Rozdział 4

To była ostatnia lekcja tego dnia i wyglądało na to, że będzie wydawała się na dłuższą niż te dwie godziny, które były na nią przeznaczone. Shouta mógł już to stwierdzić.

Jego osobisty uczeń, Shinsou Hitoshi, obecnie patrzył przeszywająco na Midoriyę, który ze swojej strony wyglądał, jakby chciał wczołgać się do dziury i umrzeć. Chociaż był to częsty nastrój, w rzeczywistości nie było to sprzyjające środowisku do nauki podstaw bohaterstwa, a właśnie tym powinni się zajmować.

Cholerne nastolatki - pomyślał Shouta. Mogło być gorzej. To mogły być małe dzieci - przypominał sobie. Szczypiąc nasadę nosa, Shouta zdecydował się na chwilę odłożyć na bok wszelkie problemy Hitoshi'ego z problematycznym dzieckiem.

To nie tak, że Shouta nie miał całkiem dobrego wyczucia, jakie były problemy jego osobistego ucznia. Ale były to problemy, z którymi dzieciak musiał zwalczyć w swoim czasie. Shinsou był prawie na pewno zdenerwowany, że jeden z "wybrańców" z potężnym darem przeszkadzał mu w treningu. Shouta nie mógł nawet winić dzieciaka, ponieważ oprócz krótkiej sesji wprowadzającej w poniedziałek było to ich pierwsza lekcja.

Podczas gdy Shouta sympatyzował ze stosunkiem Hitoshi'ego do błyskotliwych darów na dłuższą metę nie przyniosłoby to dzieciakowi żadnej przysługi; przyjmował założenia i osądzał ludzi, zanim ich spotkał, co było zrozumiałe, biorąc pod uwagę charakter daru, który posiadał i sposób, w jaki społeczeństwo go traktowało na jego podstawie. Sprawienie, by Shinsou zdał sobie sprawę, że ludzie, którzy mają błyskotliwe dary, nie są wrogami, będzie długim procesem, w którym Midoriya, ze swoją szczenięcą osobowością mógłby pomóc, a przynajmniej Shouta miał taką nadzieję. Jeśli spróbuje w tym momencie bezpośrednio interweniować u Shinsou, straciłby zaufanie, jakie udało mu się zdobyć u szorstkiego nastolatka. Zatem tak było. Odłożył to na bok i miał nadzieję, że nie będzie żałował swojej decyzji.

Jeśli tylko Midoriya przeżyje wystarczająco długo. Shouta westchnął. Biedny dzieciak cofnął się przed kolejnym paskudnym spojrzeniem Shinsou, gdy Shouta wyjaśniał podstawy procedur ratowniczych dla małych obszarów miejskich i podkreślał różne zmiany, które były wprowadzone w zależności od poziomu populacji. Dzieciaki chłonęły informacje jak gąbki, co było satysfakcjonujące. Shouta wcale nie był zadowolony z tego, że obaj studenci patrzyli na niego z gwiazdami w oczach, kiedy wykładał (a przynajmniej, kiedy Shinsou nie rzucał wściekły spojrzeń w kierunku Midoriyi).

W końcu po godzinie zajęć nadszedł czas na część praktyczną.

— Midoriya, idź się przebrać — poinstruował Shouta. Dzieciak entuzjastycznie pokiwał głową i rzucając nieufne spojrzenie Shinsou, odbiegł. Shouta patrzył bezpośrednio na drugiego nastolatka, który był już w swoim stroju gimnastycznym. — Masz jakieś trzy minuty, zanim wróci. Mów.

Nastolatek przesunął ciężar ciała z nogi na nogę, a potem zacisnął dłonie w pięści. Wpatrując się w ziemię, powiedział:

— Dlaczego jeden z tych bachorów bohaterów trenuje z nami?

— Nie twój interes — odpowiedział stanowczo Shouta i był rozbawiony zirytowanym spojrzeniem, jakie rzucił mu dzieciak. — Ale będzie nam towarzyszyć w dającej się przewidzieć przyszłości, więc przyzwyczaj się.

— To nie ma sensu — burknął Shinsou, a Shouta wzruszył ramionami.

— Moja rada jest taka, żebyś zacisnął zęby i poradził sobie z tym. Uwierz mi, ze wszystkich uczniów 1-A, utknięcie z Midoriyą jest najlepszą opcją.

— Tak, cokolwiek. Nie może mnie oszukać tym pełnym werwy nastawieniem — wymamrotał Shinsou.

Och?

— Rozmawiałeś z nim wcześniej? — zapytał zaintrygowany Shouta.

Shinsou spiął się lekko.

— Był dziwny po naszym meczu na festiwalu sportowym. Miły. Zapytał mnie, dlaczego chcę być bohaterem.

Wydawało się jednak, że to nie wystarczyło, by Shinsou czuł niechęć do jego problematycznego dziecka.

— Dlaczego więc go nienawidzisz, skoro był taki miły?

Trochę wybadania tematu nie zaszkodzi - pomyślał Shouta. Uwielbiał ploteczki.

Shinsou spojrzał na Shoutę jak na idiotę.

— Ponieważ jestem sobą, a bohaterskie bachory tacy jak on nie lubią takich jak ja.

Auć. To z pewnością był kompleks niższości, który mógł stać się paskudny, jeśli Shouta mógł stwierdzić. Gorycz jaką miał w sobie ten dzieciak… Shouta wzdrygnął się na myśl, że byłby taki jak Shinsou, gdyby Hizashi się do niego nie przyczepił. Że był jak Shinsou przed tak długi czas. Samotny i nieufny, napędzany przez wściekłość i złośliwość.

Oczywiście Shinsou nie znał wystarczająco Midoriyi, by wiedzieć, ile tak naprawdę mieli ze sobą wspólnego, ale Shouta nie złamie zaufania problematycznego dzieciaka tylko po to, by Shinsou się zmienił. Przynajmniej na razie…

— Czy będziesz z nim współpracował? — zapytał Shouta.

Shinsou westchnął. To tak, jakby Shouta poprosił go, żeby przestał chodzić do kocich kawiarni do końca życia, przynajmniej tak brzmiał.

— W porządku, ale go nie lubię.

Shouta przewrócił oczami.

— Nie musisz. Ale także ogranicz swoje miażdżące spojrzenia. Jest płochliwy.

Otrzymał w zamian burkliwie:

— Nieważne.

Shouta przypuszczał, że to musiało wystarczyć, ponieważ Midoriya pędził do nich z powrotem, wystrojony w swój mundur bohatera. Shouta musiał przyznać, że był to jeden z bardziej praktycznych w tym roku w jego klasie, zwłaszcza, gdy dzieciak włożył wysiłek w jego aktualizację.

Shinsou jednak nie wydawał się być pod wrażeniem.

— Ładny kostium — warknął. — Twoja mama ci go zrobiła?

Shouta w myślach uderzył się dłonią w twarz, gdy Midoriya rozpromienił się, wyraźnie nie zauważając zamierzonego lekceważenia.

— Nie ten, ale pomogła mi go zaprojektować — powiedział wesoło Midoriya. — Właściwie zrobiła mój pierwszy, ale Kacchan trochę go zrujnował, więc teraz mam ten!

Shouta jęknął na wspomnienie tak zwanych "prób bitewnych", które All Might poprowadził z klasami bohaterów drugiego dnia. Szczerze mówiąc był to cud, że żaden uczeń nie odniósł poważniejszej kontuzji, tak jak to było w przypadku Midoriyi. Dlaczego to zawsze był ten dzieciak? Jak dotąd to on kończył w najgorszym stanie, z licznymi oparzeniami, wstrząsem mózgu i oczywiście ze zwykłymi potrzaskanymi kośćmi w prawym ramieniu.

Shinsou po prostu wpatrywał się tępo w Midoriyę, wyraźnie nie spodziewając się tak szczerej i radosnej odpowiedzi. Potem warknął i odwrócił się, patrząc na Shoutę i zdecydowanie ignorując zraniony wyraz twarzy zielonowłosego nastolatka.

Cholerne nastolatki – pomyślał ponownie Shouta. Koniec zajęć nie mógł nadejść wystarczająco szybko.

Kiedy rozbrzmiał ostatni dzwonek tego dnia, Shouta odetchnął z ulgą. Zgodnie ze swoim słowem, Shinsou współpracował z Midoriyą podczas scenariusza ratunkowego, nawet jeśli był małostkowy. A biedny Midoriya wyraźnie nie miał pojęcia, co takiego zrobił, że wkurzył swojego kolegę. Co było właściwie skomplikowane, ponieważ technicznie rzecz biorąc, nic nie zrobił. To Shinsou z (uzasadnionymi) problemami wyładowywał swoją złość na łatwym celu.

Kurwa, Shouta z pewnością będzie musiał porozmawiać o tym z Shinsou, nawet jeśli to zniszczy tę odrobinę zaufania, jaką udało mu się zdobyć. Sądząc po wyrazie twarzy Midoriyi i całej postawie "jestem do tego przyzwyczajony, ale nadal to boli", to nie mogło trwać. Niech to szlag.

To jednak był problem dla przyszłego Shouty.

— W porządku, koniec zajęć — powiedział zmęczonym głosem Shouta. Nie czuł się ani trochę winny, że Shinsou będzie musiał się przebrać w domu, mimo że Shouta zwykle dawał mu trochę czasu przed ostatnim dzwonkiem. Nieprzyjemny nastolatek nie był jedyną osobą, która potrafiła być małostkowa. — Midoriya, proszę zostań.

I to było to. Cała postawa Midoriyi zmieniła się natychmiast, gdy uśmiechnął się promiennie.

— Tak jest!

Shinsou w przeciwieństwie do tego, przewrócił oczami i odszedł, ostentacyjnie ignorując pożegnanie, które jego problematyczne dziecko zawołało za nim. Cholerny dzieciak był za dobry dla tego świata. Midoriya pełen chęci, odwrócił się do Shouty. Jego oczy błyszczały od podekscytowania.

— Jak to zrobimy?

I cóż, czy to nie było właściwe pytanie.