Rozdział 9: Niedoinformowany
Myślę, że musisz się uspokoić. Twoje serce uderza tak szybko, jak serce królika.
Harry niewiele mógł na to odpowiedzieć. Wiedział, że powinien się uspokoić i to nie dlatego, że bicie jego serca przypominało Dashowi zdobycz. Uznał, że powinien się uspokoić, bo jeśli tego nie zrobi, upadnie i umrze na atak serca, a potem przegapi to, co będzie dalej.
Kim tak naprawdę był Syriusz Black, który wyglądał jak wielki czarny pies zwinięty uparcie na dnie klatki? Co stanie się z Pettigrew? Co powie Ronowi i czy ktoś go uspokoi, że Pettigrew nie szpiegował go, kiedy był w łazience? Czy Snape'owi uda się wypalić dziurę w Dumbledorze swoim spojrzeniem?
Jeśli chcesz wiedzieć, co będzie dalej, to obserwuj Snape'a — rozkazał Dash. Myślę, że to on wykona następny ruch. Dumbledore jest tym, który tylko mówi, a jak wszyscy wiemy, są na świecie istoty ważniejsze niż ktoś, kto akurat w tej chwili mówi po angielsku.
To sprawiło, że Harry prychnął i odprężył się. Dorośli, nie przyzwyczajeni jeszcze do jego prywatnych rozmów z Dashem, spojrzeli na niego, ale potem natychmiast wrócili do wpatrywania się na Dumbledore'a. Ron obdarzył Harry'ego słabym uśmiechem. Może ten powstrzymywany śmiech przypomniał mu, że na świecie są również normalne rzeczy.
Nic nie jest mniej normalne niż budzenie się i odkrywanie, że twój szczur jest animagiem — pomyślał Harry i lekko uderzył Rona w ramię. Rudzielec rozluźnił się jeszcze bardziej.
Dorośli w gabinecie McGonagall, w osobach McGonagall, Lupina i Pettigrew wciąż byli w szoku, natomiast Snape, Dumbledore oraz - Harry przypuszczał, że powinien doliczyć do tego grona Blacka, choćby jako dorosłego w postaci psa - byli w większości spięci. Jednak Snape zaczął otwierać usta, a Dash skinął krótko głową w ludzkim geście, który lubił. Znowu wysunął język. Pachnie gniewem. Dobry, czysty zapach. Zwykle oznacza to, że ktoś coś zabije.
To nie jest dobry zapach! Zaprotestował Harry, trochę przerażony, ale jedno z oczu Dasha ukryte pod powieką zwróciło się w jego stronę i znał już odpowiedź na swój sprzeciw, zanim Dash to powiedział.
To wtedy możesz zjeść martwą rzecz.
I tak wolisz zabić własną zdobycz — pomyślał zrzędliwie Harry, zwracając się do Dasha w tej samej chwili, gdy Snape powiedział:
— Wszystkie te frazesy o przyjaźni i całej reszcie są bez znaczenia, Albusie. Sądzę, że naszą misją jest odkrycie, dlaczego Black zdołał zmienić się w psa i jak. Oraz co z nim teraz zrobić.
— Musimy oczywiście pozwolić mu opowiedzieć swoją wersję wydarzeń, mój drogi chłopcze — powiedział Dumbledore uśmiechając się promiennie do Snape'a. Harry pomyślał, że Snape lubił być nazywany "mój drogi chłopcze" mniej więcej tak samo, jak Harry lubił to, gdy Vernon próbując popisywać się przed znajomymi nazywał go "bratankiem". — Ale najpierw musimy dać znać Syriuszowi, że jest wystarczająco bezpieczny, aby przemienić się z powrotem.
— Jeśli o tym nie wie, to jest szalony i nie będzie i tak mógł nam pomóc — powiedział Snape i odwrócił się, by szydzić z Blacka.
— A może mógłbyś powiększyć swoją klatkę — zasugerował Dumbledore tak delikatnie, że Harry ponownie na niego spojrzał.
Nie sądził, by wzrok dyrektora był łagodny, ale trudno było to stwierdzić. Po pierwsze uważał, że kiedykolwiek słyszał, żeby Dumbledore nie był delikatny, a po drugie, i co z tego? Jakie miałoby znaczenie, gdyby musiał powiedzieć Snape'owi, że klatka jest za mała? To był rodzaj błędu, który prawdopodobnie popełniłby Harry, gdyby to on rzucał to zaklęcie.
To kolejne zaklęcie, którego możesz się nauczyć — powiedział z namysłem Dash. Wtedy mógłbyś złapać niektóre moje ofiary, które próbowałyby uciec.
Harry nie miał nawet czasu na ripostę. Snape odwrócił się i bez słowa powiększył klatkę. Pies tylko na nich warknął.
McGonagall zrobiła krok do przodu i przyjrzała mu się.
— Mogłabym oczywiście zmusić Syriusza do ujawnienia się tak, jak zrobiłam to z Pettigrew — powiedziała, jakby ktoś chciał wiedzieć, dlaczego jeszcze tego nie zrobiła. Harry pomyślał, że wszyscy dorośli brzmią niepewnie, z wyjątkiem Dumbledore'a. No i Pettigrew, ale to dlatego, że pochlipywał. — Ale wolałabym tego nie robić.
Harry wstał. Wszyscy natychmiast skupili na nim swoją uwagę. To trochę przyprawiało go o zawroty głowy.
Czemu?
Podszedł do klatki i stał tam wpatrując się w psa. Z pewnością to był ten sam, którego widział, kręcącego się przy Privet Drive.
— Posłuchaj — powiedział Harry, wpatrując się w niego. — Jesteś Syriuszem Blackiem, animagiem i moim ojcem chrzestnym. — To wciąż było dziwne. Dash przeniósł ciężar ciała, a Harry wrócił do właściwego zadania i mógł mówić dalej, to co chciał powiedzieć, zamiast dać się przytłoczyć dziwności. — I nie wiem, czy naprawdę zdradziłeś moich rodziców, czy zrobiłeś to razem z Pettigrew, czy to był tylko on. Nigdy się nie tego dowiem, chyba że zmienisz się z powrotem. Ponieważ on nigdy nie powie prawdy. — Spojrzał ostro na Pettigrew, po prostu wskazując na niego przez chwilę palcem. — Zamierzasz się zmienić, czy nie?
Black wysunął do przodu jedną łapę, a potem drugą. Z kolei Dash poruszył głową, żeby mógł widzieć wokół szyi Harry'ego, a Black zamarł i warknął na niego.
— Nie przejmuj się nim — powiedział Harry. — Nie zabije nikogo, dopóki mu tego nie rozkażę.
Nie licząc ludzi, którzy cię krzywdzą — powiedział usłużnie Dash. Lub będących akurat w formie szczura.
Pies nadal wpatrywał się w Dasha. Harry był trochę zagubiony. Nie wiedział, co Black miał przeciwko Dashowi, jak mógł mieć cokolwiek, skoro Dash wykluł się dopiero kilka tygodni temu, a Black poszedł do więzienia lata temu, ale powtórzył:
— On jest moim bazyliszkiem i nie zabije cię. Dumbledore ma lustra, które go powstrzymują. Widzisz? — Wskazał na jeden ze srebrnych przedmiotów unoszących się nad głową.
Dlaczego mu o tym powiedziałeś? Dash zwinął się posępnie jak wielka girlanda, zwisająca w dwóch mniej więcej równych polówkach na szyi Harry'ego. Sprawiasz, że wydaję się być o wiele mniej imponujący niż w rzeczywistości.
Harry tylko pogłaskał Dasha i patrzył na psa. Jakikolwiek był tajemniczy problem Blacka, nie będą mieli na ten temat żadnych informacji, dopóki nie zmieni się z powrotem.
Wreszcie Black zadrżał i przemienił się. Trzymał głowę pochyloną, a McGonagall natychmiast wyczarowała mu jakieś ubranie. Black wciąż patrzył w dół, jakby oglądał swoje blade ramiona i był oszołomiony, że nie znalazł na nich futra. Potem wziął głęboki oddech i uniósł wzrok.
Harry skrzywił się. Błysk w jego ciemnych oczach był… trochę szalony.
— To był Peter — powiedział Black ochrypłym głosem. — To tylko on. — Spojrzał na Harry'ego. — A ja nie lubię węży.
— Nie tylko ty jeden — odpowiedział Harry. — Mówię wszystkim, że ich nie skrzywdzi, a oni nadal chcą mi go odebrać. A potem po prostu się do niego przyzwyczajają, ty jednak jesteś kimś, kto nie jest z nim oswojony i chcesz, żeby zniknął. — Dotknął Dasha, kiedy podniósł głowę. Nie był pewien, czy w tej chwili to był dobry pomysł. Black był tak szalony, że mógłby pomyśleć, że Dash chce go zaatakować. — Nie możesz go zaakceptować?
Black wpatrywał się uważnie w Harry'ego i przez minutę nie odpowiadał. Nikt inny też się nie odezwał. Harry był trochę tym zaskoczony. Wiedział, dlaczego Ron tego nie robił, a Pettigrew płakał ukrywając twarz w dłoniach, ale sądził, że Dumbledore miałby jakieś mądre słowa, albo Snape obraziłby jego inteligencję, albo McGonagall przejęłaby ster i powiedziała mu, co ma dalej robić, albo Lupin zrobiłby coś, co udowodniłoby, dlaczego był dobrym profesorem.
Może nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić, tak samo jak ja. Prawdopodobnie nie mieli wcześniej do czynienia z kimś, kto okazał się animagiem i niewinnym masowego morderstwa.
— Tak bardzo wyglądasz jak James — powiedział cicho Black. — Ale James nie dorastał w mugolskim świecie. James nigdy nie musiał uciekać z domu. James nie był wężoustym. — Spojrzał z powrotem na Dasha, a jego twarz i głos stały się dzikie, przez co trudno było go zrozumieć. — James nigdy nie tolerowałby bazyliszka tak blisko siebie.
— Podkreślam, że nie jestem moim tatą — powiedział Harry. — Ale jednym z powodów, dla których nie mogę się zachowywać bardziej jak on, jest to, że nie wiem o nim nic poza tymi drobiazgami i fragmentami, których dowiedziałem się od innych ludzi. Czy możesz opowiedzieć mi o nim więcej ? Nie oddam Dasha… — Delikatne muśnięcie językiem Dasha w jego uchu i sposób, w jaki owinął ogon wokół nadgarstka Harry'ego, jasno pokazywały, że Dash również nie zamierzał go opuścić. — Ale może gdybym wiedział więcej o moim tacie, wiedziałbym więcej o różnicach między nami.
Black zamknął oczy. Jego powieki zadrżały.
— Nigdy nie sądziłem, że będę miał szansę zrobić coś więcej niż zabić Petera — szepnął. — W ten sposób mógłbym być twoim ojcem chrzestnym. Jeśli Ministerstwo uwierzy w to wszystko, a ja udowodnię swoją niewinność. Chciałbyś tego, Harry?
— Oczywiście — powiedział Harry i zastanawiał się, czy to kolejny powód, dla którego Black nie chciał zmienić się z powrotem w człowieka. Czy sądził, że Harry odrzuci go z powodu ciążących na nim podejrzeń?
— Ale tak naprawdę mnie nie znasz.
Black znów wpatrywał się w niego w cichy i tęskny sposób.
— Każdy byłby lepszy od Dursleyów — powiedział szczerze Harry. — Ale nadal chcę cię poznać. Tak jak chcę poznać mojego tatę. Czy możesz mi o nim opowiedzieć?
OoO
To był moment, w którym Severus zdecydował się interweniować, ponieważ wkrótce miało to zmienić się w festiwal płaczu i dobrych wspomnień o Jamesie Potterze, który nie potrzebował nikogo, kto by go ubóstwiał.
Musiał jednak przyznać, że do tej pory był tak samo zafascynowany jak inni, choć nie z powodu sentymentalnych wspomnień i przyjaźni, które paraliżowały Lupina, ani łez, które widział zbierające się w kącikach oczu Minerwy, ani przypuszczalnie dziwacznych planów, które musiałby przemknąć przez głowę Dumbledore'a. Widział inną stronę chłopca, tę, o której wcześniej nie wiedział.
Potter skłonił Blacka, aby ten zmienił się w człowieka. Zasadniczo manipulował nim, obiecując, że będzie zachowywał się bardziej jak swój cholerny ojciec, jeśli Black ujawni mu trochę prawdy. Severusa szczerze nie obchodziło, czy ktokolwiek inny wiedział to w ten sam sposób. Ale interesowało go to, że Potter był kimś więcej niż płytką osobą, pogrążoną w obsesji szkarłatu i złota, za którą wziął go Severus.
Cóż, wiedział o tym od chwili, gdy bazyliszek związał się z chłopcem. Ale bycie wężoustym to jedno, a talent to manipulacji to co innego. Nigdy wcześniej o tym nie myślał. Chłopak mamił profesorów i łamał zasady bardziej niż powinien, ale Severus myślał, że po prostu pędził po oślepiającym szlaku stworzonym ze swojej reputacji.
Ile z tego było manipulacją, którą najwyraźniej ćwiczył? I jak długo byłem zaślepiony, nie patrząc na to i nie widząc tego, nie rozpoznając tego, nawet jeśli było tuż przed moimi oczami?
Severus potrząsnął głową. Dla kogoś, kto miał zarówno swoją reputacją, jak i doświadczenie, ten błąd był niewybaczalny.
Black usadowił się wygodniej na tyłku w klatce i otworzył usta. Wydawał się być skłonny do recytowania kolejnych opowieści o świętym Jamesie Potterze, wszystko dlatego, że chłopiec go o to poprosił. A Potter dalej patrzył na Blacka z jedną ręką opartą na łuskach węża. Jeśli to przedstawiało niestosowny obraz, to być może Black już tego nie zauważał, dopóki miał szansę rozmawiać o człowieku, którego czcił.
Oczywiście to Severusowi przypadło w udziale przerwanie tego.
— Z pewnością historie mogą poczekać, aż nie wyjaśnimy tej sytuacji — powiedział chłodno i wskazał głową w kierunku Pettigrew. — Czy ktoś wezwał aurorów? Mogą użyć veritaserum, z którego nie chcesz skorzystać, dyrektorze.
Dumbledore posłał mu łagodne, wiele mówiące spojrzenie. Severus po prostu odwrócił wzrok, nie będąc pod wrażeniem. Nie wiedział, co dyrektor próbował udowodnić, ale wiedział, że nie zamierzał tu siedzieć i pozwolić Blackowi odgrywać męczennika.
— Miałem nadzieję, że zajmę się tym i wyjaśnię sprawę przed przybyciem aurorów — powiedział Dumbledore. — Jest bardzo prawdopodobnie, że nas nie posłuchają lub nie zrozumieją złożoności sytuacji i po prostu odprowadzą Syriusza na pocałunek, zwłaszcza — dodał, marszcząc lekko brwi — biorąc pod uwagę zaangażowanie Korneliusza.
Minister rzeczywiście był irracjonalnie przerażony Blackiem, ale Severus uważał, że więcej niechęci Dumbledore'a do wezwania aurorów wynikało z jego chęci utrzymania kontroli nad sytuacją za wszelką cenę. Odwrócił się do Blacka.
— Może więc zechciałbyś to wyjaśnić, skoro wydaje się mało prawdopodobne, że Pettigrew to zrobi.
Black kłapnął zębami w sposób, który sprawił, że Severus zaczął się zastanawiać, dlaczego nigdy wcześniej nie wiedział dzikiej bestii ukrywającej się w mężczyźnie.
— Chciałem wyjaśnić, jacy byli rodzice tej małej sierotce, która nic o nich nie wie — powiedział chłodno. — To jest ważniejsze.
— Nie, Syriuszu, obawiam się, że nie — powiedziała Minerwa, a Severus z wdzięcznością zauważył, że przynajmniej kilka osób wychodziło z transu, w który Potter najwyraźniej ich wszystkich wpędził. — Musimy to jak najszybciej wyjaśnić. Po pierwsze, dementorzy mogą próbować teraz wejść do szkoły, gdy jesteś tutaj w ludzkiej postaci.
Było jasne, że Black o tym nie pomyślał. Zbladł na tyle, że sam wyglądał jak cień dementora, a potem pochylił głowę.
— W porządku — powiedział to tak, jakby ktoś wbił mu hak i wyszarpał kawał mięsa. Severus westchnął, trochę smutny, że nie mógłby tego zrobić. — Byłem Strażnikiem Tajemnicy. Podejrzewałem Remusa. Wiedziałem, że nikt nie będzie podejrzewał Petera, więc zasugerowałem, żeby James dokonał zamiany. Powiedziałem, że to ja go zabiłem, bo to zrobiłem. Gdybym nie zasugerował Petera, James nigdy by tego nie zrobił.
Po tych słowach uniósł głowę, a jego spojrzenie utknęło w Pettigrew w sposób, który pozwolił Severusowi zrozumieć nienawiść, do której Black był faktycznie zdolny. To, co kiedykolwiek czuł do Severusa było bladym i nieistotnym cieniem tej nienawiści. Pettigrew cofnął się w kąt. Severus był pewien, że upadłby, gdyby już nie siedział.
— A on był cholernym śmierciożercą — wyszeptał Black. Jego głos był prawie szalony, a ręce owinęły się wokół prętów wyczarowanej przez Severusa klatki. Jeśli zauważył, jak głęboko wrzynały się w jego dłonie, powodując leniwą strużkę krwi spływającą po stali, w żaden sposób nie okazał, że zamierza przestać. — Zdradził ich Sam-Wiesz-Komu, a kiedy to rozgryzłem i zacząłem go ścigać, wykrzyczał swoje oskarżenie i rzucił zaklęcie, które zabiło mugoli, odciął sobie palec i uciekł jak szczur do kanałów.
Lupin poruszył się na swoim miejscu. Na jego twarzy było napięcie, którego Severus nigdy wcześniej nie widział. Chwilę później szydził z samego siebie. Jakbym regularnie monitorował miny wilkołaka.
— Czyli to właśnie się stało? — wyszeptał Lupin. — W ten sposób wszystko ma sens i oznacza, że nie jesteś zdrajcą?
Ciekawe, że mniej martwi się wymianą jednego zdrajcy na drugiego - pomyślał Severus.
— Tak to się stało, przysięgam. — Black potrząsnął głową w przód i w tył. — I utrzymywałem się przy zdrowych zmysłach w Azkabanie, ponieważ mogłem zmienić się w psa, a dementorzy ignorują zwierzęta. To tak, jakby ich nie wiedzieli.
Wyciągnął rękę i delikatnie dotknął twarzy Pottera przez pręty klatki. Potter stał tam i pozwolił mu to zrobić. Jego własny wyraz twarzy był dziwnie pusty i trzymał jedną rękę na bazyliszku, jakby to dawało mu całą prawdę, której potrzebował, bez konieczności usłyszenia jej od Blacka.
— Wtedy zobaczyłem zdjęcie Glizdogona w jego szczurzej postaci na ramieniu tego dzieciaka. — Black wskazał głową na Weasleya, który podskoczył, jakby nie był wdzięczny za to nagłe zwrócenie uwagi na siebie przez osobę dorosłą w tym pokoju. — I zdałem sobie sprawę, że był w Hogwarcie i nadal może być w stanie zrobić coś, co skrzywdzi Harry'ego. Wszyscy słyszeliśmy tę plotkę o powrocie Sam-Wiesz-Kogo. Może to tylko plotka, ale nie mogłem ryzykować.
Po raz kolejny zwrócił swoje miękkie spojrzenie na Pottera. Wyraz twarzy chłopca pozostał pusty przez najdziwniejszy, najdłuższy moment, po czym obdarzył Blacka niepewnym uśmiechem.
— Przyszedłeś, bo byłem w niebezpieczeństwie? — zapytał Potter.
— Tak — powiedział natychmiast Black. — To była moja odpowiedzialność jako ojca chrzestnego.
Bazyliszek coś syknął. Potter odsyknął w odpowiedzi. Black zamrugał i poruszył się niespokojnie. Nawet Lupin wyglądał, jakby wolał, żeby Potter tego nie robił.
Jak sobie poradzą z chrześniakiem, który jest o wiele mniej Gryfonem, niż przypuszczali? - pomyślał Severus. Wolał skupić się na tym, trzymać się tej małej niewygody w czymś, co wydawało się znów oceanem szczęścia dla dwojga ludzi, których nienawidził. Nie pozwalał sobie na złapanie, bo nie był taką osobą. Spojrzałby na to, czego nie zauważył, a co mogłoby zaskoczyć innych, tak jak zaskoczyło jego. Ciekawe, jak sobie poradzą z tym cholernym bazyliszkiem?
OoO
Wciąż chcę wiedzieć — powiedział Dash w głowie Harry'ego.
Wiem — odpowiedział Harry i położył dłoń wzdłuż pleców Dasha, aby ten mógł uzyskać jeszcze więcej ciepła niż od zwykłego zwinięciu się na ramionach Harry'ego. Ale myślę, że musimy dać mu szansę się wykazać.
Dash usadowił się nadąsany, potrząsając ogonem. Harry westchnął. Dash powiedział, że zapytałby, dlaczego Black pobiegł za Pettigrew, skoro tak bardzo przejmował się obowiązkami ojca chrzestnego. Uważał, że powinien zostać z Harry'm i opiekować się nim. Bazyliszek właśnie to by zrobił.
Harry odpowiedział mu, że Black nie był bazyliszkiem, co było prawdą, ale Dash uznał to tylko za argument, że był też mniej przygotowany do bycia prawdziwym ojcem chrzestnym.
Harry nie wiedział tego. Bolała go głowa. Chciał poznać prawdę, chciał poznać historie o swoich rodzicach, które obiecał mu Black i pragnął, żeby ten dzień się skończył. Już zbyt wiele się wydarzyło.
— Czy wezwiemy aurorów, Albusie? — McGonagall odwróciła się i spojrzała na dyrektora Dumbledore'a. — Mamy im teraz do zaoferowania historię, opis wydarzeń, które mogą powstrzymać Ministra przed natychmiastowym sięgnięciem po dementorów.
Dumbledore stał przez chwilę nieruchomo i cicho. Harry nie wiedział dlaczego. Ale zaczynał myśleć, że nie znał wielu powodów działań dorosłych. Zawsze sądził, że nie rozumiał tylko Dursleyów. Profesorowie wydawali mu się całkiem prostolinijni, odkąd przybył do Hogwartu z wyjątkiem Snape'a z jego dziwną urazą. Ale teraz również Dumbledore zachowywał się dziwnie.
Jest wiele rzeczy, których nie rozumiesz — powiedział Dash i delikatnie stuknął ogonem w lewą rękę Harry'ego. Musisz dowiedzieć się więcej o polityce. Wygląda na to, że wiele osób uważa, że jesteś ważny lub dziwny z powodu swojego imienia. Powinieneś się więc dowiedzieć więcej, aby nie mogli cię wykorzystać.
Harry powoli skinął głową. Przypuszczał, że to prawda. Nienawidził myśli o spędzaniu dużo czasu w towarzystwie ministra lub ludzi takich jak Lucjusz Malfoy, ale z drugiej strony nienawidził uwagi i Voldemorta, jednak musiał się z nimi pogodzić.
Przynajmniej nie musiał się martwić, że ktoś próbuje go teraz zabić.
Spojrzał na Blacka i zobaczył, że znów patrzył na niego w sposób, w jaki nikt nigdy tego nie robił - cóż, przynajmniej żaden dorosły. Ron i Hermiona czasami tak na niego patrzyli. To spojrzenie mówiło, że Harry był interesujący i chciał spędzić z nim czas.
Patrzę na ciebie w ten sposób — powiedział Dash. I szczerze, to mi powinieneś najbardziej zaufać, ponieważ słyszysz moje myśli i wiesz, że nie knuję przeciwko tobie.
Harry uśmiechnął się do Dasha. Ale nie jesteś osobą dorosłą, więc nie włączyłem cię do tej grupy.
Dash zastanowił się nad tym, po czym wykrzywił język w sposób, który mówił Harry'emu, że było to bardziej eleganckie niż zwykłe zadzieranie nosa przez ludzi. Harry nie zawracał sobie głowy, że wąż i tak nie mógł tego imitować. W porządku. Ale powinieneś pomyśleć najpierw o mnie, na początku każdej listy.
Harry znów się uśmiechnął. Dash mógł go zrelaksować i sprawić, by wszystko wydawało się być w porządku.
I może tak będzie. Dumbledore zdecydowanie kiwnął głową.
— Ufam, że nie będziesz miał nic przeciwko pozostaniu dłużej w klatce, Syriuszu? — zapytał z lekkim uśmiechem w kierunku Blacka. — Może to uspokoić ministra, jeśli będzie sądził, że jesteś zamknięty.
— Tak, mogę to zrobić — powiedział Black i rozciągnął się, będąc oparty na łokciach i piętach. Był trochę jak pies, nawet gdy był w ludzkiej postaci, uznał Harry. Odwrócił głowę i wbił wzrok w nastolatka. — Czy mogę przyjść i zobaczyć się z tobą, kiedy to się skończy, dzieciaku? I nadal będziesz chciał ze mną mieszkać?
Harry skinął głową. Jego gardło było ściśnięte.
— Czy Dash również może zamieszkać ze mną?
Chciał żyć ze swoim ojcem chrzestnym, ale nie zamierzał tego zrobić, jeśli nie mógłby mieć przy sobie Dasha.
Black zamilkł, po czym niechętnie uśmiechnął się.
— Tak. Przypuszczam, że w końcu przyzwyczaję się do posiadania węża.
— W międzyczasie — powiedziała McGonagall, brzmiąc tak bardzo jak profesor, że Harry drgnął i spojrzał na nią. — Pan Weasley i pan Potter muszą teraz wrócić do zajęć szkolnych. — otworzyła drzwi do swojego biura machnięciem różdżki. — Powinni teraz wyjść!
— Ale nic nie zostało rozwiązane! — zaprotestował Ron.
Harry zgodził się z tym w milczeniu. Z drugiej strony był wdzięczny za wymówkę, by wyjść i uciec od wszystkich cichych emocji wirujących w pokoju. Musiał to wszystko przemyśleć.
— Później dowiesz się o wynikach sprawy — powiedziała McGonagall i może coś na twarzy Rona sprawiło, że trochę zmiękła. — Obiecuję, że nie będziemy tego przed wami ukrywać. Zasługujecie, aby dowiedzieć się o wszystkim.
Dzięki temu nawet Ron był zadowolony, wychodząc, a Harry zszedł z nim po schodach. Dash opadł na ziemię i ślizgał się obok niego, zamiast jak zwykle spoczywać na jego ramieniu. Harry uznał, że to dlatego, że czuł się wyczerpany i trochę się potykał.
— Łał — powiedział Ron, kiedy zeszli po jednym zestawie schodów i czekali na następne, które musiały się przesunąć. — Co za dzień, kolego!
Harry skinął głową. Dash uniósł się i delikatnie dotknął pióropuszem twarz Harry'ego, muskając ją pod oczami.
Wszystko będzie lepsze. Zobaczysz.
