Rozdział 7
Shouta był po patrolu i szczęśliwie leżał w łóżku (i spał spokojnie od wielu godzin), kiedy został brutalnie obudzony przez sygnał alarmowy swojego telefonu, który rozbrzmiewał w mieszkaniu. Usiadł półprzytomnie, chwytając obrażający przedmiot i uciszył go. Zmrużył oczy patrząc na ekran.
Wymagana reakcja przy sytuacji awaryjnej. Wszyscy bohaterowie klasy C i wyższej proszeni o ewakuację ludności cywilnej. Trwająca walka: Endeavour, 3 wrogów (Rangi nie znane).
Lokalizacja była przypięta pod powiadomieniem, a podświetlona na czerwono mapa pokazywała, które miejsca należy unikać ze względu na korki. Shouta jęknął i wysłał wiadomość potwierdzającą swoją obecność na miejscu zdarzenia w ciągu 15 minut. Na szczęście Hizashi był już na patrolu, więc nie musiał się martwić, że go obudzi zapalając światła.
Shouta sprawdził godzinę - 00:30. Cholera. Przesłana mapa wskazywała, że walka z Endeavourem rozpoczęła się około godziny 18:00. To, że trwała nadal, było tylko świadectwem nieefektywności tego człowieka. Gdyby bohater poświęcił mniej wysiłku na swoją głupią, płonącą maskę i skupił się na kontrolowaniu ognia, tak aby cywile nie zostali w to wciągnięcie, mógłby rzeczywiście zasługiwać na swoją pozycję w rankingu.
Shouta nie lubił Endeavoura, czy to nie było oczywiste?
Marudząc do siebie samego, Shouta przebrał się w mundur i wysłał krótką wiadomość do Hizashi'ego, żeby ten nie wpadł w panikę, jeśli wróci do domu i do pustego łóżka, oraz żeby znowu nie wysadził okien w mieszkaniu. Czas na akcję.
Następne kilka godzin to był szereg wydarzeń polegających na wyciąganiu cywilów z drogi szaleństwa Endeavoura przeciwko trzem przestępcom, z którymi walczył. To był okropny bałagan, który w szerzej opinii Shouty, mógłby zostać zakończony wiele godzin temu, gdyby został wezwany. Ale Shouta nie chciał, aby Eraserhead znalazł się na radarze Endeavoura w najbliższym czasie, zwłaszcza że już zagłębiał się w życie rodzinne Todoroki'ego. A więc przemieszczał cywilów i eskortował ich z dala od niebezpieczeństwa.
W końcu Endeavorowi udało się pokonać trio, z którym walczył - z których jeden miał bardzo wszechstronny dar związany z wodą, dlatego płonący bohater miał tyle problemów. Niestety, jego ostatni atak polegał na stopieniu połowy budynku w celu zawalenia go na użytkownika wody. Nieważne. Tyle że teraz Shouta miał w ramionach młodego mężczyznę, niewiele starszego od swoich uczniów, który potrzebował natychmiastowej pomocy medycznej, a cholerne drogi były zablokowane przez zawalony budynek. Przeklinając w myślach bohaterów pracujących w świetle reflektorów, Shouta wyruszył do szpitala uniwersyteckiego Musutafu. To było tylko kilka minut drogi za pomocą jego broni przechwytującej, nawet z pasażerem, więc w mgnieniu oka przekazał mężczyznę pod opiekę pielęgniarki.
Shouta odwrócił się, by odejść, kiedy jego wzrok przykuł bardzo znajomy błysk zieleni. Shouty zmrużył oczy. Dlaczego problematyczne dziecko bardzo wyraźnie dysocjował się w państwowym szpitalu?
To wymagało sprawdzenia. W tym momencie była prawie trzecia nad ranem, więc Shouta napisał do Hizashi'ego, żeby zabrał swój tyłek do szpitala, hojnie podając wystarczająco dużo informacji, aby nie pomyślał, że to Shouta był kontuzjowany. Powiedział mu również, żeby po drodze zabrał Midoriyę-san.
Następnie podszedł do Modoriyi i kucnął przed nim, przytulając kolana do klatki piersiowej, gdy przyglądał się bladej twarzy, zaschniętym łzom i delikatnemu drżeniu. Dzieciaka już nie było, sytuacja była znacznie gorsza niż w poniedziałek, kiedy wciąż był na tyle świadomy, aby mruczeć o zaufaniu do Shouty i poczuciu bezpieczeństwa.
Było boleśnie jasne, że Midoriya nie czuł się teraz bezpiecznie.
Shouta spojrzał na nadgarstek dzieciaka, który wciąż był widocznie złamany i podjął szybką decyzję. Shouty nienawidził wyciągania "karty bohatera", ale jego uczeń potrzebował natychmiastowej uwagi. Wstał i zaczepił najbliższego pielęgniarza, który chciał go zbyć - zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że sam Shouta wyglądał na nie poszkodowanego oraz jak dupek - i skierował jego uwagę na dzieciaka, pokazując swój identyfikator bohatera.
Trzeba przyznać, że pielęgniarz natychmiast zauważył stan Midoriyi i wezwał inną pielęgniarkę do pomocy, tym razem przyjaźnie wyglądającą kobietę o neonowo zielonych włosach.
— Od jak dawna tu jest? — zapytał Shoutę.
— Prawdopodobnie od około 17:30 — przyznał Shouta. — To jeden z moich uczniów. Wysłałem go do szkolnej pielęgniarki, ale najwyraźniej przyszedł tutaj. Pomogłem ewakuować teren i zauważyłem go. Potem prawie natychmiast powiadomiłem ciebie. — Jego raport był prosty i na temat.
Kobieta syknęła, a jej włosy zaczęły się skręcać.
— Powinno się nim zająć wiele godzin temu, niezależnie od incydentu — wymamrotała. — Upewnię się, żeby winni ponieśli konsekwencje.
— Jesteś jego nauczycielem? — zapytał pielęgniarz.
Shouta w końcu zadał sobie trud sprawdzenia imienia na jego plakietce - Inoue.
— Tak. Mogę jednak uzupełnić jego dane.
Inoue westchnął.
— Szczerze mówiąc, nie powinienem ci na to pozwolić. Gdzie są jego rodzice?
Shouta wzruszył ramionami.
— Jego mama pracuje na nocne zmiany. Żadnego ojca, o którym warto mówić.
Inoue wyglądał na skonfliktowanego, ale się poddał.
— Dobrze, zrób to. I na litość boską, zadzwoń do jego matki. Będziemy potrzebować zgody rodziców na operację, której ten dzieciak będzie potrzebował.
Shouta skrzywił się.
— Mój mąż po nią pojechał. Będą tu za piętnaście minut.
Druga pielęgniarka - Ikeda ostrożnie przeniosła Midoriyę na wózek inwalidzki. Z dzieciakiem wciąż nie było kontaktu i był spokojny, gdy ostrożnie poruszała jego kończynami.
Po raz kolejny Shouta był zaskoczony widokiem tępej, pozbawiony życia karykatury swojego ucznia.
Inoue spojrzał również na Ikedę i Midoriyę.
— Ten poziom dysocjacji jest niepokojący — skomentował mężczyzna, a Shouta bardzo powstrzymywał się od powiedzenia: "nie żartuj", ale jego brew uniosła się, by przekazać nie werbalnie swoje zdanie na ten temat. Wziął notatnik, który wręczył mu pielęgniarz i wypełnił podstawowe informacje o Midoriyi.
— Zdaję sobie sprawę z problemu — powiedział Shouta. — Rozmawialiśmy o tym i od przyszłego tygodnia będzie się spotykał z szkolnym psychologiem.
Inoue wydawał się być usatysfakcjonowany tą odpowiedzią i zabrał formularz z powrotem, gdy Shouta popchnął go z grubsza w jego kierunku.
— O ile jesteś świadomy problemu. — Pielęgniarz westchnął. — Moim zdaniem, prawdopodobnie ukrywa się teraz przed fizycznym bólem. Nigdy nie widziałem takiego nadgarstka… Co się do licha stało? Pracuję na izbie przyjęć od dekady.
— Jego dar może być destrukcyjny — powiedział z roztargnieniem Shouta. To było rażące niedopowiedzenie.
— Jego własny dar mu to zrobił? — Inoue brzmiał prawie pod wrażeniem. — Ach, to łamacz kości z festiwalu sportowego Akademii Bohaterów.
Shouta zacisnął zęby.
— To ten.
— Cholera — powiedział Inoue. — Myślę, że zatem będziemy się często widywać.
— W ogóle nie powinieneś się nim zajmować — westchnął Shouta. — Muszę się dowiedzieć, dlaczego nie poszedł do Recovery Girl, tak jak mu kazałem.
Inoue zagwizdał.
— Zrezygnował z leczenia przez młodą bohaterkę? To bardzo zaskakujące.
— Mmm. — Shouta zgodził się, ponieważ było to zaskakujące i niepokojące.
— Jesteśmy gotowi przenieść go do pokoju przygotowawczego — zawołała do nich Ikeda, a Shouta skupił na tej dwójce swoją uwagę. Midoriya nadal był blady nie kontaktowy, ale…
— Sensei? — Rozbrzmiało cicho, ledwo słyszalnie.
Shouta znalazł się tuż przed Midoriyą, kucając, by dzieciak mógł wyraźnie widzieć jego twarz. Inoue i Ikeda natychmiast oddalili się, aby nie przytłoczyć nastolatka.
— Zgadza się — powiedział cicho Shouta. — Jestem tutaj.
— To nie w porządku — szepnęło dziecko. — Sensei śpi. Nie noc na patrolowanie. — Ten dzieciak…
— Była sytuacja awaryjna. Nic poważnego, tylko ewakuacja ludności cywilnej — powiedział Shouta cichym i kojącym głosem. — Czy wiesz, gdzie jesteś, Midoriya-kun?
Dzieciak zamrugał powoli, ale nie było to pełne zaufania mrugnięcie kota. To było tak, jakby zamknięcie powiek i ponowne ich uniesienie wymagało od Midoriyi całego wysiłku.
— Mmmm.
Shouta uważał, że to było potwierdzenie.
— W porządku — powiedział. — Twoja mama niedługo tu będzie.
— Nocna zmiana — wybełkotał dzieciak.
Jego słowa stawały się coraz trudniejsze do zrozumienia, mówienie stanowiło wyraźny wysiłek w jego obecnym stanie.
— Wiem — powiedział Shouta. — Hizashi… Yamada-sensei ją odbierze.
— Nie może przyjść — uparcie powtarzał Midoriya. Spojrzenie jego zielonych oczu błądziło po twarzy Shouty. — Nocna zmiana.
Shouta poczuł, że ktoś pochylał się obok niego.
— Hej, słuchaczu — powiedział Hizashi głosem miękkim jak jedwab.
Shouta natychmiast wiedział, że Midoriya miał rację, mówiąc, że jego matka nie może przyjechać. Gdyby mogła, Shouta nie miał wątpliwości, że zostałby natychmiast odsunięty na bok, aby kobieta mogła dostać się do syna.
— Jest kierownikiem nocnym w Gateway. Nie może odejść. — Hizashi szepnął do ucha Shouty.
Cholera. Kiedy Midoriya mimochodem wspomniał, że jego mama pracuje w hotelarstwie, Shouta nie zdawał sobie sprawy, że pracuje w tym hotelu. W hotelu, w którym zatrzymują się wszystkie gwiazdy z listy A i politycy wysokiego szczebla. Gdzie obecnie przebywał premier.
Shouta nie zareagował na słowa męża poza lekkim pochyleniem głowy w uznaniu. Jeśli oderwie wzrok od Midoriyi, będzie się martwić, że dzieciak znów się zdysocjuje. W tej chwili świadomość jego ucznia gwałtownie się zmieniała. Shouta nie mógł stwierdzić, czy Midoriya był na tyle kontaktowy, by zdać sobie sprawę, że do niego mówił, chociaż wiedział, że jego nauczyciel tam był.
— Jak się czujesz, Midoriya-kun? — zapytał Shouta, zamiast zawinąć dzieciaka w folię bąbelkową i ukrywać go przed światem, tak jak tego chciał.
— Nic mi nie jest. — Tak, a Shouta był prezydentem Marsa. — Teraz bezpieczny.
— Bezpieczny?
— Sensei jest tutaj. — Midoriya powiedział bardzo poważnie do Shouty. — Bezpieczny.
Shouta został uratowany przed koniecznością odpowiedzi na to rozdzierająco słodkie wyznanie przez Hizashi'ego, który ponownie pochylił się nad uchem Shouty.
— Dała nam tymczasową władzę. Powiedziała, że nam ufa.
To właściwie… zadziała. To był ogromny pokaz zaufania ze strony Midoriya-san, a Shouta zastanawiał się, jak długo ta kobieta była sama, że natychmiast przylgnęła do pierwszych ludzi, którzy okazali dobrać jej synowi, odkąd ukończył cztery lata. Chryste. Ponieważ, Shouta wiedział, że jej syn miał tę samą desperackie lgnięcie, biorąc pod uwagę, że przyszedł do Shouty ze wszystkich ludzi ze swoimi problemami. Shouta, który nie był znany ze swojej ciepłej, zapraszającej natury, która wyjaśniałaby takie zaufanie. Co ja w ogóle zrobiłem, żeby zdobyć zaufanie tego dzieciaka, nawet nie zdając sobie z tego sprawy? - zastanawiał się Shouta.
Shouta odrzucił te myśli do późniejszego przeanalizowania i niemal niedostrzegalnie kiwnął głową swojemu mężowi. Nie odrywając spojrzenia od dziecka, powiedział w języku migowym: "Wypełniłem formularz potrzebny do operacji". Usłyszał ciche potwierdzenie, zanim Hizashi wyprostował się i odszedł.
— Midoriya-kun — powiedział Shouta, a nastolatek ponownie skupił się na nim. To był powolny i trudny proces, ale Shouta potrafił być cierpliwy, kiedy chciał. I właśnie to był ten moment. W końcu otrzymał w odpowiedzi małe mrugnięcie.
— Dlaczego tutaj jesteś, Midoriya-kun? — zapytał Shouta, łagodniej niż kiedykolwiek w stosunku do jednego ze swoich uczniów.
Głos, którego używał, był tym, który opracował dla straumatyzowanych cywilów. Nie było zagrożenia, tylko ciepło i obietnica bezpieczeństwa.
— Reco… very Girl nie pomoże — wykrztusił Midoriya. Jego głowa opadła do przodu, a Shouta w jednej chwili wyciągnął rękę, by ją podeprzeć. Jego palce wsunęły się w zielone loki. — Samo… oka…leczenia. Powiedziała, że nigdy więcej le..czenia.
— W porządku — powiedział Shouta, ponieważ nie miał innej odpowiedzi na to niepokojące wyznanie. — Dziękuję, że mi to powiedziałeś.
Otrzymał kolejne miękkie mrukniecie i wydawało się, że dzieciak próbował bardziej wtulić się w jego dłoń. Shouta westchnął.
Ciepła obecność Hizashi'ego pojawiła się z powrotem u boku Shouty.
— Wszystkie dokumenty są wypełnione. Mogą go teraz zabrać — poinformował cicho Shoutę. — Nic mu nie będzie, Sho.
Shouta nie był pewien, ile tak naprawdę Midoriya kontaktował, dlatego delikatnie szarpnął loki dzieciaka. Midoriya spojrzał na niego, a przynajmniej na tyle, ile mógł. To wystarczyło.
— Pielęgniarki zabiorą cię, aby przygotować cię do operacji nadgarstka — powiedział Shouta do Midoriyi, którego twarz wciąż była niesamowicie pusta.
— Hmmm.
Shouta ponownie westchnął.
— Będę tu cały czas. A kiedy się obudzisz, twoja matka również tu będzie.
— Hmmm.
Shouta czuł się… bezradny. Midoriya ledwo reagował i nie mógł być pewien, czy dzieciak rozumiał, że miał przejść kolejną poważną operację, kiedy ledwo doszedł do siebie po ostatniej. Uświadomił sobie, że nie minął nawet tydzień.
Następnym razem, gdy Midoriya będzie trenował, Shouta będzie używał wymazania przez cały cholerny czas. Wcześniej nawet nie zamierzali używać One For All. Miało to tylko na celu sprawdzenie, jak czuł się dzieciak, gdy sięgał po swój dar. Co za bałagan.
W ciągu kilku chwil Inoue i Ikeda zabrali Midoriyę. Shouta wstał tylko po to, by opaść na jedno z niewygodnych plastikowych krzeseł, które były charakterystyczne dla wszystkich szpitalnych poczekalni. Hizashi siedział obok niego z wyciągniętymi przed siebie długimi nogami.
— Hej — mruknął mąż Shouty. — Powiedz mi, co dzieje się w twoim wielkim mózgu.
Shouta obrócił się na tyle, by móc wsunąć głowę pod brodę Hizashi'ego, opierając się niezdarnie o plastikowy podłokietnik.
— Midoriya przyszedł tu wcześniej zamiast iść do Recovery Girl — powiedział. — Kiedy zapytałem go, dlaczego akurat tutaj, powiedział coś o tym, że nie leczy z "samookaleczeń"
Hizashi wziął z sykiem oddech.
— "Samookaleczenie?" — Jego głos był pełen niedowierzania. — To nie tak, że robi to celowo.
— Wiem. Uwierz mi, wiem — jęknął Shouta. — Zapomnij o złamanych kościach. Kiedy to się zdarzyło, wyglądał jak kopnięty szczeniak. Najwyraźniej myślał, że będę na niego zły z powodu wypadku.
— Cholera — powiedział Hizashi i to naprawdę podsumowała wszystko. — Zadzwonię aby usprawiedliwić twoją nieobecność jutro — stwierdził nagle.
Shouta chciał zaprotestować, ale szczerze mówiąc był zbyt zmęczony. A dzień w wolny od pracy to była dobra decyzja. Zanim Midoriya wyjdzie z operacji, będzie już poranek. Skomplikowane operacje, takie jak ta, która była niewątpliwie wymagana, mogła trwać godzinami. I Shouta obiecał dzieciakowi, że będzie tam przez cały czas.
Robił się miękki.
Shouta nie był… zbyt zdenerwowany tą świadomością, nie kiedy jego uczeń tak wyraźnie tego potrzebował. Najwyraźniej Midoriya był pozbawiony życzliwości od wszystkich oprócz swojej matki przed uczęszczaniem do Akademii Bohaterów. Jedna osoba przeciwko całemu światu może zrobić tylko tyle. Shouta był pod wrażeniem, że Midoriya był tak… dobrze przystosowany. Oczywiście częste okresy dysocjacji nie były idealne, ale były gorsze rzeczy. Dzięki Hound Dog, Shouta był przekonany, że zdrowie psychiczne Midoriyi był w dobrych rękach.
Dlatego zamiast narzekać na brak pracy, Shouta wyszeptał ciche podziękowania Hizashi'emu, po czym zamilkli.
Poza tym Shouta mógł produktywnie wykorzystać ten czas. Był tak skupiony na darach Midoriyi, że inne problemy odeszły na dalszy plan.
Najpierw musiał uporać się z Bakugou. Midoriya wspomniał tylko o komentarzu o zeskoczeniu z dachu, ale zachęcanie do samobójstwa nie bierze się znikąd. To ostatnia kropla, coś, co budowało się wcześniej. Co oznaczało, że Bakugou był tyranem. Tyranem Midoriyi. Zachowanie tej pary podczas niefortunnych prób bitewnych nabierało teraz obrzydliwego sensu.
Po drugie, Shouta musiał przejrzeć zredagowane akta Midoriyi. Obecnie leżały na jego kuchennym stole i można było je łatwo pomylić z książką porzuconą na stoliku w salonie, tak były grube. Shouta miał… co do tego obawy, zwłaszcza po zobaczeniu ponurego wyrazu twarzy Nezu, kiedy dyrektor przekazał mu akta po ich wcześniejszych spotkaniu.
Po trzecie… ach, oto coś, co Shouta mógł zrobić w tym momencie. Wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał kontakt do Tenseia. Zignorował Hizashi'ego rażąco węszącego mu przez ramię.
Skontaktuj się z Tenyią. Zachowuje się tak, jak ja w liceum.
Wiadomość została wysłana, a Hizashi prychnął.
— Jesteś taki bezpośredni, Sho.
— Zamknij się, Zashi. — Shouta nadal opierał się o pierś swojego męża i słyszał z bliska ciche dudnienie jego śmiechu.
— Kochasz mnie — powiedział żartobliwie jego mąż. Shouta przewrócił oczami.
— Oczywiście.
Hizashi znów się zaśmiał, a Shouta postanowił go zignorować. Z wyjątkiem…
— Potrzebujesz snu, Hizashi — skomentował Shouta, a klatka piersiowa jego męża znów zadudniła od śmiechu.
— Jesteś takim hipokrytą — powiedział Hizashi, a czułość pobrzmiewała w jego głosie. — Na razie obaj możemy spać. Midoriya-kun będzie na sali operacyjnej przez kilka godzin i już poinformowałem Nezu. Do rana nie musimy nic więcej robić.
To logiczne - pomyślał Shouta. Poza tym drzemka na klatce piersiowej jego męża brzmiała jak idealne zakończenie kilku długich dni, nawet jeśli byli zwinięci na plastikowych krzesłach. Shouta zdecydowanie mógłby kontynuować dodawanie do swojej listy problemów, z którymi musiał się uporać, ale Hizashi miał rację. Nie było nic do zrobienia, co nie mogło poczekać do rana - właściwie poranka, a nie pół-stanu egzystencji o czwartej nad ranem.
To stwierdziwszy… Była jedna rzecz, która mogła to polepszyć.
— Sho — powiedział Hizashi. — Gdzie, do diabła, w ogóle trzymasz to coś?
Shouta, wygodnie zwinięty w śpiwór i wtulony w pierś męża, raczył nie odpowiedzieć. W każdym razie powinien spać.
Koniec
