- No jasne, może jeszcze będziesz trzaskał nam foty w toalecie – rzucił sarkastycznie Ash, gdy poczucie niezręczności wzięło górę nad byciem miłym, co naiwnie postanowił wychodząc dzisiaj z domu.
- Nie bądź dupkiem, Ash – odparował Sing, bawiąc się pałeczkami do perkusji.
- W tych warunkach to niewykonalne – zauważył Shorter, zezując z szerokim uśmiechem na ustach na swojego przyjaciela – prawda, Ash?
- ...Uważam po prostu, że to lekka przesada by...
- Przepraszam – rozległ się głos Eijiego. - Jeżeli powiesz mi, gdzie jest granica, obiecuję jej nie przekroczyć.
- ...Po... po pierwsze stoisz za blisko – zaczął Ash niechętnie na co Eiji niezwłocznie cofnął się zachowując między nimi bezpieczny jego zdaniem dystans. Ash przyglądał mu się z narastającym oszołomieniem widocznym w jego lekko rozszerzonych oczach i po niespełna chwili podjął – po drugie... nie, to chyba tyle... na razie.
- Dobrze. Trzymać się możliwie jak najdalej, rozumiem.
Po kilku godzinach spędzonych w ich towarzystwie, Eiji mógł z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że pozorna wrogość Ash'a była tak naprawdę reakcją obronną w sytuacjach, w których czuł się niekomfortowo. Z niemal stu procentową pewnością doszedł do wniosku, że Ash jest zwyczajnie nieufny, że swoim wrogim nastawieniem kreśli granicę, której nie chce by ktokolwiek przekraczał i zbliżył się bardziej niż jest w stanie znieść jego introwertyczne wnętrze. Całkowitym przeciwieństwem był Shorter, który jak wynikało z obserwacji Eijiego był najlepszym przyjacielem Ash'a i jako jedyny wyjątkowo gdzieś miał jego wszelkie niedoskonałości czy wady. Całkowicie ignorował fakt, że jego komentarze czy sposób prowadzenia rozmowy mogą być prostą drogą do niekontrolowanego wybuchu Ash'a, był z nim w stu procentach szczery, nie uciekał przed mówieniem prawdy, nawet tej niewygodnej.
Jeżeli zaś miałby powiedzieć coś na temat pozostałej dwójki, to z jego obserwacji wynikało, że Alex i Sing prowadzą między sobą coś w rodzaju zimnej wojny. Jeżeli dobrze uchwycił ich relację, to najprawdopodobniej powodem napięcia była walka o stanowisko w grupie. Mimo iż, to Ash był niezaprzeczalnym liderem, wydawało się, że są sytuacje, w których zdecydowanie nie gra pierwszych skrzypiec i to właśnie w tych sytuacjach zarówno Alex jak i Sing chcieli mieć do powiedzenia jak najwięcej.
- Tym razem moja kolej – zawołał Shorter, gdy sporych rozmiarów metalowy zegar zawieszony na ścianie studia, wybijał właśnie godzinę szóstą wieczorem.
- Już się boję... - mruknął Alex, otwierając drzwi. Powiew chłodnego powietrza omiótł rozgrzane policzki Eijiego i w dalszym ciągu nie rozumiejąc o czym mowa, czekał na ciąg dalszy tej zagadkowej wymiany zdań.
- Sushi – oznajmił głośno, szczerząc się do Eijiego – jako nagroda za wytrwanie z nami do końca dnia.
Ash spojrzał z uwagą na Eijiego ciekawy jego reakcji, tego czy będzie bawił się w uprzejmości i grzecznie zaprzeczy, zapewniając, że nie było to żadne wyzwanie czy odpowie szczerze i przyzna na głos, że praca zwłaszcza z kimś takim jak on jest uciążliwa i znacząco wystawia na próbę jego cierpliwość.
- ...Jeżeli ma to być forma nagrody, to wolałbym pizzę – odezwał się po chwili, czując na sobie intensywne spojrzenie zielonych tęczówek.
Ich barwa zdawała się stopniowo zmieniać, gdy słowa Eijiego docierały do jego uszu, zaskakując go tą jakże wygodną i cholera, kryjącą w sobie prawdę odpowiedzią. Uciekłszy od niego spojrzeniem, które na wpół świadomie wlepiał w niego przez całą drogę do stojącego nieopodal vana, rozsunął drzwi i odłożywszy futerał z gitarą za siedzenie zajął miejsce jak najbardziej z tyłu, tuż przy oknie.
- Wow, co za wnętrze – pełen dziecięcej fascynacji głos Eijiego rozległ się w samochodzie, gdy podeszwa jego czarnych, wysokich butów dotknęła wzorzystej wykładziny.
- Pierwszy raz w vanie? - zapytał z uśmiechem Alex, zajmując miejsce kierowcy. - W takim? Tak – odparł, wodząc wzrokiem po wnętrzu. Trzy rzędy siedzeń, na tyle długich by ze spokojem pomieścić trzy osoby ustawione były tak by z wyjątkową swobodą rozprostować nogi i nie wkurzać się na bliskość twardej powierzchni oparcia, oddziałującą brutalnie na uderzające o nią kolana. Ściany w kolorze pastelowej pomarańczy z bliżej niezidentyfikowanymi grafikami rozwieszonymi na różnych wysokościach nadawały wnętrzu przytulności, a czarne, metalowe żaluzje zawieszone nad prostokątnymi oknami wzdłuż jednej i drugiej strony pozwalały odciąć się od tego co czyha na zewnątrz, dając namiastkę prywatności.
Pizzeria, do której zajechali nie była zwykłą pizzerią, ale miejscem, gdzie można było skosztować nie tylko włoskiego dania. Knajpa, bo tak należałoby nazwać sporych rozmiarów pomieszczenie, w którym to przy okrągłym stoliku rozsiadło się pięcioro mężczyzn kojarzyła się Eijiemu z wolnością i brakiem jakichkolwiek hamulców.
- To był bardzo dobry dzień – stwierdził Shorter, popijając piwo.
- Wstrzymaj się z oceną, jeszcze się nie skończył – wtrącił Sing.
- Nieważne, jestem bardzo zadowolony z tego co dzisiaj zrobiliśmy.
- Bardzo mi się podoba to co tworzycie, pierwszy raz mam do czynienia z tego typu muzyką – odezwał się Eiji, przeskakując między każdą parą oczu wpatrzoną w jego osobę.
- Widzisz Ash? Zdobyliśmy kolejnego fana – rzucił z uśmiechem Alex, szturchając go lekko w ramię.
Ash nic nie odpowiedział, powstrzymując się przed niezbyt wygodnym komentarzem, który po raz kolejny byłby dość jednoznaczną próbą ucieczki. Zamiast tego wybrał jego zdaniem mniejsze zło, ucieczkę na nieco innych warunkach - milczenie.
- Jaki rodzaj muzyki gracie? - dopytał Eiji, nie mogąc znieść tej niezręcznej ciszy, która w jego odczuciu trwała znacznie dłużej niż rzeczywiste pięć sekund.
- Różnie nas kategoryzują – zaczął Shorter.
- W ogólności jest to rock, ale... - dopowiedział Sing, ale głos Ash'a zagłuszył jego dalsze słowa.
- Dream pop.
- Dream... pop? - powtórzył Eiji, wpatrując się z najwyższym zainteresowaniem w siedzącego naprzeciw niego Ash'a.
- Tak, rodzaj alternatywnego rocka – odparł, tym razem zdecydowanie nie uciekając. - Jeżeli chcesz przypisać naszą muzykę do jakiegoś gatunku, to ten jest jej najbliższy.
- Nigdy nie słyszałem o takim gatunku muzycznym – przyznał Eiji.
- To powszechne. Często jest tak, że słuchasz czegoś, ale tak naprawdę nie masz pojęcia do jakiego gatunku należy – wtrącił Shorter.
Rozmowę przerwało nadejście kelnerki z ogromną, o co najmniej pięćdziesięcio centymetrowej średnicy pizzą. Wygłodniałe towarzystwo rzuciło się do smakowicie wyglądającego ciasta, energicznie odrywając jego trójkątne pełne dodatków fragmenty. Piątkowy wieczór sprzyjał wszelkiego rodzaju wyjściom i spotkaniom z przyjaciółmi, tak więc opustoszały do niedawna lokal powoli zapełniał się dość hałaśliwym towarzystwem.
- Od jak dawna mieszkasz w Nowym Jorku? - zapytał Shorter, odgryzając spory kawał pizzy.
Eiji przełknął ciasto i otrzepawszy ręce z nadmiaru mąki powiedział:
- Przyjechałem miesiąc temu, jestem aktualnie na okresie próbnym.
- Czyli od tego zlecenia wiele zależy, czy tak? - dopytał Shorter.
- Tak, w zasadzie tak.
- W takim razie wystawimy ci taką opinię, że przejdziesz do historii w tej swojej redakcji – oznajmił, klepiąc go przyjacielsko po plecach. - Prawda, Ash?
Zdezorientowanie widoczne na jego twarzy, a zarazem hamowana usilnie złość na swojego przyjaciela uniemożliwiły natychmiastową reakcję. Wiedział, że nie było to pytanie rzucone bez konkretnego powodu, że Shorter prowadzi jakąś dziwnie pokręconą grę, w której zdecydowanie nie zamierzał uczestniczyć. Ash spuścił wzrok, sięgając po kolejny kawałek pizzy i odrywając starannie wydzielony trójkąt, rzucił cicho:
- Rób co chcesz.
Niekontrolowany uśmiech pojawił się na twarzy Eijiego, co niefortunnie dla niego wychwycił jasnowłosy chłopak.
- Czy to tajemnica dlaczego akurat Nowy Jork? - pytanie Shorter'a uratowało poniekąd stropionego Eijiego. Tylko poniekąd, ponieważ treść pytania nie należała do najwygodniejszych.
- Potrzebowałem zmiany otoczenia – odpowiedział jak najbardziej zgodnie z prawdą, ale też jak najbardziej ogólnie, nie zdradzając żadnych szczegółów.
Spojrzenie Ash'a skierowane na jego osobę wyostrzyło się i tym razem nadzwyczaj wdzięczny za wścibskość swojego przyjaciela, usłyszał kolejne pytanie, na które odpowiedź niezwykle go interesowała.
- Tak po prostu? Musiał być jakiś powód skoro przyleciałeś na drugi koniec świata.
Eiji poruszył się nerwowo, zaciskając palce na udach i zmuszając się do swobodnego tonu, powiedział:
- Nie przesadzajmy, mogłem zalecieć znacznie dalej niż tutaj.
Oczywiste było, że jest coś o czym Eiji nie zamierza z nimi rozmawiać, zdradzać prawdziwego powodu prawdopodobnej ucieczki ze swojego ojczystego kraju. Mimo iż, ich ciekawość była na niezwykle wysokim poziomie, uszanowanie prywatności wcale nie odstawało pod tym względem, dlatego też żaden z nich nie zamierzał już dalej ciągnąć tego tematu. W końcu oni sami skrywają w sobie nieznane Eijiemu historie swojego stosunkowo krótkiego życia.
- Długo już gracie razem? - odezwał się Eiji na poczekaniu wymyślając to całkiem zgrabne pytanie byleby tylko skupić ich uwagę na czymś innym.
- Oficjalnie pięć miesięcy, nieoficjalnie... - zawahał się Alex, najprawdopodobniej licząc kolejne miesiące, a może i lata.
- Nieoficjalnie dwa lata – przybył mu z pomocą Sing.
- Sing był wówczas...
- Nie kończ – przerwał mu stanowczo Sing.
- Co z tego, że był gówniarzem – westchnął Ash, zgrabnie unikając ciosu od swojego młodszego przyjaciela.
- Ile masz lat Eiji? - zainteresował się Shorter.
- Dziewiętnaście.
- Czyli jesteś starszy od Ash'a, ciekawe... – odparł, zerkając z szerokim uśmiechem na ustach na swojego przyjaciela.
- Myślałem, że bliżej ci do Sing'a – odezwał się Ash, uważnie przyglądając się twarzy Eijiego.
- Jesteś ode mnie młodszy? O ile? - zdziwił się Eiji, ignorując jego uwagę.
- Dwa lata.
- Masz siedemnaście lat?! - jego uniesiony głos dotarł do siedzących nieopodal klientów, zagłuszając dźwięki muzyki płynącej z głośników.
Widząc jego zdradzającą najwyższy szok twarz, na wpół świadomie zrzucił maskę, wykrzywiając usta w delikatnym uśmiechu. Widok ten wzbudził zaskoczenie nie tylko u Eijiego, któremu po raz pierwszy dane było ujrzeć ten wzbudzający nieznane mu jeszcze odczucia uśmiech, ale i u pozostałych członków zespołu.
- To co? Jeszcze jedna kolejka? - wesoły głos Shorter'a przerwał dziwnie niezręczną ciszę.
Dochodziła dwudziesta pierwsza, gdy Ash oznajmił, że wraca do domu. Sięgnąwszy po kurtkę zawieszoną na oparciu krzesła wsunął ręce w rękawy i schylił się po plecak.
- No tak, biedna Elizabeth cały dzień spędziła sama – rzucił Alex, robiąc przy tym smutną miną.
- Elizabeth...? - powtórzył Eiji dziwnie pobudzony treścią wypowiedzi Alex'a.
- To Ash'a największa miłość. Gdyby mógł, to nigdy by się z nią nie rozstawał, prawda Ash? - powiedział Shorter, szczerząc się do niego.
- M-mieszkasz z dziewczyną? - zapytał Eiji, zanim w ogóle Ash zdążył jakkolwiek odpowiedzieć.
Stłumione śmiechy wydobyły się z gardeł jego współtowarzyszy. Wyjątkiem był Ash, który z dziwnym wyrazem twarzy w milczeniu wpatrywał się w czekoladowe tęczówki poznanego zaledwie wczoraj chłopaka. Dlaczego aż tak bardzo zdaje się interesować jego życiem, tym czy jest z kimś związany, czy ma kogoś na tyle bliskiego by odważyć się z tą osobą zamieszkać i pozwolić jej na dogłębne poznanie siebie? Dlaczego on sam zdaje się aż tak bardzo podzielać jego potencjalne motywy?
- To mój kot – odpowiedział Ash, rozwiewając wszelkie wątpliwości Eijiego i dostrzegając niezaprzeczalną ulgę na jego twarzy, dodał jeszcze bardziej zaskakując samego siebie – poza tym nie mam dziewczyny.
Powiedziawszy to wstał i nie czekając na jakiekolwiek reakcje ze strony przyjaciół i Eijiego, który bezsprzecznie był głównym czynnikiem inicjującym tą oczywistą ucieczkę, rzucił ciche do jutra i po chwili zniknął z pola widzenia wpatrzonych w niego ciemnych oczu młodego Japończyka.

...

"...Silence burning, hold your tongue
Keep us separate, sullen, dumb
Hiding in a darkness under
Boiling to the surface, stumble fall..."
A Looking In View, Alice in Chains