Rozdział 15: Posępny blask

— Co się z tobą dzieje, kolego? — zażądał Ron, według Harry'ego dość niespodziewanie.

Zdziwiony Harry spojrzał na Rona. Siedzieli przy stole Gryffindoru na śniadaniu i do tej pory Ron był zainteresowany głównie napełnieniem ust jedzeniem. Harry podzielał to pragnienie. Wciąż nie przyzwyczaił się do tego, że mógł jeść tyle jajek i tostów z masłem, ile Dudley i Vernon zwykle spożywali na raz.

— Co? — zapytał Harry i próbował podsunąć Dashowi jajko.

Jak zwykle Dash musnął skorupkę językiem, po czym natychmiast się wycofał.

Preferuję jedynie surowe jajka. Lubię zabijać własną zdobycz.

Nie możesz zabić jajka.

To tylko dowodzi, że nigdy nie próbowałeś wywąchać młodego kurczaka w jajku.

Harry rozbił ugotowane jajko o krawędź swojego talerza i sam je zjadł, kręcąc głową na Rona.

— Wciąż nie wiem, co masz na myśli — dodał usłużnie, gdy przyjaciel dalej się na niego gapił.

Ron westchnął na granicy zdenerwowania.

— Przez ostatnie dwa dni zachowujesz się tak, jakby ktoś ukradł twojego najlepszego przyjaciela. A ponieważ wciąż siedzę tutaj, to nie może być to.

Harry zdołał uśmiechnąć się mechanicznie, ale wiedział, że Ron zauważył różnicę w stosunku do prawdziwego uśmiechu, zwłaszcza gdy Hermiona pochyliła się po drugiej stronie Harry'ego, dołączając do ich dyskusji.

— Znowu krzywisz się patrząc na profesora Snape'a. A nie wrócił do złego traktowania ciebie. Szczerze, Harry, eliksiry mają w sobie tyle różnych teorii, które mogą ci pomóc, gdybyś dał im szansę…

— Nie chcę o tym rozmawiać — mruknął Harry i podsunął Dashowi łyżkę z owsianką.

Czasami Dash zgadzał się jeść żywność zrobioną z roślin w sposób, w jaki nie uzyskałby naturalnie ze zwierząt nawet gdyby sam je zabił.

Dzisiejszego ranka Dash łaskawie popijał z łyżki, a potem powiedział: Wiesz, twoi przyjaciele mają rację. Ta złość, która czujesz do wszystkiego, a w szczególności do Snape'a, jest głupia. Dobrze wiesz, że wystarczy złościć się na starca, a może i na śmierdzącego psem człowieka.

Dlaczego zwracasz się a po nazwisku do Snape'a, a do Syriusza nie? — zapytał zirytowany Harry.

Lepiej pachnie.

Ron znowu wtrącił się do ich cichej rozmowy.

Ale chcę, żebyś o tym porozmawiał, kolego, ponieważ nigdy nie wiem, czy będziesz zgryźliwy, czy obdarzysz mnie tym sztucznym uśmiechem, który próbujesz na mnie użyć, gdy sądzisz, że nikt go nie przejrzy. — Oparł się spojrzeniu, które mu Harry posłał, uśmiechając się tylko blado, jakby uważał, że gniew Harry'ego był zabawny. — Dalej. Jeśli to nie ma nic wspólnego z nami, możesz nam to powiedzieć. A jeśli ma to coś wspólnego ze Snape'em, chcę o tym usłyszeć.

Przesunął się bliżej i przechylił głowę w stronę Harry'ego.

Harry rzucił szybkie spojrzenie na stół nauczycielski, zanim zdołał się powstrzymać. Snape spojrzał na niego łagodnie i wrócił do jedzenia. Harry zesztywniał wbrew sobie, ale Snape wydawał się całkowicie zadowolony z ignorowania go i rozkoszowaniem się swoim śniadaniem.

Harry westchnął i odwrócił się.

— W porządku… Miałem… rozmowę ze Snape'em, która nie poszła dobrze.

W końcu możesz rozmawiać o rzeczach, które ci się nie podobają — powiedział Dash i owinął ogon wokół ucha Harry'ego.

Harry trzepnął go i kontynuował:

— To było dziwne. Chciał wiedzieć… rzeczy o Dursleyach. — Nie zaszkodzi powiedzieć to tylko Ronowi i Hermionie. Do tej pory ufał im na tyle, by wiedzieć, że nie zdradzą go dorosłemu. — I poczęstował mnie herbatą i zachowywał się miło. Ale potem powiedział coś, co sprawiło, że pomyślałem, że to tylko jakiś konkurs, który ma z Dumbledorem.

Harry skrzywił się, czując początki bólu zaczynającego się głęboko w jego klatce piersiowej. Byłoby miło, gdyby Snape postawił go na pierwszym miejscu, tak jak to zrobił Syriusz, ale interesowałoby go rzeczy inne niż żarty, quidditch oraz opowiadanie historii o ojcu Harry'ego. Ale był głupi, żeby tego oczekiwać.

— O czym mówił? — Hermiona brzmiała, jakby była psem szykującym się do wytropienia zbiegłego przestępcy.

Harry potrząsnął głową.

— Trudno to wyjaśnić. — Musiał na chwilę zamilknąć, gdy zdał sobie sprawę, że Syriusz i Snape wiedzieli o tym, że prawie został przydzielony do Slytherinu, gdy sam nigdy nie wspomniał o tym przyjaciołom. — Posłuchajcie. Pamiętacie, jak zostałem tu przydzielony po tym, jak Tiara Przydziały długo próbowała zdecydować, gdzie należę?

— Pamiętam to! — krzyknął Ron. — Percy powiedział, że to dziwne. Sądziłem, że to jasne, że jesteś gryfonem.

Harry miał nadzieję, że nie skrzywił się zbyt wyraźnie. Czuł, że wszyscy znają jego rodziców lepiej niż on i oczekiwali, że będzie pasował do swojej roli. Może tak by było, gdyby wiedział coś, zanim przybył do Hogwartu.

Myślę, że zgrabnie wypełniasz swoją najważniejszą rolę — powiedział Dash i mocniej owinął ogonem kark Harry'ego, gdy chłopiec mruknął pytająco. Towarzysz bazyliszka.

Harry zdołał się uśmiechnąć, a potem powiedział:

— To dlatego, że Tiara Przydziału próbowała zdecydować, gdzie pójdę. Mówiła, że dobrze sobie poradzę w Slytherinie. Trzymałem się kurczowo stołka i myślałem, tylko nie Slytherin, tylko nie Slytherin, bo Malfoy tam był i nie mogłem znieść tego dupka, a potem powiedziała, że powinienem być w Gryffindorze.

Ron patrzył na niego z otwartymi ustami. Dash wyciągnął się i szturchnął głową w szczękę Rona. Chłopak wydawał się nawet nie zauważać, że to był pierwszy raz, kiedy Dash go dotknął. Zamknął usta i dalej wpatrywał się uważnie w Harry'ego.

Cholera — wyszeptał w końcu. — Dlaczego nie powiedziałeś nam tego wcześniej, kolego?

— Bo nie chciałem, żeby było to coś, co was zdenerwuje — mruknął Harry i odwrócił się, by spojrzeć na Hermionę, która milczała, jakby znalazła starożytną księgę i nie mogła zrozumieć zawartych w niej słów.

Hermiona trzymała jedną rękę przy ustach, a jej oczy błyszczały.

— Tiara powiedziało mi to samo — szepnęła.

— Czy tylko ja miałem być w Gryffindorze? — zapytał Ron, brzmiąc na trochę urażonego.

— Nie to miałam na myśli — powiedziała Hermiona. — Powiedziała mi, że mogę sobie dobrze poradzić w Ravenclaw, a nie w Slytherinie. Ale tylko to powiedziała. — Spojrzała oceniająco na Harry'ego. — Myślałam jednak, że Gryffindor to najlepszy Dom i chciałam do niego trafić. Pamiętasz, mówiłam o tym w pociągu.

Harry skinął głową z większą ulgą, niż chciał się przyznać. Przynajmniej nie był sam i nie chodziło o to, że naprawdę był "wężem w sercu" czy coś takiego.

— Zgadza się. Wybrałaś swój Dom tak, jak ja wybrałem swój.

— Nawet nie to — stwierdziła Hermiona. Zwracała większa uwagę na jego historię, niż sądził Harry. Pochyliła się do przodu, skupiając na nim wzrok. — Nie powiedziałeś, że chcesz być przydzielony do Gryffindoru. Powiedziałeś jedynie Tiarze, żeby umieściła cię w najlepszym Domu, a po Slytherinie wybrała Gryffindor.

Harry wzruszył ramionami.

— Racja. Nie chciałem być tam, gdzie był Malfoy, ale nie wiedziałem zbyt wiele o innych Domach, więc nie mogłem wybierać między nimi.

— Mogłeś chcieć pójść tam, gdzie ja, kolego — powiedział z oburzeniem Ron.

— Och, Ron, nie bądź głupi — przerwała mu Hermiona, zanim Harry zdążył cokolwiek powiedzieć. — Nie byłeś przydzielony, kiedy Tiara rozmawiała z Harrym! Skąd mógł wiedzieć, gdzie trafisz? Z tego, co widziałam, mogłeś być w Hufflepuff. I powinieneś wybierać swój Dom na podstawie tego, czego pragniesz, a nie tego, co twoim zdaniem powinni chcieć inni ludzie.

— Powiedziałem mu, że na pewno będę w Gryffindorze — mruknął Ron, nieco nadąsany.

— To nie ma aż takiego znaczenie — powiedział Harry. — Ale myślę, że Snape uważa inaczej. Próbował ze mną o tym porozmawiać, ale jest głównie zły, że Dumbledore nigdy mu o tym nie powiedział. Nie chcę brać udziału w jakiejkolwiek zemście na Dumbledorze, której on chce.

Zignorował niski syk Dasha, że Snape może pragnął innych rzeczy bardziej niż zemsty na Dumbledorze. Może to była prawda, ale Harry nie mógł za bardzo ufać Snape'owi.

— To ma sens — powiedziała Hermiona. — Profesor Snape jest wspaniałym nauczycielem — zignorowała prychnięcie Rona znacznie lepiej niż w zeszłym roku — ale ma wiele skomplikowanych relacji z innymi dorosłymi. Czasami myślę, że jego związek z profesorem Dumbledore'em jest najbardziej skomplikowany ze wszystkich. — W zamyśleniu wpatrywała się w stół nauczycielski. — Czy zauważyliście, jak patrzy na profesora Lupina?

— Prawdopodobnie po prostu go nie lubi, ponieważ jest przyjacielem Syriusza — stwierdził Harry, a potem podskoczył, gdy Dash szturchnął go gwałtownie ogonem w bok. — Co? — dodał wpatrując się w Dasha.

Kiedy siedziałeś i rozmawiałeś, profesorowie i inni uczniowie zaczęli wychodzić — powiedział spokojnie Dash. Musisz się pospieszyć, jeśli nie chcesz się spóźnić.

Harry zerwał się na równe nogi przeklinając. Tego ranka jego pierwszymi zajęciami były eliksiry.

OoO

Blaise westchnął i zamknął oczy, pocierając czoło. Chciał wiedzieć, dlaczego to od niego zależy rozwiązanie tych problemów. Naprawdę chciał to wiedzieć.

Oczywiście to Draco był źródłem problemów i chciałby, żeby chłopak bardziej na siebie uważał. Vince i Greg zauważyliby problem tylko wtedy, gdyby dotyczył jedzenia, a potem po prostu by go zjedli. Theo nigdy nie wiedział niczego, czego nie chciał.

Jeśli chodzi o dziewczyny ze Slytherinu, Blaise był trochę ostrożny, prosząc je o pomoc. Lubił myśleć, że miał zdrowy szacunek dla dziewcząt, ponieważ dorastał ze swoją mamą w taki sposób, że ten szacunek obejmował również zdrową dawkę strachu.

Oznaczało to, że to do niego należało zbadanie kufra Draco, kiedy chłopak był gdzieś w lochach, jak to często bywało w ostatnim czasie, i złamanie niektórych śmiesznie łatwych zaklęć ochronnych, które Draco nałożył na kufer, by go zabezpieczyć przed innymi. Blaise nie ujawniał zbyt wiele swojego magicznego talentu w szkole. Oczywiście, wiele innych osób było utalentowanych w czarnej magii lub równie niebezpiecznych zaklęciach, ale oni mieli tendencję do przechwalania się nimi i rozpowiadania o tym.

Mogłoby się im nie spodobać, gdyby wiedzieli, że w Domu był ktoś, kto mógł przebić się przez najbardziej zaawansowane zaklęcia ochronne, dzięki intensywnemu badaniu ich.

Cały czas uważając na oznaki powrotu Draco, Blaise ukląkł przy kufrze i odrzucił wieko. Sekundę później zaklął cicho. Na szczycie znajdowała się ciężka książka, która wyglądała, jakby pochodziła z biblioteki. Cóż, była z biblioteki. Biblioteki Hogwartu. I miała z przodu literę S, którą Blaise rozpoznawał od czasu, gdy siódmy mąż jego matki ukradł artefakt, który, jak twierdził, należał do Salazara Slytherina.

Czy to nie cudowne - pomyślał Blaise. Nie był do końca pewien, co robił Draco, chociaż wydawało mu się, że może się tego domyślić, ale majstrowanie przy ciemnej magii, która chroniła własność Slytherina, prosiło się o kłopoty.

Rzucił kilka zaklęć, aby upewnić się, że Draco nie nałożył na książkę indywidualnych zaklęć ochronnych, a potem ją szturchnął. Od razu otworzyła się na stronie, na której widać było smugę sadzy. Blaise ponuro skinął głowa. To było zaklęcie wróżbiarskie, które miało pozwolić komuś znaleźć coś Slytherina.

A Blaise mógł wymyślić tylko jedną rzecz w szkole, którą Draco tak bardzo chciałby znaleźć.

Na schodach rozbrzmiały kroki. Blaise zatrzasnął pokrywę kufra, rzucił i przywrócił zaklęcia niedbałym machnięciem różdżki, po czym podszedł do łóżka.

Właśnie na nie opadł i podniósł książkę, kiedy Draco wskoczył do pokoju. Rozejrzał się podejrzliwie dookoła, ale to nie było nic nowego. Zawsze to robił. Blaise napotkał jego spojrzenie, ponieważ byłoby podejrzane, gdyby tego nie zrobił, po czym wzruszył ramionami i wrócił do swojej książki.

Ale kątem oka obserwował, jak Draco usiadł na łóżku i wyjął długi zwój pergaminu. W przeciwieństwie do esejów, które pisali, ten był umieszczony na drewnianym wrzecionie, takim, jakiego używano żeby zrolować książkę w starych bibliotekach. Po raz kolejny Blaise był wdzięczny za szkolenie swojej matki. Nie wiedziałby co to jest, gdyby nie nalegała, żeby nauczyć go tak dużo historii, a nawet pokazywała mu obrazy rzeczy, takich jak stare księgi.

A teraz, kiedy Draco trzymał papier i Blaise również trzymał papier…

Blaise znalazł pustą część marginesu na swojej książce i przesunął po nim różdżką, jakby ćwiczył gęsty zaklęcia, poruszając w szepcie ustami. Jak nauczyła go matka, opanowanie magii niewerbalnej może zająć dużo czasu, ale nie było powodu, dla którego trzeba było krzyczeć, gdy rzuca się zaklęcia na głos.

Słowa z zwoju Draco zaczęły pojawiać się na marginesie księgi Blaise'a. Ograniczona ilość miejsca oznaczała, że szybko się pojawiały i znikały, zanim następne zajęły ich miejsce, ale Blaise wciąż mógł przeczytać kilka z nich.

aby potężny dar wężomowy nie wygasł, Salazar Slytherin zaaranżował rytuał, dzięki któremu można uzyskać wiedzę o nim. Rytuał ten polega na ugryzieniu żmij podczas pełni księżyca. Kiedy ten, który ma być panem węży, uda się w ciemne miejsce w noc pełni księżyca i unosi żmiję do piersi…

— Coś interesującego, Blaise?

Blaise uznał, że musiał głośno sapnąć albo coś innego, pokazując że nie był tak zainteresowany swoją książką, jak udawał. Albo, że był zainteresowany w sposób nietypowy w odniesieniu do podręcznika. Uśmiechnął się lekko i spojrzał na Draco, kręcąc głową. Nie był zadowolony ze swojej reakcji, ale przynajmniej mógł odrzucić podejrzenia.

— Po prostu poznałem liczbę osób, które uważają, że zielarstwo ma zastosowanie na świecie — powiedział. — Zamiast zapewniać jedynie zajęcie dla Puchonów.

Nie tak dawno temu Draco odprężyłby się i zgodził się z nim, a przynajmniej wypowiedziałby jakieś dokuczliwe uwagi, że Blaise był zaskoczony czymkolwiek, jeśli chodziło o pPuchonów. Teraz tylko patrzył na niego twardym wzrokiem przez kilka sekund, zanim wrócił do swojego zwoju.

Blaise spojrzał w dół i ponownie przeczytał tekst na marginesie swojej książki. Chodziło teraz o to, co wydawało się być konsekwencjami rytuału odprawianego w noc pełni księżyca, która zawierał takie złowieszcze frazy, jak ta, która mówiła o skończeniu jako martwy.

Ustalił, że Draco stracił zmysły. Każdy kto biegał po okolicy i planował dać się ugryźć jadowitym wężom podczas pełni księżyca był chory umysłowo. Teraz oczywiście pozostało jedynie to, co miał z tym zrobić.

OoO

— Wiesz, naprawdę sprawiasz, że robię pewne rzeczy — powiedział Syriusz, otwierając drzwi, lekko kaszląc. Harry zauważył, że jego pewność siebie coraz bardziej zmniejszała się, im bardziej zbliżali się do domu, a teraz obserwował Harry'ego nieustannie, jakby sądził, że Harry wściekle odrzuci wszystko, co Syriusz mógłby mu dać. — Mam na myśli, że mogłem spokojnie mieszkać w tych pokojach w Hogwarcie. Najszczęśliwszy czas w moim życiu dotyczył tego okresu, kiedy byłem w Hogwarcie. Pomyślałem jednak, że chciałbyś mieć własny dom.

Harry wszedł do domu, starając się nie pokazywać, ile te słowa znaczyły dla niego. Oczywiście Dash nie mógł tego zignorować. Dotknął językiem ucha Harry'ego i mruknął: Powinieneś mu powiedzieć.

Nie masz w tym prawa głosu, czyż nie? Po drugie i tak nie lubisz Syriusza — odparł Harry i rozejrzał się po małym holu wejściowym, do którego wszedł.

To był dom na obrzeżach Hogsmeade, tak ładny, że Harry przez chwilę zastanawiał się, za ile Syriusz go kupił. Ale nie było szalonych myśli o spłacie Syriuszowi. Harry nie miał tak dużo i cóż…

Miło było wiedzieć, że ktoś chciał coś zrobić tylko dla niego. A Harry tak naprawdę nie chciał im spłacać ani zwracać przysługi, nawet jeśli to czyniło go samolubnym.

To sprawia, że jesteś praktyczny — powiedział mu Dash, a potem zsunął się z ramienia Harry'ego i zaczął pełzać po domu, zatrzymując się od czasu do czasu, by wystawić język i dotykać nim ścian, poręczy, krzeseł i wiszących na ścianach gobelinów, które były jeszcze wspanialsze niż te w Hogwarcie.

Harry poczuł dłoń Syriusza na swoim ramieniu i odwrócił się, by ujrzeć nerwowo uśmiechającego się mężczyznę.

— Nie wiem, jakie rzeczy lubisz — wyjaśnił. — Umieściłem co prawda kilka plakatów quidditcha w twoim pokoju, ale to było coś oczywistego. Nie wiem, co jeszcze… — Machnął ręką na dom.

— W porządku — zapewnił go Harry, a Syriusz uśmiechnął się.

— Wybierzmy się zatem na wycieczkę — powiedział i wyciągnął Harry'ego z holu wejściowego, który był wyłożony ciemnym drewnem i kilkoma gobelinami przedstawiającymi jelenie biegnące przez zielone lasy, do salonu.

Harry rozejrzał się i uznał, że to najprawdopodobniej największy pokój w domu. Tutaj również były boazerie na ścianach i kamień, ale Syriusz pomalował je, zaczarował lub coś, więc były blade, a pokój wydawał się jasny i przestronny. Harry zauważył, że jedyne okna były zaczarowane. Oba przedstawiały ten sam widok. Syriusz machnął w ich stronę ręką.

— To tylko pewne środki ostrożności.

Harry obojętnie skinął głową. Wszystkie środki ostrożności, jakie musiał podjąć Syriusz, nie mogły być tak uciążliwe, jak warunki dotyczące zabezpieczenia opartego na krwi u Dursleyów.

Wyszedł z salonu, w którym nie było mebli, z wyjątkiem kilku pustych półek na książki i ogromnej niebieskiej kanapy, kierując się do jadalni, która znajdowała się tuż obok. Jedyną barierą oddzielającą te pomieszczenia były mieniące się materiałowe zasłony. Na środku pokoju stał stół. W oczach Harry'ego pojawiło się podniecenie.

Wspaniały — powiedział.

Harry uznał, że stół był taki, jaki można byłoby zobaczyć w pubie, takim jak Dziurawy Kocioł. Wykonany z ciemnego drewna z kilkoma zarysowaniami na wierzchu. Syriusz uśmiechnął się i wskazał na znak z długimi jak gwiazda liniami na samym środku mebla.

— Widzisz to? Powiedziano mi, że tam właśnie wylądowała kula ognia, którą auror rzucił w uciekającego przestępcę. Właśnie tam. Przepaliłaby cały stół, ale to jest dość twarde drewno. Czarny dąb.

Wspaniały — powtórzył Harry. Wiedział, że już to mówił, ale nie mógł wymyślić innego słowa.

Syriusz roześmiał się.

— I jest kuchnia, w której będą gotować dla nas skrzaty z Hogwartu — powiedział Syriusz i skinął głową na wahadłowe drzwi. Harry nie miał ochoty zwiedzać kuchni. Wiedział, że nie oczekuje się od niego, że będzie tam przygotowywał posiłki i to mu wystarczało. — I pokój, który urządziłem jako laboratorium eliksirów.

— Naprawdę? — Harry spojrzał krytycznie na Syriusza.

Mężczyzna prychnął.

— Hej, tylko dlatego, że Smarke… Snape zrujnował ten przedmiot dla ciebie, nie oznacza, że wszyscy go nienawidzą! Miałem szczęście, że miałem profesora, który był dla nas łagodny. — Mrugnął do Harry'ego. — W ten sposób mogę zrobić własne eliksiry, które są przydatne w psikusach.

Harry nie miał w tej chwili ochoty mówić nic o Snape'ie i jego skomplikowanej relacji z mężczyzną, więc odwrócił się i udał się szybko do salonu. Znajdowały się tam schody, z rzeźbionymi poręczami przedstawiającymi smocze głowy. Odskoczył do tyłu, gdy jedna z nich otworzyła pysk i wypuściła na niego kłębek dymu.

— Jedno z niewielu zaklęć, które lubiłem w domu, kiedy byłem dzieckiem — powiedział Syriusz. — Uznałem, że umieszczę takie same tutaj.

— Sprawia, że czuję się, jakbym mieszkał w prawdziwym czarodziejskim domu — wydyszał Harry, a potem lekko się zarumienił, zastanawiając się, czy zabrzmiało to głupio.

Ale Syriusz tylko go objął i potargał mu włosy.

— Tak, jak powinieneś był czuć się przez cały czas. Chcesz zobaczyć swój pokój?

— Tak — odpowiedział Harry i zostawił za sobą śmiejącego się Syriusza, gdy wbiegł po schodach.

Na szczycie było tylko czworo drzwi, a jedne z nich były częściowo oszklone, więc Harry wiedział, że to łazienka; kolejne miały duży zamek, a następne były uchylone i unosiły się nad nimi magiczny sztandar z wypisanymi żółtymi literami Pokój Syriusza, który sprawiał wrażenie, jakby był przypięty do drzwi. Harry odwrócił się więc do jedynego pokoju, który został i otworzył drzwi.

Zatrzymał się niczym skamieniały. Chociaż nie wiedział wcześniej, co dokładnie umieści w swoim pokoju, czuł się jakby Syriusz sięgnął mu do głowy, wyłowił odpowiednią odpowiedź i urządził sypialnię tak jak powinna wyglądać. Harry oszołomiony wszedł w głąb pokoju.

Błyszczące, obracające się obrazy nad nimi były konstelacjami, takimi jakie Harry widział za każdym razem, gdy wchodził na Wieżę Astronomiczną i patrzył przez teleskop podczas lekcji. Ale między gwiazdami były narysowane linie, tak że tworzyły psa i jelenia, które biegały po suficie, bez końca goniąc się nawzajem. Harry dostrzegał na ścianach powieszone plakaty quidditcha z ruchomymi postaciami, ale na razie trudno było mu oderwać wzrok od tych konstelacji.

Kiedy mu się udało, zobaczył łóżko z baldachimem z czerwono-złotą pościelą, ciężkimi zasłonami, kołdrą z wyhaftowanym lecącym feniksem, i stojąca obok niego szafkę nocną, na której znajdowały się trzy galeony. Harry podszedł i podniósł je zdziwiony. Trzy kolejne pojawiły się natychmiast na miejscu tamtych. Gdy Harry sięgnął po nie z ciekawością, jego ręka przeszła przez nie.

— Zaklęcie kontrolujące pieniądze — wyjaśnił Syriusz za jego plecami. — Musisz je wydać, zanim zdobędziesz więcej, a naraz dostaniesz tylko trzy.

Harry był w lekkim szoku. Myślał… sądził, że Syriusz da mu dach nad głową, nakarmi i będzie już w porządku, może kupi mu ubrania, ale nie wiedział… nie przyszło mu do głowy…

Odwrócił się i przytulił Syriusza w pasie. Na twarzy mężczyzny pojawiło się zdumienie, które Harry zauważył w chwili, gdy zamykał oczy. Syriusz delikatnie dotknął jego głowy.

— Hej — powiedział Syriusz. — Jest dobrze.

Teraz tak — odpowiedział Harry.

Tak — powiedział Dash, wijąc się po nodze Harry'ego, owijając się wokół jego tali niczym pas. Teraz jest dobrze.