Dzień zapowiadał się niezwykle dobrze. To nic, że kolejna noc z rzędu była niemal w pełni bezsenna. Nie miało to znaczenia, ponieważ tym razem powód był inny, do tej pory nieznany i wzbudzający oczywisty zamęt w genialnym umyśle Ash'a. Wpatrzony w wysokie budynki cierpiącego na wieczną bezsenność miasta poczuł na swojej skórze przyjemne ciepło. Sięgnąwszy prawą dłonią do zwiniętej włochatej kulki leżącej tuż obok niego na łóżku, poruszył delikatnie palcami zatapiając je w lśniącej, czarnej sierści. Cichy pomruk wydobył się z jej mordki, a nieznaczny ruch przybliżył ją do niego jeszcze bardziej.
- Dzień dobry, Elizabeth – przywitał się, spoglądając na nią z uśmiechem. Kolejny pomruk rozległ się w pokoju, a okrągłe, zielone oczy napotkały tą drugą, równie piękną parę oczu jej jasnowłosego właściciela.
Mimo jawnych sprzeciwów Ash chwycił ją, zgrabnie unikając ostrych pazurów, których nigdy tak naprawdę nie odważyła się na nim użyć i ułożył ją na swoim brzuchu. Sięgnąwszy po telefon na wyświetlaczu ujrzał godzinę 08:05a.m. oraz powiadomienie o nieodebranej wiadomości od Sing'a. Treść wiadomości stylem przypominała telegram, a brzmiała ona tak:
Wyjazd potwierdzony. Tom & Teddy. Bloomingdales.
Ash przewrócił oczami i odrzuciwszy telefon na bok podniósł się gwałtownie, zmuszając kotkę do natychmiastowej ucieczki.
- Wybacz, Eli – odezwał się, przecierając oczy otulone przez ciężkie i lekko opuchnięte powieki.
Odrzuciwszy kołdrę jak na automacie wykonał wszystkie poranne czynności i upchnąwszy w plecaku bluzę, butelkę wody i podniszczoną książkę, której okładka nie zdradzała ani tytułu ani nazwiska autora wyszedł z domu, żegnając się uprzednio ze swoim czworonożnym współdomownikiem. Ulica, którą podążał skryta w cieniu wieżowców, jak zwykle pełna była spieszących się z różnych przyczyn przechodniów. Nie zamierzając dorównywać im kroku, zmierzał swoim własnym niespiesznym tempem do pobliskiej kawiarni, do której zachodził niemal każdego dnia by zjeść swój pierwszy posiłek i wypić swoją pierwszą poranną kawę.
- Dziękuję – powiedział, odkładając książkę na bok by odebrać kubek kawy i okrągły talerz z piramidką puszystych naleśników. Młoda dziewczyna, którą widywał tutaj prawie codziennie uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, a jej zdradzające oczywiste intencje oczy wlepiała jeszcze przez chwilę w te drugie, obojętne na coś więcej niż zwykła relacja kelnerka-klient.
Wielokrotnie zastanawiał się nad tym jak odbierają go inni, co takiego przyciąga ich do niego i co takiego jest z nim nie tak skoro nigdy nie odczuł potrzeby by wpuścić ich do swojego świata, do swojego życia. Czy to możliwe, że jedynym powodem był skrywany głęboko lęk przed odrzuceniem, a jeżeli tak to dlaczego tym razem jest inaczej? Dlaczego zamiast czuć strach przed nowym, potencjalnym źródłem cierpienia, boi się że jeżeli tym razem nie chwyci wyciągniętej w jego stronę dłoni, straci coś niezwykle cennego, niepowtarzalnego?
Sięgnąwszy po sztućce wbił srebrne ostrza w pszenne ciasto i odkroiwszy kawałek znieruchomiał z widelcem przy ustach, gdy jego wzrok napotkał czekoladowe oczy wpatrujące się w niego przez ogromną witrynę. Przyłapany na gorącym uczynku Eiji, posłał mu zdradzający zmieszanie uśmiech i jak na automacie ruszył w stronę drzwi wejściowych. Gonitwa myśli, którą Ash doświadczał znacząco utrudniała zachowanie spokoju. Rezygnując z posiłku, przynajmniej do czasu aż nie będzie jasne jak rozegra tą sytuację jego nieprzewidywalny umysł, odsunął talerz i spojrzał na zmierzającego w jego stronę ciemnowłosego chłopaka. Ubrany w długą parkę, w kolorze butelkowej zieleni, ciemne jeansy wsunięte niedbale w wysokie, czarne buty, z niezgasłym nawet na chwilę delikatnym uśmiechem przemierzał tą wypełnioną unoszącym się cudownym zapachem kawy i świeżego pieczywa przestrzeń.
- Dzień dobry, Ash – przywitał się, zatrzymując tuż przy jego stoliku.
Lekkie skinienie głowy było wszystkim na co Ash był w tym danym momencie się zdobyć.
- Będziesz miał coś przeciwko, jeżeli się przysiądę? Te naleśniki wyglądają tak smakowicie, że koniecznie muszę je spróbować – powiedział, nie pokazując po sobie, że zdradzające najwyższą ostrożność zachowanie Ash'a, przeszkadza mu choć w najmniejszym stopniu.
- Zamierzasz zjeść moje naleśniki? - zapytał Ash. Wraz z ostatnim słowem dotarło do niego, że to oczywiste, że Eiji nie to miał na myśli.
- Co? Nie, oczywiście że nie – roześmiał się.
- Skoro tak, to nie mam nic przeciwko – odparł, próbując wyjść z tego z twarzą. Jego lekko zaczerwienione policzki całkowicie go zdradziły.
Eiji skinął głową i rozpiąwszy kurtkę odwiesił ją na wieszak tuż obok czerwonej Ash'a. Z lekkim wahaniem widocznym w jego ruchach odsunął krzesło i zająwszy miejsce na miękkiej poduszce chwycił w obie dłonie leżącą na stoliku kartę.
- Piąta pozycja od góry – odezwał się Ash, na powrót przysuwając talerz i biorąc do ręki widelec z nabitym plackiem.
- Dzięki – rzucił Eiji, odnajdując odpowiedni wpis na stosunkowo krótkiej liście dań. Doskonale już wiedząc z czego będzie się składać jego dzisiejsze śniadanie, poprosił dokładnie o ten sam zestaw co jego siedzący obok towarzysz.
- Pierwszy raz cię tutaj widzę, mieszkasz niedaleko? - zapytał Ash, gdy kelnerka przyjęła zamówienie i odeszła w stronę kuchni.
- Po drugiej stronie ulicy, ale nigdy wcześniej tutaj nie byłem, to mój pierwszy raz – odpowiedział, bawiąc się drewnianą podkładką pod kubek. - A ty? Mieszkasz niedaleko?
- Dwie przecznice stąd... po tej stronie ulicy.
- W takim razie jesteśmy tak jakby sąsiadami – stwierdził, podpierając policzek na dłoni i spoglądając na niego z uśmiechem.
- ...Powiedzmy – odparł po chwili, wpatrując się w niego z zaciekawieniem.
- ...A jak Elizabeth? Nie była zawiedziona twoją długą nieobecnością? - zapytał Eiji, czując potrzebę by jak najszybciej się odezwać. Jego wzrok powędrował w bezpieczne rejony drewnianej powierzchni blatu, a napięte ciało wyprostowało się niczym naciągnięta struna.
Ash upił łyk kawy i odstawiwszy kubek na stolik spojrzał na powrót na Eijiego.
- To nie pierwszy raz. Jest już przyzwyczajona do samotności.
- A ty? - zadał to pytanie odruchowo, można by rzec nie w pełni świadomie.
- Zakładasz, że czuję się samotny?
- N-nie, to znaczy... przepraszam, źle to zabrzmiało. Nie odpowiadaj, jeżeli... nie chcesz.
Specyficzne napięcie, które narastało od momentu kiedy ich spojrzenia spotkały się wpatrując się w siebie przez kruchą warstwę szkła osiągnęło kulminację. W rzeczywistości pytanie, które rozbrzmiało było zaledwie kroplą w morzu pytań, które Eiji chciał do niego skierować. Szczątki informacji, które zdobył wczoraj po jego odejściu nie były wystarczające, pragnął usłyszeć więcej, znacznie więcej.
- Oto pańskie naleśniki i kawa – rozległ się głos kelnerki. Jej szczupła postać stanęła między nimi, burząc niewidzialną ścianę, którą wznieśli pomiędzy sobą.
- Dziękuję – odpowiedział, zaciskając dłonie wokół przyjemnie ciepłej powierzchni kubka.
Widząc, że Ash zdecydował się zamknąć swoje usta spożywanym w ciszy jedzeniem, Eiji uczynił to samo, sięgając po sztućce.
- Mmm... jakie to jest pyszne – zachwycił się, kosztując pierwszy kęs. Zaskoczony brzmieniem swojego głosu, którego skala epatowała wręcz beztroską i zadowoleniem, uświadomił sobie, że jego podświadomość za nic sobie miała wcześniejsze zdarzenie.
Ash uśmiechnął się nieznacznie, sięgając po kubek z kawą i popijając, kątem oka przyglądał się jak z najwyższym ukontentowaniem Eiji pochłania kolejne porcje.
- Gdybym wiedział wcześniej o tym miejscu... – rzucił, urywając w połowie by przechwycić wbite w widelec nadziewane ciasto.
Siedząc w chwilowym zawieszeniu, Ash starał sobie przypomnieć kiedy ostatnio jadł śniadanie w towarzystwie drugiej osoby, w dodatku biorąc pod uwagę staż znajomości, obcej, a jednak zaskakująco... bliskiej? Nie potrafił wyjaśnić tego paradoksu, jego ponadprzeciętny umysł nie radził sobie z tym nieznanym mu dotychczas zagadnieniem.
- Nic straconego, zawsze możesz... - tym razem to Ash był tym, który nie dokończył. Szczerze zaskoczony swoją reakcją zamknął usta, przyciskając do nich ceramiczną powierzchnię kubka.
- ...Myślę, że zyskali właśnie kolejnego stałego klienta – odezwał się Eiji, starając się by swobodne brzmienie jego głosu nie przegrało w starciu z nachodzącym go specyficznym pobudzeniem. - To twoja książka? - zapytał, dostrzegając ją leżącą tuż przy krawędzi prostokątnego stolika.
- Tak – odpowiedział Ash, przenosząc wzrok w miejsce, na którym skupione były oczy Eijiego.
- Nie widzę tytułu – stwierdził, pochylając się by mieć lepszy widok na okładkę – ani nazwiska autora.
- Islands in the Stream – powiedział, dotykając nierównej powierzchni – Ernesta Hemingway'a.
Eiji bez słowa wpatrywał się w cudownie mieniące się różnymi odcieniami zieleni oczy, siedzącego tuż obok niego chłopaka. Wszystko w nim zdawało się być zupełnie inne od tego co było mu znane, intrygował go, oddziaływał na niego...
- Co? - rzucił krótko Ash, czując się coraz bardziej nieswojo.
- N-nic, po prostu... zastanawiałem się czy byłbyś skłonny pożyczyć mi gdy skończysz – zakończył, wymyślając ostatnie zdanie na poczekaniu. Był wręcz zszokowany jak jego umysł po raz kolejny uratował go, podświadomie podsuwając całkiem dobre wyjaśnienie.
- ...Jesteś pewien, że poradzisz sobie z czytaniem po angielsku? - zapytał, ukazując swoją bliższą prawdy naturę.
Szczęka Eijiego delikatnie opadła, podkreślając niemały szok, który wywołały jego no cóż niezbyt uprzejme słowa.
- To było wredne – rzucił z udawaną obrazą.
- Ale ja pytam serio – powiedział, wyraźnie czerpiąc radość z tej rozmowy, która niespodziewanie przybrała nieco luźniejszą formę.
- Dla twojej wiadomości, całkiem dobrze radzę sobie z angielskim. Poza tym zawsze mogę skorzystać ze słownika.
- W niektórych przypadkach słownik nie wyjaśni poprawnie sensu zdania.
- Więc w tych niektórych przypadkach zapytam ciebie.
- Tym razem zakładasz, że jestem na tyle miły by ci pomóc?
- A... a nie jesteś? - spytał, czując tworzącą się w gardle gulę.
- ...Zacznij czytać, to sam się przekonasz – powiedział, kładąc książkę tuż obok jego opartej na stole ręki.
- Ale... jesteś dopiero na początku – zauważył Eiji, obserwując jak wyciąga z niej papierową zakładkę.
- Nie jestem w stanie stwierdzić ile razy ją przeczytałem, więc mogę wrócić do niej później.
Eiji przesunął rękę, dotykając podniszczonej okładki i uniósł wzrok, odnajdując wpatrzone w niego oczy Ash'a.
- Dziękuję... Ash.

~*~

Głośny i niezwykle porywający dźwięk gitary wypełnił pomieszczenie, gdy zwinne palce Ash'a dotknęły strun. Stojąc w bezpiecznej odległości, którą wczoraj uznał za wystarczającą, Eiji spojrzał przez obiektyw skierowany na smukłą sylwetkę jasnowłosego chłopaka. Doskonale zdawał sobie sprawę, że emocje, które wywołuje widok jego twarzy, a zwłaszcza jego głębokie, przeszywające spojrzenie, nie były odpowiednie, że nie powinien podążać tą drogą. Znalazł się tutaj w konkretnym celu i nie może pozwolić sobie na jakiekolwiek rozproszenie, zwłaszcza jeżeli jedyne co może otrzymać w zamian to brak zrozumienia i odrzucenie. Nacisnąwszy przycisk aparatu dostrzegł delikatny ruch ust Ash'a i w tym samym momencie niezwykła barwa jego głosu na krótką chwilę wstrzymała oddech wpatrującego się w niego Eijiego. Choć słowa zdawały się być nieme, samo brzmienie jego głosu sprawiło, że wcześniejsze przemyślenia rozpłynęły się w nicość. Oszołomiony własną reakcją odsunął aparat od swojej twarzy by żadna bariera nie zakłócała tego co roztacza się tuż przed jego oczami. Nie potrafił zmusić się do odwrócenia wzroku i wcale nie pomagał fakt, że te wzbudzające fascynację tęczówki Ash'a najwyraźniej zmagały się z bardzo podobnym problemem.
- Ash! Zmieniłeś tempo! - rzucił Alex, gdy zapadła cisza.
- To nowy kawałek, testuję która wersja będzie najlepsza – wyjaśnił dość lakonicznie.
- W takim razie mógłbyś chociaż uprzedzić – mruknął, odstawiając gitarę na stojak.
- Posłuchajmy opinii niezależnego słuchacza – odezwał się wesoło Shorter – Eiji, która wersja bardziej ci się podoba?
- To dość trudne pytanie Shorter, nie sądzisz? Różnica jest dość subtelna – zauważył Sing.
Ash przyglądał się w milczeniu stojącemu w bezruchu Eijiemu, w którego umyśle rozbrzmiewała jedyna słuszna jego zdaniem wersja.
- Ta dzisiejsza, sprzed chwili – odpowiedział. Jego ciało nadal pamiętało dreszcz, który zawładnął nim, słysząc te cudowne, pełne liryzmu dźwięki.
Wzrok Ash'a wyostrzył się na chwilę by za moment skryć się pod delikatną skórą powiek i spróbować stłumić emocje, których nie miał jeszcze okazji doświadczać, a przynajmniej nie w takiej skali. Dzisiejszy poranek spędzony z Eijim był czymś nowym, nieznanym i zaskakująco przyjemnym. Z zaskoczeniem stwierdził, że nie miałby nic przeciwko, gdyby jeszcze kiedyś, w niedalekiej przyszłości... w bliskiej przyszłości...
- ...Ash?! - dotarł do niego uniesiony głos Sing'a.
- Co? - warknął, skupiając na nim swoją uwagę.
- Skup się i zdecyduj co chcesz zjeść – powiedział, podając mu telefon z otwartą aplikacją, z której korzystali dość często, szczególnie w porze obiadowej.
Szybko przejrzawszy znane już mu menu zdecydował się na ciepłą kanapkę z kurczakiem i warzywami i podał telefon Eijiemu, który przyjął go bezmyślnie.
- Dziękuję, ale dzisiaj wziąłem ze sobą obiad – wyjaśnił po chwili, oddając urządzenie Sing'owi.
- Ok, w takim razie zamawiam – odparł Sing, szybko poruszając palcem po ekranie.
Po niespełna godzinie, którą w całości poświęcili na doszlifowywanie najnowszego kawałka zasiedli pod ścianą na prowizorycznym siedzisku stworzonym z grubego koca i kilku poduszek, zabierając się ochoczo za dostarczone przed chwilą jedzenie.
- Wow, co tam masz Eiji? - zainteresował się Shorter, obserwując Eijiego jak rozplątuje rogi wzorzystej chusty i unosi pokrywę prostokątnego pudełka, gdzie w poszczególnych jego przegródkach znajdowały się smakowicie wyglądające kąski.
- Krewetki w tempurze, tamagoyaki, surówka z białej kapusty, no i oczywiście ryż – wymienił, przeskakując między kolejnymi elementami wzbudzającego zachwyt dania.
- Krewetki w czym i tama... co? - zapytał, zerkając mu przez ramię by mieć lepszy widok na omawiane właśnie elementy składowe jego posiłku.
- Krewetki w cieście smażone na głębokim oleju i tamagoyaki, czyli japoński omlet.
- Sam to zrobiłeś? - dopytał Alex, podobnie jak Shorter wertując wzrokiem zawartość pudełka.
- Tak – odpowiedział, kątem oka zerkając na siedzącego po jego lewej Ash'a, który w milczeniu ściągał papier ze swojej sporych rozmiarów kanapki.
- Nie pamiętam kiedy ostatnio korzystałem z kuchni by przygotować jakikolwiek posiłek – rzucił Sing, dobierając się do swojego kubełka wypełnionego smażonym makaronem z kurczakiem, jajkiem i warzywami.
- To samo – przyznał Alex, zajadając się tym samym.
- Za to Eiji wydaje się być całkiem doświadczonym w tej kwestii – stwierdził Shorter, posyłając mu szeroki uśmiech.
- Po prostu lubię gotować – odparł, sięgając po pałeczki.
- Co z pewnością ucieszyło nas wszystkich. Liczę na niejeden posiłek w twoim wykonaniu – powiedział, szturchając go lekko w bok. Wzrok Ash'a napotkał zdradzające najwyższe zadowolenie spojrzenie oczu jego przyjaciela. Ciemna barwa jego tęczówek zderzyła się z jego własną, skrywającą w sobie ślady zaskoczenia i niezadowolenia, czego nie był jeszcze w pełni świadomy.
- O tak, mam wrażenie, że domowy posiłek tchnąłby we mnie nowe życie – podchwycił Alex.
- Czuj się wolny by ich spławić, Eiji – wtrącił Sing.
- Dokładnie, nie bierz na poważnie tego co mówią – odezwał się Ash, powracając spojrzeniem do swojej ubogiej kanapki.
- Nie... to znaczy ok, nie mam nic przeciwko by...
- W takim razie ustalmy, że na zakończenie współpracy urządzimy imprezę z domowym jedzeniem w roli głównej – zawołał Shorter niewzruszony reakcją Ash'a. - Co ty na to, Eiji? - dopytał, obejmując go ramieniem.
- Brzmi całkiem... fajnie – powiedział, wychodząc na spotkanie wwiercającym się w niego pięknym oczom siedzącego tuż obok jasnowłosego chłopaka.
Perspektywa rozstania stopniowo wypełniała ich zmagające się z tą oczywistą prawdą umysły. Uświadamiała, że jeżeli żaden z nich nie odważy się jej przeciwstawić, w ich życiu nic się nie zmieni, że zaprzepaszczą szansę na coś czego nie potrafili nawet wyjaśnić jeszcze słowami, a co z pewnością było czymś co warte było podjęcia tego ryzyka.

...

"What if I'm made of stone?
Feeling is not a system
Nervous I'm caught in a hold
Hoping i'm over thinking
I should be feeling more
Draped over your bones..."
Made of Stone, Daughter