Tytuł: Niebieskie oczy i Posiadanie
Oryginalny tytuł: Blue Eyes and Possession
Autor: Michelle_A_Emerlind
Zgoda na tłumaczenie: Czekam
Uwagi: Brak zombi, za to mamy wampiry. W oryginale jest to miniaturka, ale ze względu na jej długość podzieliłam ją na 5 rozdziałów.
Tłumaczenie: Lampira7
Beta: Nie mam
Link: /works/3364718
Niebieskie oczy i Posiadanie
Rozdział 1
Drzwi celi zatrzasnęły się z metalicznym brzękiem, a dyżurny oficer Walsh, zgodnie z nazwiskiem wydrukowanym na jego mundurze, spojrzał groźnie na Merle'a i Daryla.
— Następnym razem powinniście lepiej ukryć swój towar — powiedział im, po czym odwrócił się na pięcie i zniknął w korytarzu prowadzącym na zewnątrz do innej części komisariatu.
Daryl zgadzał się z tym. Merle powinien lepiej ukrywać swój towar. W rzeczywistości Merle powinien był go przede wszystkim schować i nie zostawiać w uchwycie na kubek w ciężarówce na widok każdego przechodzącego obok. A jeśli Merle nie był skłonny wrzucić go przynajmniej do schowka na rękawiczki, powinien mieć rozsądek, by nie jeździć 90 km/h przy ograniczeniu 60 km/h. To by pomogło. Daryl westchnął ciężko i po raz milionowy w ciągu ostatniej godziny powtórzył sobie, że nigdy nie należy zasypiać, kiedy Merle prowadzi. Kiedykolwiek. Wiesz o tym.
Obok niego Merle chrząknął.
— Niezbyt przyjazny pies.
Daryl zacisnął szczękę.
— Merle — zaczął, ale potem się powstrzymał.
Nie miał słów. Zamiast tego usiadł na cienkiej metalowej ławce umieszczonej w celi i oparł łokcie na kolanach, zawieszając głowę.
Merle usiadł obok niego, wyciągnąć nogi.
— Nienawidzę tych maleńkich komisariatów— powiedział. — Więzienie jest przynajmniej wygodniejsze.
— Cóż — powiedział Daryl — to tam się wybierasz. Jesteś na warunkowym, Merle.
Merle znowu chrząknął.
— Wiem, chłopcze — powiedział. Zmarszczył brwi. — Ta zdzira pani Charlotte też nie pozwoli mi o tym zapomnieć,. Przynajmniej nie muszę już gapić się na jej tępą twarz, na jej małe złośliwe małe cycunie, jej żółtawe włosy i jej rozczarowanie.
Daryl usiadł z powrotem prosto, uderzając głową o ścianę.
— Niech cię diabli, Merle.
Potrząsnął głową. Dlaczego on zawsze dawał się w to wszystko wciągnąć? Od lat zadawał sobie to pytanie. Daryl miał nieskazitelnie czystą kartotekę - żadnych zarzutów, żadnych rozpraw sądowych, żadnej odsiadki. Ale jak na kogoś, kto zawsze stał po właściwej stronie prawa, miał cholernie dużo aresztować - próba pobicia (stał z boku, kiedy Merle uderzył faceta, który miał na sobie jasnobrązowy mundur gliniarza), współudział we włamaniu (Merle wskoczył do ciężarówki, rzucił mu na kolana torebkę z porcelaną i powiedział "jedź"), ukrywanie przestępcy (Merle był w szafie w pokoju gościnnym, skąd miał wiedzieć?) i to nie był jego pierwsze aresztowanie za posiadanie. Merle był definicją złego wpływu.
Ale za każdym razem, gdy aresztowano Daryla z Merle i oskarżali go o to samo przestępstwo, szybko zdawali sobie sprawę, że nie, Daryl nie był jak jego brat. Nie był na tyle głupi, żeby okradać burmistrza albo wszczynać bójki z urzędnikami państwowymi. Był po prostu młodszym bratem uwikłanym w popieprzone sytuacje związane z jego starszym bratem i za każdym razem, go wypuszczali.
I zazwyczaj Merle również umykał. Ponieważ Merle miał cholerne usta i chociaż używał ich kiepsko przez 90% czasu, potrafił słodko mówić i niepostrzeżenie otrzymać to, czego chciał. Dlatego też częściej niż rzadziej kończył z grzywnami, ugodami, krótkimi okresami więzienia. Zwykle jednak nie był na warunkowym, kiedy go złapano. Merle był przynajmniej na tyle sprytny, by rozmieścić swoje aresztowania z odpowiednim wyczuciem czasu, by zrobić smutną minę, błagalne oczy i cały ten akt: "stary dobry Merle właśnie został skopany przez społeczeństwo", a jakiś głupi gliniarz lub prawnik złapał haczyk, a potem linka, ciężarek i gotowe. Do zobaczenia za dwa miesiące, duży braciszku.
Ale to było inne. I Daryl wiedział, że tak było. Jeśli Merle zostanie oskarżony o to, tym razem odejdzie na lata. Dlatego Daryl westchnął ciężko w celi i wymamrotał:
— Wezmę winę na siebie.
Uznał, że może sam przyjąć błagalną minę i uniknąć kary, biorąc pod uwagę to, że wcześniej nigdy nie został osądzony.
— Nie pozwolę ci na to — powiedział Merle, ale Daryl wzruszył ramionami.
— I tak to zrobię — powiedział. — Ale następnym razem posłuchaj, co powiedział ten oficer i schowaj swój towar, Merle.
Jeden z facetów w sąsiedniej celi ożywił się, kiedy Daryl powiedział "towar", a Daryl spiorunował go wzrokiem, próbując pokazać, że absolutnie nie był w nastroju na jakąkolwiek cholerną rozmowę dzisiejszego wieczoru. Ale facet wstał i podszedł bliżej miejsca, gdzie dzieliły ich tylko kraty.
— Powiedziałeś towar? — zapytał facet.
Merle zmarszczył brwi.
— Nie dzielę się — powiedział, a Daryl przewrócił oczami.
— Nie, nie — powiedział facet i uklęknął. — Ciii. Chodź tu. Muszę ci coś powiedzieć.
— Nie — rzekł Daryl do faceta, ponieważ, hmmm, nie. Nie zamierzał zbliżać się do posiadacza tych szalonych oczu.
— Nie, nie — powtórzył Szalonooki. — Musisz o nim wiedzieć.
Merle zmarszczył brwi.
— Chcesz rozmawiać ze mną o Jezusie?
Szalonooki obnażył zęby.
— Nie. O NIM. O nim. Psychol, przychodzący o drugiej w nocy. Ludzie nazywają go przyjaznym oficerem — odgryzł się z ciężkim sarkazmem. — Zrozum, to ten glina. Przychodzi tutaj każdej nocy, dokładnie o drugiej i zabiera kogoś, ktoś został oskarżony o posiadanie. Zawsze jednego opętanego narkotykami, a jeśli nie jednego z nich, to jednego z pijaków. Zabiera ich z powrotem do pokoju. Pokoju przesłuchań numer 3. — Przycisnął twarz do krat. — Czasami krzyczą. Potem wracają, nie ma na nich żadnego śladu i nic nie pamiętają. Nic. Jakby nic im się po prostu nie stało.
Merle spojrzał na Daryla i chrząknął.
— Zdaje się, że nie tylko ja ćpam — powiedział, a Daryl przewrócił oczami wpatrując się w biały sufit komisariatu.
Między Merle i Szalonookim, nie był pewien, jak długo mógł wytrzymać, zanim zacznie błagać gliniarzy, żeby wsadzili go do więzienia.
OoO
Wieczór powoli mijał, przemieniając się w noc i zgodnie z porządkiem rzeczy, w celach było zarówno ciszej, jak i wcale nie cicho. Aresztowani w ciągu dnia próbowali spać zwinięci w kłębek lub zajmując ławki, ale pojawiali się nowi, hałaśliwi pijacy, którzy budzili wszystkich i dochodziło do nieuchronnej bójki lub chłopcy po prawej stronie korytarza wołali do dziewczyn w celach po lewej stronie.
Daryl zauważył jednak, że o pierwszej trzydzieści wszyscy zaczęli się mocno niepokoić. A potem usłyszał tę samą historię, którą opowiedział Szalonooki, tyle że tym razem od Curly'ego, Larry'ego i Moe… a także od Rogera Hendricksona, który próbował uścisnąć wszystkim dłoń z powitaniem: "Hej, jestem Roger Hendrickson".
A potem sam Daryl zaczynał się trochę niepokoić. Ponieważ historię jednego szalonego faceta można odrzucić, ale całą masę z tymi samymi szczegółami była wręcz przerażająca i z pewnością nie było szalonego gliniarza przychodzącego o drugiej w nocy, który zabierał ludziom wspomnienia.
O 1:50 Merle pociągnął go za rękaw.
— To nie jest prawdziwe — powiedział, a potem pociągnął nosem, patrząc wszędzie, tylko nie na Daryla. — Jeśli jednak to prawda, to podążaj za mną.
Daryl kiwnął lekko głową i czekał, aż upłyną ostatnie minuty. O 1:58 zgasły światła. Aresztowani zaczynali chodzić w swoich celach i panikować. Wszystkie spojrzenia skierowane były na drzwi prowadzące z powrotem na komisariat. O 1:59 Merle chwycił Daryla za ramię i zacisnął dłoń na jego koszuli. Daryl mógł być jedynym spokojnym i zdrowym na umyśle w całej bandzie rabusiów, napastników i pijaków, którzy obgryzali paznokcie i łkali. A potem, dokładnie o drugiej w nocy drzwi się otworzyły.
Pojawił się policjant, a Daryl zamrugał w szoku. To facet, którego się boimy? - pomyślał. Był mniej więcej wzrostu Daryla i nie mógł ważyć więcej niż on - prawdopodobnie trochę mniej, jeśli brano pod uwagę workowaty mundur gliniarza. Miał krótkie brązowe włosy, które kręciły się z tyłu i miał lekki ślad zarostu. Wyglądał niesamowicie niegroźnie.
Ale potem poruszył się. Jego ciało ślizgało się w powietrzu jak ciecz. Uniósł rękę, by przesunąć nią po kratach celi. Jego oczy były zmrużone, a spojrzenie intensywne. Kroki miał lekkie jak piórko, mięśnie napięte jak u kobry. Daryl był przyzwyczajony do dzielenia świata na proste równania - trafienie lub spudłowanie, walka lub ucieczka, łowca lub ofiara. Potrafił z łatwością kategoryzować większość świata, umieszczając je w ładnych małych pudełkach wyznawców, stad, ofiar. Byli też inni, tacy jak jego tata i Merle, którzy nadal byli ofiarami, nadal jeleniami, a nie wilkami, ale próbowali to ukryć - byki z podniesionymi porożami, wpadające na otwartą przestrzeń i przebijające nimi ludzi, ponieważ czuli się osaczeni. To rzadkie, bardzo rzadkie, żeby Daryl widział prawdziwego wilka.
Ale ten facet jest wilkiem. Albo jakimś drapieżnikiem - pomyślał Daryl, bo wilk nie był dla niego odpowiedni. Szedł korytarzem, zmierzając w kierunku końca, gdzie byli Merle i Daryl, jego stopy nie wydawały żadnego dźwięku przy chodzeniu. Oczy miał szeroko otwarte, a spojrzenie zdeterminowane. Jego łopatki były napięte, ale poruszały się jak stopione żelazo. Puma - pomyślał Daryl. Tygrys w trawie. Daryl zmrużył oczy, ponieważ nie był do tego przyzwyczajony. Przyzwyczajony do spotkania mężczyzny, który mógł być mu równy. Ale Daryl nigdy nie był tym, który się wycofywał. Ponieważ nie był ofiarą, cholernym jeleniem czekającym na zabicie. Podszedł więc do drzwi celi i miał nadzieję, że facet widział płynność jego ruchów, ledwie tłumiony trzask zagrożenia.
Dłoń gliniarza poślizgnęła się po jednym z prętów, a jego palce tylko nieznacznie straciły rytm. Nikt inny tego nie zauważył, ale Daryl uniósł podbródek w wyzwaniu, ponieważ to zrobił. A potem mężczyzna był tuż za drzwiami celi Daryla i serce Daryla zabiło szybko, ale jego oddech był równy, gładki jak szkło. Mężczyzna wyciągnął rękę do przodu, owijając dłoń wokół prętu i Daryl zauważył, że jego paznokcie były dłuższe niż powinny, ostrzejsze, a tęczówki jego oczu miały kolor krwi.
— Za posiadanie, hmm? — powiedział mężczyzna, a Daryl nie przerwał kontaktu wzrokowego.
Merle rzucił się do przodu i próbował stanąć między Darylem a gliną, ale Daryl wciąż widział jego oczy ponad ramieniem Merle'a. Żaden z nich nie mrugnął.
— Tak — powiedział Merle. — Ech, za krak.
Daryl był zbyt zajęty utrzymywaniem bitwy na spojrzenia z policjantem, by przewrócić oczami na swojego brata, ale słyszał, jak Merle wyrzucał z siebie takie rzeczy jak "weź go zamiast mnie i rób to, co masz zamiar zrobić oraz brutalność policji". Ale Daryl wiedział, że to wszystko było niewiarygodnie daremne. Ponieważ ten gliniarz oceniał go odkąd otworzył drzwi, a on był najlepszym kotem, a najlepsze koty nie darują innym kotom, które właśnie weszły na ich terytorium.
Policjant otworzył drzwi sięgnął poza Merle, chwytając Daryla i wyciągając go z celi. Ponownie zamknął drzwi z Merle wciąż w środku. Merle zaczął na niego krzyczeć, próbując go zwabić, ale tygrysa się nie wabiło. Nie nabierały się na takie rzeczy.
Daryl wyprostował się, patrząc przed siebie na długi betonowy korytarz i cele pełne ich więziennej publiczności. Jego ciało pozostawało napięte i skupił się na zmyśle słuchu oraz na małym poczuciu przestrzeni za sobą, by wiedzieć, co robił gliniarz za nim. Czuł jego obecność jak pole siłowe - jego osobista bańska znajdowała się tuż obok bańki Daryla, który czekał na dotyk. Słyszał lekkie brzęczenie metalu, które musiało być celowe, ponieważ był prawie pewien, że ten facet mógłby przebiec po klawiszach fortepianu i nadal nie wydałby żadnego dźwięku. A potem gliniarz chwycił go za nadgarstek, a dotyk był twardy i miażdżący, a jego skóra lekko zmarznięta i sztywna. Zakuł Daryla w kajdanki. Daryl nie wykonał ani jednego ruchu.
A potem gliniarz położył rękę na plecach Daryla, a jego paznokcie wbiły się w lekko w jego ciało i popchnął Daryla, by poszedł korytarzem. Daryl poszedł, wyciszając głos Merle'a i kilku innych aresztowanych, wołających do przyjaznego oficera.
Policjant popychał go korytarzem, a gdy jedna z aresztowanych stała się trochę awanturnicza i wyciągnęła rękę przez kraty. Błyskawicznie obrócił się i rzucił się na nią, uderzając dłonią i przedramieniem w kratę. Syknął na dziewczynę, żeby się uspokoiła. Jego głos był niski i chrapliwy. Pozostali aresztowani wycofali się, ale Daryl ani razu nie drgnął. Ponieważ nagłe ruchy nigdy go nie przerażały.
Oficer odwrócił się do niego, a Daryl przechylił głowę na tyle, by widzieć kątem oka jego wyraz twarzy - trochę zaskoczony i pełny uznania. Daryl zastanawiał się, kiedy ostatni raz gliniarz widział innego wilka, a potem pchnięto go, by wszedł do pokoju przesłuchań numer 3, który był tak nijaki, jak każdy pokój przesłuchań, który mógł sobie wyobrazić. Pusty z wyjątkiem dwóch krzeseł po obu stronach stołu. Policjant wepchnął go na jednego z nich i usiadł na drugim.
— Posiadanie — powiedział, a Daryl kiwnął głową.
— Narkotyki należały do mnie — powiedział. — Nie do mojego brata, więc możesz go wypuścić.
— Hmmm — mruknął gliniarz — nie chce mi się teraz o tym rozmawiać, ale zapiszę to w twoich katach.
Błysnął olśniewająco białymi zębami z kłami długimi i niepokojącymi. W pokoju było lepsze światło niż na korytarzu, więc Daryl naprawdę mógł teraz spojrzeć mu w oczu. Utrzymywał spojrzenie tak samo jak wcześniej, niezachwiane w żaden sposób. Ale czerwień tęczówek oficera powodowało, że był zdenerwowany, chociaż nie było tego widać na zewnątrz.
— Jak masz na imię? — zapytał Daryl, nastawiony by zdobyć przewagę. — Wiesz, żebym mógł powiedzieć innym funkcjonariuszom, że z tobą rozmawiałem.
Policjant zaśmiał się.
— Richard Grimes — powiedział.
Daryl pozwolił, by kącik jego ust powędrował do góry i uniósł podbródek odrobinę wyżej.
— Czyli mogę mówić do ciebie Dick?
Policjant znów się zaśmiał, a potem wstał.
— Rick, jeśli masz ochotę tak mówić — powiedział, a potem zaszedł Daryla od tyłu.
Daryl ponownie zamknął oczy i skupił się ponownie na zmyśle słuchu i dotyku. Nie słyszał pantery za sobą i jego nerwy były niespokojne, bo zawsze słyszał innych. Nigdy nie spotkał kogoś z tak płynnymi ruchami i cichego.
Ale nic go nie przestraszy. Dlatego kiedy Rick rzucił się do przodu i chwycił go za kark, uderzając głową w stół, nawet się nie wzdrygnął. Udało mu się przechylić głowę, gdy Rick popchnął go do przodu, dlatego widział go lewym okiem. Usta Rocka były otwarte, a jego zęby były naprawdę długie.
— Boże, jesteś twardym sukinsynem — powiedział Darylowi.
— Niczego się nie boję — powiedział Daryl. — Ciebie najmniej.
Rick zaśmiał się, a potem pochylił się i włożył nos we włosy Daryla. Wziął głęboki oddech i Daryl zastanawiał się, kim był ten facet, który go, kurwa, wąchał.
— Pachniesz jak posiadane narkotyki — powiedział Rock, a Daryl wzruszył ramionami, pomimo niezręcznego kąta.
— Czego chcesz, Dicku? — zapytał go Daryl, a potem Rick zaatakował, tak jak Daryl się tego spodziewał.
Chwycił Daryla i pociągnął go w górę, kopiąc krzesło na bok, a potem obrócił go tak, że plecy Daryla uderzyły w zimną, twardą ścianę. Daryl przygotowywał się na uderzenie, które miało nastąpić lub kopnięcie, ale nie otrzymał żadnego z nich. Zamiast tego Rick dopasował się do ciała Daryla jak wąż owijający się wokół myszy i wbił te ostre paznokcie w czerep Daryla, szarpiąc jego głowę na bok, by go ugryźć.
Daryl wypuścił jeden mały oddech i to była jedyna reakcja, jaką dał Rickowi. Jednak w środku cofnął się zaskoczony. Zęby tego mężczyzny były ostre i tnące, przebiły skórę na jego szyi i Daryl czuł, jak ją ssie. Co to do cholery jest? - pytał samego siebie. Ale Daryl nie mógł się ruszyć, by go odepchnąć, ponieważ był skuty kajdanami i nawet w najlepszych okolicznościach był prawie pewien, że byliby na równym poziomie, co oznaczałoby długą i ciężką walkę, a on nie był pewien, czy napaść na funkcjonariusza pomoże w jego sprawie lub Merle'a.
Dlatego został przy ścianie. Jego ciało było napięte i nieprzyjemne, ale jednak Rick wciąż przyciskał się do Daryla, a jego usta pracowały nad jego szyją. Daryl już miał zacząć się martwić utratą krwi, kiedy Rick oderwał się od niego i zrobił dwa niepewne kroki w tył, patrząc na szyję Daryla, jakby go osobiście uraziła. Uderzył w stół, a potem położył na nim dłoń, żeby się oprzeć.
— Ty… — zaczął Rick, ale potem powstrzymał się przed dalszym mówieniem.
Pokręcił głową, a ruch objął całe jego ciało, wywołując kaskadę dreszczy. Otworzył usta i dyszał. Następnie podniósł wzrok na Daryla, a jego oczy były trochę mniej czerwone. Oblizał wargi, a potem wyprostował się i zrobił krok w stronę Daryla.
Daryl przycisnął plecy do ściany, chcąc być jak najdalej od Ricka. Oficer to zauważył i podszedł do przodu, kładąc rękę na szyi Daryla, po przeciwnej stronie niż ugryzł.
— Ciii, wszystko w porządku — szepnął. — Zaraz to zniknie. Już cię nie skrzywdzę.
Pochylił się do przodu. Daryl nie mógł powstrzymać wzdrygnięcia się, gdy język Ricka dotykał jego szyję, do cholery liżąc miejsce, które właśnie ugryzł.
Daryl był silnym mężczyzną i był dobry w opieraniu się pokusom, ale nie mógł powstrzymać się od przesunięcia bliżej, gdy język Ricka przesunął się po tym miejscu pewnie i powoli. A potem Rick rozluźnił się przy nim, jego ciało pasowało do właściwych krzywizn Daryla, który czuł męskość policjanta na swoim udzie, ciężką i gorącą. Pomyślał, że jeśli Rick spróbuje czegokolwiek, będzie walczył, ale nic nie zaczął. Odsunął się i mrugał zdezorientowany patrząc na Daryla, ale jego oczy nie były już czerwone. Były fioletowe i Daryl był tym trochę zafascynowany.
— Zabieram cię teraz z powrotem — powiedział Rick patrząc na szyję Daryla. Oblizał usta. — Nie — powiedział do siebie i przełknął. — Zabieram cię teraz z powrotem.
A potem wypchnął Daryla za drzwi i popychał go przez cały korytarz, tylko że nie było tak jak ostatnim razem, gdy dotykał go, jakby nie mógł się powstrzymać przed kontaktem z nim. Teraz było tak, jakby ciało Daryla parzyło jego skórę, a on chciał się go jak najszybciej pozbyć. A potem rozkuł Daryla i rzucił go z powrotem do celi, odwracając się i idąc korytarzem. Zatrzasnął drzwi, a światła ponownie się zapaliły.
Merle pytał go, co się stało. Powiedział, że nie pamiętał, bo jak miał to wytłumaczyć? Ale dotknął swojej szyi. Tyle że nie było tam krwi ani nawet żadnej rany. Otaczał go hałas cel, a aresztowani wrócili do kłótni, a Merle znów wyglądał na ponurego z powodu swojego okresu warunkowego i prawie było tak, jakby to się nigdy nie wydarzyło.
OoO
Kiedy nadszedł dzień, Daryl w końcu zasnął na metalowej ławce i udało mu się zamknąć oczy na dobre sześć godzin. Spał w gorszych warunkach i chociaż nie było to wygodne oraz zdecydowanie marzył o powrocie do swojego łóżka, mógł faktycznie trochę się przespać.
Obudził się po południu, słysząc marudzenie Merle'a, że dziewczyny w celach naprzeciwko nie były nawet słodkie. Wkrótce potem gliniarze przesłuchali ich w sprawie zarzutów. Daryl trzymał się swojej historii, przyrzekając, że towar był jego, a Merle narzekał, że pozwala mu wziąć na siebie winę. Oficerowie powiedzieli, że będę musieli przetrzymać ich dwójkę jeszcze jeden dzień, ale do jutra rana decyzje w ich sprawie zostaną podjęte.
Co oznaczało, że Daryl musiał siedzieć w celi przez cały dzień i myśleć o ostatniej nocy. Nie użył słowa na "w", ponieważ wampiry nie istniały. Ale Rick Grimes pasował do opisu. Daryl myślał o jego czerwonych oczach, drapieżnym zachowaniu. Fakcie, że wychodził tylko nocą. Ale z drugiej strony, myślał o rzeczach, które nie pasowały w tym - na przykład jego skóra nie była ciepła, ale też nie była lodowato zimna i martwa, tak jak powinna. I jak Daryl nie czuł, jakby zmieniał się w wampira i nawet nie zemdlał z powodu utraty krwi, pomimo faktu poczucia, że Rick wziął od niego dużo.
Ale Rick z pewnością go ugryzł i wyssał jego krew. I to właśnie była definicja słowa na "w". Daryl wpadł w lekką paranoję i zastanawiał się, czy to oznaczało, że się w niego zmieni, a to jeszcze się nie stało, dlatego dokładnie się sprawdził i stwierdził, że czuł się doskonale. Miał mnóstwo energii, był wypoczęty, a małe ukośne promienie słoneczne wpadające przez drzwi z tyłu korytarza mu nie przeszkadzały. Przypuszczał więc, że nie przemieniał się. A picie krwi brzmi dla niego jak zawsze metalicznie i nieapetycznie.
Daryl odłożył zmartwienia na bok i zamiast tego myślał o glinie, eleganckim i stanowczym. Zamknął oczy i wygłuszył Marle'a narzekającego, że wkrótce dostanie dreszczy i zamiast tego skupił się na obrazie wypalonym w jego umyśle. Jak Rick szedł korytarzem, jego paznokciach stukających w metalowe pręty, jego kroku, który był równie ciche i płynne jak u rudego rysia. Daryl przywołał do swojego umysłu widok oczu Ricka, płonących czerwienią porównywalną do maków i tlenku żelaza. A potem jego zęby, lśniąco białe i długie, ostre niczym małe noże na skórze Daryla.
Myślał o fiolecie, o tym, jak Rick polizał jego szyję, a potem odsunął się z czymś w rodzaju człowieczeństwa, zaciemniając ładną dominację, która się tam czaiła. Wydawało mu się, że w tamtej chwili patrzył, jak lew górski wycofywał się z powrotem do klatki, tygrys wślizgiwał się w trawę, lampart wskakiwał na drzewo. Chciał go zwabić z powrotem, stanąć przy wejściu do jaskini i zawołała: "Tutaj, kotku. Chodź do mnie, kotku".
Daryl gwałtownie otworzył oczy i był tak szczęśliwy, że Merle był do niego odwrócony plecami i nie wiedział całkowicie twardej erekcji, jaką właśnie dostał Daryl. Założył nogę na nogę i myślał o hymnie narodowym, tabliczce mnożenia o cioci Sally, gdy pewnego dnia przypadkowo wszedł do łazienki, a jej pięćdziesięcioletnie cycki po prostu wisiały tam w powietrzu, a Daryl nie lubił dziewczyn w najlepsze dni, ale kurwa, nie postarzała się ładnie.
Jego erekcja opadła długo przed tym, jak Merle odwrócił się, ale teraz miał coś innego do przemyślenia. Ponieważ minęły trzy lata - Daryl jęczał wewnętrznie - trzy lata, kiedy był zainteresowany. Nie żeby wszyscy chłopcy nie kręcili się wokół niego jak zagubione szczeniaczki, a on z łatwością mógłby zabrać je z powrotem do domu. Ale Daryl nie był kimś, kto lubił przypadkowe pieprzenie i od dawna nie spotkał nikogo w swoim guście. Chciał kogoś, kto będzie w stanie być równy mu, kto czasem z nim wygra, a czasem też z nim przegra. I był zmęczony tymi wszystkimi jeleniami, wokół których się kręcił, ich szybkim wycofywaniem się, kiedy tylko trochę naciskał. Jeff był ostatnim facetem, który przypominał drapieżnika, jakiego potrzebował Dary, ale był za bardzo intensywny. Nie pozwalał Darylowi wygrać. Chciał go po prostu dominował, a Daryl tego nie chciał. Przynajmniej nie przez cały czas.
Ale ten facet. Ten facet. Dlaczego Daryl nie mógł wyrzucić go z głowy? Chciał go powalić i przelecieć. Chciał być przechylony i pieprzony. A zeszłej nocy Daryl poczuł, jak jego penis był przyciśnięty do niego, jego ciało tak dokładnie pasowało do niego i było to trochę gorące, gdy ktoś rzucił się na jego szyję. Trochę podniecające i to było dziwne, ale Daryl nie chciał rozmyślać o tym, jak odsłonięcie szyi i krew wpływają na niego, więc zepchnął te myśli na dalszy plan i zamiast tego wrócił myślami do Ricka. Oficera Grimesa. Oficera Richarda Grimesa. I jego pięknej, wspaniałej kociej elegancji.
OoO
Pierwsza trzydzieści mijała powoli, a Daryl wstał i przechadzał się przed drzwiami celi. Czekał, aż światła zgasną, drzwi się otworzą, a śliczna pantera wróci, aby się pobawić. Merle również wstał i mówił Darylowi, żeby usiadł z powrotem, by nie pozwoli temu skurwielowi zabrać go dwa razy. Daryl wzruszył ramionami na to, twierdząc, że sobie z tym poradzi.
A potem, w celi obok, Szalonooki odwrócił się do nich i pokręcił głową.
— Nie musisz się martwić o to — powiedział. — Bierze je tylko raz.
Daryl zatrzymał się i odwrócił się do niego.
— Co masz na myśli?
Szalonooki wzruszył ramionami.
— Przyjazny oficer. Nigdy nie bierze dwa razy tej samej osoby. Nie musisz się martwić.
Daryl zmarszczył brwi. Dość mocno.
Światła zgasły wcześniej, o 1:45, i wszyscy wstali i wariowali. Daryl obserwował zmartwienie w ich oczach i słuchał szeptów, że to nigdy wcześniej się nie wydarzyło. Ale potem usłyszał, jak drzwi zaczęły się otwierać. Podniósł wzrok, by zobaczyć tę samą postać, co ostatnim razem, stojącą w drzwiach, wyglądając subtelnie i nie groźnie. A potem, tak samo jak poprzednio, poruszając się, a Darylowi przypominają się takie rzeczy jak pręgi i łatki oraz chłód leśnego cienia.
Daryl podszedł do drzwi celi i położył rękę obok krat. Zmrużył oczy i próbował emanować seksem, jak wielu chłopców twierdziło, że potrafił. Ale Rick nie chciał spojrzeć mu w oczy. Zamiast tego przyglądał się innym przestępcom w celach, decydując, kogo wybrać. Daryl patrzył sfrustrowany, ale nie chciał hałasować, nie chciał się kłaniać i zawołać oficerze Grimes, a co ze mną? Zamiast tego obserwował, jak Rick szybko prześledził spojrzeniem innych więźniów, a Daryl mógł powiedzieć, że Rick wiedział dokładnie to, co on wiedział - że nikt inny tutaj nie był interesujący, nie na takim poziomie mocy, jaką oni posiadali. Daryl pozwolił swojemu spojrzeniu wwiercać się w ciało Ricka, wnikając w jego skórę z odległości paru metrów, pragnąć, by Rick poczuł rozpalony wzrok na swojej skórze. To zadziałało, ponieważ Daryl, patrzył, jak drgnął, drobne, prawie niezauważalne ruchy mężczyzny były rozproszone.
Tym razem Daryl pozwolił swojemu spojrzeniu wędrować, tak jak nie robił tego zeszłej nocy. Patrzył na ramiona Ricka, na jego tyłek, na bicepsy. A potem patrzył na bardziej subtelne rzeczy, na które nie zwrócił uwagi ostatnio - jak fakt, że Rick nosił obrączkę i to tylko sprawiło, że Daryl zazgrzytał zębami.
Rick zatrzymał się dwie cele dalej od Daryla i Merle'a, zabierając dziewczynę przywiezioną w ciągu dnia za sprzedaż trawki. Zakuł ją w kajdanki i zaczął prowadzić z powrotem w kierunku pokoju przesłuchań, a Daryl zacisnął zęby. Ale potem Rick zwolnił drastycznie, a potem zatrzymał się, stojąc w połowie drogi. Odwrócił się bardzo powoli, oglądając się przez ramię. Nawiązał kontakt wzrokowy z Darylem i Daryl widział jego szeroko otwarte oczy w słabym świetle. Rick szybko oblizał wargi. Daryl uniósł kąciki ust, wiedząc, że był suką, ale wytrzymał spojrzenie Ricka, a potem przechylił głowę, wystawiając szyję na światło, a Rick mrugnął.
Tutaj, kici, kici - myślał Daryl, a Rick wrzucił dziewczynę z powrotem do celi tak szybko, że musiała dostać urazu kręgosłupa szyjnego. Szedł korytarzem, tym razem jego kroki były głośne i stanowcze. Daryl myślał o gepardach pędzących po sawannie, tygrysach skaczących do przodu, gdy zostały zauważone. Zastanawiał się, czy wykonał właściwy ruch, a potem Rick szarpnięciem otworzył drzwi jego celi, złapał go za gardło i wyrwał z ograniczonej przestrzeni na korytarz. Merle zaczynał coś gadać, ale ani Rick, ani Daryl nie byli tym zainteresowani. Zamiast tego Rick popchnął Daryla, mówiąc:
— Wiesz, gdzie jest pokój.
Daryl był zaskoczony, ale zaczął iść. Jego ręce zwisały luźno po bokach, bez kajdanek.
Rick szedł tuż za nim, a kiedy Daryl wszedł do pokoju, Rick zamknął za nimi drzwi z trzaskiem, a próby zwrócenia na siebie uwagi i obelgi Merle'a zostały odcięte. Daryl odwrócił się do oficera powoli i z łatwością spotkał jego spojrzenie, kategoryzując różnicę w czerwieni między wczorajszą a dzisiejszą nocą - dziś bardziej bordowa zamiast kardynalnej.
— Będziesz ze mną walczył? — syknął Rock, a Daryl pokręcił głową, tylko raz.
Rick kiwnął głową, a potem chwycił Daryla za ramiona, wbijając te długie paznokcie i popchnął go z powrotem na ścianę. Rick uderzył jak grzechotnik, ponownie zwijając swoje ciało przy Darylu i wbijając zęby dokładnie po lewej stronie jego szyi. Ale nie gryzł. Zamiast tego po prostu tam stał, a Daryl wygiął szyję, wpychając skórę do ust Ricka. Oficer jęczał głośno, ale potem odepchnął się i zaczął chodzić w kółko.
— Nie — powiedział. — Nie, nie mogę. Zabieram cię z powrotem.
— Dlaczego? — zapytał Daryl.
— Ponieważ — powiedział Rick i spojrzał na niego. Daryl obserwował, jak jego tęczówki stawały się coraz bardziej czerwone — smakujesz tak cholernie dobrze. — A potem znów przywarł do Daryla, dając długie liźnięcie jego szyi. — Och, nie mogę — syknął. — Nie mogę. A jeśli cię skrzywdzę?
Jednak ugryzł tylko trochę i Daryl poczuł nakłucie, czerwoną linię krwi sączącą się po jego szyi. Rick zlizał ja, przesuwając się aż do kołnierzyka jego koszuli.
— To dlatego nie bierzesz ich dwa razy? — zapytał Daryl, a Rick jęknął na wibracje jego szyi, gdy mówił.
— Nie — powiedział. — Biorę jedynie tych popieprzonych. Narkomanów. Jesteś czysty jak łza, pieprzony kutasie.
Całkowicie wgryzł się w szyję Daryla, wbijając zęby i ciągnąć szyję mężczyzny do przodu, przyciskając jego ciało z powrotem do ściany. Daryl lekko położył dłonie na biodrach Ricka i skupił się na jego oddechu, na tym, jak penis Ricka był ciężki na jego własnej pachwinie.
Daryl chrząknął.
— Będziesz mnie również pieprzyć? — zapytał.
Rick odsunął się. Jego oczy były szeroko otwarte i w kolorze różowym. Usta miał poplamione krwią Daryla.
— Tak — syknął, a potem rzucił Daryka na bok, na stół w pokoju przesłuchań.
Daryl chrząknął, gdy jego plecy uderzyły w zimny metal, a Rick rozpinał gwałtownie spodnie. Rick ściągnął je w dół do kostek Daryla, a następnie wsunął jedną rękę pod jego koszulkę, drapiąc paznokciami po plecach aresztowanego. Daryl jęknął, a potem Rick wyciągnął coś z kieszeni i podał mu to. Daryl wziął butelkę lubrykantu i chrząknął. Zaczynał się przygotowywać, gdy Rick rozpinał własne spodnie.
Daryl ledwie miał czas, żeby się przygotować, kiedy Rick odciągnął jego rękę i przygniótł nadgarstek do stołu, mrucząc:
— Dość, nie mogę czekać.
Wszedł w niego z całą mocą. Daryl gwałtownie wypuścił powietrze, bo to nie było bolesne, ale cholera, facet nie dał mu czasu, a to cholernie piekło. Ale to był dobry rodzaj bólu, uznał Daryl, kiedy Rick pochylił się nad jego ciałem, pozwalając palcom dłoni, która nie miażdżyła jego nadgarstka, wbijać się w jego plecy, drapiąc je, jakby był kotem, a on drapakiem.
Rick wszedł w niego całkowicie i przyłożył usta do ucha Daryla. Zaśmiał się cicho, a potem polizał płatek uszny. Daryl naparł na Ricka, unosząc jednocześnie tyłek i szyję, a Rick jęknął cicho, głęboko oddychając, a potem ugryzł Daryla. Mocno zatopił zęby, pchając biodra do przodu, brutalnie wpychając erekcję w drugiego mężczyznę. Daryl uderzył w stół przesłuchań. Chrząknął i zacisnął zęby.
— Mocniej — warknął, a Rick zgodził się, trzymając go za biodra i pieprząc go, wywierając tak duży nacisk na szyję Daryla, że prawie go dusił.
Daryl sapał, jego oddech był nierówny i ciężki, gdy walczył przed chęcią ucieczki spod zębów Ricka.
Rick ponownie poruszył biodrami, przechodząc od prawie całkowitego wyjścia Daryla, do wsunięcia się po sam trzon. Daryl drapał paznokciami po stole przesłuchań, wytwarzając okropny zgryźliwy metaliczny dźwięk. Patrzył z fascynacją, jak strużka krwi uciekła z ust Ricka i kapała na stół. Oparł się na łokciach, żeby się podeprzeć, ale Rick powalił go z powrotem na blat, przytrzymując go w miejscu swoim penisem, rękami i pieprzonymi ustami ssącymi jego szyję. Daryl jęczał głośno, rozkładając nogi szerzej dla Ricka, który wykorzystał okazję i zaczął go pieprzyć mocno i ostro. Daryl będzie po tym wszystkim posiniaczony, ale mu się to kurwa podobało.
Otworzył usta i zakrztusił się z powodu nacisku na szyję, ale udało mu się wykrztusić:
— Dotknij… mnie…
Rick oderwał się od jego szyi, a Daryl wypuścił powietrze, uwalniając swoje płuca, a potem je wciągnąć.
— Tego chcesz, co? — Rick, kurwa, zamruczał mu do ucha. — Mam cię dotknąć? Ty pieprzona suko.
Daryl spojrzał przez ramię i spuścił wzrok w krótkim posłuszeństwu, zanim ponownie nawiązał kontakt wzrokowy, rzucając w każdy możliwy sposób wyzwanie Rickowi.
— Pokaż mi, jak traktujesz swoje suki — powiedział Daryl głosem szorstkim od braku powietrza — a może później pokażę ci, jak ja traktuję swoje.
Źrenice Ricka rozszerzyły się mocno, tęczówki były tak czerwone, że aż błyszczały, a potem cholera jęknął, ponownie zakrywając swoim ciałem Daryla. Jego usta po raz kolejny zamknęły się na szyi drugiego mężczyzny, jego penis domagał się znów Daryla, a jego ręka zsunęła się z bioder aresztowanego do jego pachwiny i wtedy dotknął Daryla. Gładził go prawą ręką i drapał paznokciami, szaleńczo delikatnie jądra mężczyzny. Daryl wypuścił powietrze, które mu jeszcze zostało i wepchnął całe swoje ciało do Ricka, znów podnosząc się na łokciach myśląc o: pierdol mnie, dziecinko. Zatrzaśnij moim światem. A potem Rick to zrobił, rzucił się na niego tak mocno, że stół się zatrząsnął, przewrócił, a Daryl razem z nim.
Rick schwytał go, ciągnąć go z powrotem do siebie, a Daryl poddał się temu i kończą na podłodze. Daryl był na kolanach, a Rick za nim, pieprząc go z całych sił i jęcząc przy jego szyi. Daryl patrzył, jak krew spływała po nim, gdy Rick sapał, a następnie chwycił obie jego ręce, przyciągając je do pleców Daryla i trzymając je w parodii kajdanek, i używał tego, aby utrzymać ciało mężczyzny na miejscu podczas pchnięć. Daryl skupił się na swoich mięśniach, akceptując Ricka, kiedy wchodził i ściskając go, by wytworzyć presję, kiedy wysuwał się. Kołysał się z Rickiem, wyginając się w jego stronę i gdyby Daryl mógł dojść tak szybko, zrobiłby to z myślą o Ricku, który w nim dojdzie. Następnie tak się stało, a Daryl jęczał głośno w pokoju przesłuchań, pozwalając Rickowi ujeżdżać go i myśleć w co on się kurwa wpakował. Ten facet na nim, w nim, dający mu najlepszy seks, jaki kiedykolwiek miał.
A potem był to koniec. Rick został w nim jeszcze chwilę, liżąc jego szyję w miejscu, w którym go ugryzł. Daryl powiedział raz jego imię, a Rick zamarł. Ot tak uwolnił Daryla, pułapka na niedźwiedzie pękła. Puścił ręce i szyję Daryla, odskakując od niego jak wystrzelona kula. Daryl odwrócił się powoli i zobaczył Ricka, siedzącego opartego plecami o jedną z nóg stołu, oddychając ciężko. Jego oczy zmieniały barwę z czerwonego do bordowego, a potem wróciło do fioletu i tak pozostały.
Daryl chrząknął i przewrócił się na bok.
— Kim, kurwa, jesteś? — zapytał Ricka, który patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami, prawie znów ludzkimi.
— Nie… nie wiem — powiedział Rick, a jego szczerość była bolesna. — Powinienem… — Rick odchrząknął i milczał przez minutę. Spokój jego myśli odbijał się od twardych ścian jak małe kulki. Wreszcie powiedział: — Ubierz się. Zabiorę cię do łazienki dla personelu, pozwolę ci się umyć, zanim zabiorę cię z powrotem.. — Wstał. — I jutro złożę raport. Zeznanie w twoim imieniu. Że narkomanem jest twój brat, bo jesteś czysty jak łza. I pojedziesz do domu, a on zostanie tutaj, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy dostanie coś więcej niż kilka tygodni za kratkami.
Daryl patrzył na niego przez chwilę, ale Rick nie chciał na niego spojrzeć.
— I zamierzasz dalej to robić? — powiedział do Ricka. — Zabierając narkomanów i wgryzając się w nich, bo masz w domu żonę, która nie pozwala się na siebie rzucić, tak jak właśnie zrobiłeś mi.
Rick przeniósł na niego wzrok. Jego oczy były fioletowe i nieczytelne. Daryl zastanawiał się, jakiego koloru naprawdę były, a potem myśl minęła, gdy Rick wstał i poprawił ubranie, rzucając porzucone sztuki odzieży na Daryla, by zrobił to samo. Rick dotrzymał swojego słowa, pozwalając Darylowi oczyścić się, a następnie zabrał go z powrotem do celi.
Tuż przed otwarciem drzwi na tyłach komisariatu Daryl zapytał:
— Dlaczego inni nie pamiętają?
Rick spojrzał na niego.
— Bo tego nie chcę — powiedział.
OoO
Daryl nie powiedział Merle'owi, co się stało, ponownie trzymając się linii: "nie pamiętam". Zasnął na krótko po tym, jak Rick zabrał go z powrotem do celi, a rano, zgodnie ze słowem Ricka, raport został spisany, a pozostali funkcjonariusze wypchnęli go z komórki. Daryl powiedział Merle'owi, żeby zadzwonił do swojego prawnika - ładnego rudzielca, który lubił gadkę Merle'a. A potem znalazł się na parkingu policyjnym, płacąc za wyciągnięcie ciężarówki Merle'a, ponieważ jego była w warsztacie, dlatego przede wszystkim jeździł z Merle.
Resztę dnia spędził na załatwieniu spraw, które nie mogły czekać - zadzwonienie do zakładu klimatyzacji i pieców, w którym pracował i błaganie o przebaczenie, kupieniu artykułów spożywczych, wysłaniu czynszu pocztą i modlenie się, żeby dotarł na czas. Nie myślał o kolorze fioletowym ani o mięśniach poruszających się tak płynnie, że Daryl miał wrażenie, że przesunięcie dłoni po nich byłoby jak dotknięcie dużego kota.
Ale nawet jeśli Daryl naprawdę starał się zapomnieć, jego tyłek pamiętał. Podobnie jak reszta jego ciała, które wydawało się praktycznie śpiewać, kiedy myślał o tym, jak Rick rzucił go na stół, o tym jak dotknął go na granicy bycia zbyt szorstkim. Daryl przygryzał wargę przez większość część dnia, starając się nie dyszeć ani nie skomleć na te wszystkie myśli.
Kiedy zapadł wieczór, Daryl był gotowy do spania. Ponieważ sen sprawiał, że nie myślało się o niczym i przynajmniej pozwalał na chwilę wyłączyć przełącznik. Próbował położyć się wcześnie i leżał na materacu, wpatrując się w sufit. Dlatego kiedy wybiła jedenasta, wstał ponownie, obejrzał jeszcze jeden odcinek Pogromców mitów i próbował zasnąć ponownie. Nadeszła północ i nic, wciąż był przytomny. Pierwsza w nocy minęła równie szybko.
A potem było 1:45 i Daryl stwierdził, że wstrzymywał oddech. Jakaś jego część desperacko pragnęła usłyszeć pukanie do drzwi, chcąc znaleźć na progu Ricka, gotowego do skoku i seksu. Jakaś jego część chciał wrócić na posterunek policji, odtrącić rękę z suki, którą Rick zabrał z celi i powiedzieć: "Kurwa, nie. Jesteś cały mój". Ale Daryl tego nie zrobił. Zamiast tego leżał na swoim łóżku, wkurzony i sfrustrowany.
Minęła druga w nocy i nic się nie stało. Ale Daryl nadal nie mógł zasnąć. Ponieważ teraz myślał o oczach mężczyzny, jego języku i o tym, jak przesuwał się płynnie po skórze Daryla. I o jego biodrach, jak uderzały w Daryla. Jak jego paznokcie przebiegały po plecach. Daryl zadrżał, mimo że był pod kołdrą. Myślał o dotknięciu siebie, ale tego nie zrobił. Bo ten drań tego nie rozumiał. Daryl się nie wycofuje i to właśnie tym by było. Był tym, który odmawiał bycia stertą małych potrzeb dla jakiegokolwiek cholernego żonatego gliniarza-wampira.
A potem była trzecia nad ranem. A następnie była trzecia trzydzieści. A później… za jego rozbrzmiał dźwięk. Daryl zamarł na łóżku, słuchając. To był najdelikatniejszy dźwięk, trwający milisekundę i znikający w następnej. Może to był wiatr uderzający gałęzią drzewa o dom. Ale Daryl wiedział, jak coś takiego brzmiało. Był całkowicie świadomy swojego otoczenia, ponieważ było to jego terytorium. Zdał sobie sprawę, że gdyby tak nie było, byłby w cholernie większych kłopotach niż teraz.
Wyskoczył z łóżka i cicho przemierzył pokój, docierając do szuflady, w której trzymał cały swój sprzęt myśliwski. Wyciągnął swój ulubiony nóż, trzymając go nieruchomo w dłoni. Może był paranoikiem. To mogły być omamy słuchowe, ale mógł to być również pieprzony wampir próbujący się dostać do jego okna, a Daryl tak naprawdę nie chciał ryzykować. Obserwował okno, które zdecydowanie było zamknięte, ale Daryl tak naprawdę nie sądził, żeby to powstrzymało Richarda Grimesa.
Patrzył, jak ciebie tańczyły na szybie, na wpół rozsuniętej zasłonie, na znajomym kształcie gałęzi drzew. Słuchał uważnie, ale nie usłyszał niczego więcej. Ale wtedy coś wyczuł. Wzrok na karku. Pieprzona puma.
Obrócił się w chwili, gdy Rick zdecydował się na niego rzucić. Darylowi udało się go odepchnąć i rzucić na drugą stronę pokoju bez użycia noża. Rick potknął się, ale pozostał na nogach. Spoglądali na siebie, złapani w impasie.
Rick był naprawdę lekki, więc Daryl miał przewagę wagi i prawdopodobnie również trochę więcej mięśni. I cholera, brał udział w zbyt wielu bójkach w barze z Merlem, żeby nie wiedzieć, jak sobie radzić. Ale Rick był policjantem. Był też, o czym Daryl nie zapomniał, cholernym wampirem. Dlatego mógł mieć specjalne umiejętności walki lub jakieś gówno, o którym Daryl nie wiedział.
Rick chodził lekko, jego ramiona były napięte i uniesione, jak zjeżona sierść. Daryl trzymał nóż nieruchomo i stanowczo, przesuwając palcami po trzonie, czekając.
— Co robisz, Dick? — Daryl zapytał, a Rick rzucił się do przodu, ale Daryl groźnie pomachał nożem. Rick zatrzymał się w ostatniej chwili, zanim do niego dotarł i syknął. Daryl widział jego długie i ostre zęby, a potem w słabym świetle wpadającym przez okno ujrzał oczy Ricka, teraz całkowicie czerwone, z tęczówkami rozlewającymi się do białek. Myślał, że może tak właśnie zachowywał się wampir, kiedy był naprawdę głodny. Daryl się denerwował. — Hej, dziecinko — powiedział uspokajająco. — Co tutaj robisz?
Rick nie zareagował w żaden sposób nie licząc tego, że napiął się jeszcze bardziej i rzucił się ponownie na niego. Daryl po raz kolejny zamachnął się nożem, a Rick zatrzymał się w ostatniej chwili tak samo jak poprzednio i warknął nisko, gardłowo. Skrada się. Cholera - pomyślał Daryl.
Potrzebował miejsca do pracy. Jeśli Rick miał zamiar do niego podejść, nie chciał, aby przeszkadzały mu meble w sypialni, zwłaszcza pełnowymiarowe lustro wiszące na ścianie, które tylko przynosiło na myśl szkło i noże w szufladzie, której Daryl nie do końca zamknął. Dlatego Daryl wycofał się na korytarz, kierując się do salonu. Rick podążył za nim, zawsze w tej samej odległości - odległości skoku, ale poza zasięgiem noża.
Daryl prowadził Ricka korytarzem i spróbował ponownie do niego przemówić. Jego głos był miły i łagodny.
— Oficerze Grimes — powiedział — przyjechałeś aż tutaj? — Żadnej odpowiedzi, nawet błysku rozpoznania w oku, kiedy mówił. — Wyszedłeś z posterunku? Zgaduję, że nikogo dzisiaj nie ugryzłeś.
Doszedł do końca korytarza i zakręcił na szeroko otwartą przestrzeń między kanapą a telewizorem zamontowanym na ścianie.
Kiedy dotarli na otwartą przestrzeń, Rick zaczął krążyć, robiąc długie kroki wokół drugiego mężczyzny. Daryl ustawił się w jednym miejscu i powoli obracał się, nie odwracając się plecami do Ricka.
— Ciii — powiedział. — Jest w porządku. Po prostu podejdź tu grzecznie i powoli, a ja się tobą zaopiekuję. — Próbował powoli sięgnąć po Ricka, ale ten znowu syknął, wysokim i demonicznym dźwiękiem z odrobiną skomlenia. Daryl wysunął rękę, dłonią do góry. — W porządku, dziecinko — powiedział. — Jest dobrze. Jaki masz plan?
Rick po prostu krążył, a Daryl pomyślał, że próbował go zmęczyć, jak zrobiłby to każdy dobry drapieżnik. Czekał, aż Daryl się poślizgnie, tylko jedna mała oznaka słabości. Ale Daryl miał przewagę przynajmniej w dziale pomyślunku, ponieważ Rick najwyraźniej kierował się teraz instynktem i pozwolił odejść całej swojej wyższej mocy mózgowej. Dlatego Daryl go oszukał. Czekał tylko ułamek sekundy za późno, gdy Rick go obszedł i znalazł się za jego plecami. Oficer skoczył szybko jak pantera, ale Daryl na to czekał. Obrócił się i chwycił Ricka za ramię, powalając go na dywan, podążając za nim. Rick wrzeszczał i próbował go odepchnąć, ale Daryl usiadł na nim okrakiem i miał nóż, który znalazł się tuż przy gardle Ricka. Rick poczuł zimny metal i znieruchomiał.
Daryl patrzył na niego leżącego na plecach. Oczy drugiego mężczyzny były szeroko otwarte i agresywne, całe krwistoczerwone tylko z czarnymi źrenicami. Rick dyszał pod nim i patrzył na rękę Daryla.
— Nie wiem, czy to może cię skrzywdzić — powiedział Daryl — ale doszedłem do wniosku, że coś, co nie ma głowy, będzie miało trudności z poruszaniem się. Dlatego uspokój się, dziecinko. Głębokie oddechy. — Rick spojrzał na niego, a potem na rękę Daryla, w której trzymał nóż. — Możesz rozmawiać? — zapytał go Daryl, a Rick nie odpowiedział. — Chyba jesteś nieźle popieprzony — stwierdził. Rick tylko lekko przechylił głowę na dźwięk jego głosu.
Daryl patrzył, jak Rick zmarszczył brwi, a potem otworzył usta, ostrożnie i z wielkim wysiłkiem formułując słowo, jakby mówił pod wodą.
— Gło… głodny — powiedział, a na końcu jego głos się załamał się. Spojrzał na Daryla z odrobiną błagania. — Głodny — powiedział ponownie, tym razem nieco łagodniej. A potem Daryl obserwował, jak zachodziła całkowita przemiana. Każda kość w ciele Ricka wydawało się wiotczeć, a mężczyzna położył się bez oporu. Jego oczy były półprzymknięte, zamiast patrzeć na niego intensywnie. Wciskał pachwinę w biodra Daryla, a potem lekko wygiął plecy i powiedział ponownie: — Głodny. — Tym razem jego głos był głęboki i ciężki od seksu. Patrzył Darylowi w oczy, a potem lekko przechylił głowę. Daryl odsunął nóż i patrzył, jak Rick odwracał się w jego stronę i, cholera, polizał ostrze. Wpatrywał się wprost w Daryla. — GŁODNY — powiedział z uczuciem.
Daryl chrząknął i spojrzał na Ricka, który patrzył na niego z desperacją i błaganiem.
— W porządku — powiedział cicho. — Dobra. Pozwolę ci odejść, a ty weźmiesz tylko trochę, okej? Wystarczająco, by usunąć desperację, abyś mógł ze mną porozmawiać.
Powoli podniósł nóż, jednocześnie wystawiając lewy nadgarstek. Kiedy ostrze odsunęło się zaledwie o centymetr od gardła Ricka, ten skoczył do przodu szybko jak błyskawica. Chwycił Daryla za nadgarstek i beztrosko zatopił zęby, a Daryl krzyknął z bólu, gdy jeden z twardych jak diament zębów Ricka zmiażdżył jego kość nadgarstka.
— Skurwysyn — powiedział, ale Rick trzymał go teraz w imadle, a jego szczęka była zablokowana.
Rick jęczał wokół nadgarstka, a Daryl patrzył, jak krwista czerwień w jego oczach zaczyna słabnąć, a białko zmienia kolor z czerwonego na różowy i w końcu na biały. Daryl obserwował, jak krew znika z nich, z powrotem wędrując do tęczówek, a kiedy białka Ricka znów były białe, normalne z wyjątkiem czerwonego pierścienia wokół jego źrenic, Daryl odepchnął go. Rick najpierw warknął, ale kiedy Daryl naciskał mocniej, spojrzał na niego, a potem puścił, opadając z powrotem na dywan.
Nadgarstek Daryla pulsował bólem. Spojrzał w dół na Ricka, wciąż siedząc na nim okrakiem, z nożem tuż obok nich.
— Czy muszę go ponownie chwycić? — zapytał Ricka, który pokręcił głową.
Spojrzał na nadgarstek Daryla, krwawiący i przynajmniej pęknięty, jeśli nie złamany.
— Przepraszam — szepnął Rick, po czym sięgnął po jego rękę.
Daryl próbował ją cofnąć, ale kiedy Rick dotknął jego skóry, lekko jak piórko, zatrzymał się. Pozwolił Rickowi przyciągnąć kontuzjowane ramię z powrotem do siebie, a potem Rick polizał rany kłute, ssąc miejsce, gdzie jego ząb tak mocno wbił się w kość. Daryl usłyszał ciche pęknięcie i wzdrygnął się, gdy ostry, przeszywający ból ogarnął jego ciało. A potem… nic. Czuł się normalnie. Bez bólu. Jakby nic się nie stało. Rick puścił jego nadgarstek i ponownie uderzył głową o dywan. Daryl przyjrzał się swojej ręce. Nie znalazł żadnych ran ani krwi.
— Hmm — mruknął Daryl i obrócił nadgarstek, czując, że działał dokładnie tak, jak powinien. — To dlatego tak dużo liżesz?
Rick wzruszył ramionami i położył dłonie na zwykłej, białej koszulce, którą miał na sobie Daryl. Podrapał po niej paznokciami.
— Wciąż głodny — powiedział. — Rozmowa? Niezbyt dobry w mówieniu. Nie teraz.
Daryl powoli pokiwał głową.
— Sam tu przyjechałeś? — zapytał.
Rick wbił paznokcie w środek klatki piersiowej Daryla i westchnął. Daryl czuł ten ruch pod sobą. Mocno.
— Chciałem cię — powiedział Rick. — Pragnąłem cię. Nigdy… nigdy wcześniej nie chciałem mężczyzny, ale pragnąłem ciebie. — Zacisnął dłoń na koszulce Daryla. — Sposób w jaki pachniesz. Sposób w jaki smakujesz. — Rick odrzucił głowę do tyłu. — Tak głodny ciebie.
— Dlatego zdecydowałeś się włamać do mojego domu i mnie zaatakować?
Rick jęknął i spojrzał na niego.
— Przepraszam — powiedział. — Nie mogę… jasno myśleć przez… mgłę. — Potrząsnął głową. — Myślałem jedynie o tym, jak smakujesz. Właśnie myślałem o tym, jak byłem głodny. Ty… — Przełknął. — Wyrzucisz mnie? Albo… mogę zostać?
Daryl przemyślał swoje możliwości. Powinien powiedzieć temu facetowi nie, wyrzucić go. Naprawdę powinien to zrobić. Nie było scenariusza, w którym powinien powiedzieć "tak" krwiożerczemu wampirowi, który był policjantem i wysłał jego brata do więzienia, który również był żonaty i najprawdopodobniej gejem represjonowanym seksualnie, który również włamał się do jego domu, zaatakował go i złamał mu nadgarstek. Ale mimo to złapał się na tym, że zgadzał się na to, ponieważ ten facet był jedynym, który osiągnął szczyt jego zainteresowania od trzech lat i szczerze mówiąc był jedynym, dla którego Daryl kiedykolwiek był tak napalony.
Dlatego Daryl pochylił się nad nim i powiedział mu, że mógł zostać. Źrenice Ricka rozszerzyły się i zapłonęły z pożądania, gdy objął ramieniem Daryla, próbując zmienić ich pozycje, ale Daryl złapał jego ręce i przypiął je nad jego głową.
— Nie — powiedział. — Nie w ten sposób. Dostałeś swoją szansę zeszłej nocy. — Uśmiechnął się miło i swobodnie. — Teraz moja kolej. — Spojrzał na Ricka, całego wijącego się z pożądania i pochylił się, przykładając usta tuż przy uchu Ricka. — Miałeś kiedyś w sobie mężczyznę? — zapytał, a Rick zaprzeczył zduszonym głosem. Daryl uśmiechnął się. — Tak myślałem — powiedział. — Nikt nigdy nie był w stanie założyć ci uprzęży. Nikt nie był w stanie cię tak kontrolować. — Uśmiechnął się, a potem odsunął, by spojrzeć Rickowi w oczy. — Ale zamierzam to zrobić — stwierdził. — Dosiądę cię, a ty będziesz moją małą suką. — Zaśmiał się. — Mój mały lew górski.
Rick spoglądał na niego wielkimi, szeroko otwartymi oczami i kiwnął głową.
— Tak — powiedział. —Tak. Będę.
— Dobrze — stwierdził Daryl. — A wiesz, co dostają dobre małe lewy górskie? — Rick uniósł brwi czekając. — Mogą mnie ugryźć, kiedy je pieprzę. — Rick westchnął, a Daryl, znów się uśmiechnął zawadiacko. — Połóż się więc tutaj i nie rusza się, okej? Zaraz wrócę.
Daryl wstał z niego i chwycił nóż. Położył go na stoliku obok kanapy, wystarczająco daleko od miejsca, w którym planował przelecieć Ricka, żeby nie doszło do żadnego wypadku, ale wystarczająco blisko, żeby do niego sięgnąć, jeśli Rick znowu oszaleje i będzie tego potrzebować. Poszedł do sypialni, chwycił butelkę, którą trzymał na szafce nocnej i wyciągnął również pasek z szafy.
Wrócił do salonu, a Rick leżał dokładnie tam, gdzie go zostawił. Daryl zastanawiał się, czy chociaż poruszył jednym mięśniem.
— Taki dobry chłopiec — powiedział Daryl i obniżył się, by znów usiąść na nim okrakiem. — Zdejmij koszulę. — Rick zrobił to, unosząc się i zrywając ją, przerzucając materiał przez głowę, nie dbając o to, gdzie upadnie. Daryl z uznaniem przesunął dłonią po piersi Ricka. — Zastanawiałem się, jak wyglądasz pod tym wszystkim — powiedział Daryl. — Podoba mi się to, co widzę. — Wyciągnął pasek, żeby Rick mógł go zobaczyć. — Daj mi swoje dłonie.
Rick spojrzał na niego z zaskoczeniem, a potem skierował wzrok na pasek. Powoli uniósł ręce, a wtedy Daryl owinął pas wokół nadgarstków, zawiązując go wystarczająco mocno, by to czuć, ale nie tak mocno, żeby było to niewygodne.
— Nie pozwolimy, żeby te pazury pobrały krew. Co to, to nie — powiedział Daryl. Ponownie podniósł ręce Ricka nad głową. — Poza tym chcę, żebyś to poczuł. — Warknął Rickowi do ucha. — Chcę, żebyś poczuł, jak cała ta moc, którą miałeś zeszłej nocy znika. Chcę, żebyś wiedział, że będę cię teraz posiadał. Każdy ruch twojego ciała, każda myśl, którą masz w tej chwili w głowie będą moje. Czyż nie?
Rick sapnął, mówiąc: "tak" i wygiął się w łuk pod nim. Daryl uśmiechnął się.
— Jeszcze jedna rzecz — powiedział Daryl i pociągając podbródek Ricka w dół, żeby mężczyzna spojrzał na niego, po tym jak wcześniej odrzucił głowę do tyłu. — Jak ma na imię twoja żona?
Rick spojrzał na niego nieprzytomnie i zmarszczył brwi.
— Lo… Lori — odpowiedział, a Daryl kiwnął głową.
— W porządku. Jeśli nie chcesz, żebym się pieprzył…
— Nie — przerwał mu Rick. — Chcę tego. Chcę.
Daryl mocniej chwycił podbródek Ricka.
— Ciii. Żadnych rozmów. Jeśli nie chcesz, żebym cię pieprzył — powtórzył — to powiesz jej imię. Powiesz "Lori", a kiedy to usłyszę, przestanę. W porządku?
Ponieważ szlak weźmie, jeśli usłyszy, jak ten mężczyzna wołał imię swojej żony, kiedy był w nim głęboko.
Rick kiwnął głową.
— Okej — powiedział, a potem spojrzał na Daryla spod rzęs. — Pieprz mnie? — Wydał z siebie najcichsze mruczenie, a Daryl jęknął na myśl o tym, jak seksownie mógł brzmieć ten mężczyzna.
— Och, tak, kochanie — odpowiedział Daryl, po czym ściągnął spodnie Ricka, tak że był nagi.
Pochylił się nad Rickiem i pocałował go w szyję, przykładając swoje wciąż ubrane ciało do ciała Ricka, aby ten rozpoznał różnicę między tym, kto miał moc, a kto nie. Rick wygiął się w łuk i owinął nogi wokół Daryla. Jego stopy ślizgały się po materiale spodni Daryla. Daryl trzymał związane ręce Ricka, wbijając je w dywan, a następnie zacisnął zęby na Ricku i chociaż jego zęby nie miały ostrych czubków, Rick i tak zadrżał.
— Och, pieprz mnie — powiedział Rick do jego ucha. — Jestem głodny ciebie.
Któż mógł się temu oprzeć? Daryl pochylił się i ściągnął swoją koszulkę, zdejmując również spodnie. A potem otworzył butelkę i lekko wycisnął jej zawartość na dłoń, sięgając w dół i wsuwając jeden palec w Ricka.
Rick przygryzł własną wargę, a potem sapnął.
— Będzie to inaczej wyglądać niż zeszłej nocy — powiedział Daryl. — Sprawię, że będziesz się wił z przyjemności. Będę to przeciągać, aż będziesz mnie kurwa błagać.
— Już cię błagam — wydyszał Rick. — Wejdź we mnie.
— Nie — powiedział Daryl. — Nie możesz stawiać wymagań. — Chwycił Ricka za gardło, ściskając je lekko. Oczy Ricka wywróciły się nieznacznie z przyjemności. Daryl puścił go na chwilę, czekając, aż usłyszy kobiece imię wypowiadane przez Ricka, ale żadne nie nadeszło, więc ponownie zacisnął uchwyt i patrzył, jak penis Ricka drgnął pod wpływem tego uczucia. — Podoba ci się to — rzekł Daryl. — Bycie zdominowanym.
Rick nie mógł mówić, ale kiwnął głową najlepiej, jak potrafił, trzymając rękę Daryla na miejscu. Daryl wsunął drugi palec w niego, powoli nim poruszając. Zmniejszył nacisk na szyję Ricka, który sapnął, odrzucił głowę do jęcząc.
— Pie…
Daryl wiedział, co zamierzał powiedzieć i nie, nie zamierzał go jeszcze pieprzyć. Dlatego ponownie zacisnął uścisk na jego szyi, aby Rick ucichł, ale w zamian za to oficer uniósł biodra.
Daryl pozwolił swoim palcom powoli wchodzić i wychodzić z Ricka, aż ten praktycznie rzucał się wokół z pragnienia. A potem cofnął rękę i przesunął swoją erekcję tuż obok wejścia Ricka, patrząc jak ten obserwował go szeroko otwartymi, czerwonymi oczami. Daryl obniżył głowę i powiedział cicho:
— Powiedz mi, kto ma zamiar cię przelecieć, dziecinko.
Przesunął kciukiem po czerwonym znaku na jego szyi, a Rick przechylił głowę, chwytając palec w usta i ssąc go bez użycia zębów. Daryl jęknął, a Rick puścił jego kciuk.
— Daryl — powiedział.
Daryl uśmiechnął się.
— Powiedz to jeszcze raz, funkcjonariuszu Grimes — powiedział i podniósł nogę Ricka umieszczając ją na swoim ramieniu. Ustawił się, a następnie powoli wsuwał w niego główkę penisa.
— Daryl — sapnął Rick, a potem odrzucił głowę do tyłu, jęcząc. Jego dłonie zacisnęły się na pasku, a paznokcie wbiły się w skórę i dywan. — Daryl. Pieprz mnie. Proszę, pieprz mnie.
Spojrzał na Daryla. Ich spojrzenia spotkały się i Daryl nigdy nie widział czegoś tak seksownego, jak wampir rozciągnięty pod nim, pozwalając mu wsunąć penisa w swoje ciało, gładkie jak rzeczne kamienie.
Dlatego Daryl pchnął swoje biodra do przodu, ostro, ale nie za szybko. Rick był ciasny i zacisnął się wokół niego. Jego biodra kołysały się w rytm ruchów Daryla. Daryl wysunął się prawie do końca i patrzył na wyraz twarzy Ricka. Jego usta układające się w "o", gdy ponownie się w niego wsunął.
— Jak bardzo tego chcesz? — zapytał go Daryl, kładąc rękę na gardle Ricka, nie naciskając, po prostu pozwalając swoim palcom spocząć tam, przypominając mu.
Rick westchnął, a Daryl obserwował, jak całe jego ciało drżało.
— Uczyń mnie swoim — powiedział mu Rick, a potem znów napotkał jego spojrzenie. — Pokaż mi, jak traktujesz swoje suki.
Daryl warknął i przycisnął dłoń do gardła Ricka, ten pisnął, a potem nie wydał żadnego dźwięku. Owinął wolną nogę, wokół talii Daryla, który mocno uderzył w niego biodrami, powodując, że ciało Ricka przesunęło się po dywanie. Uśmiechnął się na myśl o śladach, które materiał zostawi na plecach Ricka, więc zrobił to ponownie, wsuwając się prawie do końca, a potem uderzając mocno do przodu, aż do rękojeści wchodząc w drugiego, patrząc, jak usta Ricka otworzyły się w krzyku: ale żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Ręce Ricka wiły się na ziemi, więc Daryl puścił jego szyję, żeby mógł złapać dyszący oddech. Potem Rick spojrzał na niego, jego powieki były ciężkie, a wzrok pełen pragnienia i po szczególnie mocnym pchnięciu wyrzucił z siebie:
— Głodny ciebie.
Rytm Daryla zachwiał się, a jego penis drgnął w ciasnym wnętrzu Ricka.
— Masz rację, dziecinko — powiedział i pochylił się nad nim. — Jesteś taki dobry.
Chwycił związane ręce Ricka, zarzucając je na szyję, jakby ramiona Ricka były naszyjnikiem, a następnie skierował głowę Ricka do swojego gardła.
Rick całował jego szyję i drapał zębami po skórze.
— Pieprz mnie, jakbyś chciał mnie zniszczyć — wysyczał do ucha Daryla, a potem go ugryzł.
Kiedy zęby Ricka wbiły się w niego, Daryl krzyknął i pchnął mocno biodrami do przodu, powodując, że Rick mocniej go ugryzł, co konsekwencją było, że pieprzył go jeszcze gwałtowniej, a potem żywią się sobą jak symbiotyczna energia, a umysł Daryla zrobił się pusty, z wyjątkiem rzeczy, które czuło jego ciało - Rick ssał jego szyję, erekcja Ricka była uwięziona między jego ciałami, jego własna głęboko w Ricku, wysuwając się i wchodząc, na zewnątrz i do środka, ciasno, nacisk, twarde, pragnący, potrzebujący.
Daryl wsunął dłoń między nich, by chwycić erekcję Ricka z zamiarem obciągnięcia jej, ale wtedy Rick powiedział w jego skórę:
— Nie. Nie dotykaj mnie. Jest to podniecające. — Jęknął do ucha Daryla. — Ty pieprzysz mnie, a ja cię gryzę. Chcę… — Ponownie jęknął. — Chcę przyjść tylko od tego.
Daryl kiwnął głową, a potem wsunął palce we włosy Ricka, kierując usta mężczyzny z powrotem do swojego gardła, a potem przycisnął całe swoje ciało do ciała Ricka, więżąc między nimi jego erekcję i znów zaczął go pieprzyć, wbijając go w dywan i pozwalając Rickowi pokazywać swoim ciałem, jak mu się to podobało - małe drgawki mięśni sapanie. Nacisk, gdy mocno ssał, a następnie puszczał szyję Daryla w idealnym rytmie do tego, który Daryl zainicjował wychodząc i wchodząc w niego gwałtownie.
Daryl czuł, że zbliżał się do końca, był tak blisko, ale powstrzymywał się, ponieważ była jedna rzecz, którą chciał zrobić najpierw. Oderwał usta Ricka od siebie i przycisnął ręce mężczyzny z powrotem do podłogi. Spojrzał na policjanta i na krew rozmazaną na jego ustach, esencję Daryla. Oczy Ricka miały kolor ognia, rubinów, namiętności i seksu. Jego usta były rozchylone i sapał imię Daryla, więc Daryl pchnął mocno biodrami, patrząc, jak ciało Ricka szarpnęło się przy tym szorstkim ruchu. Pochylił się i pochwycił usta Ricka swoimi, zanurzając swój język. Rick jęknął głośno, dźwięk odbył się echem w ciemnościach salonu Daryla.
Daryl całował go mocno, siniacząc wargi Ricka, a potem poczuł te długie zęby i przesunął językiem po czubku jednego z nich, lekko jak piórko, ale wciąż rozciął się na kle, a potem Rick pochylił się w trybie ataku ssąc intensywnie język Daryla i było to tak podniecające, tak gorące, tak idealne, że całe ciało Daryla podskoczyło, a następnie jego biodra uderzyły raz, dwa, trzy razy i doszedł gwałtownie, wlewając się w Ricka. Rick sapnął w usta Daryla. Jego głowa opadła do tyłu i Daryl patrzył, jak wyginał się, jego paznokcie drapią w dywan, ciągnąć małe włókna, aż jego mięśnie stały się napięte i rozlał się między nich. Jego penis drgnął na brzuchu Daryla i pomimo faktu, że Daryl skończył, musiał jeszcze raz wcisnąć się mocno w niego, aż Rick krzyczał.
Daryl poczekał, aż drżenie jego ciała minie i wtedy dopiero powoli rozpiął pasek wokół rąk Ricka. Ręce Ricka opadły, jakby był bez kości. Jego nogi opadły z ciała Daryla, gdzie były ciasno owinięte wokół niego. Jego biodra, brzuch i plecy opadły na podłogę. Daryl wycofał się powoli, a Rick jęknął z powodu utraty kontaktu. Daryl patrzył, jak leżał, a jego oczy były mniej czerwone, a bardziej fioletowe.
Dotknął szyi Ricka, a następnie wygiął dłoń, by wsunąć ją we włosy Ricka, myśląc o nowości, jaką były jego palce wplatające się w loki.
— Chcesz zostać? — zapytał. — Możemy przenieść się do łóżka.
Rick patrzył na niego. Jego spojrzenie było jednocześnie intensywne i zmęczone. Kiwnął powoli głową. Daryl pomógł mu wstać, a potem odprowadził Ricka do łazienki, pomógł mu umyć się i razem położyli się do łóżka. Daryl zasnął, zanim zobaczył, jak oczy Ricka zmieniły kolor z fioletowego na prawdziwy.
