Rozdział 13: Podsycanie płomieni

— O czym będziemy rozmawiać? — zapytał Severus, siadając na krześle przed biurkiem Albusa, które trzymał dla honorowych gości i spojrzał z niesmakiem na Blacka i Lupina, którzy siedzieli po jego obu stronach.

Co zaskakujące, czuł się tak spokojny i nijaki, jak sugerował jego głos. Wiedział, że nie zrobił nic złego, a wręcz przeciwnie, złożył zeznania na procesie Wizengamotu przez co Black był jego dłużnikiem. Oznaczało to, że nie będzie musiał znosić niektórych bzdur, do których mogliby posunąć się tak zwani "Huncwoci". Black może nienawidzić bycia dłużnikiem Severusa, ale zawahałby się, zanim zaatakowałby go w obecności Albusa.

Że też muszę zastanawiać się nad swoim bezpieczeństwem przebywając z innymi dorosłymi przed Albusem…

Ale myśl o Blacku miotającym się w tym nowym świecie, którego najwyraźniej nie rozumiał, znów go uspokoiła. Odwrócił się do Albusa, który w dalszym ciągu się nie odzywał, ale siedział za biurkiem i patrzył na niego z iskrą w głębi oczu.

— Słucham — powiedział Severus, kiedy minęło kilka minut i nadal panowała cisza.

Napotkał spojrzenie Albusa i pozwolił, by na powierzchnię jego umysłu pojawiła się myśl, która Albus mógłby odczytać za pomocą legilimencji, gdyby chciał. Nie możesz mnie zastraszyć w ten sposób, kiedy byłem na tak wielu spotkaniu śmierciożerców.

Może ta myśl dotarła do Albusa i sprawiła, że zwrócił uwagę, ponieważ usiadł i potrząsnął głową.

— Chciałem cię ostrzec, Severusie.

— Przed czym?

Severus trzymał otwartą pozycję ciała, nie skrzyżował ani ramion ani nóg. Wydawało mu się, że usłyszał sfrustrowany warkot Blacka.

— Przed ujawnieniem likantropii Remusa Harry'emu — powiedział Albus.

Severus zdziwił się. To prawda, że kiedyś pomyślał o zrobieniu tego. Do odpowiednich uszu dotarłyby wskazówki dotyczące tego stanu, a rodzice domagaliby się wyrzucenia Lupina ze szkoły.

Ale Severus musiałby zostać tutaj i nadal uczyć, a besztanie Albusa mogło być nieprzyjemne. A ponieważ Wizengamot uznał Blacka za niewinnego, Severus całkowicie porzucił ten plan. To w końcu mogło na dobre obrócić Pottera przeciwko niemu. Jeśli jednak dziecku, takiemu jak Granger, udałoby się to rozgryźć, to…

Severus wzruszył ramionami.

— Nie zrobię tego. Nie planowałem nawet — dodał i uśmiechnął się, gdy Albus przyglądał mu się uważnie.

Rozpoznaje prawdę w tym oświadczeniu. Większość wprawnych użytkowników legilimencji może nie potrafiła nieomylnie wykryć kłamstwa, ale potrafili stwierdzić, że ktoś mówi prawdę, gdy została ona wypowiedziana z wystarczającym przekonaniem.

— Nie wierzę ci! — Black poderwał się na nogi z palcem wycelowanym w twarz Severusa. Mistrz eliksirów tylko na niego patrzył. Jego różdżka była w zasięgu ręki, gdyby jej potrzebował. — Już raz próbowałeś zwrócić Harry'ego przeciwko mnie! Zrobiłbyś to z Remusem!

— Jeśli mówisz o rozmowie, którą ty i ja przeprowadziliśmy, kiedy wkradłeś się na moją lekcję eliksirów — wycedził Severus, pozwalając Albusowi usłyszeć prawdę w tym stwierdzeniu — to nie wspomniałem o tym Potterowi.

— Opowiedziałeś mu historie, które go uprzedziły — rzekł Black, a jego grymas przypominał warczenie, mimo że żaden dźwięk nie wydobył się w jego ust.

— Śmiem twierdzić, że to tobie opowiedziałem historie, które cię uprzedziły — odparł natychmiast Severus. — Byłeś raczej zszokowany opowieścią o jego prawie przydziale do Slytherinu. — Kątem oka zobaczył, że z kolei Lupin przestraszył się tego stwierdzenia. Powstrzymał uśmiech. — Byłeś rozczarowany, gdy dowiedziałeś się, że nie był jak jego ojciec, który zmarł, gdy miał rok.

Black potrząsnął głową uparcie trzymając się swojego przekonania.

— Znęcałeś się nad nim na wszystkich jego dotychczasowych zajęciach, bo jest jak James. Słyszałem o tym!

Kto był jego informatorem? Lupin? Severus raczej wątpił, by chłopak narzekał na niego. A może jego przyjaciele z Gryffindoru byli zbyt gadatliwi.

— To prawda, że miałem błędne przekonania — powiedział Severus, prywatnie zastanawiając się, dlaczego Albus nie powstrzyma tej szarady. Z drugiej strony nigdy nie zorientował się dlaczego Albus udzielił Blackowi odpustu, którego nie oferował nikomu innemu. — Poprawiłem te błędne przekonania i zamierzam go teraz lepiej traktować.

W ogóle nie powinieneś był go źle traktować!

Severus nie miał na to nic do powiedzenia i po prostu obserwował Blacka. Zastanawiał się, czy Black byłby tak wściekły, gdyby to był ktoś inny niż Potter. Severus nie wiedział, żeby stawał po stronie Neville'a Longbottoma. Albo czy Black byłby bardziej wściekły, gdyby nie miał powodu wątpić, że Potter był dokładnie taki jak jego ojciec.

— Wystarczy, Syriuszu — powiedział w końcu Albus, przerywając Blackowi, gdy otworzył usta, by znów narzekać. — W międzyczasie. — Odwrócił się i spojrzał Severusowi w oczy. — Muszę nalegać, abyś zachował dla siebie likantropię Remusa, Severusie. I wszelkie inne uwagi, które mogłyby cię kusić na temat Syriusza lub Jamesa. Nie jest właściwe, abyś dręczył swoich uczniów.

Nigdy wcześniej cię to nie obchodziło. Ale Severus mógł z łatwością zrezygnować z "dręczenia" Pottera, ponieważ uznał, że bycie sojusznikiem chłopca jest bardziej korzystne. Skinął tylko głową, ukrywając emocje.

— Tak. Zrobię to. Mogę odejść?

— Nie ufam mu!

— Co sugerujesz? — zapytał Severus, teraz zmęczony tym, odwracając się do Blacka, pozwalając, by jego głos się wyostrzył. — Albus poprosił mnie, żebym dał mu słowo. Jeśli w to wątpisz…

— Jestem pewien, że możemy zaufać Severusowi, Syriuszu. — Lupin przemówił po raz pierwszy. Spojrzenie jego bursztynowych oczu wędrował tam i z powrotem od twarzy przyjaciela do oblicza Severusa. Severus mógłby uznać je za bardziej uspokajające, gdyby nie pamiętał, jak płonęły szaleństwem w ciemnościach w tunelu. — Obiecał tego nie zrobić i musi wiedzieć, co by się stało, gdyby złamał tę obietnicę.

Najprawdopodobniej nic - pomyślał Severus i również spojrzał bez wahania napotkając wzrok Lupina. Albus potrzebuje mnie bardziej niż ciebie, któremu dał pracę tylko z litości. Byłem jego szpiegiem. Równie dobrze mogę znów nim być.

Jakby dokładnie w tym momencie przeczytał myśli Severusa, Albus wtrącił się do rozmowy.

— Tak, możemy zaufać Severusowi, Remusie. Syriuszu. — Wypowiedział ostatnie słowo jak naganę, a Black usiadł i skrzywił się, wpatrując w Severusa. — Właściwie prosiłbym, żebyście wybaczyli mi i Severusowi. Muszę z nim porozmawiać w cztery oczy.

Black otworzył usta, ale Lupin wstał i podszedł do drzwi, które prowadziły do biura, kiwając głową Severusowi. Black zdawał uświadamiać sobie, że byłby głupcem, gdyby zrobił cokolwiek poza podążaniem za nim. Mimo to Severus był nieco zaskoczony, kiedy to zrobił. Zrobienie z siebie głupca nigdy wcześniej nie powstrzymywało Blacka. Severus nie był nawet całkowicie pewien, czy wiedział, kiedy będzie wyglądał na takiego.

— Cóż — powiedział Albus, kiedy minęło kilka minut od odejścia tamtej dwójki i Severus uznał, że Black zrezygnował z podsłuchiwania pod drzwiami. — Muszę przyznać, że jestem ciekawy, skąd wzięło się twoje lepsze traktowanie Harry'ego, Severusie. Czy to tylko wąż? A może świadomość, że mógł zostać przydzielony do Slytherinu i dokonał wyboru, by pójść gdzie indziej, zmieniła twoją opinię o nim?

Severus delikatnie zacisnął swoje tarcze oklumencyjne i uśmiechnął się do Albusa.

— Przemyślałem ponownie to, co mi powiedziałeś, że syn nie jest swoim ojcem. Zdałem sobie sprawę, że masz rację.

Albus tylko go obserwował. Severus również się w niego wpatrywał. Wiele zawdzięczał Albusowi, ale nie dawał wglądu do swoich prywatnych myśli i motywacji.

Albus w końcu westchnął i powiedział:

— Utrzymuj to stanowisko, jeśli chcesz, ale powinieneś wiedzieć, że ministerstwo spogląda mi przez ramię. Niektóre rzeczy, które Harry powiedział w wywiadzie w Żonglerze sprowokowały ich.

— Jakie rzeczy?

Severus sam przeczytał ten artykuł i z wyjątkiem krótkiego akapitu na początku, który był typową prozą Xenophiliusa Lovegooda o tym, jak cudowne są magiczne stworzenia i że więcej osób powinno zwracać na nie uwagę, brzmiał on jak bajka dla dzieci. Potter mówił rzeczy bez ogródek, Severus musiał to przyznać. Nawet jego kłamstwa zwykle były bezpośrednie.

— Sprowokowało ich samo istnienie wywiadu. — Albus położył dłonie na biurku. — Korneliuszowi nie spodobało się, że Harry mówił bez jego zgody.

— Rozumiem — powiedział Severus. — A dlaczego mi to mówisz? Wydawałoby się, że to coś, czym powinien zajmować się ojciec chrzestny, a profesor, zwłaszcza taki, który nie jest nawet opiekunem domu Pottera.

— Masz kilka kontaktów w ministerstwie, których nawet ja nie posiadam — powiedział neutralnie Albus. — Miałem nadzieję, że dowiesz się, czy Korneliusz naprawdę zamierza zrobić coś, by skrzywdzić Harry'ego, czy też jest to polityczne zamieszanie, które wkrótce ucichnie.

— Masz na myśli — powiedział Severus, który nie wiedział, czy dobrze się bawił czy nie, czy po prostu wczuwał się w nastrój — że powinienem móc dotrzeć do dawnych śmierciożerców takich jak Lucjusz Malfoy, aby dowiedzieć się, co planuje Knot. Ponieważ Lucjusz ma go pod kontrolą.

— Z pewnością nie jest to tak złe, jak to się wydaje — powiedział Albus z fałszywie serdecznym uśmiechem. Severus nigdy nie widział, żeby był tak kłamliwy. — Korneliusz mnie słucha. Przynajmniej czasami.

— Czasami — zgodził się Severus i starał się nie gapić na Albusa.

Dziwne z jego strony, że tak się zachowywał, ale był dziwny, odkąd Potter adoptował bazyliszka. Być może dziwne konsekwencje tego wydarzenia wciąż jeszcze były niewygodne, przynajmniej dla Albusa.

Może dla każdego z nas.

Severus wstał, ale zadał jedno pytanie, chociaż nie sądził, że otrzyma odpowiedź tak jak przy poprzednim.

— Co sprawia, że tak wybaczasz Blackowi, chociaż nie robisz tego wobec innych?

Nie wspomniał swojego imienia w tym samym zdaniu co nazwisko Blacka. Nigdy tego nie zrobi.

Albus podniósł okulary i spojrzał na Severusa tym odległym spojrzeniem, do którego Severus był dobrze przyzwyczajony, jakby Albus chwilowo zapomniał, jak wygląda twarz Severusa.

— Hmmm? Czego to dotyczy, mój chłopcze?

— Dajesz mu szansę, której nie dajesz innym ludziom — powiedział Severus i kiedy nad tym się zastanowił, znalazł porównanie, które miało więcej sensu, niż gdyby podał siebie jako przykład. — Nawet Potterowi. Chciałeś wejść w umysł Pottera, żeby spojrzeć na jego więź z bazyliszkiem. Nigdy tego nie zrobiłeś z Blackiem, nawet po tym, jak prawie mnie zabił. — Mimo wszystko wspomniał o sobie, więc Severus równie dobrze mógł przejść przez resztę drogi i mówić o tym, o czym przysiągł sobie, że nigdy nie poruszy. — Dlaczego nigdy nie uwierzyłeś w moją wersję historii, ale od razu uwierzyłeś Blackowi? Dlaczego tak chętnie uważałeś go za niewinnego, kiedy usłyszałeś jego historię o Pettigrew, która musiała brzmieć fantastycznie, dopóki nie została potwierdzona przez veritaserum?

Albus westchnął lekko.

— Mój drogi chłopcze, po prostu podziwiałem jego odwagę.

— Jego odwagę — powtórzył tępo Severus.

Tak, zawsze wiedział, że dyrektor faworyzował gryfonów, ale to nie miało sensu w nagłym wykluczeniu Pottera z łask Albusa. W końcu zabicie bazyliszka w zeszłym roku wymagało mnóstwa odwagi.

— Jego odwagę w ucieczce od rodziny — powiedział Albus, a jego głos rozgrzał się w sposób, który upewnił Severusa, że słyszał prawdę. Oczywiście sam był mistrzem legilimencji, chociaż rzadko decydował się na wykorzystanie swojego talentu przeciwko Albusowi. — I za schronienie się u rodziny, co do której mógł mieć pewność, że nie odeśle go z powrotem. Miał odwagę przeciwstawić się swoim krewnym, gdy naruszali jego zasady.

Severus na moment całkowicie zamarł.

To był ten moment, w którym mógł wyjść z biura Albusa i nie zareagować na to. Zamiast tego zaatakował i zrzucił na podłogę papiery, srebrne instrumenty i kryształową kulę z biurka Albusa. Albus wpatrywał się w niego z prawdziwym zdziwieniem - choć raz autentycznym, uznał Severus - w swoich niebieskich oczach.

—Mój chłopcze — wyszeptał — dlaczego? Dlaczego współczucie okazywane jednej osobie może cię tak niepokoić?

— Ponieważ — powiedział Severus i pochylił się do przodu, zaciskając zęby — nie miałeś dla mnie litości, kiedy prawie umarłem z rąk twojego ukochanego gryfona. Myślałem, że to dlatego, że byłem ślizgonem. Ale teraz zaczynam rozumieć dlaczego. Ponieważ nigdy nie wystąpiłem przeciwko mojemu ojcu? Ponieważ nigdy nie uciekłem od matki i zostawiłem ją samą, aby stawiła czoła mojemu ojcu? Czy muszę ci przypomnieć, że Black zostawił za sobą młodszego brata?

Albus wpatrywał się z niego z tak głębokim niezrozumieniem, że Severus od razu wiedział, że nie zrobił takiego wrażenia, jakie chciał, z przemocą czy bez niej. Mogło to wynikać z różnic w domach. Możliwe, że Albus nie znał Regulusa Blacka i nie wiedział, że Regulus został śmierciożerca głównie po to, by zadowolić swoich rodziców.

Może być tak, że Albus gdzieś w głębi serca wiedział, że się myli i nie zmienił zdania, bo to skonfrontowałoby go ze wszystkimi konsekwencjami jego błędów - pomyślał Severus.

— Mój drogi chłopcze — powiedział Albus — z pewnością przeszłość…

— A jaka jest twoja wymówka, jeśli chodzi o Pottera? — wyszeptał Severus. Coś kłębiło się mrocznie w jego umyśle, coś wielkiego i okropnego, coś z kłami, które zawstydziłoby bazyliszka. — Czy jego odwaga nie była wystarczająco wielka? A może nie ma takiej rodziny, od której ucieczką mógłby się pochwalić?

Albus zamrugał zdziwiony, a potem zachichotał.

— Harry dorastał z mugolami, Severusie. Nie wątpię, że mieliby uprzedzenia lub poglądy dotyczące jasnej czy ciemnej magii, które mogliby mu przekazać.

Severus wpatrywał się w niego w milczeniu przez dłuższa chwilę.

— Oddałeś go Petunii Evans? — zapytał zaskoczony.

— Od dłuższego czasu jest Petunią Dursley — poprawił go Albus i posłał Severusowi delikatny uśmiech. — Gdybyś poświęcił czas na samodzielne poznanie Harry'ego, Severusie, to myślę, że zobaczyłbyś go jako własną osobę, a nie tylko metodę zemsty na Jamesie.

Severus odpowiedział coś, nie pamiętał co i odwrócił się w stronę wyjścia, ale wiedział, co powiedział, kiedy stał z ręką na klamce.

— Co takiego jest w odwadze Pottera, czego ci brakuje, dyrektorze? — zapytał, odwrócony do niego plecami.

Albus westchnął.

— Nie nadszedł jeszcze ten czas, abym o tym z tobą porozmawiał, Severusie.

— Jeśli oczekujesz, że potraktuję chłopca tak, jak ty traktujesz Blacka, powinieneś mi powiedzieć.

— Mój drogi Severusie! Czy ja coś takiego powiedziałem?

— Chcę wiedzieć. Zasługuję na to, by wiedzieć, przez przysięgę, którą ci złożyłem.

Nastąpiła chwila ciszy, po czym Albus odpowiedział, znowu głosem w którym pobrzmiewała prawda. Severus wiedział, że Albus na ogół to robił, gdy Severus przywołał Lily.

— Ma odwagę stawić czoła bazyliszkom i Voldemortowi, a nawet szukać głosu w ciemnościach, kiedy nie wie, kto prosi o pomoc. Ale nie jestem pewien, czy będzie miał odwagę stawić czoła temu, o co muszę go poprosić, i dlatego nie śmiem go za bardzo kochać.

Severus bezszelestnie zamknął za sobą drzwi.

OoO

Harry wstał, mimo że Hermiona próbowała zatrzymać go przy bibliotecznym stole obok siebie.

— Gdzie idziesz? — syknęła cicho do niego. — Musimy popracować nad esejem na transmutację.

— Malfoy tam jest — powiedział jej Harry. — Muszę z nim porozmawiać.

Poczuł, że Dash przesuwał się na jego ramieniu i usłyszał brzęczenie z tyłu głowy, które oznaczało, że Dash był gotowy do rozmowy z Malfoyem, tak jak poprosił go Harry. Harry obiecał, że przetłumaczy to, co Dash miał do powiedzenia. Sądził, że jego bazyliszek mógłby dotrzeć do Malfoya, tam gdzie on nie mógł, a może nawet Malfoy będzie zaszczycony tym, że Dash z nim rozmawia.

Pamiętał również, że zanim Dash zgodził się porozmawiać z Malfoyem, Harry obiecał złapać i wypuścić w opuszczonej części lochów dużo myszy w ramach przekupstwa. Ale Harry myślał, że to będzie tego warte, gdyby mogło powstrzymać Malfoya przez zrobieniem czegoś głupiego. Jasne, zabił tego bazyliszka, ale to nie sprawiło, że Komnata Tajemnic była bezpieczna.

Musisz mi powiedzieć więcej o tym, jak go zabiłeś. Chcę wiedzieć, na wypadek, gdyby ktoś próbował mnie zabić w ten sam sposób, kiedy będę cię bronił — mruknął do niego Dash.

Możesz po prostu spojrzeć na moje wspomnienia i w ten sposób zobaczyć, jak to się stało — powiedział Harry z roztargnieniem, rozglądając się za Malfoyem. Wyglądało na to, że wchodził do sekcji biblioteki, w której znajdowały się książki o czasach założycieli Hogwartu. To miało sens, biorąc pod uwagę to, czego szukał.

Chcę usłyszeć, jak ty o tym mówisz — odpowiedział Dash złowieszczo, a jego ogon owinął się wokół górnej części ramienia Harry'ego, dokładnie w miejscu, w którym zostałby naznaczony, gdyby był śmierciożercą, i ścisnął je.

Dobra — stwierdził Harry i potarł knykciami miejsce tuż za pióropuszem Dasha. Tak jak myślał, sprawiło to, że Dash całkowicie się rozluźnił, jakby nie posiadał kości. Naprawdę nie mógł się oprzeć drapaniu w ten sposób. Harry uśmiechnął się. Potrzebował jakieś przewagi, kiedy miał do czynienia z rozmiarem, zdolnościami węchowymi Dasha, trucizną, zabójczym spojrzeniem, magią i całą resztą.

Miło mi zauważyć, że wśród moich zalet wymieniasz wyostrzony węch.

Harry nie miał czasu na odpowiedź, ponieważ wyszedł zza rogu i prawie wpadł na Malfoya. Chłopak klęczał nad grubą książką, marszcząc brwi na kurz, który spadał z rogów okładki za każdym razem, gdy przewracał stronę. Kiedy ujrzał Harry'ego, wstał i odwrócił się, przyciskając do siebie książkę. Harry miał tylko szansę dostrzec wijąca się ilustrację węża na okładce, ale łatwo było zgadnąć na temat jakiego założyciela szukałby informacji Malfoy, gdyby zamierzał znaleźć Komnatę Tajemnic.

— Co tutaj robisz? — zapytał Malfoy, drwiąc z niego. — Nie chcesz, żeby ktokolwiek inny dostał własnego bazyliszka? Myślisz, że to może uczynić cię mniej wyjątkowym?

— Dash chce ci coś powiedzieć — rzekł stanowczo Harry, ignorując pokusę zareagowania na obelgi.

Po pierwsze, odpowiedź nie ucieszyłaby Malfoya, był tego pewien. Wyciągnął rękę, a Dash powoli i z gracją przesunął się po niej, wysuwając język tylko wtedy, gdy był w pobliżu Malfoya. Harry próbował zignorować sposób, w jaki ciężar bazyliszka sprawiał, że jego ramię opadło i miał nadzieję, że nadal wyglądał imponująco.

Malfoy znieruchomiał, jakby spodziewał się usłyszeć angielski wydobywający się z ust Dasha. To był z pewnością pierwszy raz, kiedy Dash był tak skupiony na kimś innym niż Harry, który musiał lekko przygryźć wargę. Nie był zazdrosny. To on poprosił Dasha, żeby to zrobił, więc nie mógł być zazdrosny o sposób, w jaki Dash odnosił się do Malfoya.

Pamiętaj o tym następnym razem, gdy poprosisz mnie o rozmowę z kimś innym — powiedział zadowolony z siebie Dash.

Harry skupił się na Malfoyu i zapytał Dasha: Co chciałeś mu powiedzieć?

Że przeżyłeś drogę do Komnaty Tajemnic tylko dlatego, że mówisz wężomową — powiedział Dash. Wokół nas były różnego rodzaju pułapki, które, jak sądziłem, widziałeś, kiedy wracaliśmy przez tunel, ale potem zdałem sobie sprawę, że nie. Przechodziłeś obok nich, a one nie miały na ciebie wpływu. Pachniały krwią. Ten twój ślizgon przelał na nich swoją krew i musiał sądzić, że tylko ktoś, kto miał jego krew, może mówić poprawnie w wężomowie i przejść obok nich. Mylił się.

Harry zadrżał lekko. Ale zabrałem ze sobą dwie inne osoby do Komnaty, kiedy zszedłem tam po raz pierwszy.

Nie przeszli więc do tych części Komnaty, w których ukryte były pułapki. Albo byli bezpieczni, ponieważ byli z tobą. Dash przechylił głowę i wysunął język. Malfoy nie spuszczał wzroku z głowy Dasha. Był zafascynowany, jak nikt inny oprócz Luny i jej ojca, bazyliszkiem, chociaż Harry myślał, że Malfoy również zastanawiał się nad przewagą mocy, jaką dałby mu bazyliszek.

— Dash powiedział, że Slytherin zostawił pułapki w Komnacie — mruknął Harry. — Nawet o nich nie wiedziałem. Zostawił je pokryte swoją krwią, tak że podobno tylko ktoś z jego krwi mógł tam zejść.

Malfoy zerknął na niego.

— Ale nie jesteś z krwi Slytherinu.

Harry chciał odpowiedzieć, że musi być bardziej ślizgonem, niż myślał Malfoy, ale nie widział powodu, by antagonizować go w ten sposób.

— Pułapki nie działały tak, jak myślał Slytherin. Przepuszczą każdego, kto jest wężoustym. — Harry wzruszył ramionami. — Przypuszczam, że Slytherin uważał, że tylko ktoś, kto był z jego krwi, może być wężoustym. Jego strata, mój syk. — Położył dłoń na Dashu.

Malfoy patrzył w tę i z powrotem między nim a Dashem, po czym powiedział:

— Zatem, co to za bzdury o tym, że Weasleyowie byli w Komnacie?

— Ron poszedł ze mną. — Harry ponownie wzruszył ramionami. — Ktoś, kto przyszedł ze mną, mógł przejść przez pułapki, tak twierdzi Dash. A przynajmniej to jedyne wytłumaczenie, jakie może wymyślić. — Naprawdę nie sądził, że mówienie Malfoyowi, że mogą istnieć bezpieczne części Komnaty, nie było dobrym pomysłem.

Rano na twojej poduszce będzie martwa mysz — powiedział Dash tonem, który mógłby być grzmiący, gdyby mówił na głos.

— W takim razie wszystko, co musisz zrobić, to zabrać mnie do Komnaty, a ja…

Malfoy nagle przestał mówić. Harry rozejrzał się szybko, myśląc, że ktoś zakradł się do nich, a Malfoy nie chciał być widziany podczas rozmowy z Potterem ze wszystkich ludzi, ale potem zdał sobie sprawę, że Malfoy patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami i zaciśniętymi białymi ustami.

— Nie — szepnął Malfoy. — Raz prosiłem o pomoc. Nie zrobię tego ponownie.

Odwrócił się i znowu odszedł, zabierając ze sobą wielką księgę z wężem na okładce. Harry wyciągnął rękę i już otwierał usta, ale nie zdążył zawołać Malfoya, podobnie jak ostatnim razem, ponieważ ktoś stanął za nim.

— Potter.

Głos Snape'a sprawił, że Harry wzdrygnąłby się instynktownie, ale Dash owinął się wokół niego w sposób, który to uniemożliwiał. Harry był pewien, że Dash nauczył się tego, aby przeciwstawić się takim wzdrygnięciom.

Nie martw się o tego jednego ślizgona — powiedział Dash. Jeśli musisz nalegać na odnoszenie się do nich w tak głupi sposób, a nie przez zapach. Jest młody i głupi. Albo nie znajdzie Komnaty, albo ją znajdzie i umrze.

Dash! To nie…

A starszy nie pachnie, jakby chciał cię skrzywdzić — dokończył z zadowoleniem Dash, machając ogonem w przód i w tył.

Snape? Nie chce go skrzywdzić? Harry uwierzy, jak to zobaczy, ale żeby Snape przyszedł do biblioteki aby go znaleźć, musiało oznaczać, że zrobił coś bardzo złego. Odwrócił się i spojrzał na Snape'a, czekając.

Snape stał, patrząc na niego z tak pustym wyrazem twarzy, że Harry zaczął się zastanawiać, czy zamiast tego to Syriusz coś zrobił. Prawie otworzył usta, by przeprosić, kiedy Snape powiedział:

— Potter, chodź ze mną. Muszę z tobą porozmawiać.

I położył dłoń na łokciu Harry'ego i zaczął kierować go w stronę lochów, jakby myślał, że Harry może się zgubić czy coś.

Harry, zdziwiony, poszedł z nim.