Rozdział 10: Z daleka

Draco nie wiedział, co do cholery działo się z Potterem, odkąd dostał węża, ale zaczynał podejrzewać, że niedługo zostanie całkowicie pominięty.

Miał już tego dość.

Następnego dnia , kiedy profesor Lupin nie pojawił się na zajęciach, po szkole krążyły pogłoski a mówiły one, że został wezwany do ministerstwa, aby zeznawać w procesie Syriusza Blacka. Draco dokładnie przesłuchał Ślizgonkę z piątego roku, która mu o tym powiedziała, starając się zrozumieć, dlaczego Syriusz Black miał proces teraz, kiedy wszyscy wiedzieli, co zrobił, ale piątoklasistka była niestety półkrwi i z niezależnej rodziny.

— Idź i sam zdobądź swoje informacje, Malfoy.

Było wszystkim, co powiedziała dziewczyna, kiedy Draco próbował zażądać dokładniejszych informacji i wróciła do rozmowy z innymi.

Draco skrzywił się.

Jeszcze bardziej skrzywił się, gdy przy następnym ogłoszeniu ze stołu nauczycielskiego, w trakcie gdy uczniowie zaczęli wychodzić z lunchu, poinformowano ich, że lekcje eliksirów z dzisiejszego popołudnia zostały odwołane, ponieważ ministerstwo poprosiło o przybycie również Snape'a.

— Podejrzewam, że wszystkim spodoba się ten odpoczynek — powiedział Dumbledore, mrugając do wszystkich, jakby oszukał każdego ucznia w Slytherinie, a potem usiadł i kontynuował posiłek.

Draco z oburzeniem zauważył, że jego szaty miały dziś szczególnie przyprawiający o mdłości odcień pomarańczowo-różowy.

Nie, nie będziemy zadowoleni - pomyślał Draco i wyszedł z Wielkiej Sali. Vince i Gregory jak zwykle szli za nim, ale Theodore również do niego podszedł, co było niezwykłe.

— Wiesz cokolwiek o tym? — zapytał Draco, chociaż upewnił się, że jego ton był uprzejmiejszy niż w przypadku piątoklasistki.

Theodore był jednym z rówieśników Draco, ale jego ojciec powierzał mu pewne sekrety, podczas gdy Lucjusz Malfoy uznał, że nie musi podzielić się nimi z Draco.

Thedore skinął głowa, ale milczał, gdy niektórzy Gryfoni przeszli obok, zanim powiedział pod nosem:

— Najwyraźniej wczoraj schwytali… cóż, profesor Snape schwytał… Syriusza Blacka na terenie szkoły. Jednak mój ojciec wydaje się myśleć, że to nie wszystko. Coś o tym, że Pettigrew żyje i jest prawdziwym przestępcą.

Draco gapił się na niego, nie mogąc się powstrzymać przed tym. Potem, gdy Theodore spojrzał na niego z rozbawieniem, spróbował przywdziać obojętną maskę i wyglądać tak beznamiętnie i spokojnie, jak to tylko możliwe.

— Oczywiście, że jest prawdziwą przestępcą, jeśli żyje — powiedział Draco tak spokojnie, jak mógł. — Prawdopodobnie wymordował wszystkich tych mugoli.

— Tak powiedzieli mojemu ojcu jego szpiedzy w ministerstwie — mruknął Theodore, po czym ruszył przed Draco.

Draco miał zamiar zapytać, co Lupin miał z tym wszystkim wspólnego, jeśli profesor Snape był tym, który schwytał Blacka, ale odejście Theodore'a położyło temu kres. Z drugiej strony Theodore miał tendencję do odchodzenia, gdy nie miał już żadnych sekretów do podzielenia się nimi, więc Draco nie był tym tak zdenerwowany, jak mógłby być.

I dlaczego nie wezwali Pottera? Można było pomyśleć, że zrobiłby wszystko, by pójść.

Trzymając zranione ramię, Draco zdołał zbliżyć się do Pottera. To było trudne, ponieważ nie mieli teraz zajęć z powodu odwołania eliksirów, a Potter i jego przyjaciele szli najszybciej, jak mogli, aby wrócić do Wieży Gryffindoru. Potter głaskał swojego bazyliszka i na przemian używał angielskiego rozmawiając ze swoimi przyjaciółmi i wężomowy, gdy zwracał się do Dasha.

Co za niegodne imię - pomyślał Draco, nie po raz pierwszy. Ale w tej chwili miał nadzieję nie tylko na własnego bazyliszka, aby uzasadniało to kontakt z Potterem. Miał też nadzieję na plotki.

— Potter! — zawołał i miał nadzieję, że brzmiał przyjaźnie. — Zaczekaj!

Potter odwrócił się, by na niego spojrzeć i chociaż na jego twarzy nie było widać złości, Draco miał wyraźne wrażenie, że było tak, bo myślał o czymś innym, a nie dlatego, że głęboko rozważał zachowanie Draco. Doszedł do oczywistego wniosku.

— O co chodzi, Malfoy? Jestem zajęty.

— Chcę wiedzieć o Syriuszu Blacku i całej tej sprawie dotyczącej schwytania i wezwania profesora Snape'a, aby zeznawał — powiedział Draco, porzucając swoją próbę życzliwości. Jeśli Potter mógł zachowywać się w tak chłodny sposób, to Draco również, chociaż wolał tak nie postępować w stosunku do Pottera. — Dlaczego nie jesteś tam z nimi?

Potter wzruszył ramionami.

— Powiedzieli, że powiedzą mi, jak to się skończyło, gdy tylko aurorzy zakończą przesłuchiwanie Pettigrew.

A potem spróbował się odwrócić i odejść, jakby właśnie nie powiedział Draco czegoś jeszcze bardziej soczystego niż Theodore. Przynajmniej znał źródła Theodore'a. Nie mógł uwierzyć, że profesor Snape tak po prostu zwierzał się Potterowi!

Wyciągnął rękę, aby chwycić ramię Pottera.

Bazyliszek syknął.

Draco stwierdził, że całkowicie się zatrzymał. I nie chodziło o to, że bazyliszek go sparaliżował - powieki wciąż zasłaniały jego oczy. To był tylko jedno syknięcie, ale i tak po prostu chciał stać w miejscu i nie poruszać się. Draco uznał, że nawet jego ojciec zamarłby w miejscu, choćby na znaku szacunku, a nie strachu.

— Nie dotykaj mnie — powiedział Potter, odwracając się i spoglądając na Draco z lekkim zmarszczeniem brwi. — Dash również tego nie chce.

— Dobrze — powiedział Draco. Był dumny z siebie, że otrząsnął się z intensywnego pragnienia stania w miejscu i zamiast tego zwracał się do Pottera niczym osoba dorosła. — Nie dotknę cię. Ale skąd tyle wiesz? Cała szkoła plotkuje o tym i nikt nic nie wie. Skąd ty to wiesz?

Z jakiegoś dziwnego powodu Potter uśmiechnął się.

— W jednej chwili myślisz, że powinienem być w centrum tego wszystkiego, ponieważ Syriusz jest moim ojcem chrzestnym, a w następnej zastanawiasz się, skąd wiem? — Bazyliszek zakołysał się przy nim, a Potter z roztargnieniem pogładził go po szyi, w sposób w jaki Draco widział, jak niektóre dzieci (oczywiście nie on sam) gładzą swoje kocyki bezpieczeństwa. — Nie jesteś konsekwentny, Malfoy. A konsekwencja jest cnotą.

Potter naśladował jego ojca. Musiało tak być. To była lekcja, której Lucjusz cały czas próbował nauczyć Draco. Chłopak skrzywił się.

— Nie nabijaj się ze mnie.

Potter wzruszył ramionami.

— Cóż, mam nadzieję, że tym razem dziennikarze i aurorzy powiedzą prawdę, więc i tak wszystkie informacje zostaną ujawnione za kilka dni. Pettigrew był szczurzym animagiem. Ukrywał się blisko mnie i szpiegował. — Z jakiegoś powodu Potter zarumienił się, ale Draco nie wiedział, dlaczego miałby kłamać w tej sprawie. Tak jak powiedział, wszystko byłoby w gazetach, gdyby to była prawda, a teraz Draco słuchał z zapierającą w dech piersiach uwagą, która musiała zadowolić Pottera. — Dash wyczuł go i powiedział, że pachniał jak człowiek. Złapaliśmy więc Syriusza i okazało się, że powodem, dla którego tu przybył, była ochrona mnie przed Pettigrew. — Weasley pociągnął Pottera za ramię i coś wyszeptał. Potter skinął głową. — Racja. Do zobaczenia, Malfoy.

I pośpiesznie się oddalili. Draco stał tam z otwartymi ustami, chcąc prosić o więcej, ale też nie chcąc nadużywać swojego szczęścia na wypadek, gdyby zniszczył niezwykły dobry nastrój, który sprawił, że Potter powiedział mu tak wiele w pierwszej kolejności.

Oczywiście to tylko wywołało więcej pytań. Skąd Black wiedział o Pettigrew? Gdzie ukrywał się Pettigrew przez te wszystkie lata? Jeśli przyszedł tutaj, aby szpiegować Pottera na własną rękę, czy to oznaczało, że Czarny Pan wróci?

Ale w końcu Draco zdołał zlekceważyć te wszystkie myśli i zadowolony z siebie pobiegł z powrotem do pokoju wspólnego Slytherinu. Wiedział teraz nawet więcej niż Theodore. Mógł usiąść na jednej z kanap i sugerować to ludziom, a nawet piątoklasiści z niezależnych rodzin, przychodziliby do niego, aby wysłuchać plotek. Przez chwilę będzie bardziej popularny niż zwykle.

To wystarczyło, by Draco podziękował Potterowi. Albo zrobiłby to, gdyby zostało to połączone z zapewnieniem, że Potter da mu jajo bazyliszka.

OoO

— Czy musiałeś mu powiedzieć, aż tak wiele, kolego? — Ron opadł na łóżko i wyciągnął ramiona, jakby chciał objąć sufit. — Będzie biegał dookoła zadowolony z siebie i używał tej wiedzy do szerzenia plotek. A później będzie się nabijać, kiedy dowie się, że Pettigrew był Parszywkiem.

— Dash powiedział, że to w porządku — mruknął Harry, tak neutralnie, jak był w stanie, grzebiąc w kufrze w poszukiwaniu innych szat szkolnych.

Wylał szklankę soku dyniowego na te, które miał na sobie, kiedy Dumbledore ogłosił, że eliksiry zostały odwołane na ten dzień. I wylał sok również na Dasha, który żywo na to narzekał, gdy szli z Wielkiej Sali do Wieży.

Co dokładnie powiedział Dash?

Ron obrócił się za pomocą łokci, tak że jego nogi zwisały teraz z łóżka. Harry lekko zmarszczył brwi. Dash był również wystarczająco długi, by sięgnąć do podłogi, ale Harry nie mógł tego zrobić, nawet gdy leżał bliżej krawędzi niż Ron. Miał nadzieję, że pewnego dnia również będzie w stanie to zrobić, ale nie wydawało się to prawdopodobne.

— Powiedział, że Malfoy nie pachniał agresywnie. — Harry potrząsnął lekko głową, kiedy Ron wpatrywał się w niego z niedowierzaniem. — Nie patrz tak na mnie. Ja również się zdziwiłem. Ale tak właśnie powiedział.

I miałem rację — powiedział Dash, owijając swoje ciało wokół poduszki, obserwując, jak Harry wyjmuje nowe szaty. Nie zaatakował cię.

Harry spojrzał na niego ze zdziwieniem. Dlaczego więc na niego syknąłeś, kiedy próbował mnie dotknąć?

Dash obrócił głowę, zadzierając ją, co często robił, gdy widział sprzeczność we własnych działaniach i nie chciał się do tego przyznać. Chodziło mi o to, że mimo wszystko nie próbował cię zaatakować.

Harry zaśmiał się i poszedł do łazienki, aby założyć nowe szaty. Dash nie poszedł za nim. Podczas gdy uwielbiał ciepłą wodę pod prysznicem, nie lubił zimnych płytek i zwykle odmawiał dołączenia do Harry'ego w łazience, chyba że rzeczywiście miał zamiar się umyć. Na szczęście dystans nie wpływał na ich więź.

Dlaczego nie gniewasz się, że Malfoy skrzywdził mnie w przeszłości? — zapytał Harry. Zdjął swoje szaty i wycisnął je. Nic to nie dało, będzie musiał użyć na nich mocnego czaru czyszczącego, aby je ponownie założyć. Teraz musiał ubrać nowe.

Ponieważ nie było mnie tam, żeby to zobaczyć. Dash ziewnął. Ten dźwięk był słyszalny dla Harry'ego mimo odległości. Ale kiedy ujrzę, że szykuje się do ataku na ciebie, będę gotowy go ugryźć.

Harry przewrócił oczami i włożył nowe szaty, po czym podszedł do lustra, żeby poprawić krawat. Mówiłem ci, że nie możesz nikogo ugryźć.

Teraz, kiedy dyrektor uczynił moją truciznę mniej śmiertelną, mogę. Niektórym ludziom trzeba dać nauczkę.

Harry przerwał wiązanie krawata. Sposób w jaki Dash powiedział te ostatnie słowa brzmiał… poważnie. O kim mówisz?

Dash nie odpowiadał przez chwilę, co tylko bardziej zaniepokoiło Harry'ego. Dash? — zapytał i skończył wiązać krawat. Chciał być przy swoim bazyliszku tak szybko, jak to możliwe.

Nie musisz brzmieć tak, jakbym miał wymknąć się z twojego łóżka i ugryźć każdego, kogo spotkam — powiedział posępnie Dash. Oszczędzam swój jad na chwilę, kiedy będę go potrzebować.

Martwię się, że zdecydujesz się, iż tak się zdarzy wtedy, gdy nie będzie mnie w pobliżu. Harry wybiegł z łazienki i położył się na łóżku obok Dasha, akceptując to, że bazyliszek ostrożnie wepchnął czubek swojego języka w jego szyję, zbierając zapach. Możesz również zdecydować się na użycie go wobec Syriusza lub na czymś, co będzie dla ciebie denerwujące.

Dash smagnął ogonem. Zrobię to, jeśli zmieni zdanie co do ciebie i mnie mieszkających razem.

Harry pogłaskał miękkie, małe łuski za głową Dasha, które zbiegały się na tyle zgrabnie, że prawie nie pojawiały się między nimi szczeliny. Dash odrzucił głowę do tyłu i wysunął język w czymś, co wyglądało jak pijacka rozkosz. Ze swojego łóżka Ron przewrócił oczami.

— Przysięgam, jesteś gorszy niż Neville z Trevorem — mruknął i odwrócił się, by chwycić swój zestaw szachów. — Masz ochotę na grę?

Właściwie to nie, ale Harry uznał, że dzięki temu Ron poczuje się lepiej. Nadal był rozstrojony po incydencie z Parszywkiem i nic dziwnego.

— Jasne — powiedział i przesunął się na koniec łóżka, podczas gdy Dash ułożył się tak, że jego głowa znajdowała się na kolanach Harry'ego, a większość jego ciała była schowana pod kołdrą, aby się ogrzać.

Wiesz, nie zawsze możesz gryźć ludzi — powiedział Harry Dashowi, tym razem głaszcząc jego pióropusz. Był tak okropnym szachistą, że rozmowa z bazyliszkiem, podczas gry z Ronem nie miała wpływu na jego rozgrywkę. Co by się stało, gdybyś zjadł Parszywka tak, jak chciałeś? Wtedy nie mielibyśmy dowodu, że Syriusz jest niewinny i nie mielibyśmy z nim zamieszkać.

Ale wtedy mógłbym ugryźć mugoli.

Harry prychnął i pochylił się, by przesunąć swoim gońcem w prawdopodobnie złym kierunku, ale było to warte widoku rozjaśniającego się Rona.

OoO

Severus skrzywił się i połknął antidotum na veritaserum. Wzrok członków Wizengamotu siedzących wzdłuż balustrady galerii był już zbyt spekulacyjny. Przynajmniej nie został zmuszony do wyznania każdego szczegółu swojej dziecięcej interakcji z Huncwotami. Było kilka osób zainteresowanych tym, osobiści wrogowie lub rodzice byłych uczniów, ale Knot szybko przejął kontrolę nad przesłuchaniem i skierował je we właściwym kierunku. Knot był kompetentnym politykiem, kiedy miał kogoś, kto powiedział mu, co ma robić.

Dumbledore, chociaż teraz go tu nie było, był tym, kto skierował Knota na tę szczególną ścieżkę. A Knot wciąż kiwał głową i zacierał ręce. Nawet jego zwykła niechęć do Dumbledore'a została odepchnięta na bok przez ulgę, jaką dała mu jasna ścieżka, którą powinien podążać przez zagmatwaną sytuację oraz myśl o skandalu, który w przeciwnym razie mógłby wiązać się z ministerstwem, uznał Snape. Syriusz Black nigdy nie miał odpowiedniego procesu, powiedział Dumbledore w zamyśleniu Knotowi tuż przed jego odejściem…

Teraz Knot uniósł ręce, jakby apelował do kogoś i mruknął do członka Wizengamotu obok niego:

— Słyszeliśmy wszystkie zeznania?

— Tak — powiedziała ta kobieta, siwowłosa wiedźma o imieniu Abigail Marcus i wychyliła się, jakby chciała lepiej przyjrzeć się Pettigrew siedzącemu na krześle więźnia i Syriuszowi Blackowi, który znajdował się niedaleko z strażnikiem aurorem obok niego. — I muszę przyznać, że to nie ułatwia sprawy, kiedy ktoś, kto nie lubi Blacka, wciąż jest gotów zeznawać, że popełniono wobec niego niesprawiedliwość.

Severus zachował swój szyderczy uśmieszek dla siebie. To nie był Hogwart, gdzie uszłoby mu to na sucho. Zastanawiał się, czy któryś z tych głupców wiedział, że był tutaj tylko dlatego, że Albus mu kazał.

Cóż, tak, istniała potencjalna szansa na gest dobrej woli wobec Pottera. Ale Severus nie był pewien, czy to wystarczy, by go do siebie przekonać i czy Potter naprawdę stanie się tak potężny, jak Severus sądził, że może. To było tylko podejrzenie.

— W takim razie decyzja powinna być oczywista — powiedział Knot i rozejrzał się na boki, jakby był gotów zaatakować każdego, kto się nie zgodzi. Severus znowu ukrył szyderczy uśmieszek. W rzeczywistości mężczyzna był tak miękki i podatny jak przedmiot, od którego został nazwany. — Kto się zgadza, opierając się na zeznaniach zaangażowanych stron i naszych świadków, że Peter Pettigrew był winny zdrady Jamesa i Lily Potterów?

Podniosło się tak wiele rąk, że ktoś mógł potencjalnie ukryć się wśród nich z opuszczoną dłonią. Mimo to Severus wątpił, żeby wielu to zrobiło. Dowody były zbyt mocne i wszyscy lojalni śmierciożercy - tacy jak Lucjusz Malfoy - zagłosowali za ratowaniem własnej skóry, bez względu na sympatię do Pettigrew.

— A kto zgadza się, że Syriusz Black powinien wyjść na wolność? — zapytał Knot i jeszcze raz rozejrzał się, podczas gdy obok niego Marcus liczyła ręce i zapisywała liczby za pomocą pióra, które było zaczarowane tak, by poruszać się szybko.

Ponownie podniosły się ręce. Severus spojrzał na Blacka. Wyglądał jakby był lekko oszołomiony. Uniósł jedną dłoń, by dotknąć zarostu na brodzie. Możliwe, że w jego oczach pojawiły się łzy, chociaż Severus był na tyle daleko, że nie mógł ich łatwo zobaczyć.

Kundel mimo wszystkiego wygrywa - pomyślał Severus i przełknął gorycz, która była gorsza niż wiele jego własnych eliksirów.

Ale bardziej zraniłoby go to, gdyby pozwolił ujawnić swoje uczucia dotyczące tej sprawy. Po pierwsze, już zeznawał, że wierzył w niewinność Blacka; został pokonany przez słowa wyjąkane przez Pettigrew, przez fakt, że to był zbyt wielki zbieg okoliczności, aby Pettigrew przeżył, a także nosił Mroczny Znak, a nawet przez to, co powiedział Black, niech mu Merlin pomoże. Nie mógłby się tego wyprzeć.

Pozostał jeszcze Potter.

Severus nie wiedział, czy Potter zmieni grę między Czarnym Panem a Dumbledorem, między Dumbledorem a resztą czarodziejskiego świata, nawet między Severusem a Blackiem. Myślał jedynie, że to możliwe.

Zachowa tę szansę, szansę, że pewnego dnia będzie mógł swobodnie działać tak długo, jak tylko będzie w stanie.

OoO

— Hej, dzieciaku, jestem… uwolnili mnie.

Harry podbiegł do Syriusza i objął go w pasie. Dash podążył za nim w bardziej dystyngowanym tempie, a ponieważ Harry trzymał Syriusza, poczuł jak mężczyzna sztywnieje. Harry prychnął i spojrzał w tę i z powrotem między Syriuszem, a swoim wężem.

— Zachowujcie się obaj ładnie.

Wszystkie bazyliszki wiedzą, jak to zrobić. Dash owinął się wokół ramion Harry'ego i wokół jego talii. To reszta świata nie chce być dla nas miła.

— Nie jest łatwo przyzwyczaić się do cholernie wielkiego węża owiniętego wokół ciebie — mruknął Syriusz, ale potrząsnął głowa i w następnej sekundzie uśmiechnął się bezradnie do Harry'ego, jakby był… oczarowany nim, tak jak wielu dorosłych wydawało się być oczarowanych Dudleyem. Tylko pani Weasley uśmiechała się w taki sposób do Harry'ego, więc dość łatwo było wybaczyć Syriuszowi. — A teraz jest to załatwione. Możesz zamieszkać ze mną.

— Naprawdę? — Harry odwrócił się i spojrzał z powątpiewaniem na Dumbledore'a.

Byli w jego biurze, a on stał za biurkiem i z lekkim uśmiechem obserwował spotkanie Syriusza i Harry'ego. Teraz uniósł brwi.

— Tak, mój chłopcze. Myślę, że tego życzyliby sobie twoi rodzice. W końcu Syriusz jest twoim ojcem chrzestnym! Mieli powody, aby go nim zrobić.

Harry odetchnął głęboko i odwrócił się, by spojrzeć na Syriusza.

— I opowiesz mi o nich? Wszystkie te historie, które obiecałeś?

— Wszystkie te, które obiecałem i wszystkie, które Remus pamięta. — Syriusz pochylił się i lekko potrząsnął ramieniem Harry'ego, uśmiechając się. — Będzie nas odwiedzał i oczywiście będzie tutaj jako profesor. Podobałoby ci się to?

— On jako profesor czy on odwiedzający nas? — zapytał Harry i roześmiał się na widok miny Syriusza i ponownie go przytulił. — Albo oba. — Był zadowolony z pewnego rodzaju szczęścia, z którym nie wiedział, co zrobić. Wciąż bulgotało i zalewało go. Miał ochotę tańczył pośrodku gabinetu Dumbledore'a z wyciągniętymi rękami, śmiejąc się. — To jest… Syriuszu, nie mam słów na to, jakie to wspaniałe.

Wyraz twarzy Syriusza złagodniał i po raz pierwszy odkąd zmienił się ze swojej animagicznej postaci, naprawdę wyglądał dla Harry'ego jak dorosły. Jego ręce delikatnie spoczęły na ramionach nastolatka.

— W takim razie postaram się być godny — wyszeptał we włosy Harry'ego. — Tak jak powinienem był być na pierwszym miejscu. Być ojcem chrzestnym, którym zawsze powinienem być.

Zachowywał się jak szalony, a teraz nie — powiedział Dash, wysuwając język, jakby chciał przetestować zapach Syriusza, chociaż Harry wiedział, że wyczuł go w chwili, gdy weszli do pomieszczenia. Zastanawiam się, dlaczego?

Harry zawahał się. Syriusz zachowywał się teraz normalnie, ale z drugiej strony wuj Vernon też mógł się zachowywać normalnie w obecności innych ludzi, jak pani Figg.

— Czy… zamierzasz skorzystać z porady specjalisty lub coś podobnego? — zapytał. — Wcześniej byłeś lekko przerażający.

— Przypuszczam… że mógłbym. — Syriusz zaskoczony spojrzał na Dumbledore'a. — Mam nadzieję, że dyrektor będzie mógł kogoś polecić.

— Będę szczęśliwy mogąc to zrobić — powiedział Dumbledore i uśmiechnął się do nich uprzejmie.

Nie ufam mu. Ale Harry uznał, że mógłby nie ufać Dumbledore'owi i nadal mieszkać z Syriuszem. Po pierwsze, nie musieliby wracać do Dursleyów.

Pewnego dnia — powiedział marzycielsko Dash — odwiedzę ich.

OoO

— Profesorze Snape?

Severus odwrócił się, wpatrując się w tego, kto go zawołał. To była ostatnia osoba, jaką spodziewał się usłyszeć, zwłaszcza pierwszego dnia, kiedy Black oficjalnie został zwolniony z aresztu ministerstwa.

Ale Harry Potter stał w drzwiach jego biura i nie cofnął się, nie zarumienił ani nie skrzywił, gdy Severus skrzywił się spoglądając na niego. Być może miało to coś wspólnego z ogromnym wężem na jego ramionach. Co dziwne, Severus miał nadzieję, że nie. Sztuczna odwaga nie przydałaby się zbytnio w większości sytuacji, w których prawdopodobnie znalazłby się Potter.

— Słucham? — zapytał Severus i postarał się, aby jego głos był mniej szorstki niż skrzek, który chciał się z niego wydobyć.

— Chciałem panu podziękować za zeznanie w obronie Syriusza — powiedział Potter precyzyjnym tonem. Być może wąż był dobry także dla jego dykcji, ponieważ wypowiadał słowa wyraźnie, a nie bełkocząc obrzydliwie. To był jeden z największych zarzutów Severusa wobec Gryfonów. — Wiem, że on panu za to nie podziękuje. Może kiedyś któryś z was powie mi dlaczego. Ale chciałem za to podziękować.

Severus zdziwiony wpatrywał się w niego, a Potter odwrócił się i wymknął. Ślizgon nie mógłby zrobić tego lepiej.

Snape stał tam przez chwilę, a potem skinął głową.

Nadal może być prawdą, że Potter nie zmieni gry tak bardzo, jak sądził Severus. Ale było w tym coś - życzliwość, pokora lub dalekowzroczność - co mogło dotrzeć do człowieka, który często go poniżał i dopiero niedawno zmienił swoje zachowanie.

Cokolwiek to było, Severus chciał być blisko niego, aby upewnić się, że ten płomień nie zgaśnie.