Kakashi siedział na przeciwko Iruki w salonie, popijając herbatę z małej czarki. Jego życiowy partner pochłonięty był właśnie sprawdzaniem wypracowań swoich uczniów. Znowu.
Kakashi westchnął cicho. Iruka wpadał już chyba w pracoholizm.
- Co jest? - wymamrotał szatyn, nie odrywając wzroku od kartki papieru, wypełnionej brzydką, drobną hiraganą.
- Po co pytasz, skoro nawet nie interesuje cię odpowiedź?
Iruka rzucił mu poirytowane spojrzenie.
- Zawsze musisz mnie prowokować?
Kakashi odstawił czarkę na stół, trochę mocniej, niż było to konieczne. Wcale nie zamierzał; blat niskiego stolika okazał się być po prostu bliżej, niż mu się to wydawało.
Iruka westchnął ciężko i odłożył wypracowanie ucznia, po czym spojrzał na Kakashiego.
- Mówiłem ci, że mam dużo pracy.
- Nie sądziłem, że AŻ TAK dużo - odparł hokage. - Czy twoi uczniowie w ogóle mają jakiś czas wolny, czy może non stop piszą eseje?
Iruka skrzyżował ręce na piersiach.
- Możesz na mnie nasłać komisję, jeśli tylko masz ochotę. Mam dużo klas.
- Może w takim razie powinniśmy zatrudnić więcej nauczycieli?
- Skąd ich weźmiesz? Gros z nich właśnie zginęło na wojnie, a nowi dopiero się kształcą. Mamy braki kadrowe.
Kakashi zamyślił się.
- Może… może z innych krain?...
- Sytuacja u nich musi być podobna. Ale fakt, warto to sprawdzić.
- Zajmę się tym - obiecał Kakashi. A tobie należy się podwyżka, zdecydowanie.
Iruka prychnął.
- Nie waż się inicjować żadnych podwyżek dla mnie. Konflikt interesów.
Miał rację.
Kakashi wyciągnął rękę ponad stołem i chwycił dłoń Iruki. Mężczyzna zamrugał, zaskoczony.
- Po prostu się o ciebie martwię. I czasem tęsknię za tobą, nawet będąc tuż obok.
Iruka zmarszczył brwi. Na jego twarzy odbił się smutek.
- Dam sobie radę - uśmiechnął się, ale niezbyt przekonująco. - Lubię, to co robię, choć ostatnio często jestem zmęczony. No i… mam ciebie.
- To prawda - Kakashi odwzajemnił uśmiech. Dopił swoją herbatę, po czym wstał i podszedł do okna. Przez chwilę patrzył w zamyśleniu w ciemne niebo, próbując dojść do ładu z własnymi uczuciami. Co go tak gryzło? Sam nie wiedział. Iruka był ostatnio dość zmęczony, fakt, ale Kakashi starał się dbać o to, żeby jego partner też odpoczywał. Wyciągał go z domu, czasem na siłę odrywając od pracy, na spacery do lasu, pomagał w pracach domowych (choć gotował dość kiepsko), czuwał nad tym, żeby się wysypiał… Ze swojej strony Iruka był również z natury bardzo opiekuńczym człowiekiem. Wydawało mu się, że stanowili zgraną parę. Coś jednak ostatnio nie dawało mu spokoju. Może nawet nie chodziło o niego? Ale dlaczego coraz częściej dochodziło między nimi do sprzeczek? Co się z nimi działo? Dlaczego patrząc na niego, już nie rozpływał się w środku jak dawniej?...
Byli razem od trzech lat. Może to normalne? Nie miał pojęcia. Nigdy wcześniej z nikim nie był. Nie licząc…
Kakashi zerknął przez ramię na całkiem nieświadomego jego rozterek Irukę. Po co to rozpamiętywać? Poczuł się winny. Miał mężczyznę, który go kochał. Umino może i nie był chodzącym ideałem, ale summa summarum, był bardzo pięknym człowiekiem. Czystym jak łza. Całkiem niewinnym. Był balsamem na jego poranioną duszę i Kakashi mógł tylko dziękować losowi, który postawił go na jego drodze. Jego miłość została odwzajemniona, czuł ogromną wdzięczność z tego powodu codziennie, gdy budził się obok niego.
A jednak. Ostatnio było między nimi inaczej. Zastanawiał się, czy Iruka też to zauważył. Czy też o tym czasem myślał. Kochali się coraz rzadziej, pracowali coraz więcej. Kakashi miał wrażenie, że Iruka pomału wyślizgiwał mu się z rąk. I to go przerażało. Potrzebował go. Czuł, że już nie umiałby bez niego żyć, choć nawet sam przed sobą nie chciał się do tego przyznawać. Ale było coś jeszcze… Coś, czego totalnie nie potrafił uchwycić i nazwać. Coś, co odkładało się ciężarem na jego żołądku. Chyba zaczęło się z momentem, w którym przyjął stanowisko hokage. Wciąż miał wątpliwości, choć nie był pozostawiony sam sobie; miał doradców, Tsunade wciąż mu pomagała, złota kobieta. Z temperamentem, ale naprawdę dobra.
Z tych myśli wyrwał go jakiś ruch, który dostrzegł kątem oka w dole, na ulicy. Popatrzył tam i zobaczył dwie postaci. Przyjrzał się dokładniej i serce zamarło w jego piersi. Itachi. I Kabuto.
Wiedział, gdzie mieszka Yakushi. Sam wybrał mu lokum dokładnie naprzeciwko swojego mieszkania. Itachi i Kabuto zbliżali się właśnie do mieszkania tego drugiego. Kakashi zastygł w bezruchu, wdzięczny za firanki, które - miał nadzieję - czyniły go niewidzialnym. Wdzięczny również za to, że Iruka czytał eseje uczniów jedynie przy świetle lampki, choć mogło to nie być najzdrowsze dla jego oczu.
Kakashi zmarszczył brwi. Naprawdę? Teraz ta dwójka się zakumplowała? Najbardziej znienawidzony i najbardziej podziwiany ninja w wiosce? Co za ironia! Krew zawrzała w jego żyłach. Co on robił w towarzystwie tego zbrodniarza? Nie gnił teraz w więzieniu tylko dlatego, że jego umiejętności uzdrowiciela były naprawdę ponadprzeciętne. I tak, wyleczył tylu ludzi na wojnie, ale też był jednym z tych, który ją rozpętał…
Poczuł nagłe ukłucie, gdy pomyślał o innych winowajcach. Obito. Obito był przecież jednym z nich.
Przypomniał sobie jego nieodgadnione oblicze, gdy rozmawiał z nim w więzieniu. Nic nie potrafił wyczytać z jego twarzy, po prostu nic. To chyba z kolei dzięki jego szpiegowskim umiejętnościom. Jego oblicze jednak pojaśniało, gdy powiedział mu o możliwości pracy w szpitalu.
Oby tylko nic nie kombinował - pomyślał Kakashi. Nie był pewny, czy kiedykolwiek będzie potrafił mu zaufać. Ba, nie był nawet pewny, czy wypuszczenie go na wolność (względną; póki co nie wolno mu było opuszczać Konohy, pozostawał też pod stałą obserwacją) było dobrym pomysłem. Wiedział, że mieszkańcy mieli mu to za złe. On jednak czuł, że nie powinni marnować jego potencjału. Poza tym… wiedział już, że ludzie potrafią się zmieniać. Znał mniej więcej historię Kabuto. Domyślał się, że brakowało mu wzorców. No i potem ,,zaopiekował się" nim sam Orochimaru… Gotowy przepis na tragedię.
Mężczyźni stali przed wejściem do mieszkania Yakushiego, rozmawiając spokojnie. Wyglądało na to, że mieli dobre stosunki. Kakashi nie do końca to rozumiał. Czy oni spotkali się już wcześniej? Za życia Itachiego? O co tu chodziło?
Ku jeszcze większemu zaskoczeniu hokage, Itachi nagle objął Kabuto i przytulił go mocno. Kakashi pomyślał, że chyba mu się to śni. Ale to nie było wszystko. Po chwili Uchiha zaczął całować chłopaka. Z szeroko otwartymi oczami Kakashi obserwował, jak Yakushi sztywnieje, zapewne zaskoczony, po czym jednak przywiera mocniej do Itachiego.
Hatake poczuł się paskudnie z kilku różnych powodów jednocześnie.
Po pierwsze, jak parszywy podglądacz. Kiedy podszedł do okna, chciał tylko pomyśleć w ciszy. Jednak pojawili się oni, i zaczęli zachowywać tak, jakby kompletnie nie mieli pojęcia o tym, gdzie są.
Po drugie, Itachi nie był dla niego byle kim. To prawda, stare dzieje, ale to w nim zakochał się przed laty po raz pierwszy. Uchiha Był jego pierwszym pocałunkiem. To przy nim zorientował się, że nie interesują go dziewczyny. Służyli razem w Anbu; często wysyłano ich razem na misje, bo ich współpraca była świetna.
Nie trwało to jednak długo. Wkrótce Itachi zorganizował masakrę na swoim klanie i zniknął. Kakashi był bardziej zszokowany i zraniony niż wtedy, gdy stracił swojego senseia i przyjaciół z drużyny. Nic nigdy nie doprowadziło go do takiej ruiny emocjonalnej i psychicznej. Wmawiał sobie, że Itachi zwariował, nie wiedział co robi… Ale w głębi duszy wiedział, że to nieprawda. Zamordował ich z własnej woli. Kakashi nigdy nie mógł pojąć dlaczego.
Nawet, gdy poznał całą prawdę na ten temat, tamte rany wciąż go piekły. Jego widok na wojnie przywołał wszystkie wspomnienia. Nie potrafił mu wybaczyć. Najpierw zbrodni, której dokonał, a teraz tego, że nie powiedział mu prawdy. Że zniknął. Nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie w stanie mu to wybaczyć. Podejrzewał też, że Itachiemu niezupełnie na tym zależało. Patrzył właśnie na tego żywy dowód. Postanowił całować się z Yakushim pod jego oknem. Jakże subtelnie.
To nie było do niego podobne. Kakashi naprawdę nie rozumiał, co się dzieje. Może popełnił błąd. Może Itachi przebywał za długo wśród Akatsuki.
Hatake czuł, jakby jego nogi wrosły w podłogę. Nie potrafił się ruszyć. Patrzył na scenę, która sprawiała mu ból, ale nie potrafił odwrócić wzroku.
I kolejny powód, dla którego mógł czuć się paskudnie. Iruka. Widok całującego się Itachiego z kimś innym nie powinien go boleć. Miał przecież partnera, którego kochał. Był w stałym związku od trzech lat. Dlaczego więc tych dwoje tak bardzo podniosło mu ciśnienie? Dlaczego?!
Serce Kakashiego trzepotało się boleśnie w jego piersi. Wreszcie Itachi i Kabuto odkleili się od siebie. Yakushi zniknął w swoim domu, a Uchiha stał jeszcze przez kilka sekundw tym samym miejscu, wpatrując się w drzwi, które właśnie zamknęły się za… jego chłopakiem, najwyraźniej. Potem odwrócił się i zadarł głowę do góry. Spojrzał dokładnie w okno, przy którym stał Kakashi. Ten, zaskoczony, cofnął się o krok. Czy… czy on go dostrzegł?...
Itachi utkwił wzrok w oknie na kilka kolejnych, dziwnych, długich sekund, po czym wcisnął ręce do kieszeni swoich spodni i powolnym krokiem oddalił się.
Kakashi tymczasem wciąż nie mógł wyjść z szoku. Musiał się jednak pozbierać w sobie. Nie chciał, żeby Iruka cokolwiek zauważył. I bez tego atmosfera między nimi była dziwnie napięta. Przełknął ślinę i zerknął na ziewającego, niczego nieświadomego ninję. Oczywiście, że niczego nie zauważył. Oczywiście. Nie musiał się tym martwić. Iruka już niemal go nie zauważał. Nie był z tych, którym imponowała władza, więc choć twierdził, że jest niezwykle dumny z osiągnięć swojego partnera, nie wydawał się być aż tak podekscytowany faktem, iż jego mężczyzna został okrzyknięty nowym wodzem Konohy.
Hatake nagle zorientował się, że wciąż wstrzymuje oddech, zupełnie tak, jakby Itachi mógł go usłyszeć z tej odległości i to przy zamkniętym oknie (w sumie… kto go tam wie, co on teraz potrafi?) Wypuścił więc powoli powietrze z ust. Zawahał się, po czym podszedł do stolika, przy którym siedział Iruka. Obszedł stolik i uklęknął przy swoim partnerze. Oparł się czołem o jego ramię.
Usłyszał cichy, słodki śmiech i poczuł jak jego ręka mierzwi mu i tak już z natury zmierzwione włosy.
- Co tam, kocie?
Kakashi nie odpowiedział od razu. Uśmiechnął się i przymknął oczy. Iruka dawno go tak nie nazywał. Kiedyś uznał, że Kakashi jest jak kot: skrada się po cichu za plecami, wchodzi do domu przez okna, przesiaduje na dachach i przymila się zupełnie jak kot. Kakashi wolał psy. Iruka był za to właśnie jak pies: wierny, można było na nim polegać.
- Miau - bąknął Kakashi, po czym wyprostował się nieco i przywarł do pleców Iruki, splatając ręce na jego brzuchu. - Chyba znowu schudłeś - zauważył.
- Możliwe - Iruka znów ziewnął, poklepując dłoń Kakashiego, który z kolei zaczął składać drobne i liczne pocałunki na karku swojego partnera. Znał wszystkie jego czułe punkty i zdążył się nauczyć, że Iruka uwielbiał być całowany po szyi i karku. Tak było i tym razem; choć znów nieco niedostępny, rozluźnił się nieco i zamruczał z zadowoleniem.
Nie jest zły, że mu przeszkadzam - zauważył Kakashi w myślach. - To już sukces.
Iruka bywał bowiem humorzasty.
Sensei wypuścił z dłoni długopis, który uderzył z cichym stuknięciem o ciemny, drewniany blat stolika.
Kakashi postanowił kuć żelazo, póki gorące. Rozluźnił swój uścisk i przejechał dłońmi po ładnie wyrzeźbionej klatce piersiowej młodego senseia. Przesunął dłonie na jego ramiona i zaczął powoli je masować. Iruka był strasznie spięty.
- Siedzenie w jednej pozycji przez kilka godzin ci nie służy - zauważył.
- Wiem… - jęknął Iruka. - Wiem, masz rację.
Kakashi nachylił się do ucha Iruki i szepnął:
- Naślę na ciebie komisję BHP, Iruka-sensei. Masz tu złe warunki do pracy. Kto to widział takie rzeczy!
Iruka wybuchnął śmiechem. Odchylił przy tym głowę do tyłu i oparł ją o lewe ramię swojego partnera.
- Kto to widział, żeby hokage molestował nauczycieli, gdy ci sprawdzają wypracowania.
Kakashi w odpowiedzi tylko zachichotał i uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie mów, że ci to przeszkadza - odparł, kontynuując masaż. - A liczba mnoga jest tu sporym przekłamaniem. I jak? - spytał po chwili.
- Dużo lepiej. Dziękuję.
Kakashi znów się zawahał.
- Jak się położysz, mogę zrobić ci masaż całych pleców.
Iruka zaśmiał się.
- Wiem, do czego to prowadzi.
- A ty co? Mnich, co złożył śluby czystości? Mówisz, jakby to było coś złego.
- Nie o to chodzi…
Kakashi westchnął ciężko i znów przywarł do Iruki, tuląc go mocno do siebie. A raczej sam tuląc się do niego. Potrzebował go. Tak bardzo go potrzebował.
- Nie odtrącaj mnie dziś. Proszę.
- Dlaczego tak mówisz? Nie odtrącam cię! Mogę nie mieć ochoty na seks, to nie znaczy, że cię odtrącam. Nie próbuj mnie szantażować.
- No właśnie. Dlaczego ostatnio nie masz ochoty?...
- Nie wiem, jestem zestresowany i zmęczony.
- OK. Nie musimy nic robić - Kakashi złożył kolejnego buziaka na karku Iruki, tym razem dużo mniej sensualnego. - Ale obiecałem ci masaż. Potem chciałbym cię trochę poprzytulać i dam ci spokój, przysięgam.
Iruka odwrócił się do Kakashiego i spojrzał mu z powagą w oczy.
- Przepraszam, jestem beznadziejny.
Brwi Kakashiego powędrowały do góry.
- O czym ty mówisz?
- Zawsze się tak starasz, a ja… Cóż. Wiemy, jak jest. Postaram się lepiej zbalansować swoje życie.
- Iru… Kocham cię.
- Ja ciebie też - odparł Iruka, kładąc dłoń na policzku partnera, który pogładził kciukiem, po czym dotknął twarzy Kakashiego także drugą dłonią, aby w końcu złożyć leniwy, spokojny pocałunek na jego ustach. Taki pocałunek dawał poczucie bezpieczeństwa. Kakashi wyciągnął ręce i posadził sobie Irukę na kolanach. - Chyba zmieniłem zdanie - przyznał Iruka.
- Iru, nie musimy… - zaczął Kakashi, ale Umino mu przerwał:
- Wiem, że nie musimy. Ale chyba chcemy. Oboje. Prawda?
Kakashi spojrzał na niego, rozmarzony.
- Chcemy. Bardzo chcemy - potwierdził i zaczął namiętnie całować Irukę. Chwycił mężczyznę i wstał razem z nim na swoich rękach. Iruka poczerwieniał. Kakashi zaniósł go na ich łóżko, po czym zaczął w pośpiechu rozbierać jego i siebie.
Po wszystkim leżeli wtuleni w siebie jeszcze około kwadransa, zanim Iruka odezwał się:
- Wiesz… Tym razem było trochę inaczej niż zwykle - powiedział, zanurzając dłoń we włosach kochanka.
- Co masz na myśli? - spytał Kakashi, podnosząc głowę, żeby móc spojrzeć na Irukę.
- Byłeś… trochę ostrzejszy - odparł, rumieniąc się i patrząc w bok.
Kakashi zamrugał. Dopiero teraz dotarło do niego, że w jego umyśle wciąż i wciąż odgrywała się scena, którą zobaczył przez okno. Itachi, obściskujący się z Yakushim. Pod jego domem. Itachi, bezczelnie wpatrujący się w miejsce, w którym stał. Jakby chciał przekazać mu jakąś wiadomość. Jakby chciał się za coś na nim zemścić, choć Kakashi był pewny, że nigdy nie uczynił mu nic złego. To Itachi mu nie zaufał. To on nie podzielił się z nim swoim problemem. To on zostawił go bez słowa.
Hokage posmutniał i opuścił wzrok.
- Przepraszam cię… - wyszeptał.
- Za co? - zdziwił się Iruka. - Właściwie to… podobało mi się - przyznał. Jego twarz była już całkiem czerwona. Kakashi uśmiechnął się blado. Dobrze było to wiedzieć.. Po trzech latach. - Zastanawia mnie tylko powód - wyjaśnił.
- Chyba mieliśmy małą przerwę, co?
- Czy ja wiem?...
- Tak czy siak… Nie skrzywdziłem cię?... - spytał Kakashi z nagłym przestrachem.
- Nie, spokojnie, na pewno dałbym ci znać, gdybyś zrobił coś nie tak - zapewnił go.
- To dobrze - odetchnął Kakashi, przygarniając do siebie Irukę. Powinien był całkowicie skupić się na swoim partnerze. W szczególności w takich sytuacjach.
Tymczasem gdy zamykał oczy, dręczyło go spojrzenie dwóch czerwonych sharinganów.
