Rozdział 3: Santa Baby*

Santa Baby~ — zanucił Jack cicho w tle. Chodził za Northem po warsztacie, czasem pomagając, czasem po prostu obserwując, ale przez cały dzień śpiewając tę samą przeklętą piosenkę.

North lubił kolędy.

Think of all the fun I've missed~

Jednak pomysł włożenia Jackowi skarpetki do ust stawał się coraz bardziej kuszący.

Jack! — North w końcu odezwał się tonem, który normalnie spowodowałby, że Yeti i Elfy pobiegłyby do innych pokojów.

Szybkie spojrzenie ujawniło jednak, że Jack uśmiechał się jak kot z Cheshire. North nieco złagodził swój ton.

— Czy jest coś, w czym mogę ci pomóc?

Możliwość wrzucenia Jacka przez pobliskie okno nie była pozbawiona zalet.

Jack uśmiechnął się do niego ironicznie, jakby wiedział, jak bardzo irytował Northa, co prawdopodobnie stanowiło połowę jego planu.

— Czy nadal jestem na "liście niegrzecznych"? — zapytał z luźną i swobodną mową ciała.

Ale prawdziwe pytanie było zupełnie inne. North nie był zbyt dumny, by przyznać, że wstydził się swoich czynów umieszczając Jacka na liście niegrzecznych dzieci, nie sprawdzając, czy na to zasługuje.

Jack był niegrzeczny… do pewnego stopnia. Zabawa leżała w jego naturze, w jego centrum, co często miało nieprzewidziane skutki. Nie do końca z winy Jacka, ale też nie był całkowicie bez winy.

Widząc szerszą perspektywę, przeoczył szczegóły. Niezależnie od tego, czy psocił, czy nie, Jack był naprawdę dobrym chłopcem.

Ale powodem wahania Northa był fakt, że Jack zamienił bycie na liście niegrzecznych w powód do dumy, kiedy nie miał ich zbyt wiele. North rozumiał dumę ze swoich występków, sam mając burzliwą przeszłość jako Króla Bandytów, ale jednocześnie Northowi przeszkadzało umieszczanie Jacka w takich ramach.

I jak powiedział, kiedy przywieźli Jacka na Biegun, aby uczynić go Strażnikiem, zapomniano o wszystkich jego wcześniejszych występkach.

North westchnął.

— Czy chcesz na niej być?

Najmłodszy Strażnik poświęcił chwilę na rozważenie tej kwestii.

— Nie bardzo — przyznał.

Jack prawdopodobnie zamierzał podejść do tego swobodnie i nonszalancko, ale wydawał się Northowi w tym momencie bardzo młody i bezbronny.

— W takim razie nie jesteś — zagrzmiał North i odwrócił się. — Tak czy inaczej dostaniesz ode mnie prezent.

— Super! — powiedział Jack pogodnym tonem. North usłyszał brzęk laski o podłogę warsztatu, a potem lekki dotyk na ramieniu, chłodny nawet przez warstwy materiału, który miał na sobie. — Dzięki, North!

I po tych słowach Jack odszedł, jakby nie śledził Northa od wielu godzin.

North potrząsnął głową, pocierając czoło, aby pozbyć się bólu głowy, który się u niego pojawił. Westchnął i ponownie skupił się na swojej pracy. Do Bożego Narodzenia zostało zaledwie kilka dni, nie miał czasu na zabawę.

So hurry down the chimney toni… —North złapał się w pół słowa, śpiewając tę chwytną piosenkę. Z uczuciem lekkiego przerażenia zdał sobie sprawę, że teraz utkwiła mu w głowie odtwarzając się w kółko.

Może jednak powinien ponownie rozważyć usunięcie Jacka z listy niegrzecznych.

*Jest to tytuł piosenki Eartha Kitt