Rozdział 6: Slytherin i Gryffindor

— Nie ma opcji, abyś był skłonny zostawić węża na zewnątrz?

Chwilę zajęło Harry'emu zorientowanie się, że McGonagall mówiła do niego. Kłócił się z Dashem o to, co Snape mógł mieć na myśli, kiedy rozmawiał z nim wcześniej i czyją winą było to, że Dash był wystarczająco blisko kociołka z eliksirami, by do środka spadła kropla jego śliny, co oczywiście kompletnie zniszczyło miksturę.

— Tak, pani profesor — powiedział Harry, kiedy mógł się skoncentrować. Sięgnął i pogładził łuski Dasha, uciszając syk, który mógł się pojawić. — Profesor Dumbledore powiedział, że muszę go mieć przy sobie przez cały czas, na wypadek, gdyby próbował coś komuś zrobić.

Prawdę mówiąc, Harry sądził, że lustra które zaczarował Dumbledore, aby wirowały wokół bazyliszka, prawdopodobnie podążyłyby za Dashem, jeśli musieliby się rozdzielić, ale cóż. Były rzeczy, których McGonagall nie musiała wiedzieć.

Jak bardzo obwiniasz ją za to, że ci nie uwierzyła i nie poszła z tobą, by znaleźć kamień podczas twojego pierwszego roku? — zapytał zamyślony Dash.

Harry już nauczył się, że Dash był geniuszem. Na przykład miał talent do zadawania takich pytań tuż przed przemówieniem profesora. Harry miał zamiar na niego warknąć, ale w tym czasie McGonagall powiedziała:

— W takim razie będzie musiał zostać na twojej szyi i pozostać absolutnie cicho. Nie pozwolę mu przeszkadzać w mojej klasie. Transmutacja to delikatna rzecz.

Harry wpatrywał się w McGonagall. Jasne, słyszał już jak była surowa, ale nie dla ludzi, którzy nic nie zrobili. I tym razem wydawało mu się, że dostrzegł rozczarowanie w jej oczach, zanim pospiesznie odwróciła wzrok.

Czy była nim rozczarowana ponieważ miał węża? Że związał się z bazyliszkiem? Za mówienie wężomową?

Nie sądzę, żeby to miało znaczenie — powiedział Dash i oczywiście wysyczał to na głos, zamiast przemawiać mentalnie do umysłu Harry'ego, tak jak robił to przez cały ranek. Ludzie podskoczyli na swoich miejscach i odwrócili się, wzdrygając. Harry opuścił głowę i pogładził szyję bazyliszka. Dash kontynuował bezlitośnie, jego głowa kołysała się spiralnie w tę i z powrotem. Znaleźliby jakiś inny powód, by cię nie lubić.

Ale nigdy wcześniej tego nie robiła — powiedział Harry Dashowi, wyciągając różdżkę i przygotowując się do lekcji. Tym razem McGonagall kazała im przekształcić małe książeczki w motyle. Jej głos był wysoki i sztywny, kiedy tłumaczyła zadanie i Harry był pewien, że miał z tym coś wspólnego.

Wspierała cię?

Harry zawahał się. To prawda, że nie pamiętał, żeby McGonagall interweniowała w zeszłym roku, kiedy ludzie mówili mu, że jest dziedzicem Slytherina. Ale nie była na niego zła. Zrobiła, co mogła, by traktować go zupełnie normalnie.

Czasami nie jest to coś co musisz zrobić. Dash szturchnął głową jego policzek. Czasami potrzebujesz kogoś, kto zrobi więcej.

Harry odpowiedziałby na to, ale McGonagall powiedziała w tym momencie:

— Panie Potter, muszę nalegać, żebyś zostawił węża na zewnątrz, jeśli ma odwracać twoją uwagę od zajęć szkolnych.

Harry spuścił wzrok na książeczkę i, w jego opinii, udało mu się w większości naśladować odpowiedni ruch. Strony książki przez nim zatrzepotały, ale nie uległy transmutacji. Harry skrzywił się i spróbował ponownie. Wciąż nic się nie wydarzyło i czuł gniewną frustrację, narastającą z tyłu oczu, która sprawiła, że go piekły.

Nie możesz w ten sposób koncentrować swojej magii — powiedział Dash. Musisz być spokojny i myśleć o rzeczach, które sprawiają, że będziesz jeszcze spokojniejszy.

Jak mogę to zrobić, kiedy wszyscy wobec ciebie zachowują się jak idioci? Harry ponownie machnął różdżką. Tym razem strony nawet się nie poruszyły. Sądził, że widział innych uczniów, u których skrzydła łopotały na biurku, ale nie chciał tego sprawdzać.

Musisz nauczyć się skupiać mimo gniewu. Z jednym nieufnym spojrzeniem na McGonagall, Dash pochylił głowę obok Harry'ego. Spójrz na mnie. Na moje powieki, a nie oczy.

Harry zrobił to. Nie uważał żółtego blasku za nimi za kojący, ale Dash powiedział łagodnie: Czy możesz sobie wyobrazić, jak wyglądałbym, gdybym miał je otwarte? Wiem, że nie widziałeś oczu bazyliszka, ale…

Prawie je widziałem w zeszłym roku w Komnacie Tajemnic. Było bliżej tego niżbym chciał. Harry poczuł kropelki potu z tyłu głowy, gdy te wspomnienia ponownie ożyły.

Zatem nie są dla ciebie najlepszą rzeczą, na której możesz się skupić, bez względu na to, jak są żółte i olśniewające. Dash wydawał się lekko rozbawiony. Co cię najbardziej uspokaja?

Harry musiał się nad tym zastanowić i przećwiczył jeszcze trochę ruch różdżką, ponieważ McGonagall przechodziła obok i rzuciła mu surowe spojrzenie. Ale w końcu powiedział: Latanie.

Dash musnął swoją szyją ucho Harry'ego. Prawdopodobnie nikomu innemu nie wydawało się to odmienne, ale on i Harry czuli różnicę w tym geście. To sprawiło, że Harry uspokoił się trochę, myśląc o sekretach, którymi mogli dzielić się między sobą jedynie on i Dash.

A zatem pomyśl o tym, jak czujesz się, gdy lecisz — mruknął Dash. Pomyśl o tym, jak rozluźniają się twoje mięśnie. O tym jak szykujesz się do skoku na miotłę, wiem, że jesteś czujny i gotowy…

Harry pomyślał, że zajmie mu trochę czasu, zanim przyzwyczai się do kogoś, kto mógłby usłyszeć jego myśli, zanim je miał.

Ale musisz być również spokojny i skoncentrowany, ponieważ przegrasz mecz, jeśli tego nie zrobisz. Czy potrafisz się skupić pomimo reakcji twojego organizmu? Czy możesz to przełożyć na sposób poruszania różdżką i zrobić to samo?

Harry przemyślał to. Jego ramię rozluźniło się i zastanawiał się, czy to sprawka Dasha. Zastanawianie się nad tym sprawiło, że znów zaczął się napinać.

Powinieneś nadal myśleć o przygotowaniu się do lotu — skarcił go Dash. Pamiętaj, czuję to, jeśli o tym nie myślisz.

Może istniała zaleta posiadania kogoś monitorującego, kto widział wszystko w jego głowie, uznał Harry. Zrobił, co w jego mocy, by myśleć o lataniu i pędzie wiatru na twarzy i poczuciu relaksu, które zawsze odczuwał, gdy był w powietrzu przez jakiś czas. Czuł to nawet wtedy, gdy walczył, by pokonać Malfoya. Zawsze wiedział, że wygra, jeśli tylko się skoncentruje.

Dash mruknął do niego, ale Harry nie myślał już wiele o jego słowach. Uniósł różdżkę i opuścił ją w ruchu, który pokazała im McGonagall, mrucząc zaklęcie w sposób, jaki wypowiadał obelgi pod adresem Malfoya.

— Imponujące, panie Potter.

Harry zamrugał i powoli wyszedł z transu. Kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że dokonał niemal pełnej transmutacji. Jego książeczka miała kształt motyla, czarnego z niebieskimi paskami na końcach skrzydeł. Na jednym końcu była głowa, a ciało w większości ciągnęło się wzdłuż grzbietu książki. Jedynie, co było nie tak, to papierowe czułki zwisające z głowy.

— Zrobiłeś to, postępując zgodnie z radą swojego chowańca? — zapytała McGonagall, a jej głos był teraz lekki.

Harry spojrzał w górę i potrząsnął głową.

— Dash wykluł się dopiero wczoraj, pani profesor. Nie wie nic o transmutacji. I nie jestem pewien, czy jest moim chowańcem — dodał odwracając głowę, wpatrując się w Dasha. Czy jesteś?

To będzie zależało od tego, co masz na myśli przez to stwierdzenie — odpowiedział Dash i poświęcił chwilę na przejrzenie wspomnień Gryfona w sposób, do którego Harry prawie się przyzwyczaił. Nie, nie sądzę, że jestem. Nie mogę się połączyć z tobą i uziemić cię w sposób, w jaki powinny robić to chowańce. A ich więź jest inna niż ta, którą mamy.

— Mówi, że nie jest — powiedział Harry do McGonagall i przetrwał kilka chwil jej ostrego spojrzenia, zanim ta skinęła głową.

— W takim razie kontynuuj to, co robiłeś — nakazała mu i pomaszerowała do Neville'a, któremu jakoś udało się stworzyć jednoskrzydłego motyla, który powoli i smutno trzepotał na stole.

Harry z powrotem przemienił motyla w książkę, co było o wiele łatwiejszym zadaniem, a potem powrócił do pracy, wyobrażając sobie inny rodzaj motyla tak mocno, jak tylko mógł. Może gdyby stworzył taki, który byłby gryfońsko czerwony i złoty, wtedy McGonagall byłaby wobec niego odrobinę mniej podejrzliwa.

OoO

— To dziecko sprawi, że w końcu całkowicie osiwieję.

Severus zatrzymał się, po czym wycofał się za drzwi ambulatorium. Przyszedł poprosić Poppy o maść na oparzenia, żeby mieć ją pod rękę przy następnym spotkaniu z Longbottomem, ale wyglądało na to, że ktoś przyszedł na wizytę u uzdrowicielki przed nim. A tą osobą była Minerwa McGonagall.

Nie wymieniła jeszcze żadnych imion, ale Severus mógł sobie wyobrazić, jakie dziecko doprowadzało ją do ostateczności.

— Nie powinnaś pozwolić Harry'emu tak bardzo się zdenerwować, żebyś potrzebowała eliksiru na ból głowy — powiedziała Poppy, jak zwykle praktyczna, jednocześnie potwierdzając podejrzenia Severusa. — Myślę, że to cudownie, że zaprzyjaźnił się z wężem. Prawie w ogóle nie ma przyjaciół.

— Czyli pan Weasley i panna Granger są nieważni? — Rozległ się głos Minerwy, stłumiony tylko na chwilę przez brzęk fiolki o jej zęby. — Chcę, żebyś wiedziała, że Pomona narzekała pewnego dnia, że nie mają talentu do zielarstwa, że pan Weasley nie poświęca wystarczającej uwagi roślinom, które sadzi, a panna Granger jest dobra tylko w teorii, ale widziałam, jak oboje robili niezwykłe rzeczy…

— I nie mogą być z nim przez cały czas — odparła Poppy. Severus słyszał, jak przesuwała fiolki. Musiał przyznać, że utrzymywała eliksiry starannie zorganizowane, ale w sposób tak odmienny od jego własnego, że prościej było poprosić ją o maść na oparzenia niż próbować znaleźć ją samodzielnie. — Mam nadzieję, że ten wąż zrobi coś, co zniechęci ludzi do krzywdzenia Harry'ego poza szkołą.

Severus oparł się o ścianę. Nie miał pojęcia, o czym mówiła Poppy, ale rozpoznawał soczyste plotki, kiedy je usłyszał.

— O kim mówisz, Poppy? — zapytała Minerwa. Severus słyszał, jak spacerowała tam i z powrotem i wyobrażał sobie, jak spod jej szaty wysuwa się ogon. Widział ją raz w połowie jej transmutacji animaga, kiedy wciąż zrzucała swoje ubrania. Nie był to widok, który łatwo zapomnieć. — Wiem, że żaden Śmierciożerca nie ma najmniejszego pojęcia, gdzie mieszka chłopiec, inaczej miałby kłopoty zeszłego lata, po tym, co zrobił Lucjuszowi Malfoyowi pod koniec zeszłego roku.

Severus zmrużył oczy. Słyszał plotki o kłopotach między Potterem a Lucjuszem, ale nie rozprzestrzeniły się daleko, zanim Lucjusz je zmiażdżył, a Severus nie był pewien, co się stało. Przynajmniej wiedział, że było to coś upokarzającego dla Lucjusza.

— Nie mówię o śmierciożercach — powiedziała Poppy.

— W takim razie powiedz mi, o kim mówisz — powiedziała Minerwa, ale jej głos obniżył się, jakby podzielała obawy Poppy przed podsłuchiwaniem.

Długie lata szpiegowania i długie doświadczenie z Poppy Pomfrey powiedziały Severusowi, co czarownica dalej zrobił. Natychmiast rzucił na siebie zaklęcie, który miało sprawić, że ludzie nie będą na niego zwracać uwagi i wkradł się do skrzydła medycznego, chwilę przed tym, jak Poppy wyczarowała migoczącą kurtynę magii, która zakryła wejście i zagłuszyła dźwięk. Zawsze tak robiła, omawiając poufne informacje medyczne swoich pacjentów.

Minerwa stała przez Poppy z napiętym wyrazem twarzy. Severus usadowił się w kącie, aby móc je obserwować. Oczywiście, być może druga kobieta była tylko zestresowana z tego samego powodu, z którego przyszła prosić o eliksir na ból głowy. Jej cenny Potter zdobył węża i zrujnował swój wizerunek idealnego Gryfona.

Ale było w tym coś jeszcze. Severus był tego pewien, po przyjrzeniu się jej przez chwilę. Coś, co sugerowało, że wiedziała, co powie Poppy i bała się tego.

— Dobrze wiesz, o kim mówię, Minerwo. — Poppy położyła dłoń na jej ramieniu, a potem również pochyliła się, sprawiając, że Severus był zadowolony, że wkradł się do skrzydła medycznego. Nawet bez zaklęcia uniemożliwiającego podsłuchanie Poppy mówiła na tyle cicho, że nie usłyszałaby jej z korytarza. — To ci Dursleyowie.

Severus przechylił głowę. Tak, znał to nazwisko. Mugolscy krewni Pottera.

I co związku z tym?

Ale nie mógł udawać, że to nie miało znaczenia, nie w zaciszu własnej głowy, która była jedynym miejscem, w którym Lily wciąż żyła. Wyznawał przed sobą sekrety, do których nigdy nie przyznałby się na głos.

— Wiedziałam, że to najgorszy rodzaj mugoli — powiedziała cicho Minerwa, głosem tak miękkim, jakby walczyła z gniewem. — Ale nigdy nie sądziłam… Petunia była siostrą Lily! Słyszałam, jak Lily mówiła o niej wystarczająco często! Jak mogła skrzywdzić własnego siostrzeńca? I kogoś, kto stracił rodziców w taki sposób jak Harry!

Severus zamknął oczy. Czasami irytowała go ślepa gryfońska wiara Minerwy w ludzką naturę. Przeszła przez wojnę i codziennie zmagała się z drobnymi intrygami i głupimi kłamstwami uczniów. Powinna wiedzieć lepiej.

— Można byłoby pomyśleć, że to niemożliwe — powiedziała Poppy tym samym głosem, który Severus słyszał, jak używała go na swoim ostatnim roku w szkole wobec Ślizgona, który nie przestawał rzucać klątw na jej współlokatorki. — Ale tak właśnie jest. A ten chłopak zachowuje się, jakby nikt nigdy nie pytał go, jak się czuje, a przynajmniej tak jest, gdy ja to robię… to prawda, Minerwo. To musi być prawda. A przynajmniej wąż może go przed tym uchronić.

— Nigdy nikomu o tym nie powiedziałaś?

Minerwa wyglądała na mniejszą i smutną, kiedy Severus się jej przyjrzał. Przynajmniej jej wiara nie czyniła jej już ślepą.

— Powiedziałam sobie, że najlepiej będzie, jeśli tego nie zrobię — westchnęła Poppy. — Harry nigdy się do niczego nie przyznał. Myślałam o tym, żeby powiedzieć o tym Dumbledore'owi, ale potem był ten incydent tego lata, kiedy Harry pojechał na Ulicę Pokątną. Można było pomyśleć, że gazety nie mają o czym pisać, biorąc pod uwagę, jakie zamieszanie wokół tego wywołali. Co jeśli będę się wtrącać i Harry wyląduje pod opieką kogoś jeszcze gorszego? U śmierciożercy takiego jak Lucjusz Malfoy? — Westchnęła i ponownie przycisnęła dłoń do czoła. — Knot z pewnością jest wystarczająco blisko z Malfoyem, żeby tak się stało.

Severus słuchał i milczał - oczywiście nie było sposobu, aby się odezwał, ale było w tym coś więcej. Za słowami Poppy ukrywało się coś jeszcze, strach, który musiała odczuwać. Sama niekorzystna sława nigdy by jej nie uciszyła, ani życzenie dziecka, biorąc pod uwagę, ilu dzieciom każdego dnia podawała eliksiry i otulała kołdrą. A incydent z ciotką Pottera, o którym wspominała, miał miejsce zaledwie kilka miesięcy temu.

Nie, ktoś inny ją uciszył. Ktoś, kogo nie chciała wymieniać z imienia, może ze strachu, może dlatego, że utrata wiary w tę osobę była dla niej czymś więcej, niż mogłaby znieść.

Severus wiedział, kto to był.

— Przypuszczam, że wąż może być dobrą rzeczą — powiedziała niechętnie Minerwa. — Ale tylko jeśli to nie pomoże mu oszukiwać na zajęciach! Rzucił dziś zaklęcie transmutacji, którego nikt z trzeciego roku nie potrafił wykonać, z wyjątkiem panny Granger.

— Czy rzucenie dobrego zaklęcia musi wynikać z oszustwa? — Poppy uśmiechnęła się lekko. — Może pozwolisz mu zatrzymać węża i będziesz ich rozdzielać tylko podczas egzaminów. W każdym razie to może być najwięcej, na co ci pozwoli.

— Na co mi pozwoli — powiedziała chłodno Minerwa.

Severus rozpoznał zwrot, jaki przybrała rozmowa i stwierdził, że nie ma powodu, by zostać dalej i tego słuchać. Miał własne metody radzenia sobie z Potterem, gdyby ten próbował użyć bazyliszka do oszukiwania podczas egzaminu lub warzenia eliksirów, kiedy uczniowie mieli pracować sami. Odwrócił się i prześlizgnął się przez skrzydło medyczne do zaklęcia rzuconego przez Poppy, w którym znacznie łatwiej było zrobić wyłom od wewnątrz niż od zewnątrz.

Po powrocie na korytarz, Severus poprawił swoje szaty i powoli ruszył z powrotem do lochów, skupiając swoje myśli na zajęciach i swoim mrocznym znaku.

Tylko w jego podświadomości biegły myśli, niosące poruszające obrazy i informacje, o których nieświadomie powiedziała mu Poppy.

OoO

W chwili, gdy Harry wszedł do sali, gdzie odbywały się zajęcia obrony przed czarną magią, profesor Lupin pochwycił jego wzrok i skinął, aby odszedł na bok.

— Muszę z tobą porozmawiać, Harry — powiedział cicho, ale natarczywie.

Harry podszedł do Lupina, zastanawiając się, czy mężczyzna w końcu udzieli mu odpowiedzi, dlaczego nie pozwolił mu stawić czoła boginowi. Dash milczał na jego szyi, wiercąc się, by Harry mógł wygodniej znieść jego ciężar i zmniejszyć nacisk na środek jego pleców. Może wyczuł zapach magicznych stworzeń, z którymi pracował Lupin. Może nie wiedział, co sądzić o profesorze.

Może mógłbyś mnie zapytać, jeśli chcesz wiedzieć o czym myślę. Dash przerwał jego rozmyślania i wysłała mu potok obrazów, które wychwycił z umysłu Harry'ego, w tym ten, w którym Lupin odpychał go od bogina. Nie lubię go.

Harry przewrócił lekko oczami, upewniając się, żeby zrobić to, zanim Lupin zauważy. Cóż, ja go lubię. Więc po prostu nie zgadzamy się w tej sprawie.

Dash wydał cichy, zirytowany dźwięk, a Lupin podskoczył, jakby ktoś ukłuł go szpilką, a potem spojrzał na Dasha z niepokojem.

— Zdajesz sobie sprawę, Harry, że zarabiam na życie studiując mroczne stworzenia — zaczął.

Harry skinął głowa i podniósł rękę, by pogłaskać szyję Dasha.

— Czy to ma coś wspólnego z tym, dlaczego nie mogłem stawić czoła boginowi, proszę pana?

Profesor Lupin przez chwilę patrzył na niego z kamienną miną. Harry myślał, że nie otrzyma odpowiedzi, ale wtedy Lupin machnął ręką i powiedział:

— Och, to. Nie, myślałem, że twoim boginem będzie Sam-Wiesz-Kto i przestraszy wszystkich innych.

Harry zmarszczył brwi. Brzmiało to lekceważąco.

— To byłby dementor, proszę pana. Jeśli…

Lupin przerwał mu, zanim zdążył się rozpędzić.

— Wiesz, że masz na szyi jedną z najmroczniejszych istot, Harry? Ministerstwo ocenia je jako wyjątkowo niebezpieczne. Nikt poza ekspertem nie powinien się nimi zajmować.

Harry otworzył usta, żeby powiedzieć: "Co za pieprzenie?". Ale ostatecznie powstrzymał się. Pokłócił się już z wystarczającą liczbą osób o Dasha, który syczał tak wściekle, że Harry nie mógł nawet wyłapać słów. Przez jego głowę przemknął potok obrazów, wiele z nich przedstawiało Dasha goniącego Lupina.

Nie będziesz gonił Lupina — skarcił go Harry. Po prostu nie rozumie. Dotyczy to również wielu innych osób.

Ale niewiele z nich zarabia na życie studiując mroczne stworzenia — przypomniał mu Dash. Mimo to uspokoił się i pozwolił tylko jednemu, ciężkiemu zwojowi swojego ciała zwisać w dół klatki piersiowej Harry'ego, tak że kolidowała z ramionami chłopca i była ogólnie niewygodna. Harry cierpliwie odsunął go na bok.

— Tak, wiem — powiedział Harry, kiedy zdał sobie sprawę, że profesor Lupin wciąż czekał na odpowiedź na swoje pytanie, a niektórzy z pozostałych uczniów kręcili się w swoich ławkach, przyglądając się im. Nie chciał być oskarżony o bycie wyjątkowym ulubieńcem profesora czy coś w tym rodzaju. — W zeszłym roku walczyłem z jednym.

Lupin zamrugał powoli.

— Dlaczego więc chodzisz z jednym z nich na szyi?

Bo nie jesteś głupi i wiesz, że twoje życie jest lepsze ze mną.

— Ponieważ potrzebował pomocy — powiedział po prostu Harry.

— Dyrektor opowiedział nam tę historię. — Jednak Lupin nadal go nie odesłał, a Harry zaczął się zastanawiać, czego chciał. — Czy poszedłbyś na dół i próbował mu pomóc, gdybyś zorientował się, że woła w wężomowie?

— Prawdopodobnie tak — powiedział Harry.

Szczerze nie zastanawiał się nad tym, ale im dłużej o tym myślał, tym bardziej miało to sens, że poszedłby na dół, gdyby wiedział, że wołanie było w wężomowie. Kto jeszcze w całej szkole miałby to usłyszeć i pomóc?

— Wiesz, że jesteś w dużym niebezpieczeństwie ze strony Syriusza Blacka, Harry…

Dash uniósł głowę i pokręcił nią, a Harry uśmiechnął się.

— Już nie.

Lupin spojrzał na niego z poważną miną, która sprawiła, że Harry chciał spojrzeć w dół. Ale położył rękę na szyi Dasha i nie zrobił tego. Jeśli Lupin chciał, żeby Harry martwił się o Syriusza Blacka, to powinien był powiedzieć Harry'emu wszystko o niebezpieczeństwach, na jakie może narazić się spacerując po okolicy. Harry poważnie traktował niebezpieczeństwo. Miał teraz węża do obrony.

I zawsze będę cię bronić — powiedział mu Dash i tym razem zgrzytanie jego łusek na grzbiecie dłoni Harry'ego było jak pieszczota.

— Widzisz — powiedział Harry, a potem przypomniał sobie, że Lupin nie słyszał słów, które wypowiadał Dash i nie miał powodu, by czuć się uspokojonym. Potrząsnął lekko głową i kontynuował: — To znaczy, teraz, kiedy mam niebezpiecznego węża, Syriusz Black będzie trzymał się z daleka. Może uzna, że jestem zły i nie musi mnie krzywdzić. Może sobie odpuści i nikt nie musiałby zostać zraniony.

— Mam nadzieję, że wiesz o tym, że będzie lepiej, aby twój wąż nie skrzywdził kogokolwiek, Harry — powiedział Lupin. — Nawet kogoś takiego jak Black. Ludzie zasługują na proces.

— Mnie nie miał zamiaru pozwolić mieć procesu, czyż nie? — zapytał Harry i nagle poczuł w gardle zatykający ból, który wczoraj mógłby przerodzić się w krzyk lub łzy. Zakaszlał, podczas gdy Dash dotknął jego policzka tępym nosem i odsunął się. — Chce mojej śmierci z głupiego powodu, ponieważ jakoś pokonałem Voldemorta, kiedy miałem rok. Nie wiem, co według niego zabicie mnie sprawi! To go nie przywróci!

Pozostali uczniowie zdecydowanie gapili się teraz i szeptali. Lupin wyciągnął rękę i położył ostrożnie dłoń na ramieniu Harry'ego.

— Nie pozwól, aby twój wąż skrzywdził Blacka — powiedział. — Nie pozwól mu nikogo skrzywdzić, Harry. Albo może zostać ci odebrany.

Jest bardzo dziwny — powiedział pospiesznie Dash w głowie Harry'ego. Szybciej, niż by to zrobił kiedykolwiek na głos. Chce cię ostrzec czy zagrozić?

Harry wzruszył ramionami i spojrzał w dół. Nadal lubił profesora Lupina, ale nie wiedział, czego jeszcze mężczyzna od niego oczekiwał. Wszystko, co ktokolwiek zrobił, to powiedzenie mu, że Black jest niebezpieczny i że musi zostać w szkole oraz powinien uważać na wypadek, gdyby Black próbował go zabić, a teraz byli nieszczęśliwi, ponieważ Harry miał kogoś, kto byłby z nim cały czas i go chronił?

To tak, jakby bardziej troszczyli się o swoją reputację lub innych uczniów, a nawet o Blacka zamiast o mnie. Chcę kogoś, kto stawia mnie na pierwszym miejscu.

Dash przechylił głowę na bok i potarł policzek o policzek Harry'ego. Lupin gapił się na nich. Harry uznał, że było to zachowanie, którego nie spodziewał się po bazyliszku.

— No cóż — powiedział Lupin po odchrząknięciu, gdy minęła chwila ciszy. — Może powinieneś usiąść gdzieś w spokoju i… zastanowić się, co zrobić później z bazyliszkiem. Nie mam nic przeciwko, że masz go w klasie, o ile nikogo nie skrzywdzi.

Harry skinął głową, ponieważ wiedział, że Dash tego nie zrobi, po czym podszedł do swojego miejsca. Ron niezręcznie poklepał go po ramieniu, ostrożnie unikając ogona Dasha.

— Czy wszystko w porządku, kolego? — zapytał.

Harry pociągnął nosem, po czym powiedział:

— Tak, po prostu… to jest trudne, kiedy nie wiem, gdzie jest Black i co robi. Trudno być ciągle ściganym.

Tylko tak mógł, chociaż w przybliżeniu, powiedzieć co było nie tak, o czymś niełatwym do ujęcia w słowa.

Ron kiwnął ze współczuciem, po czym profesor Lupin rozpoczął zajęcia. Dash delikatnie zacisnął zwój swojego ciała wokół gardła Harry'ego.

Będę tutaj. Będę cię strzec. Postawię cię na pierwszym miejscu.

Harry już nie myślał, że może odtrącić Dasha po tym, jak uratował go z jaja i usłyszał jak rozmawia z nim w jego głowie, ale wiedział, że również Dash go teraz nie zostawi. Przytulił ogon bazyliszka i nie obchodziło go, kto to widział. I tak wpatrywali się w niego i szeptali, bez względu na to, co robił, więc Harry mógł szukać pocieszenia tam, gdzie mógł je znaleźć.