Rozdział 2: Żenujące historie
— No dobrze, pamiętacie jak wiele lat temu wszystkie sklepy spożywcze miały przed drzwiami czarną podkładkę, która sprawiała, że te się otwierały, gdy ktoś na nią nadepnął lub przejechał po niej wózek?
Jack uśmiechnął się szeroko, rozglądając się po zrelaksowanych i miło spędzających czas Strażnikach, którzy siedzieli wokół kominka w warsztacie Northa.
Bunny i Tooth wyglądali na zdezorientowanych, ale North i Sandy skinęli głowami. Nie zdziwiło to Jacka, minęło trochę czasu, odkąd Tooth i Bunny naprawdę podróżowali po świecie. North robił to tylko jeden dzień w roku, chyba że okoliczności wymagały inaczej, ale to wystarczyło, aby ujrzeć, jak świat się zmienił i ewoluował.
— Więc pewnej nocy lecę i nagle te drzwi otwierają się przede mną. No i jestem w środku! — Jack wyrzucił ręce w górę. — Pofrunąłem do sklepu przez drzwi otworzone przez kogoś innego.
— Nie mów mi, że nie mogłeś się wydostać.
Tooth zachichotała, gdy wzięła do ręki swój ajerkoniak, w którym Jack był całkiem pewien, znajdowała się dość duża dawka rumu, jeśli rumieniec na jej policzkach mógł o tym świadczyć. North nie przejąłby się, gdyby Jack wypił łyk, ale Bunny pilnował, aby najmłodszy członek Strażników dostawał tylko napoje bezalkoholowe.
Byłby tym zirytowany, gdyby nie fakt, że kłócąc się o to, Bunny pokazywał, że mu zależy. I nie przejmował się niemożliwością picia alkoholu, gdyż rum palił go w gardle. "Napoje rozgrzewające" nie pasowały zbyt dobrze do Zimowego Ducha.
— To właśnie się stało. — Jack uśmiechnął się smutno. — Nie jestem wystarczająco ciężki, aby uruchomić czujniki drzwi i nie mogę wykonać tej sztuczki, która robią twoje wróżki, polegającą na przenikaniu przez okno. Potrzebuję fizycznej szczeliny, przez która mogę się przedostać. A zamknięcie drzwi oznaczało, że ostatni klient tego wieczoru wyszedł, zanim sprzedawca zamknął sklep na noc i wyszedł tyłem.
Głośny śmiech Northa rozbrzmiał echem w powietrzu, gdy uderzał się w kolano. Jack uśmiechnął się szeroko. Zgadł, że North uzna to za zabawne.
— Co zrobiłeś? — zapytał swobodnie Bunny.
Był lekko przygarbiony, jedno ramię opierał na oparciu kanapy, utrzymując w ten sposób pozycję pionową. Wyglądał na spokojnego i zadowolonego. Pasowało mu to.
— Co mogłem zrobić? Spędziłem noc w chłodni. — Jack wzruszył ramionami. Miał szczęście, że drzwi chłodni były uchylone i udało mu się przedostać do środka, gdzie temperatura była komfortowa. — Powiem ci tyle, kartony po mleku NIE są wygodnym łóżkiem. Wszystkie te krawędzie i spiczaste końce.
Grupa roześmiała się, tak jak Jack miał nadzieję. W tamtym czasie było to niezręczne i zawstydzające. Wiatr wył na zewnątrz i nie mógł wejść do środka, a Jack nie mógł się wydostać. Nie było nikogo, kogo mógł wezwać na pomoc, ani nikogo, kto by zauważył jego nieobecność, gdyby utknąłby tam na zawsze.
— Wyszedłem następnego ranka, kiedy poranna zmiana przyszła otworzyć sklep — dodał Jacki, gdy śmiech ucichł. — Ostatnią rzeczą, jaką usłyszałem, gdy wymknąłem się za drzwi za pierwszym klientem tego dnia, było narzekanie na nieprawidłowe działanie ogrzewania w sklepie, ponieważ było tam okropnie zimno.
Naprawdę nie był stworzony do siedzenia w pomieszczeniach.
North i Bunny zawyli z rozbawienia, a wesoły, dźwięczny śmiech Tooth dołączył się do Sandy'ego, który śmiał się na swój cichy sposób. Sandy wskazał na miejsce nad głową, gdzie unosił się obraz lub duch, co wywołało śmiech Jacka, gdy pokiwał głową.
Następnego wieczoru sprawdził personel sklepu, gdy wiatr wiał wokół nich i podsłuchał, jak sprzedawcy dyskutowali o tym, czy sklep może być nawiedzony. Potem Jack zostawił ich w spokoju.
— Oi, North. — Bunny uśmiechnął się ironicznie, unosząc brwi, gdy patrzył w stronę dużego Rosjanina. — Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy pojawiły się u ciebie elfy…
— A właśnie, jeśli chodzi o duchy! — zagrzmiał North, uderzając dłonią w kolano, po czym zaczął swoją opowieść o elfach walczących z gremlinem, który chciał zniszczyć maszynerię Northa.
Jack uśmiechnął się do siebie, gdy pozwolił, aby opowieść snuła się obok niego, przesuwając się, aby wygodniej usiąść na kanapie, niechcący ocierając się o Bunny'ego i Tooth. Żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Przesunęli się, żeby go dopasować. Bunny potargał mu włosy, a Tooth poklepała go po nodze, po czym ponownie przytuliła do siebie swój ciepły ajerkoniak.
Tamta sytuacja nie powtórzyłaby się. Jack nie zostanie gdzieś uwięziony, nie mogąc się wydostać, wiedząc, że nie miał nikogo.
Miał Strażników nie tylko jako część zespołu, ale także jako przyjaciół. Gdyby znalazł się teraz w sklepie, mógłby pomachać to jednej z wróżek Tooth, zasygnalizować to Sandy'emu, prosząc o pomoc. Mógłby wysłać wiatr, aby sprowadził Northa albo Bunny'ego, żeby go wyciągnęli.
No, może nie Bunny'ego i Northa. Obaj mieli dużo wspomnień związanych z żenującymi momentami, które mogli przywołać w niezręcznych chwilach, jak to odkrył dzisiejszego wieczoru.
Ale to też było w porządku, bo to oznaczało, że był ktoś, z kim można było podzielić się żenującymi historiami.
