Nicea, 12 sierpnia 1998r.

Sybilleczko kochana, iskierko mojego życia!

Bardzo się cieszę, że wypoczywasz. Ja zaś spędzam tu czas bardzo intensywnie. Tak, jak pisałem, popłynęliśmy z Guillaume'em na wyspę. Okazała się malutka, ale magicznych roślin było na niej co niemiara. Nawet skrzeloziela, którego już ani trochę mi nie zostało w magazynku. Komary faktycznie latają i atakują jak smoki – dobrze, że przynajmniej nie zieją ogniem. Eliksir działa, ale krótko i co chwila trzeba się smarować od nowa. Chyba powinienem popracować nad jakimś ulepszeniem receptury, ale to już po powrocie, bo tu nie mam ze sobą nawet kociołka. Wstyd, nie? Jestem słabo przygotowany jak na mistrza eliksirów, ale nie chciałem się obciążać w podróży czymś, z czego pewnie i tak bym w tym czasie nie skorzystał, bo brakowałoby mi też innych przyborów, nie mówiąc o składnikach. A nie chcę dodatkowo absorbować państwa Leblanc swoimi potrzebami.

Jestem właśnie w Nicei, byłem w sklepie, o którym mi opowiadałaś. Kryształowe kule faktycznie tu są – powtórzę, byłoby najlepiej, gdybyś tu była i sama je obejrzała! – ale teraz ten ich przeklęty sezon urlopowy sprawił, że mają poważne braki w zaopatrzeniu. Kazali mi przyjść we wrześniu. Cholerne żabojady, czy oni nie rozumieją, że wtedy muszę już być w szkole?!

Dobra wiadomość jest jednak taka, że pani Leblanc jest w dobrych kontaktach z Olimpią Maxime i obiecała, że szepnie jej słówko na ten temat. W drodze powrotnej chciałbym wpaść choćby na dwa dni do Beauxbatons, być może Olimpia poratuje mnie choćby kilkoma kulami dla Ciebie. Przy okazji może spotkam tam Marise, ona też mogłaby coś doradzić.

Tak więc nie mam dla Ciebie na razie kul, za to znalazłem tu, w Nicei, coś innego… na razie nie będę zdradzać, co – to niespodzianka! Mam tylko nadzieję, że Ci się spodoba.

Całuję, przytulam, gorąco pozdrawiam,

Twój pogryziony przez smokomary Ślimak, co nie zapełzł dziś za daleko