Orochimaru wyrwał z zamyślenia odgłos zbliżających się kroków. Jego oczy zwęziły się. W jego stronę zdążały właśnie dwie osoby. Uniósł głowę i spojrzał na zegar, wiszący na ścianie poza jego celą. Tylko dzięki niemu udało mu się nie stracić rachuby czasu. Wiedział więc, że to jego ostatni dzień w areszcie. A ktokolwiek nadchodził, zaraz zakomunikuje mu, co ma się z nim stać.
Uwłaczające.
Ale cóż, tak jakby zgodził się na ten tydzień w więzieniu. Wcześniej przyłączył się do bitwy po stronie krain sprzymierzonych. Mógł liczyć na dobre układy z Konohą. Itachi wrócił do życia i być może powróci do Konohy - wszyscy, łącznie z nim samym, poznali już prawdziwą historię Uchihy. Konoha powita go z otwartymi ramionami. A jeśli tak… cóż, niemądrze dla niego byłoby być wielkim wrogiem Konohy. Nie znał żadnej żyjącej osoby, która miałaby w tej chwili szanse w starciu z Uchihą. Jest nawet możliwe, że zostanie Hokage. Nie, robienie czegokolwiek wbrew interesowi Konohy i ogólnie, krain sprzymierzonych, nie było teraz w jego interesie. Musiał się z nimi dogadać.
Dwie postacie zatrzymały się przy kratach. Cichy śmiech uleciał z ust Orochimaru na widok Tsunade i Kakashiego Hatake. Albo mieli obecnie dwóch Hokage, albo Tsunade zrezygnowała ze stanowiska i przekazała je Kakashiemu. Hatake nosił biały płaszcz i nakrycie głowy wskazujące na jego zaszczytny awans. Tsunade na co dzień nie używała tych atrybutów.
Przez chwilę cała trójka nie odzywała się ani słowem. Orochimaru przyglądał się z rozbawieniem dwóm twarzom pełnym napięcia. Tsunade zaciskała usrta, a w wąskich oczach Hatake widoczna była poważna kalkulacja.
- Tsunade, znudziło ci się hokagowanie? - nie mógł się powstrzymać od tej uwagi. - Czyżbyś zrezygnowała, czy może uznałaś, że sama nie poradzisz sobie z sześcioma złoczyńcami?
- Trzema, jak już - poprawiła go Tsunade. - Jugo i Suigetsu nas nie interesują, nie pochodzą z Konohy. A Itachi, jak się okazuje, złoczyńcą nigdy nie był. Choć to, co zrobił, może się niektórym nie mieścić w głowie, to działał w interesie Konohy.
- Tak? To dlaczego widzę, że to Kakashi Hatake został Hokage, a nie Itachi? - Orochimaru poczuł, jak wredny uśmieszek rozciąga jego usta coraz bardziej. Nagle zdali mu się słabi i żałośni. - Może jednak niezupełnie mu ufacie? Dlaczego Itachi jest w areszcie, tak jak ja, czy Kabuto? Hm?
- Orochimaru, niekoniecznie jesteś teraz w sprzyjającej pozycji, żeby zachowywać się w ten sposób - przypomniał mu Hatake. Sanin rzucił mu wściekłe spojrzenie. Nie był pewien, czy tak wyobrażał sobie tę rozmowę. Przede wszystkim, zbiła go z pantałyku zmiana na stanowisku Hokage. Zmiana?
- Tsunade, jesteś dalej Hokage, czy nie? - zwrócił się do dawnej przyjaciółki z drużyny. - Chyba wolno mi wiedzieć?
- Nie - odparła cicho, odwracając wzrok i patrząc gdzieś w bok. - Nigdy tego zbytnio nie chciałam, poza tym uznałam, że Kakashi nadaje się lepiej na to stanowisko. Zgodził się, więc to teraz on jest Hokage. Ja wolę bardziej zaangażować się w szpital i szkolić nowych medycznych ninja.
- Nie musisz mi się tłumaczyć - zauważył Orochimaru chłodno. Wiedział, że tak naprawdę wciąż tłumaczyła sobie samej tę decyzję. To siebie próbowała przekonać, że postąpiła właściwie. W głębi ducha musiała wiedzieć, że to było tchórzliwe z jej strony. Wygodnie pozbyła się odpowiedzialności, to wszystko. A mimo to, była tutaj, choć nie wspomniała o tym, że teraz doradza Kakashiemu. Możliwe więc, że przyszła tylko po to, żeby porozmawiać z nim samym.
Uznał, że powstrzyma się od tych uwag. Hatake miał rację; raczej nie było w jego interesie wchodzenie teraz w potyczki słowne z tą dwójką i irytowanie nowego Hokage.
Nastała chwila ciszy, którą ostatecznie przerwał Kakashi.
- Obiecaliśmy przekazać decyzję dotyczącą waszej przyszłości nim upłynie siedem dni. Mamy dla ciebie propozycję.
- Chcę wrócić do swojej wioski - Orochimaru niemal mu przerwał.
Oczy Kakashiego zwęziły się.
- Wieść pustelnicze życie? Nie ma tam już nikogo. Poza tym, to nawet nie wchodzi w rachubę. Nie teraz, może nie nigdy. Nie chcemy jednak cię więzić, bo, po pierwsze, odkupiłeś trochę swoje grzechy podczas decydującej bitwy, po drugie, obecna tutaj Tsunade-san uważa, że zasługujesz na pewien kredyt zaufania, a po trzecie… uważam, że możemy się dogadać. Jedno tylko musisz wiedzieć: będziesz obserwowany. Twoje mieszkanie też może być nieraz przeszukiwane. I nie wolno ci opuścić Konohy przez rok. Po roku znów się nad tym zastanowię. Ja, albo inny Hokage, gdyby mnie już nie było na tym świecie.
Orochimaru poczuł, jak się w nim gotuje. Spodziewał się tego, ale nie uśmiechało mu się życie, ze świadomością, że jest bez końca śledzony. Niesamowicie kłóciło się to z jego naturą.
- To jest ta wasza propozycja? Brzmi kusząco - odparł, prychając z ironią.
- To nie wszystko - dodała Tsunade. Orochimaru przeniósł na nią wzrok. Wciąż była spięta, ale w oczach miała też… ból? Sanin zmarszczył brwi. - Lubisz eksperymentować, prawda?
Orochimaru zamrugał.
- Tsunade, czy ja ci wyglądam na uczniaka, który szuka swojej ścieżki kariery?
Była Hokage założyła ramiona na piersiach.
- Do cholery ciężkiej, możesz przestać nam przerywać?! - Orochimaru zachichotał na te słowa. Zawsze miała temperament. Tsunade westchnęła ciężko, gdy jej dawny przyjaciel gestem dłoni dał do zrozumienia, że zamierza już być cicho, póki ta nie skończy mówić. - A więc. Proponujemy układ: posada w laboratorium, mamy tam trochę projektów badawczych, a brakuje nam kogoś takiego jak… jak ty właśnie.
- Co to za projekty? - spytał Orochimaru, udając brak zainteresowania. Trochę był tego ciekaw, a trochę podejrzewał, że to jednak będzie nuda.
- Związane z genetyką, twoja działka, czyż nie?
Orochimaru zmrużył oczy jak kot i uśmiechnął się.
- Udało ci się mnie zaintrygować, Tsunade - odparł. - Ale nie zgadzam się na całodobowy monitoring.
- Obawiam się, że jest to konieczne - odparł Hatake. Orochimaru właśnie postanowił, że nie darzy go cieniem sympatii. Rzucił mu nienawistne spojrzenie. Naprawdę uwłaczające. Ale, może da radę zaprzyjaźnić się ze szpiegującymi go ludźmi. Szpiedzy na ogół mieli do niego dziwną słabość… Taaak. To był jakiś plan.
Ta myśl przypomniała mu Kabuto. Poczuł niemiły ucisk w żołądku.
- Co z Yakushim? - spytał, czując że nie jest w stanie już utrzymywać hardego wyrazu twarzy.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparła Tsunade cierpko. Stara jędza. Naprawdę chciał wiedzieć. Zacisnął zęby. Kątem oka zauważył, że Kakashi przygląda mu się baczniej niż wcześniej.
- Wszystko jedno - mruknął i wstał. - Zgadzam się. Tylko nie przesadzajcie z tymi szpiegami, nie mam ochoty się o nich potykać, ani spotykać w toalecie. No… To gdzie mam podpisać?
