Od autora: Dostaję już kilka pytań, a jedno z nich dotyczy tego, co zrobię ze związkiem Rona i Hermiony. Ci, którzy zwykle czytają moje opowiadania, wiedzą, że jestem wielkim fanem shipu Ron/Hermiona i zawsze uwzględniam ich w moich opowiadaniach. Chemia między nimi będzie rosła wraz z historią, lecz zdecydowanie w dalszej jej części możecie się spodziewać ich razem. Być może pojawią się fragmenty z PoV Rona lub Hermiony, więc fani ich shipu, nie martwcie się, nie zapomniałem o nich.
(PoV Harry'ego)
Jakaś starsza czarownica krzyknęła z przerażenia, co spowodowało, że wiele setek gości również zaczęło krzyczeć. Ponad przerażonymi krzykami słychać było trzaski aportacji, a Harry dostrzegł jak postacie w czarnych pelerynach i białych maskach pojawiają się grupami w każdym punkcie aportacji. Od razu rozpoznał te kostiumy.
Były to klasyczne stroje noszne przez Śmierciożerców.
Czerwone zaklęcie przeleciało nad tłumem w stronę sceny. Kingsley i Harry w porę pochylili się unikając ataku. Usłyszeli głośny zgrzyt metalu, po którym nastąpił huk. Harry odwrócił się w samą porę, by zobaczyć jak świeżo postawiony posąg feniksa na fontannie upada na ziemie. Samo to spowodowało, że Harry ruszył do ataku, podobnie jak niezliczone ilości innych czarodziejów. Większość gości krzyczała próbując znaleźć jakieś miejsce do ukrycia się przed napastnikami. Kiedy Harry pospiesznie schodził ze sceny, czterech aurorów wyznaczonych do ochrony Kingsleya zaczeło otaczać ministra.
- Ja idę walczyć! - Harry usłyszał Kingsleya próbującego ruszyć do ataku co skutecznie uniemożliwia mu grupa aurorów.
- Pan niech walczy, tylko wtedy kiedy możemy zapewnić panu odpowiednią ochronę, ministrze! – powiedział jeden z aurorów.
Kingsley coś mu odpowiedział, ale Harry nie zwracał już na to uwagi. Przedzierał się przez tłum, w stronę grupy rudowłosych. Rzucali zaklęciami w napastników. Harry dostrzegł, że zaczyna pojawiać się coraz więcej postaci w maskach. Wokół tłumu rozległy się krzyki bólu i gniewu, a Harry zobaczył zbliżającą się ku niemu zamaskowaną postać, więc uniósł różdżkę i wystrzelił cichy ogłuszacz w stronę napastnika. Napastnik uchylił się, ale reszta zauważyła to i ruszyli za nim.
- Harry! - Usłyszał zaraz gdzieś obok niego głos Ginny
Przepchnął się przez tłum i znalazł Ginny, Rona, Hermionę i Weasleyów.
- Harry, nie waż się nawet zaczynać gadki o tym abym próbowała się wydostać - Wykrzyczała Ginny - Mogę walczyć...
Przerwał jej głośny hałas, a Harry spojrzał ponad głowami niektórych Weasleyów i zobaczył, że scena się zawaliła, grzebiąc co najmniej parę osób, które się pod nim ukrywały. Harry pomyślał chwilę z nadzieją, że wszystko z nimi w porządku, po czym rzucił kilka zaklęć na głowy swoich przyjaciół, mających uchronić ich przed spadającymi kawałkami sufitu. Potem odwrócił się do swojej żony.
- Ginny, wiem, że potrafisz walczyć - powiedział. - Ale chcę, żebyś spróbowała znalaźć sposób na wydostanie stąd naszych bliskich.
- Tędy nigdy nie doprowadzimy ich tutaj do punktów aportacji! - Ron powiedział - Nie przez ten tłum!
Zanim Harry zdążył mu odpowiedzieć, powietrze przeszył krzyk, gdy nad głowami tłumu przeleciały kolejne zabójcze zaklęcia. Harry, Ginny i pozostali zaczeli rzucać klątwy na zbliżających się Śmierciożerców.
- Musimy znaleźć jakiś sposób na ucieczkę! - wykrzyczał Harry - Wszyscy nie możemy tak walczyć. Nie w tym całym tłumie to jest cholernie niebezpieczne. To zadanie dla aurorów!
Prawdę mówiąc, Harry wiedział, że wielu z jego rodziny i przyjaciół potrafi doskonale walczyć , ale w tym tłumie było to aż zbyt niebezpieczne i nieprzewidywalne. Chciał tylko uwolnić swoich bliskich, zanim na serio zaatakuje.
-… na niższe piętra? - Harry usłyszał, jak Hermiona mówi - Jestem pewna, że możemy znaleźć miejsca, w których można się z stamtąd aportować… lub skorzystać z sieci Fiuu.
Harry już miał jej odpowiedzieć, ale zobaczył kolejne zbliżające się zaklęcie.
- Protego! - wrzasnął - Harry, tworząc barierę wokół swoich najbliższych.
Bariera była tak silna, że zaklęcia odbiły się w kierunku sufitu i Harry usłyszał trzask, gdy części sufitu zaczęły się kruszyć i spadać w ich kierunku. Bez zastanowienia odciągnął Ginny i zobaczył, jak Ron ciągnie Hermionę w ich stronę, podczas gdy inni, w tym wielu Weasleyów, poszli w przeciwną stronę. Głośny huk przetoczył się przez pomieszczenie, gdy kawałki gruzu wylądowały tam, gdzie wiele osób jeszcze pare sekund temu stało. Kurz, dym i zaklęcia przeszyły powietrze, a Harry rozejrzał się. Ginny, Ron i Hermiona byli w pobliżu, ale reszta Weasleyów zgubiła się w tłumie.
- Niższe poziomy to nasza największa szansa, Harry! - powiedział Ron w pobliżu - Może uda nam się zwabić ze sobą kilku tych drani. Tak jak powiedziałeś, nie możemy ich pokonać z tym tłumem wokół.
Harry skinął głową. Zauważył kilka pobliskich wind zjeżdżających na ich piętro.
- Posłuchajcie! - powiedział Harry - Ginny, Hermiono, kierujcie się do wind. Ron i ja damy wam czas na ucieczkę.
– Nie ruszam się stąd bez was! - warknęła Ginny.
Hermiona skinęła głową zgadzając się z nią i przytuliła się do Rona.
Harry posłał salwę zaklęć w kierunku punktu w pobliżu wind, mając nadzieję, że albo trafiły Śmierciożerców, albo odwróciły ich uwagę.
- Idzcie! - warknął Ron na Hermionę i Ginny - Będziemy zaraz za wami!
Ron siłą popchnął Hermionę , a Harry zrobił to samo z Ginny. Ginny poddała się mu i też zaczęła ciągnąć Hermionę w stronę wind. Wysłała oszałamiające zaklęcie w bok, a Harry i Ron posłali swoje w przeciwnym kierunku. Następnie Harry wycelował różdżką w windę, do której zmierzały Ginny i Hermiona, i otoczył ją ochronną barierą. Harry patrzył, jak Ginny i Hermiona wbiegają do jednej z nich.
- Pospiesz się! – Krzykneła Ginny
Harry natychmiast ruszył w stronę wind, ale zobaczył wychodzących zza nich trzech Śmierciożerców. Ron rzucił klątwę na jednego ze Śmierciożerców i powalił go na ziemię. Harry wskazał różdżką na drzwi windy zamykając je.
- NIE! - wykrzyczała Ginny, waląc w zamknięta drzwi. - Chodź tu, Harry! Proszę!
Harry machnął tylko różdżką w kierunku windy, która zaczęła zjeżdżać na niższe piętra.
- Znajdę cię! – krzyknął Harry kiedy patrzył jak winda znika w podłodze.
Nagle został siłą rzucony na ziemię i początkowo myślał, że to robota Rona, ale odkrył, że jego najlepszy kumpel również leżał na podłodze, chociaż wyglądał dobrze. Usłyszał znajomy głos rzucający klątwy i zobaczył w pobliżu Neville'a Longbottoma i Hannah Abbot. Ich zaklęcia uderzyły w Śmierciożerców, którzy zjechali windą, powalając ich na ziemie.
- Wszystko w porządku, Harry? - powiedział Neville, pochylając się nad nim. — Prawie cię dopadli. Masz jakieś plan?
- Ej- powiedziała Hannah, gdy Neville i Ron wypuścili kolejną salwę zaklęć - gdzie są Ginny i Hermiona?
- Zjechały na dół - powiedział Harry - próbują znaleźć alternatywne wyjście.
- Dobry pomysł - odpowiedział Neville rzucając ogłuszaczem w nadbiegającego napastnika
- Harry, musimy tam do nich zejść! - wykrzyczał Ron - Nie wiemy, czy na dole nie ma Śmierciożerców. Mogą zacząć je ścigać!
— Racja — odkrzyknął mu Harry, patrząc na kolejną zjeżdżającą do nich windę — Chodź!
Gdy tylko Harry ruszył, pojawiło się jeszcze więcej zaklęć. Przez korytarz zmierzały w ich stronę kolejne trzy zamaskowane postacie.
- Lećcie do windy! - powiedział Neville – Spróbujemy ich zatrzymać!
Zanim Harry zdążył jakkolwiek zaprotestować, Neville i Hannah biegli już do przodu, rzucając zaklęcia na Śmierciożerców. Harry pomógł Ronowi wstać na nogi i pobiegli razem w stronę wind. Poczuli, jak ziemia za nim się trzęsie, gdy zaklęcia uderzyło w płytki. Harry pobiegł do windy i wepchnął do niej Rona. Gdy tylko sam w niej zanurkował, machnął różdżką i brama się zatrzasnęła. Harry zobaczył idącego w ich stronę Śmierciożercę, wycelował w niego różdżką ogłuszając go. Następnie machnął różdżką w stronę windy, która zaczęła szybko opadać w dół. Wrzaski paniki, przerażenia i zaklęć rozdarły powietrze i Harry'emu wydawało się, że słyszy jak Hannah Abbot wykrzykującą imię Neville'a, gdy winda zjeżdżała w dół.
- Dobra a teraz gdzie mogą być Ginny i Hermiona? - zastanawiał się Harry - Nawet nie wiemy...
- Zlokalizuj pracownika Ministerstwa, Hermionę Weasley - zawołał Ron, patrząc w stronę odbijającego się światła w suficie.
- Hermiona Weasley wyszła przez dziewiąte piętro z gościem - powiedział chłodny głos - Sale sądowe i Departament Tajemnic.
- Co one tam robią? - wymamrotał Ron, bardziej do siebie niż do Harry'ego: - Nieważne, zabierz nas tam. TERAZ!
— Dobry pomysł— powiedział Harry, gdy windy same zaczęły zjeżdżać w dół.
- Mam nadzieję, że z resztą naszej rodziny wszystko w porządku - powiedział Ron, marszcząc brwi. - Jak mogliśmy ich zostawić, Harry?
- Znajdziemy ich, Ron! - odpowiedział Harry - Jak tylko znajdziemy Ginny i Hermionę oraz bezpieczne wyjście.
- Dobra - powiedział cicho Ron, kiwając głową, po czym ponownie spojrzał w sufit.
- Założę się, że mają nowych rekrutów - powiedział Harry. - Mineły trzy lata wiele się pewnie podziało przez ten czas.
– Tak, ale dlaczego teraz - Ron zapytał - Dlaczego trzy lata po zakończeniu Drugiej Wojny?
- Świat czarodziejów staje na nogi - powiedział Harry. - Wiesz, ludzie żyją swoim codziennym życiem. Zwykły obywatel prawie nie myśli o czymś takim jak atak. Minęły trzy lata i wszyscy chcemy po prostu żyć swoim życiem. Znowu żyć spokojnie. Zaatakowali, gdy większość czarodziejskiego świata się tego nie spodziewała.
- To nie jest początek tej rzekomej Trzeciej Wojny, prawda? - zapytał Harry'ego
- Nie - powiedział zdecydowanie Harry, potrząsając głową. - Mogli mieć efekt zaskoczenia i liczebność, ale to nie wystarczyłoby, aby czarodziejski świat wszedł w Trzecią Wojnę.
Harry spojrzał na Rona, który skinął mu tylko głową, zgadzając się, choć wyglądał na niezbyt przekonanego. Drzwi windy otworzyły się ukazując przed nimi najniższe piętro.
— Chodź — wyszeptał Harry, wskazując różdżką do przodu.
Ron kiwnął głową i podążył za Harrym, gdy ten powoli wychodził z wind.
- Stać! Bez ruchu! - krzyknął znajomy głos
- Ginny? - zawołał Harry
Zza rogu wyłoniły się Ginny i Hermiona. Ginny uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła Harry'ego, podbiegła do niego i go przytuliła. Hermiona zrobiła to samo z Ronem.
– Dlaczego jesteś aż tak nisko? - Ron zapytał Hermione
- Nie mogliśmy zastopować windy na czas, by zatrzymać się na innym piętrze - powiedziała Hermiona - Myślę, że to przez zaklęcie tylko tyle mogłam zrobić, żeby ją zatrzymać, zanim się rozbiła.
– Czy zaklęcia zapobiegające aportacji sięgają aż tak głęboko? – spytała Ginny
Zanim Harry mógł odpowiedzieć jej przecząco, rozległ się świst.
— To zabrzmiało, jakby ktoś wychodził z kominka — wyszeptał Ron — prawda?
Rozległo się więcej świstów i Harry, Ginny, Ron i Hermiona skierowali swoje różdżki w kierunku hałasu.
- Świetnym pomysłem, było użycie Fiuu, żeby się tu dostać - powiedział niski głos.
- Cicho! - powiedział inny głos rozkazującym tonem - Wydawało mi się, że słyszę głosy.
Nagle cały korytarz pogrążył się w ciemności. Harry usłyszał kilka kroków, a potem coś, co zabrzmiało, jak Hermiona mamrotająca jakieś zaklęcie. W korytarzu znowu zrobiło się jasno a Harry zobaczył że sześć postaci w płaszczach i białych maskach celuje różdżkami w niego i jego przyjaciół.
— No, no — powiedział ten sam władczy głos — patrzcie, kogo tu mamy. Pottera i spółka.
Harry zaraz rozpoznał ten głos.
— Theodore Nott — powiedział — powinien był przewidzieć, że będziesz w to zamieszany. Jaki ojciec, taki syn.
– Myślisz, że nas powstrzymasz? - kobiecy głos zapytał - Jesteś tutaj, żeby nas odprowadzić do domu?
— Pansy Parkinson - powiedziała Hermiona - Dlaczego nie jestem zaskoczona?
Pansy się roześmiała - Witaj ponownie, szlamo. Dawno się nie widzieliśmy.
Trzecia zamaskowana postać również się roześmiała, a Ron jęknął z obrzydzeniem.
- Gregory Goyle - powiedział - cóż za sposób na docenienie pamięci o Crabbe'ie
- Zamknij się, Weasely - warknął Goyle
— Kto jeszcze tam jest? — zapytał Harry, rozglądając się po innych postaciach. — Draco?
Nott parsknął ostrym śmiechem - Mallfoy zmiękł… zrobił to na długo przed upadkiem Czarnego Pana. Nie chcemy go.
- Dlaczego to robicie? - zażądał wyjaśnienia Harry - Voldemorta już dawno nie ma. On nie wróci. Nigdy nie wróci.
- To, że go nie ma - powiedział Nott - nie oznacza to, że jego szlachetna praca nie została ukończona. Dobry sposób na rozpoczęcie prac nad nią od śmierci Harry'ego Pottera i jego żony czyż nie?
– Nie dotkniesz jej! - warknął Harry — TERAZ!
Harry, Ginny, Ron i Hermiona rzucili salwę zaklęć w stronę sześciu Śmierciożerców. Harry usłyszał trzy uderzenia i przyciągnął Ginny do ściany po ich lewej stronie. Miał nadzieję, że Hermiona i Ron zrobili to samo. Zaklęcia trafiły dokładnie w miejsce którym stali zaledwie chwilę wcześniej.
- Musimy spróbować złapać tych frajerów! - Ginny wyszeptała
Harry już miał jej przytaknąć, kiedy usłyszał głośny świst i pomyślał, że przez kominki przechodzi więcej osób, lecz dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że nadchodzą oni zza jego pleców. Harry spojrzał w stronę wind i zobaczył, że jedna zaczyna się otwierać. W windzie stały kolejne dwie zamaskowane postacie.
- Uważaj! - krzyknął Nott - Potter tu jest!
Harry wysłał Reducto w kierunku wind i zobaczył, jak dwie postacie odskakują z drogi w samą porę, gdy eksplodowała pod wpływem jego zaklęcia. Ginny wysyłała zaklęcie za zaklęciem w stronę gangu Notta, podczas gdy Ron i Hermiona kierowali atak w kierunku dwójki nowoprzybyłych. Jedna z szat dwóch postaci zapaliła się i ten krzyknął. Drugi próbował ugasić ogień i Harry'emu udało się oszołomić ich obu. Harry był gotowy biec w kierunku Notta, ale z kominków dobiegły kolejne świszczące dźwięki.
- Nie jest dobrze! - powiedziała Ginny, w pore powstrzymując Harry'ego przed ruszeniem do ataku – Nadchodzi ich więcej!
Ginny chwciła Harry'ego za rękę i podbiegli razem do Rona i Hermiony, rzucając zaklęcia w stronę grupy Notta.
- Tędy nigdy nie przejdziemy! - warknął Ron
- Co dalej? - zapytała z przerażeniem Hermiona
Harry nie odpowiedział, próbując wymyślić najlepszą możliwą strategię. Czy mogą mieć szanse na powrót do wind i poszukania innej drogi ucieczki? Może wrócimy do Atrium? Harry potrząsnął głową na ten pomysł… nie, w windzie byliby zbyt łatwym celem, gdyby doszło do jakiegokolwiek opóźnienia.
- Departament Tajemnic! - szepnął Ron, kiwając głową w kierunkumiejsca, gdzie znajdowały się windy. - Możemy ich tam zgubić i zyskać przewagę!
- Mówisz poważnie? - Ginny zapytała - Zgubimy się tam!
— Oni również! - odpowiedział Ron - Rzecz w tym, że my już tam byliśmy!
- To jest dobry plan. - powiedział spokojnie Harry - Chodźmy!
- Mam nadzieję, że nie będziemy tego żałować! - powiedziała Ginny
Hermiona i Ginny pobiegły pierwsze, podczas gdy Harry i Ron rzucili klątwy, by odwrócić uwagę gangu Notta. Potem oni też pobiegli, podążając za Hermioną i Ginny w kierunku znajomego korytarza, który miał ich wprowadzić do pokoju. Gdy tylko dotarli do drzwi, usłyszeli grupę zbliżających się kroków. Hermiona otworzyła drzwi i cała czwórka wbiegła do środka. Ron poszedł zatrzasnąć drzwi, a Hermiona krzyknęła, żeby przestał, ale drzwi zatrzasnęły się, zanim Ron zdążył je zatrzymać.
Pokój zaczął wirować, a drzwi zaczęły zamieniać się miejscami.
- Musimy iść! - powiedział Harry a potem odwrócił się do Rona - Wybierz drzwi!
Ron skinął głową i pociągnął Hermionę w stronę drzwi. Ron otworzył je i wszedł do środka.
-Pośpieszcie się - Ron wrzasnął do Harry'ego i Ginny
Harry złapał Ginny za rękę i już mieli biec w kierunku Rona, kiedy drzwi od pokoju otworzyły się i zaklęcie uderzyło w ścianę nad Ronem. Ron krzyknął i zamknął za sobą drzwi.
- NIE! - wrzasnął Harry gdy drzwi się zamknęły
Harry usłyszał krzyk i trzask kolejnych drzwi, które ponownie się obróciły.
- Co się dzieje? - rozległ się zmieszany głos Goyle'a.
- Dretwota! - krzykneła Ginny
Oszałamiacz trafił Goyle'a prosto w klatkę piersiową i ten padł na ziemie.
- Musimy iść! - powiedziała Ginny
- A co z Ronem i Hermioną? zapytał ją Harry
- Znajdą się - odpowiedziała Ginny , biegnąc w stronę kolejnych drzwi. - Chodź!
Harry podążył za Ginny, która otworzyła drzwi. Przebiegli przez drzwi i zatrzasnęli je za sobą.
- RON? -zawołał Harry - HERMIONA?
Odpowiedziała mu tylko cisza. Harry i Ginny zapalili różdżki, żeby lepiej widzieć w ciemności, i unieśli je w powietrze.
- Harry! - sapneła Ginny - Jesteśmy w komorze czasu!
Harry rozejrzał się dookoła. Widział alejki pełne wielkich najróżniejszych zegarów.
— Tam! -powiedziała Ginny, wskazując w prawo - Widzę jakieś światło.
Harry zmrużył oczy, żeby lepiej widzieć. Zobaczył niebieskie światło migoczące w oddali. Wydawało się, że porusza się tam iz powrotem.
- Pospieszmy się!
Wziął Ginny za rękę i pospieszyli w stronę światła, biegnąc między alejkami. Harry miał nadzieję, że światło pochodzi z innego pokoju, ale kiedy się do niego zbliżyli, znaleźli zbiornik wodny wyglądający jak basen lub gigantyczna wanna.
- Co to jest? - zapytała Ginny - Nie było tego tutaj kilka lat temu, prawda?
- Nie - powiedział Harry, kręcąc głową. - Zauwarzylibyśmy to.
– Myślisz, że może mięc to coś wspólnego z podróżami w czasie? - zapytała zaciekawiona Ginny -Jakiś dziwny zmieniacz czasu...
Usłyszeli trzask drzwi po drugiej stronie pokoju i odwrócili się w jego kierunku. Wycelowali różdżki do przodu, odwróceni plecami do dziwnego basenu.
– Myślisz, że tu są? – powiedział głos Pansy Parkinson
- Mogą być wszędzie - powiedział nieznany im jeszcze głos - To miejsce jest ogromne.
Ginny uniosła różdżkę, ale Harry chwycił ją za ramię i potrząsnął głową.
– Jeszcze nie – szepnął.
Ginny skinęła głową i powiedziała szeptem: - Co myślisz, lepiej spróbować wydostać się stąd, zanim nas zobaczą czy ukryć się gdzieś wyczekać i zaatakować?
Harry wzruszył ramionami i spojrzał przez ramię. On i Ginny nie mogli ukryć się w basenie. Nie ufał mu a pozatym nie był zbyt duży aby mogli się w nim ukryć. Z pewnością zostaną zauważeni, zanim oni zobaczą przeciwnika.
Zobaczył w oddali światło z czubka różdżki. Mając nadzieję, że wyceluje celnie, rzucił zaklęcie oszałamiające w stronę światła. Rezultatem był potężny huk, który rozniósł się po całym pokoju.
- Ahh - Pansy wrzasnęła - Co to było? Potknęłaś się i...?
- Dretwota! - Ginny wrzasnęła, wysyłając zaklęcie przez pokój.
- Pudło! - krzykneła Pansy - Avada Kedavra! Reducto!
Harry i Ginny uchyliły się, gdy zielony promień przeleciał nad ich głowami. Ale drugiezaklęcie Pansy uderzyło w podłogę przed nimi, powodując, że gruzy poleciały w ich kierunku. Harry odciągnął Ginny od gruzów… niestety mieli tylko jeden kierunek, w którym mogli się udać.
Wpadli prosto do basenu.
Harry wpadając w wode natychmiast spróbował znaleźć Ginny i ich drogę na powierzchnię, ale nagle poczuł siłę, która zdawała się wciągać go głębiej pod wodę. Rozejrzał się desperacko w poszukiwaniu Ginny i przez zamglone oczy zobaczył, że ona również z całej siły próbuje wydostać się na powierzchnię, ale również jakaś siła wciągała ją pod wodę. Harry starał się jak mógł, by do niej dotrzeć, ale czuł, jak traci wszyskie siły. Próbował do niej krzyknąć ale woda skutecznie mu to uniemożliwiła. Widział jak desperacko miota się próbując wypłynąć na powierzchnię.
Stracił ostrość w oczach i zaczeło mu się robić ciemno.
Zaraz utonę. Nie mogę dotrzeć na powierzchnię. Błagam niech Ginny znajdzie wyjście. Proszę.
Nagle zupełnie znikąd zaczęło świecić złote światło, a przez jego niewyraźny wzrok zobaczył coś, co wyglądało jak jakaś trąba wodna. Złapała go i widział, że ma też Ginny. Próbował sięgnąć po nią Ginny, ale nie dał rady…
Otworzył usta, aby znów do niej zawołać ale przełknął tylko łyk wody. Nagle poczuł przyjemne ciepło rozchodzące się po jego ciele. Wydawało się, że płonie, co było dziwne, ponieważ woda była raczej chłodna…
I wtedy w końcu stracił przytomność.
Od autora: Tak, kolejny cliffhanger, tak jak wspominiałęm. Ale to już koniec prologu. Następny rozdział rozpoczyna początek właściwej historii. Jak podobała sięakcja? Mam nadzieję, że było w porządku. Bardziej skupiałem się na tym, jak dostają się do Komnaty Czasu, więc sama walka była jakby częścią poboczną.
