Tamtej nocy kiedy to Eiji opuścił mieszkanie Ash'a, sekundę po tym jak drzwi jego mieszkania zamknęły się, pozbawiając Eijiego widoku tych pięknych rysów twarzy, jego wnętrzem zawładnęła niezrozumiała tęsknota. Pragnął wrócić tam, nagiąć wszelkie zasady dobrego wychowania i poniekąd zmusić Ash'a by pozwolił mu zostać z nim jeszcze chwilę. Zacisnąwszy dłonie w pięści zmusił się by ruszyć w stronę windy i zjechać w dół, gdzie tuż za przeszklonymi drzwiami czekał na niego niepoznany jeszcze w pełni świat. Świat, który nie miał w sobie nic tak fascynującego i przyciągającego jak ta wpatrzona w niego, stojąca na najwyżej zawieszonym balkonie okazałej kamienicy osoba. Jak sparaliżowany wpatrywał się w niewyraźną postać, której oczy mimo znacznej odległości jaka ich dzieliła zdawały się być niezwykle wyraziste, lśniące i skrywające w sobie wszystko to co pragnął poznać. Na wspomnienie słów, które do niego skierował poczuł na swojej twarzy uderzenie gorąca i po raz kolejny zmusiwszy się do odwrotu uniósł rękę na znak pożegnania i ruszył pustą, słabo oświetloną ulicą. Z każdym krokiem zawstydzenie rosło w siłę, gdy jego umysł w zapętleniu odtwarzał zdanie, które wnioskując po reakcji Ash'a, zszokowało go do tego stopnia, że za jedyną słuszną decyzję uznał natychmiastową ewakuację. Dotknąwszy chłodnymi dłońmi swoich rozpalonych policzków zamknął na chwilę oczy i westchnąwszy głośno spróbował skupić myśli na czymś innym, ale jedyne co jego rozemocjonowany umysł był w stanie wykrzesać to Ash.

W momencie, w którym stał już przed drzwiami do swojego mieszkania dotarło do niego, że rozmowa, którą mieli dokończyć nie została chyba nawet podjęta, a przynajmniej z pewnością nie została zakończona. Tak naprawdę nie potrafił sobie przypomnieć o czym dokładnie rozmawiali. To durne 'Chcę poznać twój świat, Ash' uszkodziło najwidoczniej jego pamięć, gdyż jedyne co potrafił odtworzyć to chwila, w której spanikowany Ash podnosi się z kanapy i bez słowa odchodzi, zostawiając go samego z niewzruszoną Elizabeth.

Odwiesiwszy kurtkę na wieszak zdjął buty i skierował się do łazienki, mając nadzieję, że ciepły prysznic rozluźni jego napięte ciało. Ubrany w ciepłą, bawełnianą piżamę skrył się pod kołdrą i sięgnął po telefon, leżący na nocnej szafce. Dochodziła pierwsza w nocy, więc istniało duże prawdopodobieństwo, że Ash już śpi. Jednak pokusa by napisać do niego była większa niż obawa przed ewentualnymi konsekwencjami wybudzenia go ze snu. Zdobył jego numer od Shorter'a i był niemal pewien, że jego własny nie znajdował się w pamięci telefonu Ash'a. Przejechał palcem po ekranie i wybrawszy jego numer zaczął pisać.

Eiji: Z tej stronyEiji. Przepraszam, jeżeli cię obudziłem.Chciałem tylko poinformować, że jestem już w domu. Dobranoc.

Po niespełna minucie pokój rozświetlił ekran smartfona, a serce Eijiego wskoczyło na wyższy bieg, przyspieszając.

Ash: Nie obudziłeś. Shorter dał ci mój numer?

Przełknąwszy głośniej ślinę, odpisał:

Eiji: Tak. Przepraszam, jeżeli ci to przeszkadza. Powiedz słowo, a usunę.

Minęła chwila zanim nadeszła odpowiedź.

Ash: Nic takiego nie powiedziałem. I przestań mnie ciągle przepraszać.

Świadomie powstrzymując się przed napisaniem wiadomego słowa, jego palce poruszyły się pisząc:

Eiji: Postaram się. Czasami trudno się powstrzymać, jest to głęboko zakorzenione i do niedawna było czymś normalnym.

Ash: Być może z czasem normalność stanie się dla ciebie czymś zupełnie innym.

Eiji: Na to liczę – odpisał w pełni świadomy, że Ash może odebrać to w dwojaki sposób.

Ash: Chciałbyś pojechać z nami do Kalifornii? – odczytał kilka minut później.

Telefon wyślizgnął się spomiędzy palców Eijiego, lądując na miękkiej pościeli, a jego ciało podniosło się gwałtownie, odtwarzając kilkakrotnie skierowane do niego pytanie. Z niewiadomego powodu rozejrzał się nerwowo po pokoju jakby szukał jakiejś wskazówki, rady jak powinien odpowiedzieć by nie zabrzmiało to tak jakby było to ziszczeniem jego najskrytszych marzeń. Włączył telefon, a jego lekko spocone palce zaczęły poruszać się, pisząc:

Eiji: Nie chciałbym przeszkadzać. Czy to na pewno w porządku?

Ash:Tak, w przeciwnym razie nie proponowałbym ci tego. Więc? Jedziesz?

Eiji:Tak, jadę.

Odpowiedź nie nadeszła. Eiji pomyślał, że Ash prawdopodobnie uznał, że nie ma już nic więcej do powiedzenia i zwyczajnie zakończył tę tekstową wymianę zdań. Prawda była jednak taka, że całkowicie rozbudzony postanowił poddać analizie swoje szokujące wręcz zachowanie. Nie był sobą, nie czuł się sobą, a przynajmniej nie w pełni. Po części rozumiał co się z nim dzieje, nie zaprzeczał temu niezwykle prostemu i oczywistemu wytłumaczeniu, nie potrafił jednak zrozumieć dlaczego. Dlaczego teraz? Dlaczego on, tak zupełnie niespodziewanie? Choć znał i rozumiał zagadnienie od strony teoretycznej, potrafił opisać reakcje fizjologiczne, które temu towarzyszą, w praktyce był kompletnym laikiem. Czuł frustrację i bezsilność. Wiedział, że nie jest w stanie kontrolować tego tak jak zwykł to robić z każdą najdrobniejszą rzeczą. W tym konkretnym przypadku czuł niewidzialne więzy wokół swoich nadgarstków. Jego ruchy były skrępowane, pozbawione swobody i jakiegokolwiek planu, a przynajmniej takiego, który mieściłby się w ramach zdrowego rozsądku, nie odbiegał charakterem od jego dotychczasowych działań i reakcji.

Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich dzień wyjazdu. Minione dni upłynęły im nadzwyczaj spokojnie, bez żadnych większych uniesień czy zawirowań. Eiji jednak nie mógł pozbyć się wrażenia, że od czasu jego nocnej wizyty w mieszkaniu Ash'a między nimi coś się zmieniło. Niekoniecznie na lepsze. Doskonale pamiętając jego szokującą ucieczkę, nie miał odwagi zbliżyć się do niego i rozwiać wątpliwości dotyczących ich relacji. Czuł niepewność, która mimo ogromnych chęci do działania całkowicie zblokowała jego ruchy.

– Rozsiądźcie się wygodnie, czeka nas co najmniej 40 godzin jazdy – zawołał Alex, spoglądając na nich przez ramię, gdy zajął miejsce kierowcy i zapiął pas. Siedzący obok niego Sing, wyjął ze schowka płyty i zaczął szukać tej właściwej, tej którą zaplanował na pierwszą godzinę długiej trasy.

Eiji odłożył plecak za siedzenie i wbił wzrok w szybę. W tym samym rzędzie dwa miejsca dalej siedział Ash. Stopy Eijiego zupełnie nieświadomie poprowadziły go tutaj i teraz gdy świadomość powróciła, miał ochotę zwinąć się w kulkę i potoczyć jak najdalej stąd. Nie chciał by Ash poczuł się przez niego osaczony. Było to ostatnią rzeczą jaką chciałby w nim wzbudzić.

Shorter odwrócił się w stronę Ash'a, przewieszając rękę przez oparcie swojego fotela i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.

– Czego? – rzucił Ash, zsuwając się niżej przygotowany na kolejny niewygodny komentarz z jego nie szczędzących słów ust.

– Dobrze się spakowałeś? – zapytał, nie przestając się uśmiechać.

– Co? – zdziwił się, nie rozumiejąc co ma na myśli.

– Zabrałeś ze sobą wszystko co niezbędne? Co może się przydać? – sprecyzował, delikatnie unosząc brwi. Jego twarz zdradzała ślady rozbawienia. Wiedział, że Ash domyślił się co kryje się za jego pytaniem.

– Jesteś dupkiem – skwitował, naciągając kaptur obszernej bluzy i zamknąwszy oczy dał do zrozumienia, żeby dał mu spokój.

Wzrok Eijiego choć skupiony na widoku za oknem, bez problemu zarejestrował krótkie spojrzenie Shorter'a skierowane w jego stronę. Doskonale słyszał ich rozmowę, ale nie miał tyle pewności siebie by uznać, że te oczywiste niedopowiedzenia mogły być związane z nim samym.

Ciągnąca się w nieskończoność długa droga przerywana stosunkowo krótkimi przystankami i zmianami kierowcy Alex → Shorter, Shorter → Alex etc., minęła Eijiemu wyjątkowo komfortowo. Korzystając z udogodnień pojazdu, zajmował cały rząd siedzeń, układając swoje ciało w pozycji leżącej, a gdy wybudzał się o dziwo wypoczęty, rozmawiał i śmiał się z anegdot przytaczanych przez Shorter'a. Jednak to co sprawiało mu najwięcej przyjemności to silnie pochłaniające go dźwięki wydawane przez zwinne palce Ash'a, poruszające się na strunach jego czarnej gitary.

Bezlitosne słońce powitało ich, gdy tylko opuścili chłodne wnętrze samochodu i stanęli na parkingu przed jednopiętrowym hotelem wzniesionym z pomarańczowej cegły.

– Taka pogoda to rozumiem – odezwał się Shorter, spoglądając w czyste, bezchmurne niebo. Jego dłoń powędrowała do twarzy, kryjąc oczy przed ostrymi promieniami słońca.

– Docenię to, gdy wezmę prysznic – mruknął Alex, ruszając w stronę wejścia do budynku.

Czekając niecierpliwie aż wszystkie formalności zostaną zakończone i klucze zostaną przekazane na ręce Alex'a, obserwowali jak półnadzy goście korzystają z pięknej pogody, okupując sporych rozmiarów basen.

– Dokąd ty idziesz? – zdziwił się Ash, widząc że Shorter nie zatrzymuje się przy ich pokoju, zmierzając do sąsiedniego, którego Sing i Alex właśnie przekroczyli próg.

– Chyba nie myślałeś, że zamierzałem dzielić z wami pokój? – rzucił przez ramię, patrząc na niego z politowaniem.

Zimny pot oblał napięte ciało Ash'a, a gdy dotarł do niego odgłos kroków zbliżającego się Eijiego, zrozumiał że stan w którym się znalazł można bez wątpienia przypisać do określenia – panika.

– Ash? Nie masz klucza? – dotarł do niego głos Eijiego. Jego dłoń oderwała się od klamki, którą bez powodzenia próbował otworzyć zamknięte drzwi. – Gdzie Shorter? – dopytał, odnosząc wrażenie, że Ash go nie usłyszał.

– W pokoju obok – odezwał się, umieszczając klucz w zamku.

Oczy Eijiego rozszerzyły się mimowolnie, wpatrując bez słowa w wysoką sylwetkę Ash'a rzucającą na łóżko swój plecak. Futerał z gitarą odstawił ostrożnie na podłogę tuż przy ścianie i odwrócił się, spoglądając na stojącego w bezruchu Eijiego.

– Nie wchodzisz? – zapytał.

– T–tak, wchodzę – powiedział, nie starając się nawet kontrolować brzmienia swojego zdradzającego zaskoczenie głosu.

– Przeszkadza ci, jeżeli będę spał tutaj – zapytał Ash, wskazując łóżko znajdujące się najbliżej wejścia.

– Nie, w porządku – odparł Eiji, siadając na sąsiednim tuż przy oknie. Trzecie z nich umieszczone było prostopadle do pozostałych dwóch, znacznie dalej od tego na które zdecydował się Eiji, dalej od tego które wybrał Ash. I po raz kolejny przez głowę Eijiego przeszła myśl, że jego zachowanie, jego decyzja mogły spowodować, że Ash poczuł się niekomfortowo.

– Pójdę wziąć prysznic, możliwie jak najkrótszy – odezwał się Ash, zgarniając ze śnieżnobiałej pościeli równie śnieżnobiały ręcznik.

– Ok – zareagował Eiji i dodał pospiesznie – nie musisz się spieszyć, zaczekam.

Skryty za drewnianymi drzwiami łazienki Ash odrzucił czyste ubranie i ręcznik na metalowy wieszak i odkręcił wodę w prysznicu. Zrzuciwszy z siebie ciuchy wszedł do kabiny, zamykając za sobą przesuwne drzwi. Ciepły strumień wody niezbyt skutecznie rozluźniał jego napięte mięśnie, gdy spływał obficie po jego wyraźnie pobudzonym mimo zmęczenia podróżą ciele. Nie mógł uwierzyć, że Shorter posunął się do czegoś takiego. Mimo iż, w nowojorskich warunkach samotność z Eijim bardzo powoli stawała się czymś normalnym, tak tutaj w Los Angeles czuł, że nie jest jeszcze na to gotowy, nie na taką skalę. Ale czy na pewno? Czy na pewno to było powodem?

Nie zmieniając pozycji odkąd Ash zniknął za drzwiami łazienki, Eiji siedział na łóżku wpatrując się w zawieszony na ścianie obraz. Nie było w nim nic interesującego, równie dobrze za cel swojego spojrzenia mógł obrać białą ścianę – wrażenia byłyby bardzo zbliżone. To co działo się w jego umyśle można by przyrównać do reakcji rozszczepienia, w której to jego główna przewodnia myśl rozbiła się na mniejsze fragmenty, utrudniając skupienie na choćby jednej z nich. Czuł kolokwialny mętlik w głowie i nie był pewien, która z powstałych myśli ma najwyższy priorytet. Jedyne czego był niemal pewien to tego, że zachowanie Shorter'a było już wcześniej zaplanowane, a to znaczyło, że zrobił to ponieważ uznał ich relację za co najmniej wartą podjęcia tego ryzyka, ryzyka zdenerwowania i doprowadzenia najprawdopodobniej na skraj paniki swojego najlepszego przyjaciela. Podejrzewał co w tej chwili dzieje się w głowie Ash'a, rozumiał to i poniekąd czuł się z tego powodu szczęśliwy. Jakiekolwiek emocje inne niż obojętność zdawały się być nieporównywalnie lepsze. Świadomość, że jego osoba wywołuje w nim uczucia dalekie od tych z pogranicza letargu wzbudzała jedyną w swoim rodzaju ekscytację i ciekawość. Chciał wyzbyć się strachu i odważyć się na krok, po którym straci wszelkie prawo do odwrotu, powrotu do miejsca, w którym obydwoje tkwią uwięzieni przez własne słabości. Oderwawszy nieruchomy wzrok od zamalowanego prostokątnego płótna napotkał wpatrujące się w niego cudownie zielone oczy wysokiego chłopaka. Z jego jasnych włosów spływały kropelki wody, plamiąc przewieszony przez ramiona biały ręcznik, a zazwyczaj jasną skórę twarzy pokrywał delikatny odcień czerwieni, szczególnie widoczny na jego policzkach. Głos Eijiego opuścił jego gardło zanim on sam zdołał go zatrzymać, zanim uzmysłowił sobie, że po raz kolejny może to być za wiele. Jedyne co miał na swoje usprawiedliwienie to to, że wyglądał tak... tak...

– Jesteś piękny, Ash.

...

"...Pressure point
Raising hell
No turning back..."
What Goes Round Comes Around, Boom Boom Satellites