Rozdział 2

Kiedy Daryl obudził się, pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, były czysto niebieskie jak zimowe niebo oczy. Wbrew sobie wziął gwałtowny oddech.

Rick leżał naprzeciw niego na łóżku, nie dotykając go, ale będąc na tyle blisko, że wszystko, co musiał zrobić, to pochylić się jeszcze kilka centymetrów do przodu, aby to zrobić. Daryl spojrzał na niego zaskoczony, był pewien, że obudziłby się w pustym domu z poplamionym i potartym dywanem za towarzystwo, ale Rick był tutaj.

— Hej — powiedział powoli Daryl, patrząc, jak Rick zatrzepotał rzęsami, gdy mrugał.

— Hej — odpowiedział Rick, a jego głos brzmiał inaczej, mniej chrapliwie. Głębiej - pomyślał Daryl. Bardziej ludzko. Rick z trudem przełknął ślinę. — Już sobie idę — powiedział i uciekł spojrzeniem w bok. — Chciałem tylko zaczekać, aż się obudzisz, żeby powiedzieć… przepraszam. Tak mi przykro.

— Za co? — zapytał Daryl głosem szorstkim od snu.

Rick patrzył na niego szeroko otwartymi oczami.

— Za wszystko. Za włamanie się do twojego domu. Za zranienia nadgarstka. Nie wiem, za co jeszcze, za zabranie cię tamtej nocy. Nie chciałem… — Pokręcił głową. — Nie chciałem — zakończył, nie rozwijając.

Daryl przyglądał mu się, liniom jego ciała leżącego bezwładnie na łóżku. Jego skóra była blada, a sam wyglądał na zmęczonego, zużytego, jak przebity balon. Daryl zauważył, że jego paznokcie wyglądały normalnie, podobnie jak zęby. Jego oczy nie miały w sobie ognia, który istniał poprzedniej nocy, zamiast tego ukrywały emocje i ludzką potrzebę wyjaśnienia wszystkiego. Daryl myślał o nim teraz mniej jako o drapieżniku, a raczej jako o kocie zwiniętym w kłębek w swojej norze i ukrywającym się. Ranny - pomyślał Daryl. Przestraszony.

Wyciągnął powoli rękę w napiętej atmosferze, która utworzyła się między nimi, i położył dłoń na ramieniu Ricka. Mężczyzna wzdrygnął i wydał najdelikatniejszy dźwięk, który według Daryla mogło być warczeniem.

— W porządku — powiedział Daryl, a potem przesunął się bliżej.

Rick patrzył na niego ostrożnie, ale pozwolił mu na to i wtedy byli tuż obok siebie, przyciśnięci, a Daryl przesuwał dłonią po ramieniu Ricka, czując jak jego skóra paliła się z gorąca. Zmarszczył brwi i otworzył usta, ale Rick ubiegł jego pytanie.

— To jest jak gorączka — powiedział. — Zawsze tak jest.

Daryl tylko powoli skinął głową, a potem przyciągnął Ricka do uścisku. Mężczyzna wtulił się w niego bez żadnych protestów, a Daryl znów się zastanawiał, kim był - jego skóra była chłodna w nocy, jakby tarzał się w śniegu, gorąca w ciągu dnia, jakby przeszedł trzydzieści kilometrów w palącym słońcu.

— Powiedziałeś, że nie wiesz, kim jesteś — powiedział Daryl, trzymając przy sobie Ricka.

Rick ułożył nos w miejscu połączenia podbródka i szyi Daryla, wąchając go.

— Tak — odpowiedział. — Nie wiem.

— Czy… zawsze taki byłeś? — zapytał Daryl, a Rick potrząsnął głową przy jego gardle.

— Nie, nie zawsze.

Wtulił się w Daryla, a jego ciało pochyliło się ku niemu, wpasowując się tak ładnie w klatkę piersiową Daryla, w uścisk jego nóg i ramion. Daryl nie zadał dodatkowego pytania, zbyt zafascynowany sposobem, w jaki Rick wił się przeciwko niemu. Jak poprzednio, Rick zaczął cicho mruczeć.

Daryl zataczał małe kółka na jego plecach, a Rick zamruczał głośniej. Daryl czuł wibracje wydobywające się z jego klatki piersiowej, a dźwięk był kojący w cichym domu. Leżeli tak, ze splątanymi nogami i przyciśniętymi do siebie klatkami piersiowymi. Ciało Ricka rozluźniło się pod dotykiem Daryla.

Ale potem Rick nagle zatrzymał się. Jego ciało znieruchomiało, a wspaniały dźwięk, którego Daryl zaczął pragnąć słuchać w nieskończoność, rozproszył się. Rick odsunął się powoli, jakby potrzebował do tego ogromnej energii.

— Nie… nie wiedziałem, że mogę to zrobić — powiedział, a potem przegryzł wargę. — Przepraszam.

— Musisz przestać tak mówić, dziecinko — powiedział Daryl i przesunął dłonią po włosach Ricka. — Byłeś tylko trochę głośny zeszłej nocy, to wszystko.

— Nie było tak źle — stwierdził Rick. — Nie od dłuższego czasu. Nie wiem… co się ze mną dzieje. I przepraszam, że cię w to wplątałem. Nawet cię nie znam

— Znasz mnie wystarczająco dobrze — powiedział Daryl. Rick przełknął ślinę i wyglądał, jakby miał zamiar rzucić się do ucieczki, więc Daryl zapytał: — Jak to się stało?

Rick wyglądał na zaskoczonego.

— Otrzymaliśmy… zgłoszenie. Facet w parku, który straszył dzieci. Kiedy tam dotarliśmy, wyglądał jak…. — Rick wzruszył ramionami — po prostu jak bezdomny facet. Może trochę odbiegał od ogólnego wyglądu, ale nie był zbyt niebezpieczny. My, czyli ja i Shane, mój partner, podeszliśmy do niego. Przyjąłem prowadzenie i zapytałem go, co robi w parku. A potem oszalał. Rzucił się na mnie i ugryzł mnie w ramię, więc Shane wyciągnął broń, a facet zaczął mówić. Sam nie wiem, to był ciąg słów, który nie miał żadnego sensu. A potem wiesz, co zrobił? Ugryzł sam siebie. Wyrwał sobie kawałek ciała, a potem… — Rick przez chwilę patrzył w sufit, szklistym wzrokiem. — Wszyscy krzyczeliśmy. Razem z Shane kazaliśmy mu paść na kolana, a on po prostu to wypluł. Wypluł to na mnie, prosto w moje usta, kiedy krzyczałem i… Zakneblowałem się, próbowałem to z siebie wydobyć, ale nie sądzę, że pozbyłem się wszystkiego. Myślę, że to jak choroba, którą można się zarazić.

Daryl przeczesał palcami włosy Ricka, próbując go uspokoić, kiedy zapytał:

— Jak dawno temu to było?

Rick wzruszył ramionami.

— Sześć miesięcy temu. Na początku po prostu czułem się słaby w ciągu dnia i hiper świadomy w nocy. A potem zacząłem mieć ochotę na różne rzeczy. Zacząłem zamawiać rzadkie steki i wysysać soki. Takie rzeczy. A potem Lori zaczęła zabierać mnie do lekarza i przeprowadzili wszystkie te badania, ale nie mogli nic znaleźć. Później zobaczyli, że wszystkie moje parametry są niskie, jakbym stracił dużo krwi. Zorganizowali więc transfuzję. Ale nie mogłem… nie mogłem przestać to czuć, złapałem pojemnik i zanim się zorientowałem, co się dzieje, otworzyłem go i wypiłem.. — Rock przełknął. — Umieścili mnie na oddziale psychiatrycznym. Przez dwa tygodnie.

Dłoń Daryla znieruchomiała we włosach Ricka i patrzył na niego z góry. Oczy Ricka były szeroko otwarte, błagające Daryla o coś, czego nie mógł sam powiedzieć. Daryl pochylił się i przyłożył usta do skroni Ricka.

— Ciii, dziecinko — powiedział. — Jest w porządku.

Rick pochylił się do przodu, wtykając nos w podbródek Daryla.

— Dlaczego mnie słuchasz? — zapytał Rick, a jego głos łamał serce, całkowicie miękki i nieśmiały, jakby tym pytaniem mógł sprawić, że Daryl przestanie to robić.

Daryl wzruszył ramionami.

— Chcę wiedzieć coś o tobie — stwierdził. — Powiedz mi więcej.

Rick wtulił się w niego, jego ruchu były powolne.

— Zacząłem domyślać się pewnych rzeczy — kontynuował. — Pewnej nocy ugryzłem Lori i wpadła w panikę. Zaczęła płakać w połowie tego. Poczułem się jak… poczułem ciężar tego, co jej zrobiłem, wiesz? Pomyślałem o tym, jak bardzo chciałbym, żeby tego nie pamiętała, ponieważ nie mogłem znieść jej spojrzenia, gdy patrzyła na mnie w ten sposób. A potem… tak się stało. Nie pamiętała. Właśnie tak. Puf. Odeszło. Dlatego zorientowałem się, że mogę gryźć ludzi i gdybym chciał, po prostu by o tym zapomnieli. I potrzebowałem tego. Byłem taki… niezrównoważony. Z czasem bym sobie poradził. Byłbym tym samym Rickiem. A dla innym byłbym tym potworem, tym…

— Lwem? — podsunął Daryl.

Rick odsunął się, by spojrzeć na niego i pokiwał głową.

— Tak. Lwem. I zdałem sobie sprawę, że niemogę nie pić, bo zwariuję. Ale tak bardzo się bałem. Nigdy, to znaczy, przed tobą… Nigdy nikogo nie ugryzłem dwa razy. I nie na tak długo. Nie wiedziałem, czy je osuszę. Zabiję. Albo zmienię ich we mnie. Nie chciałem skrzywdzić nikogo niewinnego. Dlatego pewnej nocy zastąpiłem obraz z kamer bezpieczeństwa na posterunku zapętlonym wideo i zabrałem faceta do pokoju przesłuchań i ugryzłem go, a on nie pamiętał tego następnego dnia. I nie zmienił się i wyglądał dobrze. Dlatego robiłem to dalej, ale tylko z narkomanami. Ponieważ smakowali źle, więc wolałbym przestać, zamiast dać się ponieść chwili i przypadkowo kogoś skrzywdzić.

— I dlatego mnie zabrałeś? — zapytał Daryl, bardziej po to, by zachęcić Ricka do mówienia, niż naprawdę chcąc to wiedzieć.

Rick skinął głową.

— Tak. Tyle, że ty tak nie smakowałeś… jak tanie piwo wrzucone do miski z solą i papryką oraz wszelkiego rodzaju paskudnymi rzeczami. Dlatego nie kazałem ci zapomnieć o tamtej nocy. — Byłem rozproszony, a ty smakowałeś jak… — Rick westchnął radośnie i położył dłoń na szyi Daryla — jak whisky za tysiąc dolarów. To było takie wyraziste i słodkie w moich ustach. Nie tak jak Lori i jej strach. Nie tak jak ci ćpuny, wszyscy nakręceni i szorstcy. Twój smak był taki jedwabisty.

Daryl patrzył na niego z góry i widział, że oczy Ricka były zamknięte, a usta rozchylone, gdy oddychał ciężko. Dlatego Daryl zrobił to, co przychodziło mu naturalnie. Pochylił się i pocałował Ricka, tym razem delikatnie, na początku tylko chwytając jego usta, a Rick szarpnął się i jęczał. Następnie Daryl zaczął ssać dolną wargę Ricka, który zaczął dyszeć, więc Daryl pocałował go namiętnie, wsuwając język do ust Ricka i Rick oddał mu pocałunek, splątując ich języki w sposób słodki, prawie delikatny. Nie było długich paznokci wbijających się w plecy Daryla, nie było spiczastych zębów, na których mógł rozciąć język. Była tylko otwartość ust Ricka i jego giętkie ciało pod dotykiem Daryla.

Rick znów zaczął mruczeć prosto w usta, a Daryl westchnął z zadowoleniem. Ale wtedy Rick szarpnął się, odepchnął go słabo i usiadł.

— Nie — powiedział do siebie. — Nie. Muszę iść. — Próbował wstać, ale nogi nie mogły go utrzymać, więc opadł z powrotem na łóżko i usiadł z zwieszoną głową.

Daryl powoli usiadł.

— Dlaczego tak bardzo chcesz odejść? — zapytał.

Rick zacisnął powieki i otworzył usta, ale ponownie je zamknął. Uparcie milczał.

Daryl szydząc, zgadywał:

— Chodzi o żonę, którą masz w domu?

Rick spojrzał na niego zmętniałym spojrzeniem.

— Nie — powiedział cicho. — Lori… przestała mnie kochać dawno temu. Przed tym wszystkim. Ona… — zaśmiał się słabo. — Posuwa mojego partnera, Shane'a. Kiedy jestem u lekarza. W nocy, kiedy mnie nie ma. Kiedy mówi, że idzie do banku, firmy ubezpieczeniowej lub sklepu spożywczego. Myśli, że nie wiem, ale ja wiem. Widzę ich. Mogę go wyczuć na niej.

— To dlaczego wciąż z nią jesteś? — zapytał Daryl.

Rick pokręcił głową.

— Mamy syna — powiedział. — Carola. Nie mogę… — Pokręcił głową i zacisnął szczękę. — Ledwo mogę samodzielnie pójść do łazienki w ciągu dnia. Nie dałbym rady sam, a ona jest wszystkim, co mam.

— To robi z tobą światło słoneczne? — zapytał Daryl i usiadł z łokciami na kolanach, trzymając lewy nadgarstek, ten który ugryzł Rick, prawą ręką.

Rick powoli skinął głową.

— Tak. A kiedy na nie patrzę ślepnę. Całkowicie. Pierwszy raz próbowałeś wyjść w ciągu dnia… to były cztery godziny u okulisty. Kurwa.

Daryl kiwnął głową, wpatrując się w kołdrę swojego łóżka.

— Jeśli nie dbasz o swoją żonę, dlaczego tak chętnie uciekasz z łóżka?

Rick spojrzał na niego zaskoczony.

— Nie jestem gejem — powiedział. — Nigdy czegoś takiego nie robiłem.

Daryl zaśmiał się.

— Pomyśl, że prawdopodobnie zrobiłeś wiele rzeczy w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, do których nie byłeś przyzwyczajony. Prawdopodobnie połowę tego zrobiłeś w ciągu ostatnich kilku dni.

Rick z trudem przełknął ślinę.

— Posłuchaj… nie wiem już, kim jestem. Nie wiem, co to wszystko znaczy, kim jestem. Po prostu… nie mogę teraz tego przetworzyć. Po prostu kręci mi się w głowie. — Rick przyłożył nasadę dłoni do oka naciskając. — Czuję, jakbym unosił się w powietrzu. Jakby moje ciało poruszało się samo, a mnie tu nie było. Jakbym się zagubił.

— Może jedynie się zmieniasz — stwierdził Daryl. — Cały czas się to dzieje.

— Ty… — Głos Ricka złamał się. — Nie znam się. Co ja o tobie wiem? Ale będąc z tobą zeszłej nocy, dzisiaj rano… po raz pierwszy od miesięcy czuję się uziemiony. I to mnie przeraża.

Daryl rozejrzał się po swoim pokoju, otwartej szufladzie z przyborami myśliwskimi, lustrze na ścianie, w którym rzeczywiście obijał się Rick.

— Pracuję w firmie zajmującej się klimatyzacją — powiedział Rickowi. — Mam głupiego brata, który co rusz trafia do więzienia, ale sądzę że jest całkiem w porządku. Jestem homo jak homogenizowany serek. Połowę nocy spędzam na oglądaniu pieprzonych Pogromców Mitów, Gwiazdy lombardu albo Prawdziwe gospodynie domowe z hrabstwa Orange. Lubię polować. Spędzam dużo czasu na świeżym powietrzu. Umiem jeździć konno, strzelać z łuku i nie jestem zbyt dobrym wędkarzem, ale coś złowię.

— I zajmujesz się szalonymi skurwielami, którzy nocą włamują się przez twoje okno — dodał Rick.

— Widzisz? — powiedział Daryl. — Masz to. Wiesz, co się dzieje. A co z tym, że jesteś inny niż w zeszłym roku? Czy nie każdy z nas jest?

Rick zaskoczony spojrzał na niego i powoli pokiwał głową.

— Czy możesz… czy możesz zabrać mnie do domu? Albo wezwać taksówkę? Nie mogę…

Daryl nie pozwolił mu dokończyć.

— Odwiozę cię do domu — powiedział i wstał, żeby się ubrać.

Pomógł Rickowi zebrać ubranie i znalazł parę okularów przeciwsłonecznych Merle'a, wielkie szkła, które według Merle'a sprawiały, że wyglądał fajnie i które osłaniałyby przednie i preferencyjne pole widzenia Ricka. Pomógł drugiemu mężczyźnie wstać i po chwili Rick był na tyle w dobrym stanie, że mógł chodzić, więc Daryl zabrał go do ciężarówki i otworzył mu drzwi, wpuszczając Ricka do środka,, ostrożnie zamykając za nim drzwi.

Rick powiedział mu, gdzie był jego dom, a Daryl zawiózł go tam, a jeśli przekroczył trochę przepisową prędkość, Rick nic na ten temat nie powiedział. Wjechali na osiedle, a Rick kazał mu się zatrzymać. Daryl zaparkował tuż obok drzewa, żeby mieć trochę cienia i odwrócił się do niego. Rick patrzył na jedno z podwórek kilka domów dalej, a Daryl kiwnął głową w tamtą stronę.

— To twój dom? — zapytał, a Rick przytaknął. — Wrócisz dziś wieczorem? — zapytał Daryl, ponieważ chciał być przygotowany tak czy inaczej.

Rick wzruszył ramionami.

— Nie wiem. — Zamilkł na chwilę. — Prawdopodobnie. — Spojrzał na czerwoną elewację domu i wypielęgnowany trawnik. — Nie chcę iść — powiedział i odwrócił głowę do Daryla.

Daryl nie widział jego oczu przez okulary przeciwsłonecznie i nienawidził tego, przyzwyczajony już do wpatrywania się w akwamaryn i przejrzystość górskiego jeziora.

— Mogę cię zabrać z powrotem do siebie — powiedział, chociaż wiedział, że ten mu odmówi.

Rick pokręcił głową.

— Mam wizytę u lekarza — wyjaśnił i zaśmiał się bez wesołości. — Lori nalegała na to, ale będą mnie tylko dalej kłuć i mówić, że jestem dziwakiem, a ona będzie jedynie posłusznie przytakiwał i zapyta, jak to wszystko wyjaśnić Carlowi.

Daryl pochylił się i zdjął mu okulary przeciwsłoneczne. Rick zamrugał i zmrużył oczy, ale Daryl położył dłonie po obu stronach oczu Ricka, obejmując je, by mógł osłonić wzrok mężczyzny. Pochylił się jeszcze bardziej i wbił spojrzenie w oczy Ricka. Byli tak blisko siebie, że żadne światło słonecznie nie przedostało się między nimi. Rick patrzył na niego, a jego oczy były przyciemnione czymś więcej niż tylko cieniem dłoni Daryla.

— Rick — powiedział — nie pozwól, by ludzie o ograniczonych umysłach, którzy nie mogą cię zrozumieć, dyktowali ci, kim jesteś.

Rick wyglądał na zaskoczonego i niemal niedostrzegalnie pokiwał głową. Daryl zaoferował mu pomóc w wydostaniu się z ciężarówki, ale odmówił. Daryl obserwował, jak z powrotem założył okulary przeciwsłoneczne i wysunął się na zewnątrz, zamykając drzwi tak słabo, że Daryl musiał wyciągnąć rękę i ponownie je otworzyć, i zatrzasnąć. Patrzył, jak Rick przechodził przez ulicę na chodnik potykając się. Czekał, aż Rick podszedł do drzwi, które otworzyła kobieta. Daryl obserwował jej gniewne ruchy, a potem jak chwyciła Ricka za ramiona. Skóra Daryla mrowiła od zazdrości. Zaprowadziła Ricka do domu i zamknęła drzwi, a Daryl poczuł ciężar świata na ramionach.

OoO

Darylowi udało się wrócić do domu, wziąć szybki prysznic i wybiec za drzwi, dzięki czemu wszystko odbywało się według normalnego harmonogramu, gdy zegar wskazał południe. Przez następne sześć godzin zajmował się zepsutymi klimatyzatorami i wadliwymi systemami. Przepraszał Clinta nie mniej niż pięć razy za swoją nieobecność i gówniane zachowanie Merle'a. Clint mu wybaczył, a Daryl był szczęśliwy, że byli na tyle blisko, żeby Clint zrozumiał go, gdy powiedział: "Merle miał swój towar w uchwycie na kubku, a ja byłem w ciężarówce".

Daryl czołgał się pod domami w upale w Georgii, wchodził do piwnic i pomieszczeń gospodarczych i uderzał w druty oraz metal, aż całe jego ciało protestowała, jak to zwykle było pod koniec jego zmiany. A jeśli był trochę szorstki w stosunku do klimatyzatorów, które trzeba było wymienić, jeśli za mocno walił w bok urządzeń, do których był wzywany co najmniej raz w miesiącu, jeśli szczególnie przeklinał, gdy okablowanie nie działało tak jak powinno, gdy na nim pracował, z pewnością nie myślał o Lori Grimes i jej obrzydliwych dłoniach na całym ciele Ricka.

Daryl był w paskudnym nastroju, kiedy wyszedł z pracy o osiemnastej, ale i tak sprawdził telefon. Znalazł na nim nową wiadomość od nieznanego numeru i otworzył ją: "Jesteś zajęty dzisiejszego wieczoru? Mam wolne. Moglibyśmy się spotkać po zmierzchu. - Rick." Pomimo chłodnego wyglądu zewnętrznego Daryla, jego serce lekko podskoczyło na te słowa i walczył, by się nie uśmiechnąć. Zastanawiał się skąd Rick zdobył jego numer, a potem pomyślał, że przecież był gliną. Wyglądało to na całkiem nielegalne, że Rick odnalazł jego numer z dokumentów policyjnych na własny użytek, ale Daryl nie mógł się tym przejmować, ponieważ wszystko, o czym mógł myśleć, to ładne czerwone oczy i zęby zatopione w jego szyi tak głęboko, że nie myślał o uwolnieniu się.

"Tak. Mój dom?" - odpisał.

Siedział w ciężarówce Merle'a i czekał z zapartym tchem jak mała uczennica, aż rozbrzmiał sygnał nadejścia wiadomości. "Jasne. W ramach podziękowania zabiorę cię w jakieś miłe miejsce. Pomyśl o tym, gdzie chcesz pójść."

Daryl zaskoczony ponownie przeczytał wiadomość, bo teraz miał kolejny problem. W co się, kurwa, miał ubrać?

OoO

Daryl nie wiedział, czy to randka, ale jeśli to była randka, to będzie to jego pierwsza randka od trzech lat, a ta myśl po prostu wywoływała lekkie mrowienie w górę i w dół kręgosłupa. Poza tym miał inne sprawy na głowie. Na przykład, gdzie pójść ze stworzeniem nocy? Co lubił robić? Czy jadł normalne jedzenie, czy tylko twoją szyję? Możesz sobie z nim zrobić zdjęcie? Czy lubi filmy? Poza tym to glina, więc to nie mogło być nic nielegalnego, nie żeby Daryl chciał zrobić coś nielegalnego. Dzięki, ale Merle się tym zajmował.

I był żonaty. Daryl nienawidził tego bardziej niż pozostałych kwestii. Był żonaty, co czyniło Daryla tym do pieprzenia na boku, tym drugim mężczyzną, rozbicielem rodziny, męską dziwką, która ukradła męża Lori Grimes, co nie znaczyło, że Lori nie wystawiło go w gablocie z wielką tabliczką "Do oddania w dobre ręce" przypiętą z przodu munduru. Daryl nienawidził tej suki.

Rick przybył nieco po zmroku, gdy Daryl zmarszczył nos na odbicie w lustrze, patrząc na koszulkę polo i ładne czarne dżinsy, które znalazł. Pochodziły z czasów, gdy w liceum próbował być "modny". Myślał, że jeśli Rick je zniszczy, to nie będzie mu ich żal. I tak nienawidził eleganckich ubrań. Kiedy Daryl otworzył drzwi, Rick spojrzał na niego zaskoczony, a jego oczy wciąż miały ten wspaniały odcień błękitu odpowiedni dla małych wiosennych kwiatów.

— Hej — mruknął Daryl i niezręcznie wpatrywał się w ziemię. — Nie wiedziałem, w co się ubrać. Czy mam się przebrać?

Rick tylko pokręcił głową i z uznaniem przesunął spojrzeniem po Darylu.

— Nie… to jest idealne. Gdzie chcesz iść?

Daryl wzruszył ramionami.

— Jest mi to obojętne — powiedział.

Rick przygryzł wargę.

— Cóż, mi nie. Nie jem nic stałego oprócz szpitalnych kubeczków z galaretką i przez większość dni po prostu wrzucam je do śmieci i udaję, że je zjadłem.

Daryl spojrzał na niego.

— No cóż — powiedział — wpadnijmy do Burger Kinga i wróćmy do domu.

Rick obdarzył go pewnym siebie spojrzeniem, ale nie odniósł się do ukrywanej nerwowości widocznej jednak w jego postawie.

— Nie zabiorę cię do Burger Kinga na naszą pierwszą randkę.

Daryl był rozdarty między uśmiechaniem się jak szaleniec na słowo "randka", a marszczeniem brwi na myśl o konieczności pójścia do jakiejś eleganckiej francuskiej restauracji, w której nie można zamówić bez pytania kelnera "Co to do diabła jest?".

Ale Rick nie dał mu wiele czasu na reakcję. Zamiast tego kontynuował rozmowę:

— Ogród Oliwny — powiedział. — Idziemy do Ogrodu Oliwnego.

Daryl zamrugał zaskoczony i zgodził się. A potem wsiadł do samochodu Ricka, małego, zielonego czegoś, a Rick zawiózł ich do miasta.

Drugi mężczyzna odchrząknął.

— Nie… nie chcę dziś o niej rozmawiać, ale tak dla twojej wiadomości… Lori sądzi, że pracuję. — Przełknął. — Jeśli.. Jeśli to… — Westchnął. — Jeśli to zajdzie dalej, to znaczy, jeśli stanie się to poważne, ale jeśli to tylko seks, to w porządku. W takim razie zabiorę cię z powrotem do twojego domu i możemy się pieprzyć albo nie. Mam jednak na myśli to, że jeśli to ma być randka i jeśli wszystko pójdzie dobrze, to… powiem jej. Albo się z nią rozwiodę. Lub cokolwiek, ale wiedz, nigdy tego nie robiłem i chcę po prostu zobaczyć, dokąd to zmierza, nie myśląc o całym bagażu, który wiem, że będzie wokół tego. Rozumiesz to?

Daryl wyciągnął rękę i dotknął, delikatnie niczym piórko, podbródek Ricka.

— W porządku — powiedział. — W porządku. Zobaczmy, dokąd zajdziemy.

Rick zatrzymał samochód na światłach i spojrzał na niego, przygryzając wargę.

— Myślisz, że warto spróbować? Mam na myśli to, że powinieneś całkowicie w 100% powiedzieć nie. Wiem to.

Daryl odchylił się na fotelu i wzruszył ramionami.

— Masz rację. Jesteś o kilka punktów od mojej listy idealnych facetów.

Rick prychnął na to.

— Postać psychopaty odstrasza wszystkich.

Daryl pokręcił głową.

— To nie ta część. Twój… jak to w ogóle nazywasz? Wampiryzm?

— Nie mów tego słowa — powiedział Rick i wcisnął gaz, gdy światło zmieniło się na zielone. — Nienawidzę tego słowa.

— Okej — powiedział Daryl. — Twoje śliczne czerwone oczy. — Rick lekko pochylił głowę. — Lubię je. Podobają mi się twoje długie zęby. — Daryl ponownie uniósł rękę i przesunął paznokciami po szyi Ricka. Usłyszał najmniejsze echo dudnienia i uśmiechnął się. — Sposób, w jaki mruczałeś dziś rano, zupełnie jak kot. — Podrapał Ricka za uchem, a powieki mężczyzny zamknęły się na milisekundę, zanim odtrącił rękę Daryla.

— Prowadzę — powiedział Rick.

Daryl uśmiechnął się i zaśmiał się lekko.

— W każdym razie, podoba mi się to wszystko. Uznałem, że jesteś niebezpieczny, ale poradzę sobie z tym. Być może będziesz musiał przyzwyczaić się do nożna na gardle od czasu do czasu, jeśli znów będziesz w tym milczącym stanie. — Daryl zamilkł. — To te inne rzeczy. Nigdy nie myślałem, że będę z gliną. Mam zbyt wiele złych wspomnień o migających światłach pojawiających się na moim progu, by aresztować mojego tatę. A potem Merle'a. — Wzruszył ramionami. — Ale nawet poza tym jest jeszcze kwestia twojego małżeństwa. Nienawidzę tego.

Rick przesunął dłonią po osłonie kierowcy, a Daryl patrzył, jak jego palce poruszały się niczym fale na materiale.

— Czyli mam cię zabrać z powrotem do domu?

— Kurwa, nie — powiedział Daryl. — Jedź dalej.

I to by było na tyle, jeśli chodziło o rozmowę "co my robimy". Jechali, a Rick zapytał Daryla o jego pracę. Daryl opowiedział mu o Clincie i zleceniach na mieście. Opowiedział mu o niektórych cięższych pracach w ciągu dnia, takich jak Petersonowie i ich centralna jednostka powietrza, która wciąż się psuła, tyle że tak naprawdę nie mogli zrozumieć, co było z nią nie tak. W zamian Daryl zapytał Ricka, jak to było być gliną. Rick powiedział mu, że teraz głównie pracuje na posterunku, ale raczył Daryla opowieściami o nim i Shane'ie, gdy byli na wezwaniach. Mówił o poważnych sprawach, takich jak usiłowanie zabójstwa kilka lat temu i zabawnych, na przykład o aresztowaniu dziewczyny za obsesję na punkcie jej własnego prawnika.

Wjechali na parking Ogrodu Oliwnego i weszli do środka. Rick poprosił o stolik i od razu usiedli w kącie, co nie przeszkadzało Darylowi. Daryl zamówił coś taniego, ale nie najtańszego w menu i ku jego zaskoczeniu Rick również coś zamówić.

— Możesz to zabrać do domu — powiedział Rick, jakby to nie był pierwszy raz, gdy to robił, a Daryl zastanawiał się nad żoną Ricka. Prawie słyszał jak cedzidła: "Zamów coś, nie obchodzi mnie, czy jesteś głodny" i miał ochotę zacisnął dłonie w pięści.

A potem, po złożeniu zamówienia, nastała cisza. Ten niezręczny moment pierwszej randki. Zerkał na stół, na innych klientów w pobliżu, na ścianę. Daryl myślał o tym, jak Rick poruszał się na komisariacie, jak poruszał się w jego domu. Myślał o Ricku w nim i o sobie w nim oraz o tym, jak pewny siebie był czerwonooki Rick. A potem wrócił myślami do Ricka dzisiejszego ranka, nieśmiałym i przestraszonych, osaczonego.

Chciał wyciągnąć Ricka z jego skorupy na otwartą sawannę, żeby Daryl mógł zobaczyć płynność jego ruchów, czystą figlarną pewność siebie, a pod powierzchnią, szept ryzyka, zagrożenia. Dlatego Daryl wyciągnął rękę i bardzo lekko położył ją na dłoni Ricka.

— Idę do toalety — powiedział, a potem spojrzał na niego sugestywnie. — Po chwili pójdź za mną. — Wstał i poszedł do łazienki z radością odkrywając, że miała tylko dwie kabiny i obie były puste. Czekał przy wejściu, gdy po chwili Rick wszedł do środka. Daryl zamknął za nim drzwi, a potem uśmiechnął się do niego i wyciągnął rękę. — Wyobraź sobie, że to obiad — powiedział.

Rick spojrzał na jego rękę, a potem na Daryla.

— Och, jeszcze nie umieram z głodu — stwierdził, a Daryl pokręcił głową.

— Spróbujmy czegoś nowego — wyjaśnił. — Spróbuj jeść w regularnych odstępach czasu i nie zmuszać się do głodu.

Rick zamrugał swoimi niebieskimi oczami i pokręcił głową.

— Nawet nie wiem, czy mogę. Nie, kiedy nie jestem… taki.

Daryl pochylił się do przodu w jego przestrzeń osobistą, prostując kręgosłup i kołysząc się niebezpiecznie przed Rickiem.

— Zobaczmy, czy mogę cię sprowokować — powiedział Daryl, a potem popchnął Ricka do tyłu na blat zlewu. Rick cofnął się i spojrzał na niego zawiedziony, ale z jego ust wydobył się jęk i to było wszystko, co Daryl musiał wiedzieć. Rick lubił również ostrą jazdę. Dlatego z luźną postawą podszedł do niego szybko i pocałował Ricka tak mocno, że popchnął jego głowę do tyłu na lustro łazienkowe. Daryl pochylił się nad nim, a potem warknął w usta Ricka: — Ugryź moją wargę.

Rick patrzył na niego przez chwilę, a potem zamknął oczy i pocałował dogłębnie Daryla, a potem go ugryzł. Daryl czuł kształt spłaszczonych przednich zębów, a potem nieco większy nacisk ostrych kłów Ricka. Następnie poczuł, jak przeszywają jego wargę i Rick otworzył usta, sapiąc głośno, a jego oczy były szeroko otwarte z plamkami fioletu. Daryl wiedział, jak znikają jego kły - chowają się - a wtedy usłyszał dźwięk paznokci Ricka szorujących o blat. Rick mruczał głośno i ciężko, a potem zsunął się z blatu łazienkowego, jakby płynął w powietrzu i przykleił się do Daryla, jęcząc w jego usta.

— Mmm — mruknął Rick. — Daryl.

Daryl uśmiechnął się ze swojego sukcesu.

— Kurwa, ugryźć mnie, dziecinko — powiedział i wystawił szyję, a Rickowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.

Wgryzł się, jakby został do tego stworzony, a Daryl pomyślał, że tak mogło być. Daryl owinął lewą rękę wokół górnej części pleców Ricka i położył prawą obok jego biodra. Rick jęczał w jego skórę i ssał, wijąc się przy nim, a Daryl popchnął go z powrotem na blat. Rick uniósł jedną rękę i owinął ją wokół Daryla, utrzymując równowagę tylko dlatego, że Daryl był do niego przyciśnięty, a za nim znajdował się blat łazienkowy.

Daryl uznał, że chciał w tym momencie wypieprzyć wszystko z Ricka - jego nieśmiałe wahanie przed randką, martwienie się o swój nowy stan, jego pieprzony smutek, gdy siedział w ciężarówce i rozmawiał o tym, jak wszyscy nazywają go dziwakiem. O swojej żonie. Daryl chciał, żeby to wszystko zniknęło. Chciał, żeby Rick wiedział, rozumiał, posiadał tą pewność, która przenikała przez twoje kości i twoje synapsy do tej cudownej rzeczy, która czyni cię, tobą. Chciał, żeby Rick wiedział, bez cienia pieprzonej wątpliwości, że Rick był jego.

Ale Daryl miał inne plany na dzisiejszy wieczór. I doszedł do wniosku, że tym razem wypieprzy mózg Ricka w łóżku, może przywiążę mu ręce do wezgłowia. Dlatego delikatnie odepchnął Ricka, a mężczyzna odstąpił. Usta miał czerwone, a szeroko otwarte oczy przybrały barwę fioletu.

Daryl cofnął się i chwycił papierowy ręcznik z dozownika. Chciał wytrzeć szyję do sucha, ale Rick odtrącił jego rękę i zlizał pozostałości krwi, pozostawiając długą wilgotną smugę na szyi. Daryl jęknął, czując ją. Już miał zamiar ponownie odepchnąć Ricka, kiedy ten cofnął się o krok. Oblizał usta, a potem przejrzał się w lustrze. Odkręcił wodę, spryskał usta wodą i zmył czerwień, która je barwiła.

Daryl położył jedną rękę na jego plecach, potrzebując tego kontaktu i znów skupił się na obrazie cioci Sally, bo kurwa, był twardy. Rick spojrzał na swoje odbicie, a potem napotkał spojrzenie Daryla w lustrze.

— Wcześniej nie sądziłem, że to tak będzie to wyglądać — powiedział i dotknął swojego odbicia.

— Hmmm — powiedział Daryl i potarł jego plecy. — Powiem ci, jak bardzo jesteś seksowny, jeśli chcesz to wiedzieć.

Rick zaśmiał się i odwrócił się do niego, kołysząc się w zalotny i koci sposób.

— Lubię cię — powiedział. — Bardzo cię lubię. — Rozumiesz to? Kurwa, rozumiesz to lepiej niż ja.

Daryl pokiwał głową.

— Tak. Chyba tak. — Wyciągnął rękę i przesunął palcami po lokach Ricka. — Jesteś piękny — powiedział.

Rick uśmiechnął się szeroko i szczerze.

— Tak? — zapytał. Nieśmiało spuścił wzrok. — Nikt… nikt nie mówił mi takich rzeczy. Wszystko, co Lori kiedykolwiek mi powiedziało, to to że jestem przystojny i to było… cóż, minęło zbyt dużo czasu.

— Pieprzyć twoją cholerną żonę — stwierdził Dary — jeśli nie zamierza cię docenić.

Rick przygryzł wargę.

— Przepraszam. Za… za to, co powiedziałem dziś rano. W sprawie gejów. Po prostu… tak wiele się zmienia w moim życiu. Rozumiesz to?

— Rozumiem, dziecinko — odpowiedział Daryl. — Wiem.

— Ale… wysłałem ci smsa, ponieważ… ponieważ poczułem, nie wiem, jakbym był lepszy, kiedy jestem z tobą. Jakbym zaczął rozumieć, kim jestem. I byłem taki zagubiony.

— W porządku — powiedział Daryl i przyciągnął Ricka do siebie. Mężczyzna przylgnął do niego w sposób, który zaczynał wydawać się znajomy, a Daryl nie mógł się tym nacieszyć. — Poradzimy sobie z tym razem — powiedział Rickowi, który kiwnął głową przy jego ramieniu, po czym odsunęli się od siebie i wyszli z łazienki.

Kiedy wrócili do stolika, ich zamówienie było już gotowe. Daryl patrzył z fascynacją, jak fiolet zmieniał się w jaśniejszy kolor fioletowo-niebieski, a potem w jasny, krystaliczny niebieski należący do Ricka. Daryl zaczął jeść, a Rick przepychał widelcem jedzenie, żeby wyglądało, że robi to samo.

— Więc — zaczął Daryl — opowiedz mi o zmianie. Nie, jak to się stało i w jaki sposób się o tym dowiedziałeś. Powiedz mi, co się zmieniło. Powiedziałeś, że czujesz się, jakbyś tracił siebie. Dlaczego?

Rick przełknął i przesunął na talerzu kluskę makaronu.

— Cóż, po pierwsze moja praca się zmieniła. Nadal jestem oficerem, ale nie jestem już wzywany w teren. Z powodu mojego nowego stanu nie opuszczam biurka. I mam te wszystkie wizyty u lekarza, tak jak już ci wcześniej mówiłem, ale głównie to są małe rzeczy. Na przykład… Nie chodzę już z Lori na zakupy spożywcze. Musi sama iść i porozmawiać ze wszystkimi nauczycielami Carla. Nie mogę już nawet oglądać jego meczów softballu. — Rick zmarszczył brwi. — Nie widzę w ogóle Shane'a, a był moim najlepszym przyjacielem. Chociaż po części jest to spowodowane tym, że unika mnie z powodu Lori. — Zamyślił się. — Po prostu czuję… jakby wszystko, co mnie ukształtowało, jest teraz niemożliwe. Tak jak to, że kiedyś lubiłem łowić ryby. I obserwować dzikie kwiaty, które pojawiły się wiosną. I jeździć donikąd tylko po to, żeby posłuchać muzyki i poczuć słońce na twarzy. Ciągle myślę o rzeczach, których nie mogę zrobić. Na przykład, że nie będę mógł pójść na plażę. Lub odwiedzić Wielki Kanion za dnia. Albo, do diabła, nawet skosić cholerne podwórko. Rozumiesz? — Westchnął i nadział na widelec kawałek kurczaka. — Nie mam już żadnego hobby. Wszystko, co robię, to praca, a potem wracam do domu, a Lori wpycha mnie do łóżka, mówiąc, że muszę odpocząć. Przez te ostatnie sześć miesięcy spędziłem tycze czasu w łóżku, że robi mi się niedobrze. Jestem zmęczony spaniem. Myślę, że tak naprawdę nie potrzebuję dużo snu. I mam dość leżenia w łóżku i oglądania Dr. Phila lub Maury'ego. Mam tego cholernie dość. Czuję, że mam całą tę energię, która nie ma jak zniknąć. — Wzruszył ramionami. — Po prostu… nie pamiętam, kiedy ostatnio dobrze się bawiłem.

Daryl słuchał go, przeżuwając w milczeniu i dobrze, że skończył jeść, kiedy Rick przestał mówić, ponieważ Daryl miał plan formujący się w jego głowie i zawsze uważał, że czyny mówią głośniej niż słowa. Daryl zaproponował, że zapłaci za rachunek, ale wiedział, że to tylko symboliczny wysiłek. Rick odmówił i zapłacił gotówką, a potem wsiedli z powrotem do samochodu, aby Rick odwiózł Daryla do jego domu. Jednak po drodze Daryl podniósł rękę i wskazał inny kierunek.

— Nie, jedź w tamtą stronę — powiedział. — Tak, a potem skręć w pierwszy zakręt w lewo.

— Gdzie jedziemy? — zapytał Rick, a Daryl pokręcił głową.

— Zobaczysz — powiedział.

Jechali długą drogą, która zmieniła się w niewyasfaltowaną, a kiedy mijali mały zjazd, Daryl kazał mu się zatrzymał.

— Co my tu robimy? — zapytał Rick.

Daryl wzruszył ramionami.

— Powiedziałeś, że chcesz się trochę zabawić — powiedział. — Zabawmy się.

— W lesie? W środku nocy?

Daryl uśmiechnął się i miał nadzieję, że Rick ujrzał psotny błysk w jego oczach.

— Idź tam. — Wskazał na lewo. — A ja pójdę w tamtą stronę. — Wskazał na prawo. — Każdy z nas przejdzie około trzydzieści kroków w głąb lasu, a potem zaczniemy szukać siebie. Pierwszy, który pochwyci drugiego, będzie na górze, gdy będziemy się pieprzyć. Gdy będziemy pieprzyć się w tym lesie.

Rick odwzajemnił uśmiech, ale powiedział:

— Jak to w ogóle jest fair? Praktycznie widzę w ciemności.

Daryl wzruszył ramionami.

— To jest mój teren. Wędruję tutaj cały czas. Jesteś na to gotowy?

W odpowiedzi Rick wymknął się z samochodu i zatrzasnął drzwi. Daryl uśmiechnął się do siebie i również wysiadł. Mrugnął do Ricka, a potem przeszedł w prawo, podążając ledwo widocznym szlakiem, którym zwykle schodził w dół do strumienia. Przedzierał się przez listowie, umożliwiając Rickowi usłyszeć swoje głośne kroki, a kiedy znalazł się jakieś kilka metrów w głąb lasu, złagodniał swój chłód, pozwalając, by jego stopy prześlizgiwały się po zasypanej sosnowymi igłami ziemi.

Daryl skręcił w prawo, jeszcze dalej od zaparkowanego samochodu. Doszedł do wniosku, że nie było mowy, żeby podkradł się do Ricka z jego nocną wizją i innymi, najprawdopodobniej wyostrzonymi zmysłami. Dlatego jego zadaniem było zmusić Ricka do zajęcia się całą pracą, rzucić mu wyzwanie, próbując znaleźć Daryla. W końcu miało to przynieść Rickowi trochę zabawy. A jak sprawić, by kot dobrze się bawił? Trzeba dać mu mysz do zabawy.

Jednak kiedy Rick po niego przyjdzie, Daryl nie zamierzał tak łatwo ustąpić. Uważał, że najlepiej będzie wyczuć Ricka i chwycić go, gdy był w połowie uderzenia, podobnie jak ostatniej nocy. Dlatego Daryl skierował się w stronę strumienia, ponieważ jedyną szansą jaką będzie miał, będzie trzymanie jednej strony otwartej, aby Rick nie mógł się do niego podkraść. Daryl dotarł do potoku i wkroczył w gęste listowie tuż przy brzegu. Szedł w lewo, w rzekomym kierunku Ricka. W ten sposób strumień był zawsze po jego prawej stronie i będzie widział, co nadchodzi, a jego ciało będzie ukryte wśród drzew, które zazwyczaj pochylały się nad wodą. Wędrował w ciemnościach, unikając jeżyn i gałązek.

Wykonanie ruchu zajęło Rickowi dobre dwadzieścia minut, ale Daryl domyślał się, że Rick znalazł go dużo wcześniej. Pierwszą wskazówką Daryla, że Rick tam był, była zupełna cisza w tym miejscu - jakby świerszcze postanowiły poczekać i zobaczyć, co zamierzał zrobić Rick. A potem kątem oka ujrzał mały cień, który mógł być ptakiem lub królikiem, ale o wiele bardziej prawdopodobne było, że był to wampir gotowy, by na niego skoczyć. Daryl napiął się i skupił się na tym, by jego ciało wyglądało na zrelaksowane i tylko czekał, by zobaczyć sylwetkę Ricka w błyszczącym świetle księżyca.

A potem Rick rzucił się na niego. Jego sylwetka pojawiła się w gęstych krzakach tuż przy Darylu. Jego szpony były gotowe do pochwycenia Daryla, tak jak piękny tygrys, o którym Daryl wiedział, że mężczyzna był. Daryl zareagował instynktownie, obracając się. Udało mu się uniknąć uderzenia Ricka, a następnie wyciągnął rękę, by go chwycić, ale zanim mógł nawiązać kontakt, Rick zniknął z powrotem w zaroślach, biegnąć w przód i oddalając się od Daryla. Daryl szybko podążył za nim, ale stracił Ricka z pola widzenia w odległości kilku metrów. Zostawił jednak dobry ślad do podążania, więc Daryl w pośpiechu śledził linię połamanej roślinności i pozostawionych śladów stóp.

A potem ślad się urwał i Daryl zachwycał się sposobem, w jaki Rick mógł prześlizgnąć się przez zarośla ciszej niż jakikolwiek wilk, bardziej śmiercionośny niż jakikolwiek kot. Podążał szlakiem przed siebie i uważnie wypatrywał drobnych śladów.

Daryl uświadomił sobie z nagłą, szybką jasnością, co się stało. Jego żołądek zacisnął się, gdy zdał sobie sprawę, że był otoczony drzewami i gęstymi krzakami. Rick mógł go zaatakować z każdej strony. Ten sukinsyn go tutaj zwabił.

Daryl szybko odwrócił się, by biec z powrotem do rzeki, ale Rick wbił się ciężko w jego prawy bok i owinął swoje ciało wokół Daryla, by go powalić. Daryl upadł i stoczyli się po lekkim zboczu wzgórza. Leżeli na ziemi, a Rick próbował go przyszpilić, ale Daryl wciąż się wił i patrzył się Rickowi w oczy - czerwone i przebiegłe. Daryl zrzucił z siebie Ricka i udało mu się podciągnąć stopy pod siebie. Zerwał się i odwrócił, żeby zaatakować Ricka, ale tego skurwiela znów nie było.

Daryl czekał z zapartym tchem, bo tym razem nie będzie żadnego ostrzeżenia, tylko cichy atak i taka sama cisza, gdy się skradał. Daryl zmrużył oczy i zmusił się, by ujrzeć coś w zalanym światłem księżyca lesie Georgii, jakiś ślad smukłych mięśni Ricka i jego cudownych czerwonych oczu, jego wdzięku i elegancji. Ale nie było nic oprócz lekkiego szelestu liści, poruszanych małym wiatrem i odległego pohukiwania sowy.

Daryl obrócił się powoli, badając otaczające go zarośla. Jego spojrzenie znajdowało się na poziomie gruntu, ponieważ to tam Rick już dwa razy się ukrywał. I tak Daryl naprawdę, naprawdę nie spodziewał się tego, kiedy Rick spadł z drzewa nad nim, prosto na niego, posyłając ich obu na ziemię z Darylem na brzuchu. Daryl sapał i próbował odepchnąć Ricka, ale Rick mocno go uderzył - jego ciało spadło na Daryla i pozbawił go tchu. Usiadł na nim okrakiem, a jego paznokcie wbijały się w ramiona Daryla, aby go zatrzymać w miejscu. Rick zacisnął kolana po obu stronach bioder Daryla i pochylił się, chwytając szyję Daryla między zęby, gryząc go i przyduszając.

Daryl był naprawdę i całkowicie przejebany, bo nie mógł się ruszyć. Rick go schwytał i miał go w każdym tego słowa znaczeniu. Daryl otworzył usta, by coś powiedzieć, cokolwiek ale jedynie o czym mógł myśleć to imię drugiego mężczyzny. Jego usta poruszały się, ale żaden dźwięk z nich się nie wydobywał, ponieważ zęby Ricka były zaciśnięte na jego szyi. Więżąc go, jakby Rick był żelazem, a on węglem, a przestrzeń między ich ciałami była stopioną stalą.

Daryl położył się na ziemi, w listowie, znajdując się w ciasnym uścisku Ricka, wiedząc, że ten wygrał, ale mając także świadomość, że chciał tego. Chciał tego wszystkiego, pragnąc tego bardziej niż czegokolwiek w swoim życiu. Rick był elegancki, wspaniały i potężny. Nieśmiały, kochający i potrzebujący. A Daryl, na pewnym poziomie, naprawdę do niego pasował, w sposób który przewyższał nerwy, mięśnie, komórki i molekuły.

Dlatego Daryl wygiął się w stronę Ricka, pozwalając, by jego ciało powiedziało to, co jego usta nie potrafiły. Rick puścił jego szyję i wymruczał do ucha:

— Wygrałem?

Daryl stanowczo pokiwał głową, a potem Rick pocałował jego szyję, polizał miejsce, które ugryzł, a potem pochylił się, wsuwając paznokcie pod koszulkę Daryla, by podnieść ją i pocałować nagie plecy. Rick zniżył głowę i przesunął językiem po boku Daryla, a kiedy znalazł punkt, który mu się podobał, dokładnie między dwoma żebrami, ugryzł. Daryl wciągnął powietrze, podrywając się i wołając imię mężczyzny. Rick chrząknął w odpowiedzi i ssał chwilę, po czym odsunął się i polizał to miejsce. Przewrócił Daryla na plecy, zaczynając szarpać za jego spodnie.

— Seks — rzekł z zaczerwienionymi oczami i było to niesamowite. — Powiedziałeś, że zrobimy to w lesie. — Ściągnął spodnie Daryla, odrzucając je na bok, gdzie zaczepiły się o pień drzewa.

Daryl uśmiechnął się.

— Kurwa, tak — potwierdził i wygiął biodra, żeby Rick zobaczył, jak podniecony był.

Rick uśmiechnął się, a następnie kazał Darylowi zdjąć koszulę. Daryl pochylił się i to zrobił, a potem był nagi, a Rick wciąż w pełni ubrany.

Rick pochylił się i pocałował jego udo, a oddech Daryla wstrzymał się na myśl o tym, jak blisko jego penisa były usta Ricka. Następnie Rick spojrzał mu prosto w oczy, uśmiechnął się szeroko i ugryzł go. Daryl szarpnął się, czując rany kłuty na swoim udzie i to jak Rick ssał. Było to cholernie seksowne, móc to obserwować, ponieważ Daryl normalnie nie widział tego, kiedy pożywiał się na jego szyi. Ale teraz to widział. Oczy Ricka były zamknięte w czystej ekstazie. Rick jęknął, a Daryl zawtórował mu, słysząc to.

A potem Rick odsunął się i polizał udo, ostrożnie i z miłością. Uśmiechnął się do Daryla szeroko i szczerze, a Daryl był wstrząśnięty, że ten drapieżnik - to skradające się, wspaniałe, potężne stworzenie - traciło czujność w stosunku do niego. Rick przesunął się, by dokładnie usiąść między nogami Daryla, pochylając się do przodu, z psotnym i niepokojącym wyrazem twarzy, gdy polizał główkę penisa Daryla. Biodra Daryla uniosły się do góry, gdy jęczał. Rick uśmiechnął się, dumny z siebie.

Lizał dolną część penisa Daryla, który odrzucił głowę do tyłu i powiedział: "Jezu" do ciemnego zarysu sosen nad nimi. Rick podniósł rękę i przejechał paznokciami po klatce piersiowej drugiego mężczyzny. Daryl ponownie spojrzał na Ricka, który mrugnął do niego delikatnie, a potem otworzył usta i wziął boleśnie powoli męskość Daryla do środka.

Daryl sapnął, gdy poczuł, jak usta Ricka przesuwały się po jego penisie, a potem poczuł, jak Rick bardzo ostrożnie pociągnął usta w dół i zdał sobie sprawę dlaczego, gdy jego penis wsunął się między dwa kły Ricka. Czuł ich boki, zęby Ricka ślizgały się po jego skórze, ale mężczyzna trzymał je z dala. Daryl odchrząknął i znieruchomiał. Trzymał się prosto niczym deska, gdy Rick poruszał się nad nim bardzo delikatnie, przesuwając ustami w górę i w dół we właściwy sposób. Daryl przygryzł wargę i zachwycał się sposobem, w jaki wpasowywał się w usta Ricka, sposobem, w jaki ręce Ricka były na jego ciele, jakby chciał wpełznąć do środka Daryla, być w nim.

A potem Rick uniósł się lekko i zsunął się w górę. Przygryzł brzuch Daryla, jego boki. Pocałował jego obojczyk, a potem przycisnął koniuszki zębów dokładnie do dolnej części gardła Daryla. Pociągnął je w dół, pozostawiając małe zarysowania, które biegły od szyi Daryla aż do dolnej części jego klatki piersiowej. Daryl westchnął na uczucie pieczenia, a także ze względu na spojrzenie Ricka, które było pragnące i figlarne. Rick doszedł do końca klatki piersiowej, a potem polizał Daryla i kurwa, Daryl potrzebował go teraz w sobie.

Daryl wsunął dłoń we włosy Ricka i sapnął:

Pieprz mnie, piękna istoto.

Rick oblizał usta i kiwnął głową, wyciągając buteleczkę z kieszeni i rzucił ją Darylowi, zanim zaczął się rozbierać. Daryl złapał ją, uśmiechając się, myśląc o tym, że miał podobną buteleczkę schowaną w kieszeni spodni, które obecnie znajdowały się na pniu drzewa.

Daryl przygotowywał się, podczas gdy Rick zrzucał z siebie ubrania. Kiedy Rick rozebrał się, zaczął składać rozpraszające pocałunki, skubiąc ustami całe ciało Daryla, który w niedługim czasie był na niego gotowy. Rick był tuż przy nim, cały gorący i ciężki. Daryl podniósł jedną nogę, by położyć ją na ramieniu Ricka i kiwnął głową.

— Pieprz mnie — zachęcał, a potem Rick wślizgnął się w niego, dysząc.

Daryl patrzył, jak emocje malowały się na jego twarzy - jego wyraz był tak otwarty i dziki jak wody wodospadu.

Rick patrzył na niego szeroko otwartymi oczami i eksperymentalnie pchnął biodrami do przodu. Nie zrobił to tak jak na komisariacie - ostro, szorstko i roszczeniowo. I to również nie było tak, jak wczoraj wieczorem - Rick uległy i wygięty w łuk. Tym razem był odkrywczy, kąty się zmieniały, gdy Rick szukał tego najlepszego. I pomimo tego, że był wolniejszy, że pchnięcia Ricka były mniej pewne i mniej wymagające, było to jakoś bardziej realne. Jakby Rick naprawdę był z nim, naprawdę obecny.

Daryl dotknął gardła Ricka i szepnął do niego, a jego głos niósł się cicho w leśnej głuszy:

— Pocałuj mnie.

I Rick właśnie to zrobił. Pochylił się i odnalazł jego usta, jakby dokładnie wiedział, gdzie one były - jakby Daryl był drogą, którą jeździł każdej nocy i mógłby pokonywać zakręty, proste i wąskie odcinki z zamkniętymi oczami. Rick całował go na początku samymi ustami, tylko czubki ich warg przesuwały się po sobie, a potem powoli polizał usta Daryla, który wpuścił go do środka, a gdy Rick znalazł dobry kąt swoim językiem, znalazł również dobry kąt ze swoim penisem i uderzył Daryla we wszystkie właściwe miejsca. Daryl jęczał.

Rick zamrugał patrząc na niego, jakby był zaskoczony. Daryl dotknął jego podbródka.

— Jestem twój, dziecinko — powiedział Rickowi, który uśmiechnął się do niego w powolny, genialny sposób. — Ale musisz mnie wymęczyć — powiedział Daryl, a potem uniósł się i pochwycił na krótko między zęby ucho Ricka. — Pieprz mnie — rozkazał, dysząc. — Pieprz mnie, aż nie będę mógł myśleć, dziecinko.

I Rick to zrobił. Przyśpieszył, wykonując gwałtowne pchnięcia, wchodząc w niego głęboko. Daryl wygiął się w łuk i jęczał, przywierając do bicepsów Ricka, gdy ten unosił się nad nim. Rick dyszał i skomlał. Daryl zamknął oczy i oparł głowę o ziemię pokrytą sosnowymi igłami, ale potem nie mógł tego znieść, więc ponownie je otworzył, napotykając przeszywające spojrzenie tych czerwonych oczu. Zacisnął mięśnie wokół Ricka, który rzucił się do przodu, a potem jęknął. Daryl przyłożył jego głowę do swojej szyi, a Rick ugryzł mocno i błyskawicznie. Jego ciało opadło na Daryla, wijąc się i jęcząc, gdy wbijał się mocno w kochanka. Daryl wyszeptał w skórę Ricka:

— Dojdź we mnie. Kurwa, spraw, żebym uwierzył, że jestem twój.

Rick wszedł w niego mocno, popychając ciało Daryla w ziemię i w górę, w winorośl, krzaki i trawę. Daryl sięgnął na oślep nad głowę i chwycił pień drzewa, żeby się podeprzeć, a potem ponownie zacisnął mięśnie wokół Ricka, który miał dość rozsądku, by sięgnąć między nich i zaczął głaskać erekcję Daryla. I to było takie dobre, takie pasujące i takie właściwe mieć rękę Ricka wokół siebie. Jego nocna skóra była chłodna i śliska.

Ale potem stało się coś lepszego. Ponieważ po jednym ostatnim pchnięciu, z krótkim oddechem i napięciem mięśni, Rick doszedł i Daryl poczuł go głęboko w środku. Czuł, jak Rick odpuścił, pozwolił być sobie będąc z nim. Daryl westchnął, bo to było za dużo, za wiele, za intensywne. A potem sam doszedł, wyginając ciało w stronę Ricka, który naciskał na niego, jakby nie mógł się tym nacieszyć, przywierając do niego. Daryl jechał na tym uczucia, a potem odciągnął Ricka od swojej szyi i pocałował go. Rick oddał pocałunek, ich usta, języki, ciała nacierały na siebie w tą sierpniową noc.

Daryl upadł, pozwalając swojemu ciału zwiotczeć po orgazmie. Rick podążył za nim, mając tylko tyle energii, by wyjść z niego i zwinąć się na nim. Daryl trzymał go, przeczesując jego włosy, słuchając jak mruczał głęboko w jego klatkę piersiową. Daryl patrzył w niego. Gwiazdy tutaj, z dala od miasta, migotały jasno. Gałęzie nad nimi poruszały się na wietrze, rzucając tu i ówdzie cienie na poszycie lasu.

Rick muskał nosem jego ciało, a potem nagle przestał mruczeć. Daryl przechylił głowę i wymówił cicho jego imię, ale Rick go uciszył. Daryl zmarszczył brwi, ale pozwolił Rickowi leżeć tak przez minutę, trochę bardziej spięty niż przed chwilą. Rick odchylił głowę z dala od Daryla i przechylił ją w znajomej pozycji nasłuchiwania. Daryl skupił się, próbując wychwycić, co mógł usłyszeć, ale jedynie co słyszał, to brzęczenie świerszczy, gdzieś daleko i słabe dźwięki zwierząt.

Rick zamknął oczy i odchylił głowę do tyłu, pozwalając, by wiatr ją omiótł.

— Brzmi jak Georgia — szepnął Rick.

Daryl uniósł rękę i dotknął boku swojej szyi.

— To dlatego, że to Georgia, dziecinko — powiedział Daryl, a potem Rick położył się z powrotem, trącając nosem jego brodę.

Tyle że tym razem Rick mocno do niego przylgnął i trząsł się. Jego ciałem wstrząsają lekkie drgawki, a Daryl poniewczasie zdał sobie sprawę, że jego drapieżnik, jego lew, jego mały, dziki ryś płakał. Powtarzał w kółko w szyję Daryla.

— Brzmi jak w Georgii.

Daryl myślał o nim leżącym w gabinetach lekarskich, w murach jakiegoś ceglanego domu, w miejscach, gdzie jedynymi dźwiękami były telewizyjne programy rozrywkowe, klaksony samochodów i trzaskanie drzwi. Ludzkie odgłosy. Miejskie odgłosy.

Daryl objął Ricka ramionami i przyciągnął go do siebie. Pozwolił mu oprzeć się o siebie, pozwolił mu wyrzucić wszystko z siebie w świetle księżyca, tuż nad brzegiem strumienia. A kiedy Rick w końcu znieruchomiał, a napięcie opuściło jego ramiona, wciąż tam leżeli, pozwalając, by wiatr ciepłego lata Georgii obmywał ich.