Krainom sprzymierzonym udało się wygrać wojnę, choć wielu ninja zginęło na polu bitwy. Pomoc przywołanych z zaświatów Hokage była w tym zadaniu nieoceniona. Ale nie tylko. Naruto, Kakashi, Obito - który, tak jak Kabuto, całkowicie odmienił swoje serce i ostatecznie przeciwstawił się Madarze, Sasuke, Tsunade jak również Gai - dzięki nim wszystkim udało się pokonać nie tylko Madarę, co samą Kaguyę.
Kabuto i Sakura, każde niezależnie od siebie, uratowali setki ciężko rannych żołnierzy. Nawet Orochimaru przyłączył się do bitwy, choć wcześniej twierdził, że nie ma w tej wojnie żadnego interesu.
- Nie wyobrażam sobie, żeby moje laboratorium miało zniknąć z powierzchni ziemi - tłumaczył. - I nie podoba mi się perspektywa życia w genjutsu.
Tydzień później :
Itachi, Sasuke, Orochimaru, Kabuto, Jugo i Suigetsu przebywali od sześciu dni w tymczasowym areszcie Konohy. Trafili do niego dobrowolnie i mieli tam zostać maksymalnie tydzień. Osadzono ich w celach, które blokowały czakrę dokładnie na siedem dni. Później potężni ninja, tacy jak Itachi czy Orochimaru, mogli się stamtąd bez trudu wydostać. Był to uczciwy układ. W tym czasie Hokage wraz ze swoimi doradcami mieli zadecydować o losie aresztowanych. Kara śmierci, czy bardzo długie ograniczenie wolności raczej nie wchodziły w rachubę - cała szóstka, nawet Jugo i Suigetsu, dołączyła w wojnie do krain sprzymierzonych, przechylając tym samym szalę zwycięstwa na ich stronę. Była to ogromna zasługa, która nie mogła przejść niezauważona. Mimo wszystko, zaufanie do eks-kryminalistów było ograniczone. Tyczyło się to również Itachiego, choć poświadczył za nim i wyjaśnił jego dramat sam Sarutobi.
Bardziej niż o karanie ich, chodziło o to, by odpowiedzieć sobie na pytanie… co z nimi począć?
Tsunade uczestniczyła w tych dyskusjach, choć już zrezygnowała ze stanowiska Hokage, przekazując je Kakashiemu.
Siedząc w sali debat, Kakashi Hatake raz po raz wzdychał cicho.
Itachi Uchiha - zabójca własnego klanu, były członek Akatsuki, ale zasłużony dla pokoju i stabilności wioski.
Sasuke Uchiha - uczeń Orochimaru, zbiegły ninja, próbował zamordować swoich przyjaciół, wstąpił do Akatsuki, ale wreszcie poszedł po rozum do głowy i przyczynił się do wygrania wojny.
Orochimaru - lista występków jest długa. Prędzej, czy później znowu się zbuntuje. MUSI być pod ciągłym nadzorem.
Kabuto Yakushi - Kakashi miał już z nim do czynienia. Nie było to miłe spotkanie. Nakrył go w szpitalu na próbie porwania Sasuke (czy zamordowania? Sam już nie pamiętał…) Uczeń Orochimaru. Piekielnie zdolny szpieg i medyk. Mógłby się im bardzo przydać! Ponoć to pogubiony chłopak z domu dziecka, którego ,,zepsuł" Orochimaru. Rodzina nieznana.
Jugo i Suigetsu - podobnie, jak Yakushi, raczej pogubieni. Również nimi ,,zajął się" Orochimaru. Ich resocjalizacja powinna przebiec gładko. Z zebranych informacji nie wynikało, żeby byli złymi ludźmi. Raczej dostosowywali się do warunków i sytuacji, jeśli tak to można ująć…
Kakashi w zamyśleniu bębnił palcami w blat biurka, czując ciężar w piersiach. Tsunade była cwana, oferując mu stanowisko Hokage tuż przed podjęciem takich decyzji. Ciążyła teraz na nim ogromna odpowiedzialność. Nawet Itachi wydawał mu się teraz być typem spod ciemnej gwiazdy. Mimo tego, że poznał jego prawdziwą historię i tragedię; dla niego nie było dobrych wyborów. Były tylko złe i gorsze. Wybrał mniejsze zło. Musiał. Ręka Kakashiego zadrżała na myśl o tym, przez co musiał przejść. Jakim cudem nie odszedł od zmysłów po tym, co zrobił?... Więc może… może jednak są w nim jakieś ogromne pokłady ciemności, a nawet zła?...'
- Hokage-sama - do rzeczywistości przywrócił go głos jednego z członków starszyzny. - Jaka jest twoja decyzja? Najpóźniej jutro musimy ich wypuścić. Taka była umowa.
Kakashi przełknął ślinę, starając się jednocześnie zebrać myśli.
- Tak, wiem - odparł nieco zniecierpliwionym głosem. Nie chciał tak zabrzmieć, ale był niesamowicie przytłoczony. Po co on przyjął stanowisko Hokage? Postanowił mimo wszystko wesprzeć się zdaniem swojej poprzedniczki. - Tsunade-san. Nikt z tutaj zgromadzonych nie zna lepiej Orochimaru, niż ty sama. Za zasługi w wojnie obiecaliśmy wszystkim, w tym jemu, że nie zostaną zabici ani wtrąceni do więzienia na długie lata. Obawiam się jednak, iż na wolności sprawi nam wiele kłopotów. Da się temu zapobiec?
Tsunade zmrużyła swoje piękne oczy w kolorze mlecznej czekolady i założyła ramiona na piersiach. Kakashi wiedział, że pytanie nie było łatwe. Dawniej była w jednej drużynie z Orochimaru. Możliwe, że wciąż miała sentyment do przyjaciela z dawnych lat. Tak jak on miał sentyment do Itachiego, nawet po tym jak torturował go w swoim Genjutsu…
- Rozmawiałam z nim chwilę podczas wojny. Kazał swojej podopiecznej mnie wyleczyć. Ale abstrahując od tego, ogólnie zdawał się zmienić… nastawienie do świata, że się tak wyrażę. Nie chcę powiedzieć, że nagle stał się dobrym człowiekiem, ale… - Tsunade przerwała i nabrała powietrza w płuca.
- Tsunade jest stronnicza, dawniej przyjaźniła się z Orochimaru - odezwała się jakaś kobieta ze starszyzny.
Była Hokage poczerwieniała ze złości.
- Również zdarzało mi się walczyć przeciwko niemu, tak więc chyba jesteśmy kwita - wyrzuciła z siebie z gniewem.
Starsza kobieta w odpowiedzi mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem.
- Ale proszę o spokój - Kakashi postukał palcem w blat stołu. Zdało mu się, że trochę zrozumiał, jak czuje się Iruka każdego dnia w swojej klasie. Jego słowa zabrzmiały trochę sztywno, jakby nie był Hokage, a kiepskim aktorem. Kilka osób zaśmiało się cicho, on sam też zachichotał. - Poważnie, szanujmy się - uśmiechnął się do zebranych. Lepiej. Nie będzie udawał kogoś, kim absolutnie nie jest.
- Dobrze więc. Wypuścimy Orochimaru, ale będzie pod ścisłym nadzorem. I naprawdę mam na myśli ścisłym. Damy mu to do zrozumienia, sam zresztą na pewno zauważy.
- Na pewno będzie chciał wrócić do swojego laboratorium… - odezwała się Tsunade.
- To nie jest koncert życzeń! - odezwał się starzec z ciemną plamką nad prawą, krzaczastą i siwą brwią.
- Damy mu zadania wymagające eksperymentów. Legalnych, tym razem. Przyda się i będzie realizował swoje pasje. Dzięki temu jest mało prawdopodobne, że znów zorganizuje się przeciwko nam. I, jak mówiłem, ma być monitorowany, ma nam składać raporty. Tsunade-san, proponuję też, żebyśmy sobie z nim porozmawiali. Chcę wiedzieć dokładnie, na czym mu zależy i czego chce. Naprawdę jestem otwarty na współpracę i kompromisy. Chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców Konohy.
- Każde dziecko wie, że Orochimaru pragnie nieśmiertelności. Będzie próbował dalej ją osiągnąć, nie zważając na środki. Chyba nie wierzysz w to, Hokage-sama, że spytasz go, czego chce, a on powie ci prawdę?
- Wtedy go zabijemy - odparł Kakashi bez wahania. Powietrze wokół nich nagle zgęstniało. Zrobiło się ciężko. - O to chodzi. Coś obiecujemy, on też musi coś obiecać. Na tym polega zawarcie umowy, czyż nie? Dajemy mu szansę. Może ją wykorzystać, albo może zginąć. Orochimaru jest potężny, ale mamy też Itachiego, który go nienawidzi za to co chciał zrobić jemu i Sasuke. Orochimaru nie ma szans w starciu z Itachim. Mało kto ma…
- A skąd wiadomo, że możemy zaufać Itachiemu?
Kakashi prychnął. Miał już dosyć tych dyskusji. Nagle dotarło do niego, że do podjęcia decyzji wystarczyłaby mu sama Tsunade. Miał serdecznie dość narzekań zgorzkniałej starszyzny.
- Doskonale wiecie, że gdyby nie Itachi, bardzo możliwe, że byśmy tu teraz nie siedzieli - niemal warknął. Był zmęczony. Bolała go głowa i czuł sztywność karku.
Dyskusja trwała jeszcze ponad godzinę. W końcu postanowiono, że Kabuto Yakushi trafi pod opiekę i nadzór Tsunade. Najpierw zaproponują mu pracę w szpitalu, może kiedyś przydadzą się jego umiejętności szpiegowskie.
Itachi może powrócić do formacji Anbu. Był raczej wolny od podejrzeń o złe zamiary.
Sasuke będzie ściśle obserwowany, ale raczej dostanie szansę wybrania swojej kariery.
Suigetsu i Jugo mogą powrócić do swoich wiosek i trafić pod nadzór tamtejszych Kage. Nie pochodzili z Konohy i Kakashi nie uważał, że powinni tu zostać.
- Tsunade-sama - odezwał się Kakashi, gdy wszyscy już wychodzili. - Do której godziny ma działać bariera w więzieniu?
- Do 18:00 - odparła blondynka.
- OK. Wybierzemy się jutro porozmawiać z Orochimaru około 15:00?
- Oczywiście - skinęła lekko głową.
- Spotkajmy się więc pod aresztem o 15:00.
- W porządku. Do zobaczenia - odparła i skierowała się do wyjścia.
Gdy drzwi za nią się zamknęły, świeżo upieczony Hokage przeciągnął się, po czym wstał z krzesła. Spojrzał na duży zegar wiszący na ścianie, a potem skrzywił się, przeniósłszy wzrok na stertę papierów na blacie stołu. Musi zrobić porządek w raportach ze zgromadzenia… Jęknął cicho na myśl, że powinien wyrobić się z tym do końca tygodnia.
Nagle usłyszał ciche pukanie do drzwi. Zmarszczył brwi.
- Tak?
Drzwi uchyliły się powoli. W progu stanął Iruka Umino. Kakashi momentalnie poczuł, jak jego serce topnieje na widok sympatycznego senseia. Po chwili zauważył, że mężczyzna też wygląda na zmęczonego. Miał nawet ciemne obwódki pod oczami.
- Kakashi - przywitał się. - A raczej Hokage-sama - uśmiechnął się, zamykając za sobą drzwi. - Już po spotkaniu?
- "Hokage-sama", nie żartuj sobie - żachnął się Kakashi. - Nie wiem, co ja tu w ogóle robię…
Iruka uniósł brwi do góry.
- Teraz to chyba ty sobie żartujesz. Nie wyobrażam sobie lepszej osoby na to stanowisko!
Sensei brzmiał szczerze. Ale chyba nie grzeszył obiektywizmem.
- Dzięki - powiedział Kakashi, uśmiechając się mimo woli i uciekając wzrokiem. - I, tak, już po spotkaniu.
Iruka pokiwał głową.
- Jesteś zadowolony z postanowień? Pewnie nie możesz mi za wiele powiedzieć, ale tak ogólnie?...
- Nie, nie, mogę ci wszystko opowiedzieć. Czasy spiskowania i tajemnic minęły - dodał, wciąż wściekły na to, jak został potraktowany Itachi. Nagle zaburczało mu w brzuchu. - Nie wiem, jak ty, ale ja jestem potwornie głodny i zmęczony.
- Tak samo... Nie mam chyba siły dziś gotować. Wiem, że masz dużo ważniejszą pracę i to, co ci powiem, zabrzmi idiotycznie, ale nie wiem, chyba trzeba będzie przełożyć egzaminy o pół roku. Uczniowie są do tyłu z materiałem przez wojnę… Tak, wiem, problemy pierwszego świata, ale jednak wracamy do prozy życia i…
- Iruka - przerwał mężczyźnie Kakashi i podszedł do niego. Nauczyciel rzucił mu zdziwione spojrzenie, nieco zbity z pantałyku czułym tonem jego głosu. Hatake chwycił go za obie dłonie. Iruka poczerwieniał lekko. - Ile razy mam ci mówić? Twoja praca nie jest mniej ważna od mojej. Bierzesz udział w kształceniu i wychowywaniu nowych pokoleń ninja.
Iruka spojrzał gdzieś w bok. Po tym czasie, który spędzili razem, młody sensei wciąż się czerwienił. Jedna z wielu rzeczy, które w nim absolutnie kochał.
- Kakashi, ktoś tu może wejść…
- Co z tego? Przecież ludzie i tak o nas wiedzą.
Iruka poczerwieniał jeszcze mocniej.
- Chcę, żeby Konoha była przyjaznym miejscem dla wszystkich - wyjaśnił Kakashi. - Również dla par takich, jak my - dodał.
Iruka uśmiechnął się.
- Ja też…
Kakashi przyciągnął do siebie szatyna, nim ten zdążył dodać jakieś ,,ale". Nauczyciel miał pewien problem z nadmiernym przejmowaniem się zdaniem innych ludzi. Kakashi z kolei był zbyt zmęczony, żeby teraz się nad tym zastanawiać. Nieraz się o to kłócili. Iruka nie pozwalał mu chwycić się za rękę na ulicy, czy przyjąć niewinnego buziaka. Nie chodziło o to, że miał potrzebę eksponowania ich związku wszystkim dookoła, ale… nie chciał też się ukrywać.
Kochał go najbardziej na świecie. Nie potrafił i nie chciał się z tym kryć.
Przytulił więc teraz mocno swojego życiowego partnera i westchnął cicho, wdychając jego unikatowy zapach. Iruka zawsze pachniał jak las, a dokładniej jak jakieś drzewa iglaste. Jakie? Może jak sosna. Kakashi był kiepski w rozpoznawaniu roślin, drzew czy kwiatów. Po chwili poczuł, jak mężczyzna rozluźnia się nieco.
- Tęskniłem za tobą cały dzień - wymamrotał Hatake.
- Ja za tobą też - odparł Iruka.
Kakashi położył dłonie na ramionach senseia i odciągnął go nieco od siebie, po czym uśmiechnął się ciepło.
- To co? Ramen?
Iruka odwzajemnił uśmiech.
- Czemu nie! Ale licz się z tym, że możemy wpaść na Naruto - zachichotał. - Chyba mam jeszcze trochę energii na tę interakcję - zaśmiał się Kakashi.
