POV: Itachi (wspomnienia)

Itachiego obudziło niespokojne potrząsanie jego ramieniem i znajomy mu głos:

- Itachi! Itachi! Chyba sobie żartujesz! Miałeś na mnie czekać!

Uchiha wymamrotał coś niezadowolony, po czym otworzył oczy. W półmroku zobaczył twarz pochylającego się nad nim Deidary. Widząc, że Itachi się obudził, wyprostował się i skrzyżował ręce na piersiach, z czegoś wyraźnie niezadowolony. Itachi ugryzł się w język, zanim, zaspany, spytał Deidarę, co tu robi. Przypomniał sobie i zapiekły go policzki. Powoli usiadł i oparł się o wezgłowie.

- Która jest godzina? - spytał. Deidara wzruszył ramionami. Itachi sięgnął po swój budzik. - Druga. Miałeś być godzinę temu. Czekałem na ciebie, ale w końcu usnąłem - wyjaśnił spokojnie.

Deidara wydął usta i przewrócił oczami.

- Chciałem jeszcze wziąć prysznic - zaczął się tłumaczyć. - Poza tym, Tobi się kręcił po korytarzu, a miał mnie nikt nie widzieć… - Deidara westchnął. - Nienawidzę planowania takich rzeczy! To jest chore! To się robi na żywioł! Powinniśmy iść gdzieś wcześniej, hm! - narzekał. Itachi obserwował go uśmiechem tańczącym na ustach. W jedwabnym szlafroku i mokrych, rozpuszczonych włosach, Deidara podobał mu się jeszcze bardziej.

- Wcześniej? Żeby wszyscy zaczęli nas szukać i się domyślać?...

- Mam gdzieś, co inni sobie pomyślą, hm! Co ci zależy?

Itachi wzruszył ramionami.

- Nie wiem. Chyba po prostu lubię, żeby moje życie prywatne było rzeczywiście prywatne - odparł niewzruszony.

- Wszystko jedno - fuknął Deidara. - Teraz i tak już… nie ma nastroju. Hm.

Itachi na te słowa wyciągnął rękę do chłopaka i uśmiechając się miękko, powiedział:

- Chodź.

Deidara stał oniemiały, patrząc się na wyciągniętą w jego stronę dłoń.

- No chodź do mnie - zachęcał go, jakby blondyn był nieufnym kotem z ulicy. Dostrzegł, że chłopak przełyka ślinę, ale potem chwyta jego rękę. Itachi pociągnął go do siebie, po czym chwycił w pasie i rzucił na łóżko.

- Czemu dzisiaj każdy mną rzuca? - wymamrotał, wciąż obrażony. Itachi zaśmiał się lekko. - Zimno. Hm. - Deidara wpakował się pod kołdrę i spojrzał z wyczekiwaniem na Itachiego, który z kolei przyglądał mu się z rozbawieniem.

- To co? Będzie instruktaż? - nie mógł się powstrzymać.

Deidara zmrużył oczy.

- A co? Potrzebny ci? - Deidara odbił piłeczkę.

- Myślę, że sobie poradzimy.

Itachi chwycił chłopaka w pasie i posadził go sobie na kolanach, po czym naciągnął kołdrę na jego ramiona. W półmroku dostrzegł, jak policzki blondyna oblewają się rumieńcem. Ujął jego twarz w swoje dłonie, po czym złożył na jego ustach delikatny i spokojny pocałunek. Deidara pachniał jak lato; Itachi wyczuwał nuty mięty pieprzowej i brzoskwiń. Musiał używać jakiegoś owocowego żelu pod prysznic.

Ręce Uchichy zjechały niżej, po śliskim materiale kimona. Rozwiązał niespiesznie pasek, po czym zsunął z jego ramion tak szlafrok, jak i kołdrę. Wciąż całując, Itachi objął go mocno. Zaczął pocierać dłońmi plecy Deidary i musnął wargami jego szyję.

- Dalej ci zimno? - zapytał, opiekuńczym tonem.

- Nie - wyszeptał Deidara. - Jest OK.

- To dobrze.

Itachi odchylił się nieco, by móc spojrzeć na wciąż oniemiałego blondyna. Jego reakcja świadczyła o tym, że nie spodziewał się takich pokładów czułości.

Nie mówili nic, patrząc sobie w oczy. Deidara oszołomiony, Itachi - spokojny i nieco rozrzewniony.

- Jesteś naprawdę piękny - wyznał w końcu. Deidara przygryzł wargę na te słowa, po czym opuścił wzrok i zarumienił się jeszcze bardziej.

-Ty też - odparł w końcu. Wyraźnie nie był przyzwyczajony do otrzymywania komplementów. - Uważam, że jesteś niesamowity. I bardzo przystojny, hm.

- To miłe.

- Dobra… Dosyć tych kurtuazji. Znów robi mi się zimno.

Itachi na nowo okrył Deidarę kołdrą. Robiąc to, zauważył coś na jego lewej piersi.

- Co to jest? - zapytał, przejeżdżając opuszkami palców po czymś, co zdawało się być tatuażem. Wyczuł też jednak… szwy?

- Kolejne usta, hm! - odparł Deidara dumnie. - Zaszyte. Jeśli kiedyś bym ich użył, oznaczałoby to destrukcję ostateczną! - oczy blondyna rozbłysły. - I moją śmierć, przy okazji…

- Och… Chyba rozumiem. Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz musiał się do tego uciekać.

Deidara zamyślił się.

- Mam nadzieję, że nieprędko. Jestem jeszcze bardzo młody, hm. Ale sam wiesz, jaki prowadzimy tryb życia. Jeśli miałbym zginąć, chciałbym zginąć w ten sposób - wyznał.

Wariat - pomyślał Itachi, po czym przypomniał sobie, że miał nie oceniać innych.

- Dlaczego? - spytał więc, w ramach ćwiczeń nad zrozumieniem swoich towarzyszy.

- Wiesz, jak kocham eksplozje - wyjaśnił i wyrzucił ręce do góry w podekscytowaniu. - A ta ogarnęłaby też mnie samego! Tak! Taki powinien być mój koniec. Hm! Ale, wciąż, mam nadzieję, że nieprędko. Nie jestem samobójcą, hm - pospieszył z wyjaśnieniem.

- Rozumiem. Ciekawy z ciebie człowiek.

Deidara zachichotał.

- Trochę dziwnie się czuję - wyznał.

- Dlaczego?

- Nikt nigdy nie próbował mnie zrozumieć. Nikt nigdy nie był dla mnie taki miły…

Tak, jak podejrzewał.

- Mówiłeś, że sypiałeś już z innymi mężczyznami… To znaczy, zakładam, że z mężczyznami - poprawił się.

Deidara wywrócił oczami i skrzyżował ręce na piersiach.

- Tak, z facetami, nie lubię kobiet - potwierdził bez najmniejszego zażenowania. - Na jakim świecie ty żyjesz, Itachi? Nie bądź dzieckiem. Sypiałem, owszem, to nie znaczy, że byli dla mnie mili. Hm.

Itachi zasępił się. Zrobiło mu się go żal.

- Dzisiaj będzie inaczej - obiecał, po czym przygarnął go do siebie i przytulił mocno.

- Już jest inaczej. Nigdy z nikim nie gadałem tak długo w łóżku - zachichotał. - Co jest super i w ogóle bardzo doceniam i się nie spodziewałem, ale sugeruję, żebyśmy już przeszli do działania, nim nastanie dzień, hm.

Itachi zaśmiał się cicho, po czym wtulił się w Deidarę jeszcze mocniej. Kiedy zatopili się w kolejnym, długim pocałunku, wyczuł twardniejącą męskość blondyna. To samo zresztą jednocześnie działo się u niego.