To opowiadania jest tłumaczeniem "Harry Potter And The Bonds Of Time" autorstwa Vance McGill które w oryginale można znaleźć na profilu autora. Wszelkie prawa należą do niego i tylko do niego. Sam świat Harrego Pottera należy oczywiście do

J. K. Rowling

Od tłumacza: Jest to moja pierwsza historia którą dla was staram się przetłumaczyć i muszę wam powiedzieć, że jest to historia naprawde długa bo w oryginale zawiera aż 449 tysięcy słów więc jest to naprawdę potężna opowieść. Oprócz tego została ona podzielona na aż trzy części więc jeśli uda nam się dotrwać do końca tej to możliwe, że też postaram się przetłumaczyć dla was część drugą. Ale nie odbiegajmy aż tak bardzo w przyszłoszłość bo wiadomo, że z nią jest czasem bardzo różnie. Tak czy siak za wszelkie błędy przepraszam i zapraszam do czytania!

Od autora:

Wprowadzenie: Podczas wydarzenia upamiętniającego trzecią rocznice bitwy o Hogwart śmierciożercy atakują Ministerstwo Magii. W trakcie walki Harry i Ginny Potter trafiają do części Departamentu Tajemnic w której znajduje się Pokój Czasu i wpadają do tajemniczego basenu. Budząc się Harry odkrywa, że z powrotem ma 11 lat i żyje na Privet Drive, a Ginny ma 10 lat i znajduje sie w Norze. Mają natomiast swoje wspomnienia i magiczną wiedze za swoich starszych ja. Cofnięci w przeszłość bez możliwości powrotu, decydują się zmienić przyszłość na lepsze.

Shipy: Harry/Ginny, Ron/Hermiona, Remus/Tonks (w późniejszym czasie) i inne kanoniczne pary.

Rodzaj: mieszanka kanonu z alternatywną rzeczywistością, podróż w czasie, więzy dusz

Ocena: M - na wszelki wypadek dla późniejszych roździałów. Zwracajcie uwage na ostrzeżenia dla niektórych roździałów.

PoV: Wiele różnych PoV z trzeciej osoby. Głównie Harry i Ginny lecz postacie takie jak np. Dumbledore też będą miały swój PoV w historii.

Uwaga autora: Jest to moja pierwsza historia o podróży w czasie i więzach dusz. Wiem, że wiele historii o Harrym Potterze wykorzystuje jeden z tych tematów lub oba naraz. Czytałem wiele takich historii i choć będą pewne podobieństwa do niektórych z nich (ponieważ niektóre scenariusze i sytuacje są, albo zbyt powszechne, albo zbyt dobre by je pominąć), mam jednak nadzieje, że zrobie to tak oryginalnie, jak tylko jest to możliwe.

Małe ostrzeżenie (dla tych którzy nie lubią takich elementów historii): ta opowieść będzie zawierać najróżniejsze manipulacje ze strony Albusa Dumbledora, o wiele mądrzejszych i potęrzniejszych Harrego i Ginny. Może się nawet skończyć tak, że Ginny ukończy pierwszy rok wcześniej niż powinna, jeszcze nie zdecydowałem.

(PoV Harry'ego)

2 Maja 2001 rok

- Harry! - głos Ginny Potter wyłonił się z łazienki na korytarz - Widziałeś moje nowe perfumy, które kupiłam na dzisiejszy wieczór?

- Dlaczego ich po prostu sobie nie przywołasz kochanie? - odpowiedział jej Harry Potter próbując dostosować krawat do jego uroczystych szat czarodzieja.

Harry uśmiechnął się, jak usłyszał obelgi w jego strone i zobaczył małą buteleczke wylatującą z sypialni i śmigającą zaraz obok jego głowy. Próbował ułożyć ręką swoje swoje włosy tak aby zasłoniły jego blizne w krztałcie błyskawicy i uniósł brwi. Mineły trzy lata odkąd pokonał lorda Voldemorta w bitwie o Hogwart, lecz wciąż dostawał ciekawe spojrzenia w jej strone gdy rozmawiał z innymi czarodziejami.

Trzy lata pomyślał Harry.

Wiele się wydarzyło w ciągu tych trzech lat od czasu zakończenia drugiej wojny. Harry od nieco ponad roku był pełnoprawnym Aurorem. Większość czarodziejów która chciała nimi zostać musiała trenować do tego przez trzy lata ale on został awansowany do pełnego statusu po roku treningu. Jego najlepszy przyjaciel Ron Weasley, który rozpoczął szkolenie prawie rok po nim, był jeszcze w trakcie przygotowania i mówiono o jego awansie. Jego żona Ginny Weasley była ścigającym w profesjonalniej drużynie Quidditcha Harpie z Holyhead. Wiele razy ze względu na swoją prace Harry i Ginny musieli być oddaleni od siebie przez nawet kilka dni gdy Harry miał misje a Ginny mecz w innym kraju. Przyzwyczajenie się do tego zajeło im trochę czasu.

Harry uśmiechnął się i złapał za swoją obrączke i obkręcił ją sobie wokół palca. Harry i Ginny Potter byli małżeństwem od ponad siedmiu miesięcy. Poślubili się pod jednym z magicznych namiotów George'a Weasley'a w Norze podczas Halloween poprzedniego roku. Data ta była przez nich długo omawiana i wspólnie stwierdzili, że chcą stworzyć jakieś radosne wspomnienie w tak tragicznym dla Harrego dniu z przeszłości.

Para mieszkała w wielkim dworze Potterów w Northampton w Anglii. Harry nie wiedział o posiadłości aż do swoich osiemnastych urodzin kiedy to otrzymał list od banku Gringotta informującym go o drugim skarbcu należącym do jego ojca. Ten skarbiec okazał się rodzinnym rodu Potterów i był znacznie większy niż jego własny. Oprócz dużych stosów dodatkowych galeonów , sykli i knutów, były również certyfikaty akcji i rzeczy które niegdyś należały do jego ojca i dziadków, większość z nich została teraz częścią jego domu. Były tam też akta dworu Potterów, jak i domu w Dolinie Godryka i kilka innych miejsc które były wykorzystywane jako domy wakacyjne. Harry jeszcze nie odwiedził tych ostatnich. Gobliny poinformowały Harry'ego, w liście, że miał się dowiedzieć o skarbcu w dniu jego siedemnastych urodzin lecz ze względu na wojne dowiedział się o tym dopiero rok później.

Ginny pojawiła się w drzwich sypialni i Harry uśmiechnął się gdy na nią spojrzał. Jej włosy były spięte w koński ogon (ulubiony styl Harry'ego) i była ubrana w białą suknię którą kupiła specjalnie na tą okazje. "Ta okazja" miała się odbyć w Atrium Ministerstwa Magii, na trzecią rocznicę bitwy o Hoggwart i zakończenia drugiej wojny.

- Wyglądasz pięknie kochanie - powiedział Harry

- Jesteś pewien? - zapytała Ginny marszcząc brwi - Musiałam się pośpieszyć i to założyć. Nie spodziwałam się, że pierwsze urodziny Victorie bedą trwały do tak późna. Wiem, że Bill i Fleur próbowali przekonać mame aby zorganizować przyjęcie wczoraj, z powodu wieczornego wydarzenia ale ona się na to nie zgodziła. Wiesz jaka jest moja mama. Powiedziała, że będą to robić tak co roku tak długo jak te rocznice będą kontynuowane. - Ginny zaśmiała się i dodała - Pamiętasz jak Fleur zaczeła rodzić w czasie uroczystości?

Harry zaśmiał się dokładnie pamiętając ten moment jak Artur Weasley, ojciec Ginny wygłaszał przemówienie podczas imprezy rok wcześniej, kiedy woda Fleur odeszła dokładnie na środek Atrium. Najstarszy brat Ginny, Bill, mąż Fleur i rodzice Ginny, wszyscy eskortowali Fleur do bezpiecznej części Atrium a następnie do Świętego Munga, podczas gdy goście patrzyli na nich z rozbawieniem.

- Tak, jestem pewien, Ginny – powiedział w końcu Harry. – Wyglądasz pięknie jak zawsze.

Ginny uśmiechnęła się i pocałowała Harry'ego w policzek.

- Ty sam nie wyglądasz najgorzej - jej oczy chłonęły wygląd Harry'ego, z całkowicie niesforną fryzurą, której nigdy nie można kontrolować. - Jeśli skończyłeś, to musimy zaraz iść, jeśli nie chcemy być ostatni. Nie korzystamy teraz z sieci Fiuu, tak jak w zeszłym roku. Do tej pory nie wyczyściłem wszystkich plam sadzy z mojej sukienki, nawet za pomocą magii.

Harry walczył z chęcią do roześmiania się. Przypomniał sobie, jak Ginny narzekała na swoją sukienkę całymi dniami po zeszłorocznej imprezie.

- Oczywiście, kochanie – powiedział – Aportujemy się tam. Nawet gdybyśmy chcieli skorzystać z sieci Fiuu, musielibyśmy o tym wcześniej powiadomić misterstwo. W każdym razie, zaraz skończę. Ale spokojnie mamy jeszcze… Harry spojrzał na swój kieszonkowy zegarek, który kiedyś należał do Fabiana Prewetta i który dostał w prezencie od Molly Weasley.… nieco mniej niż pół godziny do rozpoczęcia. Mamy mnóstwo czasu, aby spotkać się tam z rodziną. Stworku!

Starzejący się skrzat domowy, Stworek, który kiedyś należał do ojca chrzestnego Harry'ego, Syriusza Blacka i został przekazany Harry'emu po jego śmierci, pojawił się obok jego nogi.

- Tak Panie - Stworek powiedział, kłaniając się lekko.

Harry westchnął i potrząsnął głową, gdy zobaczył chichoczącą Ginny. Spojrzał na Stworka, który patrzył na niego wyczekująco.

- Ile razy mam cię prosić, żebyś mówił do mnie Harry, Stworku? - zapytał

- Już ostatni raz tak, jak zawsze Panie. - powiedział Stworek

Ginny zachichotała, gdy Harry przewrócił oczami na żart Stworka.

- Zaklęcia wciąż są umieszczone wokół posiadłości tak, aby zapewnić nam aportacje w dowolnym miejscu, prawda? - zapytał Harry

- Zaklęcia pozwalają tylko Panu i Pani - mówił Stworek, jego wzrok wędrował od Harry'ego do Ginny i z powrotem - i dopuszczonych do tego gości, tak jak kazał Pan i Pani. Czy chcesz, aby Stworek sprawdził zaklęcia?

- Nie, Stworku - powiedział Harry – tylko się upewniam. Ginny i ja wychodzimy zaraz na kilka godzin. Wrócimy przed północą możesz robić cokolwiek chcesz przez reszte wieczoru zgodnie z ustalonymi zasadami. Możesz już iść.

- Oczywiście, Panie - Stworek ukłonił się - Stworek ma nadzieje, że Pan i Pani spędzą cudowny wieczór.

Stworek zniknął z cichym pyknięciem .

- Dlaczego zapytałeś go o zaklęcia? – spytała Ginny.

- Tak jak powiedziałem Stworkowi, tylko się upewniałem - powiedział Harry, po czym zmarszczył czoło, kiedy Ginny uniosła brew. Westchnął, wiedział, że Ginny może go łatwo przejrzeć. - Okej pytałem bo chciałem mieć pewność co do osłony i zaklęć nałożonych na ten dom. Nadal mu ufam, chociaż wiem, że ty tego nienawidzisz, ale wiem tylko, że któregoś dnia już go za nami nie będzie i chciałbym aby do tego czasu czuł się potrzebny.

- Nie nienawidzę tego, że mu ufasz, Harry – powiedziała Ginny. – Rozumiem, że ty i Stworek szanujecie się nawzajem. Ale powierzenie skrzatowi domowemu czegoś takiego, kiedy mogliśmy zrobić to sami albo… nie wiem – niech ktoś inny to zrobi. Bill zna się na zaklęciach ochronnych…

- Bill ma żonę i dziecko, którymi musi się opiekować - powiedział Harry - a ja nie chcę ciągle go wzywać gdy coś stanie się z zaklęciami.

- Dlaczego tak nagle zacząłeś martwić się o zaklęcia i osłony? – spytała podjerzliwie Ginny.

Harry wzruszył ramionami. - Nie martwię się.

- Martwisz się Harry – powiedziała Ginny, chwytając dłoń Harry'ego . - Co się stało?

Harry zmarszczył brwi i uwolnił rękę z uścisku Ginny. Podszedł do końca dużego łóżka i usiadł.

- Po Ministerstwie i Departamencie Aurorów krążą pogłoski - powiedział Harry - że dzieci znanych i zatrzymanych Śmierciożerców próbują wzniecić zamieszki.

- Co? - zapytała Ginny, jej oczy uniosły się w szoku i zmieszaniu. - I ja dopiero teraz się o tym dowiaduje?

- To tylko plotki, Ginny! - powiedział Harry - Żaden dobry trop. Aurorzy i Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów śledzą te plotki, odkąd zaczęły się pojawiać te kilka miesięcy temu, i większość ludzi, nawet minister Shacklebolt, twierdzi, że to tylko plotki.

- Ale ty tak nie uważasz, prawda? – spytała Ginny.

- Dlaczego tak twierdzisz? - zapytał Harry.

- Martwisz się zaklęciami ochronnymi i zabezpieczeniami naszego domu – powiedziała Ginny. – Nie jestem głupia, Harry.

- Nigdy nie uważałem, że jesteś.

Westchnął i wstał. Wziął ręce Ginny w swoje i potarł kciukami skórę jej dłoni.

- Posłuchaj to prawdopodobnie tylko rozsiane plotki - powiedział Harry. - Ale jako auror i jako osoba, którą jestem, martwię się tymi rzeczami bardziej niż większość ludzi. „Stała czujność ", jak to lubił mówić stary Moody. Taki właśnie jestem.

Ginny uśmiechnęła się i skinęła głową. Pocałowała Harry'ego lekko w usta.

- Tak, taki właśnie jesteś – powiedziała – i nie chciałabym, żeby mój mąż był inny. A teraz… skończyłeś już?

Harry puścił ręce Ginny, podszedł do komody i wziął swoją różdżkę. Podniósł lewą nogawkę spodni, odsłaniając kaburę na różdżkę i wrzucił ją tam do środka, po czym opuścił nogawkę i spojrzał na Ginny. Widziała to już wcześniej i Harry mógł powiedzieć, że nie była zaskoczona jego zachowaniem.

- Tak - powiedział Harry. - Teraz jestem. A jak z tobą?

- Na trzy – powiedziała Ginny, chwytając za dłoń Harry'ego.

Harry i Ginny aportowali się razem tak wiele razy w ciągu ostatnich kilku lat, że nie musieli głośno liczyć, żeby wiedzieć, kiedy druga strona jest gotowa, to było bardziej jak ich druga natura. Harry był przyzwyczajony do uczucia aportacji, ale zawsze był trochę oszołomiony, kiedy kończył się ten proces.

Chwilę później on i Ginny dotarli na jedną z bezpiecznych platform aportacyjnych, które zostały umieszczone w sekcjach wzdłuż całego Atrium Ministerstwa Magii. Duży, podobny do tunelu pokój był już zatłoczony, jak zwykle każdego dnia, tyle że dzisiaj większość tłumu wokół Harry'ego i Ginny zmierzała w tę samą stronę – do najbardziej centralnej części Atrium, gdzie stały liczne stoły i krzesła ustawione w pobliżu dużej sceny.

- Zejdź z platformy, jak tylko się otrząśniesz! - oznajmił donośny głos - Zejdźcie z platformy, nie potrzebujemy aby któryś z was się rozszczepił! Ach, aurorze Potter! Proszę podjedź tutaj!

Harry odwrócił się w stronę głosu i rozpoznał jednego ze swoich kolegów aurorów, Johna Dawlisha, stojącego na skraju platformy. Pomachał do aurora i zwrócił się do Ginny.

- Powinieneś iść – powiedziała Ginny.

Harry skinął głową, a Ginny pocałowała go w policzek. Puścił rękę żony i rozstali się. Podszedł do Dawlisha i uścisnął jego wysuniętą dłoń.

- Co tu robisz w czasie przyjazdu gości, John? - Harry powiedział - Myślałem, że będziesz eskortował naszego starego przyjaciela, Ministra?

- Też tak myślałem jeszcze kilka godzin temu - powiedział Dawlish, wzruszając ramionami.

- Co się stało? - zapytał Harry.

- Kolejna anonimowy donos - powiedział Dawlish cichym głosem tak, żeby tylko Harry go usłyszał - przyszedł późnym popołudniem.

Harry jęknął. W ciągu ostatnich kilku tygodni Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów otrzymał kilka anonimowych donosów od kogoś, kto twierdził, że wie o nowym zagrożeniu dla czarodziejskiego świata w postaci dzieci znanych i zatrzymanych Śmierciożerców.

- Co było w tym? - zapytał Harry.

- Ostrzeżenie przed atakiem na imprezę dziś wieczorem – powiedział Dawlish.

- Oczywiście - mruknął Harry, kręcąc głową. - Co Kingsley z tym robi?

- Aurorzy w każdym punkcie teleportacji w Atrium - powiedział Dawlish – Tacy jak ja. Inna część robi za eskortę Kingsley'a. Ci, którzy chcą skorzystać z sieci Fiuu, musieli uzyskać na to wyraźną zgodę Departamentu Regulacji Fiuu. Zakładam, że już o tym wiedziałeś. Tylko aurorzy i wyżsi urzędnicy ministerstwa z przypisanymi różdżkami mogą mieć dostęp do wind dziś wieczorem.

– Dlaczego w takim razie nikt mnie nie wezwał do pomocy? – zapytał Harry, choć podejrzewał, że już zna odpowiedź.

- Mówisz poważnie? - mruknął Dawlish - Cała ta szopka jest zwykle na twoją cześć.

Harry westchnął i potrząsnął głową. - Nie tylko ja tam wtedy walczyłem, John.

- Tak, ale czy pamiętasz, ilu tam wtedy widziałeś aurorów? - Zapytał Dawlish, po czym potrząsnął głową - Już mogę ci powiedzieć ilu… może dwóch czy trzech. To przyjęcie jest na twoją cześć, jak również pana ministra i wszystkich innych, którzy walczyli po naszej stronie w bitwie, dla osób takich jak twoja piękna żona.

Uśmiechnął się, a Harry potrząsnął głową.

- Wiesz lepiej, żeby nie mówić takich rzeczy przy mnie - powiedział Harry, choć się uśmiechnął. - Zawołałeś mnie tylko po to, aby porozmawiać o donosie?

– Nie – mruknął Dawlish. - Nie jestem pewien czy to ja powinienem ci o tym mówić, ale Kinglsey chce, abyś wygłosił dziś przemówienie.

- Przemówienie? - Harry powiedział i poczuł ucisk w gardle. - Nikt mnie wcześniej nie ostrzegł!

- Spodziewam się, że to część planu Kingsleya – powiedział Dawlish z uśmiechem - Jesteś dobrze znany z tego, że wykonujesz swoją pracę najlepiej bez ostrzeżenia i uprzedniej wiedzy. Powodzenia, aurorze Potter.

- Przemówienie - powiedział Harry, kręcąc głową. - Niech cię diabli, Kingsley.

- Chętnie to zobaczę, Potter — powiedział Dawlish, a jego usta wciąż były zaciśnięte w uśmiechu. - Wyklinanie Ministra, nawet takimi zwykłymi słowami, nie jest tutaj mile widziane.

- W takim razie jesteś buntownikiem! - powiedział Harry, chichocząc.

Lekko uderzył śmiejącego się Aurora w ramię i dołączył do tłumu, który zmierzał w stronę sceny i stolików. Dopchanie się tam zajęło mu prawie dziesięć minut, a kiedy dotarł na miejsce, natychmiast zastał Ginny siedzącą z rodziną Weasley'ów.

- Tu jesteś, stary! - Ron Weasley, najlepszy przyjaciel Harry'ego od prawie dziesięciu lat, powiedział - Czy nie jest trochę za wcześnie na twoje gadanie? Masz na to całą noc.

- Ha, ha - powiedział Harry, klepiąc lekko ramię Rona - dobrze wiesz, że nie jestem tu po to. Mógłbym to robić każdego dnia.

- Z wyjątkiem większości tych dni, w których starasz się tego unikać jak tylko możesz - powiedziała z uśmiechem Hermiona, od ponad roku żona Rona i druga najlepsza przyjaciółka Harry'ego.

- Zbyt dobrze mnie znasz, Hermiono – powiedział Harry, siadając przy dużym stole obok Ginny.

Hermiona zaśmiała się.

Harry rozejrzał się wokół stołu po ogromnej rodzinie Weasleyów. Do jego żony i najlepszych przyjaciół dołączyli Arthur i Molly, rodzice Ginny, a także George i jego żona Angelina oraz Audrey Collins, narzeczona Percy'ego. Harry pomyślał, że Percy prawdopodobnie siedzi obok jakichś ludzi z Ministerstwa. Harry zauważył najstarszego z dzieci Weasleyów, Billa i jego żonę Fleur, rozmawiających z Andromedą Tonks, która siedziała przy sąsiednim stole. Charlie Weasley, drugie najstarsze dziecko, był jedynym członkiem rodziny nieobecnym, jego praca jako tresera smoków w Rumunii zwykle nigdy nie pozwalała mu dołączać do rodziny na takich wydarzeniach.

Harry uśmiechnął się, gdy zobaczył Victoire w swoim dziecięcym foteliku, chichoczącą i wskazującą na małego chłopca, który siedział obok Andromedy. Chłopiec to trzyletni Teddy Lupin, chrześniak Harry'ego. Jego włosy zmieniały kolor z zielonego na niebieski a potem na złoty, co było częścią jego daru jako Metamorfomaga. Harry wiedził, że Teddy w ten sposób zabawia Victoire swoim darem.

Harry zmarszczył brwi, patrząc na Teddy'ego, a jego myśli powędrowały w strone rzeczy, o których zwykle nie myślał, w normalne dni z wyjątkiem okazji takich jak ta. Rodzice Teddy'ego, Remus i Dora Lupin, zginęli walcząc w Bitwie o Hogwart, razem z Fredem Weasleyem, bliźniakiem George'a i co najmniej pięćdziesięcioma innymi osobami. To ci polegli tak naprawdę byli celebrowani i upamiętniani tego wieczoru.

Rozejrzał się po setkach gości i domyślił się, że będzie ich grubo ponad tysiąc, jak zwykle przy takich okazjach. Harry rozpoznał wielu swoich kolegów z klasy i innych uczniów Hogwartu, których znał przez lata w szkole, z których wielu należało do klubu obrony znanego jako Gwardia Dumbledore'a. Kilku z nich skinęło mu głową w uznaniu, kiedy zauważyli, że się im przygląda. Harry zobaczył Neville'a Longbottoma siedzącego obok Hannah Abbot i uśmiechnął się, gdy zobaczył coś, co, jak mu się zdawało, przypominało pasujące do siebie pierścionki zaręczynowe na ich dłoniach. Neville najwyraźniej widział, jak na niego patrzy, ponieważ uśmiechnął się i podniósł rękę, by do niego pomachać.

- Gratulacje - wyszeptał Harry bezgłośnie.

Neville zarumienił się lekko i odwrócił się z powrotem do Hannah. Harry poczuł jak ktoś go szturcha w ramię. Odwrócił się, by zobaczyć, jak Ginny patrzy na niego pytająco.

- Wszystko okej? – zapytała cicho.

- Tak - powiedział Harry. - tylko rozglądam się patrząc kto przybył.

Ginny skinęła głową. - Czego chciał od ciebie John Dawlish? Nie mów tylko, że chciał się przywitać bo ci i tak nie uwierzę.

- Kingsley chce, żebym dziś wieczorem wygłosił przemówienie - powiedział Harry - Możesz w to uwierzyć? Nawet nie dostałem żadnego ostrzeżenia!

- Tylko czy go potrzebowałeś? - zapytała Hermiona - Lepiej załatwiasz sprawy bez uprzedniej wiedzy.

- Dokładnie to samo powiedział Dawlish! - powiedział Harry, kręcąc głową.

- Powiedział Ci coś jeszcze poza prośbą o wygłoszenie przemówienia? - zapytał Ron.

Harry westchnął i wyjął różdżkę z kabury. Rzucił Zaklęcie „Muffliato" na wszystkich, oprócz niego, Ginny, Rona i Hermiony.

– Ty też o tym słyszałeś, prawda? - zapytał Harry swojego najlepszego kumpla.

- Nie słyszałem - powiedział Ron. - Ale nie ciężko się domyślić, że coś się dzieje. Aurorzy stacjonują w każdym punkcie aportacji. Nie trzeba starego doświadczonego aurora aby to zauważyć, prawda?

– Kingsley spodziewa się, że będzie jakiś atak? – zapytała Hermiona, rozglądając się z niepokojem po bezpiecznej dla aportacji platformie znajdującej się w znacznej odległości od nich.

- Dostaliśmy tylko anonimowy donos - powiedział Harry - Lecz ostatnio dostajemy ich całkiem sporo.

- Tak, ale Harry – powiedziała Ginny. – To jest wielkie wydarzenie, coś takiego byłoby… no, idealne dla nich aby coś zrobić. Jest tu ponad tysiąc ludzi…

- Ministerstwo traktuje wszystkie te wskazówki poważnie - powiedział Harry - Ale tak naprawdę... nie powinniśmy się tym zbytnio przejmować. Powinniśmy cieszyć się wieczorem bez względu na wszystko.

- Spędziłeś zdecydowanie zbyt dużo czasu w Departamencie Aurorów, Harry - mruknął Ron - Naprawdę zaczynasz mówić jak oni.

Harry spojrzał na Ginny i Hermionę, które kiwały głowami i marszczyły brwi. Harry tylko na to westchnął. Zdjął Zaklęcie Muffliato i nagle usłyszał w oddali jakieś zamieszanie. Harry wstał szybko, myśląc, że szykuje się atak, a potem zobaczył, o co w tym chodziło. Minister Magii Kingsley Shacklebolt wychodził z jednej z wind w otoczeniu czterech Aurorów. Był ubrany w swój zwykły strój składający się z fioletowych czarodziejskich szat i kapelusza, do których Harry był przyzwyczajony widywać tego mężczyznę. Aurorzy wokół niego zaczęli odpychać kilku gości, ale Kingsley powstrzymał ich i pozwolił niektórym gościom uścisnąć jego dłoń.

Harry zauważył, że wielu z tych, którzy zostali dopuszczeni od uściśnięcia dłoni ministra, byli profesorami Hogwartu, takimi jak profesor McGonagall i Sprout, a także kilku, których Harry rozpoznał jako byłych kolegów z klasy i innych absolwentów Hogwartu. Byli to czarodzieje i czarownice, którzy walczyli ramię w ramię z Harrym i ministrem w bitwie o Hogwart i, podobnie jak ci, którzy odeszli, powinni być uczczeni dzisiejszego wieczoru.

Po drugiej stronie stołu pojawił się Percy i usiadł obok Audrey. W milczeniu skinął głową Harry'emu, a Harry odwzajemnił powitanie. Wkrótce Kingsley pojawił się na scenie. Wszedł po schodach i podszedł do podium na środku. Harry zauważył insygnia ministerstwa wyryte na podium. Przydzielony mu oddział ochrony otaczał scenę, po jednym początkującym aurorze w każdym rogu. Oczy Kingsleya napotkały oczy Harry'ego, a Harry skłonił się lekko i uśmiechnął. Kingsley skłonił się mu lekko w odpowiedzi.

Przez kilka chwil Kingsley stał na podium pozwalając gościom zająć miejsca lub ustawić się wokół stołów. Atrium, które jeszcze minutę temu było wypełnione pełne śmiechami i rozmowami nagle ucichło. Kingsley wyjął z kieszeni różdżkę i Harry, którego słuch został wyszkolony w wykrywaniu szeptów, usłyszał, jak mruczy pod nosem „Sonorous".

- Witamy - zaczął Kingsley - na przyjęciu upamiętniającym trzecią rocznicę, od czasu w którym udało nam się uwolnić od sił ciemności.

Atrium wypełniły oklaski. Kingsley skinął głową i uniósł ręce, by ponownie uciszyć tłum.

- Przyjęcie… uroczystość - kontynuował Kingsley - Używam tych słów, aby opisać dzisiejsze wydarzenie, ale nie jestem pewien… czy to na pewno jest… święto? Czy naprawdę coś świętujemy? Tak, świętujemy naszą wolność i zwycięstwo nad tyranią i wojną z siłami ciemności. Ale czy każdy z nas może to jeszcze nazwać świętem? Tak, ten dzień jest datą w historii która odbyła się zaledwie trzy lata temu, kiedy Bitwa o Hogwart miała miejsce i odnieśliśmy zwycięstwo nad siłami zła. Ale to również oznacza trzy lata, odkąd wielu z was, którzy siedzicie przede mną i stoicie wokół utraciło członków rodziny, bliskich i przyjaciół…

Oczy Kingsleya powędrowały do stolika Harry'ego, a potem do innych stołów w pobliżu sceny, z których wielu miało przyjaciół i rodzinę tych, którzy oddali życie w Bitwie o Hogwart. Harry zobaczył, że twarz George'a pobladła, gdy Angelina go pocieszała. George już dawno był w stanie żyć z dnia na dzień bez opłakiwania Freda, ale nadal odczuwał silne emocje w takie dni jak dzisiaj, w ich urodziny 1 kwietnia i święta. Harry zobaczył, jak Andromeda podnosi Teddy'ego, a maluch zachichotał cicho. Kilka stolików dalej Harry zobaczył Dennisa Creeveya i jego mugolskiego ojca, a ich twarze odzwierciedlały stratę, którą odczuwali nawet teraz po śmierci Colina Creeveya.

- … i nie jestem pewien, czy nazwaliby to świętem – kontynuował Kingsley - Straciłem wielu przyjaciół podczas tej bitwy i nawet trzy lata później wciąż myślę o ich twarzach i żałuję, że nie ma ich tutaj, aby świętować z nami zwycięstwo. Jestem pewien, że wszyscy ich bliscy chcieliby aby byli tutaj z nami. Proszę tylko i wiem, że to wszystko, co mogę osobiście jako Wasz Minister zrobić, abyście pamiętali o co oni walczyli. Proszę, abyście pamiętali o co wielu tutaj walczyło i wiedzieli, że w tym dniu, trzy lata po bitwie, doprowadziły nas do powodu, dla którego tu jesteśmy, wszyscy możemy być wdzięczni za to, że nadal żyjemy. I jesteśmy tu z ich powodu. Proszę więc, abyśmy czcili ich imiona i pamiętali o nich.

Kingsley uniósł różdżkę i skierował ją w bok sceny, w stronę Fontanny Magicznego Braterstwa. Harry dopiero wtedy zauważył, że większość fontanny, w tym jej szczyt, pokrywały koce. Teraz koce odleciały, a fontanna nieco się zmieniła. Wzdłuż krawędzi fontanny słowa zostały wyryte na złotych ścianach i Harry nie musiał się dokładnie przyglądać, by wiedzieć, że były tam dziesiątki nazwisk. Na samym czubku fontanny, wysoko nad posągiem czarodzieja i wiedźmy, spoczywał teraz metalowy wizerunek feniksa. Goście w Atrium wstali i po raz kolejny wybuchneli brawami. Rozległy się głosy pełne wzruszenia i zdumienia. Trwało to dobre pięć minut, zanim wszyscy z powrotem ucichli.

Feniks spoczywający teraz na szczycie Fontanny Magicznego Braterstwa – kontynuował Kingsley, gdy goście wrócili na swoje miejsca – oznacza, że świat czarodziejów powstał z popiołów Pierwszej i Drugiej Wojny. Spoczywa tam, aby pokazać wszystkim, którzy przechodzą przez to miejsce, że czarodziejski świat przezwyciężył przeszkody i ciężary, które kiedyś nosiliśmy. Imiona wyryte wzdłuż fontanny reprezentują nie tylko tych, którzy oddali życie w bitwie o Hogwart, ale także tych, którzy oddali ich życia w latach Pierwszej i Drugiej Wojny, abyśmy pamiętali o tych, którzy dzielnie walczyli, stawili czoła Ciemności i zginęli, abyśmy my mogli żyć dalej w spokoju i wolności.

Harry poczuł, jak Ginny mocniej ściska jego dłoń i skinął głową, kiedy na niego spojrzała. Wiedział, że gdzieś na tej fontannie, wśród tych, którzy oddali swoje życie, były imiona Jamesa i Lily Potterów oraz Syriusza Blacka. Harry poczuł łzy w oczach po raz pierwszy tego wieczoru, gdy pomyślał o swoich rodzicach i ojcu chrzestnym.

Harry zerknął na Kingsleya, który teraz na niego patrzył. Minister skinął na Harry'ego i Harry zdał sobie sprawę, że Kingsley chciał, aby on teraz zajął jego miejsce na podium. Harry westchnął i skinął głową.

– Tak jak było przez ostatnie kilka lat – powiedział Kingsley – jestem pewien, że wielu z was chce powiedzieć kilka słów, aby uczcić tę okazję. Wzywam najpierw Harry'ego Pottera aby to rozpoczął.

Wiele oczu skierowało się w stronę Harry'ego, a on tylko zaczął powoli wdychać i wydychać powietrze. Ścisnął dłoń Ginny i delikatnie pocałował ją w policzek, po czym wstał. Podszedł do schodów i wszedł na scenę, a następnie na podium. Kingsley podał mu rękę, a Harry ją uścisnął. Następnie odwrócił się w stronę podium i spojrzał na gości. Do tej pory nie wiedział, ilu gości przybyło na to wydarzenie, ale musiało ich być grubo ponad tysiąc, być może bliżej tysiąca pięciuset.

Harry odchrząknął i użył zaklęcia wzmacniającego głos.

- Dziękuję, panie ministrze Shacklebolt - powiedział Harry - Jestem pewien, że mówię teraz w imieniu nas wszystkich. Bardzo doceniam to co niesie za sobą i przekazuje nam Fontanna Magicznego Braterstwa.

Harry rozejrzał się po tłumie, zastanawiając się, co dalej powiedzieć. Spojrzał na Ginny, Rona i Hermionę, którzy uśmiechali się do niego.

- Nigdy nie chciałem, aby którykolwiek z okropności która nas dotkneła kiedykolwiek się wydarzyła i zrobiłbym wszystko by móc mieć z powrotem z nami naszych przyjaciół. Ale jak pewnie wielu z was zgodzi się ze mną i tak jak powiedziano mi w przeszłości, ci, których straciliśmy, wciąż są z nami, jeśli wiemy, gdzie ich szukać.

Harry położył rękę na swoim sercu i ponownie spojrzał przez ramię na fontannę.

- Nie mogę nikogo z was prosić - powiedział, odwracając się z powrotem do tłumu - abyście nie opłakiwali tych, których straciliście. Sam nadal opłakuję bliskich, których utraciłem, zwłaszcza w takie dni jak dzisiaj aby podziękować im bo to właśnie im zawdzięczamy to, że tu dzisiaj jesteśmy. Każdy zna historię o tym, jak moja własna matka poświęciła się, żebym mógł tu dzisiaj być. Ale jeśli tak się nad tym zastanowić, to jest to coś, co nas łączy. Wielu z nas jest tutaj, ponieważ ktoś, kogo znaliśmy, oddał za nas życie. I jestem im za to wdzięczny.

W Atrium rozległa się cała masa oklasków i wiwatów. Harry skinął głową i po raz drugi już tego wieczoru poczuł łzy w oczach. Aplauz zdawał się być coraz głośniejszy i zaczeły dołączać do niego coraz to inne odgłosy.

Po chwili zdał sobie sprawę, że te dodatkowe odgłosy nie były radosnym aplauzem, ale syrenami i alarmami. Harry rozpoznał te dźwięki jako uruchamiające się alarmy sekretnych czujników.

- Atakują! - krzyknął ktoś z jednego z punktów aportacji - Jesteśmy atakowani!

I wtedy rozpętało się piekło.

Od autora: Pierwszy rozdział zakończony! Ten i następny to rozdziały wprowadzające, zanim przejdziemy do właściwej historii. Następny rozdział pokaże, jak Harry i Ginny wpadli w tarapaty, które powodują, że cofają się w czasie. Skończy się to również cliffhangerem, ale obiecuję, że bardzo niewiele rozdziałów nie zakończy się w jednym.