— Reynolds! Otwórz! Musimy porozmawiać! — Brimsley po raz kolejny uderza otwartą dłonią w drzwi.
Reynolds rzuca zaniepokojone spojrzenie za siebie, choć dobrze wie, że jego pan nie może ich usłyszeć, a gdyby nawet zdołał, to najprawdopodobniej jest mu w tej chwili wszystko jedno.
— Wpuść mnie natychmiast, bo jeśli nie, konsekwencje będą tragiczne!
Konsekwencje będą tragiczne, jeśli cię wpuszczę — myśli Reynolds gorzko, ale na zewnątrz nadal zachowuje perfekcyjny spokój.
— Przykro mi, w tej chwili nie jest to możliwe.
— Otwieraj, bałwanie, ważą się losy korony!
Reynolds waha się jeszcze przez moment. Możliwe, że Brimsley dramatyzuje albo celowo wyolbrzymia, by go przekonać, jednak co jeśli z królową rzeczywiście dzieje się coś złego? Nie żeby król mógł w tej chwili cokolwiek poradzić, mimo to Brimsleyowi udało się już zasiać w sercu Reynoldsa ziarenko niepokoju i królewski kamerdyner z wahaniem sięga do pierwszej zasuwy.
Uchyla drzwi tylko na kilka centymetrów, wszak nawet gdyby z końca korytarza nie dochodziły co chwila okrzyki Jerzego, i bez tego wiedziałby, jak wielkie jest ryzyko.
— O co chodzi? — pyta, kryjąc niepokój pod maską zniecierpliwienia.
— Twój król musi natychmiast porozmawiać z moją królową.
Reynolds z trudem powstrzymuje się od przewrócenia oczami, bo doprawdy, wie o tym i bez Brimsleya, tylko co z tego, kiedy nie ma żadnego wpływu na sytuację?
— Król jest niedysponowany — odpowiada sztywno. Obawia się, że gdyby pozwolił sobie na najmniejszy nawet cień emocji, Brimsley natychmiast by go rozpracował, a on nie byłby w stanie już dłużej kłamać, nie przed tym mężczyzną, który stał się mu tak bliski… albo raczej mógłby się stać, gdyby nie okoliczności.
— Nic mnie to nie obchodzi, królowa go potrzebuje, dysponowanego czy nie. Potrzebuje go jak najszybciej, Reynolds, martwię się o nią.
Reynolds zaciska zęby. Milczy, bo co mógłby odpowiedzieć? Z głębi korytarza dobiega kolejny nieludzki ryk. Brimsley marszczy brwi.
— Co się tam dzieje?
Reynolds odwraca wzrok.
— To był król, prawda? Co mu jest, naprawdę tak cierpi? Reynolds, gadaj natychmiast, czy król jest umierający?
Reynolds głośno przełyka ślinę.
— Z rozkazu króla nie wolno mi nikogo wpuścić ani z nikim rozmawiać — odpowiada jeszcze zimniejszym tonem.
Potem, mimo protestów Brimsleya, zatrzaskuje drzwi i zamyka wszystkie cztery zasuwy — trzy stalowe i jedną z czystego srebra. Następnie ciężko opiera się o framugę i ociera pot z czoła.
Król wyje ponownie i Reynolds budzi się z chwilowego odrętwienia. Spieszy z powrotem do komnaty Jerzego, gdzie jak zwykle w pierwszej kolejności sprawdza, czy okrąg z soli i tojadu nadal szczelnie otacza królewskie łoże zabezpieczone dwoma rzędami potężnych stalowych krat.
Reynolds jest wierny swemu panu i jeśli musi narazić przyjaźń — albo i coś więcej — a nawet i życie, by chronić króla, jego reputację i urząd, zrobi to bez wahania. Co dzień modli się jednak, by przypadłość Jerzego nie okazała się dziedziczna. Bo jeśli w rodzinie królewskiej pojawi się więcej wilkołaków, to cóż, Anglia ma przerąbane.
