Fale leniwie uderzały o brzeg. Odległy, ciemny horyzont jaśniał co jakiś czas światłem dobywającym się z sunących po niespokojnej tafli wody jachtów. Podążając wzrokiem wzdłuż szerokiej plaży, w oddali można było dostrzec jeszcze inny, bardziej wyraźny ślad ludzkiej obecności. Widoczny ruch na tle rozświetlonego obszaru, który z tej odległości był zaledwie rozmytym punktem przypominał, że wbrew pozorom nie są sami.
– Nie jesteś przyzwyczajony do tego typu imprez – odezwał się Ash, wodząc wzrokiem za ruchomym, jasnym obiektem wyróżniającym się na tle ciemnego oceanu. Siedząc na murku, ich stopy znalazły oparcie na chłodnym piasku, a dłonie swobodnie spoczęły na udach.
– Nie jestem – przyznał Eiji, obierając za cel swojego spojrzenia poruszający się na niebie punkt i dodał pospiesznie, wskazując palcem odpowiednie miejsce – spadająca gwiazda.
Delikatny uśmiech wykrzywił usta Ash'a na dźwięk podekscytowanego głosu Eijiego.
– To nie spadająca gwiazda, to meteor – poprawił go, podążając za ruchem jego palca.
– No tak, racja, gwiazdy nie spadają – wymamrotał odrobinę zmieszany.
– Co najwyżej zapadają się.
– Lub wybuchają?
– Tak.
– Krótka lekcja astrofizyki – zaśmiał się cicho Eiji, nie odrywając wzroku od ruchomego punktu, który po chwili rozpłynął się, ginąc w atmosferze.
– Ja również nie jestem fanem takich zgromadzeń – wyznał Ash, tym razem spoglądając w kierunku rozmytej plamy, gdzie jego przyjaciele spędzali czas w jednym z plażowych barów. W jego głowie wyświetlił się obraz kiedy to ich próba wymknięcia się zakończyła się porażką i nieugięty i nieświadomy wyrządzanej im krzywdy Alex niemalże siłą zaciągnął ich z powrotem w sam środek tej hałaśliwej strefy.
– W których jesteś zmuszony uczestniczyć dość często, prawda?
– Tak.
– W takim razie można powiedzieć, że dzisiaj jest twój szczęśliwy dzień. W odległości co najmniej kilometra nie ma tu nikogo oprócz nas – zauważył Eiji, uparcie wodząc wzrokiem po gwieździstym niebie.
– To prawda... nawet bardzo – przyznał, zerkając na niego z wyraźnym brakiem pewności widocznym zarówno w jego ruchach jak i spojrzeniu.
Eiji opuścił strefę komfortu, wychodząc na spotkanie czekającym na niego w napięciu pięknym oczom jasnowłosego chłopaka. O tak wiele chciał zapytać, tak wiele chciał mu powiedzieć... tak wiele chciał...
– O czym tak intensywnie myślisz? – usłyszał jego cichy głos, przerywający potok nieuporządkowanych jeszcze myśli.
– Skąd pomysł, że intensywnie? – zainteresował się Eiji zaskoczony trafnością użytego przez Ash'a określenia.
– Zdradziła cię ta zmarszczka – wyjaśnił Ash, wskazując palcem miejsce pomiędzy łukami brwiowymi.
– A ty tak po prostu powiązałeś to z chaosem w mojej głowie.
– Chaosem? Jest aż tak źle? – spytał coraz bardziej ciekawy tego co rozgrywa się w jego umyśle. Jednak nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi zapytał raz jeszcze – o czym myślisz, Eiji?
– ...Od czego zacząć. Tak wiele chciałbym ci powiedzieć... ale nie wiem od czego zacząć.
Mimo iż było to dla niego dużym wyzwaniem, Ash nie odwrócił wzroku.
– Najprościej będzie jeżeli... zaczniesz od początku.
– ...Masz rację – przyznał Eiji, spuszczając na krótką chwilę wzrok by po niespełna sekundzie wrócić do jego lśniących w przytłumionym świetle pobliskiej, samotnej lampy oczu. Zauroczony widokiem jego usta poruszyły się, zupełnie nieświadomie zdradzając sekrety, którymi nie miał śmiałości i odwagi się do tej pory dzielić – gdy mieszkałem w Japonii, byłem z kimś związany. – Oczy Ash'a rozszerzyły się, a niespokojne serce po raz kolejny dało o sobie znać. – Sądziłem, że to nieważne jak postrzegają nas inni. Poniekąd nadal tak uważam, choć z mniejszą pewnością – spokojny i cichy głos Eijiego coraz silniej pobudzał napięte ciało Ash'a. – Gdy mój ojciec dowiedział się, że mam chłopaka, nakazał mi zerwać z nim wszelkie kontakty i przestać ośmieszać naszą rodzinę. Nie mógł znieść myśli, że ktokolwiek mógłby się o tym dowiedzieć. Dał mi do zrozumienia, że dopóki żyje i jestem od niego zależny finansowo nie pozwoli mi na tego typu związek, na życie według mojego planu.
– ...Co mu odpowiedziałeś? – pytanie, które padło z jego ust wymagało od Ash'a wiele wysiłku i odwagi.
– Zapewne pod wpływem szoku początkowo przystałem na jego warunki.
– A twój chłopak? – spytał tak cicho, że gdyby nie bliska odległość jaka ich dzieliła, Eiji nie usłyszałby jego głosu.
– Nie jest już moim chłopakiem – odpowiedział, a z jego ostatnim wypowiedzianym słowem Ash poczuł jakby ogromny ciężar na jego piersi zmniejszył się o połowę. – Nie był już nim zanim tu przyjechałem – dodał, potęgując odczucia Ash'a.
– Tęsknisz za nim?
– Zdarzało mi się, ale jakiś czas temu to uczucie całkowicie zniknęło.
– Pogodziłeś się z jego stratą?
– Bardziej pogodziłem się z tym, że zwyczajnie nie byliśmy sobie przeznaczeni. Nie sądzę by którykolwiek z nas miał na to większy wpływ. Myślę, że pisane nam było rozstanie.
– A teraz?
– Teraz? – powtórzył Eiji, nie rozumiejąc.
– Co jeżeli spotkasz na swojej drodze tą odpowiednią osobę... jak dzisiaj odpowiedziałbyś ojcu?
– Już odpowiedziałem – odparł, mając pewność, że Ash zrozumie co kryje się za jego słowami.
– To znaczy, że nie masz do czego wracać?
– Na pewno nie do życia, na które godziłem się pod jego presją.
– A życie, które wiedziesz tutaj... bliższe jest temu, które zostało ci zabronione?
– Tak.
Szum fal, uderzających o brzeg był w tej chwili jedynym wyraźnym źródłem dźwięku. Ich skupione na sobie spojrzenia desperacko starały się dostrzec to co kryje się wewnątrz, tuż za kruchą powłoką ich ciał.
– To wszystko co chciałeś mi powiedzieć? – odezwał się Ash, przerywając trwającą między nimi ciszę. Jego cichy głos rywalizował z wszechobecnym szumem oceanu.
– Nie, ale chyba wyczerpałem już dzisiaj limit wpadek. Nie chciałbym jeszcze bardziej zwiększać poziomu twojego dyskomfortu – powiedział, czerwieniąc się odrobinę na wspomnienie sytuacji, która miała miejsce w hotelowym pokoju.
Ash nie odpowiedział od razu. Analizując jego słowa, coraz dobitniej uświadamiał sobie, że nie chce uciekać, że chce podjąć rzucone mu wyzwanie. Czuł, że już za późno by się wycofać.
– Mój poziom dyskomfortu od bardzo dawna nie był tak niski jak w tej chwili – wyznał, mając nadzieję, że to go przekona.
– ...Twój głos – zaczął Eiji, nie odrywając od niego oczu – uwielbiam słuchać twojego głosu.
Jeżeli jeszcze przed chwilą, Ash uważał, że jest przygotowany na wszystko co Eiji ma mu do powiedzenia, w tym momencie, po jego słowach stracił wszelką pewność, że jest w stanie przewidzieć jego zachowanie i przygotować się na możliwe konsekwencje.
– Mówiłem, że to ryzykowne – przypomniał Eiji, dostrzegając na jego twarzy zagubienie.
– Nie... w porządku – rzucił cicho Ash. – ...To wszystko? Czy coś jeszcze zostało?
– Nie przeraża cię to?
– Co takiego?
– Moja odpowiedź.
– Przeraża mnie brak odpowiedzi... i niepewność.
Eiji walczył zaciekle z pokusą by wyznać wszystko, by przestać dusić w sobie wszystkie emocje i uczucia, które coraz wyraźniej buntowały się przed ignorancją i ich bezdusznym tłumieniem.
– Od jakiegoś czasu zastanawiam się co jeżeli... to ty jesteś dla mnie tą odpowiednią osobą – wyrzucił z siebie zanim rozsądek i strach sparaliżowały jego struny głosowe.
Ciepło, które wypełniło Ash'a rozeszło się po całym ciele, sprawiając że paradoksalnie przeszedł go dreszcz. Umysł odniósł porażkę, próbując zapanować nad wypełniającymi go emocjami. Nigdy wcześniej nie stanął przed tak dużym wyzwaniem, nie miał opracowanego żadnego planu działania, czuł się bezsilny i całkowicie podatny na wszystko co usłyszy z ust siedzącego obok chłopaka.
– Nie wiem czy wart jestem twojej uwagi. Twoje oczekiwania i wyobrażenia mogą znacznie przewyższać...
– Nie mam żadnych – wtrącił łagodnie Eiji. – Czuję, że jestem gotowy zaakceptować wszystko co jesteś w stanie mi zaoferować.
Całkowicie obcy stan, w którym znajdował się w tej chwili Ash rozprzestrzeniał się, obejmując kolejne fragmenty jego ciała, docierając aż do opuszek palców.
– Podobno... wielokrotnie słyszałem opinię, że jestem trudny, że nie wzbudzam sympatii i...
– Nie przeszkadza mi to. Poza tym moja opinia jest... szokująco odmienna. Wiem, że to naiwne, ale nie wyobrażam sobie by jakakolwiek twoja cecha sprawiła, że... moje uczucia względem ciebie ulegną zmianie.
– ...Chciałbym w to wierzyć – powiedział bardzo cicho, spuszczając wzrok.
– Spróbuj... – zaczął, nieśmiało przesuwając rękę w jego stronę – spróbuj uwierzyć, że to prawda – zakończył, delikatnie muskając palcami wierzch jego dłoni.
Ash drgnął pod wpływem jego dotyku, a oszołomione spojrzenie utkwił w jego ciemnych, wyjątkowo lśniących tęczówkach. Bezchmurne, gwieździste niebo rozpościerające się nad nimi niczym nieprzezierna sfera chroniło ich przed światem zewnętrznym, przed wszystkim tym z czym zmagało się ich rozemocjonowane wnętrze.
– Nie jestem pewien czy to dobry pomysł – wyszeptał Ash, gdy palce Eijiego zacisnęły się mocniej na jego dłoni, a ciepły oddech musnął jego policzki.
– Dlaczego? – zapytał równie cicho, nie wycofując się nawet o milimetr. Ich twarze niemal stykały się ze sobą, a rozszerzone oczy wpatrywały się w siebie z najwyższą uwagą i niedowierzaniem.
– ...Gdybyś dał mi chwilę by się zastanowić, z pewnością znalazłbym kilka powodów.
– W takim razie dobrze, że jej nie masz – wyszeptał tuż przy jego ustach, zmniejszając pozostałą między nimi przestrzeń do zera.
Ich usta złączyły się na ułamek sekundy, niepewnie i powoli przyzwyczajając się do swojej bliskiej obecności. Niedowierzające i kryjące w sobie niespełnione jeszcze pragnienia spojrzenia, które napotkali otwierając na tą krótką chwilę swoje skryte pod powiekami oczy, były głuchą, jednoznaczną zapowiedzią ich następnych kroków. Samotne usta na nowo odnalazły siebie, raz jeszcze smakując smak tych drugich, zapamiętując kształt, fakturę i to w jak cudowny, odrobinę niezdarny jeszcze sposób odpowiadały na ruch tych pierwszych. Słodki i niewinny pocałunek jaki dzielili sprawiał, że wątpliwości i obawy, które zaledwie kilka minut temu powstrzymywały ich przed podjęciem ryzyka, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. I choć dla żadnego z nich nie był pierwszym, z reguły tym wyczekiwanym i wymarzonym, ich serca i umysły postrzegały go dokładnie w tych kategoriach. Wszystko w nim było pierwsze. Każdy ruch mimo niedoskonałości cechowała perfekcja, był idealny, uzależniający i wzmacniający przeczucie, że przerwanie go byłoby niepowetowaną stratą.
Mimo świadomości popełnianego błędu ich usta oderwały się od siebie, a lśniące oczy ponownie napotkały te drugie. Zsynchronizowane serca nieświadomie rywalizowały, starając się przetrwać w tych nieznanych im jeszcze warunkach.
– Ash... – cichy głos Eijiego dotarł do niego, powoli wybudzając go z tego cudownego stanu błogiej nieświadomości – nadal uważasz, że to zły pomysł?
– To nie fair, że pytasz mnie o to w tej chwili.
– Tak czy nie? – nie odpuszczał. Dłoń Eijiego powędrowała do jego twarzy, zupełnie naturalnie dopasowując się do kształtu jego policzka. Ash mimowolnie zmrużył oczy, delikatnie napierając na ciepłą skórę, stapiającą się z jego własną.
– Pierwszy raz – zaczął Ash, unosząc powieki by wyraźny obraz twarzy Eijiego dotarł do jego zmysłów – czuję tak duży lęk przed udzieleniem szczerej odpowiedzi.
– ...Tak... czy nie...? – ponowił swoje pytanie, wodząc kciukiem po gładkiej skórze jego twarzy.
– Znasz odpowiedź Eiji, dlatego proszę... przestań mnie dręczyć – odezwał się, mrużąc oczy pod wpływem jego wyraźniejszego dotyku.
– Przepraszam, ale chcę to usłyszeć – powiedział cicho, nie odrywając od niego oczu.
Ash przygryzł nerwowo wargę, rozumiejąc że istnieje tylko jedno słuszne wyjście z tej sytuacji i że nie jest nim opanowana wręcz do perfekcji ucieczka.
– Nie – odpowiedział w końcu i dodał, chcąc mieć pewność, że Eiji zrozumie to właściwie – tak brzmi moja odpowiedź.
– Nie sądziłem, że dźwięk tego słowa może być tak przyjemny – odparł, coraz śmielej pokonując dzielące ich centymetry. – Ash... – wyszeptał jego imię, zatrzymując się przed ostateczną granicą.
– Tak...? – niezwykle cichy głos idealnie komponował się ze spojrzeniem wyrażającym wszystko to czego nie potrafił powiedzieć na głos, czego nie do końca jeszcze rozumiało jego serce i umysł.
– Mogę cię pocałować?
Piękną twarz Ash'a, na której skupione były oczy Eijiego wykrzywił delikatny uśmiech.
– Nie sądzisz, że trochę za późno na takie pytanie?
– Niby tak, ale... – zawahał się, zaciskając nerwowo usta – tym razem chciałbym pocałować cię w nieco inny sposób.
– Inny? – powtórzył, nie ufając podsuwanym mu przez rozemocjonowany umysł wyjaśnieniom. Przyzwyczajony do porażek w kwestii przewidywania zachowań Eijiego potrzebował wskazówki.
– Naprawdę nie wiesz? – spytał, nie mając jeszcze śmiałości przekroczyć granicy.
– Przeszłość nie pozwala mi zawierzyć własnej intuicji.
Eiji nie miał pewności jaką przeszłość Ash ma na myśli. Ciekawość wzięła górę nad oczywistymi w tej sytuacji potrzebami.
– To znaczy?
– To znaczy, że nie jestem zbyt dobry w przewidywaniu twoich ruchów.
– Czyli miałeś na myśli naszą wspólną przeszłość – uśmiechnął się, odgarniając do tyłu jego jasne włosy. Palce wplótł w miękkie pasma i pochylił się, mówiąc ciszej – inny to znaczy taki, w którym nie tylko nasze usta są złączone. Inny to znaczy głębszy i...
– Rozumiem – przerwał mu Ash. Zaczerwienione policzki w cudowny sposób podkreślały jego szybkie, odrobinę nerwowe zapewnienie. Eiji był pewien, że Ash naprawdę rozumie i jest świadomy tego co już za chwilę wydarzy się między nimi.
Przekroczywszy granicę Eiji ponownie natrafił na jego miękkie usta i dając mu czas na odpowiedź, zatrzymał się na krótką chwilę. Natychmiastowa reakcja Ash'a pobudziła go do bardziej śmiałych ruchów. Niecierpliwe dłonie zacisnął na materiale jego bluzy, przyciągając go jeszcze bliżej siebie, na tyle blisko by wyraźny smak i zapach wypełniły jego nienasycone zmysły. Dłonie Ash'a dotknęły jego policzków, a niecierpliwe wargi coraz mocniej napierały na te drugie. Pogłębiający się pocałunek, nad którym Ash zdawał się przejmować kontrolę zaskoczył Eijiego. Rozchyliwszy usta poczuł jak język Ash'a przesuwa się powoli po jego dolnej wardze by po chwili wślizgnąć się do jego wnętrza, pobudzając organizm do niekontrolowanych reakcji.
Można było pokusić się o stwierdzenie, że upływający czas rządzi się tutaj innymi zasadami, że to odległe miejsce, w którym przełamali swoje lęki i otworzyli się na siebie podlega innym prawom fizyki. Tym razem żaden z nich przez bardzo długi, jednak bliżej nieokreślony czas nie miał zamiaru tego przerywać. Ich pocałunek, ten znacząco inny trwał nadal.
...
"...There are boys in the twilight zone
Alone
I see them drift away
Saints with sins..."
Lost Boys, Still Corners
