ale zauważyli Crabbe'a, czyli zaufanego przyjaciela Dracona, który biegł do nich sprintem z uniesioną różdżką.

- WIEJEMY! – wrzasnął Butch.

Zaczęli biec w kierunku bramy wyjściowej, ale w połowie drogi musieli się zatrzymać. Spostrzegli bowiem, że Goyle zablokował im drogę ucieczki. Posłał ku nim szyderczy uśmiech. Tom zacisnął pięści.

- Cholera… - powiedział nerwowo Harry. – Co teraz?

- Jak to co? – krzyknęła Hermiona. – Atakujemy!

Chwyciła mocniej swoją różdżkę i pobiegła prosto na Goyle'a. Goyle, kompletnie się tego nie spodziewając, został stratowany. Ale…

- ACCIO!

Tom poczuł mocne szarpnięcie. Wiedział, co to oznacza.

To na nim zostało użyte to zaklęcie. To jego chcą przywołać.

Krzyknął jeszcze desperacko:

- POMOCY!

Cała reszta natychmiast odwróciła się w jego stronę. Spostrzegli, że Tom walczy z niebieską strugą, jednak przegrywa. I to z kretesem.

Harry natychmiast spróbował do niego podbiec, ale Malfoy, który użył zaklęcia przywołującego, miał już Toma przy sobie. A co gorsza – miał też przy jego szyi różdżkę.

Ron wrzasnął:

- NATYCHMIAST GO PUŚĆ! – w odpowiedzi otrzymał tylko szyderczy śmiech.

- Bo co? Coś mi zrobisz? – szydził Draco, cały czas trzymając Toma. – Potter! – krzyknął do Harry'ego. – Wyrażę się jasno! Albo oddasz mi przepowiednię, albo ten pchlarz zginie!

Harry spojrzał na swoje dłonie, potem na Toma w ramionach Dracona, następnie na Rona i Hermionę. Wiedział, że nie da mu przepowiedni, bo jej po prostu NIE POSIADA! Ale…

Zacisnął mocniej różdżkę.

A następnie głośno rzekł:

- Nie. Nie dam Ci tej przepowiedni.

Jedyną formą odpowiedzi Dracona był szyderczy śmiech.

- No co Ty nie powiesz? Znowu wciskasz mi jakiś kit o tym, że jej nie masz? Oj, słabo, naprawdę słabo…

Tom czuł, że to może być koniec. Czuł, że powoli opada z sił. Czuł, że ucisk na jego szyi wzrasta.

- Liczę do trzech – mówił znowu Draco – i masz tu jakimś sposobem, nie mam pojęcia jakim, ale masz to zrobić! Masz dać mi przepowiednię, chyba że chcesz, żeby ten kot zdechł!

Harry czuł, że to naprawdę może być koniec. Musiał stanąć w obliczu klęski i liczyć na litość Malfoy'a.

- RAZ… - zaczął liczyć Draco. Na twarzy Toma zaczęły pojawiać się niepokojące znaki kompletnego poddaństwa, innymi słowy, jakby już wiedział, że to koniec. Harry spróbował się wycofać, jednak Crabbe i Goyle stali przy bramie Hogwartu. Niebo zajęte było czernią.

Nie było ucieczki.

- DWA…

Harry trzymał nerwowo różdżkę. Wiedział, że decydująca chwila nadeszła.

Spojrzał jeszcze raz na twarz Dracona, pustą, bez wyrazu. Zamknął oczy.

I wystrzelił.

- EXPELLIARMUS!

Czerwona smuga światła przemknęła przez attio Hogwartu. Jeszcze niedawno pełne zamieszania, pełne szczęścia i wesołości teraz było ponownie ciemne i mroczne. Malfoy jako odpowiedź na czyn Harry'ego wystrzelił oczywiście:

- AVADA KEDAVRA!

Dwie smugi, czerwona i zielona, starły się w środku, tworząc złotą poświatę. Tom skorzystał z zajęcia Malfoy'a i zdołał się wyrwać z jego uścisku. Natychmiast przemknął na bok i obserwował z niepokojem pojedynek.


W tym samym czasie w realnym świecie Jerry, Spike oraz Toodles byli już wyczerpani poszukiwaniami swojego przyjaciela. Praktycznie się już poddali. Wracali totalnie załamani.

- Szkoda mi go… - chlipał Jerry. Wytarł ręką zapłakaną twarz. Reszta była w podobnym stanie. Nie było żadnej nadziei na odnalezienie Toma.

Nagle usłyszeli głośny świst i zobaczyli znajomy błysk. Szybko podbiegli do jego źródła, a kiedy dobiegli…

- O Boże… - Toodles stanęła jak wryta.

Zobaczyli ciało człowieka. A co gorsza, znajomego człowieka.

Na ziemi leżał właściciel Toma. Ubrany był w piżamę, więc musiał wstać bezpośrednio z łóżka. Na tej piżamie były widoczne delikatne ślady krwi, a w ręce miał zmiętą kartkę. Spike podniósł tę kartkę i zobaczył, że coś na niej jest napisane.

Witajcie, moi drodzy! Znam Was, i wiem, że Wy mnie też, ale na wszelki wypadek przedstawię się. Jam jest Król Madagaskaru, władca tysiąca lemurów, posiadacz niezwykle silnej armii, która może Was załatwić w ciągu sekundy, innymi słowy Król Julian!"

- ŻE CO? – wrzasnęła Toodles. – JEŚLI ON JEST ODPOWIEDZIALNY ZA ZNIKNIĘCIE TOMA…

Spike natychmiast ją uspokoił.

- Może to jest tylko żart z jego strony…

Toodles jednak nie chciała się uspokoić.

- JESTEM WIĘCEJ NIŻ PEWNA, ŻE TO ON! ZABIJĘ TEGO GNOJA…

Spike znów spojrzał na nią z niepokojem i kontynuował czytanie:

Zapewne zastanawiacie się, co robi tutaj to ciało (nie pytajcie, skąd wiem). Otóż zostało ono podrzucone. Minister Magii w Hogwarcie zajmuje się już tą sprawą…" – tutaj Spike przerwał.

- A co to do cholery jest to Ministerstwo Magii w Hogwarcie? – spytał.

- Czytaj dalej, to może się dowiesz – zasugerował Jerry.

Spike czytał dalej:

zajmuje się tą sprawą i dołoży wszelkich starań, żeby się dowiedzieć, przez kogo ono zostało podrzucone. Mogę zdradzić – to byłem ja." – znowu przerwał.

- A po chuj mamy o tym wiedzieć? – spytał. Jego towarzysze wzruszyli ramionami.

- W ogóle to bez sensu, najpierw pisze, że mamy nie wnikać w to, skąd wie o tym ciele, a w kolejnym zdaniu przyznaje się, że to on. No, coś tu jest nie tak… - Po głębokim wdechu pies kontynuował:

Znam Waszą obecną lokację, znam każdy Wasz ruch. Nie próbujcie mnie szukać, to tylko strata czasu. Ja Was odnajdę! Z uściskiem, KJ" – skończył czytać i szybko rzucił do Jerry'ego i Toodles:

- Idźcie do naszego domu, drzwi są otwarte, więc wejdziecie.

Toodles razem z Jerrym szybko pomknęli do domu Ricka i Dianne, jednak…

- AAAAAAHHHHH! CO ROBIĄ TU TEN KOT I TA MYSZ?

Krzyk Dianne rozniósł się błyskawicznie po całym budynku. Zareagowała równie błyskawicznie.

- WYNOCHA! JUŻ! - krzyknęła z pełną mocą w jego głosie.

Po czym wzięła wszystkich za kołnierz i mocnym kopniakiem wyrzuciła ich poza obszar swojego mieszkania.


W tym samym czasie na attio Hogwartu toczyła się bitwa Dracona i Harry'ego. Draco, po wystrzeleniu w stronę Pottera zaklęcia Avada Kedavra walczył razem z Harrym, który wystrzelił jako odpowiedź zaklęcie Expelliarmus. Czerwona smuga starła się z zieloną, tworząc złoty okrąg w miejscu ich styku. Tom, Ron i Hermiona skryli się za murami, obserwując walkę z w miarę bezpiecznej pozycji.

- MYŚLISZ, ŻE NAPRAWDĘ ZE MNĄ WYGRASZ, POTTER? – krzyknął Malfoy przez hałas spowodowany zaklęciami.

Harry natychmiast odpowiedział:

- NIE, ALE WYDAJE MI SIĘ, ŻE POWINIENIEŚ PRZESTAĆ! CO JA CI TAKIEGO ROBIĘ, ŻE MNIE TAK NIE LUBISZ?

Na twarzy Dracona było widać zmieszanie i brak komfortu.

- CO TY TAKIEGO ROBISZ? – krzyknął. – DRĘCZYSZ MNIE! NIE MOGĘ PRZEZ CIEBIE SPOKOJNIE SPAĆ! – mówiąc to, nasilił swój atak. Harry spojrzał na niego z determinacją.

To była poniekąd prawda. Draco nie mógł przez niego spokojnie spać.

Zawsze to on był w centrum zainteresowania, zawsze to on ratował innych z opresji. Harry myślał. Rzeczywiście. To BYŁA prawda. On go RZECZYWIŚCIE DRĘCZYŁ.

Siła zaklęcia rzuconego przez niego trochę osłabła. Malfoy skwapliwie to wykorzystał. Pchnął różdżkę do przodu.

Harry poczuł, że coś trafia go mocno w klatkę piersiową. Upadł na ziemię.

Świat powoli znikał mu z oczu. Zdążył jedynie usłyszeć niepokojące krzyki Rona i Hermiony oraz zobaczyć niepokojąco wyglądającą twarz Dracona.

Potem zrobiło się czarno…


To by było na tyle z rozdziału 6! Moim zdaniem ten rozdział był chyba najlepszym jak do tej pory, dużo pojedynków, dużo pojawiających się pytań… Tylko nie ma odpowiedzi…

Wkrótce rozdział 7! Do napisania!