Rozdział 14: Zaostrzenie sytuacji

Severus wprowadził Pottera i jego węża do swojego biura, a potem zatrzymał się i sprawdził drzwi. Były już na nich zaklęcie blokujące, ale jeszcze je wzmocnił. Nie chciał myśleć o tym, co by się stało, gdyby ktoś im przerwał, a ktoś źle odebrałby to, co mówił Severus.

Potter po prostu stał spokojnie i obserwował go. Zwykle głaskał swojego węża, kiedy był zestresowany lub zdenerwowany. Severus już się tego nauczył, ale w tej chwili ręka chłopca leżała bezwładnie na plecach bazyliszka. Sam bazyliszek przekręcił głowę w kierunku Severusa, ale nie wykazał żadnych oznak uniesienia powiek, odsłonięcia kłów, ani żadnych innych niezwykłych oznak agresji.

Być może to zadziała. Severus skinął głową w stronę Pottera. Wiedział, co chciał powiedzieć, ale teraz jak to zrobić…

— Chcesz napić się herbaty?

Oczy Pottera otworzyły się tak szeroko, że wydawało się, że mogą wypaść z jego głowy. Severus był podwójnie zadowolony z zaklęcia blokującego na drzwiach.

Nie był zadowolony ze sposobu, w jaki bazyliszek syknął i podniósł głowę. Sekundę później Potter potrząsnął głową i wymamrotał:

— Nie. — Bazyliszek nie poruszał się, ale Potter zmarszczył czoło i dodał: — Nie, naprawdę, nie sądzę. Nie, jest solidny. Nie, nie możesz tego złamać.

Severus ukrył natychmiastową reakcję na to gadanie do bazyliszka, które było niegrzeczne i pozbawione godności.

— Zakładam, że mówisz o moich drzwiach? — powiedział sucho. — Również wolałbym, aby nie zostały zepsute.

Potter zarumienił się i potrząsnął głową.

— Przepraszam, proszę pana. Myślałem, że mówię w wężomowie. — Zawahał się, a ogon bazyliszka wygiął się w górę i uderzył go w kark. Potter westchnął, po czym powiedział tym samym zamyślonym głosem, który Severus słyszał, kiedy dzieci przekazywały wiadomość od swoich rodziców. — Dash chce wiedzieć, czy zamierza pan dodać eliksir do herbaty.

— Nie — powiedział Severus, zachowując obojętny wyraz twarzy. Było to mniej trudne, niż się spodziewał, chociaż nie chciał, żeby Potter rzucał mu wyzwanie bardziej niż wtedy, gdy chłopak był irytujący. Po tym, czego nauczył się w gabinecie Dumbledore'a… — Tylko zaklęcie, które ją ogrzeje.

Potter odwrócił wzrok. Jego policzki wciąż były jaskrowoczerwone.

— Dziękuję, proszę pana.

Sekundę później wpatrywał się w bazyliszka, zaabsorbowany w sposób, który sprawił, że Severus założył, że przemawia przez więź. Severus podszedł do kociołka, który trzymał do zwykłego gotowania, kiedy pracował do późno nad eliksirem i nie mógł go zostawić tylko na krótki czas, i napełnił go wodą. Sekundę później rozpalił ogień i sięgnął po liście odpowiednich ziół, które trzymał na półkach.

Potter znów go obserwował, kiedy się odwrócił.

— Dziękuję, że tak dobrze pan to przyjął, proszę pana — mruknął, jakby zakładał, że złe zachowanie bazyliszka wymagało drugich przeprosin. Rozejrzał się, na wpół zagubiony. Severus wyciągnął różdżkę i wyczarował krzesło. Potter opadł na nie i szturchał bazyliszka, aż spadł i zwinął się bardziej na jego kolanach niż na ramionach. — Nie wiele osób by to zrobiło.

— Zakładam, że twój bazyliszek nie jest przyzwyczajony do ludzi szanujących jego opinie?

Severus rzucił kolejne zaklęcie, które sprawiło, że bąbelki wody podczas wrzenia powiększały się i zaczęły przesiewać odpowiednie zioła.

— No cóż, miałem na myśli to, że moi współlokatorzy wiedzą, że mogą go teraz szanować, albo przynajmniej będą — powiedział Potter i dotknął szyi węża. — Dash tak naprawdę by ich nie skrzywdził, ale i tak im się to nie podoba.

Rozumiem, co chcesz powiedzieć - pomyślał Severus i po prostu skinął głową. Wciąż starał się rozgryźć, jak pokierować tą rozmową, ale nie sądził, by tak prywatne wyznanie na samym początku było odpowiednie.

Potter opuścił ręce sekundę później, jakby się garbił i patrzył ukradkiem na Severusa.

— Miło z pana strony, że robi pan dla mnie herbatę, ale o co tak naprawdę chodzi?

Prosto do rzeczy.

— Za chwilę wyjaśnię, panie Potter — powiedział. — Najpierw chcę skończyć przygotowywać herbatę.

Potter miał najwyraźniej ochotę coś jeszcze powiedział, ale nie zrobił tego. Bazyliszek ułożył się tak, że był w większości ułożony na kolanach Pottera, chociaż jego ogon zwisał z boku krzesła. Severus uznał, że bazyliszek mógłby skręcić się bardziej, aby całkowicie spoczywać na chłopcu. Najprawdopodobniej zostawił ogon leżący, aby zostawić sobie otwartą drogę ucieczki lub po prostu chciał zobaczyć reakcję Severusa na to.

Severus w końcu skończył przygotowywanie herbaty i podał kubek Potterowi. Chłopiec przełknął szybko pierwszy łyk gorącego napoju, po czym zamrugał i spojrzał do środka naczynia.

— Nigdy wcześniej nie próbowałem takiej herbaty — powiedział.

— Należy do mojej prywatnego zapasu — powiedział Severus. — Od czasu do czasu parzę coś innego niż eliksiry. — To spowodowało słaby uśmiech u chłopca. Usiadł naprzeciw Pottera i przyglądał mu się przez chwilę, a potem zapytał: — Potter, z jakiego domu pochodzisz?

Na twarzy Pottera pojawiła się taka wrogość, że Severus mógłby się cofnąć, gdyby nie spodziewał się tego częściowo. Bazyliszek poruszył się, ale Severus nie zwracał na niego uwagi. Wiedział, że wąż nie zaatakuje bez zgody Pottera. A Potter nie zrobiłby tego za samo pytanie.

Przynajmniej tak myślał Severus.

— Z tego, w którym zginęli moi rodzice — powiedział Potter i upił kolejny łyk herbaty. Severus zastanawiał się, czy chłopak wiedział, że ręce trzymające kubek drżały. Prawdopodobnie nie, bo zrobiłby coś, żeby to ukryć. — Wie pan o tym. Pierwszą rzeczą, którą mi pan powiedział, był komentarz na temat sławy, którą ja… otrzymałem tej nocy, kiedy zginęli moi rodzice.

— Zmieniłem zdanie o tobie. Już nie myślę o tobie jak o bezmyślnym celebrycie.

Bazyliszek syknął. To był denerwujący dźwięk, tym bardziej, że Severus wiedział, że stworzenie wychwytuje nie tylko emocje Pottera, ale także sens słów Severusa przefiltrowany przez jego umysł. Były inne sposoby, w jakie Potter mógł zareagować, które mogłyby zmienić zachowanie bazyliszka.

Z drugiej strony, gdyby Severus nie zaczął wierzyć, że było coś niezwykłego w Potterze i jego reakcjach, nie byłoby go tutaj, by teraz z nim rozmawiać. A bazyliszek był czasami przydatny jako przewodnik po tym, co szalało w zbyt ukrytym umyśle Pottera.

— To miłe, proszę pana — powiedział Potter. — Czy to dlatego, że podziękowałem za zeznawanie na procesie Syriusza?

Severus już chciał odpowiedzieć, po czym zmienił swoją początkową wypowiedź.

— Tylko częściowo — powiedział, a potem potrząsnął głową. — Kierowanie rozmowy z dala od tematu twojego domu nie zadziała, panie Potter. Dowiedziałem się, że dorastałeś z mugolami.

— Więc wiesz już wszystko, czego potrzebujesz.

— Nie — powiedział Severus. — Nie wiem wystarczająco. — Odchylił się do tyłu, zastanawiając się, czy może dosadność zadziała lepiej niż łagodne podejście. Wyglądało na to, że Potter już domyślał się, o co Severus chciał zapytać. — Czy oni znęcali się nad tobą?

Bazyliszek spadł z kolan Pottera i prześlizgnął się po podłodze w szeleszczącej fali ciemnozielonych łusek. Severus poruszył różdżką i przed wężem pojawiła się tarcza. Była to tarcza, którą sam specjalnie wzmocnił, a magia w niej była wystarczająco silna, aby oprzeć się większości mrocznych stworzeń.

W rzeczywistości Severus nigdy nie próbował odeprzeć bazyliszka, a kiedy wąż oparł się o tarczę spoglądając na niego, bardziej wyprostowany i inteligentny niż jakakolwiek kobra, nie wiedział, czy to wystarczy.

— Rozumiem, że to pytanie nie jest mile widziane — powiedział łagodnie Severus, wpatrując się w przezroczyste, grube powieki, zasłaniające niebezpieczne spojrzenie stworzenia.

— Mogę tak powiedzieć, proszę pana.

Kiedy Severus spojrzał na chłopca, twarz Pottera była prawie czerwona z wściekłości, a jego ręka była umieszczona w kieszeni, jakby była owinięta wokół różdżki. Potterowi udało się z wysiłkiem rozluźnić uścisk, ale nadal potrząsnął głową.

— Nie musisz tego wiedzieć.

— Istnieją szczególne powody, dla których o to pytam.

Potter rzucił mu piorunujące spojrzenie, po czym wyciągnął rękę z kieszeni. Zajęło to minutę i syk w wężonowie, który dla Severusa brzmiał jak grzechotanie kości, ale bazyliszek popełzł z powrotem przez pokój i ponownie wspiął się na kolana Pottera.

— Nie muszę tego robić — powiedział Potter. Brzmiał na trochę bardziej zrelaksowanego, kiedy mógł pogłaskać nakładające się małe łuski na karku bazyliszka i spojrzeć na pióropusz, który powoli spłaszcza się pod jego pieszczotami. — Możesz mieć powody, aby to wiedzieć, ale nie muszę się z nimi do cholery zgadzać.

— Język — powiedział Severus. Poczuł, że zaczynał się unosić i postanowił nie eksplodować. To tylko pogłębiłoby separację między nim a chłopcem. Ten rozejm między nimi był już wystarczająco kruchy. — Posłuchaj mnie, panie Potter. Myślę, że mógłbym zmienić twoją sytuację. Mógłbym…

Potter spojrzał na niego i potrząsnął głową.

— Nie potrzebuję już tego — powiedział. — Mam już kogoś, kto upewni się, że wszystko się zmieni. — Znowu jego ręka zatrzymała się na szyi bazyliszka.

— To byłoby brutalne rozwiązanie — powiedział Severus. Prawdę mówiąc, odpowiedź, której udzielił mu Potter, była wyjaśnieniem, choć dalekim od szczegółowego. — Jestem pewien, że dyrektor wolałby, abyś unikał takich rzeczy.

Potter posłał mu mały, mroczny uśmiech.

— Czy powody, dla których chcesz się dowiedzieć więcej o mojej rodzinie, mają związek z dyrektorem Dumbledorem?

— Tak — powiedział Severus. Zresztą ujawnienie tylu informacji nie było szkodliwe.

Potter skinął głową.

— Nie wciągaj mnie w to.

— Przepraszam?

Severus zazwyczaj potrafił przewidzieć zwroty akcji, jakie dokonywały umysły jego uczniów, przeskoki i wnioski, do których przechodzili, ale tego nie rozumiał nawet w najmniejszym zarysie.

— Jesteś na niego zły. Może dlatego, że nigdy ci nie powiedział, że prawie zostałem przydzielony do Slytherinu. — Potter zaczął wstawać, zarzucając bazyliszka na ramiona. Jego spojrzenie nie odrywało się od mężczyzny, ale tym razem Severus nie miał pokusy, aby sięgnąć po legilimencję. — Nie chcę… nie chcę, żebyś mnie trzymał przeciwko niemu. Nie chcę go oszukiwać, okłamywać ani nic podobnego.

— Chociaż nie zawsze traktował cię tak dobrze, jakby mógł?

Severus wiedział, że chwyta się ostrza noża, ale chciał powstrzymać Pottera przed wyjściem z pokoju bez faktycznego testowania gniewu Pottera przeciwko jego zaklęciu blokującemu.

— Co przez to rozumiesz? — warknął Potter. — Musiał rozcieńczyć truciznę Dasha, aby upewnić się, że inni ludzie będą bezpieczni! Wiem to! Zaakceptowałem to!

— Ale najpierw zajrzał do twojego umysłu — powiedział Severus. Wycofał się, odstawiając kubek na biurko. Uznał, że nie powstrzyma Pottera przez wyjściem, jeśli ten będzie chciał odejść. Ta sytuacja nie była całkowicie nie do uratowania. — Nie zawsze cię też słucha. I to on umieścił cię u mugoli, z którymi mieszkasz.

Twarz Pottera była biała. Potrząsnął głowa.

— To nie ma znaczenia. Zamierzam zamieszkać z Syriuszem. Dyrektor to obiecał. Powiedział, że wszystko będzie w porządku!

— Pewnie tak — zgodził się Severus. Myśląc o tym, nie był pewien, czy potrzebował od Pottera szczegółowego potwierdzenia obraźliwych skłonności jego krewnych. — Bardzo dobrze. Jeśli chcesz iść, możesz. — Machnął różdżką i drzwi się otworzyły.

Typowy Potter. Kiedy mógł odejść, zachowywał się tak, jakby nie chciał. Spojrzał podejrzliwie tam i z powrotem między drzwiami a Severusem, a potem postanowił zostać.

— Dlaczego o to pytasz?

— Zapytałem go, dlaczego uwierzył twojemu ojcu chrzestnemu, skoro nie wierzył mi w pewne rzeczy, o których mu powiedziałem, kiedy byłem uczniem — odpowiedział Severus. Uważał, że to było wystarczająco neutralne. — I przyszło mi do głowy, że tobie również nie wierzył. I to… cóż. Napomknął coś o twojej rodzinie, co mnie zaniepokoiło.

Bazyliszek pochylił głowę i syknął cicho do ucha Pottera. Chłopak albo tego nie zauważył albo go to nie obchodziło.

— Co mógł sugerować? O czym ty mówisz? Zachowujesz się irracjonalnie!

Ty również, ale to nic złego. Severus wiedział, jakby zareagował, gdyby ktoś próbował skonfrontować go w sprawie jego rodziny, kiedy był uczniem i chociaż nie chciał myśleć o Potterze i sobie w tej samej kategorii, nie bardziej niż choćby przywoływać Blacka i swoje tym samym tchnieniem, nie mógł ignorować rzeczywistości.

— Nie mam na myśli niczego, o czym moglibyśmy teraz rozmawiać, Potter — powiedział. — Odejdź.

Bazyliszek znowu zasyczał, ale po raz kolejny zrobił to w stronę Pottera, a nie Severusa. Potter jeszcze przez dłuższą chwilę stał z bladą twarzą, trzęsąc się, a potem odwrócił się i zniknął w ciemności za drzwiami.

Severus usiadł i spojrzał na niedokończoną herbatę Pottera, potrząsając głową. Mogło pójść lepiej.

Tak, mogło. Ale Severus miał przynajmniej potwierdzenie kilku rzeczy:

Coś było nie tak z życiem rodzinnym Pottera.

Potter podejrzewał również, że dyrektor nie był z nim szczery, chociaż to, czy coś z tym zrobi, wydawało się mało prawdopodobne. Ponieważ dyrektor nie był w stanie stawić czoła swoim błędom, Severus obawiał się, że Potter nie da rady konsekwencjom, które wynikną z zabawy dyrektora jego życiem.

Potter powstrzymałby bazyliszka, gdyby kiedykolwiek ruszył zaatakować Severusa, albo bazyliszek zdołałby się powstrzymać.

I to nie był koniec. Potter nie uciekł, przeklinając imię Severusa i przysięgając, że nigdy więcej mu nie zaufa. To otworzyło drogę do kolejnej rozmowy w późniejszym terminie, kiedy Severus mógłby wymyślić właściwie pytania do zadania i odpowiednie słabości do ujawnienia.

Severus westchnął i napił się własnej herbaty. Nie, nie była to idealna rozmowa, ale zdecydowanie lepsza, niż mogłaby być.

OoO

Wiesz, on miał rację.

Harry spojrzał w górę i dookoła. Nawet nie patrzył, dokąd zmierzał, kiedy uciekł z biura Snape'a. Właśnie wszedł głębiej w lochy, a to oznaczało, że biegł, aż ściany wokół niego wydawały się rozmazywać. Teraz znajdował się kącie lochu, którego nie poznawał, w nierównym korytarzu, który wyglądał, jakby ktoś wyciosał go w litej skale.

W wielu aspektach jest coś nie tak z tymi mugolami, z którymi dorastałeś, a starzec nie powinien był cię tam zostawiać.

Harry zamknął oczy. Nie płakał. To był dobry aspekt tego. Jednak w gardle poczuł inne, dziwne uczucie dławienia i to nie było dobre.

Dash położył się na czubku głowy Harry'ego. Harry czuł lekkie muśnięcie języka, które było tak lekkie, że prawie łaskotało. Harry bezmyślne starał się go strącić, a Dash z łatwością uniknął uderzenia i opadł, by ponownie owinąć się wokół jego szyi. Dlaczego mu o tym nie powiedziałeś? Nie sądzę, żeby się z ciebie naśmiewał. W innym przypadku bym go ugryzł. Może cię stamtąd zabrać.

Nie chcę, żeby ktokolwiek wiedział — warknął Harry. Mógłby mówić na głos, ale znajdował się na terytorium wroga, terytorium Slytherinu, a hałas zaalarmowałby ludzi.

Odwrócił się, by znaleźć drogę do schodów prowadzących poza lochy.

Dlaczego nie? Wiem, a twoi przyjaciele muszą wiedzieć przynajmniej trochę, bo widzieli kraty w twoich oknach. A staruch wie.

Czasami Harry lubił sposób, w jaki Dash mógł uzyskać dostęp do jego wspomnień bez jego pozwolenia, a czasami naprawdę tego nie lubił. Bo to, co dzieje się u Dursleyów, jest prywatne. Dlatego.

Czemu? Nie zachowujesz się rozsądnie. A mój człowiek powinien zawsze działać rozsądnie, bo ja tak robię.

Harry potrząsnął niespokojnie głowa i ostrożnie wyszedł za róg, sprawdzając, czy nie było ślizgonów, którzy czekali, aby go zaskoczyć. Bo nie chcę, żeby ktokolwiek o tym wiedział.

Zapadła długa cisza, jakby Dash zdecydował się zaakceptować ten argument. Harry był zadowolony. Wystarczająco trudno było przekonać Dasha do przyjmowania ich przez większość czasu, nawet tych, które zawierały instrukcje, by nie jeść innych ludzi.

Wtedy Dash powiedział: Ach. Teraz rozumiem, co Hermiona miała na myśli mówiąc o zakutych łbach.

Harry parsknął zirytowany, a potem krzyknął, gdy ktoś wyciągnął rękę zza pobliskiego rogu i złapał go za ramię. Obrócił się z bijącym szaleńczo sercem, sięgając po różdżkę, zastanawiał się, dlaczego Dash nie ostrzegł go, że ktoś tam był.

Nie mówiłeś, żeby się przed nim ostrzegać. Właściwie chciałeś, żebym z nim porozmawiać.

To przynajmniej powiedziało Harry'emu, kto to był. Rozluźnił się i potrząsnął głowa z irytacją, gdy zobaczył bladą twarz.

— Czego chcesz, Malfoy?

Szpiegowałeś mnie? — zapytał Malfoy.

Harry zdziwił się.

— W jaki sposób? Profesor Snape właśnie sprowadził mnie tutaj, bo… — Prawda nie brzmiała wiarygodnie, biorąc pod uwagę, że nie miała sensu nawet dla Harry'ego. — Aby omówić szlaban. Skąd mogłem wiedzieć, że będziesz tutaj, nie mówiąc o pójściu za tobą? To głupie.

Przynajmniej uczysz się cenić logikę, nawet jeśli nie uczysz się postępować zgodnie z nią —powiedział Dash z aprobatą.

Harry zignorował go, mrużąc oczy, gdy patrzył na Malfoya. Malfoy był lekko blady i wyglądał, jakby ktoś ciągnął go przez zakurzone zakamarki, chociaż to mogło pochodzić właśnie z zakurzonej części biblioteki, którą przeszukiwał. Kulił się nad czymś, co jak zakładał Harry, był wielką książką o Slytherinie, którą miał wcześniej.

— Co się dzieje, Malfoy? Wyglądasz na chorego.

— Chcę wiedzieć, czy mnie szpiegowałeś — upierał się Malfoy.

— Nie, ze wszystkich powodów, które właśnie ci powiedziałem — powiedział wkurzony Harry. Szczerze mówiąc, zaczął się zastanawiać, dlaczego kiedykolwiek martwił się o Malfoya. Przez cały czas był tylko dupkiem. — Pójdę i wtedy będziesz mógł zapytać cienie, czy cię śledzą. Prawdopodobnie udzielą ci dokładnie tej samej odpowiedzi. — Odwrócił się i starając się nie tupać ze złością poszedł korytarzem, który miał nadzieję doprowadzi go do schodów.

Nie tupiesz — powiedział Dash, owijając się wokół jego ramienia i patrzył na niego z czymś, co Harry wiedział, że było uczuciem, chociaż w tej chwili się tak nie wydawało. Ale dąsasz się.

Harry to zignorował. Starał się i próbował być miły dla Malfoya i to był jedyny wynik, jaki uzyskał. Nie wiedział, na czym polegał problem Malfoya, ale od tej chwili będzie próbował go ignorować. Przynajmniej dopóki nie przeprosi i nie udowodni, że uważa Harry'ego za coś więcej niż tylko środek do zdobycia bazyliszka.

Dobrze — powiedział Dash. To oznacza, że możesz poświecić trochę więcej czasu, żebym zrozumiał, dlaczego chcesz wrócić do swoich mugoli.

Nie chcę wyjaśniać tego — stwierdził Harry. Był teraz na schodach prowadzących na górę. Zastanawiał się, co powiedzieć Ronowi i Hermionie, gdyby zapytali go, czego chciał Snape. Z pewnością po całej szkole rozeszła się plotka o tym, że wyciągnął gdzieś Harry'ego z biblioteki.

Zatem dlaczego nie chcesz tego powiedzieć profesorowi Snape'owi? Albo twojemu śmierdzącemu psem człowiekowi? Najwyraźniej Dash miał coś przeciwko zapachowi psa, który unosił się wokół Syriusza, chociaż twierdził, że częściowo jest tak ponieważ jeszcze nie jadł psa. Każdy z nich upewniłby się, że nie musisz wracać.

To już nie ma znaczenia, ponieważ będziemy mieszkać z Syriuszem i nie muszę wracać.

Wtedy też nie powinno mieć znaczenia, czy o nich mówisz, ponieważ to już koniec i wspomnienie o tym nie może cię zranić.

Powiedz mi, czy bazyliszki mają tyłki, które można skopać, aż zamilkną?

OoO

Kiedy Draco był już pewien, że Potter odszedł, wypuścił drżący oddech i oparł się o ścianę. Było blisko. Już miał rzucić zaklęcie, które rozpali mroczny ogień i chociaż Potter wyglądał, jakby był nieświadomy niczego poza tym, co go pochłaniało, Draco wiedział, że by to wyczuł.

Albo zrobiłby to jego bazyliszek.

Kiedy będę miał własnego bazyliszka - pomyślał Draco, wracając do rytuału przygotowywanego przed nim - rozkażę mu, żeby natychmiast dał mi znać, czy poczuje coś niezwykłego. Będzie to obejmować bazyliszka Pottera.

Obejrzał małe palenisko, które stworzył na podłodze, a potem skinął głową. Sądził, że to zadziała. Instrukcje zawarte w książce - jak sprytny był Draco, że pomyślał o zajrzeniu do sekcji historii w bibliotece, gdzie ktoś mógł ukryć tajemnice, aby inni ludzie ich nie znaleźli - były całkiem jasne.

Draco przykucnął przed paleniskiem i przez chwilę odetchnął głęboko, po czym oczyścił umysł, tak jak uczył go profesor Snape, jeśli chciał obiektywnie ocenić sytuację. Potem dotknął różdżką krawędź paleniska i wymamrotał.

Ignis inferiae.

Przez dłuższą chwilę Draco myślał, że zaklęcie nie zadziałało, ponieważ zamigotało na krawędzi jego różdżki, jakby niechętnie zbliżało się do gałązek jarzębiny i ostrokrzewu, które Draco zamówił sową z Hogsmeade. Ale wtedy zaklęcie chwyciło i Draco uśmiechnął się, gdy małe czarne płomienie tańczyły w górę i w dół na gałązkach i jagodach, spożywając je.

Żywe, ale nie żywe - pomyślał Draco sekundę później i potrząsnął głową. Działał na zbyt małej ilości snu. Wiedział, że nie była to dobra rzecz, ale tak bardzo chciał znaleźć Komnatę Tajemnic.

Kiedy ogień się wypalił, Draco wyciągnął rękę i ostrożnie zamieszał popiołem. Zignorował fakt, że wciąż był gorący i szybko rzucił go na podłogę przed sobą. Miał działać jako środek do wróżbiarstwa, według książki Slytherina, ale tylko wtedy, gdy popiół został użyty natychmiast po pożarze.

— Droga do Komnaty Tajemnic — wyszeptał Draco, rozrzucając go.

Popiół wylądował na kształt czegoś, co wyglądało jak splątane, przypadkowe skupisko. Draco gwałtownie wciągnął powietrze z rozczarowania. Ale im dłużej patrzył, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że był tam jakiś wzór. Litery. Nie mapa ani klucz, ale zagadka.

Draco pośpiesznie wyjął pergamin, który trzymał w kieszeni, żeby coś narysować, ale zamiast tego robił zapiski. Nie odrywał wzroku od popiołu, dopóki nie skopiował wszystkich liter.

Oczywiście wyglądało to na skomplikowaną zagadkę i wiedział, że rozwiązanie jej prawdopodobnie zajmie mu dużo czasu. Ale przynajmniej był to pierwszy krok.

I nie obchodziło go, ile czasu zajmie mu znalezienie Komnaty, o ile w końcu będzie miał własnego bazyliszka.