Następnego dnia, Itachi wspinał się po schodach, zmierzając na spotkanie z Kakashim… z Hokage. Tak, z Hokage. To w końcu spotkanie na temat jego przyszłości jako shinobi Konohy. W tym momencie wolałby jednak, żeby to Tsunade wciąż piastowała ten urząd.
Stanął przed zielonymi drzwiami. Zmienili już tabliczkę. Teraz napis na niej głosił: Kakashi Hatake : Szósty Hokage.
Szósty. Kiedy opuścił Konohę, rządził Trzeci. Czwarty zginął, gdy Itachi był dzieckiem. Piąta była Tsunade, pierwszy raz w historii zrzekając się tytułu.
Itachi wziął głęboki oddech, po czym zebrał się w sobie i zapukał.
Odpowiedziała mu chwila ciszy. Już miał zapukać ponownie, głośniej, gdy usłyszał głos Kakashiego, dobiegający z gabinetu:
- Proszę!
Hatake siedział za biurkiem, wpatrując się ze zmarszczonymi brwiami w jakieś papiery. Westchnął cicho i odrzucił je niedbale.
No tak. Musiał udawać zajętego, żeby nie pokazać, że jego ta wizyta również stresuje. Itachi był pewien, że Kakashi podziela jego zdenerwowanie. Wezwał go dopiero po tygodniu od jego wyjścia z więzienia. Była to strata czasu i wątpił, że mógł to czymkolwiek uzasadnić.
- Hokage-sama - Itachi przywitał się, skłaniając głowę z szacunkiem.
Kakashi wyprostował się w swoim fotelu, bacznie go obserwując. Itachi spojrzał mu w twarz, wytrzymująć jego zimne spojrzenie. Nie spodziewał się niczego innego.
- Itachi - odparł. - Jak się miewasz?
Itachi ważył to pytanie w głowie przez dwie sekundy, jak gdyby mogło być podchwytliwe.
- Całkiem nieźle, dziękuję.
Nie jestem tu jednak dla pogaduszek - dodał w myślach.
- Chyba nawet lepiej niż ,,całkiem nieźle" - Kakashi wyraźnie nie mógł się powstrzymać od kąśliwej uwagi. Itachi znów nie odpowiedział od razu. Postanowił zwrócić tor rozmowy na sprawy Konohy.
- Przyznam szczerze, że chciałbym wrócić do służby. Chyba dlatego mnie wezwałeś, Kakashi-sama, czyż nie?
Przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, po czym Hokage pokiwał głową i odchrząknął.
- Masz rację. Chciałem zaproponować ci powrót do formacji Anbu. Z tym, że póki co będzie niewiele misji, ale, jak ci wiadomo, wielu naszych, także świetnych ninja, zginęło na wojnie, a więc musimy uzupełnić te braki nowymi rekrutami. Chciałbym, żebyś na początku zajął się ich wprowadzeniem i treningami. Jednocześnie proponuję ci stanowisko kapitana Anbu. Chyba, że masz na siebie jakiś inny pomysł, to słucham.
- Nie. Sam też myślałem o powrocie do Anbu, szczerze mówiąc. I… to zaszczyt. Dziękuję.
- To wspaniale. A teraz mam parę uwag - Kakashi odkaszlnął i podszedł do okna, stając bokiem do Itachiego i opierając się prawym ramieniem o zieloną ścianę. Skrzyżował ramiona na piersiach. - Rad, właściwie. Itachi, twoje dokonania dla Konohy są niepodważalne. Dylematy i wybory, przed którymi stanąłeś jako nastolatek… to wybory niemożliwe. Złe i dobre jednocześnie. Wiem, że przeszedłeś przez piekło na ziemi. Ale… masz skłonności do wiązania się z wątpliwie moralnymi ludźmi. I zastanawiam, się, jaki to może mieć wpływ na twoją służbę.
W Itachim zawrzała krew. Na zewnątrz zachowywał jednak obojętny wyraz twarzy.
- Najpierw terrorysta Deidara, teraz wojenny zbrodniarz Kabuto. Masz jakieś upodobanie do kryminalistów?
Uchiha zwiesił głowę. Gdy Obito umierał podczas ostatniej bitwy, Itachi błagał go, żeby w zaświatach przeprosił od niego Deidarę. Kontekst był jasny; w przeszłości coś go łączyło z tym ,,terrorystą".
- Nie widzę wielkich różnic między Deidarą, Kabuto, czy Obito - powiedział, starając się zachować spokój. - Może jedynie taką, że Obito był twoim przyjacielem… A tamta dwójka nie. Z całym szacunkiem, Hokage-sama, ale nie poznałeś Deidary tak, jak ja. Nie poznałeś też jeszcze Kabuto tak, jak ja. A tak naprawdę w życiu tej trójki powtórzył się ten sam wzór: cierpienie plus brak właściwych wzorców w okresie dojrzewania. Obito wpadł pod skrzydła Madary, Deidara do Akatsuki, a Kabuto zajął się Orochimaru. Wzniósłbyś pomnik Obito, ale degradujesz Kabuto. Ośmielę się stwierdzić, że Naruto i Sasuke mogli skończyć podobnie. Mój brat też popełnił wiele błędów. Nie skreśliłem go. Wiem, że ty też go nigdy nie skreśliłeś. Za to jestem ci naprawdę wdzięczny - dodał ciszej.
Kakashi milczał, więc Itachi dodał:
- Poza tym, odnoszę wrażenie, że bardziej pytasz jako Kakashi, niż jako Hokage.
- Interesy Konohy są dla mnie najważniejsze. Choć przyznam, nie rozumiem do końca, co sobie myślałeś wczoraj, urządzając mi podobny spektakl pod oknem, hm? Po tym wszystkim… - Kakashi zaśmiał się zimno. - Nie rozumiem cię, Itachi. Co ja ci takiego kiedykolwiek zrobiłem? - Hatake przeniósł spojrzenie na Uchihę. Ręce dosłownie opadły mu bezwiednie po bokach, jak gdyby ktoś poprzecinał mu mięśnie.
- Nie planowałem tego. Po prostu wiem, że Kabuto przeszedł przemianę i że jedyne, czego teraz pragnie, to leczyć ludzi i odkupić swoje winy. Jednocześnie jednak z każdej strony wylewa się na niego fala nienawiści. Chyba… chyba chciałem zaprotestować. Pokazać jemu i wiosce, że jestem z nim i że powinniśmy dać mu szansę. Ludzie się zmieniają. Tak jak Obito. Nikt nie rodzi się zły. Poza tym… co za różnica. Jesteś teraz z Iruką-senseiem - dodał ciszej.
Zapadła ciężka, nieznośna cisza.
- Skąd pewność, że się zmienił? - spytał Kakashi, ignorująć wzmiankę o swoim partnerze. - Wciąż zachodzę w głowę, czy dobrze zrobiłem, pozwalając mu żyć na wolności.
- Złapałem go w swoje genjutsu. Nikt z niego nie wychodzi, dopóki nie przejdzie przemiany i nie oczyści się ze swoich grzechów i nienawiści…
Itachi opowiedział pokrótce Kakashiemu, na czym polega genjutsu Izanami. Hatake słuchał z uwagą.
- Kwestia jest taka, czy ufasz mi - zauważył Itachi.
Kakashi nie odpowiedział od razu.
- Widzisz, mam ostatnio trochę problem z tym zaufaniem - przyznał Kakashi.
- Myślę, że to normalne. Ciąży na tobie spora odpowiedzialność.
Kakashi westchnął ciężko.
- Wiesz… od dwóch tygodni zastanawiam się nad jedną rzeczą. Nie daje mi to spokoju.
Itachi oczekiwał w napięciu na kolejne słowa Hokage.
- Dlaczego? - spytał w końcu Kakashi.
- Dlaczego zamordowałem członków swojego klanu? Chyba doskonale wiesz, dlaczego.
- Nie. Dlaczego uciekłeś bez słowa.
- To również powinieneś wiedzieć… - odparł Itachi, odwracając wzrok.
- Wiem. Ale wciąż nie rozumiem. Albo rozumiem dziś tyle z tego, że miałeś zero wiary we mnie, w to, że bym ci pomógł. Mogliśmy chociaż… mogliśmy pozostać w kontakcie. Wiem, że to brzmi naiwnie, ale… Ja… naprawdę… kochałem cię - głos załamał mu się przy ostatnich słowach.
Itachi patrzył z bólem na przygarbionego mężczyznę. Zmartwienia zdawały się nagle dodawać mu lat. Uchiha przełknął ślinę i ściągnął brwi. Bolało. Tak bardzo bolało, to co właśnie mu powiedział. Ale obaj byli już przecież gdzieś indziej. Kakashi z Iruką, on zaczynał właśnie swój związek z Kabuto…
Itachi z trudem oderwał prawą stopę od podłoża i zaczął iść w kierunku Kakashiego. Gdy podszedł do niego, wyciągnął dłoń i chwycił go za nadgarstek, po czym ścisnął go lekko, jakby chcąc dodać mu otuchy.
- Masz rację. Wtedy wydawało mi się, że nie mogę zrobić nic innego, jak tylko spalić wszystkie mosty za sobą… Teraz wiem, że wzięcie wszystkiego na swoje barki było błędem. Dużym błędem. Może ta tragedia nie musiała się nawet wydarzyć - łzy napłynęły do jego oczu. - Może wciąż bylibyśmy razem. Tak. Ja też cię kochałem. Wciąż cię kocham - wyznał w końcu.
Kakashi zamarł w bezruchu na kilka sekund po tych słowach, po czym podniósł głowę i wbił wzrok w Itachiego.
- Naprawdę. Wciąż cię kocham. Ale obaj jesteśmy gdzieś indziej. Masz wspaniałego partnera. Wiem to, bo po odejściu z Konohy zdarzało mi się obserwować Sasuke z ukrycia, a on był jego nauczycielem. Wiem, że to naprawdę dobry, mądry i wrażliwy człowiek. I cieszę się, że masz kogoś takiego.
Pojedyncza łza wymknęła się z prawego oka Hatake. Wchłonęła ją jego maska. Nagle chwycił Itachiego w swoje objęcia. Itachi zdziwił się, ale nie oponował. Oparł głowę na prawym ramieniu hokage i zacisnął powieki.
- Chciałbym, żebyś mi zaufał - wyszeptał. Nie wytłumaczył dokładnie, o co mu chodziło. Miał na myśli wiele spraw.
Kakashi nie zdążył odpowiedzieć. Nagle Itachi usłyszał za swoimi plecami szybkie pukanie i miły, męski głos:
- Kashi, zapomniałeś z domu obia…
Hatake i Uchiha odskoczyli od siebie jak poparzeni. Jednak stanowczo za późno. Iruka Umino zdążył zobaczyć ich w objęciach.
Stał teraz, oniemiały, widocznie skrzywdzony, z całą paletą emocji wymalowancych na jego twarzy. Itachi miał ochotę zapaść się pod ziemię. Nigdy nie był jeszcze w takiej sytuacji. Żadne z nich raczej nie miało w głowie zdradzania swoich partnerów, ale biedny Iruka nie siedział w ich głowach. Nie słyszał, jak Itachi właśnie zachwalał jego zalety. Zobaczył tylko ten fatalny, emocjonalny uścisk.
W końcu młody sensei odchrząknął. Poczerwieniał i wymamrotał:
- Przepraszam, recepcja mnie nie ostrzegła, że masz… że przyjmujesz teraz kogoś. Przepraszam. Cóż… em… zapomniałeś tego - z niezręcznością wypisaną na twarzy, podniósł jakąś przezroczystą siatkę z pudełkiem w środku. Zapewne lunch. Podszedł do biurka na sztywnych nogach i zostawił tam reklamówkę z jej zawartością. - Do widzenia - powiedział i wyszedł, nie zaszczycając już żadnego z nich ani jednym spojrzeniem.
Wspaniale. Ale fakt, mógł zapukać jak człowiek, a nie udawać, że puka i nie czekać na odpowiedź. Nie, chwila. To on nie powinien obściskiwać się z hokage w jego gabinecie. To… z pewnością odstawało od etykiety.
Itachi spojrzał przepraszająco na Kakashiego, który właśnie zdawał się umierać ze stresu.
- Tak, Iruka to wspaniały facet… - powiedział, sięgając ręką gdzieś za głowę, wyraźnie zdenerwowany. - Ale podejrzewam, że w najbliższym czasie urządzi mi piekło na ziemi, haha…Taaak…
- Przykro mi, Kakashi. Strasznie głupio wyszło. Przepraszam cię.
- Przestań. To nie twoja wina.
- Pójdę już. Wyjaśnisz mu to przecież. Nie zdradziłeś go… Ja i ty… stare dzieje…
Kakashi przełknął ślinę. W oczach miał panikę.
- Powiedz mu o mnie i Kabuto - poradził Itachi.
- Tak zrobię. Przepraszam cię, spróbuję go złapać.
- Jasne. Trzymaj się.
- Zaczynasz jutro! - krzyknął jeszcze przez ramię, nim zniknął za rogiem korytarza.
Itachi stał jeszcze chwilę, wpatrując się w miejsce, w którym przed chwilą zniknął Kakashi.
Zaczynał jutro. Nie wiedział nawet, o której. Westchnął cicho i wyszedł z biura, odchodząc w przeciwnym kierunku niż Kakashi. Opanowały go nieznośne wyrzuty sumienia. Ten cały Iruka sensei był naprawdę miłym gościem.
Oh ma douce souffrance
Pourquoi s'acharner? Tu recommences (...)
Sans lui, je suis un peu paro
Je déambule seule dans le métro
Une dernière danse
Pour oublier ma peine immense
Je veux m'enfuir, que tout recommence
Oh ma douce souffrance
Je remue le ciel, le jour, la nuit
Je danse avec le vent, la pluie
Un peu d'amour, un brin de miel
Et je danse, danse, danse, danse...
Et dans le bruit, je cours et j'ai peur
Est-ce mon tour?
Vient la douleur(...) Je m'abandonne (...)
Que d'espérance
Sur ce chemin en ton absence (...)
Dans cette douce souffrance
Dont j'ai payé toutes les offenses
Écoute comme mon cœur est immense
Je suis une enfant du monde
Je remue le ciel, le jour, la nuit
Je danse avec le vent, la pluie
Un peu d'amour, un brin de miel
Et je danse, danse, danse, danse...
Et dans le bruit, je cours et j'ai peur
Est-ce mon tour?
Vient la douleur(...) Je m'abandonne (...)*
* Indila - "Derniere Danse"
