Ash nie miał pewności czy to co usłyszał naprawdę opuściło usta Eijiego i rozległo się w pokoju, docierając do jego uszu. Czuł pozostałości wody w kanalikach, więc równie dobrze kluczowe słowo, które wypowiedział mogło brzmieć zupełnie inaczej. Na pewno tak było – pomyślał, nie mając pojęcia jak się w takim razie zachować.
– Łazienka wolna – odezwał się, obierając możliwie najprostsze rozwiązanie. Chwycił bawełniany ręcznik i narzucił na głowę, wycierając nim wilgotne włosy. – Ok, dzięki – rzucił Eiji, uciekając od niego spojrzeniem. Zabrawszy ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy zamknął się w łazience, a gdy ujrzał w lustrze swoją zaczerwienioną twarz mimowolnie odchylił się do tyłu, osuwając się po gładkiej powierzchni drzwi na chłodne kafelki. Przycisnąwszy rozpaloną twarz do kolan po raz drugi w ciągu niespełna kilku dni wyrzucał sobie własną bezmyślność. Jak mógł powiedzieć coś takiego? Nic dziwnego, że Ash udał że tego nie usłyszał. Czuł się zażenowany i jeżeli byłoby to możliwe, nigdy nie opuściłby tego pomieszczenia. W chwili gdy Eiji zamknął za sobą drzwi, Ash opadł na łóżko przyciskając równie rozpaloną twarz do miękkiej poduszki. Reakcja Eijiego sugerowała, że wcale się nie przesłyszał, że słowo które padło było tym, któremu tak desperacko zaprzeczał.
– Kto mówi w ten sposób do faceta? – wymamrotał w poduszkę, czerwieniąc się jeszcze bardziej przez ograniczony dostęp tlenu. Desperacko zastanawiając się co powinien powiedzieć, gdy Eiji opuści swoją bezpieczną kryjówkę nawet nie spostrzegł się kiedy drzwi łazienki uchyliły się, a do pokoju wrócił winowajca tego wszystkiego.
– Ash? – głos Eijiego wywołał dreszcz na jego rozgrzanej przez panującą temperaturę i targające nim emocje skórze. Zebrawszy się w sobie uniósł głowę i spojrzał w bok, napotykając jego niepewne spojrzenie. – Przepraszam – wyrzucił z siebie, pochylając się do przodu.
Widok pochylającego się Eijiego, proszącego go o wybaczenie spotęgował jedynie wszystkie obezwładniające go emocje.
– Eiji – odezwał się, podnosząc swoje lekko odrętwiałe ciało – mówiłem ci, przestań mnie przepraszać... tym bardziej w taki sposób. Poza tym... nie zrobiłeś nic za co musiałbyś czuć się winny i zmuszony do jakichkolwiek przeprosin.
– ...Sprawiłem jednak, że znowu poczułeś się niekomfortowo – odparł, spuszczając wzrok.
– Byle... bardzo wiele rzeczy sprawia, że odczuwam dyskomfort. Nie przejmuj się, nie jesteś w tym odosobniony.
– Nie chcę być jedną z przyczyn takiego stanu – powiedział cicho.
– To chyba... nieuniknione. Zresztą zostawmy to. Za kilka godzin gramy koncert, więc powinienem nabrać trochę sił przed występem – powiedział, odrzucając ręcznik na oparcie krzesła. – Gdybym zignorował budzik, mogę liczyć na twoją interwencję? – zapytał, na powrót przykładając głowę do miękkiej poduszki.
– Jasne! Obudzę cię, możesz spać spokojnie.
– Dzięki – rzucił cicho, zamykając oczy.
Oczywiste było, że sen nie nadchodził. Rozemocjonowany umysł Ash'a nie pozwalał mu na obniżenie częstotliwości fal i stopniowe przekraczanie kolejnych faz snu. Buntował się przed zmianą świadomości, przed choćby jej chwilowym zanikiem. Leżąc z zamkniętymi oczami odnosił wrażenie, że obecność Eijiego nigdy wcześniej nie była tak wyczuwalna, tak absorbująca jego wyjątkowo skupione na jego osobie myśli. Coraz wyraźniej uświadamiał sobie, że zaprzeczanie czy ucieczka nie zagłuszą jego uczuć, nie sprawią, że zapomni. Po raz pierwszy odczuł potrzebę i tak silną determinację by przeciwstawić się własnym lękom i słabościom. Wiedział, że jeżeli pozwoli mu odejść, zawsze będzie żałował tej decyzji, że znienawidzi samego siebie za odebranie sobie szansy na coś wspaniałego, coś czego nawet jego genialny umysł nie potrafił przewidzieć.
Scena rozstawiona tuż przy zatłoczonej, szerokiej plaży przyciągała coraz większe rzesze ludzi. Do planowanej godziny rozpoczęcia koncertu pozostało jedynie 5 minut, co dało się odczuć przez wzmożony ruch pod samą sceną, gdy ci najbardziej zagorzali fani walczyli o najlepsze miejsce. Eiji przyglądał się temu z daleka, stojąc w odosobnieniu na drewnianych deskach, gdzie w centralnym ich punkcie stał rozłożony i czekający na muzyków sprzęt. Zawieszony na szyi aparat ciążył mu jak nigdy wcześniej, poddając próbie jego zmęczone i wyraźnie napięte ciało. Po raz kolejny w tak krótkim odstępie czasu wyrzucał sobie własną szczerość, impulsywność i lekkomyślność. Gdyby tylko jego mocą było przemyślane dzielenie się z otoczeniem swoją opinią, z pewnością brzemię aparatu nie byłoby tak odczuwalne, potęgując jedynie ciężar który spoczywał na jego buntującym się już sercu.
Za plecami usłyszał głośny śmiech Shorter'a, nieco cichszy Sing'a i Alex'a oraz co nie było już zaskoczeniem markotny głos Ash'a. Mimowolnie kąciki ust Eijiego powędrowały w górę, wyobrażając sobie możliwe przyczyny takiego stanu i wyczuwając ich bliską obecność, jego wzrok równie nieświadomie podążył w tamtym kierunku. Spojrzenie Ash'a, które napotkał jako pierwsze nigdy wcześniej nie było tak dużym wyzwaniem dla jego organizmu. Rozgrzaną skórę przeszedł dreszcz, serce podjęło bardziej intensywną pracę, a spocone dłonie odmawiały posłuszeństwa przy podtrzymywaniu zawieszonej na szyi kamery.
– Eiji! Gotowy? – odezwał się wesoło Shorter, obejmując go ramieniem.
– Gotowy – odparł, siląc się na swobodny ton.
Ash wyminął go bez słowa, podążając za pozostałymi członkami zespołu, a gdy znaleźli się w polu widzenia zgromadzonego przed sceną tłumu, dotarły do nich głośne okrzyki wydobywające się z ich niezdartych jeszcze gardeł. Raz jeszcze ciałem Eijiego wstrząsnął dreszcz, a gdy to minęło uniósł aparat i w pełni przygotowany na kolejny atak tym razem ze strony jasnowłosego chłopaka, którego głos paraliżował a zarazem pobudzał jego niestabilne wnętrze, skierował obiektyw na żywe źródło wszystkiego z czym zmagał się jego rozemocjonowany umysł.
– A teraz to, na co czekałem najbardziej! – zawołał Shorter, zacierając ręce.
– Co takiego? – zainteresował się Eiji, chowając aparat do swojego plecaka.
Koncert dobiegł końca, a cały zespół łącznie z Eijim pakował swój sprzęt.
– Impreza w plażowym barze – wyjaśnił Sing.
– Shorter lubi integrować się z fanami – dodał Alex w pełni gotowy do opuszczenia przydzielonego im pomieszczenia.
– W szczególności z damską częścią – dopowiedział Sing.
– Choć raz zdarzyło mu się...
– Każdy by się pomylił, facet wyglądał jak laska! – wtrącił Shorter zanim Alex wypowiedział kluczowe słowo.
– Nie każdy – odezwał się Ash podobnie jak Alex i Eiji, czekając jedynie na pozostałą dwójkę.
– ...Ok, całowałem się z facetem. Być może jestem pierwszy z wszystkich tu obecnych, ale z pewnością nie ostatni – powiedział, posyłając Ash'owi krótkie, ale jakże jednoznaczne spojrzenie.
Oczy Ash'a i Eijiego rozszerzyły się do granic możliwości, a czerwień policzków rozlała się, docierając do uszu. Zupełnie niezależnie i niezwykle wyraźnie w ich umysłach wyświetlił się obraz, który tak po prostu, bez uprzedzenia i z oczywistym przekazem przedstawił Shorter.
– Masz nadzieję, że któryś z nas będzie odurzony do tego stopnia, że nie zauważy oczywistych... – zawahał się Sing, szukając właściwego słowa – wypukłości? – zakończył, decydując się na wspomniane.
– Nie sądzę by każdy potrzebował... – tym razem Shorter zatrzymał się, gdy wściekłe spojrzenie Ash'a dosłownie przeszyło go na wylot, zadając fizyczny ból. Delikatny ucisk w klatce skutecznie uwięził jego dalsze słowa. – Wracając do ważniejszych spraw... – odezwał się zanim głosy jego przyjaciół mogłyby przerwać trwającą od kilkunastu długich sekund ciszę – idziemy? – dokończył z uśmiechem, umieszczając swoje czarne okulary na nosie.
Eiji musiał przyznać, że gdyby miał wybór odpuściłby sobie to w czym uczestniczył dokładnie w tej chwili. Siedząc na wysokim, drewnianym krzesełku wzdłuż długiego baru, obracał na nierównej powierzchni blatu szklankę wypełnioną jakimś egzotycznym drinkiem, na którego namówił go nie kto inny jak Shorter. Kątem oka obserwował jak trzy miejsca dalej od dłuższego już czasu swobodnie rozmawia z średniego wzrostu blondynką i towarzyszącą jej nieco mniej angażującą się ciemnowłosą koleżanką, która swoją uwagę niemal całkowicie przeniosła na Ash'a.
– Nie smakuje ci, Eiji? – zagadał do niego Sing, wskazując głową jego pełną jeszcze szklankę.
– Nie, to znaczy...
– Może wolałbyś zwykłe, klasyczne piwo? – wtrącił Alex, wychylając się zza Sing'a. Miejsce dalej zajmował Ash, który mimo iż rozmowa nie należała do najciekawszych, przysłuchiwał się jej z nadzwyczaj dużym zainteresowaniem. Starania obcej dziewczyny starał się ignorować, w czym należało przyznać był całkiem dobry.
– Nie, w porządku, naprawdę – zapewniał gorączkowo Eiji, pragnąc przestać być w centrum zainteresowania. Z pomocą przybył mu nieznajomy, który stanąwszy pomiędzy Sing'iem i Alex'em zaczął rozprawiać o wspaniałym koncercie, który zaserwowali wygłodniałym sztuki fanom.
Eiji uniósł szkło, zwilżając usta słodkim, mimo zawartego alkoholu płynem i odwróciwszy wzrok w kierunku plaży, przyglądał się tańczącym na piasku ludziom. Wieczór był wyjątkowo ciepły. Przewiązany wokół bioder cienki sweter na chwilę obecną okazał się być całkowicie zbędny. Westchnąwszy bardzo cicho odstawił na wpół opróżnioną szklankę, ale gdy zauważył że miejsce, które zajmował Ash jest puste omal nie rozlał pozostałej w niej zawartości. Owe ryzyko ponownie zawisło nad drewnianym blatem, gdy usłyszał za sobą cichy acz bardzo wyraźny głos Ash'a:
– Długo jeszcze zamierzasz męczyć tego drinka?
Eiji spojrzał na niego z wahaniem, nie mając mimo wszystko pewności czy dobrze usłyszał, czy głos na pewno należy do niego.
– ...Nie, a co? – zapytał, z trudem przełykając ślinę.
– Męczy mnie hałas. Pomyślałem, że może ciebie również.
W spojrzeniu Ash'a, niezwykle skupionym i intensywnym Eiji dostrzegł ślad niepewności. Nie odrywając od niego oczu, zsunął się z krzesła i stanąwszy stabilnie na kamiennych płytach zmusił swoje struny głosowe do ruchu.
– Co proponujesz... Ash?
...
"...Are you ready or not
I'll never fade away
Open up your mind instead of wondering why
Sinkin deep you divide yourself in two
I don't care cuz you're my imagination..."
Easy Action, Boom Boom Satellites
