Rozdział 8: Obcowanie z wężem

Czy kiedykolwiek da ci odpowiedź, czy będzie jedynie tam siedział, gładząc brodę i uśmiechając się?

Harry przechylił głowę na bok tak, że jego policzek otarł się o łuski Dasha. Nie tylko o to chodzi. Widzisz, jak jego oczy przesunęły się, by skupić wzrok na mnie, kiedy to zrobiłem? Jest czymś zaniepokojony.

Dash zwinął się tak, że luźny zwój jego ciała owinął się wokół szyi Harry'ego, zaczynając się lekko zaciskać. Jednak mógłby to wyrazić słowami, zamiast siedzieć i udawać, że coś powie, a potem milczeć.

Zanim Harry zdążył odpowiedzieć, Dumbledore przemówił:

— Zatem, Remusie, jesteś pewien, że to prawdziwy Peter? I nie masz mi nic więcej do powiedzenia?

Profesor Lupin nie odrywał spojrzenia od Pettigrew, a przynajmniej nie zrobił tego, po tym jak Dumbledore usiadł za biurkiem w gabinecie McGonagall, gładząc swoją brodę. Teraz zadrżał i uniósł wzrok.

— To prawdziwy Peter Pettigrew — odpowiedział, po czym odwrócił się i znów się w niego wpatrywał.

— Jak to możliwe?

Harry cieszył się, że McGonagall była na miejscu. Chciał coś powiedzieć, ale nie miał pojęcia, co, i sądził, że tak samo było z Ronem. Jego przyjaciel wciąż otwierał usta i po chwili je zamykał. Napotkał spojrzenie Harry'ego i zarumienił się lekko. Harry próbował uspokajająco skinąć głową.

— Nie wiem — powiedział tępo Lupin. — Sądzę… sądziłem, że Syriusz był Strażnikiem Tajemnicy rodziców Harry'ego. Ale nawet jeśli Syriusz jest również śmierciożercą, nie było żadnego sensu, żeby po wszystkim ścigał Petera. — Znów zadrżał i nagle zwrócił się w stronę Dumbledore'a z wyrazem twarzy, który Harry uznał za trochę żałosny. — Chyba, że Peter był szpiegiem? Tak… tak jak twierdzili to inni?

Kim są ci inni ludzie? — zapytał Dash i ponownie musnął językiem ucho Harry'ego. Ale w tej chwili nikt tak naprawdę nie zwracał na niego uwagi, więc nikomu to nie przeszkadzało.

— Nie — powiedział Dumbledore i na to Pettigrew skulił się i zakrył głowę ramionami. — Peter nie był szpiegiem. — Pochylił się. — Jeśli Peter nam tego nie wyjaśni, to wydaje się, że będę musiał po prostu zgadywać.

Harry czekał - myślał, że wszyscy to robili - ale cisza była pełna odgłosów szybkiego oddechu Pettigrew i niczego więcej. Dumbledore w końcu wyprostował się i westchnął.

— Nadal uważam, że Syriusz Black jako pierwszy był brany pod uwagę jako Strażnik Tajemnicy — wyszeptał. — Byłem obecny podczas większości rozmów prowadzonych przez Jamesa i Lily, kiedy przygotowywali się do ukrycia. — Odwrócił się nagle do Harry'ego. — Ty również tam byłeś, Harry. Taki młody, wyciągałeś dłonie i próbowałeś bawić się moją różdżką.

Harry spróbował odwzajemnić uśmiech, ale wiedział, że był on niepewny. Dash w jego głowie wydał dźwięk, który przypominał drapanie kłów o kości. Harry nie był pewien, czy chciałby dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego ten dźwięk wydawał się tak znajomy. Myśli, że teraz uzyska twoją sympatię? Powinien wiedzieć, że kiedy jestem na twoich ramionach, nie będzie mógł zrobić nic tak absurdalnego.

Harry postanowił nie odpowiadać. To była krótka informacja na temat jego dzieciństwa jaką otrzymał od Dumbledore'a, jednak nadal w tym samym pomieszczeniu znajdował się skulony mężczyzna, który w jakiś sposób był zamieszany w śmierć jego rodziców.

— A James podał kilka dobrych powodów, dla których Syriusz miał być Strażnikiem Tajemnicy — kontynuował Dumbledore. — Był najlepszym przyjacielem Jamesa i nie było mowy, żeby mógł stać się poplecznikiem Voldemorta… — Harry musiał podziwiać, jak Dumbledore zignorował sposób, w jaki Lupin zadrżał, McGonagall wzdrygnęła się, a Ron podskoczył na krześle — Jego niechęć do Czarnej Magii. Miał konflikt ze swoją rodziną, Blackami, na temat bycia mrocznym czarodziejem i uciekł, by zamieszkać z Jamesem tak szybko, jak tylko mógł.

Harry nie mógł być bardziej skupiony na rozmowie. To było tak, jakby jego uszy rosły, kierując się w stronę Dumbledore'a. Wiedział, że miał szeroko otwarte oczy. Mógłby tu siedzieć do końca życia i słuchać.

Chciał tylko wiedzieć.

Zatem zrobisz tyle — powiedział Dash — i nic ponadto. Harry zdecydował, że Dash najwyraźniej zaakceptował fakt, iż jak na razie muszą słuchać Dumbledore'a i postanowił zaczekać.

— Ale podejrzewam, że Syriusz, który zawsze planował i wymyślał psikusy, o których James nic nie wiedział… — Lupin pochylił głowę, chociaż Dumbledore na niego nie patrzył —... wpadł na kolejny pomysł. Musiał powiedzieć Jamesowi, że zbyt wielu ludzi podejrzewałoby go, że jest Strażnikiem Tajemnicy, ponieważ byli najlepszymi przyjaciółmi. I był powód, dla którego nie chcieli uczynić Remusa Strażnikiem Tajemnicy. — Dumbledore odwrócił się w stronę drugiego mężczyzny. — Czy tak było, Remusie?

— Nie wiedziałem nic o tym, że Peter był brany pod tym względem pod uwagę — wyszeptał Lupin i brzmiało to tak, jakby łapał oddech. — Ale tak, wiedziałem, że Syriusz i James mi nie ufali. Myśleli, że łatwiej dołączę do Ciemnej Strony, ponieważ Sam-Wiesz-Kto zachęcał ludzi takich jak ja, by do niego dołączyli. Nie czuli się bezpiecznie, pytając mnie o to. Po prostu założyli, że tak jest. — Remus zacisnął wargi.

— Ludzi takich jak on? — szepnął Ron do Harry'ego. — Co to znaczy? Mam dość tajemnic.

Harry przytaknął, ale nic nie powiedział. Też miał dość tajemnic, ale nie chciał przerywać, kiedy Dumbledore, Lupin albo ktoś w końcu miał im powiedzieć, co się naprawdę dzieje.

To dobrze, że mogę z tobą porozmawiać i nic nas nie usłyszy — powiedział Dash wystarczająco głośno, by Harry podskoczył. Jesteś zbyt ufny. Myślisz, że powiedzą ci prawdę teraz, kiedy do tej pory nie zadawali sobie trudu, aby to zrobić?

Harry zakrył dłonią jedną z łusek Dasha i słuchał uważniej. Zgadzało się, że wszyscy, od Dursleyów począwszy, nie powiedzieli mu prawdy o jego rodzicach, ale musiał wiedzieć, co powiedzą, zanim będzie mógł pracować nad oddzieleniem prawd od kłamstw.

— A zatem — powiedział Dumbledore i odwrócił się w stronę Pettigrew. Jego spojrzenie było smutne, ale znów zaczął gładzić swoją brodę. — Domyślam się, że Syriusz nakłonił Jamesa i Lily, by zamiast niego uczynili Petera Strażnikiem Tajemnicy. Peter nie miał wśród śmierciożerców tak przerażającej reputacji jako odważny wojownik, jak Syriusz i James. Nie był też blisko Jamesa. Syriusz prawdopodobnie sądził, że nikt nie będzie podejrzewać, że jest Strażnikiem Tajemnicy.

Pettigrew pochylał głowę coraz bardziej, aż jego nos dotknął podłogi. Pociągał nosem tak mocno, że Harry był zaskoczony, że posadzka nie była pokryta smarkami. Ale nadal nie podnosił głowy.

— Jak możesz mieć pewność bez zastosowania Veritaserum, Albusie? — zapytała McGonagall.

— Nie możemy tego legalnie używać, Minerwo — powiedział Dumbledore. Harry zastanawiał się, dlaczego nie, ale nie miał czasu, aby długo o tym myśleć. — Ale jeśli nie mylę się w moich podejrzeniach, jest ktoś inny, kto może nam powiedzieć prawdę… Pod warunkiem, że go tutaj przyprowadzimy i będzie na tyle spokojny, że zareaguje racjonalnie.

Dumbledore spojrzał na Lupina. Mężczyzna wbijał wzrok w ziemię.

— Jeśli wśród twoich przyjaciół był jeden niezarejestrowany animag — powiedział Dumbledore, a Harry uznał, że mówił łagodnie, tak jak ciotka Marge, gdy rozmawiała ze swoim psem — to mogło być ich więcej. A Peter był najmniej potężny z nich. Co więc z innymi?

Lupin brzmiał, jakby oddychanie było bolesne, kiedy odpowiedział:

— James był jeleniem. Zawsze powtarzał, że musi być szybki, aby nadążyć za resztą z nas.

Mój ojciec był animagiem i zmieniał się w jelenia. Harry przysiągł sobie, że zawsze będzie o tym pamiętał. Zamierzał myśleć o swoim ojcu jako jeleniu, prawdopodobnie wielkim, czarnym jeleniu z ogromnym porożem. Zamierzał sobie wyobrażać go galopującego wokół mamy i małego Harry'ego.

Możesz również zapytać Lupina, jak był umaszczony i jak wyglądał, ponieważ wydaje się, że wie — powiedział łagodnie Dash.

Harry na chwilę go zignorował. Mógł to zrobić, ale w tej chwili chciał tylko myśleć o swoim ojcu, który był duży, szybki i opiekuńczy.

— A Syriusz?

Dumbledore wyciągnął rękę i położył ją na ramieniu Lupina, jakby myślał, że to jakoś pomoże mężczyźnie mówić.

— Syriusz… Syriusz mógł zmienić się w dużego, czarnego psa — przyznał Lupin, a potem pochylił się i ukrył twarz w dłoniach.

— Jak ten, którego widziałem, jak mnie obserwuje! — wypalił Harry. McGonagall pierwsza się odwróciła, aby na niego spojrzeć, więc wyjaśnił jej: — Widziałem, jak taki pies mnie obserwuje. Myślałem, że to zwykły kundel, ale teraz… — Spojrzał na Lupina. — Czy to dlatego kazałeś mi uważać? — zapytał. — Bo nie chciałeś, żeby Dash zabił człowieka, który zdradził moich rodziców?

— Nie zdradził ich — powiedział Lupin. Jego wyraz twarzy był napięty, kiedy skinął głową w kierunku Pettigrew. — Teraz to wiemy.

— Może — powiedział Harry. Nadal uważał to za dziwne, że Syriusz Black uciekł z Azkabanu i próbował teraz przybyć do Hogwartu i najwyraźniej przez cały czas mamrotał o szkole. Dlaczego miałby chcieć tu być, skoro nie próbował go zabić? — Ale nie wiedziałeś o tym i nadal martwisz się o niego bardziej niż o mnie.

Lupin uśmiechnął się do niego słabo.

— Nieprawda, Harry. Nie chciałem, żebyś został mordercą w tak młodym wieku.

To ja byłbym zabójcą, a nie ty — powiedział Dash. A ponieważ bazyliszki nie mogą czuć się winne za obronę osoby, z którą są związane, nie byłoby winy ani morderstwa. Powinieneś mu to powiedzieć.

Harry dotknął szyi Dasha i powiedział jedynie:

— W porządku.

Nie wiedział, czy rzeczywiście wierzył Lupinowi, ale to sprawiało, że sprawy nabierały teraz większego sensu.

Spojrzał na Pettigrew i ujrzał, że mężczyzna go obserwuje, patrząc na niego przez dłonie, które wyglądały jak łapy. Pettigrew natychmiast próbował się za nimi schować, ale Harry był już dość zmęczony sytuacją, więc powiedział:

— Czy to prawda? Zostałeś śmierciożercą i zdradziłeś moich rodziców?

Pettigrew znowu pisnął, ale wydawało się, że trudniej było mu odwrócić wzrok od Harry'ego niż od innych dorosłych.

— Ja… ja nigdy nie chciałem, żeby tak się stało — wyszeptał. — Myślałem, że wszy… wszystko będzie do… dobrze. Myślałem… — Nagle zaczął jęczeć i szlochać w tym samym czasie. — Czarny Pan mnie torturował! Nigdy bym tego nie zrobił, gdyby mnie nie torturował!

Lupin rzucił Pettigrew spojrzenie pełne niechęci i czegoś innego, czego Harry nie potrafił określić. McGonagall była tą, która odezwała się ostrym tonem:

— Nigdy byś tego nie zrobił, gdybyś nie był tchórzem. — Zwróciła się do Dumbledore'a. — Znam zaklęcie, które ujawni nam położenie jakiegokolwiek animaga na tym terenie. Rzadko go używałam, ponieważ nie było takiej potrzeby, a i tak byłabym oślepiona własnym blaskiem, ale czy będziesz obserwować, czy zaklęcie doprowadzi nas do Blacka? Powinno to wyglądać jak smuga niebieskiego światła na podłodze.

— Zrobię to — powiedział poważnie Dumbledore i skinął głową Lupinowi, który przestał wpatrywać się w podłogę. Jednak nadal nie patrzył na Harry'ego. Zamiast tego Gryfon przyglądał mu się i zastanawiał się nad czymś innym.

Czy wiedział, że Black może wejść do środka, ponieważ włóczy się po okolicy zamieniony w psa? Czy zamek w ogóle mógł go powstrzymać, jeśli byłby zwierzęciem? Prawdopodobnie nie. Nie powstrzymało to Pettigrew. A dementorzy nie mogli go znaleźć.

Harry spojrzał na swoje dłonie. Był chory od tego wszystkiego i trochę oszołomiony. Lupin był przyjacielem jego rodziców, ale zdecydował, że ważniejsze było zachowanie tajemnicy przed Harrym, aby pomóc komuś, kto, jak sądził, zdradził rodziców Harry'ego. Może mogliby złapać Blacka od razy, gdyby Lupin powiedział im, że był psim animagiem.

A wtedy byśmy się o tym nie dowiedzieli — powiedział Dash, wskazując nosem na Pettigrew. Mężczyzna skulił się z powrotem w kącie pokoju tak daleko, jak tylko mógł od McGonagall, Harry'ego, Dasha lub kogokolwiek innego. Tak było lepiej dla wszystkich.

Harry skinął głową, ale czuł się odrobinę odrętwiały. Sądził, że to wiele sekretów i kłamiących dorosłych. Kiedy przybył do czarodziejskiego świata, myślał, że tutaj będzie inaczej pod tym względem. Hagrid powiedział mu prawdę o jego rodzicach i z pewnością wiele osób było z nim szczerych w kwestii Voldemorta i tego, kiedy miał kłopoty. I byli szczerzy, że nie chcieli, żeby miał Dasha.

Chcieli jednak narazić jego życie na niebezpieczeństwo, aby chronić tajemnice masowego mordercy.

Nie jest nim.

Lupin o tym nie wiedział — odwarknął Harry, a Dash zamilkł, gdy niebieskie światło rozbłysło wokół McGonagall, a następnie oddaliło się od niej. Otoczyło Pettigrew, który ze strachem patrzył na swoje ręce, a potem pojawiło się pod drzwiami. McGonagall rozejrzała się, ale Harry wiedział, że była w środku światła i nie mogła tego zobaczyć.

Dumbledore wstał i otworzył drzwi, niedbale celując różdżką w Pettigrew. Cóż, po bliższym przyjrzeniu się Harry uznał, że było to przypadkowe. Również wstał.

— Gdzie idziesz, Harry? — zapytał go Lupin.

— Chcę iść z dyrektorem i znaleźć Blacka — powiedział Harry.

Myślał, że dobrze sobie poradził. Pamiętał nawet żeby użyć poprawnego tytułu Dumbledore'a, bo czasami o tym zapominał.

Lupin potrząsnął głową.

— Jest szansa, że Syriusz jest szalony i nie pamięta, że jest niewinny. Musisz tutaj zostać, dopóki nie dowiemy się, czy będzie to bezpieczne czy nie.

Harry tylko się w niego wpatrywał. Lupin odwrócił wzrok, jakby nastolatek go uderzył. Harry pogłaskał Dasha.

— Mam ze sobą kogoś, kto zginie, by mnie chronić — powiedział i wyszedł z pokoju za Dumbledore'em. Słyszał, jak Ron go wołał, ale jego przyjaciel został w pomieszczeniu.

Dumbledore odwrócił się, kiedy znaleźli się na korytarzu i spojrzał uprzejmie na Harry'ego.

— Chęć zemsty za rodziców jest bardzo naturalna, Harry — powiedział. — Ale musisz poczekać, aż będziemy mogli sprowadzić Blacka. Nie wiemy dokładnie, co tutaj się dzieje i nie chcemy podejmować pochopnych działań.

— Idę, bo chcę poznać prawdę — odparł Harry, czując się urażony.

Potem razem z Dumbledore'em szli w milczeniu szlakiem niebieskiego światła.

OoO

Severus zdał sobie sprawę, że dzieje się coś dziwnego, dopiero wtedy, gdy pierwszoroczniak Slytherinu, któremu Severus udzielał korepetycji z eliksirów, żeby nie zawstydził jego Domu, wbiegł z powrotem przez drzwi jego biura prawie krzycząc.

Od razu rozpoznał smugę niebieskiego światła płonącego nad schodami do lochów. To było rzadko używane zaklęcie, które mogło zaprowadzić kogoś prosto do animaga. Bezużyteczne w przypadkach, gdy animagowie mogli latać lub pływać, chyba że ten, kto podążał za śladem, również mógł to zrobić i bezużyteczne dla osoby, która rzuciła zaklęcie, jeśli sama była animagiem, ale możliwe do podążenia za nim nie licząc wymienionych przypadków.

Severus uniósł brwi. Założył, że Minerwa miała swoje powody, by rzucić to zaklęcie, o ile będzie miała osoby idące jego tropem.

Nad nim rozległy się kroki. Z powodów, które trudno było mu określić nawet samemu sobie, Severus cofnął się w cień i pozwolił poszukiwaczom go minąć.

Jednym z nich był Albus z różdżką wyciągniętą nad szlakiem i cichym szeptem przechodzącym przez usta. Severus rozpoznał zaklęcie, które utrzyma oświetlony ślad. Być może zaczęło zanikać, zanim dotarli do celu.

A za nim szedł przeklęty chłopak Potterów, jak zwykle z wężem na szyi.

Severus poświęcił chwilę na rozważenie sytuacji. Był środek wieczoru i nie musiał nadzorować żadnych szlabanów. Z drugiej strony to z pewnością nie miało z nim nic wspólnego. Może Albus udzielał chłopcu dodatkowych korepetycji z transmutacji. Byłoby tak, gdyby wyczuł, że uczeń, którego faworyzuje, odsuwa się od niego. Jeśli oczaruje go wiedzą, może znów zaliczyć go do lojalnych zwolenników.

A jeśli to nie miało z nim nic wspólnego, było tym bardziej fascynujące dla każdego prawdziwego Ślizgona.

Severus rzucił na siebie zaklęcie kameleona, zanim zaczął skradać się za Albusem i Potterem. To normalnie nie wystarczyło, by oszukać Albusa, ale w tej chwili był skupiony na tropie i nie patrzył za siebie. A może wiedział i chciał, żeby Severus podążał za nimi z własnych powodów.

— Powinien gdzieś tu być — powiedział Albus, kiedy wraz z chłopcem zatrzymali się przed holem wejściowym. — Nie odszedłby daleko.

Potter zacisnął pięść, ale nic nie powiedział. Wyciągnął różdżkę, ale nie trzymał jej w pogotowiu. Severus miałby sporo do powiedzenia swojemu uczniowi, który popełnił taki błąd, że już nigdy nie dopuściłby się go ponownie. Ale Potter był uczniem Severusa z przedmiotu, który nie wymagał różdżki na początkowych etapach.

A początkujący w eliksirach będzie jedynym co Potter kiedykolwiek osiągnie. Severusa irytowało, że spuścizna Lily gnije w głowie chłopca, ale nie było sposobu zadbać o talent, który nie istniał.

— Ach, oto jesteśmy — powiedział Albus i rzucił zaklęcie, które rozbłysło z jego różdżki tworząc pierścienie, skupiające się wokół każdego zwierzęcia w pobliżu. Próżny bazyliszek Pottera wydawał się zadowolony z efektu, przechylając głowę, jakby podziwiał taniec złotego światła na swoich łuskach.

Ale Severus zwrócił większą uwagę na stworzenie, które widział stojące pod drzewami przed nimi, jakby miało nadzieję, że światło zniknie, zanim zdążą je zauważyć. Zaczęło uciekać w kierunku przeciwnym od zamku, kiedy Albus obrócił się w jego stronę.

— Jak sądzę, Syriusz Black — powiedział Albus i rzucił zaklęcie, które sprawiło, że przed psem pojawiła się szklana bariera. Zwierze odwróciło się, warcząc. Albus podszedł do przodu z rozłożonymi rękami i spokojnie wypowiadając słowa: — Teraz znamy prawdę, Syriuszu. Znaleźliśmy Pettigrew i powiedział nam…

Severus nie usłyszał kolejnych słów z powodu szaleńczego łomotu krwi w uszach.

Syriusz Black. Syriusz Black był psim animagiem i najwyraźniej potrafił zakraść się na teren szkoły, pomimo zapewnień Albusa, że bariery będą trzymać każdego z dala.

Syriusz Black po raz kolejny otrzymał od Albusa uczciwą szansę, taką, jakiej nie dałby nikomu innemu.

Syriusz Black był właśnie tam i był w stanie odwrócić się i zaatakować Pottera szybciej, niż niedoświadczony chłopak mógł się obronić. Albus oczywiście nie zareaguje, ponieważ najwyraźniej pielęgnował jakiś absurdalny pomysł, że Black może zostać odkupiony i przez to wkrótce będą mieli do czynienia z martwym Potterem.

Severus zrobił krok do przodu i rzucił własne zaklęcie. I kiedy wielki, czarny pies odwrócił się, klatka wyczarowana przez Severusa zamknęła się wokół niego, uformowana ze stali i żelaza, taka, której żaden pies ani czarodziej nie mógłby zniszczyć, niezależnie od tego, jak bardzo by się starał. Sekundę później wycie psa i sposób w jaki rzucał się na kraty świadczyły o tym, że i tak mocno próbuje się uwolnić.

Albus odwrócił się i westchnął, widząc go.

— Severusie…

Severus nie zwracał na to uwagi. Tak czy inaczej, bez względu na to, czy była tu jakaś historia, czy nie, Syriusz Black musiał zostać schwytany. I stał tam chłopiec, którego wzrok biegał od jednego do drugiego, pomiędzy Blackiem i Albusem, jakby nie mógł zdecydować, kto był większym zagrożeniem.

A wokół szyi Pottera był wąż, który obserwował Severusa z czymś w rodzaju nieprzemijającego zainteresowania.

W opinii Severusa to nie mógł być zły plan,by przypodobać się zarówno chłopcu, jak i jego wężowi.

Severus ruszył do przodu z uśmiechem, o którym wiedział, że sprawiał, iż wyglądał jak wyszczerzony kościotrup, ale to mu nie przeszkadzało.

— Tak, Albusie — mruknął, chociaż Albus o nic go nie zapytał. — Jak najbardziej, zobaczymy, co Black ma do powiedzenia.