Notka od autora: W jednym z wywiadów do Strażników Marzeń William Joyce powiedział: "Jeśli Święty Mikołaj jest człowiekiem czynu, to wiedziałem, że Króliczek Wielkanocny musi znajdować się gdzieś pomiędzy działaniem, a myśleniem. Ma trochę więcej wspólnego ze Spockiem. Jeśli Święty Mikołaj to Kirk, to Króliczek wielkanocny jest małym Spockiem". Potem być może przeczytałam całą masę fanfików o tematyce Star Treka, co skłoniło mnie do zastanowienia się nad Wolkanami i co by było, gdyby Pooka byli bardziej podobni do Wolkanów i… tak powstało fanfiction.

Rozdział 6: Nadzieja to takie małe słowo*

Cichy dźwięk, który wypełniał Norę, nie był do końca przenikliwym lamentem, ale nie był to też szlochem. To było skrzyżowanie tych dwóch rzeczy, coś dziwnego i obcego.

Tak obce jak osoba, która je wydawała.

Jack przygryzł wargę, siadając plecami do Bunny'ego, nie wiedząc, co zrobić, gdy już tu był. North i Tooth powiedzieli, żeby zostawił Bunny'ego w spokoju, aby ten mógł w spokoju przeżywać swój żal, ale pozostawienie Strażnika Nadziei samego w tej chwili nie wydawało się właściwe.

Tooth i Sany mieli pracę, do której musieli wrócić, a North… North był osobą, przed którą trudno było okazać słabość. Nie dlatego, że drwił, ale dlatego, że miało się wrażenie, że był bardzo samowystarczalny i że nic nie mogło go załamać, a czasami było to trudne to wytrzymania.

Sandy krył go, gdy pozostali wychodzili przez jeden z portali Northa, posyłając mu zachęcający uśmiech i machając, aby zasygnalizować, aby pozostał w Norze.

A teraz, kiedy tu był z Bunny'm na wyciągnięcie ręki, Jack bał się podejść bliżej. Mimo całej swojej pychy i brawury Bunny był bardzo prywatną osobą, a Jack nie był do końca pewien, czy zostanie przyjęty. Jeśli był przypomnieniem tego wszystkiego, z czego zrezygnował Bunny.

Po latach słuchania, że Bunny był ostatnim w swoim rodzaju, ostatnim Pooką, przeżył szok, gdy nagle pojawili się inni - wahadłowiec do badań naukowych z sześcioma dużymi Pookami.

Pooka, którzy w niczym nie przypominali Bunny'ego. Pooka, którzy mieli krótkie futro, byli czyści i zadbani, okryci długimi militarnymi płaszczami. Pooka, którzy byli zimni i logiczni, którym brakowało ciepła i emocji.

North powiedział, że właśnie taki był Bunny, kiedy spotkali się po raz pierwszy. Jeśli coś nie było związane z jajkami lub światłem, Bunny nie byłby zainteresowany. Myśleli, że miało to związek z tym, że Bunny był pozostawiony sam na sam z Pierwszym Światłem Kosmosu przez miliony lat, ale wyglądało na to, że było to cecha Pooka.

Jack nie wstydził się do tego przyznać, ale przybyłe Pooka sprawiły, że czuł się bardzo nieswojo. Nie czuli Radości, Nadziei ani żadnych innych emocji, wpatrując się w niego swoimi, beznamiętnymi, ciemnymi oczami.

Tak bardzo chciał rzucić im w twarz jedną ze swoich wyjątkowych śnieżek. Zmusić ich do zrobienia czegoś innego niż patrzenia na ich świat, na Norę, jakby to był po prostu nudny okaz.

Bunny wyjaśnił, że to jest sposób Pooka, aby pokonać Pitcha i chronić Pierwsze Światło. Jeśli nie mogli doświadczyć emocji, strach nie mógłby się w nich zakorzenić.

Ich świat było surowym światem logiki, pozbawionym empatii.

I zwrócili tę surową logikę na Bunny'ego i uznali, że mu czegoś brakuje. Zboczył ze ścieżki, był zbyt emocjonalny, zbyt irracjonalny, zbyt prymitywny, zbyt dziki.

Zbyt słaby.

Próbowali odebrać Bunny'emu Pierwsze Światło. Strażnik Nadziei był zachwycony ich widokiem aż do tego momentu.

A potem zrobiło się poważnie.

Największą obroną Pooka przed Pitchem i jego koszmarami mógł być brak emocji, ale największą bronią Bunny'ego była jego Nadzieja. Jego nadzieja i emocje, które głęboko odczuwał, wykorzystując je do walki i przezwyciężania strachu, gdy uderzał.

Pitch znajdował się na tej planecie, ukrytej daleko w odległej części galaktyki, co było głównym powodem, dla którego Bunny zdecydował się ukryć tutaj Światło.

Bunny twierdził, że to bliskość Światła sprawiło, że Boogeyman był słaby i uwięziony. Jeśli zabiorą ze sobą Światło, Pitch będzie mógł zebrać moc i ponownie siać spustoszenie w kosmosie.

A co ważniejsze, mogli zabrać Światło z Nory jedynie, gdy będzie zimnym, martwym ciałem. Chronił Światło dłużej, niż oni żyli i będzie to robił długo po tym, gdy staną się prochem.

Jeden z pozostałych Pooka, ciemny i elegancki przyjął to wyzwanie.

Kiedy Pooka odeszli, po tym jak wyparli się Bunny'ego jako jednego z nich, połowa ich członków miała obrażenia, po tym jak próbowali zmusić Bunny'ego, aby dał im Światło. Strażnicy w ogóle nie interweniowali, będąc jedynie widzami, tego jak Bunny ich wszystkich pokonuje.

Pooka zostawili Bunny'ego w spokoju, ostatniego Pooka na Ziemi. Wyrzutek dla reszty swojego gatunku.

— Jack? — zaskoczony głos Bunny'ego przebił się przez zamyślenie Jacka.

— Taaa. — Jack odchylił się, aż oparł się plecami o Bunny'ego. — To tylko ja. Mogę odejść, jeśli chcesz, ale pomyślałem… Może przydałoby ci się towarzystwo?

Bunny westchnął cicho, niemal prychając.

— Dzięki — powiedział cicho. Jego głos był szorstki. Jack przechylił głowę i dostrzegł Bunny'ego przecierającego oczy dłonią. — U mnie… w większości w porządku. Nie jestem pewien, czy powinienem się śmiać, czy płakać.

— Och? — powiedział zaskoczony Jack.

— Nadzieja to wiara, że coś wydarzy się w przyszłości. — Bunny powiedział to, obracając się, by objąć Jacka ramieniem i pociągnąć go do przodu. Jack poruszył się wraz z nim, opierając się o ciepły bok Bunny'ego, z jedną ręką obejmującą kolano drugiego Strażnika. Bunny przytulił się do Jacka, pozwalając mu przejąć część swojego ciężaru. — Pragnienie czegoś lepszego.

— Tak. — Jack przytaknął.

— Nigdy nie przestałem mieć nadziei, że gdzieś tam są inni Pooka. — Bunny posłał Jackowi krzywy uśmiech. W jego oczach pojawił się przytłumiony błysk, pomieszany ze smutkiem. Jack zastanawiał się, czy Bunny potrafił płakać tak jak człowiek. — To było nielogiczne, nie było dowodów, to były tylko moje pobożne życzenia.

— A jednak oni tam są. — Jack posłał mu delikatny uśmiech. To byli dupki, ale byli. — Setki w kosmosie. — Może tysiące, ci Pookowie nie podali zbyt wiele szczegółów.

— Ta cała ich logika… — Bunny przesunął dłonią po twarzy, ponownie wydając ten dziwny, przenikliwy dźwięk po czym czknął. — A jednak tak czułem. Nadzieja się opłaciła.

Tamci Pookowie dali jasno do zrozumienia, że Bunny nigdy więcej nie będzie miał kontaktu z innymi przedstawicielami ich gatunku.

Ale Bunny posiadał teraz wiedzę i dowód, że jego krewni przeżyli. Że nie był ostatni. Że nie był sam.

Cóż, Bunny nie będzie sam, dopóki Jack i inni strażnicy będą w pobliżu.

Jack przekręcił się tak, że klęczał przez Bunny'mm z jedną ręką na jego ramionach. Drugą rękę Jack uniósł do ust i dmuchnął w nią, tworząc mały płatek śniegu, który później skierował w twarz Bunny'ego.

Bunny zamrugał, gdy rozproszył się na jego nosie. Nastąpiła krótka pauza, po czym jego nos drgnął i rozległ się cichy chichot. Chichot przeszedł w pełny śmiech, gdy Bunny pochylił się do przodu i przycisnął głowę do niewielkie klatki piersiowej Jacka, tłumiąc hałas w znoszonej bluzie młodszego strażnika.

Jack owinął ramiona wokół głowy Bunny'ego, trzymając go stabilnie, podczas gdy Bunny śmiał się i śmiał.

Jeśli brzmiało to jak płacz, Jack nigdy nikomu o tym nie powie. Albo o łzach, które spływały po jego policzkach i skapywało na futro Bunny'ego, gdy Jack płakał z powodu marzeń przyjaciela, które się spełniły.

Z połączenia smutku i radości, jakie przyniosła nadzieja.

*Oryginalny tytuł to "Hope is a Four Letter Word", czyli w dosłownym tłumaczeniu "Nadzieja to czteroliterowe słowo", co mi pasowało, a nie chciałam tego zmienić na "Nadziej to ośmioliterowe słowo", dlatego pozwoliłam sobie to lekko zmienić.