Rozdział 3

Bruce był cierpliwy. Bruce nie był nachalny. Ale było ciężko - i tak będzie przez cały weekend - być blisko Steve'a, nago z nim, i nie pieprzyć go. Albo niech Steve go pieprzy. Bruce nie miał preferencji, chociaż zawsze miał nadzieję na dobrą mieszankę obu. Kiedy był relacji z Jeffem, był zaskoczony, gdy jeden z jego przyjaciół zapytał go, czy był na szczycie, czy na dole. Jeff był jego pierwszym i słysząc to pytanie uśmiechnął się szeroko i odpowiedział: Pieprz się - a potem dodał: Prawdziwi faceci się zmieniają.

Nie żeby Bruce nie był usatysfakcjonowany - był. Bardzo. Steve był osobą kontaktową, troskliwą i silną. Bruce zachwycał się jego ciałem i śledził szerokie ramiona oraz płaszczyzny mięśni na plecach, trzymał i ściskał jego napięty tyłek, całował, gdzie tylko mógł. Steve wydawał się być pod niemniejszym wrażeniem ciała Bruce, co ten uważał za dziwne, ale nie protestował.

— Potem był krnąbrny naukowiec i kilka bardzo dużych, bardzo wściekłych jaszczurek — Tony uważał, że to powiększone smoki z Komodo, Bruce był całkiem pewien, że to gatunek z Niku — i armia z bardzo dużą bronią, która je wspierała.

— Hej — powiedział Steve, a Bruce zamrugał zaskoczony. Na twarzy drugiego mężczyzny było widoczne napięcie. — Wszystko w porządku? — Podał Bruce'owi koc, gdy ten siadał.

— Tak, oprócz tego co jest normalne… — odpowiedział Bruce i potrząsnął głowę. Poczuł się trochę bardziej zdezorientowany niż zwykle. — Proszę, powiedz mi, że nie zjadł ani jednej z tych rzeczy.

— Nie! — krzyknął Tony, bujając się na stopach, co było kolejną oznaką zdenerwowania. — Zjadł bombę.

— Następnie uderzył w budynek — dodał Steve. — Warknął, a potem… wróciłeś.

— Acha — powiedział Bruce. Hulk musiał stracić przytomność, być może po raz pierwszy. Być może zdarzyło się to również wtedy, gdy spadł z Helicarriera. Nie pomyślał o tym, by wypytać dokładnie tamtego mężczyznę. — Cóż u mnie wszystko w porządku. Jedynie lekkie zawroty głowy, więc… co z jaszczurkami? Armią?

— Zostali pokonani — odpowiedział Thort i wziął Bruce'a w ramiona. Bruce pomyślał, czy nie zaprotestować, ale potem zobaczył, że Steve nadal był zaniepokojony i zmienił zdanie. — Twoje działania były bardzo odważne. Bez nich wszyscy ucierpieliby bardziej.

— Czy będziemy musieli zacząć pakować przekąski? — zapytał Stark. — Pytam poważnie. — Roześmiał się. Bruce spojrzał na niego zdziwiony. — Przepraszam, Clint przez komunikator zaproponował popstarsy wielkości Hulka.

— Najszlachetniejsze przedsięwzięcie — powiedział Thor, a Bruce roześmiał się. — Popstarts wielkości Hulka i Thora mogą nie różnić się tak bardzo wielkością.

W drodze do domu Bruce spał, opierając głowę na ramieniu Steve'a. Kiedy wylądowali, nadal czuł się trochę ospały i Steve trzymał go w talii, gdy wychodzili z odrzutowca, a potem wsiedli do samochodów, aby zabrały ich z powrotem do Wieży.

— Nie żebym nie doceniał tego, że nie wysadzono mnie w powietrze — zaczął Steve — ale…

— Naprawdę nie mogę składać żadnych obietnic — powiedział Bruce i zamilkł na chwilę, zanim dokończył, nie wiedząc, jak Steve to przyjmie. — Ale… to znaczy, to całkiem dobra rzecz. Zrobił to dla was. Aby zapewnić ci bezpieczeństwo.

— Tak — powiedział Steve, uśmiechając się lekko, a potem zarumienił się. — Teraz zdecydował się nazywać mnie Ślicznym.

Zwięźle i trafnie - pomyślał Bruce, ale Stece wydawał się trochę zawstydzony i nie bez powodu. Bruce był prawie pewien, jak zareagowali na to pozostali.

Bruce zacisnął usta.

— Mam nadzieję, że Natasha nie obraziła się za to — rzekł ostatecznie.

Steve pochylił się i pocałował go namiętnie.

— Jeśli możesz, postaraj się nie straszyć mnie, nas, w ten sposób — powiedział.

Od czasu pierwszej bitwy w Nowym Jorku zwyczajem stało się spożywanie wspólnego posiłku, czy to w okolicy, którą właśnie uratowali, czy w Nowym Jorku, i na ogół ewoluowało to - lub uległo dewaluacji, w zależności od punktu widzenia - do picia z zespołem i późniejszego oglądania filmów. A od pierwszej wspólnej bitwy to Tony zawsze był inicjatorem tego.

— A więc, dzieci, na co mamy ochotę? Pizza? Tajskie jedzenie? A może włoska knajpka na końcu ulicy…?

— Czy możemy poczekać jakąś godzinę? — zapytał Steve. — Bruce chciał… — Omawiany mężczyzna spojrzał na kapitana, trochę zaciekawiony, o co chodziło, a Steve uśmiechnął się do niego.

— Jasne, nieważne, nie spiesz się, Duży Gościu — powiedział Tony. — Możemy ponownie spotkać się o ósmej? — Spojrzał na Bruce'a i Steve'a i jakby uśmiechnął się do tego pierwszego. Dlaczego? Bruce nie wiedział.

— Steve — powiedział, gdy tylko znaleźli się w windzie i ruszyli w stronę piętra Bruce'a. — Jest ze mną wszystko w porządku, przespałem się i… — Jego protesty zostały uciszone przez wargi Steve'a na jego, który całował go z pilnością i gwałtownością.

Och - pomyślał Bruce, a potem. Och, podniecenie wywołane adrenaliną. Dobrze, mam nadzieję, że tylko Tony to zauważył. Tak naprawdę nie obchodziło go to, ale zawsze był osobą prywatną i fakt, że jego związek stanowił część dynamiki grupy, było czymś nowym dla niego.

Steve pocałował go przy wyjściu z windy, trzymając go za biodra i prowadząc do sypialni. Steve pocałował go, delikatnie dociskając go do łóżka. Całował go, gdy Bruce rozpinał mu flanelową koszulę. Po tym ubranie zostało całkowicie zdjęte, a Bruce znalazł się na łóżku z kończynami splątanymi z kończynami Steve'a, ustami na sutku drugiego mężczyzny i dłonią mocno wciskającą się w jego biodra.

Przyciągnął Steve'a w ten sposób, że ich penisy znalazły się w jednej linii i wygiął się w łuk, powodując tarcie. Wyglądało na to, że Steve chwycił po drodze lubrykant. Dobra robota - pomyślał Bruce. Dobrze go wytrenowałem! Nadal odczuwał lekkie zawroty głowy i oszołomienie, ale wkrótce zaczął gładzić ich erekcje. Bruce podniósł głowę, aby pocałować szyję Steve'a, a następnie w usta, by chwycić płatek ucha Steve'a i zacząć go mocno ssać.

— Och, kurwa, Bruce — powiedział Steve. Położył rękę na plecach Bruce'a, trzymając ją dokładnie w zgięciu jego pleców. — Co.. Okej, nie czułem się z tym dobrze, ale chcę… — Bruce pocałował go, mocno, atakując swoim językiem język żołnierza, co prawdopodobnie w równym stopniu wynikało z pożądania jak i ulgi, choć nie tej samej ulgi, którą kierował się Steve. — Chcę się z tobą kochać.

Te słowa zawsze wydawały się Bruce'owi nieco banalne, ale okazało się, że po prostu musiała je wypowiedzieć niesamowicie dobra i poważna osoba.

— Również tego chcę — mruknął Bruce, a Steve zwolnił ruchy swojej dłoni na ich erekcjach. — Jak to zrobimy?

— Och, ja…

— Steve, to zależy wyłącznie od ciebie — powiedział Bruce.

Rozmawiali o tym niewiele - Steve znalazł jeden z ciemnych zakamarków Internetu i kilka rzeczy go zdezorientowało, chociaż ogólnie zareagował znacznie lepiej, niż sądził Bruce.

Przemieniając o sto osiemdziesiąt swój wcześniejszy ton wypowiedzi, Steve niemalże mruknął do ucha Bruce'a:

— Chcę cię przelecieć.

— O Boże — powiedział Bruce, a jego penis drgnął.

Steve uśmiechnął się do niego, a jego źrenice były rozszerzone.

— Czy tak się mówi…? — zapytał, a Bruce przytaknął. — Chcę cię przelecieć — powiedział znów głębokim, bogatym w sugestię głosem, a erekcja Bruce'a ponownie zareagowała. Steve był z siebie słusznie zadowolony.

Bruce poprowadził Steve'a tak, aby obaj ułożyli się na boku, wziął lubrykant i posmarował dłoń Steve'a.

— Przesuń ją w dół — powiedział, a Steve spojrzał mu w oczy, gdy Bruce udzielał mu wskazówek. — Po prostu zakreśli kółko i poczuj… tak, to. Będziesz musiał użyć więcej lubrykantu, zanim… mmmm — powiedział, ponieważ samo dotknięcie palca Steve'a na jego wejściu było rozkoszne. — Bardzo powoli wciśnij go, o tak, możesz przejść obok mięśnia…

— O Boże — powiedział Steve, a Bruce go za to pocałował.

Steve już dawno zrezygnował z takich stwierdzeń i teraz, kiedy się pojawiały, to było tak, jakby po raz pierwszy zaczął przeklinać w łóżku.

— Poruszaj się dalej, zegnij je jakby… tak, w ten sposób — kierował go dalej Bruce, gdy Steve wsunął palec do drugiego knykcia. — Jest idealnie, teraz…

— Jest tak ciasno. — Udało się powiedzieć Steve'owi, a Bruce skinął głową.

— Minęło trochę czasu. Bądź delikatny?

Skrzywił się, czując się trochę głupio, ale Steve przycisnął drugą rękę do piersi Bruce'a i skinął głową.

— Teraz zegnij palec… będziesz mógł to poczuć to…to jest to! — powiedział i zamknął oczy, gdy palec Steve'a dotknął jego prostaty. — Właśnie tego szukałeś — zdołał wykrztusić. Steve dokuczał mu, co nie było w tym nic dziwnego, coraz częściej dotykając guzek nerwów końcem palca, ale tylko nieznacznie. — Och, kurwa, Steve.

Steve przesunął drugą rękę w dół i luźno masował erekcję Bruce'a, po czym chwycił jego jądra i delikatnie je przekręcił. Bruce jęknął.

— Czy mogę…

— Tak — powiedział Bruce i pocałował Steve'a w szyję, gdy wsunął drugi palce, aby mężczyzna nie usłyszał nieuniknionego syczącego dźwięku wydobywającego się z jego ust. W tym momencie nie chciał robić niczego, co mogłoby go zniechęcić. — I pracuj nim tak samo, jak poprzednim… och, kurwa, Steve! To niesamowite — powiedział, gdy Steve mocniej naciskał na jego prostatę. — Zacznij je nożycować.

— Podoba ci się to?

— Tak — odpowiedział Bruce, czując szarpanie i pieczenie. Lekko zazgrzytał zębami. — Bądź delikatny… i rób to powoli…

— Czy to boli? — zapytał Steve delikatnym głosem.

— Nie — powiedział Bruce i tak naprawdę to nie było kłamstwo, ponieważ Steve był tak ostrożny w dotykaniu tego miejsca, dotykając penisa Bruce'a. — Jesteś taki dobry, Steve…

Następnie pocałował go, lekko, a jednak zachłannie, ponieważ czekał tak długo i chciał, żeby Steve był w nim.

— Więcej — powiedział. — Po prostu rozdziel palce i… tak, właśnie tak… o Boże… — jęczał, gdy Steve wykonał idealny ruch.

— Jak mamy to robić? Chcę cię widzieć — wymamrotał Steve, a Bruce chwycił jedną z grubszych poduszek i przekręcił się na plecy, podkładając ją pod siebie. — Czy powinienem…?

Bruce uniósł brwi… bo naprawdę? Jeśli surowica zabijała wszystkie drobnoustroje, nie było mowy, żeby choroba przenoszona drogą płciową mogła się pojawił. Steve wzruszył ramionami i lekko się skrzywił.

Bruce usiadł i wziął lubrykant, ale potem zdał sobie sprawę, że był na idealnej wysokości, aby położyć usta na penisie Steve'a, więc polizał jego główkę, musnął językiem trzon, a następnie wziął w siebie całą erekcję mężczyzny.

— Och, kurwa, Bruce! — krzyknął Steve, a Bruce poruszał głową w przód i w tył przez kilka razy, ponownie liżąc główkę, tylko po to, by odsunąć się, aby nałożyć lubrykant na erekcję Steve'a. Położył się i podciągnął nogi do klatki piersiowej. — Więc ja… — Przysunął się blisko do Bruce'a i jego penis znalazł się w jego zagłębieniu jego pośladków, a Bruce jęknął. Następnie Steve znalazł się i jego wejścia. Bruce spojrzał mu w oczy i skinął głową.

— Powoli — poinstruował go i wydał z siebie jęk, gdy Steve przedarł się przez pierwszy pierścień mięśni i znalazł się w środku, zatrzymując się.

— O Boże… — Steve niemal zająknął się przy tym. Bruce położył nogi na jego ramionach. — Och, och…

— Właśnie tak, Steve. Jesteś idealny — powiedział Bruce i, kurwa, był duży. Bruce oczywiście o tym wiedział, ale wiedza i doświadczenie tego, było czymś innym.

— Czujesz się tak dobrze — powiedział Steve, a Bruce wygiął biodra, aby się dostosować i za pomocą ręki przyprowadził Steve'a bliżej siebie. — Och… — westchnął Steve i wszedł do końca. Bruce zamknął oczy i poczuł rozciąganie i pieczenie, ale zaakceptował to. — Och, kurwa, Bruce.

— Proszę — powiedział Bruce, bo wiedział, że będzie lepiej.

Steve wycofał się niemal całkowicie, a następnie wszedł w niego, wciąż powoli, ale znacznie płynniej. Objął ramionami nogę Bruce'a i przesunął się bliżej niego, a gdy ponownie się w niego wsunął był w stanie pochylić się i pocałować swojego partnera. To było niechlujne, gdy ich usta zderzyły się ze sobą. Bruce jęknął na to - był głodny kontaktu, kogoś kto go wypełni i to nie był tylko ktoś, ale…

— Bruce?

— Och, kurwa! — krzyknął Bruce, nie będąc pewien, co Steve zrobił, że osiągnął idealny kąt. — Nie ruszaj się… ruszaj, ale nie zmieniaj pozycji…

Steve uśmiechnął się.

— W ten sposób? — zapytał i zwolnił tempo, ale wydawało się, że używał trochę więcej siły w swoje pchnięcia.

O cholera - pomyślał Bruce, gdy przed jego oczami zaczęły pojawiał się białe plamy.

— Tak, o Boże, tak!

Następnie w miarę jak kontynuowali, zaczął jęczeć i wydawać dźwięki pełne przyjemności, po czym zaczął walczyć ze Steve'em, popychając go do tyłu.

— Bruce… ja… — powiedział Steve, a Bruce poprowadził jedną z jego rąk do swojej erekcji, więc mężczyzna zaczął nad nią pracować w idealnym rytmie ze swoimi ruchami.

Steve zawsze cichł tuż przed orgazmem, a potem wydawał z siebie cichy dźwięk, więc Bruce wiedział, co nadchodziło. Jęknął, gdy ciepło rozlało się w nim, a potem zamknął oczy, czekając na własną przyjemność.

— Steve — zawołał Bruce po dłużej chwili.

Steve pochylał się blisko jego twarzy i miał luźny, zrelaksowany uśmiech.

— Och, to było… och, łał — powiedział i powoli wyślizgnął się z Bruce'a, po czym opadł obok niego.

— Cicho, Steve — powiedział Bruce i chwytając brodę żołnierze przechylił jego głowę w swoją stroną, aby móc go pocałować. — To było… tak.

Steve położył głowę na piersi Bruce'a, który zaczął go głaskać po włosach - ty był kolejny przykład tego, że Steve zachowywał się jak szczeniak, chociaż Bruce nigdy nie podzieliłby się z nim listą, którą stworzył na poparcie tego.

— Czy powinniśmy wziąć prysznic? — zapytał Steve miękkim głosem. — Nie chcę wstać, ale…

Bruce jęknął, zauważając, że była siódma trzydzieści.

— Tak — powiedział. — Prysznic to dobry pomysł.

OoO

— Zdecydowali się na tajskie jedzenie — Bruce mógł to już wyczuć, jak tylko wsiadł do windy, a Steve stojący za nim oparł głowę na jego ramieniu.

— Zadowolony? — zapytał.

— Uwielbiam tajskie jedzenie.

— Wiem — odpowiedział Steve. — Powoli oswajam się z nim… Nie jestem przyzwyczajony do pikantnego jedzenia, ale cóż… — Podniósł głowę i puścił Bruce'a, kiedy wyszli. Bardziej ze względu na swobodę ruchu niż cokolwiek innego.

— Czujesz się trochę bardziej zrelaksowany, Bruce? — zapytał Tony, gdy weszli do kuchni i zostali pozostałych Avengersów przygotowujących się do prawdziwej uczty.

Natasha uniosła brwi, słysząc to, ale była zajęta odpowiadaniem na pytania Thora.

— A to?

— Czerwone curry.

— A to?

— Żółte. A to jest zielone.

— Myślę, że robisz ze mnie głupca, Natasho — powiedział Thor, patrząc na resztę. — To naśladuje sygnały drogowe! Z pewnością mają własne nazwy.

— Nie, chociaż to jest curry z dżungli — wtrącił się Bruce. — A to Massaman, zgadza się?

— A żebym do cholery wiedział — stwierdził Tony. — To Clint to zamówił.

— To jest jedynie danie wegetariańskie, jakie robili — powiedział. — Twierdzili coś o tym, że jest późno w nocy czy coś. Aha i jeszcze są bułki z krewetkami, ale wiadomo o co chodzi.

— Dziękuję — powiedział Bruce.

Natychmiast sięgnął po pad thai i nałożył trochę na swój talerz, a potem nałożył porcję dla Steve'a.

— Och — westchnął Clint.

— Co? — zapytał Steve.

— Nic. To tylko… rzeczy dla par. Nakładanie jedzenia dla kogoś innego.

— Oczekuje się, żeby partner nakładał porcję dla swojego kochanka? W jaki sposób wybierasz osobę z pary, który ma nakładać… — zaczął Thor.

— Nie, to po prostu… robi się, jeśli ma się na to ochotę. To miłą rzecz do zrobienia — wyjaśnił Bruce, a Steve lekko się zaczerwienił, gdy wziął swoje zielone curry.

— Rodzice robią to dla swoich dzieci — dodał Tony.

Bruce potrząsnął lekko głową, a Tony położył rękę na swojej piersi, jakby był ranny.

— Co ważniejsze — odezwała się Natasha — myślę, że to twoja kolej, aby wybrać film, Clint. Co nam dzisiaj zaserwujesz?

— Och! Naprawdę? — zapytał Clint. — Coś wesołego! Podnoszącego na duchu!

— Boże, dopomóż nam — powiedziała Natasha.

Kac Vegas? — zaproponował Clint. Wszyscy wpatrywali się w niego przez chwilę. — Co? Co jest nie tak z tym filmem?

Jego ostatni wybór, Bękarty wojny, został zawetowany przez Bruce'a, Tony'ego i Natashę, zanim w ogóle pojawiły się argumenty Clinta, że miał on szczęśliwe zakończenie.

— Thor może być trochę wrażliwy w związku z tą jedną sceną, no wiesz… — zaczął Tony.

— Ta z paralizatorem? — zapytał Clint.

— Masz mnie za jakiś delikatny kwiat, Stark? — zapytał Thor.

— Nie, w porządku. Obejrzymy to — stwierdził Tony.

— To prawda, będę sympatyzować z tą postacią, ale z pewnością odniosłem znacznie poważniejsze rany…

— Wspaniale — powiedział Clint.

— A poza tym, czy paralizator nie jest potężną bronią? — zapytał Thor, gdy zasiedli do jedzenia.

— Bardzo — potwierdził Bruce, zanim ktokolwiek inny zdążył się wtrącić.

— Och, daj spokój… — jęknął Tony.

— Czy kiedykolwiek zostałeś porażony paralizatorem? — zapytał Bruce.

— Naprawdę go o to pytasz? — wtrąciła się Natasha.

— Sugerujesz, że jestem typem osoby, po której można się spodziewać, że zostanie porażony paralizatorem? — odpowiedział Tony.

— Tak — odpowiedziała Natasha.

— Zostałeś porażony paralizatorem? — Steve zapytał cicho Bruce'a.

— Tak, ale… wszystko okej — powiedział Bruce, chociaż tak nie było.

Steve oczywiście o tym wiedział, więc położył dłoń na udzie Bruce'a i ścisnął je, marszcząc lekko brwi.

OoO

Bruce nie był do końca pewien, czy podjął właściwą decyzję, więc zasięgnął opinii dwóch osób, które znajdowały się na przeciwległych krańcach spektrum i które znały Steve'a na tyle dobrze, że ich opinie były wartościowe.

— Tak, więc, um, wiem, że baj jesteśmy dojrzałymi mężczyznami i w ogóle — powiedział do Pepper, gdy jedli lunch w jej ulubionej restauracji sushi — ale pomyślałem, że Steve byłby wdzięczny, gdybym zrobił coś na rocznicę drugiego miesiąca, um…

— Mów dalej — zachęciła go Pepper, unosząc brwi.

— Cóż, nasza pierwsza randka… mam na myśli, że nie sądziłem wtedy, że to randka? Ale on może tak uważać? W każdym razie to było w muzeum sztuki. Mają również restaurację, więc pomyślałem…

— Och, będzie zachwycony — powiedziała Pepper.

Natasha słuchała jego wyjaśnień z zaciśniętymi ustami, zanim podsumowała:

— Steve wydaje się być romantykiem.

Zatem Bruce zrobił rezerwację i włożył jeden z granatowych garniturów, które kupił mu Tony, białą koszulę oraz krawat w kwiaty i czekał na Steve'a w windzie. Nie mógł powstrzymać uśmiechu na widok garnituru Steve'a - jasnoszarego, z krawatem w czerwono-granatowo-białe paski, którego jak Bruce wiedział wybór był przypadkowy.

— Wyglądasz fantastycznie — powiedział, gdy Steve rzekł to samo, ale używając słowa "cudownie".

Spojrzeli na siebie, a potem Bruce uśmiechnął się i pocałował go.

Tony, słysząc o planie Bruce'a - od Clinta, który udowodnił, że Natasha nie stroniła od plotek, chociaż tak twierdziła - nalegał, aby zabrał ich kierowca, a ponadto domagał się, aby pozwolono mu zarezerwować im prywatny boks. Nie potrzebujesz, żeby ludzie robili Ci zdjęcia komórkami! - powiedział, a Bruce musiał przyznać mu w tym rację.

Bruce nie powiedział Steve'owi, gdzie zmierzali i patrzył zdenerwowany na swojego - kochanka? chłopaka? żadne z tych stwierdzeń tak naprawdę nie pasowało, tak naprawdę nie obejmowało całości tego, co się działo - czekając na jego reakcję. Na jego Steve'a. Przypuszczał, że to pasowało, ale tylko pod warunkiem, że nigdy przez pomyłkę nie powie tego na głos.

— Och — westchnął Steve, a potem na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, gdy pochylił się i pocałował Bruce'a. — Och, Bruce.

Bruce podrapał się w tył głowy.

— To… tylko kolacja? — powiedział niepewnie.

Steve potrząsnął głową i podał mu rękę, gdy wysiadał z samochodu.

— Nie rób tego — powiedział Steve. — To wspaniałe. Dziękuję.

Bruce skinął głową.

Kiedy zajęli miejsce przy stoliku, Steve wzruszył ramionami, wyglądając na winnego.

— Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, ale pomyślałem, po tym jak kazałeś mi założyć garnitur, że Tony będzie wiedział, dokąd jedziemy, więc poprosiłem go, hmmm, żeby coś ustalił?

— Och — powiedział Bruce, bo nie mógł sobie tego wyobrazić, a potem Steve skinął głową kelnerowi, który podszedł trzymając w dłoni płaskie pudełko.

— To dla ciebie — stwierdził Steve.

Bruce odwiązał wstążkę na pudełku i poczuł suchość w ustach, nie do końca pewien, czego się spodziewać. Odsunął wieczko i otworzył usta, gdy zobaczył, co było w środku - prosta srebrna ramka, w której widniał rysunek przedstawiający ich dwójkę. Bruce siedział wyprostowany na łóżku, a Steve leżał z głową na jego kolanach. Obaj byli w piżamach. Bruce na obrazku gładził włosy Steve'a.

— Jak…?

— Pomagał mi JARVIS — wyjaśnił Steve i ponownie nerwowo wzruszył ramionami.

Bruce sięgnął przez mały stolik i ujął dłoń Steve'a, ściskając ją.

— Nie mam…

— Już mi dałeś prezent — powiedział Steve, machając ręką. — Przynajmniej tyle mogłem zrobić. Tak naprawdę… to nigdy nie miałem… rocznicy.

Steve ostatnie słowo powiedział przyciszonym głosem, a Bruce skinął głową. Przyciągnął Steve'a do pocałunku.

Steve wypił wino do kolacji, po tym jak kelner wychwalał, jak dobrze komponuje się z jedzeniem.

— To jest w rzeczywistości, naprawdę dobre — powiedział Steve i Bruce musiał się zgodzić.

Była to także jedna z droższych butelek wina, jakie kiedykolwiek kupił w restauracji, ale biorąc pod uwagę absurdalną pensję, jaką dawał mu Tony i fakt, że nie chciał pobierać opłat a czynsz i wyżywienie, było go na to stać. I jakże to jest dziwne - pomyślał Bruce. Cztery miesiące temu ledwo dawałem radę utrzymać siebie w Kalkucie.

— Nie mogę zdecydować się, który deser wybrać — mruknął Steve, patrząc na menu.

— Zamów więc wszystko na co masz ochotę — odpowiedział Bruce. Steve uniósł brwi, a Bruce wzruszył ramionami. — To prywatny pokój. Kelner zna Pepper i Tony'ego. Przekazują bardzo dużą kwotę muzeum.

— W porządku — stwierdził Steve i nie żeby Bruce miał słabość do jedzenia czy coś, ale zawsze lubił, gdy Steve nie powstrzymywał się i robił coś z widoczną radością.

Bruce spróbował po kilka kęsów każdego z deserów i choć skończyło się to umiarkowaną śpiączkę pokarmową, był zadowolony, że mogli spędzić podróż do domu, dyskutując o zaletach różnych słodyczy.

Kiedy byli już w windzie, Steve położył ręce po obu stronach głowy Bruce'a i przyciągnął go do namiętnego pocałunku. Bruce zatracił się w tym, że Steve wciąż smakował czekoladą i karmelem - i przyciągnął drugiego mężczyznę tak blisko, jak tylko mógł.

— Hej! Idźcie do pokoju!

Odwrócili się zaskoczeni i ujrzeli Bartona - znaleźli się na strzelnicy, która znajdowała się na najniższym piętrze kwatery Avengersów.

— Jechaliśmy do… — zaczął Steve, a Clint tylko potrząsnął głową i nacisnął przycisk zamykania drzwi windy. — Och.

— Mogło być gorzej — stwierdził Bruce.

— To mógł być Tony — powiedział Steve.

— Thor — dodał Bruce. — Fury.

— Czy Fury wie?

— Fury wie wszystko. Jestem pewien, że Coulson mu powiedział. Dziwię się, że nie musieliśmy… — Bruce zamilkł i potrząsnął głową.

— Co? — zapytał Steve.

— Nie powiem tego, bo nie ma tutaj drewna, w które można odpukać. — Steve nadal wyglądał na zdezorientowanego. Było to kolejne szczenięce podobieństwo, ponieważ w takich momentach miał bardzo szeroko otwarte oczy. — Jedna z ulubionych rzeczy Coulsona — powiedział Bruce i wykonał ruch ręką, jakby pisał.

— Trzeba to robić? Za bycie..? — Steve zamilkł, gdy drzwi windy otworzyły się.

Wzruszył ramionami i wyciągnął Bruce'a z niej, ciągnąć go w stronę sypialni - osiedlili się na piętrze Bruce'a tylko dlatego, że miał o kilka mebli więcej niż Steve, głównie dlatego, że mieszkał w Wieży dłużej oraz to, że większość wszystkiego w mieszkaniu Steve'a na Brooklynie okazała się własnością TARCZY.

Bruce przesunął ręce do przodu, żeby poluzować krawat Steve'a i po raz ostatni spojrzał na niego w garniturze. Pocałował go i odsunął się tylko po to, by mocno zassać dolną wargę młodszego mężczyzny, po czym ją uwolnił.

— Och? — mruknął Steve, po czym poszedł o krok dalej, zdejmując Bruce'owi krawat, rzucając go na pobliskie krzesło.

Rozebrali się, a ich ręce błądziły po ich ciałach. Szeptali do siebie, wydając dźwięki przyjemności, dopóki nie znaleźli się w bieliźnie na łóżku. Bruce poprowadził Steve'a, aby położył się na plecach i usiadł na nim okrakiem - podobał mu się widok z tej pozycji na Steve'a. Powoli przesuwał dłońmi w dół po bokach Steve'a, a następnie w górę na jego brzuch, kładąc kciuki na jego sutkach, lekko je masując.

Pocałował go i pozwolił, aby ich pozycje się zmieniły - podobało mu się uczucie Steve'a ponad nim, to było przytłaczająca świadomość bezpieczeństwa i ochrony.

— Bruce, chcę…

— Hmmm? — mruknął pytająco Bruce, a drugi mężczyzna zarumienił się. — Steve?

— Chcę spróbować… chciałbym, żebyś…

Bruce przekrzywił lekko głowę. Nie naciskał na ten temat, odkąd zaczęli ze sobą sypiać. Za każdym razem był bardzo zadowolony z bycia na dole.

— O ile jesteś pewien.

— Wydaje się, że ci się to podoba — stwierdził.

— Steve? — powiedział pytająco Bruce. — Nie musisz…

— Chcę — odpowiedział Steve. — Bardzo tego chcę. Chcę cię we mnie, chcę, żebyś mnie przeleciał.

Bruce jęknął na to i tym razem dzielony między nimi pocałunek był gwałtowny, głodny i pełen potrzeb.

— Jeśli w jakimkolwiek momencie…

— Chcę tego — powiedział stanowczo Steve, a Bruce skinął głową, zadowolony, że Steve był szczery w swoich słowach. Nie chciał, żeby cokolwiek zepsuło ten wieczór.

Wygiął biodra w stronę Steve'a i przez jakiś czas całowali się, dotykali i głaskali. Dobrze do siebie pasowali, w tym sensie, że gdy minęła cała nowość tego wszystkiego, każdy z nich cenił powolne budowanie napięcia.

— Bruce, proszę… — powiedział Steve, a jego głos był dość… swawolny i Bruce nie mógł się temu oprzeć.

Ułożył kilka poduszek i położył Steve'a na brzuchu, po czym pochylił się nad nim. Najpierw pocałował go, a potem zaczął schodzić swoimi pocałunkami w dół, dotykając ustami każdego z kręgów młodszego mężczyzny, a następnie ucałował obie strony jego idealnego tyłka.

Rozłożył delikatnie jego pośladki i polizał pas pomiędzy nimi.

— Bruce! — krzyknął Steve, ale Bruce nie odpowiedział, woląc polizać go kolejny raz, skupiając swoją uwagę na jego wejściu.

Dotknął je językiem kilka razy, po czym zaczął go powoli lizać, następnie okrążając go językiem, ssąc, pożerając kochanka. Steve wydawał z siebie głośne jęki, które wywołały uśmiech Bruce'a. Były one przeplatane słowami "kurwa" i "o Boże". Bądź cierpliwy - pomyślał Bruce i kontynuował swoje poczynania, dopóki nie był całkiem pewien, że Steve sądził, że zaraz oszaleje z przyjemności. Następnie Bruce wepchnął język do środka.

— O Boże, o kurwa, Bruce! — krzyknął Steve.

Bruce poruszył swoim językiem, po czym zaczął wsuwać go głębiej.

Rozsunął pośladki Steve nieco bardziej, uzyskując większy dostęp, a następnie wycofał się i zagłębił w nim, raz po raz, zanim zaczął na zmianę robić to i ocierać swój język o zewnętrzny pierścień mięśni.

— Bruce! Proszę! Potrzebuję… — Steve'owi w pewnym momencie udało się wyartykułować swoje potrzeby.

Bruce odsunął się i sięgnął po lubrykant.

— Odwróć się — kazał, a Steve wykonał polecenie. Bruce musiał zamknąć oczy, żeby zaczerpnąć powietrza, gdy go ujrzał. Usta młodszego mężczyzny były otwarte i przygryzał dolną wargę, a jego oczy były szeroko otwarte. — Jesteś taki piękny — powiedział i nałożył lubrykat na penisa Steve'a, po czym przesunął palcem po miejscu, któremu chwilę temu poświęcał mu wielką uwagę.

Był ostrożny, gdy go otwierał i rozciągał, nie spiesząc się i drażniąc jego prostatę, jednocześnie delikatnie gładząc swoją erekcję.

— To takie wspaniałe — mruknął, gdy zaczął go nożycować. Steve miał zamknięte oczy i mocno przygryzał wargę. — Steve?

— To… to dobre, to trochę…

— Tak — potwierdził Bruce i przesunął palcem po jego prostacie.

— Kurwa! — krzyknął Steve. — Och, więcej…

Bruce chciał mu to dać, ale musiał przypominać sobie, żeby nie spieszyć się. Nieczęsto zdarzało się, że otrzymywałeś pierwszy raz kogoś - a on był zdeterminowany, aby był on idealny dla młodszego mężczyzny. Odczekał kolejne dwie lub trzy minuty, zanim powiedział.

— Steve, teraz będą trzy palce.

— Tak, proszę — mruknął Steve i w końcu otworzył oczy napotykając spojrzenie Bruce'a.

Bruce potrząsnął lekko głową, przez chwilę ogarnięty nagłym uczuciem spokoju naznaczonego wciąż nutą ciekawości - jak to się stało, że akurat tutaj, ze wszystkich miejsc, znalazł się z tym człowiekiem? Powoli wsunął trzy palce do środka na raz i musiał odwrócić wzrok, gdy Steve skrzywił się lekko, ale wkrótce potem uśmiechnął się, gdy Bruce przesunął kciukiem po spodniej stronie jego penisa, jednocześnie drażniąc postawę.

— Jestem gotowy, Bruce, potrzebuję… — zaczął Steve, a Bruce wycofał się.

Przyjrzał mu się, zadowolony, że Steve wyglądał na zrelaksowanego i nałożył lubrykant na własną erekcję.

— Nogi na moich ramionach — mruknął i zamknął oczy, gdy Steve wykonał polecenie.

Jest na to gotowy, bardzo tego chce. Cierpliwości, Banner - powiedział sobie.

Wsunął się powoli w kochanka.

— Och, och, — westchnął Steve, gdy Bruce minął pierwszy pierścień mięśni i zatrzymał się, dając mu chwilę na przyzwyczajenie się to tego. — W porządku — powiedział.

Podobnie jak za pierwszym razem, gdy to Bruce był na dole, współpracowali ze sobą, dostosowując się do siebie. Bruce poruszył się lekko do przodu, a następnie odsunął poduszkę podpierającą biodra młodszego mężczyzny i powoli wsuwał się głębiej. Dojście do końca nie zajęło mu dużo czasu - przypuszczał, że było to łatwiejsze doświadczenie, gdy było się super żołnierzem - a kiedy to się stało, pochylił się i pocałował namiętnie Steve'a.

Przy kilku pierwszych ruchach bioder był niemal metodyczny, ale potem zmienił kąt i Steve właściwie zawył, a Bruce wiedział, że to był koniec jego możliwości podejmowania obiektywnych, świadomych decyzji.

— O mój Boże… — wykrztusił Steve, a Bruce lekko przyspieszył, poruszając się biodrami w tym samym czasie, gdy młodszy mężczyzna unosił swoje. — Och, Bruce.

— Steve, jesteś niesamowity — wymamrotał Bruce i pocałował miękki spód jego kolana.

Razem złapali rytm, a Bruce kontynuował swoje ruchy, zwiększając tempo.

— Bruce… ja… zaraz… — powiedział Steve. Bruce sięgnął, aby chwycić jego erekcję, ale jego dłoń została delikatnie odepchnięta z drogi. — Chcę, czy mogę…?

— Tak — odpowiedział Bruce i już sama myśl, że Steve dojdzie jedynie za pomocą jego penisa, przybliżyła go o krok do własnego orgazmu.

Poruszał się szybciej i gwałtowniej, a jęk, który wydobył się z Steve'a był długi i głośny, gdy wszedł w niego głęboko. Bruce potrzebował jeszcze kilku chwil, a potem upadł na kochanka.

Szybko z niego wyszedł, bo chciał przytulić się do drugiego mężczyzny i właśnie to zrobił. Steve wydał z siebie cichy dźwięk. Bruce położył głowę na piersi młodszego mężczyzny i objął go ramieniem.

— To było… — zaczął Steve, a potem dokończył: — Łał.

— Cieszę się, że…

— Bruce. — Starszy mężczyzna podniósł głowę i zobaczył uśmiechającego się do niego Steve'a. — Wiesz to.

— Co wiem?

— Jakie to było dobre. Dla mnie. Dla ciebie. Ale w porządku, rozumiem, to część twojego uroku… — Steve westchnął i pokręcił Bruce'a na bok, aby mógł go pocałować i położyć rękę na jego tyłku. — Dziękuję — powiedział.

— Nie… to ja dziękuję — odpowiedział Bruce. Patrzyli na siebie przez chwilę, po czym Steve uśmiechnął się i zaśmiał się delikatnie. — Co?

— Nie masz pojęcia, jak jesteś uroczy.

— Mogę powiedzieć to samo.

— Nie przeszkadza mi to — powiedział Steve i ponownie pocałował Bruce'a. — Myślisz, że obaj zmieścimy się w wannie?

— Czy mieszkamy w Wieży Tony'ego Starka? — zapytał retorycznie Bruce.

OoO

Następnego ranka Bruce zarumienił się intensywnie, gdy znalazł dwie karteczki samoprzylepne przyklejone do ich drzwi. Jedna z nich głosiła: Bruce, cokolwiek robisz, musisz tego nauczyć Tony'ego. Pod nim, na fioletowej karteczce, która zdradzała w ten sposób autora, widniała krótsza wiadomość. Mnie również, doktorze!

— Co się stało? — zapytał Steve, kiedy zobaczył Bruce'a, który tylko potrząsnął głową i pokazał mu karteczki. Twarz Steve'a przybrała podobny odcień czerwieni, co u drugiego mężczyzny i wziął je od Bruce'a. — Tą zachowamy — powiedział, trzymając notatkę od Pepper. Bruce uniósł brwi. — Co? Nigdy nie wiadomo, kiedy może się to przydać…

Koniec