Montpellier, 16 sierpnia 1998 r.

Moja najmilsza!

Cieszę się z każdego listu od Ciebie, ale przykro mi, że jesteś taka wymarznięta. Żebym tak mógł Cię rozgrzać na odległość, ale nie bardzo mogę, więc na rozgrzewkę przypomnij sobie po prostu wieczór przed moim odjazdem, może to choć trochę pomoże. I łykaj sobie na noc po trzy krople tego eliksiru z zieloną etykietą – no wiesz, w rogu szafki po lewej.

Upał nadal tu trzyma i nie puszcza, ostatnio wręcz przypiekło mnie słońce, ale obiecujemy sobie wraz z państwem Leblanc, że gdy tylko zakończę swoje poszukiwania, wybierzemy się wreszcie na spokojnie na plażę. Miejsca kąpielowe jak dotąd omijałem, pochłonięty poszukiwaniem roślin, za to przy okazji wypadu na kolejną wysepkę udało się przynajmniej trochę powędkować. Nie złapaliśmy wprawdzie żadnego okazu, który przydałby się do eliksirów, ale za to mieliśmy tego dnia wspaniałą kolację. Choć przyznaję, że gdy przyjrzałem się świeżo złapanej doradzie, okazało się, że w kilku miejscach przysysały się do niej bardzo interesujące pijawki… niestety, było ich za mało, ale może następnym razem się jeszcze uda i zrobię zapasy, których w Hogwarcie chyba jeszcze nigdy wcześniej nie mieliśmy.

Zostało mi już tylko kilka dni tutaj, wizytę w Beauxbatons mam praktycznie zaplanowaną, więc na moje śródziemnomorskie poszukiwania zostało mi już mało czasu. Jutro wybieramy się na bagna Camargue, z którymi, jak wiesz, wiążę najwięcej oczekiwań. Obym się nie zawiódł, bo pewnie okazja do powrotu w te okolice nadarzy się nieprędko.

Przytulam Cię mocno i całuję,

Twój słony i przesiąknięty zapachem ryb Horacy