Równo o 18:00 Deidara usłyszał pukanie do drzwi.

- Wejść! - zakrzyknął podobnie, jak rano.

Przeniósł leniwie wzrok znad swojego mini dzieła sztuki - białego kruka - na stojącego w progu Hidana. Ulepił tego ptaka, chcąc zabić czas w oczekiwaniu na starszego mężczyznę. Po południu zaczął się trochę stresować jego wizytą. Wypalił trzy papierosy, siedział jakiś kwadrans na łóżku ze zdjęciem, przedstawiającym jego i Itachiego. Odczuwał jakieś dziwne wyrzuty sumienia. Może było za wcześnie na umawianie się z innymi?

- Wejść i zamknąć drzwi na klucz, hm.

Nie był pewien, kiedy właściwa "akcja" się zacznie, a według niego mogła w każdej chwili.

Hidan przekręcił klucz w zamku, nie spuszczając Deidary z oczu. Dopiero teraz blondyn zauważył, że nieśmiertelny dzierży w dłoni papierową torbę zakupową, a drugą ma schowaną z tyłu za plecami.

- Co tam chowasz, Hida? Chcesz mnie zabić? - Deidara zaśmiał się trochę histerycznie. - Jeszcze tydzień temu uznałbym, że wyświadczyłbyś mi tym przysługę.

Hidan wywrócił oczami.

- Nie bądź głupi - fuknął i wyciągnął rękę zza pleców. Deidara wybałuszył oczy, kiedy zobaczył średniej wielkości bukiet z żółtych kwiatów, głównie słoneczników. Spojrzał na Hidana z niedowierzaniem. Mężczyzna szczerzył się do niego w uśmiechu.

Deidara nagle odchylił głowę do tyłu i zaniósł się śmiechem. Po chwili wrócił wzrokiem do mężczyzny, kręcąc głową i unosząc jedną brew do góry.

- Kwiaty? Naprawdę? Może następnym razem stań jeszcze z gitarą pod moim oknem i zacznij mi śpiewać serenady, hm! - znów parsknął śmiechem.

Hidan nie wyglądał tymczasem na ani trochę zażenowanego. Przeciwnie. Sprawiał wrażenie zadowolonego, choć Deidara otwarcie naśmiewał się z jego uroczego gestu.

- Wiedziałem, że mnie wyśmiejesz, jak przyjdę do ciebie z kwiatami - przyznał. - Między innymi dlatego je kupiłem. Chciałem znów usłyszeć twój śmiech, brakowało mi go.

Twarz Deidary oblała się rumieńcem.

- Kretyn. Co to za idiotyczne tłumaczenie, hm. Można mnie rozśmieszyć na tysiąc sposobów!

- Ten był pewny - Hidan wzruszył ramionami. - Poza tym przyda ci się tu jakiś wesoły, jasny akcent.

Deidara wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

- Ej, Hidan. Wiesz, że nie musimy się bawić w takie ceregiele, co? Już cię zaprosiłem… Nie musisz się… tak starać… - wywrócił oczami.

- Nie muszę, wiem - przyznał, wzruszając ramionami. - Ale chyba ci aż tak nie przeszkadzają?

- Nie, są… spoko. Są ładne. Możesz je wstawić do wody.

Hidan porwał z witrynki stojącej w rogu pokoju kufel na piwo, w łazience nalał do niego chłodnej wody, do której wstawił żółty bukiet, po czym postawił kwiaty na biurku, obok białego kruka. Deidara miał nadzieję, że nie spyta go o jego nowe dzieło. Całe szczęście, Hidan zignorował kruka.

- Tak w ogóle… byłeś w mieście? - zagadnął.

- Tak, zrobić szybko małe zakupy.

- Mówiłeś, że nie powinniśmy się teraz pojawiać w mieście - zauważył Deidara z urazą w głosie. Miał straszną ochotę wyjść gdzieś, gdzie jest dużo ludzi, gdzie jest głośno, a alkohol leje się strumieniami.

- Nie powinniśmy tam bez sensu długo przesiadywać, to co innego.

Deidara wywrócił oczami, myśląc jak kupno głupich kwiatów było pierwszorzędną potrzebą według Hidana. Pieprzony romantyk się znalazł.

- To co tam jeszcze masz? - blondyn skinął głową na papierową torbę. - Oddam ci połowę kasy - dodał szybko.

- Nie trzeba. Zarabiałem w tym miesiącu, ty nie.

- Fakt, ale to mój problem.

- Nie przejmuj się.

- Niech ci będzie, hm.

Hidan podszedł do torby i zaczął wyciągać z niej po kolei butelki z ulubionym piwem Deidary, dwa pudełka z sushi i…

Deidarze zaświeciły się oczy, gdy zobaczył swoje ukochane żelki z dzieciństwa. Słodycze miały formę małych pająków, gąsienic, i różnych gatunków ptaków.

- Jeszcze je produkują! - zachwycił się i chwycił jedną z paczek o smaku lukrecji. - Aaaa!

Hidan kupił też paczkę tych samych żelek o smaku owocowym i coca-coli.

- Zobaczyłem je i pomyślałem, że wyglądają jak te twoje figurki z gliny - Hidan wzruszył ramionami, chociaż reakcja Deidary zdecydowanie mu się podobała.

- No tak, tak, bo są wzorowane na tych żelkach - wyjaśnił Deidara, rozdzierając paczkę lukrecjowych łakoci. Wepchnął sobie do ust pająka, sowę i gąsienicę. - Mmmmm!...

- Och. To wiele wyjaśnia - Hidan sięgnął po małą lukrecjową sówkę i odgryzł jej głowę, po czym żuł chwilę i przełknął. Skrzywił się, z małym ciałkiem sówki w dwóch palcach. - Niedobre to - zawyrokował.

- No co ty! Najlepsze żelki na świecie, hm! Żajebiste - mówił Deidara, przeżuwając zwierzątka. - Dżękuję - posłał Hidanowi rozpromieniony uśmiech. Nagle przyszło mu do głowy, ile razy już tego dnia uśmiechnął się dzięki niemu i poczuł dziwny ucisk w żołądku. Już kiedyś z kimś się tak czuł…

- Nie ma sprawy - odparł Hidan. Deidara pomyślał, że mężczyzna po raz pierwszy w życiu był tak szczerze miły. Szczerze albo nieszczerze. Może czegoś chciał.

- Czemu jesteś dla mnie taki miły? - postanowił zapytać prosto z mostu. Hidan uciekł wzrokiem w bok. - Nie musisz mnie ,,zdobywać", już chyba dałem ci wyraźnie do zrozumienia, że chcę spędzić z tobą noc. Albo nawet więcej nocy…

Hidan przyglądał się mu z tym samym smutkiem w oczach, którego błysk Deidara zobaczył rano.

- Wiem - bąknął cicho.

- To dlaczego? - Deidara nie dawał za wygraną. - Ach… Szkoda ci mnie, co?

- Nie, to nie to. To znaczy tak, chciałem zrobić coś miłego dla ciebie, szczególnie teraz. Ale to nie tylko to. Ja… chcę cię zdobywać. Nieważne, że nie muszę. Chcę. Bo… lubię cię. Bardzo cię lubię, Deidara. Tyle.

Blondyn westchnął. Inaczej wyobrażał sobie ten wieczór. Tymczasem zrobiło się nieznośnie ciężko. I te emocje Hidana… Do niczego nie były mu teraz potrzebne.

- Dobrze, będę z tobą szczery. Itachi zginął dopiero miesiąc temu… jak sam doskonale wiesz… Też cię lubię. Bardzo. Przechodzisz moje oczekiwania i chyba się trochę zmieniłeś. Albo udajesz, ale zakładam, że nie. Nie wiem, może jestem naiwny. Się okaże.

- Czekam na ,,ale".

- Ale. Jak się domyślasz, potrzebuję jeszcze trochę czasu. Nie licz na jakieś większe deklaracje z mojej strony, nie dziś. I być może nie jakoś bardzo prędko. Może nigdy. A może za jakiś czas tak. Nie chcę cię wodzić za nos, nie chcę ci mydlić oczu. Nie chcę, żebyś się nastawiał. Tyle - powiedział i westchnął ciężko. Liczył na miłe towarzystwo i jeszcze milszy seks… Tymczasem… co on wyprawiał?...

- Nie stresuj się tym. Na nic nie liczę i nic sobie nie wyobrażam. Cokolwiek się dziś zadzieje. Ale i tak będę się o ciebie starał. Nie zabronisz mi tego chyba?

- Dobra, rób co chcesz, hm - Deidara wzruszył ramionami. Słowa Hidana trochę go uspokoiły. Te dziwne zaloty też go jakoś nieszczególnie drażniły. Po prostu miał obawy. Coś jednak w Hidanie naprawdę się zmieniło. - Tylko pamiętaj, że ostrzegałem.

- Nie jestem idiotą.

- To nowość.

Hidan parsknął śmiechem.

- Przestań żreć te żelki teraz, zjedz coś normalnego. Mówiłem ci, że wychudłeś.

- Nie zachowuj się jak moja matka. A nie, czekaj. Moja matka miała daleko w poważaniu, czy chodziłem głodny, czy nie - nieśmiertelny ninja rzucił mu prędkie pytające spojrzenie. - Nie, nie idziemy tą drogą - powiedział Deidara, czując się, jakby na wspomnienie matki nagle otoczył go betonowy mur, odcinający dopływ światła i powietrza. - Nie gadamy o trudnym dzieciństwie. Nie dziś. Dobra, jedzmy - Deidara sięgnął po drewniane patyczki i pudełko z sushi. - Mów co nowego w Akatsuki. Nie jestem z niczym na bieżąco.

Przez następną godzinę Hidan opowiadał Deidarze o misjach członków (głównie przechwalając się jednak swoimi sukcesami), o tym ilu z jinchuuriki udało się im złapać i jakie są plany na następne miesiące.

- Dobrze, czas już się stąd ruszać. Nie mogę się doczekać - powiedział Deidara zdecydowanym tonem, odstawiając trzecią już pustą butelkę po piwie, przypadkowo wkładając w to trochę więcej energii, niż zachodziła taka potrzeba. Przestrzeń między nim i Hidanem się zmniejszała. W tym momencie opierał się już o jego ramię.

Hidan nagle sięgnął dłonią do podbródka Deidary i zmusił go do spojrzenia mu prosto w swoje ciemnofioletowe oczy.

- Mam nadzieję, że będziemy się widywać - powiedział z uśmiechem.

- Ta… Ja też - wymamrotał Deidara, nieco zaskoczony tym gestem, który bolesnie przypomniał mu Itachiego. W oczach zakręciły mu się łzy. Twarz Uchihy stanęła mu nagle przed oczami, przysłaniając tę Hidana.

Tymczasem nieśmiertelny ninja nachylił się jeszcze bardziej ku Deidarze i pocałował go delikatnie, jakby chcąc sprawdzić, czy mu wolno. Blondyn przymknął oczy. Przez chwilę trwali w takim bezruchu, nic do siebie nie mówiąc i nie śmiąc się poruszyć. Deidara po raz kolejny pomyślał, że ten wieczór miał wyglądać inaczej. Miało nie być uczuć, ani emocji. Tymczasem miłość aż wylewała się z Hidana i naprawdę nawet ślepy by zauważył, jak bardzo beznadziejnie zakochany jest w Deidarze.

Zupełnie tak, jak on był beznadziejnie zakochany w Itachim.

Blondyn przez chwilę myślał, że zamknie oczy, zrobią to, a on przez cały czas będzie wyobrażał sobie Uchihę. Potem jednak pomyślał, że to trochę szarganie jego pamięci. Poza tym Hidan… Hidan zdawał się być w nim tak strasznie zakochany… Nie chciał przez przypadek krzyknąć imienia Itachiego i zranić go tym do żywego. Nie chciał wreszcie oszukiwać siebie.

Deidara już miał otworzyć oczy i powiedzieć Hidanowi, że pora na niego, gdy nagle sobie coś przypomniał. Itachi zawsze namawiał go, żeby po jego śmierci pozwolił komuś innemu się pokochać. Żeby pozwolił sobie samemu znów się zakochać i być szczęśliwym. Żeby upewnił się tylko, że ta osoba na pewno będzie go kochać, będzie go szanować i o niego dbać.

Otworzył oczy. Wpatrywały się w niego nie czarne, a ciemnofioletowe oczy. Patrzyły jednak na niego niemal tak samo, jak tamte. Z rozrzewnieniem, czułością, miłością, wreszcie z szacunkiem. Nie mógł udawać. Widział już taki wzrok.

Samotna łza spłynęła po rozpalonym sytuacją i alkoholem policzku Deidary. Hidan otarł ją kciukiem. Blondyn poczuł się tak, jakby jego serce zaczynało bić na nowo. Przełknął ślinę, sam nie wierząc w to, że ktoś inny mógł wzbudzać w nim tak strasznie podobne uczucia.

Itachi tego chciał, myślał gorączkowo. Chciał, żebym był szczęśliwy. Byłby na mnie zły, gdybym do końca życia użalał się nad sobą, nad nim… nad nami. Mam to zdjęcie. Mam nasze zdjęcie. Przecież nigdy go nie zapomnę.

Deidara zaszlochał i wtulił się w Hidana. Po chwili poczuł, jak ten powolnym gestem ściąga frotkę z jego włosów i rozczesuje je palcami.

- Jesteś taki piękny - wyszeptał mu do ucha i ucałował czubek jego głowy.

Deidara zacisnął pięści na jego t-shircie i oparł czoło gdzieś w okolicy obojczyka Hidana. Pachniał jakimiś męskimi perfumami. Deidara wciągnął w płuca ten przyjemny zapach. Odchylił się lekko i ucałował miejsce tuż nad obojczykiem mężczyzny. Skóra Hidana była ciepła, opalona na oliwkowy kolor. Itachi był z kolei blady, a jego skóra niezmiennie chłodna. Deidara wyprostował się, chcąc spojrzeć Hidanowi w twarz. Mężczyzna miał lekko ściągnięte brwi, wyglądał na rozczulonego, ale i zmartwionego. Był dokładnie takim człowiekiem, z jakim Itachi chciał, żeby Deidara związał się w przyszłości. Łzy popłynęły niepohamowanym strumieniem po twarzy blondyna.

- Nie musimy nic dziś robić - przypomniał mu Hidan, tuląc do siebie Deidarę i sadzając go sobie na kolanach. Chłopak zawiesił się na jego szyi, wygłodniały czułości. Wygłodniały Hidana.

- Ja myślę, że moglibyśmy.

- Jak uważasz. Spokojnie, nic sobie nie pomyślę. Niczego nie będę oczekiwał. Nie musisz mnie kochać, ale pozwól mi… kochać ciebie. Proszę, pozwól mi tylko cię kochać.

Deidara patrzył szeroko otwartymi oczami w ścianę przed sobą, czując się w jak we śnie. To, że ściany zdawały się nieco falować, tylko potęgowało to wrażenie. A potem poluzował uścisk, odchylił się i spojrzał w fioletowe oczy Hidana. Nie było to do niego podobne, ale nie miał słów, żadnej riposty. Zupełnie, jakby ktoś odciął mu język. Czuł się, jakby widział Hidana po raz pierwszy w życiu, a jednocześnie miał wrażenie déjà vu.

- To jakieś genjutsu?... - spytał w końcu, coraz bardziej zaniepokojony.

Hidan przyłożył dłoń do jego czoła, najwyraźniej sprawdzając, czy ma gorączkę.

- Nie pij już więcej dziś - powiedział w końcu, uśmiechając się ciepło. W oczach miał jednak niepokój.

- Lubię cię, Hidan. Strasznie cię lubię.

- O więcej nawet nie proszę.

Ale Deidara nie mówił do końca prawdy. Bał się. Tak naprawdę już nie tylko lubił Hidana. On go uwielbiał. Kochał go. Kochał całym sobą. Sam nie wierzył w to, że miał tak duże serce; obok Itachiego zmieścił się tam Hidan i to bez większego problemu, bez upychania.

Deidara przycisnął swoje usta do ust Hidana i złożył na nich długi pocałunek. Chciał, żeby Hidan poczuł, że ten zaczął go traktować poważnie. Bardzo poważnie.

- Kocham cię - wymruczał Hidan. Po tych słowach przenieśli czułości, komplementy i pocałunki do łóżka Deidary.

- A te kwiaty… - wysapał Hidan, zanim zmęczony zasnął z wtulonym w niego Deidarą. - Rzuciły mi się w oczy na wystawie i pomyślałem, że mają tak samo słoneczny kolor, co twoje włosy.

- Są piękne - wyznał Deidara, już bez najmniejszego zażenowania. - A ty jesteś kłamcą - zachichotał.

- Nie, nieprawda. W następnej chwili naprawdę przewidziałem, że mnie wyśmiejesz. Chciałem, żebyś się zaśmiał, choćbyś miał śmiać się ze mnie. Naprawdę mi brakowało twojego śmiechu.

- Jesteś niemożliwy - Deidara westchnął cicho i przytulił się jeszcze mocniej Hidana.

Po raz pierwszy od miesięcy usnął spokojny, zrelaksowany i szczęśliwy.