Iruka! Iruka-sensei! Zaczekaj!...

Iruka był wściekły. Tak strasznie wściekły. Zraniony do żywego. Czuł się zdradzony. Po prostu.

Na dźwięk swojego imienia mimowolnie zatrzymał się jednak w pół kroku. Przełknął ślinę, próbując się pozbierać.

Spojrzał w róg na suficie. Kamera. Z idealnym widokiem na niego i zbliżającego się w jego stronę Kakashiego.

To musiało wyglądać jak normalna wymiana zdań. Ręce drżały mu jednak ze zdenerwowania. Nie mógł przecież rzucić się z pięściami na samego Hokage. Nie pod czujnym okiem kamer. Były wszędzie. Wcześniej nie zdawał sobie z tego aż tak sprawy. Nagle poczuł się obserwowany. Wbrew wszystkiemu uśmiechnął się. Nie widział swojej twarzy, ale wiedział, że to uśmiech szaleńca.

Odwrócił się powoli i wbił wściekły wzrok w Kakashiego. Jego oczy powiedziały mu, że musiał mieć żądzę mordu wypisaną na twarzy.

- Woda sodowa odbiła ci już do głowy na tym stanowisku? - syknął.

- To nie tak…

- Wiesz, to zabawne, bo gdy ktoś mówi ,,to nie tak jak myślisz", zazwyczaj jest DOKŁADNIE tak, jak ta druga osoba myśli. A ja myślę, że wiem, co widziałem, Kakashi. I nie będziemy tutaj o tym rozmawiać, zapomnij. Muszę wracać na lekcje.

Iruka zdusił w sobie chęć złapania swojego partnera za bary i rzucenia nim o ścianę.

- Iruka, zatrzymaj się.

- Daj sobie spokój, Kakash… - Iruka już był odwrócony do niego plecami, gdy poczuł, jak dłoń Hatake zaciska się boleśnie na jego nadgarstku. Kamery, te cholerne kamery. Gdyby nie one… Gdyby nie one…

Zastygł w bezruchu.

- Puść mnie - wycedził przez zęby. W tej chwili jego dotyk go mierził. Zdawało mu się, że powoli łączył kropki. Wczoraj w łóżku był inny. Może już wtedy próbował przenieść do ich sypialni coś, czego doświadczył z nim. Łzy wezbrały w jego oczach. Jak mógł?! Jak mógł mu to zrobić?! Może nie było między nimi ostatnio idealnie, ale nic nie usprawiedliwiało zdrady! Jak długo to trwało?! Odkąd Itachi wrócił do Konohy?...

A może już wcześniej?

Kakashi wiedział co robi, chwytając Irukę za rękę tuż pod kamerą. Iruka cenił sobie prywatność. Musiał. Był nauczycielem. Poza tym… bał się. Łatki geja przede wszystkim. Wtedy nie znaczyło już, czym się zajmowałeś, czego dokonałeś, jaki byłeś… Nic. Ludzie będą o tobie mówić ,,o, ten gej" albo ,,ten nauczyciel, co jest gejem".

- Zabiję cię w domu, jeśli zamierzasz wrócić na noc. Bo może już planujesz spać gdzieś indziej.

- Mógłbym cię zamknąć za takie słowa.

Szczęka Iruki zadrżała.

- Tak? I ciekawe, kto przejmie moje klasy? Puść moją rękę, nie będę się tu z tobą szarpał.

- Oczywiście, że nie. Żadnych scen, czyź nie, Iru? Każdy do cholery wie, że jesteśmy razem, ale…

- Każdy? Itachi chyba nie ma o tym zielonego pojęcia.

- Wie. A sam jest teraz z Kabuto.

- Co za bzdury.

- To prawda. Widziałem ich wczoraj.

- Och tak? I co? To dlatego, byłeś taki… inny? Zezłościło cię to? O co tu, kurwa, chodzi? - Iruka odwrócił się powoli, natrafiając na szeroko otwarte oczy Kakashiego. - Nienawidzę cię - wysyczał. Czuł, że jest coraz mniej sobą, a coraz bardziej kimś obcym, kimś okropnym. Zamieniał się od nowa w tego samego potwora, który kazał mu zabić Naruto.

Zmroziło go na to wspomnienie.

Zabić Naruto.

- Nie myślisz tak naprawdę - Kakashi wyglądał na przerażonego. Pobladł. Iruka czuł się, jakby powoli tracił rozum.

- Puść mnie, nie będę się powtarzał bez końca.

Był pewien, że zostanie mu siniak. Kakashi ściskał jego rękę coraz bardziej rozpaczliwie.

- Spóźnię się na lekcje. Nie mogę zostawić klasy bez opieki - próbował przemówić mu do rozsądku.

- Chcę ci wszystko powiedzieć. Wszystko wyjaśnić. Musisz wiedzieć jedno: nie zdradziłem cię. Nie mam też w ogóle takich zamiarów. Kocham ciebie.

Wezbrane łzy musiały wreszcie znaleźć swoje ujście. Iruka zacisnął powieki. Musiał już być spóźniony. Powie im, że ma alergię. We wrześniu? Że zmarła jego babcia. Nie miał babci. Nie miał żadnej rodziny. Miał tylko jego. Tylko jego. Gorące łzy spłynęły prędkim strumieniem po jego zarumienionej z emocji twarzy.

- O której kończysz? - spytał Kakashi.

- To są moje ostatnie zajęcia - odparł, czując jak coś w nim łamie się i umiera.

- Przyjdź potem do mojego gabinetu.

- To może zaczekać.

- Może. Ale widzę, w jakim jesteś stanie i musisz przetrwać tę lekcję, ja natomiast nie mogę jeszcze wyjść do domu. Chcę z tobą porozmawiać jak najprędzej. Proszę.

- W porządku, hokage-sama.

Kakashi puścił w końcu jego rękę. Iruka zastanawiał się, czy któryś ze strażników to widział. Musieli mieć niezły ubaw.

- Będę czekał - wyszeptał Hatake. Przez maskę, która zasłaniała jego twarz, Iruka ledwo dosłyszał te słowa. Nic mu na to nie odpowiedział. Odwrócił się i odszedł na sztywnych nogach. Spojrzał na zegarek. Dziesięć minut spóźnienia. Dyrektor by go zabił.

Gdyby nie wiedział, jak wszyscy zresztą, że był partnerem samego Hokage…

Może już nie był. Może powinien pakować manatki i wrócić do wynajmowania jakiegoś małego mieszkanka. Z dala od Kakashiego, Itachiego, Kabuto… Z dala od całej tej popapranej bandy. Kakashi obściskujący się z Itachim, wmawiający mu właśnie, że ten drugi sypia z Kabuto! Cyrk na kółkach, tego jeszcze nie grali!

Jego życie rozpadało się na kawałki. Nie był w stanie pracować. Okłamał uczniów, że wyjątkowo źle się dziś czuje. Właściwie to ich nie okłamał. Czuł się paskudnie, nawet fizycznie. Rozbolała go głowa, było mu niedobrze, z nerwów miał ściśnięty żołądek. Ze zdziwieniem zobaczył pełne współczucia spojrzenia nawet najgorszych rozrabiaków. Musiał wyglądać co najmniej tak, jakby go coś poturbowało. W sumie… z emocjonalnego punktu widzenia, tak właśnie było.

Jeden z chłopców nawet zaproponował, że pójdzie po medyka. Iruka spojrzał z ojcowską miłością w duże, niebieskie oczy uroczego chłopca. Tak strasznie przypominał mu Naruto. Tylko, że ten nie rozrabiał. Zawsze, ale to zawsze był grzeczny. Wyrośnie z niego wspaniały shinobi.

- Nie, w porządku. Nie trzeba. Po was nie mam już żadnych zajęć, więc odpocznę. Róbcie w ciszy zadania, które wam dałem, przyjrzymy się waszym rozwiązaniom na następnej lekcji, w porządku?

- Tak, sensei! - klasa odparła chórkiem.

Iruka był naprawdę wzruszony. Nie hałasowali, jak zwykle, nie rozrabiali. Raz po raz rzucali mu tylko zmartwione spojrzenia. Trzydzieści pięć minut upłynęło jednak bardzo powoli. Trzydzieści pięć. Nie czterdzieści pięć, bo był spóźniony. Poczuł wstyd i wyrzuty sumienia, myśląc o tym. Kakashi nie powinien był go zatrzymywać. To było nieodpowiedzialne z jego strony. Gdyby któremuś z dzieci się coś stało? Iruka wtedy faktycznie poszedłby siedzieć… Klasa miała być pod jego opieką.

Wreszcie zabrzmiał dzwonek. Iruka odprowadzał wzrokiem uczniów, ociągając się do wyjścia. Co od niego usłyszy?...

- Iruka-sensei? - z zamyślenia wyrwał go głos tego samego chłopca. Spojrzał w dół. Blondyn stał przy katedrze, nerwowo wykręcając ręce.

- Co się dzieje, Sany?

- Martwimy się o senseia - odparł swoim cienkim głosikiem.

Iruka uśmiechnął się do niego serdecznie. Musiał trochę przyaktorzyć. Co on najlepszego narobił? Przestraszył te dzieci! Z drugiej strony, miło było wiedzieć, że tak się nim przejmowali.

- No co ty! - Iruka zmierzwił blond czuprynkę chłopca. - Nie ma co się martwić! Chyba się trochę przeziębiłem, to wszystko! Obiecuję, że w weekend odpocznę i w poniedziałek wrócę do was całkiem zdrowy!

- Obiecuje sensei?

Iruka nagle zdał sobie sprawę z tego, że obiecywanie to jednak dość poważna sprawa. Dlatego też postanowił w duchu, że cokolwiek podzieje się w jego życiu, poradzi sobie z tym. Poradzi sobie, nawet jeśli jego związek z Kakashim się rozpadnie. Poradzi sobie. Celem jego życia nigdy nie było bycie w związku. Był nauczycielem, przede wszystkim. To było coś, co tworzyło jego ,,ja". Jego tożsamość.

Był nauczycielem.

Znów się uśmiechnął. Tak ciepło, jak tylko potrafił. Tym razem było to łatwiejsze.

Wstał, zszedł z katedry i kucnął przy Sanym, żeby nie musieć patrzeć na niego z góry.

- Obiecuję - powiedział, kładąc dłonie na chudych ramionkach chłopca i patrząc mu z powagą w oczy. Ze zdziwieniem spostrzegł się, że chłopiec poczerwieniał. Choć wyglądał na mniej, miał dwanaście lat. Nagle przypomniał sobie, że choć ma wiedzę i jest bardzo mądry, Sany rzadko kiedy odzywał się na lekcjach, jeśli nie był pytany o coś wprost. Teraz jednak to on jako jedyny podszedł po lekcji do Iruki, żeby powiedzieć mu, że się o niego martwią. To nie mogło być dla niego łatwe.

Iruka dźwignął się z kucków. Sany wymamrotał, że się cieszy i nagle, w przyspieszonym tempie, opuścił klasę. Iruka zmarszczył brwi. Chyba wolał się nad tym za długo nie zastanawiać.

Westchnął cicho i wrócił na katedrę, żeby zebrać swoje rzeczy.

- Iruka - odezwał się Kakashi na widok stojącego w progu nauczyciela, który wpatrywał się w niego z zaciśniętymi ustami. Jego oczy rzucały gromy. Był zraniony i wściekły. Miał ściągnięte brwi i drżały mu ręce. Kakashi zastanawiał się, jak w takim wzburzeniu przeprowadził lekcję. Wolał jednak nie pytać.

Iruka tymczasem wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi w sposób niezwykle jak na jego stan kontrolowany. Zbliżając się do biurka, odwrócił wzrok.

- Przyszedłem tylko po to, żeby ci powiedzieć, że nie zamierzam tu o tym rozmawiać.

Kakashi milczał przez chwilę, po czym odrzekł ze spokojem w głosie:

- Rozumiem. Pewnie masz rację.

- O której będziesz w domu?

Hokage westchnął cicho i spojrzał zrezygnowany na piętrzące się na jego biurku stosy papierów.

- Nie przyspieszaj swojej pracy dla tej rozmowy - powiedział Iruka pospiesznie. - Masz zbyt ważne stanowisko, twoje życie prywatne nie powinno na nie wpływać.

Kakashi przymknął oczy, żeby nimi nie przewrócić po suficie i nie rozwścieczyć tym Iruki jeszcze bardziej. Nienawidził, gdy to robił.

Przypomniał sobie jego słowa sprzed godziny. Nienawidzę cię.

Wierzył mu. Musiał go w tamtym momencie szczerze nienawidzić. Wiedział, że miną wieki, nim odzyska jego zaufanie.

Jeśli w ogóle było to jeszcze możliwe.

- To jest czysta biurokracja, która może poczekać - wyjaśnił.

- Z takim podejściem…

- Wiem, co mówię. Nie musisz mnie uczyć, jak wykonywać moją pracę.

Iruka założył ręce na piersiach.

- W związku z powyższym - ciągnął Kakashi - będę po piętnastej.

Iruka wzruszył ramionami.

- OK. To do zobaczenia. Szykuj sobie historyjkę, ale i tak w nic nie uwierzę.

- Nie muszę. Po prostu powiem ci prawdę.

- Mam się pakować? - spytał nagle cicho.

Kakashi uniósł brwi do góry.

- Zwariowałeś? Nie. Nic z tych rzeczy!

- Wszystko jedno. Do później - rzucił i, nie czekając na odpowiedź, wyszedł, zamykając za sobą drzwi.

Kakashi odchylił się na krześle i założył ręce za kark, wypuszczając powietrze z ust. Po chwili wstał i wyjrzał przez okno. Wiedział, że z jego pracy dziś już nic nie zostało. Nie da rady się skupić. Nie, póki między nimi jest tak źle. Naprawdę nie obchodziły go te pieprzone papiery… Musiał zmienić ten system. Może wprowadzić wreszcie komputery. Marnował swój czas. Mógł zająć się czymś bardziej pożytecznym… Coraz mniej dziwiło go, że Tsunade zrzekła się tego stanowiska na rzecz wyłącznej pracy w szpitalu. Była praktyczną kobietą.

Z zamyślenia wyrwał go ruch na drodze w dole. Spojrzał tam. Oparł się o framugę i obserwował przygarbionego Irukę zmierzającego w stronę ich domu. Posmutniał. Chciał już z nim być, ale niektóre rzeczy powinien faktycznie skończyć jeszcze dzisiaj. A może pobiegnie za nim i wróci do biura później?...

Nie, nie zaszkodzi mu, jak pobędzie chwilę sam ze sobą. Może w międzyczasie sam dojdzie do wniosku, że nieco przesadza.

Cóż takiego w końcu zobaczył? Jak przytulał starego przyjaciela? Interpretacja mogła być właśnie taka. A może Itachi właśnie dowiedział się o czymś tragicznym i potrzebował wsparcia? Nie całowali się, nie robili niczego takiego.

Musiało to jednak wyglądać jednoznacznie. Przypomniał sobie, że gładził Uchihę po jego czarnych, długich włosach, a ten wczepił się w niego tak, jakby miał już nigdy nie puścić…

A Iruka nie słyszał nawet ich rozmowy.

Przybity, spojrzał na nietknięty lunch, zostawiony mu wcześniej przez Umino. Gdyby tylko nie zapomniał jedzenia, nie pojawiłby się tutaj w tak fatalnym momencie. I od kiedy nie czekał na odpowiedź, tylko od tak wskakiwał do jego gabinetu, nazywając go "Kashim"? Wszystko złożyło się tak strasznie niefortunnie… Przecież zgodzili się z Itachim, że oboje są już gdzieś indziej. Byli szczerymi, wiernymi ludźmi i nie zamierzali dopuszczać się zdrady.

Było mu tak strasznie przykro. Chciał powiedzieć Iruce, że dawniej tylko się bardzo przyjaźnili, ale to by oznaczało, że musiałby żyć z ciężarem kłamstwa w duszy. Ryzykowałby też, że ten jednak jakoś się dowie. Chyba nikt nie powinien wiedzieć o ich dawnej zażyłości, ale… nie mógł mieć pewności.

Westchnął ciężko. Postanowił. Powie mu prawdę. Nie widział lepszego wyjścia.

Z tą myślą w głowie zasiadł do biurka. Jego umysł oczyścił się trochę i choć wciąż bardzo obawiał się tej rozmowy, był w stanie wrócić do pracy.

Kilka godzin później siedzieli naprzeciwko siebie w salonie z zieloną herbatą parującą z małych czarek.

- No to słucham - zaczął Iruka. - Miałeś mi chyba wszystko wyjaśnić.

Patrzył na niego, jak nabiera powietrza i skubie czarkę. Nie sprawiał wrażenia osoby niewinnej.

- Dobrze więc. Wcześniej nie widziałem sensu ci o tym mówić, nie chciałem pamiętać, nie chciałem tego mielić w głowie po raz kolejny. Itachi i ja poznaliśmy się w Anbu. Byliśmy nastolatkami, ale… weszliśmy w głęboką zażyłość.

- Byliście parą - skonkretyzował Iruka, czując jak żołądek zaciska mu się boleśnie w trzewiach. Oczywiście.

- Jeśli można to tak nazwać… Itachi miał tylko trzynaście lat, więc jak sobie wyobrażasz, nigdy… nigdy do wszystkiego między nami nie doszło, ale… no, tak. To było na pewno dużo więcej niż przyjaźń.

Iruka obserwował, jak Kakashi mocuje się ze sobą opowiadając mu o swojej dawnej relacji z Itachim. Nagle lód, który rano skuł jego serce, zaczął nieco topnieć. Musiało być mu ciężko wracać do tych wspomnień.

Wyciągnął rękę ponad prostokątnym stolikiem, przy którym siedzieli, i chwycił dłoń, która skubała bez litości czarkę. Wyciągnął naczynie z jego ręki i ścisnął ją, chcąc tym samym pokazać, że jest w tej chwili z nim i że może mu zaufać - wszystko mu opowiedzieć.

Kakashi podniósł wzrok na Irukę, lekko zaskoczony. Ucałował jego dłoń i przycisnął ją do swojego czoła. Przez chwilę trwał tak, z przymkniętymi oczami, po czym delikatnie odłożył jego dłoń na stolik i kontynuował:

- Byliśmy parą, no tak, tak to można nazwać. Taką wiesz… bardzo się z tym kryjącą.

- Kochałeś go - to nie było pytanie. Iruka stwierdził to, nie odrywając wzroku od twarzy Kakashiego. Znów wyciągnął dłoń do swojego partnera, tym razem po to, aby ściągnąć maskę z jego twarzy. Hatake nie oponował.

- Tak. Kochałem go. Bardzo.

Znów zapadła cisza.

- Wciąż go kochasz - kolejne stwierdzenie.

Kakashi nie odpowiedział od razu.

- Spójrz na mnie.

Kakashi spojrzał na Irukę wzrokiem zbitego psa.

- Kochasz go - powtórzył.

- Nie wiem, jak to określić. Tak jakby. Ale więcej jest bólu i żalu. Zostawił mnie. Nie zaufał mi. Nie dał sobie pomóc. O niczym mi nie powiedział.

- Miał trzynaście lat - zauważył Iruka.

- Wiem. Ale tego bólu nigdy nie zapomnę.

- Czyli wciąż… wciąż go kochasz.

Kakashi opuścił wzrok.

- Chyba. Tylko musisz coś zrozumieć. To tylko uczucia. Oprócz tego mam rozum. Miłość to też wybór intelektualny. A ja trzy lata temu wybrałem ciebie. Wybieram ciebie każdego dnia od nowa. Kocham cię, z tobą chcę spędzić resztę życia, nawet nie masz pojęcia jak jesteś dla mnie ważny. Leczysz mnie każdego dnia…

- Gdyby nigdy nie opuścił wioski, gdyby nie doszło do tej tragedii… Pewnie byłbyś z nim do dziś.

- Możliwe. Ale życie potoczyło się inaczej, nie zmienię już tego. Nie chcę tego zmieniać. Nie chcę… nie chciałbym wrócić do niego, nie być już z tobą… nie. Nie chcę. Po prostu… nie wiem. Wszystko trochę ostatnio wróciło i gdy wyszła na jaw cała prawda na jego temat… Trochę zgłupiałem. Nie wiedziałem, co mam myśleć, jak się czuć z tym wszystkim, było mi go żal… Potem…

Kakashi opowiedział Iruce o scenie, która rozegrała się pod ich oknem. O tym, jak Itachi wierzy w całkowitą przemianę Kabuto i o tym, że najwyraźniej się w sobie zakochali.

- Także, jak widzisz… oboje jesteśmy już gdzieś indziej i myślę, że to w ogóle bardzo dobrze. Nie wiem, czy dalej mi ufasz po tym, co ode mnie usłyszałeś, ale przysięgam ci, to cała prawda. Nic się między nami nie wydarzyło i nic się nie wydarzy. Bo jestem z tobą.

Iruka nie skomentował swojego poziomu zaufania. Nie czuł się pewnie. Wystarczyłaby sytuacja, w której tych dwoje zostaje sam na sam i, dajmy na to, wypije trochę alkoholu. Nie… nie dało się kochać dwóch osób naraz.

- Nie wiem, Kakashi, dziękuję za szczerość, naprawdę doceniam, ale… nie wiem. Chciałbym mieć monopol na twoją miłość. Źle się czuję z tym, że kochasz kogoś jeszcze. Nie wiem. Chyba potrzebuję trochę przestrzeni. Muszę to przemyśleć. Ale dziękuję. Nie winię cię, teraz rozumiem lepiej. Wybacz głupie pytanie, ale… nie całowaliście się odkąd wrócił?

- Nie. Przytuliłem go, jak starego kumpla, to wszystko.

- Jak starego kumpla to raczej nie, ale dobrze. Wychodzę. Muszę się przejść. Raz jeszcze… dziękuję, że mi wszystko powiedziałeś.

- Dziękuję, że wysłuchałeś.

Iruka dopił swoją herbatę i wstał, po czym chwycił swoją kurtkę, włożył buty i wyszedł z domu, zostawiając Kakashiego samego na pastwę swoich rozbieganych, czarnych myśli.