Nadal nie w pełni usatysfakcjonowany z wyjaśnień, które niby to uzyskał w odpowiedzi na swoje wątpliwości, Eiji podążał za idącym przed nim Ashem. Kurczowo trzymając się za ręce, przemierzali w ciszy pusty korytarz i nie zanosiło się na to, by Ash powiedział coś więcej. Może wynikało to z tego, że tak naprawdę nie wymagało to niczego więcej poza tym, co usłyszał? Może sama jego obecność była dla Asha priorytetem i w zupełności mu wystarczała?

– Nie lubię tego typu zgromadzeń – rzucił cicho Ash.

– Wiem – powiedział.

W końcu zdarzenia z pamiętnej nocy na plaży w jego pamięci nadal były niezwykle żywe.

– Ty też nie lubisz.

– To prawda – zgodził się Eiji.

Ash zatrzymał się nagle i nie patrząc na swojego chłopaka, mówił dalej:

– Może to egoistyczne, ale z tobą będzie mi łatwiej.

– To nie egoizm tobą kieruje, Ash.

Ash nie odpowiedział. Z oddali dotarł do nich dźwięk otwierania drzwi, zza których wyłoniły się znajome im sylwetki trzech osób.

– Eiji! – równie znajomy głos rozszedł się w tej pustej przestrzeni.

Ciemne okulary jak zwykle spoczywały na jego nosie, skrywając za tą szklaną powierzchnią spojrzenie nieco jaśniejszej barwy oczu.

– Hej! – przywitał się Eiji.

Dłoń Asha w dalszym ciągu trzymała jego, nie zdradzając nawet najbardziej subtelnym drgnieniem, by miało to ulec zmianie. Upłynęły kolejne sekundy. Nic się nie zmieniło się.

– Jak koncert? Daliśmy czadu, nie? – zawołał Shorter, z uśmiechem na ustach skrycie wgapiając się w ich splecione dłonie.

– Daliście. Koncert jak zwykle świetny.

– A jak podobała ci się końcówka? – spytał ciszej, pochylając się, by tylko Eiji go usłyszał.

Eiji zawahał się z odpowiedzią. Jego twarz oblał delikatny rumieniec, a na skórze poczuł nieznaczny ruch palców Asha.

– Podobała mi się najbardziej – odpowiedział równie cicho.

– No oczywiście, że najbardziej – odparł z szerokim uśmiechem na ustach, obejmując go ramieniem.

Ash posłał mu lodowate spojrzenie, na które zareagował w typowy dla niego sposób, czyli nic sobie z tego nie robiąc.

– Przestrzeń osobista, Shorter. Znane ci pojęcie? – odezwał się, nie omal siłą pozbawiając ich jakiegokolwiek kontaktu.

Delikatny ruch, który wyczuł Eiji wystarczył, by zrozumieć. Uwolniwszy się spod ramienia Shortera, zerknął na niego z uśmiechem, a palce mocniej zacisnął na skórze Asha.

– Gotowi na ciąg dalszy? – odezwał się podekscytowany Alex.

– Ciąg dalszy czego? – spytał Ash.

– Szaleństwa – odpowiedział z błyskiem szaleństwa w oczach.

– Ja tak! – zawołał Shorter, tym razem uwieszając się na jego ramieniu.

Milczący jak do tej pory Sing, trwał w tym stanie do momentu, w którym to dotarł do niego głos Eijiego.

– Cześć Sing.

– ...Cześć.

Było to pierwsze i ostatnie słowo, które wypowiedział w tamtym momencie. Nie spodziewał się, że Eiji się do niego odezwie.

A powinien.

Obecność Eijiego odbierała mu swobodę. Zaś naoczny dowód na to, że Eiji nie należy do niego, sprawiał, że czuł się bezsilny i na swój sposób przegrany.

Ale czy słusznie?

– Na zewnątrz zebrał się spory tłum, więc pytanie, czy chcesz w tym uczestniczyć, Eiji? – zwrócił się do niego Alex, zatrzymując się przed tylnymi drzwiami budynku, którymi mieli nadzieję wymknąć się bez większych przeszkód.

Dłoń Asha wypuściła ze swoich objęć tę Eijiego, a skupione spojrzenie ulokował w jego ciemnych tęczówkach. Tym razem Eiji potrzebował chwili, by zrozumieć zachowanie Asha. Chwila minęła, a wtedy zapytał:

– W sensie, że sprowadzę na siebie uwagę dziennikarzy i waszych fanów?

– No tak, będą dociekać kim jesteś.

– Przecież był już z nami w Los Angeles – wtrącił Shorter.

Nonszalancko opierając się o ścianę, sprawnie podrzucał jakiś niewielki przedmiot. Eiji przyjrzał się uważniej, starając się wychwycić jego przeznaczenie. Powerbank – stwierdził, dostrzegając charakterystyczne porty.

– Wtedy był z nami w zupełnie innym charakterze. Nie zapominajmy też, jak Ash zakończył dzisiejszy występ – trwał przy swoim Alex.

Twarz Eijiego zmieniła kolor, w przeciwieństwie do Asha, na którym słowa Alexa nie zrobiły najmniejszego wrażenia.

– Ja nie mam z tym problemu – odezwał się Ash. – Jedyne, czego nie chcę to problemów, które może ci to przysporzyć. Dlatego możemy zminimalizować to ryzyko – zakończył, sięgając po szeroki kaptur jego bluzy i zarzuciwszy na niego, skutecznie ukrył jego twarz przed wzrokiem innych.

– Całkiem całkiem – skomentował Shorter.

– Odpowiada ci to, Eiji? – spytał Ash, zaglądając pod czarny, bawełniany materiał.

– Nie mam z tym problemu – odpowiedział z delikatnym uśmiechem na ustach.

– Ok! Ruszajmy więc – zarządził Shorter, odsuwając się od ściany. Powerbank spoczął w kieszeni jego spodni.

– Trzymaj się blisko mnie – rzucił cicho Ash.

Eiji skinął jedynie głową i po chwili poczuł na sobie chłodny powiew wieczornego powietrza. Wszechobecny hałas prowadzonych nieskładnych rozmów i rzucanych haseł, nacechowanych ekscytacją, zlewały się w jedno, będąc jedynym źródłem łączności pomiędzy nim a tą napierającą, ludzką masą. Zdeterminowany wzrok wlepiał w popękaną płytę parkingu, czując jednocześnie ciepło bijące od podążającego tuż obok niego Asha.

Ash zdawał się być jego tarczą. Chronił go przed potencjalnym złem tego nieznanego mu świata, którego on sam był częścią.

– W porządku? – zapytał Ash, gdy zajęli bezpieczne miejsca na tyłach vana.

– Teraz już tak – odpowiedział, opierając głowę o zagłówek fotela.

– Żałujesz? Wolałbyś wrócić do domu?

– Co?! – zareagował Eiji, prostując się gwałtownie.

– Poniekąd nie pozostawiłem ci wyboru. Przepraszam.

– Nie masz nade mną aż takiej władzy, by pozbawić mnie podejmowania decyzji i zmusić do działania wbrew sobie – powiedział łagodnie, z wolna przesuwając opuszką palca po zewnętrznej stronie jego dłoni.

– W takim razie przez cały ten czas żyłem w jakiejś chorej iluzji – zaśmiał się cicho, zamykając oczy pod wpływem jego subtelnego dotyku.

Twarz Eijiego wykrzywił delikatny uśmiech, ale nie pozwolił sobie na nic więcej. Świadomie powstrzymał się przed kontynuacją.

Do lokalu zajechali niespełna 20 minut później. Charakter prowadzonych rozmów ukazywał swego rodzaju ignorancję. Świadomie zagłuszali niewygodną prawdę. Fakt, że jeden z nich jest zakochany w chłopaku jednego z nich.

Jaka była szansa na coś takiego? – pojawiło się w głowie Shortera.

Pewnie Ash potrafiłby to obliczyć – dopowiedział sobie, zerkając na swojego najlepszego przyjaciela.

Ostatnie tygodnie ukazały mu jego nową odsłonę. Nigdy wcześniej nie miał okazji poznać go od tej strony. Nie miał, ponieważ to pierwszy raz, gdy Ash zachowywał się w ten sposób. Często się zawieszał, jeszcze częściej wlepiał swoje lśniące spojrzenie w ekran smartfona i zdecydowanie częściej się uśmiechał. Jednak uśmiech ten nie był skierowany do żadnego z nich. Był jakby rzucony w przestrzeń, do pozbawionej powłoki cielesnej istoty. Do Eijiego, obecnego w jego myślach.

Eiji wyrył na Ashu permanentny ślad.

Niemożliwy do zatarcia.

– On jest z nami – Ash zwrócił się do rosłego mężczyzny na bramce.

Mężczyzna skinął głową, skanując Eijiego uważnym spojrzeniem i bez słowa zszedł im z drogi.

– To zamknięta impreza z otwartym barem – głos Asha wdarł się do ucha Eijiego.

– Sporo ludzi – skomentował Eiji, wodząc wzrokiem po ogromnej sali.

Rozświetlona pomarańczowym światłem dobiegającym zza niewielkich kinkietów, przyciągała wzrok w miejsca, gdzie poświata zmieniała kolor, rozpraszając się na ciemnej podłodze. Z bliżej niezidentyfikowanych głośników dobiegała przyjemna, pozbawiona wokalu muzyka, która charakterem przypominała Eijiemu tę słyszaną dzisiaj w sali koncertowej. Pomimo obecności obcych osób, Eiji poczuł jak stopniowo się rozluźnia.

– Wszystko ok? – spytał Ash, zerkając na niego bokiem.

– Tak, wszystko ok – odpowiedział od razu.

– Jeżeli będziesz miał dosyć, powiedz słowo, a...

– Myślę, że ty pierwszy dotrzesz do granicy wytrzymałości – wszedł mu w słowo, szturchając go lekko w bok.

Tym razem ich ciała pozbawione były dotyku tego drugiego.

I pewnie pozostanie tak jeszcze przez jakiś czas – pomyśleli jednocześnie.

– Słynny Okumura Eiji.

Głos, który wypowiedział te słowa należał do długowłosego, młodego mężczyzny. To co zwróciło uwagę Eijiego to jego akcent oraz chłodne, zdradzające nieprzychylność spojrzenie. Ładna twarz nie współgrała z postawą, którą prezentował. Ewidentna niechęć wręcz epatowała z jego ciała.

– Czego chcesz? – rzucił nieprzyjemnym tonem Ash.

– Przywitać się? – powiedział niewzruszony, obracając niską szklankę na drewnianym blacie długiego baru.

– To ja zadałem pytanie.

Mężczyzna westchnął cicho i odgarnąwszy swoje długie, niezwykle lśniące włosy, zeskoczył z wysokiego krzesła.

– Yut, tylko bez chorych akcji – zwrócił mu uwagę Shorter, podchodząc bliżej Eijiego.

– Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na tego typu uwagi.

– Moim zdaniem nie zasłużyłeś sobie na nic innego – stwierdził Ash.

– Jesteś strasznie niesprawiedliwy, Ash – mówił spokojnie, co zwiastowało nieoczekiwaną zmianę, niekoniecznie przyjemną. – A ja nawet postarałem się i przygotowałem dla ciebie niespodziankę.

Ash napiął się, podświadomie przygotowując na najgorsze, by w tym samym momencie usłyszeć dobiegający zza jego pleców dawno niesłyszany głos.

– O! Już jest – ucieszył się, unosząc rękę w geście powitania.

– Przegiąłeś, Yut – wysyczał Shorter, ruszając na niego, ale Ash powstrzymał go przed potencjalnym starciem.

– Nie odbieraj mi tej przyjemności – odezwał się Ash i zbliżywszy się do niego, zapytał – ty go tutaj zaprosiłeś?

– Tak – przyznał, z odrobinę mniejszą pewnością niż tą, którą wcześniej prezentował.

– Zła decyzja – skomentował krótko Ash.

– Nic mi nie zrobisz. Wiąże nas umowa.

– Dobrze wiesz, że dla mnie to tylko świstek papieru. Nie dbam o to.

Palce Asha zacisnęły się na jego białej koszuli, a przepełniony gniewem głos ponownie wydobył się z jego ściśniętego gardła.

– Dlaczego to zrobiłeś?

– Ash – dobiegł go ten dawno niesłyszany głos.

Niechętnie zerknął za siebie, nie pozwalając temu pierwszemu wymknąć się spod uścisku swoich palców i odezwał się, zabarwiając swój głos jeszcze bardziej nieprzyjemną nutą.

– Nie jesteś tu mile widziany.

– Jak możesz? – udając zdziwienie, chwycił się teatralnie za serce. – Nie widzieliśmy się prawie rok.

– I właśnie to sprawiło, że był najlepszym rokiem w moim życiu.

– Hmm... – wydał z siebie, nie komentując tej jawnej obrazy i z zaciekawieniem spojrzał na Eijiego. – Ciebie nie znam – stwierdził, aktywując Asha do bardziej drapieżnych zachowań.

– I nie będziesz miał okazji poznać – wtrącił Ash, stając pomiędzy nim a Eijim.

Mężczyzna wyraźnie zaintrygowany zmrużył oczy i przejechał ręką po swoich jasnych włosach. Jego niebieskie oczy wpatrywały się uważnie w zielone tęczówki Asha, jakby doszukiwały się odpowiedzi na tworzące się w jego głowie pytania.

– Może pozwólmy zdecydować samemu zainteresowanemu? – odpowiedział spokojnie.

– Ash? – Eiji zwrócił się do niego niezwykle cichym, ledwo słyszalnym głosem.

Ash spojrzał na niego, jakby widział go po raz pierwszy w życiu i ku swojemu niezadowoleniu raz jeszcze usłyszał tamten głos.

– Osobiście uważam, że chciałby poznać brata swojego przyjaciela.

– Griffin, odpuść – odezwał się Shorter. – Ash mówił szczerze, nie jesteś tu mile widziany.

– Brata? – powtórzył Eiji, wpatrując się z niedowierzaniem w wysokiego mężczyznę.

Było w nim coś znajomego, a zarazem niepokojąco obcego.

– Nazywam się Griffin Callenreese, Ash to mój... – uniesiony głos Asha powstrzymał go przed kontynuacją.

– Przestań! Nie zachowuj się jakbyśmy byli rodziną – wydusił, siłą własnej dłoni powstrzymując Eijiego przed zbliżeniem się do niego.

– Ależ my jesteśmy rodziną, Ash.

– Przestań pieprzyć!

W głowie Eijiego rozpętał się chaos. Nie rozumiał zachowania swojego chłopaka, ale wiedział, że niezależnie od powodów, nie chce oglądać go w takim stanie.

– Ash – spróbował raz jeszcze.

Brak reakcji nie powstrzymał go przed kolejną próbą.

– Ash, chodźmy stąd. Oboje przekroczyliśmy już granicę.

– Nie chcesz wiedzieć dlaczego? – z ust Griffina padło to krótkie, niejednoznaczne pytanie.

– Nie chcę dowiedzieć się tego od ciebie – odpowiedział Eiji, pewnie odpowiadając na jego wyzywające go spojrzenie.

Ash drgnął pod wpływem brzmienia głosu Eijiego, a palce mocniej zacisnął na jego bluzie.

– Ponieważ prędzej uwierzysz swojemu chłopakowi niż jego bratu – zabrzmiało jakby na głos podzielił się swoją myślą, która zrodziła się pod wpływem usłyszanych przed chwilą słów.

Wypowiedź zmroziła wszystkich uczestniczących w tej wątpliwej przyjemności sytuacji. Minęła chwila zanim Eiji odzyskał zdolność mówienia.

– ...Nie mam pewności kim jesteś, ale zgadzam się, co do pierwszej części.

– Nikim kim musiałbyś zaprzątać sobie myśli – odezwał się Ash, bardziej świadomy rozgrywającej się sceny. – To zamknięta impreza i mam prawo cię z niej wyprosić – zwrócił się do Griffina.

– Rozumiem, że właśnie to zamierzasz zrobić – powiedział, nie odrywając od niego oczu.

Wyraz jego twarzy nie zdradzał żadnych emocji. Zdawał się być pusty w środku.

– To ja odpowiadam za listę gości – wtrącił milczący od dłuższego czasu długowłosy mężczyzna.

– A ja odpowiadam za jej weryfikację – rzucił Ash, nawet na niego nie patrząc. – Popełniłeś błąd, Lee i zamierzam go naprawić – dodał, nie spuszczając z oczu człowieka, który miał czelność nazywać się jego bratem.

– Jak śmiesz?! Nie odpowiadasz…

– Wyjdź – rzucił krótko Ash, uciszając tym samym rozwścieczonego mężczyznę.

– Nie uciekniesz przede mną, Ash. Prędzej czy później ponownie się spotkamy.

Powiódł wzrokiem po twarzach zebranych i zatrzymał się na tej nieznanej, tej którą ujrzał dzisiaj po raz pierwszy.

– Z tobą również, Eiji – dodał i nie reagując na pełne wrogości zachowanie Shortera, wyszarpnął rękę z jego uścisku i ruszył w stronę wyjścia.

Ash w milczeniu obserwował jak jego sylwetka zmierza w kierunku rosłego mężczyzny, wymija go i ostatecznie znika za potężnymi dwuskrzydłowymi drzwiami.

Na swoich plecach poczuł ciepłą dłoń, której dotyk przyspieszył proces przewidzenia możliwych konsekwencji tego spotkania.

Sens ostatnich słów Griffina stopniowo docierał do świadomości Asha.

Jego myśli sprowadziły się do jednego. Decyzja została podjęta.

...

"...I want to encounter my feeling that's about to burst, holding tight in tears, right here right now
Sometimes I'm put down and sometimes ridiculed
But that's no excuse for me to give in
If anything, it keeps my fire burning..."
RADWIMPS , 大団円