Rozdział 9: Jack Pierd (Światła niosą mnie do domu)

W obronie Jacka, wszyscy zjedli zapiekankę z trzech fasoli, które przygotowała mama Jami'ego. To był piękny wiosenny dzień, jeszcze nie na tyle ciepły, aby Jack musiał odejść, więc jedli na zewnątrz, ciesząc się pogodą. Jack powiedział, że nigdy wcześniej nie próbował zapiekanki z trzech fasoli, a Jamie nalegał, żeby zjadł razem z nimi.

Zapomniał, że fasola to także "muzyczny owoc". Zwłaszcza jeśli nie byłeś przyzwyczajony do jedzenia jej w dużej ilości. Po skonsumowaniu zapiekanki Jack zrobił kilka nieprzyjemnych min, pocierając kilka razy brzuch i śmiejąc się, że jego zdaniem nie do końca mu odpowiadała.

A potem Jack pierdnął i zamroził połowę podwórka za domem.

Wszyscy wpatrywali się w siebie przez dłuższa chwilę. Jack miał zszokowaną minę, jakby nie był pewien, jak zareagować na to, co zrobił. Jamie przez krótką chwilę pomyślał, że Bunny zabije Jacka za to, co zrobił roślinom.

— Jack PIERD! — wrzasnęła Sophie, po czym roześmiała się głośno i klasnęła w dłonie, jakby to była najzabawniejsza rzecz na świecie.

Jamie parsknął, a śmiech wydobył się z jego klatki piersiowej niczym żywa istota, gdy zgiął się wpół, trzymając się za żebra.

Jack zaśmiał się ponuro, pocierając tył głowy w niezręcznym geście.

— Powinieneś… — Jamie pochylił się w stronę Jacka, ciągnąc go za rękaw, próbując przemówić przez śmiech. — Kiedy pierdniesz, powinieneś powiedzieć "przepraszam".

— Przepraszam — powtórzył posłusznie Jack.

— Nie ma problemu. — Jamie wziął oddech i wstrzymał go. — Łazienka jest tam! — Wskazał z powrotem na dom i znów zaczął się śmiać.

Jack przesunął ręką po twarzy, wyglądając na zrezygnowanego.

— Nigdy tego nie zapomnisz, prawda? — wymamrotał.

Sophie znowu wrzasnęła, przewracając się i śmiejąc się z dziecięcą radością.

— Jack Pierd!

Jamie uśmiechnął się.

— Nigdy!