Kiedy, jakiś czas później, usłyszał wyznanie miłości, był przerażony. Dotarło do niego, że choć nie miał takiego zamiaru, zrobił po prostu wszystko, co się dało tego wieczoru, żeby rozkochać w sobie Deidarę. Co gorsza, obchodziły go jego uczucia, a nie mógł dać mu nic, po prostu nic.
Po pierwsze musiał się jednak upewnić, że to nie była jakaś figura retoryczna z jego strony.
- Itachi? - usłyszał swoje imię i poczuł jak dłoń Deidary wplątuje się w jego rozrzucone w nieładzie włosy.
Powoli podniósł się i spojrzał chłopakowi w twarz. Zobaczył na niej mieszaninę rozczarowania, smutku, złości i wstydu.
- Dei… - zaczął ostrożnie, bo już wiedział, że nie będzie mógł po prostu udać, że tego nie usłyszał. Problem polegał na tym, że choć sam się zakochiwał w nim, nieszczególnie mógł mu to robić. Nie, wiedząc, że niedługo zniknie z tego świata. Przeklął siebie w duchu. Mógł wpuścić go do swojego łóżka, prędko zaspokoić żądze ich obojga, odwrócić się plecami i usnąć. Tymczasem on zafundował mu całą romantyczną otoczkę. Brawo, Itachi, idioto. Brawo.
- Spoko. Wiem, co powiesz. Nie jesteś pierwszy, pewnie nie ostatni - w ogromnych, błękitnych oczach Deidary zabłysły łzy.
- Zaskoczyłeś mnie…
- Żeby było jasne, nie spodziewam się, że powiesz ,,ja ciebie też". Wyrwało mi się, zapomnij.
Itachi westchnął cicho, po czym dźwignął się i usiadł obok chłopaka.
- Wiesz, że to bez sensu… Ja i ty…
- Słuchaj. Było miło, ale muszę iść - fuknął na niego i gwałtownym ruchem odrzucił z siebie kołdrę, po czym nagle zastygł w bezruchu. - Gdzie moje kimono i bokserki? - spytał, zażenowany.
Brunet wiedział gdzie, ale nie chciał mu ich podawać.
- Zaczekaj. Proszę.
- Po co? Po co udajesz świętego, Itachi? Po co było całe to ,,poznawanie się" i czułości? Mogłeś pieprzyć się ze mną, jak wszyscy poprzedni goście i po sprawie.
- Daj mi wyjaśnić. Zaczekaj, błagam - przy ostatnim słowie załamał mu się głos.
- Naprawdę cię nie rozumiem. Co tu można niby wyjaśniać?
Itachi wziął głęboki oddech.
- To… moja tajemnica. Nie powinienem ci o tym mówić… Ale… nie chcę cię krzywdzić… Nie potrafię.
- Tajemnica? Jaka tajemnica? Masz gdzieś, kurwa, żonę i dzieci, ale dla rozrywki i odmiany lubisz czasem pieprzyć się z jakimś facetem?
Uchiha skrzywił się.
- Jak mi przestaniesz przerywać, to się dowiesz - wycedził przez zęby, coraz bardziej spanikowany i wściekły.
Deidara założył ręce na piersi. Czekał.
Itachi spojrzał mu w oczy, żeby być bardziej wiarygodny.
- Nie wolno ci nikomu o tym wspomnieć, ani choćby zasugerować - mówiąc, analizował jednocześnie, czy to faktycznie byłby taki kłopot. Kisame już się na pewno domyślał. Widział, jak z bólu cierpła mu ręka, jak pluł krwią… Nie był idiotą. Akatsuki nie pozbędą się go wcześniej, dlatego że jest chory. Nie, póki może się im przydać. Jak powiedział Deidara, potrzebują go. To była prawda. Nie mieli lepszego od niego. Był z nich wszystkich najpotężniejszy, przynajmniej z tego co wiedział o innych, tak by wynikało. - Choruję. Jestem chory. Śmiertelnie. Nie ma dla mnie ratunku - głos znów mu się załamał. Zacisnął zęby, aż zabolała go szczęka. Wydawało mu się, że przywykł do tej myśli, ale w tym momencie tak strasznie nie chciał umierać. - Został mi może rok. Może mniej.
Nastała chwila ciszy, po czym Deidara odezwał się:
- Wybacz mi, Itachi, ale nie wierzę ci. Możesz to jakoś udowodnić? Jeśli nie kłamiesz, będę czuł się fatalnie, że poprosiłem, ale, przepraszam cię… nie wierzę ci.
Itachi zasępił się.
- Spytaj Kisame - odparł tylko, zrezygnowany i opadł na poduszki.
- Miałem z nikim o tym nie rozmawiać. Spędziłem mnóstwo czasu z Kisame, jak ci wiadomo. Widział moje objawy.
- A może jesteś w zmowie z Kisame?
Uchiha zwiesił głowę.
- Masz rację. Zamieszałem ci w głowie, a teraz nie potrafię nawet udowodnić… - zakrztusił się własnymi słowami. - Cholera…
- Itachi?
Atak kaszlu wstrząsnął brunetem. Wypluł trochę krwi na prześcieradło.
- Ita!...
Ręka Uchihy wystrzeliła w powietrze i wylądowała na ustach przerażonego Deidary.
- Nie chcesz, żeby wszyscy się tu zbiegli - ostrzegł go.
- Żartujesz sobie chyba?! Co ci jest?! Powiedz, że to żart.
Itachi spojrzał na swoją drugą dłoń, którą wcześniej przykrył sobie usta. Była poplamiona krwią. Wyciągnął tę dłoń w kierunku Deidary.
- To ci wygląda na żart?
Usiadł i oparł się o wezgłowie, oddychając ciężko. To nie był długi atak, ale płuca piekły go jak nigdy wcześniej.
- Kończę się. Po co ci to? - wysapał.
- Potrzebujesz czegoś? Mogę ci jakoś pomóc? Chcesz wody?
Itachi uśmiechnął się i oparł głową o ramię Deidary.
- Nie, już dobrze - odparł.
Blondyn objął go ramieniem.
- Chcę się tobą zaopiekować do końca. Pozwól mi.
Itachi poczuł jak samotna łza spływa powoli po jego policzku.
- Naprawdę tego chcesz? Nie lepiej się rozdzielić od razu i zapomnieć? Przywiążesz się i będziesz cierpiał. Nie chcę tego. Możesz znaleźć sobie kogoś…
- Nie chcę. Chcę ciebie, do samego końca. Pytanie, czy ty też byś tego chciał.
Itachi nie mógł dłużej powstrzymywać szlochu. Naprawdę nie chciał umierać. Deidara przytulał go mocno, pytając gorączkowo, czy na pewno nic się nie da zrobić. Nie. Nic się nie dało zrobić.
- Deidara?
- Hm?
- Ja ciebie też.
W odpowiedzi blondyn pocałował Itachiego w czubek głowy i przyciągnął jeszcze bliżej do siebie.
Cancer, cancer, dis-moi quand c'est ?
Cancer, cancer, qui est le prochain ?
(...)
Décidément, rien ne t'arrête-toi
Et arrête de faire ton innocent
Sur les paquets de cigarettes
"Fumer tue", tu m'étonnes…
- Stromae, "Quand c'est ?"
Ich romans trwał około roku, do końca życia Itachiego - do momentu, w którym skonfrontował się z Sasuke i pozwolił mu się zabić.
Około trzech miesięcy przed tym, jego objawy przybrały na sile. Zaczął tracić wzrok. Widział już jak za mgłą. Ból stawał się nie do zniesienia. Ataki kaszlu zdarzały się coraz częściej, przybierając na sile. Wcześniej Deidara wystąpił do lidera Akatsuki o przydzielenie ich w parze, lecz ten odmówił. Stopniowo wszyscy w organizacji domyślili się, że między Deidarą, a Itachim jest coś poważnego. Nikt jednak nigdy ich o to wprost nie spytał. Deidara i Itachi przez cały czas zachowywali się, jak gdyby nigdy nic. Nie mogli też widywać się tak często, jakby tego chcieli. Częstotliwość nadrabiali intensywnością. W miarę upływu czasu, Deidara zmieniał się. Zaczął być jeszcze bardziej humorzasty, co nie wpływało dobrze na ich związek. Wyraźnie denerwował się zbliżającym się końcem kochanka, bycie ,,przygotowanym" na najgorsze od samego początku w niczym nie pomagało. Zaczął niespodziewanie wybuchać złością, był coraz bardziej nierozważny podczas swoich misji, ryzykując życie swoje oraz swojego partnera, Tobiego. Za jakiś czas pogrążał się w rozpaczy, zamykał w sobie, nie rozmawiał z nikim. Itachi nie był w stanie przemówić mu do rozsądku. Z całego serca żałował, że tamtego wieczoru powiedział te dwa słowa:
- U mnie.
Zaczęli się kłócić. Itachi nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Deidara sabotuje ich związek.
- Niczego przed tobą nie ukrywałem!
- Powiedziałeś mi za późno! Już było dla mnie za późno!
- Deidara, przestań się zachowywać, jakby to była moja wina! Weź się w garść!
Blondyn chwycił go za poły peleryny. Zacisnął na materiale pięści tak mocno, aż zbielały mu kłykcie. Itachi patrzył na niego niewzruszonymi, czarnymi oczami. W środku jednak umierał z bólu, widząc swojego ukochanego w takim stanie. Przez jakiś czas mierzyli się wzrokiem.
- Uspokój się - wyszeptał Itachi. - Nie chcesz mieć takich wspomnień ze mną, uwierz.
Oczy Deidary rozszerzyły się i napełniły łzami. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
- Chciałeś tego - przypomniał mu Itachi. - Chciałeś się mną zaopiekować do samego końca. Tak powiedziałeś. Co teraz robisz?
- Kurwa - jęknął Deidara. - Wiem. Wiem, masz rację. Nie podołałem…
- Już dobrze - odparł Itachi miękko. Usiadł obok chłopaka i objął go ramieniem.
- Przepraszam! To ja powinienem cię pocieszać!
- Nie… nieprawda.
Itachi przypomniał sobie słowa swojego ojca, tuż przed tym, jak go zamordował. Twarz miał zalaną łzami i ledwo widział, co robi.
,,Nasz ból minie bardzo szybko, ale ty będziesz cierpiał do końca swojego życia."
- Ja będę niedługo w lepszym świecie, a ty… ty zostaniesz tutaj. Deidara - Itachi sięgnął do podbródka chłopaka i uniósł go do góry tak, żeby móc spojrzeć mu w oczy. Jego twarz też była teraz mokra od łez. - Będę na ciebie czekał, ale nie chcę, żebyś dołączał do mnie zbyt prędko. Zapamiętaj to, proszę. To dla mnie ważne.
Deidara w odpowiedzi opuścił tylko wzrok.
Od dzieciństwa był typem buntownika i nigdy nie robił tego, o co prosili go inni. Nie udało mu się też usłuchać Itachiego. Po jego śmierci, w jednej z walk postanowił wysadzić się w powietrze. Zabrał ze sobą do drugiego świata swoich przeciwników.
