- Szkoda, że nie udało ci się zrealizować dzisiejszego planu, Eiji – odezwał się Sing, gdy późnym wieczorem opuszczali mieszkanie Shorter'a.
- Żartujesz? Dzisiejsze zdjęcia przerosły moje najśmielsze oczekiwania – odparł żywiołowo Eiji, poprawiając skręconą szelkę swojego plecaka. To prawda, nie spodziewał się, że cudownie kolorowe światła chińskiej dzielnicy dodadzą takiego uroku jego fotografiom, że ich bohaterowie wpasują się w ten klimat wyjątkowo dobrze i wypadną niezwykle naturalnie.
- Alex będzie żałował, że ominęła go taka sesja – powiedział Shorter, dając znać swojej siostrze, że za chwilę wróci.
- Nie ustaliliśmy jeszcze co z trasą. Został niecały tydzień do wyjazdu, a my nawet nie wiemy czy nasz van zdoła nas tam dowieść – zmienił temat Sing, przeskakując między dwiema parami oczu swoich przyjaciół.
- O to się nie martw, już nie takie trasy pokonywał – odparł beztrosko Shorter.
- Sing ma rację, Alex powinien to sprawdzić. Wolałbym uniknąć tego typu niespodzianek – zabrał głos Ash, patrząc karcąco na swojego przedmówcę.
- Zaraz do niego zadzwonię i powiem mu, że jutro ma się tym zająć – zgodził się Sing, wyjmując z kieszeni kurtki telefon.
- Jak zwykle przezorny i ostrożny – rzucił Shorter, szczerząc się do Ash'a.
- Ktoś musi – wtrącił szybko Sing zanim głos Alex'a rozbrzmiał w słuchawce.
- Jutro o 11? - zapytał Shorter, nie przestając się uśmiechać.
- Tak – potwierdził Ash ze wzrokiem wbitym w chodnik.
- W takim razie widzimy się jutro, z tobą też Eiji – rzucił wesoło, chowając ręce do kieszeni spodni.
- Jasne, jutro o 11 – uśmiechnął się Eiji.
- Tylko prosto do domu – zawołał Shorter głosem jak do małego dziecka, gdy Ash i Eiji ruszyli w stronę stacji.
- Shorter jest zabawny – odezwał się Eiji, machając mu na pożegnanie.
- Taak, przezabawny – rzucił Ash z przekąsem, planując już kolejną formę zemsty.
Nie dość, że nie lada wyzwaniem był dla niego powrót sam na sam w towarzystwie Eijiego, to na dodatek jego bezwzględny przyjaciel nie ułatwiał mu tego w najmniejszym stopniu, z premedytacją dokładając mu do i tak niełatwej już sytuacji. Być może pomogłaby mu świadomość, że dla Eijiego również jest to powód do jedynego w swoim rodzaju zdenerwowania i trudnego do opanowania napięcia.
Wymieniwszy ze sobą co najwyżej kilkanaście słów dotarli na peron, a gdy pociąg nadjechał i drzwi się rozsunęły weszli do środka, rozpoczynając długą i nadzwyczaj wyczerpującą dla ich spiętych ciał podróż. Tłok panujący w pojeździe, zmuszał ich do niezachowywania bezpiecznych odległości, które Eiji obiecał mu podczas pierwszego dnia sesji zachowywać.
- Przepraszam – odezwał się cicho, gdy stojący za nim mężczyzna zaczął przeciskać się do wyjścia, siłą rzeczy zbliżając go do Ash'a jeszcze bardziej.
- W porządku – rzucił Ash, uciekając spojrzeniem od wpatrzonych w niego ciemnych oczu Eijiego.
Wyraźne ciepło jego ciała i zapach jaki wyczuwał, gdy stał tak blisko zdawały się stopniowo burzyć marne podwaliny opanowania i spokoju, które obrał za cel na najbliższe 30 minut. Mimo iż żaden fragment skóry nie miał kontaktu z tą drugą, oboje odnosili wrażenie, że ta gruba i szczelna warstwa ubrań jest niewystarczająca by odwieść ich wzrok i myśli od miejsca, gdzie ich kontakt był najbardziej odczuwalny.
Chłodny powiew wiatru omiótł ich rozgrzane policzki, gdy ze skrywaną głęboko ulgą wyszli z podziemi metra skąd czekał ich jeszcze kilkuminutowy spacer do domu.
- Zacząłem czytać książkę, którą mi pożyczyłeś – odezwał się Eiji, zdając sobie sprawę, że już za chwilę Ash zniknie za murami swojego mieszkania.
- I jak ci idzie?
- Nie najgorzej, ze słownika skorzystałem co najwyżej trzy razy – pochwalił się.
- A gdyby słownik nie rozwiał twoich wątpliwości – zaczął Ash, spoglądając na niego na krótką chwilę – co byś zrobił?
- Zapytał ciebie.
- Rozumiem – odparł, zwalniając kroku. Przystanąwszy powrócił do niego spojrzeniem, mówiąc – tutaj mieszkam.
Wzrok Eijiego powędrował w górę, podziwiając okazałą kamienicę wzniesioną z czerwonej cegły, którą Ash wskazał niedbałym gestem dłoni.
- Bardzo... bardzo ładna – powiedział, nie znajdując lepszego słowa.
Przez chwilę zdawało mu się, że kąciki ust Ash'a lekko zadrżały jakby powstrzymywał się od śmiechu, ale gdy przyjrzał mu się uważniej owe wrażenie całkowicie rozwiał poważny wyraz jego twarzy.
- Dziękuję za dzisiaj... do jutra – pożegnał się, niechętnie poruszając nogami w przeciwnym kierunku do tego, w którym tak bardzo pragnął podążyć.
- Mówiłeś, że... że chciałbyś dokończyć kiedyś tamtą rozmowę – odezwał się Ash, skutecznie powstrzymując Eijiego przed wykonaniem kolejnego kroku, a gdy ich spojrzenia spotkały się, potęgując uczucia swoistego pobudzenia i niepokoju, zapytał – może to być dzisiaj?
Wrażenie Ash'a, że ta chwila podczas której niczym oskarżony czekał na werdykt sędziego potęgowało niezwykle intensywne i zdradzające szok spojrzenie lśniących oczu Eijiego. Powoli zaczynając żałować swojej nieprzemyślanej, spontanicznej decyzji, zacisnął dłonie w pięści i otworzył usta z zamiarem wycofania się ze swojej lekkomyślnej propozycji, ale w tym samym momencie dotarł do niego cichy głos Eijiego.
- Tak, może to być dzisiaj.
- ...Ok – powiedział równie cicho i odwróciwszy się ruszył w stronę wejścia.
- Idziemy do ciebie? - usłyszał za sobą.
- Nie chcesz? - odparł, umieszczając klucz w zamku.
W odpowiedzi Eiji podszedł bliżej, jednoznacznie dając do zrozumienia, że nie ma nic przeciwko by obiecana rozmowa odbyła się w mieszkaniu Ash'a, w którym to przecież tak bardzo chciał się znaleźć. Dotarcie na górę zajęło im mniej niż minutę, a gdy metalowe drzwi windy rozsunęły się i wyszli na stosunkowo wąski korytarz, po raz kolejny obydwoje niezależnie zrozumieli, że od tej chwili coraz trudniej będzie im się wycofać.
- Nie musisz ich ściągać – zwrócił się do niego Ash, gdy Eiji zaczął rozwiązywać sznurówki swoich wysokich, czarnych butów.
- Przyzwyczajenie z Japonii, tam chodzenie po domu w zewnętrznym obuwiu jest łagodnie mówiąc niewskazane – wyjaśnił, nie zaprzestając wcześniejszej czynności i stanąwszy w samych skarpetkach na drewnianej podłodze czekał na dalsze wskazówki.
- Rozumiem – rzucił krótko, odstawiając swoje własne tuż obok tych Eijiego. - Napijesz się czegoś? - zapytał, odrzucając kurtkę na metalowy wolnostojący wieszak.
Wygląd mieszkania zrobił na Eijim ogromne wrażenie. Ogromna przestrzeń, będąca połączeniem kuchni, jadalni i salonu sprawiała, że jego wzrok nie nadążał nad rejestrowaniem wszystkich interesujących go punktów. Część kuchenna w kolorze szarości płynnie przechodziła w dalsze rejony mieszkania, w którym dominowały ciemne elementy wystroju. W centralnym punkcie pokoju stała dwuosobowa sofa obita ciemno-szarym materiałem z rzeźbioną drewnianą ramą w kolorze ciemnego palisandru, a tuż przed nią ustawiony był drewniany, prostokątny stolik. Po lewej stronie Eiji dostrzegł oddzieloną parawanem część studyjną, gdzie podobnie jak u Shorter'a znajdował się sporych wielkości wzmacniacz i instrument, którym w tym przypadku była ciemnoczerwona gitara, której Eiji nie miał jeszcze okazji słyszeć. Na wprost, za sofą, wzdłuż całej jej długości ciągnął się drewniany regał zapełniony po brzegi książkami i płytami.
- Eiji? - głos Ash'a dotarł do niego jakby z oddali, uświadamiając mu, że po raz pierwszy usłyszał swoje imię wypowiadane przez tą wywołującą swoisty dreszcz barwę głosu.
- ...Tak?
- Pytałem czy napijesz się czegoś.
- Czegokolwiek, sam zdecyduj – powiedział, kątem oka dostrzegając jak coś czarnego przebiega szybko całą szerokość pomieszczenia i znika z pola widzenia, kryjąc się tuż za nogami Ash'a. - To Elizabeth? - zapytał, odwieszając na metalowy wieszak kurtkę.
- Tak, jest dość nieufna, więc nie radzę ci się do niej zbliżać. Chyba, że niestraszne ci pazury i kły – zerknął w dół, czując jak ociera się o jego jeansy.
Czarna kotka bacznie obserwowała intruza z bezpiecznej odległości, który to z kolei równie bacznie obserwował działania jej właściciela. Wyjąwszy z lodówki karton mleka i szklane naczynie wypełnione owocami Ash wrzucił do wysokiego pojemnika truskawki, banany i kawałki czekolady, po które sięgnął do górnej szafki chwilę wcześniej i dolał mleka, zapełniając nim niemal cały pojemnik. Nałożył plastikową pokrywę i wcisnąwszy przycisk wprawił w ruch metalowe ostrza.
- Mam nadzieję, że nie pożałujesz swojej decyzji – odezwał się Ash, podając mu szklankę wypełnioną aksamitnym koktajlem i umieszczoną w niej metalową słomką.
- Wnioskując po wyglądzie, szansa jest niewielka – odparł, zaciskając palce wokół chłodnego szkła.
Opuściwszy strefę kuchenną Eiji ruszył za kroczącym po drewnianych panelach Ash'em i zająwszy jedyne miejsce siedzące na obitej szarym materiałem sofie uniósł naczynie, kosztując pierwszy łyk.
- Pyszne – powiedział, kosztując kolejny.
- Dzięki.
Wzrok Ash'a powędrował na wpatrzone w niego zielone oczy Elizabeth i odstawiwszy szklankę na drewniany stolik wyciągnął w jej stronę otwartą dłoń. Kotka w ułamku sekundy znalazła się tuż obok by po chwili wygodnie rozłożyć się na jego udach. Pyszczek zwróciła w kierunku siedzącego obok Eijiego i w niemal całkowitym bezruchu świdrowała go swoim kocim spojrzeniem. Ciepło Elizabeth zadziałało na Ash'a rozluźniająco, ale nie na tyle by tak bliska obecność Eijiego przestała być dla niego wyzwaniem, pod każdym możliwym względem.
- Długo już masz Elizabeth? - zapytał Eiji, podejmując wyzwanie rzucone mu przez małego drapieżcę.
- W styczniu minie rok – odpowiedział, głaszcząc ją po lśniącym, czarnym futerku.
- Zawsze chciałem mieć psa, ale rodzice byli przeciwni.
- Dlaczego?
- Pewnie uważali, że nie wpasuje się w pałacowy styl ich domu – rzucił bez wcześniejszego przemyślenia swoich słów. Odrobinę zmieszany swoją nagłą szczerością, dodał szybko – przepraszam, pewnie nie masz ochoty tego słuchać.
- Nie... nie przepraszaj – powiedział, przyglądając mu się z nagłym pragnieniem by nie przestawał, by mówił dalej - chętnie posłucham więcej.
Serce Eijiego przyspieszyło, uświadamiając mu, że dotychczasowe tempo było zaledwie rozgrzewką. Wilgotne dłonie wsunął pod uda i odchyliwszy się na oparcie spojrzał ponownie na wwiercające się w niego tęczówki Ash'a.
- Nie lubię mówić o sobie, ponieważ sprowadza się to zawsze do tematu mojej rodziny, a rozmowa o niej nie należy do moich ulubionych – powiedział, uśmiechając się bez cienia wesołości.
- Wolałbyś... porozmawiać o czymś innym?
- Nie, chcę żebyś wiedział.
- ...Ok.
Chwyciwszy leżącą obok poduszkę, Eiji przycisnął ją mocno do piersi i wracając myślami do początku, wyznał:
- Odkąd pamiętam mój dom kojarzył mi się z brakiem wolności. Bycie sobą nie było mile widziane przez mojego ojca, który jest idealnym przykładem konserwatywnego, bogatego dupka. Moja mama jest mu całkowicie podporządkowana, a przynajmniej takie stwarza pozory, ponieważ zarówno ja jak i moja młodsza siostra doskonale wiemy jakie życie prowadzi, gdy tylko nasz ojciec znika na kilka dni, nie dbając o nic więcej jak o swoją firmę, o status społeczny, o to jak widzą go inni.
- Jak ma na imię twoja siostra? - zapytał Ash, gdy Eiji milczał przez dłuższy czas.
- Fumi – odpowiedział i uśmiechnąwszy się dodał – wyobrażam sobie jej reakcję, gdyby miała okazję cię poznać.
- To znaczy?
- No wiesz, pisk i tym podobne – zaśmiał się - ...ale do tego pewnie jesteś już przyzwyczajony – stwierdził, czując nieprzyjemny ucisk w klatce na myśl o potencjalnych relacjach intymnych Ash'a z kimkolwiek poza...
- Mógłbym bez tego żyć. Nie interesują mnie powierzchowne relacje – odezwał się, przerywając jakże niespodziewaną i szokującą myśl Eijiego.
- Kolejna rzecz, która nas łączy – powiedział cicho, ale nie na tyle by Ash nie usłyszał każdego wypowiadanego przez niego słowa.
- Kolejna? ...Która z kolei w takim razie? I jaka jest inna, która nas łączy? - zapytał, nieświadomie wbijając palce w niezadowoloną tym faktem Elizabeth.
Słowa, które nie miały trafić do uszu Ash'a, wypowiedziane na wpółświadomie odbijały się teraz echem w zagubionym umyśle Eijiego.
- Druga, która jest mi znana – zaczął, rozumiejąc że nie ucieknie od tego. - Pierwsza jest dość powszechna, ale nie zmienia to faktu że... ja również bardzo nie lubię gdy czyjeś działania burzą moje plany.
- Skąd pomysł, że nie lubię?
- Własna obserwacja potwierdzona przez Shorter'a.
Powstrzymawszy się od komentarza na temat potencjalnego zachowania swojego przyjaciela, zapytał:
- Myślisz, że są jeszcze inne rzeczy, które nas łączą?
- Tak.
- Skąd taka pewność? - zdziwił się Ash, słysząc natychmiastową odpowiedź.
- Przeczucie.
- ...Zdarzyło ci się podjąć decyzję, bazując tylko i wyłącznie na intuicji?
- Zdarzyło mi się podjąć decyzję pod wpływem chwili, czy to się liczy?
- ...Myślę, że tak – stwierdził po chwili namysłu. - Czy ta decyzja okazała się być słuszna?
- Z każdą chwilą coraz bardziej.
Ash odniósł wrażenie, że dokładnie w tym momencie za sprawą usłyszanych przed chwilą słów jego własne słowa nie są w stanie opuścić jego ściśniętego gardła.
- Nie przeraża cię to? - zapytał w końcu, czując jak jego napięte mięśnie zaczynają stawiać delikatny opór.
- Co takiego?
- Potencjalna przegrana.
- Odrobinę.
Ash zawahał się z odpowiedzią, czując jak Elizabeth podnosi się i zajmuje miejsce na kanapie pomiędzy nimi. Dłoń Eijiego przesunęła się mimowolnie w kierunku kotki i delikatnie dotknęła jej sierści, zatapiając palce w miękkim futerku.
- Niesamowite, że pozwoliła ci na to. Nawet Shorter'owi zdarza się oberwać za takie zachowanie.
- Chyba mnie polubiła – stwierdził z uśmiechem, nie przestając jej głaskać.
- ...Na to wychodzi – przyznał, wykrzywiając usta w delikatnym uśmiechu.
Wzrok Eijiego znieruchomiał, dostrzegając ten jakże niespodziewany widok, a jego usta poruszyły się, uwalniając kolejne słowa, które zaskoczyły siedzącego obok chłopaka, wprowadzając go w stan, którego nigdy wcześniej nie miał okazji doświadczać.
- Chciałbym poznać twój świat, Ash.

...

"I'm a puppet on a string
Tracy Island, Time traveling
Diamond cutter shaped heartaches
Come to find you 4:00 in some velvet morning
Years too late..."
R U Mine?, Arctic Monkeys