Od autora: Jedną z rzeczy spoza kanonu, którą ta historia posiada, jest to, że postacie (przynajmniej Harry i Ginny, ponieważ ich sytuacja dała im efekty uboczne, które zostaną wyjaśnione później w historii) mogą aportować się bez różdżki i rzucać bez niej zaklęcia , choć będą one o wiele mniej potężne. Próbowałem wymyślić sposób, aby tego uniknąć, ale nie mogłem wpaść na żaden inny sposób, aby wydarzenia działy się tak jak je zaplanowałem, więc musiałem uciec się do tego. Również w PoV Ginny będę odnosić się do jej rodziców jako do państwa Weasleyów. Zawsze tak robiłam w moich opowiadaniach, żeby się zwyczajnie nie pomylić.

Czas na małe Q&A

P: Miałem nadzieję, że Ron i Hermiona również cofną się w czasie, ale chyba tak się nie stało.

O: Na samym początku tworzenia tej historii, kiedy zastanawiałam się, jak dokładnie wydarzenia mają się potoczyć, zastanawiałam się, czy Ron i Hermiona będą z Harrym i Ginny w przeszłości. Widziałem historie z ukochanym trio lub z trio i Ginny, ale ostatecznie postawiłem tylko na naszą parkę. Ron i Hermiona będą mieli wiele wspólnego z tą historią i (lekki spoiler) będą dwiema postaciami, które w pewnym momencie poznają ich sekret . Pytanie tylko, kiedy? Jeśli o to chodzi… musicie poczekać i sami się przekonać.

(PoV Harry'ego)

Harry sapnął, biorąc głęboki wdech powietrza. Przez chwilę myślał, że oślepł, ale wkrótce zdał sobie sprawę, że po prostu jest zupełnie ciemno. Wtedy zdał sobie sprawę, że nie był już w wodzie, i chyba też opuścił Komnatę Czasu.

- G-Ginny? - zawołał oszołomiony sytuacją Harry

Jego głos odbił się echem od otaczających go ścian. Wydawało mu się, że znajduje się w bardzo małym pokoiku, lecz nie to go zmartwiło. Przyłożył rękę do swojego gardła... jego głos brzmiał dziwnie… prawie piskliwie. Może to przez to, że prawie utonął?

Nagle rozległ się dźwięk skrobania metalu i do małego pokoju wpadł przez metalową kratkę, kawałek światła...

- Wstawaj natychmiast! - rozkazał mu kobiecy głos, który Harry natychmiast rozpoznał

Harry prawie krzyknął z wrażenia. Nie słyszał go od prawie trzech lat. To był głos jego ciotki Petunii Dursley. Miliony myśli naraz przeszło mu przez głowę próbując wyjaśnić co się właśnie dzieje.

Niemożliwa myśl wpadała mu do głowy, lecz początkowo nie chciał w to wierzyć. Wyciągnął rękę przed siebie, próbując wymacać cokolwiek. Jego palce natrafiły na cienki kawałek sznurka. Pociągnął go i światło ze słabej żarówki rozjaśniło pokój.

Harry rozejrzał się z przerażeniem. Był w schowku pod schodami na Privet Drive numer 4.

Po prawej stronie leżał odłamek zbitego lustra, powoli podniósł go i spojrzał na swoje odbicie. To, co zobaczył, prawie sprawiło, że upuścił lustro. Wpatrywał się w swoje dziesięcioletnie ciało. Przyłożył wolną rękę do twarzy, by móc je poczuć. To nie mogło dziać się naprawdę... prawda?

Próbował przypomnieć sobie ostatnią rzecz, którą pamiętał. Tonął w basenie w Komnacie Czasu. Poczuł jakby ta myśl spadła na niego jak tona cegieł.

Komnata Czasu. Czas.

Wrócił myślami do jednej z ostatnich rozmów z Ginny jakie pamiętał, kiedy po raz pierwszy zobaczyli tajemniczy basen.

- Co to jest? Nie było tego tutaj kilka lat temu, prawda? - zapytała Ginny

- Nie - powiedział Harry, kręcąc głową. - Widzielibyśmy to wcześniej.

Myślisz, że to ma coś wspólnego z podróżami w czasie? - zastanawiała się Ginny - Jakiś dziwny zmieniacz czasu...

Myśl o tej rozmowie, przypomniała mu o Ginny. Co się z nią stało? Czy ona też straciła przytomność w basenie i…

I co? Umysł Harry'ego zawirował od ilości pytań. Czy naprawdę mógł uwierzyć, że cofną się tak daleko w czasie? Zmieniacze Czasu zwykle cofały się tylko o parę godzin… a nie o miesiące czy nawet lata… zdecydowanie nie aż tyle lat. Więc co się wydarzyło? Czy może umarł, a to jest jakieś życie pozagrobowe?

Hałas nad nim wyrwał go z zadumy. Usłyszał coś w rodzaju tupotu stóp a chwilę później obok kraty przeleciała wielka ciemna plama.

– Muszę iść dzisiaj do szkoły? - jękną głos który Harry rozpoznał, że należy do Dudleya

- Musisz Didi - odpowiedziała mu Petunia - Dzisiaj jest dzień zdjęć. Wiesz, że ciocia Marge uwielbia te szkolne fotografie!

- No okej - jeknął Dudley wiedząc, że już nic nie ugra – Kiedy będzie śniadanie?

- Zaraz Diddy - powiedziała Petunia - Zaraz. Posłuchaj, Vernon…

Harry jęknął. Znalazł swoje okulary i założył je na twarz, po czym otworzył drzwi i wczołgał się do przedpokoju. Doszedł do wniosku, że jeśli chce się dowiedzieć co się z nim stało to lepiej nie robić Dursleyom wielkiego dramatu. Zrobi im śniadanie, które przynajmniej odwróci od niego ich uwagę i pozostawią go samemu sobie.

Gdy wszedł do kuchni, wujek Vernon i ciocia Petunia spojrzeli na niego zmrużonymi oczami.

- Zrób bekon i jajka tylko ich nie spal - warkneła na niego Petunia - I pospiesz się. Za godzinę masz być w samochodzie, nawet jeśli nie jadłeś śniadania. I lepiej załóż dziś porządne ubrania! Jeśli mamy zapłacić za twoje zdjęcia, mają być zrobione dobrze. Lepiej się uśmiechaj się podczas robienia i wyglądaj odpowiednio. W zeszłym roku miałeś zmarszczone brwi, a twoje włosy były w roztrzepane!

— Tak, ciociu Petunio — powiedział Harry

Vernon wymruczał coś pod nosem i ponownie podniósł gazetę. Oczy Harry'ego powędrowały prosto w lewy róg pierwszej strony i zobaczył datę. Jeśli to była poranna gazeta, tak jak zwykle (Vernon nigdy nie czytał tygodniowych gazet) to dzisiaj był 3 maja 1991 roku. Harry odwrócił się do kuchenki i zabrał się za śniadanie, podczas gdy jego myśli pędziły próbując zrozumieć kłopoty, w jakich się znalazł.

Więc basen naprawdę był jakimś dziwnym zmieniaczem czasu, który cofnął go o dokładnie o dziesięć lat wstecz, z wyjątkiem kilku godzin. Może pojawił się w komórce, kiedy stracił przytomność i przespał tam całą noc? Ale jak to mogło się stać? Większość zmieniaczy czasu odsyłają użytkownika w przeszłość, ale zawsze gdzieś tam było jego młodsze ja. Ale z tego, co widział, był teraz w swoim dziesięcioletnim ciele, mając jedenaście lat, i wszystkie myśli oraz wspomnienia o dwudziestojednoletnim sobie. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkał. Nie sądził nawet, że Hermiona mogłaby wyjaśnić, co dokładnie się stało.

Potem przyszła mu do głowy kolejna myśl. Jeśli miał wspomnienia starszym sobie, czy miał też swoją magiczną wiedzę? Gdyby użył różdżki i jakiegoś zaklęcia, które było zbyt zaawansowane dla dziesięciolatka, czy rzeczywiście zadziałałoby? Będzie musiał to sprawdzić później. Potrafił uprawiać magię bezróżdżkową, a przynajmniej potrafiło to robić jego starsze ja, ale robienie tego nawet bez posiadania własnej różdżki było bardzo zaawansowane nawet dla niego. Ale będzie musiał spróbować.

Przygotowanie śniadania zajęło mu dobre dziesięć minut, mimo narzekania jego krewnych. Zaparzył też dzbanek kawy i postawił przed Vernonem i Petunią kubki z gorącym czarnym płynem, a także cztery talerze bekonu i jajecznicy na stole. Dudley chciwie złapał za swój talerz i od razu zabrał się do jedzenia. Vernon odłożył gazetę i spojrzał na bekon i jajka. Zmrużył oczy na Harry'ego, po czym zabrał się za swoje jajka. Petunia zrobiła to samo.

- Całkiem niezłe - powiedziała Petunia, chociaż nawet nie spojrzała na Harry'ego

Harry uniósł brew. To prawda, jego gotowanie znacznie poprawiło się, odkąd musiał gotować dla Dursleyów i wydawało się, że ta wiedza cofneła się wraz z nim, ale żeby otrzymać komplement od Petunii? Vernon zdawał się też uważać to za dziwne.

- To pewnie przypadek - odrzekł Vernon - Jego kuchnia zawsze była przeciętna. Przekonamy się, jeśli będzie mógł to powtórzyć.

Harry uznałby to za komplement, gdyby chociaż na niego spojrzał, zamiast patrzeć wszędzie wokół tylko nie na niego. Harry zaczął jeść skromną porcję swojego śniadania.

C-co się dzieje? Gdzie ja jestem?

Harry prawie zakrztusił się kawałkiem bekonu i prychnął. Usłyszał głos Ginny! Obejrzał się przez ramię w kierunku salonu i nasłuchiwał kolejnych dźwięków. Ale jedyne, co usłyszał, to nerwowe odchrząkanie Vernona. Odwrócił się z powrotem do stołu. Trzej Dursleyowie wpatrywali się w niego dziwnym wzrokiem.

- Może gdybyś był uważał jak jesz to byś się nie zakrztusił - powiedziała podirytowana Petunia

- Przepraszam - powiedział Harry - wydawało mi się, że słyszałem jakiś głos.

- Ja nic nie słyszałem - powiedział cicho Dudley. Wyglądał na przestraszonego.

- Ja również - powiedział Vernon, mrużąc oczy, gdy spojrzał na Harry'ego. - Bądź cicho, chłopcze. Przestań straszyć Dudleya i przestań gadać bzdury, albo pójdziesz bez śniadania i nie dostaniesz kolacji dziś wieczorem!

Harry wymruczał ciche przepraszam i wrócił do swoich jajek.

Wygląda jak moja stara sypialnia. Ale to nie możli...

Usłyszał głos Ginny w swojej głowie i starał się zachować spokój, chociaż nie wychodziło mu to zbyt dobrze.

- Jaki do cholery jest z tobą problem? - zapytał głośno Vernon

- Lepiej abyś się nie rozchorował. - dodała Petunia

- T-to tylko nerwy - skłamał Harry – Wiecie dzisiaj dzień zdjęć. Ja może… eee… po prostu pójdę się ubierać. Nie jestem już głodny. Dudley może chcesz… tak, śmiało, Dudley.

Nie zdążył dokończyć, bo Dudley natychmiast przesunął jedzenie z talerza Harry'ego na swój.

- Dobrze, ale lepiej, żebym później nie słyszała żadnych skarg na to, że jesteś głodny!

- Oczywiście ciociu. - powiedział pośpiesznie Harry

Wstał z krzesła, po czym szybko wrócił z powrotem do przedpokoju. Wbiegł do komórki, zamknął za sobą drzwi i sapnął z zaskoczenia. Zdecydowanie był to głos Ginny. Tylko jak mógł usłyszeć jej głos w swojej głowie?

Nie, to niemożliwe, musiało mi się wydawać. - pomyślał Harry

Kto to był? - Głos Ginny odezwał się w jego głowie ponownie - Nie… Harry?

Ginny?

Harry! To ty! Co się dzieje? Ja – wiem to zabrzmi szalenie, ale jestem w Norze w mojej sypialni i jestem… cóż, jestem… eee…

Wyglądasz jakbyś miała około dziewięć lat, prawda? Prawie dziesięć?

Tak! Skąd wiedziałeś?

Ponieważ sam wyglądam na dziesięć, prawie jedenaście lat i jestem z powrotem w domu Dursleyów. Obudziłem się w komórce pod schodami. A to nie wszystko…

Co jeszcze?

data w gazecie wskazywała na 3 maja, co się zgadza, ale rok wskazywał na 1991!

Co? To niemożliwe!

No tak, ale to prawda! Dokładnie dziesięć lat od naszego czasu.

Jakbyśmy zasnęli i obudzili się…

Dokładnie

To przez ten basen! Pamiętam tylko, że widziałem złote światło i wirowałam, zanim straciłam przytomność. Obudziłam się zaledwie kilka minut temu.

Ja jestem na nogach już trochę dłużej...

Czy my naprawdę cofnęliśmy się w czasie o dziesięć lat?

Tak. Na ile na ile mogę to stwierdzić. Z wyjątkiem tego, że mamy nasze myśli i wspomnienia o naszych starszych życia. Tylko czy nasza magia…

Harry czekał, aż Ginny odpowie, ale po minucie ciszy zaczął się martwić.

Ginny?

Przepraszam, nadal tu jestem. Mama weszła do pokoju i poprosiła, żebym zeszła na śniadanie. Słyszałam Rona!

Ron? Myślisz, że on też może być taki jak my? Może on i Hermiona też znaleźli basen… Albo Pansy go znalazła. Pomyślał, ale tym razem sam do siebie nie mówiąc tego Ginny.

No nie wiem, Harry. Nie chcę na razie mu nic mówić, bo co jeśli on się nie cofnął, prawda?

Nie mówmy mu, dopóki nie dowiemy się co… co się dzieje.

Harry? W jaki sposób rozmawiamy ze sobą w ten sposób?

Nie mam pojęcia. Może to ma coś wspólnego, z tym że wpadliśmy do tego basenu w tym samym czasie.

Może to to złote światło? Może ono coś dało?

Możliwe...

Mama znowu woła mnie na śniadanie. Harry, chcę cię zobaczyć, a nie tylko usłyszeć.

Też chciałbym cię zobaczyć. Eee… chyba idę do szkoły – mugolskiej szkoły, wiesz? Kiedy tam dotrę i zniknę z pola widzenia, mógłbym spróbować teleportować się bez różdżki. Poszedłbym do twojego sadu i tam się z tobą spotkał?

Dobry pomysł! Kiedy?

Wkrótce. Może trochę ponad godzinę.

Dobrze. Znajdę jakąś wymówkę, żeby wyjść na zewnątrz, ale mam nadzieję, że bez Rona. Lepiej już pójdę, zanim mama nabierze podejrzeń. Do zobaczenia, mam nadzieje.

Okej. Eee Ginny?

Tak?

Kocham Cię.

Ja ciebie też kocham Harry. Dowiemy się co jest grane.

Wiem.

Harry poczuł dziwne uczucie jakby ktoś opuszczał jego głowę. Zastanawiał się, czy on i Ginny właśnie użyli jakiejś techniki Legilimencji, żeby ze sobą porozmawiać. On i Ginny byli ekspertami w legilimencji i oklumencji, przynajmniej w swoich czasach. Pracowali nad tym razem z Ronem i Hermioną, kiedy on zaczął pracować nad tym podczas szkolenia aurorów. Jeśli to była legilimencja, nigdy wcześniej tego nie robił. Następnie wymyślił sposób na przetestowanie swojej magii… poprzez przetestowanie swoich barier Oklumencji. Zamknął oczy i skoncentrował się na swoich wspomnieniach. Jeśli naprawdę cofnęli się w czasie, wiedział, że będą musieli użyć Oklumencji, aby osłaniać swój umysły przed atakami aby nikt nie wiedział, że pochodzą z innego czasu jeśli im na to nie pozwolą.

Poczuł, jakby ściany wznosiły się wokół jego głowy, kiedy wycinał fragmenty swojej pamięci. Było to męczące, ale gdyby próbował blokować je przed atakiem to mogłoby się udać. Zdecydował, że zacznie od wspomnień z nie tak odległej przeszłości. Zdał sobie sprawę, że Ginny będzie musiała zrobić to samo. To tylko jedna z wielu rzeczy, które będą musieli przedyskutować.

Zaczął grzebać w swoich ubraniach, próbując znaleźć najlepszy możliwy, a to nie było wcale łatwe zadanie. Stare ubrania Dudleya zwykle były na niego za duże. Pomyślał, że może spróbować użyć trochę magii, aby je zmniejszyć. Myśląc o tym, zastanawiał się, czy nie miałby z tego powodu kłopotów z Ministerstwem, ale doszedł do wniosku, że dopóki nie skończy jedenastu lat, Ministerstwo prawdopodobnie potraktuje to jako trochę przypadkowej magii… po prostu musi to robić po trochu aby nie było to zbyt podejrzane.

Potem przypomniał sobie coś, czego nauczył się kilka miesięcy po rozpoczęciu swojej kariery aurora. Mroczny sekret wytwórców różdżek i magicznego świata. Istniał sposób, aby za odpowiednią ilością galeonów dla twórców różdżek, takich jak Ollivander, zmodyfikować je tak aby każde zaklęcie, które rzucałby nieletni, było niemożliwe do namierzenia. Teoretycznie, gdyby to zrobił, nie musiałby się martwić o Ministerstwo.

Tak. Zadecydował, to byłoby niezwykle przydatne. Mógł też kupić różdżkę dla Ginny. Musiałaby tylko wymyślić jakąś historię, żeby pani Weasley się o tym nie dowiedziała, ale Harry miał przeczucie, że on i Ginny wkrótce będą musieli stworzyć całkiem sporo fałszywych historii.

(PoV Ginny)

- Ginny? - zawołała Pani Weasley - Słyszałaś mnie? Ginny!

Ginny zamrugała, wychodząc z zadumy. Pracowała nad swoimi barierami Oklumencji odkąd skończyła rozmowę z Harrym w swojej głowie. Niestety wymagało to od niej trochę koncentracji, a innym mogłoby się wydawać, że po prostu patrzy w dal.

- Hmm? - zapytała, patrząc na matkę - Och, przepraszam. Nie słyszałam cię. -

- Czy wszystko w porządku kochanie? – zapytała lekko zmartwiona pani Weasley

Spojrzała na Rona, który obserwował ją z drugiego końca stołu, po czym skinęła głową matce.

- Wszystko w porządku - odpowiedziała - Chyba po prostu nie spałam za dobrze zeszłej nocy.

- Cóż w takim razie, proponuję ci jeszcze trochę poleżeć po śniadaniu - powiedziała pani Weasley. - Co chcesz? Naleśniki, jajka z bekonem, śledzika?

- Naleśniki poproszę – powiedziała Ginny – Z odrobiną naszego domowego syropu. Uwielbiam go! Dawno tego nie jadłam.

– Jadłaś to w zeszłym tygodniu! - powiedział Ron przekręcając oczami

- Serio? – spytała lekko zakłopotana swoją małą wpadką Ginny.

Ron skinął jej głową.

- Och, chyba masz racje - powiedziała Ginny próbując szybko wybrnąć z sytuacji

– Jesteś pewna, że wszystko okej? - zapytał ją delikatnie Ron. On również wyglądał na zmartwionego.

- Tak po prostu się nie wyspałam, tak jak powiedziała mama – odpowiedziała mu Ginny, kiedy jej matka położyła przed nią mały stos gorących naleśników i domowej roboty syropu klonowego. - Dzięki, mamo.

Wtedy przyszła jej do głowy pewna myśl.

- Eee... tak właściwie mamo - powiedziała powoli Ginny - wygląda na to, że to będzie całkiem ładny dzień. Może po śniadaniu posiedzę trochę w sadzie. Może tam wtedy poczuję się lepiej.

To nawet nie było kłamstwo. Gdyby Harry miał się tam pojawić to na pewno czułaby się zdecydowanie lepiej.

- Dobrze skarbie - powiedziała pani Weasley. - Może Ron pójdzie z tobą?

- Muszę? - jęknął Ron - Chciałem dzisiaj pobawić się z Parszywkiem. On potrzebuje energii...

- Ginny! - Pani Weasley gwałtownie przerwała Ronowi - Co się stało? Nagle strasznie zbladłaś!

Ginny rzeczywiście tak się poczuła. I wiedziała nawet dlaczego. Była to przez wzmiankę jej brata o Parszywku, który w rzeczywistości był przestępcą i animagiem, Peterem Pettigrew, znanym też jako Glizdogon. Próbowała się uspokoić, pomagając sobie Oklumencją.

- Ja... tak... nic się nie stało - powiedziała pospiesznie. - Nic mi nie jest. Tak, mamo, poradzę sobie sama. Ron może pobawić się Parszywkiem.

A w tym czasie pomyślała Harry i ja spróbujemy znaleźć sposób na złapanie Pettigrew i uwolnienie Syriusza!

- W porządku, kochanie - powiedziała pani Weasley, patrząc ostrożnie na córkę - Jeśli tak uważasz.

- Tak mamo, będzie dobrze - powiedziała Ginny, po czym uśmiechnęła się, gdy przyszła jej do głowy pewna myśl. - Poza tym muszę przyzwyczaić się do zabawy na własną rękę. Ron za kilka miesięcy pójdzie do Hogwartu!

Chociaż kiedy o tym myślała, uświadomiła sobie również, że Harry także pójdzie do Hogwartu, a ona utknie tutaj sama w Norze na rok, aż nadejdzie jej kolej. Zaczęła jeść i postanowiła pomyśleć nad tym później. To tylko sprawiłoby, że wyglądałaby na zmartwioną, a z kolei nie chciała już martwić matki. Jej matka zauważyła wiele rzeczy i jeśli nie była zbyt ostrożna, mogłaby coś zdradzić.

Kiedy jadła swoje śniadanie, usłyszała pohukiwanie sowy i wyjrzała przez okno nad zlewem. Hermes, sowa Percy'ego leciała w stronę Nory. Matka Ginny otworzyła okno, a sowa wleciała do domu i upuściła przed nią dwie rolki pergaminu.

- Oh! - powiedziała podekscytowana Pani Weasley – To listy od Percy'ego i Freda i George'a.

Ginny na te słowa prawie zakrztusiła się kawałkiem naleśnika. Fred. Ani razu o nim nie pomyślała, odkąd obudziła się w Norze. Będzie mogła zobaczyć go ponownie w przyszłym miesiącu! Jasne, to byłoby jego młodsze ja, ale nadal mogłaby go zobaczyć! Ta myśl prawie doprowadziła ją do płaczu, kiedy o nim myślała. Potem złożyła sam sobie przysięgę. Jeśli ona i Harry naprawdę cofnęli się w czasie o dziesięć lat, uczyni swoją osobistą misją upewnienie się, że tym razem Fredowi nic się nie stanie.

- Czy mogę zobaczyć list od Freda i George'a? – zapytała Ginny, zdając sobie sprawę, że brzmi trochę zbyt emocjonalnie, ale miała nadzieję, że uda się to jej podciągnąć jako dziewczęce podekscytowanie na wiadomościami o Hogwarcie, z którego znana była jako mała dziewczynka.

- Pewnie! Chcesz przeczytać list od Percy'ego, Ron?

- No mogę - mruknął Ron

- Super to poczytamy razem - powiedziała pani Weasley uśmiechając się do syna

- Tylko nie na głos! - dodał szybko Ron

Ich matka tylko zmrużyła oczy na słowa syna i potrząsnęła głową. Ginny zachichotała i wzięła rolkę pergaminu od swojej matki. Ręce jej się trzęsły, podczas rozwijania. Na pergaminie widniało odręczne pismo Freda, coś co myślała, że już nigdy więcej nie zobaczy. Wzięła głęboki wdech i wydech i zaczęła czytać:

Najdrożsi mieszkańcy Nory,

Ginny zachichotała na wstępie. Zapomniała, jak wiele humoru Freda pojawiało się w listach od niego.

Piszemy do Was ze wspaniałej Wielkiej Sali w Hogwarcie, gdzie cieszymy się kolejną wspaniałą kolacją (chociaż jedzenie nigdy nie może się równać z twoją kuchnią, mamo!) i pilnie uczymy się do naszych egzaminów, które rozpoczną się w przyszłym miesiącu. Dobra może i się nie uczymy, ale Percy nalega, abyśmy to robili. Ale jest przecież jeszcze miesiąc do egzaminów! Może ktoś taki jak najdroższy Percival potrzebuje miesiąca na naukę, ale nam zawsze wystarczało uczyć się na ostatni moment i nadal radziliśmy sobie bardzo dobrze. Jaki jest sens uczenia się miesiąc wcześniej, skoro można po prostu o tym zapomnieć?

Tak… spróbujemy wytłumaczyć to Percy'emu. Ale mamo, tato nie martwcie się, będziemy się uczyć, ale nie tak jak Percy! On już cały czas gada o tym, że może zostać prefektem w przyszłym roku i chociaż wy naprawdę nie macie wątpliwości, że on zostanie wspomnianym prefektem, tak my robimy co w naszej mocy, aby zachęcić go do zmiany swojego nastawienia, zanim będzie za późno. W dzisiejszych czasach on jest zbyt poważny… to po prostu bardzo niezdrowe, ale czy on nas w ogóle słucha?

Nie.

Tak czy siak, radzimy sobie jak zwykle bardzo dobrze, będąc najlepszymi dwoma drugoklasistami, jakimi można być. Mamo, możesz być dumna, wiedząc, że nasze codzienne starcia z Argusem Filchem zostały teraz zmienione na cotygodniowe! Wszystko dzięki Waszym słowom zachęty!

Mamy nadzieję, że młodzi Ronald i Ginevra mają się dobrze. Nie Ginny, niestety, wciąż nie udało nam się zdobyć obiecanego portretu trolli tańczących w spódniczkach, ale nie przestajemy próbować. O i tak jak obiecaliśmy Ron, nadal próbujemy skłonić starego Dumbledore'a do zmiany szkolnych zasad i umożliwienia pierwszoroczniakom grania w drużynach quidditcha, ale w tej chwili wygląda to na porażkę. Przepraszamy Roniś. Ale rozchmurz się! Na pewno ucieszy cię wiadomość, że nasz finałowy mecz quidditcha (przeciwko Slytherinowi, blee) jest w przyszłym tygodniu i ktokolwiek wygra, zdobędzie puchar! Życz nam powodzenia Bracie, a może wygramy!

Nie jestem pewien, kiedy wyślemy ten list, ale Percy mówi, że przyda nam się Hermes, ponieważ on też pisze do was list. A wiecie, że jego listy są zawsze długie, przeciągane i nudne (nie mówcie Percy'emu, że to powiedzieliśmy!), więc może minąć jeszcze tydzień, zanim to wyślemy. Chociaż niee, prawdopodobnie wyślemy je później wieczorem (być może trzeba będzie lekko nagiąć ciszę nocną, żeby je wysłać, hmm… och, przecież żartujemy!) i powinniście je dostać rano!

Do zobaczenia w przyszłym miesiącu! Napiszemy ponownie po naszym ostatnim meczu quidditcha w tym roku (jeśli wcześniej Wood nie zabije nas na treningu)!

Wasi ukochani
Fred i George

Ginny uśmiechnęła się szeroko, gdy skończyła czytać list. Widziała, że napisał go Fred, mimo że przez cały czas używał słowa „my", że to on i George pisali ten list. Bardzo tęskniła za jego listami. To była pierwsza dobra rzecz w cofaniu się w przeszłość. Mogła się z nim ponownie zobaczyć. Nie mogła się tego momentu doczekać.

Podała list Ronowi, który wciąż jadł bekon i jajka, i spojrzała na matkę. List Percy'ego wyglądał, jakby rzeczywiście był bardzo długi i rozwlekły, ale jego listy zawsze takie były, nawet po dziesięciu latach.

Usłyszała, jak Ron chichocze, przeglądając list bliźniaków, i uśmiechnęła się. Jej myśli powędrowały do pytania Harry'ego. Czy jest to możliwe, że Ron również pochodził z przyszłości, ale o ile mogła to stwierdzić, to nie był. On i Hermiona w ogóle musieli nie wejść do Komnaty Czasu.

Potem przyszło jej do głowy inne pytanie. Co wydarzyło się w Ministerstwie podczas ataku? Ile osób zostało rannych lub straciło życie? Ale kiedy się nad tym zastanawiała to, przyszła jej do głowy jeszcze jedna myśl. Co się stało z przyszłością? Czy było możliwe, aby ona i Harry do tego wrócili, czy też anulowali tamten czas, kiedy zostali zabrani do przeszłości?

Kiedy znów spojrzała na list Freda i George'a, zdała sobie sprawę, że w głębi duszy, miała nadzieję, że został anulowany. To była bardzo samolubna myśl, ale gdyby była prawdziwa, ona i Harry byliby na tej osi czasu zdolni uratować Freda i być może wiele innych żyć! Jeśli ona i Harry rzeczywiście utknęli w przeszłości, będą musieli jak najlepiej to wykorzystać. Tak jak chciała uporać się z Peterem Pettigrew, tak ona i Harry mogliby również poradzić sobie z horkruksami i być może, jeśli wszystko dobrze się ułoży, powstrzymać Voldemorta przed jego powrotem. Albo Harry mógłby go zabić wtedy na cmentarzu po Trzeciej próbie. Ale to zadanie dopiero na jego czwarty rok. Ale ta myśl sprawiła, że przyszło jej do głowy coś jeszcze… czy to wszystko się powtórzy? Jeśli w jakiś sposób złapią Petera wcześniej, czy wydarzenia z ostatniej osi czasu nadal miałyby miejsce? Harry nadal spotka Voldemorta na tym cmentarzu?

Zdecydowała, że z pewnością będzie to jedna z rzeczy, o których porozmawia z Harrym. Wtedy zdała sobie sprawę, że Harry miał zjawić się w sadzie za mniej więcej pół godziny. Chciała ładnie wyglądać na spotkanie z nim. Tak więc, myśląc o swoim stroju, wróciła do śniadania, czując się najlepiej, odkąd się obudziła i z przerażeniem odkryła w jakiej znalazła się sytuacji. Przyzwyczajenie się do tego zajmie im trochę czasu, ale czuła, że będą w stanie to zrobić. Nie mogła tylko sobie teraz pozwolić na martwienie się tym.

Ponieważ ona i Harry muszą teraz porozmawiać w sadzie.

Od autora: Rozdział 3 zakończony! W następnym rozdziale Harry udaje się do sadu, gdzie on i Ginny omawiają wiele rzeczy na temat ich trudnej sytuacji. Mówią o Parszywku, Syriuszu i Horkruksach, aby nakreślić wam kilka tematów ich rozmowy! Poza tym pojawia się też pewna znajoma postać, która może lekko popsuć nastrój Harry'emu i Ginny. Kto to jest? Macie jakieś domysły? Hmm…

Zostanie również wyjaśniony sposób, w jaki Harry i Ginny rozmawiają ze sobą za pomocą swoich myśli, ale prawdopodobnie minie kilka rozdziałów, zanim wszystkie odpowiedzi na ten temat zostaną ujawnione, chociaż planuję część odpowiedzi na ten temat umieścić w rozdziale 5. Moje pomysł, który za tym stoi, jest dość oryginalny i zarazem łatwy do zrozumienia, jeśli napiszę to tak, jak zaplanowałem.