Rozdział 7: Nie przeszkadzać
— Której części "NIE przeszkadzać" nie rozumiesz? — E. Aster Bunnymund warknął na intruza, który wybudził go z głębokiego snu.
Do cholery, to był jego czas na odpoczynek. Po przygotowaniach do Wielkanocy, walce z Pitch Blackiem i po sprzątaniu po świętach był wyczerpany.
Czy to było zbyt wiele prosić o kilka miesięcy nieprzerwanego odpoczynku?
Jack Frost podniósł ręce, jakby się poddawał.
— Mogę z tobą spać? — zapytał.
Aster przez chwilę wpatrywał się w niego ogłupiały, a jego zmęczony umysł próbował przeanalizować to stwierdzenie, ale nie był w stanie tego zrobić.
— Powtórz?
— Mogę tutaj spać? — powtórzył Jack, a w jego głosie było słychać jedynie lekkie zająkniecie się. — Proszę?
— Co jest nie tak z miejscem, w którym zwykle kimasz? — zapytał zrzędliwie Aster.
— Nie mogę spać w żadnym ze swoich normalnych miejsc, ponieważ duchy wciąż mnie budzą, aby albo pogratulować mi zastania Strażnikiem, albo próbując wyzwać mnie do walki o zostanie Strażnikiem — powiedział Jack, słowa płynęły z jego ust szybciej niż zwykle z powodu irytacji.
Okej, w porządku. Aster mógł to zrozumieć. Nie bez powodu każdy z nich miał własną, odizolowaną fortecę, w przeciwnym razie nigdy nie wykonaliby żadnej pracy.
— A co z innymi Strażnikami? Czy North nie zaoferował ci pokoju?
— Elfy wciąż próbują prze przebrać. — Jack ze wzburzeniem przeczesał dłonią włosy. — I każą mi nosić buty. — Ostatnie słowo wypluł całkowitą urazą, na jakie ono zasługiwało.
— Tooth?
— Wróżki wciąż wpełzają mi do ust. — Jacek skrzywił się. — Prawie połknąłem jedną. I to dwa razy.
— Sandy? — zapytał Aster, wciąż mając nadzieję.
— Czy wiesz, gdzie ostatnio był jego Zamek? — Jack posłał mu nieprzychylne spojrzenie.
Aster zastanowił się nad tym. Sandy zwykle, kilka minut po zachodzie słońca, dryfował po całym świecie. Nie byłby do końca pewien, czy Sandy w ogóle miał Zamek z wyjątkiem faktu, że Sandman wspomniał, że był on na wyspie gdzieś na Pacyfiku.
— Nie jest pewien, gdzie go zostawił. — Jack był śmiertelnie poważny. — Jest zrobiony z piasku, którego używa. Nawet gdybyśmy go znaleźli, to nie jestem pewien, ile lat spałbym, zanim ktoś przypomniałby sobie, że tam jestem, ponownie by go odnalazł i mnie obudził.
Aster skrzywił się. Mógł zrozumieć ten argument.
— Proszę, bardzo proszę — błagał Jacek. — Pozwól mi tu spać. Będę cicho, obiecuję, chcę tylko spaaaać.
Aster po raz pierwszy zauważył, że Jack miał ciemne worki pod oczami, przez co wyglądał na bledszego i nieco nieumarłego. Wokół niego panowała pełna desperacji atmosfera, którą Aster nie uważał za udawaną.
Króliczek Wielkanocny westchnął. Wiedział, że będzie tego żałował. Tak, czy inaczej, żaden akt dobroci nie pozostawał bez konsekwencji.
— W porządku. Żadnych żartów, żadnych sztuczek, a jeśli zachrapiesz, wyrzucę cię — warknął Aster. — Rozumiesz?
— Dziękuję, dziękuję, dziękuję — wybełkotał Jack, niemal rzucając się na Aster. — Jestem ci winien. Poważnie. W każdym momencie. Cokolwiek będziesz chciał, wystarczy o to zapytać.
— Tak, okej. — Aster wskazał na swoją norę i na ładne, wygodne gniazdo, które musiał porzucić, gdy Jajka Strażnicze zaczęły wariować, gdy w Norze pojawił się intruz. — W tej chwili chcę żebyś spał.
— Mogę to zrobić. — Jack szybko przytaknął, kiwając głową, jakby był figurką z ruchomą główką.
— Dobrze — mruknął Aster, odwracając się i zataczając się z powrotem w stronę swojego gniazda, nie dbając o to, czy Jack podążył za nim czy nie. Jack sam mógł dowiedzieć się, gdzie chciał spać - czy to w gnieździe, na podłodze, czy na drzewie.
Zajmie się tym, kiedy się obudzi.
A potem weźmie Strażników na stronę i wytłumaczy im, co dokładnie znaczy "nie przeszkadzać".
